W końcu weekend (III) – Powrót do domu

27 sierpnia 2022

Opowiadanie z serii:
W końcu weekend

Szacowany czas lektury: 28 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Obudziłam się o szóstej rano. Bardzo wcześnie, szczególnie na wakacjach. Wzięłam telefon do ręki. No tak, wczoraj zasnęłam moment po dziesiątej, wykończona erotycznymi przeżyciami dnia. Wróciłam do wiadomości od męża. Paweł już więcej do mnie nie pisał. Znalazłam jego ostatnią wiadomości i powiększyłam przesłane zdjęcie penisa. Stał twardy, żylasty, podtrzymywany przez rękę właściciela, która zaciskała się, pewnych chwytem, w połowie jego długości.

Zawsze lubiłam kutasa Pawła. Był spory, ale nie największy, jakiego widziałam. Lekkie zagięcie do góry powodowało, że szalałam, gdy posuwał mnie od tyłu, drażniąc wyraźnie tylną ściankę pochwy. To samo, gdy odchylałam się mocno do tyłu w czasie ujeżdżania go, w pozycji na jeźdźca. Wtedy trafiał dokładnie w mój punkt g, pierwszy i jak dotąd jedyny penis, który to potrafił. Był wystarczająco gruby, bym czuła go wyraźnie w środku, ale nie na tyle, bym obolała nie miała ochoty na szybką powtórkę, po dobrym ruchaniu. 

Ale nie tylko dawał mi masę przyjemności, gdy z impetem wbijał się we mnie i wypełniał moją cipkę. Lubiłam też na niego patrzeć i bawić się nim. Zaczynałam od lizania po całej długości, potem zaciśnięcia ust na samej żołędzi i pracy językiem wokół niej. Następnie przechodziłam do coraz silniejszego ssania. Byłam w stanie zmieścić dwie-trzecie jego długości w ustach, co, w połączeniu z pracą ręką u podstawy fallusa, szybko doprowadzało męża do wytrysku. Najczęściej pozwalałam mu wybrać, gdzie dojdzie. Lubiłam smak jego nasienia, a wytrysk na szyję lub piersi dawały mi przyjemne poczucie wyuzdania i przekraczania barier.

Przesyłając mi wczoraj wiadomość liczył na dwie rzeczy. Albo, że w odpowiedzi opiszę, jak obciągnę mu, gdy się spotkamy, albo żebym przesłała mu zdjęcie siebie nago, a przynajmniej gołej cipki. Wiem, że lubi takie zdjęcia. Pokazał mi kiedyś ukryty i zaszyfrowany folder na telefonie, gdzie przechowuje wszystkie „niegrzeczne” zdjęcia. Świadomość, że go podniecam i że w momentach samotności może się masturbować, patrząc na moje bezwstydnie odkryte ciało, pochlebiała mi i powodowała, że chciałam przesyłać mu tych zdjęć jeszcze więcej. 

W ostatniej wiadomości wysłanej na dobranoc obiecałam mu „nawiązkę”. Zastanowiłam się, co mogłoby sprawić mu przyjemność z rana i spowodować, że będzie o mnie myślał cały dzień. Komplementami, które prawił mi często i niespodziewanie, sprawił, że pozbyłam się wszystkich kompleksów związanych z ciałem, wyglądem lub zachowaniem. Byłam gotowa zrobić dla niego wiele.

Ale najpierw prysznic. Ciepła woda omywała mnie, namydliłam włosy i ciało. Wzięłam maszynkę do golenia i wydepilowałam dokładnie nogi oraz piczkę. Uwielbia, jak jest gładka. Wyszłam spod prysznica i wytarłam się przed lustrem przyglądając odbiciu. Sprawdziłam, czy moje łono jest gładkie, nasmarowałam się balsamem i poszłam do pokoju. Pościeliłam łóżko i ustawiłam telefon, tak, żeby nagrać Pawłowi przedstawienie.

Weszłam na łóżko na czworakach. Piersi falowały pod wpływem ruchów i dzielnie walczyły z grawitacją, o zachowanie kształtu. Odwróciłam się tyłem do kamery i rozszerzyłam nogi. Pośladki wypięłam wysoko do góry, a piersi i twarz położyłam na pościeli. Wiedziałam, że szaleje, gdy widzi mnie w takiej pozycji. A że jeszcze mu takich zdjęć nie przesyłałam, to też będzie dla niego nowość. 

