RealDoll. Epizod (V)

25 lutego 2024

Opowiadanie z serii:
RealDoll

Szacowany czas lektury: 30 min

Oto jedna z historyjek, które składają się na cykl RealDoll. Acz fabułą się zazębiają, każda może być traktowana jako oddzielna całość. Kolejność publikacji i oznaczenia w tytułach niekoniecznie odpowiadają chronologii wydarzeń.
Na początku opowiadania jesteśmy w Phalion Inc., której spółka córka RealDoll Co. jest producentem biologicznych sekslalek.

Phalion Inc. 19 września 2044.

 

– Pat! Kawa!

– Już niosę, Mr. Przewodniczący. Mocna i czarna.

– Dziękuję, Pat.

– Dzisiaj… nic więcej, Mr. Przewodniczący?…

– Nie, Pat. Nie jestem w nastroju. Czuję się zdołowany. I krzywdą tych dziewcząt, i sytuacją firmy. Formalnie rzecz biorąc, chyba uratowaliśmy RealDoll Co.; w każdym razie Prokurator Generalny stanu California nie zamknie nam produkcji. Jednak afera z handlem tymi Koreankami czy Chinkami fatalnie odbije się na sprzedaży. Siadaj i referuj, co tam w mediach.

Spostrzegłszy u szefa podkrążone oczy i smutek rysujący się na jego twarzy, Miss Patricia Thompson, osobista asystentka Dr. Juliusa Fadilli, przewodniczącego zarządu Phalion Inc., wiodącego amerykańskiego producenta gadżetów erotycznych, postanowiła odsunąć jego myśli od trosk ostatniego tygodnia.

– Mr. Przewodniczący, kompletny raport ma pan jak zawsze w terminalu. Za chwilę go zreferuję, ale podczas przerwy na kawę nie będę męczyć pańskiej głowy poważną tematyką. Zacznę od ciekawostek.

Spojrzawszy na ekran w ręce, zaczęła relację.

– Duży odzew zdobył post, że fakt nieodróżniania biolalek od żywych kobiet powinien być wykorzystany reklamowo, bo dobrze świadczy o perfekcji wykonania RealDoll. Wielka dyskusja rozgorzała po stwierdzeniu, że te biedne dziewczyny wydostały się spod panowania totalitarnego reżimu i powinny być za to wdzięczne Ameryce, a RealDoll Co. należy się za to medal Zasłużony dla Demokracji. Ale najwięcej lajków zyskał pomysł niejakiego Joey’a, żeby zbudować na wzór Disneylandu park rozrywki seksualnej. W tym parku zamiast Myszki Minnie i innych kreskówkowych postaci byłyby RealDoll i pracowałyby…

– Stop, Pat! Wskaż mi ten post i wątek.

Miss Thompson paroma ruchami palców przekierowała go na ekran szefa.

Minęło ciche pięć minut, podczas których Dr. Fadilla studiował ekran, przewijając palcami jednej ręki tekst, podczas gdy drugą podnosił filiżankę do ust. Popijał kawę z rzadka i raczej bezwiednie. W pewnym momencie ruchy jego dłoni zyskały na intensywności i powiedział do terminala:

– Zapraszam do mnie.

Odstawił filiżankę z niedopitą kawą na biurko, po czym podniósł wzrok na swoją asystentkę.

– Dziękuję, Pat. Komukolwiek, kto zarzuci, że zatrudniam cię tylko dla… hmmm… twoich kobiecych walorów, odpowiem, że jesteś moją muzą. W zeszłym roku to ty dałaś mi impuls, bym zainteresował się eksperymentami doktora Rosendale’a, a dziś kolejny raz natchnęłaś mnie nowym pomysłem. Jesteś więcej warta niż Mr. Garamendi. Będę musiał się przyjrzeć, za co dokładnie ten dupek bierze pieniądze.

