Ilustracja: Elina Sazonova

Robert (VIII)

14 lutego 2023

Opowiadanie z serii:
Robert

Szacowany czas lektury: 23 min

                                                           –– Rozdział 8 ––

Przez kilka dni był spokój, a ja dostałem ciekawy telefon od szefa konkurencyjnej hurtowni, który poprosił o spotkanie.
Poszedłem.
– Witam, chcesz drinka?
– Nie dziękuję, wdałem się w sport i w ogóle nie piję.
– Przejdę do rzeczy, podobno masz kontakty z chemią w Niemczech?
– Mam.

Ok… czas na prawdę.
Kilka lat temu dwóch moich kumpli, takich lekkich bandziorów, wyjechało do Niemiec i po jakimś roku, zapytali się, czy nie chciałbym sprzedawać po cichu chemii niemieckiej?

Był to czas, gdy wchodziły markety i sprzedaż zaczęła spadać, więc zgodziłem się bez pytania i powiem tak… przez wiele miesięcy ta lewizna ratowała moje finanse.
A że towar był o połowę tańszy, to cieszyłem się i oczywiście byłem cicho.

Co prawda ukrywałem to przed nią, bo inaczej mojej wydatki, a czasami były koszmarne, wykończyłyby nas już dawno, ale którą kobietę to interesuje?
Szło, więc fajnie i choć towar był bez faktur, to radziłem sobie. Tylko że potem weszły kasy fiskalne i dupa, skończyło się.|
Dlatego, od jakiegoś czasu mówiłem w domu o oszczędzaniu.

– Mamy propozycję…
– My?
– Tak, mam cichego wspólnika, ale mocnego.
– Ok, jaką?
– Czy możesz sprowadzić jakiś transport dla nas?
– Mogę, ale to będzie bez faktury.
– Nic się nie martw, tylko załatw,
– A ile potrzebujecie?
– Najchętniej całego tira.
– Myślę, że nie będzie problemu, tylko, co to ma być?
– Obojętnie, zbyt jest na wszystko.
– W porządku, spróbuję załatwić.
– Załatw, a ja obiecuję, że rozliczymy się bardzo uczciwie.
– Dobrze.

Cholera… cudownie.
Interes, który szedł coraz gorzej… nagle dostał super paliwo.
Zadzwoniłem szybko do Niemiec, a koledzy tak się ucieszyli, że jeszcze obiecali wódkę.
I najważniejsze, zawsze dostawałem od nich towar w komis, więc rozliczałem się po czasie, czyli… mogłem udawać, że wykładam za swoje.

Po dwóch tygodniach przyszedł tir proszku do prania z toną płynów, a ja dostarczyłem go we wskazane miejsce.
Minął tydzień i dostałem telefon, że jadą do mnie się rozliczyć. 
Od razu wiedziałem, że ten drugi, to ktoś z kasą, bo podjechał najnowszym mercedesem.
– Robert… to jest Wojtek, nasz człowiek od interesów.
– Cześć.
– Wspólniku, tu jest twój wkład, oraz dodatkowo 23 % zysku z VAT, minus 5% na opłaty i wszystko dzielimy na trzech.
A że tir kosztował sto tysięcy euro, to na stole leżało dodatkowo… po sześć tysięcy euro dla każdego.

Kurwa…!!!
Za nic.

Mocno udawałem, że dla mnie takie pieniądze to norma, ale dla bezpieczeństwa ręce trzymałem pod stołem.
– Potrzebujemy następnego tira, a tak w ogóle, to trzy na miesiąc.
Prawie padłem, bo w oczach zobaczyłem bankomat, z którego leci rzeka forsy, ale dla pewności poprosiłem o minutę i zadzwoniłem do Niemiec.
A odpowiedź była taka… KURWA TAK!!!
No i minął miesiąc, trzy tiry przyjechały, a ja dostałem osiemnaście tysięcy euro na rękę, bez podatku.
Wiecie, jak się poczułem?

Jak Bóg.

Zawiozłem kasę za komis do Niemiec, a tam, z radości piliśmy całą noc. Co prawda, po powrocie trochę moja wyzywała, ale przywiozłem fajne zabawki dla dzieci i rozeszło się po kościach. A ja… w następnych dniach zrobiłem magazyniera kierownikiem, dałem mu podwójną pensją i siedziałem cicho, jak mysz pod miotłą.

I oczywiście cieszyłem się jak dziecko, bo w miesiąc zarobiłem roczny zysk. A potem… zacząłem się śmiać, że te pięć tysięcy mojej, notabene, ani razu nie dołożyła się do życia, to mogła sobie naprawdę wydawać na waciki.