Jedną dłonią rozszerzyłam wargi sromowe i przejechałam palcem po długości mojej szparki. Była już wilgotna. Skupiłam swoją uwagę na łechtaczce. Wspomnieniami wróciłam do wczorajszego poranka nad jeziorem, gdy dwa kutasy Marka i Zbyszka penetrowały energicznie Kasię. Włożyłam palec do środka by poczuć coś w sobie, wypełnić pustkę, którą czułam w sobie od kilu dni. Przyspieszyłam palcówkę i znów wróciłam do łechtaczki. Już nie jednym palcem, ale niemal całą dłonią masowałam swoje najczulsze miejsce. Orgazm przyszedł niespodziewanie. Poczułam skurcze i pulsowanie całego krocza, drżenie nóg i podbrzusza. Gdy ochłonęłam podeszłam do kamery i wysłałam do niej pocałunek mówiąc:

– Dziś wieczorem, ty tam będziesz – i skierowałam obiektyw na cipkę. Wyłączyłam nagrywanie i sprawdziłam zapis. Filmik nawet mi się podobał. Trwał parę minut, był zmysłowy i jednoznaczny – taki, jakie lubią faceci. Szybko wysłałam go mężowi dodając „mam nadzieję, że będziesz o mnie dzisiaj myślał”. 

Ubrałam się i zeszłam na wczesne śniadanie. Pensjonat budził się do życia. Ze „swojego” miejsca, na tarasie, obserwowałam poranne poruszenie. Część gości pakowało samochody i wyjeżdżało w pośpiechu. Kilka osób, podobnie jak ja, cieszyło się śniadaniem i budzącym się dniem, inni z kolei ruszali na wycieczki piesze i rowerowe. Kilkoro dzieci bawiło się piłką na boisku śmiejąc się perliście. Nigdzie nie było moich „znajomych”. Może wyjechali wcześniej? Albo jeszcze śpią po imprezie i nocnych igraszkach? 

Wzięłam książkę i poszłam w kierunku leżaków. Stały na trawie, w części osłonięte przed słońcem, przez rozłożystą koronę pobliskiej sosny. Usiadłam na wybranym siedzeniu i pogrążyłam się w lekturze. Słońce grzało moje nogi, a mi udało się skoncentrować na książce. Czytałam biografię Keith’a Richards’a, gitarzysty The Rolling Stones. Opowieść o życiu przepełnionym muzyką, narkotykami, seksem i imprezami. Hedonizm i rozpusta w każdym wymiarze.

Jakże inne było moje życie od tego, o którym czytałam. Grzeczne, poukładane. Skończyłam szkołę z wyróżnieniem, potem studia ekonomiczne. W ich czasie znalazłam staż, który przerodził się w pełen etat po studiach. Potem awans, zmiana pracy i aktualne stanowisko. Jeżeli chodzi o imprezy, to poza normalnymi osiemnastkami, z których nikt nic nie pamięta, wyjazdów na obozy letnie i juwenaliów, niewiele doświadczyłam. Zawsze byłam skupiona na stopniach albo na dorywczej pracy w wakacje i nie często imprezowałam. W liceum miałam kilku „chłopaków”, z którymi zaczęłam eksperymentować ze swoim ciałem. Potem na studiach byłam w długim, nieudanym związku z zaborczym chłopakiem, który niewiele dawał z siebie, ale starał się kontrolować wszystko, co robię. To Monika, moja przyjaciółka, kazała mi z nim zerwać, gdyż widziała, jak mnie to wyniszcza.