W pół minuty później spostponowany przed chwilą zaocznie Mr. John Garamendi, dyrektor działu reklamy, wszedł do gabinetu przewodniczącego zarządu. Zaraz za nim wsunęli się Dr. Mike Rogers, szef działu analiz rynku, i Mr. Darin Sorrensen, nowy dyrektor zarządzający RealDoll Co.

– Dziękuję ci, Pat – odezwał się Dr. Fadilla.

Asystentka wyszła, a przewodniczący zarządu zwrócił się do nowo przybyłych:

– Zapomnijmy o zapaści wizerunkowej, panowie. Wystąpmy z ofensywą. Rozpatrzmy pomysł seksualnego parku rozrywki, naszego RealDollowego Disneylandu. Takiego, w którym RealDoll będą robiły za Disneyowskie myszki Mickey i Minnie i inne animki. Na pewno znajdziesz, John, więcej analogii i rozbudujesz to. Wejdź w kontakt z Dr. Klugem, by nie naruszyć regulacji sanitarnych. Zaproponuj nazwę. Ty, Mike, przeanalizujesz potencjalne zainteresowanie w zależności od atrakcji, lokalizacji, zróżnicowania oferty i cen. A pan, Mr. Sorrensen, przedstawi prognozę terminową, iloma nadmiarowymi biolalkami będziemy dysponować wobec zapaści zamówień. Nie muszę chyba przypominać o poufności waszych działań. Pierwszy meldunek w czwartek, a reszta na poniedziałkowym spotkaniu zarządu. Do pracy!

 


 

Z końcem lata oficjalne, lewicowe i metodystyczne media aż huczały oburzeniem z powodu afery z kupowaniem, przemytem i przeróbką tych biednych azjatyckich dziewcząt na sekslalki. Domagano się likwidacji RealDoll Co., wielokrotnej kary śmierci dla odpowiedzialnych za to przestępstwo osób, a szczególnie dla dyrektora zarządzającego.

Jak już wspominałam, Chris ma smykałkę do interesów. Tym bardziej zadziwiła mnie informacja, że za kilkanaście milionów nabył pakiet akcji RealDoll Co.

– Czyś ty zwariował? – zapytałam. – Za chwilę firmę zamkną i stracimy wszystko!

– Albo nie – mruknął.

Wzruszyłam ramionami. Ostatecznie sprzedamy jacht, a jacht jest jego.

To było na początku września. W trzecim tygodniu prokurator stanowy wydał oświadczenie, że firma nie będzie zamknięta. Akcje osiągnęły 137% ceny, za jaką Chris je kupił. Uspokoiłam się – warto wierzyć mężowi!

– Miałeś jakieś informacje? – spytałam go po obiedzie.

Uśmiechnął się tajemniczo i nie odpowiedział.

Za to z początkiem października, gdy okazało się, że RealDoll buduje Sexland – wielki seksualny park rozrywki – cena akcji wystrzeliła do 197,20. W niespełna pięć tygodni zarobiliśmy 7,5 miliona $.

 Niech mi nikt nie mówi, że pieniądze nie są afrodyzjakiem. Mnie, gdy dzięki mężowi nasz majątek rośnie o kolejne miliony, autentycznie robi się mokro. Oczywiście Chris zaraz 98% akcji RealDoll Co. sprzedał, bo tę pozycję traktował czysto spekulacyjnie. Resztę zostawił „na pamiątkę”. Czasem tak robi z papierami, na których zyskał.

– Wiesz coś więcej o tym parku? – spytałam go podniecona.

Znów uśmiechnął się tajemniczo, a mnie od tego aż ciarki przeszły po plecach z góry na dół, zawinęły poniżej kości ogonowej, wpełzły do brzucha i przerodziły się w motyle. Nie mogłam się doczekać wieczoru.