A do tego urosłem i tak dobrze się poczułem, że nareszcie zachciało mi się żyć pełną piersią. Tylko że to był dopiero pierwszy miesiąc.
Chodziłem, więc radosny i często się uśmiechałem, a te wszystkie problemy, które ona podniosła do jakiejś wielkiej rangi, nagle… stały się zupełnie małe.

Tylko że wieczorami, przed laptopem w piwnicy… ściskało mi serce z żalu do losu, bo gdyby dałbym mi to rok wcześniej, to byłbym już bogatym człowiekiem i najprawdopodobniej nie odeszłaby.

A tak… no właśnie…
Jak zwykła kurwa poleciała na pieniądze, a ja akurat… nigdy nie miałem szacunku dla ludzi, którzy zaczynali od kasy i na niej kończyli.
Bo dla mnie, to tylko środek do życia, a nie jego sens.
Przecież… mogła zwyczajnie powiedzieć, że już mnie nie kocha i zrozumiałbym to, ale nie…
Ona postanowiła ze swoim kochankiem mnie zniszczyć i odebrać wszystko, na co pracowałem całe życie.
Ale niestety… właśnie sytuacja się zmieniła i wiedziałem już, że za kilka miesięcy będę tak silny, że… niech tylko spróbują.

***

I choć interesy szły coraz lepiej, to w naszym życiu było po staremu. Oni zajmowali się sobą, a ja trenowałem i od czasu do czasu pilnowałem transportu.
Tylko że nadal miałem noce, w których płakałem z rozpaczy i często się zastanawiałem, czy w tej nowej sytuacji los śmieje się nadal ze mnie, czy już może z niej?

Pod koniec miesiąca wypadały urodziny Kasi i byłem wręcz przekonany, że tym razem nie pójdę, ale o dziwo… sama zadzwoniła i zaprosiła mnie na dwudziestą w sobotę.
Załatwiłem, więc mamę do dzieci i niestety, ale… pojechałem sam, bo jej już nie było od rana.

A Kasi kupiłem piękny bukiet róż i książkę jakiegoś Hiszpana, podobno modnego.
I o dwudziestej zapukałem.
– O jesteś – przywitała mnie osobiście.
– Obyś była szczęśliwa i twoje marzenia się spełniły.

Najpierw zobaczyłem uśmiech, a potem… lekki smutek w oczach.
Oczywiście… poznałem go od razu, bo doświadczałem go codziennie.

– Dziękuję za piękne róże, a wiesz, że to mój ulubiony kolor?
Oczywiście, że wiedziałem…
– Kwiaty są po to, aby dawać radość, ale pewnie… wiele już ich dostałaś?
– Byś się zdziwił.

I przytuliła się mocno do mnie… o kilka sekund za długo.
Dziwne to było.

W środku były dwie pary w podobnym wieku, oczywiście kochankowie i głośna muzyka, oraz alkohol, który lał się dość mocno.
Sławek oczywiście jechał porządnie, a moja prawie… jak pani domu, a to tu, a to tam…
Za to Kasia miała często krótkie zastanawiania.

I powiem wam, że jak się jest w takiej sytuacji jak ja, to nie tylko wyostrza się wzrok i słuch, ale przede wszystkim logiczne myślenie ze spostrzegawczością.
A że stałem z boku, to byłem cichym obserwatorem, który widział więcej, niż ktokolwiek chciał pokazać.
I widziałem ich spięte ciała, wyreżyserowane ruchy, a nawet uśmiechy… udające szczęście.

Koło dwudziestej drugiej wjechał tort, polał się szampan, odśpiewaliśmy sto lat i jak to powiedział Sławek… czas na część artystyczną.
Kasia otworzyła dwie torebki, w których były bluzeczki, a potem pokazała moją książkę i naprawdę była szczęśliwa, bo okazało się, że już dawno chciała ją kupić.
Dostałem więc bardzo ładny uśmiech i miłe spojrzenie, tylko że… to był już koniec prezentów i wyraźnie posmutniała.
Ale zachowała szyk i wszystkim głośno podziękowała.