Dopiero gdy uwolniłam się z toksycznego związku, udało mi się zacząć żyć. Robiłam więcej rzeczy dla siebie, zaczęłam uprawiać sporty, częściej wychodzić wieczorami i bawić się życiem. I na jednym z wyjazdów w góry poznałam Pawła. Był inny niż wszyscy. Wysoki, wystarczająco przystojny, wesoły, ale urzekło mnie to, jak słuchał. Patrzył mi w oczy i słuchał, jak opowiadam mu o swoim życiu, doświadczeniach i planach. Trzeciego dnia, na wieczornej imprezie, całowaliśmy się pół wieczoru w kącie sali. Następną noc spędziłam u niego. To co przeżyłam odmieniło mnie na zawsze. Do tamtej pory traktowałam seks, jak czynność higieniczną. Było przyjemnie, orgazm, jak się zdarzył, był mile widziany, ale nie gwarantowany i mogłam się obejść bez penisa przez długi czas. 

Nie z Pawłem. To co z nim czułam, było czymś kompletnie nowym. Nasze ciała były jednością. I w łóżku słuchał tak samo uważnie, jak w rozmowie. Tamtej nocy przeżyłam najmocniejsze orgazmy, od początków mojej przygody z seksualnością. Robiliśmy to w każdej pozycji i na każdym meblu w małym apartamencie. Robiłam rzeczy, o których myślałam, że nigdy się nie odważę, że „one są nie dla mnie”. I dobrze mi było z tym. 

Paweł dał mi wiarę w siebie i podbudował poczucie wartości. Zawsze był ze mną, za każdym razem, gdy w siebie wątpiłam mówił mi:

– Zrób to, nie bój się, ja będę na ciebie czekał. 

Rozmarzyłam się nad tym, jak dobrze ułożyło mi się życie. Po kilku latach narzeczeństwa pobraliśmy się, potem urodziła się nasza śliczna córka, którą Paweł kocha tak samo jak mnie. I znów mogłam na niego liczyć, zajmował się Małą tak samo jak ja, dał mi czas i miejsce na dojście do siebie po porodzie i powrót do pracy. Dlatego tak go kocham. 

Dźwięk wiadomości wyrwał mnie z rozmyślań. „Ty Diablico… porządnie Cię zerżnę dziś wieczorem”. To Paweł nauczył mnie świntuszyć w łóżku. I wiedział dobrze, że mocne słowa na mnie działają. Często były elementem naszej smsowej gry wstępnej. 

Uśmiechając się do siebie, na myśl o obietnicy Pawła, odsłoniłam nogi, żeby złapały jeszcze ostatnie promienie słoneczne przed powrotem do domu. Przymknęłam oczy i odpłynęłam w płytką drzemkę. Obudził mnie pan z recepcji, który pytał, czy wyjeżdżam, czy może chciałam zostać na jeszcze jeden dzień. Doba hotelowa się kończyła, ale mieli jeszcze jeden wolny pokój. 

– Niestety, muszę wracać do domu. Już zabieram rzeczy z pokoju. 

– Dziękuję pani – odpowiedział recepcjonista – czy pomóc pani spakować rower do samochodu? 

– Bardzo dziękuję, zaraz przyniosę klucze – odpowiedziałam. Uśmiechnął się, odwrócił i poszedł w kierunku recepcji. Poprawiłam się na leżaku i dopiero wtedy zobaczyłam, że sukienka podniosła się na tyle wysoko, że odsłoniła moje majtki. Proste białe bawełniane figi przylegały do mojej szparki, wbijając się wąskim paseczkiem między wargi. „No trudno, co się napatrzył to jego” pomyślałam, ruszając do pokoju. 

Byłam już spakowana, więc ogarnięcie kilku ostatnich rzeczy nie zajęło mi długo. Pięć minut później byłam już w recepcji, by uiścić należność za pobyt. Recepcjonista unikał mojego wzroku, utwierdzając mnie w przekonaniu, że nim mnie obudził, dobrze przyjrzał się mojej szparce, ukrytej pod cienkim materiałem bielizny. Ale tak, jak obiecał, pomógł mi zapakować rower do samochodu i z niepewnym uśmiechem życzył miłej drogi. 

Ruszyłam niespiesznie do domu. Myślałam o wszystkich wrażeniach z tego weekendu. Spokój, książka, rozmyślania, orgazmy i sen. Dobre odcięcie od codzienności. 

Ciszę w samochodzie przerwał dzwonek telefonu. To Monika dzwoniła z wakacji. „Niedziela popołudniu i już dzwoni, po dobie na miejscu? Coś musi być na rzeczy” pomyślałam. 