 Gdy mnie brał, najpierw w łazience, a potem w łóżku, wyobrażałam sobie siebie w Sexlandzie. Jako biolalkę; rozmaici faceci nakazują mi różne typy obsługi i obracają mnie na wszystkie sposoby, a ja nie dostałam rozkazu, żeby dojść. Chris, mój właściciel, stoi z boku, uśmiecha się tym swoim seksownym uśmiechem zadowolonego inwestora, a długi szereg mężczyzn pokazuje mu wykupione opcje i czeka na swoją kolej. Do mnie.

Niby nie otrzymałam polecenia, a miałam cztery orgazmy.

Gdy potem przytulona do niego mu o tej fantazji opowiedziałam, oświadczył:

– Znaczy, byłaś nieposłuszna właścicielowi. Wiesz, że za to lalce należy się kara?

Zaczęło mi coś świtać, ale byłam tak wykończona, że nie zareagowałam. Ba, gdybym wiedziała, co zamierza… tym bardziej bym nic nie zrobiła.

Tymczasem mój mężulek wyszedł z łóżka i z szuflady wyjął kajdanki. Używaliśmy ich już parę razy do zabaw. Jeśli jednak myślicie, że były to takie plastikowe, zabawkowe z różowym futerkiem, to jesteście w błędzie. Oboje lubimy prawdziwe doznania, więc nasze były solidne, bo stalowe, acz obłożone jelenią skórą, by nie kaleczyć nadgarstków. Moich nadgarstków, bo ja do femdom nie mam inklinacji.

Spiął mi dłonie z tyłu. Potem wsadził we mnie wibrator, taki na dwa otwory. Włączył na niski stopień. W końcu wyciągnął mnie z łóżka za włosy. Nie, żebym się przy tym zwijała z bólu – chwycił je całą garścią – ale poczułam w nim Mastera. Posiłkując się rózgą, przeganiał mnie przez pół domu do kuchni. Ledwo tam doszłam, bo nogi miałam wciąż jak z waty, a wibrator działał. Emma sprzątała po kolacji i nieudolnie udawała, że nie zauważa nagiej, bosej, skutej i chłostanej chlebodawczyni ciągniętej za włosy przez napalonego Mr. Torresa (tak się służba o Chrisie wyrażała) ze sterczącym fallusem. Jestem pewna, że słyszała wibrator i umiejscowiła go w mojej pupie. Pewnie i jej zrobiło się mokro. Chris rzucił w jej kierunku: „Dziękuję ci, Emmo, możesz wrócić do pracy” i wyciągnął mnie na zewnątrz.

Na podjeździe dla dostawców okazało się, że jest tam wysięgnik małego dźwigu. Pierwszy raz zwróciłam nań uwagę, bo w tym miejscu naszej posiadłości byłam najwyżej dwakroć w życiu; jestem nauczona nie kontrolować personelu zbyt natarczywie – mama twierdziła, że to nieeleganckie, więc do pomieszczeń gospodarczych nie zachodzę. Chris z nieodłącznym dziś uśmieszkiem zadowolonego właściciela nacisnął gdzieś coś i hak dźwigu zjechał na tyle, że dał się zaczepić o łańcuszek spinający moje kajdanki. Następne naciśnięcie podciągnęło mi nadgarstki do góry, a wykręcone ramiona sprawiły, że mocno pochyliłam plecy. Byłam wygięta na kształt ל – hebrajskiej litery lamed – ręce wyprężone pionowo, a ciało niemal poziome. Gdy Chris nacisnął guzik ponownie, musiałam stanąć na palcach, by osłabić ból barków. Krzyknęłam niegłośno.

 


 

Przypomniała mi się zabawa Earthy, której kiedyś byłam świadkiem. Na zapleczu Pattersona znalazła podobny dźwig, podpięła do niego jakiegoś nagiego fagasa, któremu przedtem dała dwie setki i obiecała następne. Różnica była taka, że on miał dłonie skrępowane z przodu, więc stał wyprostowany z podniesionymi wysoko rękami. Gdy wskutek działań Earthy jego członek uniósł się podobnie do nich, pomachała franklinem i spytała:

– Cal wyżej?