Wtedy, już dość podpity Sławek wstał i powiedział…
– A teraz Kasiu, dostaniesz prezent ode mnie i będzie to… występ tej oto artystki i… pokazał ręką na moją żonę.
Nastąpiła cisza, a że moja akurat była czymś zajęta, to nie zorientowała się, że ma coś zrobić. Dopiero po jakimś czasie odwróciła głowę, ale… nie nadal nie reagowała.
– Oleńko, dla Katarzyny zrobisz dzisiaj striptiz, proszę o muzykę…

O kurczę, ale wybitny prezent…
Moja lekko się zgarbiła, spojrzała na Kasię, a potem na mnie i wyraźnie było widać, że się tego nie spodziewała.
A ja się uśmiechnąłem, bo wyszło na to, że Sławek był jeszcze bardziej oszczędny niż ja.
Szkoda tylko, że z nią tego nie ustalił, bo stała jak sierotka i nie wiedziała, co się dzieje?
Na szczęście sytuację rozładowały tamte dwie par, bo zaczęli klaskać…

– Czekamy, dajesz malutka…
Oczywiście wiedziałem, że nie wchodzi w rachubę żadna odmowa, bo uderzy ją przy wszystkich i to pewnie nie jeden raz.
Zresztą ona też to wiedziała, ale jej zaskoczenie było… interesujące.
Do tego moje ego zaczęło wiercić się z zadowolenia, bo marzenie, aby zobaczyć ją w większym gronie, było jednym z ostatnich.
I choć pogodziłem się, że wszystko jest stracone, to proszę… w najmniej oczekiwanym momencie los coś mi ofiarował…
Nie oczekiwałem, a jednak…

Moja zaczęła nieśmiało kręcić biodrami, podniosła ręce do góry, a potem wplotła je we włosy.
Jezu… jak ona wyglądała…!!!
Zaczęły się gwizdy i wołania…
– Dawaj…
– Jesteś wspaniała…

Podciągnęła sukienkę aż do koronki pończoch i zobaczyliśmy jej piękne nogi w cielistych pończochach.
A widok był jak zwykle oszałamiający, bo jej uda były idealne, pełne, a zarazem smukłe i naprawdę wyglądała bosko.
I choć byłem wniebowzięty, że pokazywała się właśnie obcym ludziom, to natychmiast zabolała prawda.
Bo przecież… ona robiła to nie, jako moja żona, tylko na prośbę, a raczej… rozkaz swojego nowego faceta.
Ale chwila, czy to nie było zaprzeczenie jej własnych słów, że Sławek nigdy czegoś takiego by jej nie zrobił…?
Przecież właśnie to robił… zmuszając ją do obnażenia.

Nieważne… spektakl nabierał rozpędu i atmosfera zaczęła się zagęszczać, bo rozpięła zamek i sukienka zsuwała się po ramionach, a gdy po chwili ukazały się jej piersi, to faceci aż jęknęli.
Jak podejrzewałem, lewy sutek miała przekłuty i choć nigdy nie przyszłoby mi to głowy, aby ją o to poprosić, to zrozumiałem intencje Sławka… ta pierś wręcz hipnotyzowała.

I pewnie nie uwierzycie, ale na swój sposób, byłem dumny… widząc piękną swoją żonę, prawie nagą przed obcymi.
A gdy po chwili sukienka poleciała na dywan i moja stanęła bez majtek, to rozbrzmiały oklaski. Najmocniej oczywiście robili to faceci, ale i paniom się podobało.
Niestety, gdy spojrzałem na Kasię, to ona nie była za bardzo zadowolona z takiego prezentu.

Wtedy Sławek wstał, podszedł do mojej i odsunął jej rękę zasłaniającą pięknie wygoloną cipkę, mówiąc…
– Przyjaciele, to moja najnowsza suczka i jak widzicie, jest piękna, a do tego szybko się uczy.
– To prawda – ktoś zawołał.
– Obróć się i pokaż jaka jesteś piękna.
– Ale…?

Na siłę zaczął ją ruszać i gdy była tyłem, to wszyscy zobaczyli… coś… świecącego… w jej tyłeczku.
Co to?
I wtedy mnie olśniło… to korek analny.
Nie do wiary, całą imprezę miała go w sobie i cały czas ją drażnił.
Ale suka…!!!

Do tej pory myślałem, że to ja byłem zboczony, namawiając ją na skok w bok, a proszę… ten duet przebijał mnie o głowę.
– A teraz dalsza część prezentu, czyli lizanie cipki solenizantki.

O cholera, ale urodziny!
I to się Kasi spodobało, bo natychmiast podciągnęła spódniczkę, zdjęła majtki i rozłożyła nogi.
Trochę mnie to zdziwiło, że była taka bezpośrednia, ale może wszyscy znali się inaczej, niż myślałem?
Szczególnie że jedna z pań usiadła z lewej i przytrzymała jej udo tak, że płatki same pokazały nabrzmiały środek gotowy na pieszczoty.

W tym momencie Kasia się uśmiechnęła, bo chyba zrozumiała, że to jednak będzie dobry prezent dla niej, gdyż moja znowu zostanie poniżona.
A Sławek wziął porządną szklaneczkę whisky, usiadł z prawej strony i również podniósł jej udo.