– Cześć Ala – głos Moniki wskazywał, że jeżeli coś jest na rzeczy, to jest to coś bardzo pozytywnego. 

Monikę znałam od pierwszej klasy liceum. Połączyło nas podobne wychowanie, niewypowiedziany bunt przeciwko ułożonemu życiu, który to bunt ujawnił się dopiero po nieudanych związkach. Monika była bardzo silna, o wiele silniejsza ode mnie. Ale miała o wiele trudniejszy start w życiu, gdyż pochodziła z biednej rodziny, w której pracowała tylko matka, a ojciec siedział i zrzędził. Przynajmniej nikogo nie bił. 

Monice udało się wyrwać z domu na studiach. Pojechała razem ze mną do Gdańska, miałyśmy wspólne mieszkanie i dzieliłyśmy się wydatkami. Nie miałyśmy też przed sobą tajemnic. Wiedziałam wszystko o jej związkach, tak jak ona o moich. Wymieniałyśmy się doświadczeniami z alkowy, pomysłami na nowe pozycje, miejsca, scenariusze. 

Wiedziałam również, że Monika i jej mąż Artur od jakiegoś czasu starają się o dziecko. Wyjazd do Grecji, na wakacje, miał dać im odskocznię od codzienności i czas, by skoncentrować się na sobie. 

– Cześć Monia – odpowiedziałam – jak Grecja? 

– Ohh, jest cudownie! Były jakieś problemy z rezerwacją, więc dali nam pokój na najwyższym piętrze, z balkonem i widokiem na morze – opowiadała zadowolona – do tego mamy piękne łóżko z baldachimem i łazienkę z oknem. Jak siedzę w wannie to mogę podziwiać statki na horyzoncie – kontynuowała. 

– A jedzenie i pogoda – postanowiłam zadać resztę „obowiązkowych pytań”, dotyczących każdego wyjazdu na wakacje.

– Jedzenie jest niezłe, room service działa bez zarzutu. A za oknem ciągle słońce, nawet jednej chmury.

„Room service, okno, pokój, taras… czy oni w ogóle wyszli z pokoju?” zastanowiłam się, ale postanowiłam nie drążyć.

– To wspaniale. A jakie macie plany? – zapytałam

– Teraz odpoczywamy, może potem basen…

– A później? – nie dawałam za wygraną. 

– Wieczorem już zamówiliśmy kolację przy świecach na tarasie… a jutro to się zobaczy. 

– Czy wy w ogóle zamierzacie wyjść z pokoju? – jednak ciekawość wzięła górę, szczególnie tak prowokowana przez rozmówczynię. 

– Hihihi – Monika zaśmiała się niewinnie – nie wiem, może kiedyś? – ewidentnie podobał jej się ten obrót sprawy. 

Monika wyznała mi ostatnio, że przez te starania o dziecko i stres w pracy, Artur miał ostatnio mniej ochoty na seks. Ewidentnie udało jej się to zmienić. Nie musiałam długo czekać na wyjaśnienia.

– Zrobiłam tak, jak sugerowałaś – wyznała mi – tylko troszkę dodałam swoich pomysłów. 

– To znaczy?

– Rozwinęłam grę wstępną, o której mówiłaś. Po pierwsze, już w piątek wysłałam mu do pracy kilka zdjęć w bikini, z prośbą, żeby wybrał dwa. Dopilnowałam, żeby były pikantne…

– Czyli co zrobiłaś?

– Nooo – zawahała się – jeden kostium to taki podobny do tego, który Paweł tobie kupił…taki co to ledwo cipsko zakrywa – parsknęła śmiechem. – Drugie bikini kupiłam dwa tygodnie temu, biały stanik, czarne majtki. Pięknie mi w tym sutki widać, chyba nie pójdę w nim na plażę, ale idealne, żeby Arturowi namiot urósł – kontynuowała. – Kolejny to był taki jednoczęściowy, czerwony kostium, no taki jak w „Słonecznym Patrolu”. Tylko cycki mam mniejsze niż Pamela – trajkotała. 

– Yhm, taki jak Pamela, to też bym chciała – powiedziałam. 

– Ty to jeszcze nawet cycki masz do niego odpowiednie, tylko naucz się biegać w zwolnionym tempie – nawiązała do motywu przewodniego serialu. 

– Co mu jeszcze pokazałaś? – starałam się nakierować ją z powrotem na temat rozmowy. 

– Jeszcze ten, który miałam rok temu na Helu, pamiętasz? 

– Tak. Dobrze w nim wyglądałaś. 

– Specjalnie go wybrałam, bo w nim moje cycki wydają się większe. 

Monika ma mały kompleks na punkcie swoich niewielkich piersi. Nie przyznaje się do niego, ale z zazdrością zerka w mój dekolt. Jej biust rzeczywiście nie jest duży, ale idealnie kształtny i ozdobiony dwoma małymi, ciemnymi sutkami. 

–  Jeszcze ze dwie opcje mu wysłałam, ale wiedziałam, że ich nie wybierze – dodała. – Ja go dobrze znam. 

– Potem… – Monika zawiesiła głos – pamiętasz, jak mi mówiłaś, że czasem Pawłowi wysyłasz filmiki? 

– No wysyłam… 

– Bo wiesz – mówiła z nutką zakłopotania w głosie – ja się zawsze goliłam na gładko. Ale jak przed wyjazdem był w delegacji, to przestałam i w piątek nakręciłam filmik, jak siedzę z rozłożonymi nogami i golę sobie cipkę, zostawiając długi wąski paseczek.

– I co? – na to nie wpadłam, żeby wysłać Pawłowi porno z depilacji. Może też się skuszę? 

– Ten filmik wysłałam mu dopiero rano, w sobotę, jak wychodziliśmy na lotnisko. Odebrał w taksówce. Nie mógł się przestać na mnie patrzeć. A kutas stał mu na baczność, aż do odprawy – opowiadała rozbawiona – biedak nie wiedział, jak się schować. 

– Paweł to by mnie przeleciał w kiblu na lotnisku, gdyby coś takiego dostał. 

– A myślisz, że nie próbował? Tylko był tłok, nie było jak, a ja wolałam go wyposzczonego na przyjazd tutaj. Tylko mu szepnęłam, w kolejce do wejścia do samolotu czy „chciałby zerżnąć moją wygoloną pizdę”. Ciężko mi było się przełamać – wyznała – ale te mocne słowa działają!

– Tylko z nimi nie przesadzaj, bo spowszednieją – ostrzegłam ją. 

– Masz rację, ale… 

– Co „ale”? 

– Ale mi też się podobają – dodała szybko – podkręcają mnie i nabieram nowej ochoty na seks. 

– No to używaj, ale z umiarem – poinstruowałam ją. My z Pawłem nauczyliśmy się przez lata prób, błędów i eksperymentów językowych, ile to jest za dużo, a ile w sam raz. 

– Już w samolocie poszłam do toalety i przyniosłam mu stringi, które przed momentem z siebie zdjęłam. Trochę mi było głupio, by były całe mokre od tych „rżnięć”, „pizd”, „kutasów”, filmików i zdjęć. Ale po mnie przynajmniej nie było tego widać tak, jak po nim. 

– Cały lot siedział przykryty swetrem? – przypomniałam sobie mój wyjazd z Pawłem do Chorwacji, gdy prowokowałam go przez cały dzień przed wylotem i w samolocie. Wtedy wynajęliśmy w Zagrzebiu samochód i ruszyliśmy w kierunku Splitu. Paweł zjechał na pierwszy postój ciężarówek, zaparkował za rosnącymi tam krzewami i przeleciał mnie tak mocno, że nie mogłam siedzieć, przez połowę drogi na południe. To był udany wyjazd.

– Hahaha, nie swetrem, a moim kapeluszem plażowym. 

– Trochę mi go żal – powiedziałam przekornie.

– Już nie przesadzaj – Monika odparła – dostał, co chciał, jak tylko weszliśmy do pokoju. Oparł mnie o łóżko, podwinął sukienkę. Był tak twardy, a ja tak mokra, że jednym pchnięciem wszedł jak taran i w pół minuty skończył. Na szczęście ja skończyłam w dwadzieścia sekund – dodała zadowolona. 