No nic… moja klęknęła, i zaczęła lizać, i pewnie wiecie, że widok dwóch pieszczących się kobiet, to bardzo podniecający obraz, więc wiadomo…
Kasia dość szybko zaczęła jęczeć, a na dodatek, moja cały czas miała, mocno wypięty tyłeczek i korek tak się świecił, że aż bolało.
Niestety zacząłem się bać, że znowu nie wyrobię, szczególnie że Kasia wyłuskała Sławkowi, a koleżanka z boku włożyła sobie rękę w majtki i też się zabawiała.

Dobrze, że jej facet siedział i nic nie robił, podobnie jak druga para, która się tylko przytulała.

Po kilku minutach Kasia zaczęła się rozkręcać i coraz mocniej dociskała jej głowę, do siebie wydając głośne westchnienia.
I wtedy Sławek powiedział coś, co będę pamiętać do końca życia.
– Panowie, jest okazja i można skorzystać.
I wskazał na wypięty tyłek.

W pierwszym momencie nie zrozumiałem tego, ale… szybko zobaczyłem.
Bo ten wolny facet wstał, podszedł do niej, rozpiął spodnie, naślinił i wpakował do końca.
Moja natychmiast spróbowała się wyrwać, ale Kasia docisnęła ją do siebie.
– Suko… masz mnie lizać, aż dostanę orgazm, a dupą się nie przejmuj – wrzasnęła.

Ja pierdolę… największe moje marzenie, aby zupełnie obcy facet pojechał ją od tyłu, właśnie się spełniało.
Tylko że to nie ja… na to pozwoliłem.
I znowu zabolało, bo dawała się kryć ogierowi, jakby jej cipa była dostępna dla wszystkich.
Wprost niemożliwe… mnie wyzwała od zboczeńców, a jemu nawet nie mogła się sprzeciwić…!!!
I to za jebane pięć tysięcy?

Stałem i ledwo łapałem oddech, ale patrzyłem… na cudowny tyłeczek w rękach obcego faceta, który jechał go… jęcząc z rozkoszy.
Kasia również była coraz głośniejsza i na pewno jej się podobało, że obcy facet wali jej konkurencję.
A może on… wcale nie był dla nich obcy?
Zaczynałem to podejrzewać, bo zachowywali się bardzo swobodnie i jakby… było to dla nich normalne.
Sytuacja rozkręcała się dość szybko, bo Kasia właśnie dostała orgazm i to tak mocny, że aż nienaturalnie ją wygiął.
Tylko że po… piętnastu sekundach moja również jęknęła i dostała swój.

Powiem tak… porno w komputerze, do tego seksu na żywo, to nic.
Facet po chwili też doszedł i zlał się mojej na tyłek, a dla mnie to był szok, bo nigdy w życiu nie przypuszczałbym, że zobaczę to na własne oczy.
Przedtem wystarczyłoby, gdyby tylko mi to opowiedziała, a tak… przeżyłem seans stulecia.

Moja położyła głowę na brzuchu Kasi i odpoczywała, a jej sąsiadka wstała i zlizała spermę swojego faceta, mówiąc…
– Też chciałabym dostać taki prezent.
– To musisz poczekać na swoje urodziny – powiedział facet, który się zlał.
I wszyscy się roześmiali…

A potem nastąpił dalszy ciąg cudów, bo Kasia poszła do łazienki, a moja przesunęła się w stronę Sławka i zaczęła mu obciągać…
– Tej suce jest jeszcze mało – krzyknęła druga dziewczyna.

Czyli to nie koniec spektaklu?
Ale jazda…!!!

Moja znowu tego nie zarejestrowała, ale Sławek podniósł kciuk do góry i palcem wskazał na drugiego faceta, a potem dodał…
– Oleńko, usiądziesz na mnie?
Ta wstała i zrobiła to, a partnerka tamtego gościa rozpięła mu spodnie.
A potem podeszła do stołu, nabrała masło z kanapki i rozsmarowała na nim.
W tym czasie Sławek objął moją tak, że zaplótł dłonie na jej plecach, a ta kobieta chwyciła korek i zaczęła go wyciągać.
Moja oczywiście od razu chciała się odwrócić, ale Sławek trzymał ją jak w kleszczach, więc biedna dziewczyna, znowu nie wiedziała, co się będzie dziać?