– Czyli dalej się staracie? – chciałam zmienić temat, bo Monika miała tendencję do szczegółowych opisów wszystkiego, a ja w ten weekend miałam już za dużo wrażeń. 

– Od przyjazdu wczoraj popołudniu staraliśmy się już pięć razy! – zaszczebiotała.

– Żeby tylko cię tym swoim drągiem nie zniszczył – Monika mówiła mi, że Artur jest bardzo hojnie obdarzony przez naturę. 

– Spokojnie, jestem tak mokra i podniecona, że nic mi nie będzie – Monika zapewniła mnie. – A jak weekend w „Mewie”? – nieoczekiwanie zmieniła temat. 

Zawahałam się. Nie wiedziałam, czy chcę jej teraz wszystko opowiadać. I tak to kiedyś ze mnie wyciągnie, pewnie przy pierwszym babskim wieczorze, po jej powrocie z wakacji. Ale Monika znała mnie zbyt dobrze, by nie odczytać niczego w tym zawieszeniu. 

– Co było? Opowiadaj! – niemal krzyknęła. 

– No niby nic – starałam się wywinąć. Jak mogła się zorientować, że coś ukrywam i to przez telefon. 

– Paweł przyjechał i też nie wyszliście z pokoju – zaryzykowała. 

– Nie, Paweł jest na rowerze z kolegami. 

– To co, poznałaś kogoś? – zapytała z niedowierzaniem. 

– Nie – te jej dociekania szły w złym kierunku – pojechałam nad jeziorko, które mi poleciłaś. Poopalałam się trochę…

– Byłaś nago i ktoś cię przyłapał – znów spróbowała zgadnąć zniecierpliwiona Monika. 

– Nie… to ja przyłapałam innych. Zdrzemnęłam się w tym małym zagajniku nad samym jeziorem, a jak się obudziłam, to na plaży dwóch chłopaków posuwało ostro jedną dziewczynę – skończyłam szybko, jakbym się tego wstydziła. 

– I co? Dużo widziałaś? – zapytała Monika, ale jej głos się zmienił. Teraz przypominał mi nasze licealne rozmowy, gdy zwierzałyśmy się sobie z pierwszych obmacywań z chłopakami. 

– Wszystko.

– Jak to wszystko? – nie wierzyła mi. 

– No dosłownie wszystko – zapewniłam ją. Po czym opowiedziałam jej całą akcję, której byłam świadkiem. 

– Podobało ci się? – Monika przerwała ciszę, która nastąpiła po tym, jak opisałam wytryski Marka i Zbyszka w cipkę i na biust Kasi. 

– Bardzo – odpowiedziałam cicho. 

– Chciałabyś tak kiedyś spróbować? – Monika zadała pytanie, na które nie umiałam odpowiedzieć. Nie umiałam, albo nie chciałam przed sobą przyznać, że od soboty cały czas o tym myślałam. Rozważałam w głowie scenariusze, zastanawiałam się jak to zorganizować, w jakiem układzie. Znów przerwa w mojej odpowiedzi była zbyt długa i Monika wyczuła, co chodzi mi po głowie. 

– Ty zboczeńcu! – Monia z uśmiechem w głosie potwierdziła moje podejrzenia, że domyśla się, którędy krążą moje myśli. – A zaprosiłabyś Pawła, czy wolałabyś sama? – dociekała. 

– Na pewno z Pawłem – na to pytanie dokładnie znałam odpowiedź – przy nim czuję się bezpiecznie i jestem gotowa eksperymentować. 

– A on by chciał? 

– Nie wiem… kilka razy o tym żartowaliśmy, ale do wczoraj nigdy nie brałam tego pod uwagę, więc naprawdę nie wiem – przyznałam. 

– Wyczuj moment i zapytaj – poradziła Monika – inaczej się nie dowiesz. 

– A ty byś chciała? – starałam się zmienić podmiot rozmowy. 

– Ja na razie chcę zajść w ciążę. Potem będę się zastanawiać nad stukaniem z kilkoma facetami.