A gdy koreczek wyskoczył, to ta nakierowała swego faceta na jej otworek i sama zaczęła napierać ręką, dociskając jego pośladek.
Moja od razu próbowała się wyrwać, ale Sławek nadal nie puszczał.
– Co jest? – Krzyknęła
– Cicho suczko, zostaniesz zerżnięta na dwa baty…

Znowu dostałem w głowę, bo tego to już w ogóle sobie nie wyobrażałem.
I ona pewnie też nie, gdyż rzeczywiście była zaskoczona.
Za to Sławek dokładnie wiedział, co robił i był świnią, bo celowo naraził ją na seks, na który nie była przygotowana.

I znowu zrobiło mi się jej żal, bo… gdyby sama tego chciała, to byłbym szczęśliwy i cieszyłbym, się widząc jej szczęście i uśmiech.
A tak patrzyłem, jak obcy facet wkładał jej w tyłek, a ona zaciskała usta w grymasie bólu.
Czyżby, za wyśmiewanie moich pragnień, los ją właśnie deptał i to było za karę?

W pierwszej chwili chciałem nawet wyjść, oszczędzając jej mojej obecności, ale postanowiłem zostać i zobaczyć jej upodlenie, doświadczając rwania uczuć resztek miłości.
Bo i tak to się już działo, więc… co za różnica?

Patrzyłem więc, jak jechali równo i jak zgrali się w takich samych ruchach, a ona nawet się już nie odzywała.
Tylko że… po czasie zaczęła… jęczeć.
I nagle przypomniała mi się sytuacja z pierwszego filmiku, gdy Sławek wziął ją na siłę.
Przecież jej wtedy… zrobiło się dobrze.
O cholera!!

I stało się…

W czasie, gdy drugi trzymał ją za szyję i jeszcze bardziej dociskał do Sławka, a ten całował jej piersi, to ona… jakby sama zaczęła mocniej się nabijać, czyli… tamtemu wypinać.
Oczywiście dostała zaraz kilka klapsów, że aż tyłek zrobił się czerwony, ale jej to nie przeszkadzało, a nawet odwrotnie, bo w pewnej chwili odwróciła głowę, podniosła rękę i zaczęła się całować z facetem, który jechał ją w tyłek.
Ależ to był niemożliwy widok!!!
I pewnie to ją załatwiło, bo po minucie zaczęła wyć i charczeć, czyli… dostała mocny orgazm.
A panowie się uśmiechnęli i jechali dalej… a ona, jak zwykle dostała drugi.
Po chwili gość zlał się w jej tyłek, a ta tylko obejmowała i całowała Sławka.

– Dziękuję Panie… dziękuję…
Kurwa… nie wyrobię…
Jego wyrachowanie było sto razy gorsze od mojego, bo ja chciałem to zrobić z miłości, a on to zrobił dla zabawy.
– Doszedłeś Panie?
– Nie, za dużo wypiłem, więc możesz zejść.

I wstała, ale lecąc do łazienki, nawet na mnie nie spojrzała, za to ja… zobaczyłem Kasię i jej mocno zamglone oczy.
Niestety, ale szybko się odwróciła i również wyszła.
Za to babka tego, co rżnął moją w tyłek, podeszła do mnie i powiedziała…
– Obciągnąć ci?

Niestety, byłem frajerem i to może nawet największym, bo… postawiłem być wierny swoim zasadom.
– Nie dziękuję… jestem żonaty.
– Ale…?
– Wbrew pozorom, jestem jej wierny.
Oczywiście zdziwienie w jej oczach było bezcenne, a że powiedziałem to dość głośno, to Sławek na pewno usłyszał.

A potem wstałem, wziąłem kurtkę i wyszedłem, ze świadomością, że moja na pewno nie wróci tej nocy do domu, gdyż zostanie i będzie mu dziękować… na wszystkie sposoby.
Dlatego wracałem ze łzami w oczach, wiedząc, że wszystko już stracone.
No, bo jaka kobieta pozwoliłaby swojemu facetowi na coś takiego?

Tylko zakochana.

I jak już mówiłem, kiedyś… cieszyłbym się jej szczęściem, bo moja miłość właśnie taka była… bezwarunkowa i całkowita w poświęceniu, ale niestety wiedziałem też, że dla Sławka to tylko zabawa i że ją wykorzysta, a potem porzuci.

A ona będzie cierpieć i nawet perspektywa jej ewentualnego powrotu do domu, nie cieszyła mnie tak, jak  powinna, bo już nigdy, tak naprawdę, nie powróci do mnie.

                                                                 *******

Dokończenie tej historii  znajdziecie  na  wiernoscwniewiernosci.pl
Dodam jeszcze, że to pierwsza z pięcioczęściowej sagi pod zbiorczym tytułem - Wierność w niewierności. 

Ten tekst odnotował 14,735 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.2/10 (23 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (0)

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.