Rozumiałam ją. Teraz całe jej wysiłki erotyczne skupione były na jak najczęstszym i najlepszym seksie z mężem. Pamiętałam, gdy my staraliśmy się o dziecko. To był rewelacyjny czas, spontanicznego seksu, jak na początku naszej znajomości. Szybki numerek przy przygotowywaniu śniadania, wspólny lunch, który kończył się tym, że Paweł posuwał mnie, w pozycji na pieska, na tylnym siedzeniu samochodu, na leśnym parkingu kilka kilometrów za granicami miasta i gorący, powolny seks wieczorami. 

– Dobra, Monia, leć gwałcić męża, a ja tymczasem wracam do domu, zrobię Pawłowi obiad. Tylko odzywaj się i wyślij kilka zdjęć, jak już wyjdziecie z pokoju. Całuję! – zaczęłam się żegnać z Moniką. 

– Spoko, dam znać – powiedziała Monia – jesteśmy w kontakcie. I do usłyszenia – rozłączyła się. 

 

Jechałam dalej w spokoju. Na drodze nie było dużego ruchu. Jedynie mały korek, a raczej spowolnienie, zrobiło przy samochodzie zatrzymanym na poboczy. Wydawało mi się, że kilkoro osób kręciło się wokół zepsutych rowerów. Do domu dojechałam bez przeszkód, po drodze wstępując jeszcze do sklepu, by kupić produkty potrzebne na obiad. Uznałam, że zrobię więcej i będziemy mieli na parę dni na lunch w pracy. Kupiłam jeszcze butelkę naszego ulubionego wina i lody na deser. 

W domu przebrałam się w szorty, koszulkę na ramiączkach, włosy upięłam wysoko i zajęłam się gotowaniem. Gdy wstawiłam pieczeń do piekarnika, zadzwonił telefon. To był Paweł.

– Cześć kotku – przywitał mnie – już jestem niedaleko. Tylko zatrzymałem się, by pomóc kolegom rowerzystom. Jednemu z nich rozwaliła się przerzutka i nie mógł dalej jechać. Tak się składa, że akurat mam taką w domu, z mojego starego roweru, to mu pożyczę – nie zaskoczył mnie tym. Ilość rzeczy rowerowych, które mieliśmy w domu konkurowała tylko z największymi sklepami z branży. 

– Długo ci zajmie? – zapytałam. – Właśnie wstawiłam pieczeń do piekarnika i nie chcę, żebyśmy jedli zimną. 

– To wiesz co, zapakuję ich do siebie do samochodu, szybko to naprawimy i oni pojadą sobie dalej, a my zjemy kolację. Poza tym, jak powiedziałaś rano, mam gdzieś się wieczorem znaleźć… – zawiesił teatralnie głos.

– Haha, dobrze, jedź szybko do domu… czekam… – starałam się brzmieć uwodzicielsko. 

– Pa! – rozłączył się. 

 

Po 20 minutach usłyszałam jak jego samochód podjeżdża pod dom i zatrzymuje się przed garażem. Stuknęły drzwi i zaraz klucz przekręcił się w zamku. Zbiegłam na dół przywitać się z mężem. Rzuciłam się mu na szyję i pocałowałam mocno w usta. Odwzajemnił pocałunek i jednocześnie złapał mnie za pośladki, lekko ściskając. Bardzo lubiłam, jak się tak ze mną witał. 

– W końcu jesteś – ucieszyłam się – stęskniłam się przez te dwa dni. 

– Stęskniłaś się? Wydawało mi się rano, że dobrze się beze mnie bawiłaś – szepnął mi na ucho. 

– Wiesz, że bez ciebie to nie to samo – odparłam, gładząc go delikatnie po kroczu. 

– Poczekaj moment, pomogę tym chłopakom z rowerem i potem będę cały twój – złapał mnie wymownie za pierś. 

Paweł odwrócił się do drzwi i krzyknął w kierunku garażu. 

– Marku, Zbyszku podejdźcie pod drzwi garażowe, zaraz je otworzę od środka

“Marku? Zbyszku?” usłyszałam, a moje serce zabiło mocniej. To chyba niemożliwe. 

 

Ten tekst odnotował 10,408 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.43/10 (16 głosy oddane)

Z tej samej serii

Komentarze (0)

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.