Zgodził się, więc włożyła mu banknot do buzi (bo gdzie miałaby mu włożyć; w odbyt mógł nie wejść) i podciągnęła hak o rzeczony cal.

– Cal wyżej? – zapytała ponownie. Machała dwoma banknotami.

– Yhmmm – odmruknął.

Dołożyła oba do pierwszego i podciągnęła. Pobawiła się trochę penisem, po czym ponownie rozbrzmiało:

– Cal wyżej?

– Yhmmm…

Sytuacja powtórzyła się, a gdy facet gryzł sześć banknotów, Eartha doprowadziła go do ejakulacji.

– Cal wyżej? – zabrzmiało nieubłaganie. Miała niezły ubaw, co widziałam po jej kocim uśmieszku. Machała ośmioma franklinami.

Tym razem czekała dłużej. Widocznie zastanawiał się, ile jeszcze wytrzyma, bo stał już na palcach, a chwilę to trwało. Ale chciwość przeważyła:

– Yhmmm…

Banknoty dołączyły do poprzednich, a Eartha ponownie wróciła do maltretowania wacka swojej zabawki. Mężczyzna stał wyprężony na czubkach palców, dłonie zaczęły mu sinieć, a jego członek nieudolnie usiłował dorównać właścicielowi w wyproście, ale to było niemożliwe. Po kwadransie, gdy już chciałam litościwie opuścić hak podnośnika, w końcu kuśka mu zadrgała i spłynęła paroma kroplami nasienia.

– Cal wyżej?…

Tym razem odpowiedź była inna, wzbogacona gwałtownym kręceniem głową:

– Yyy ymm.

Uprzedziwszy koleżankę, dopadłam wajchy dźwigu i pociągnęłam ją w dół, a facet opadł na kolana i rozcierał sobie dłonie. Zarobił 1600 $ w jakieś trzy kwadranse. Powinien być zadowolony.

 


 

Jak by to było, gdyby Chris mi zapłacił? Gdyby wcisnął mi banknoty do ust jak kurwie? Wyobrażając sobie siebie w tej roli, mimo wyczerpania wieczornym seksem byłam mokra, jakbym nie zaznała faceta od tygodnia.

Oczywiście Chris nie banknoty mi wepchnął do buzi, a penisa.

– To, laleczko, tylko knebel – zastrzegł. – Nie wiem, czy chciałabyś, żeby zbiegła się cała służba. A karą będzie zwykła chłosta. Dwadzieścia razów. Odliczaj. Jak się pomylisz, dostaniesz jeszcze dziesięć. Aaa!? Nie masz czym? Nie szkodzi! Nos masz wolny i znasz alfabet Morse’a. Poradzisz sobie. A żeby ci się nie nudziło…

Przełączył wibrator na max.

Chlasnął mnie rózgą w pupę. Niemal nie zabolało, ale odruchowo próbowałam się wyprostować. Było to niewykonalne z dwóch powodów – wykręt ramion i silna ręka Mastera przytrzymująca mi głowę. Niewątpliwie jednak moja buzia przesunęła się wzdłuż prącia tam i z powrotem. O cal, ale czyż trzeba więcej?

– Y mmm – wymruczałam liczbę jeden.

Za chwilę spadły na mnie kolejne razy.

Bawił się znakomicie. Ja też. Nawiązanie do moich fantazji, niewygodna pozycja i cały entourage były ekscytujące, ale najbardziej mnie rajcowało wyobrażanie sobie, że wielu mnie ogląda. Nagą i postponowaną przez męża. W miarę ograniczonych możliwości rozglądałam się po otoczeniu, wypatrując Petera, Juana czy jakiegoś dostawcy, choć o tak później porze przywóz czegokolwiek był mało prawdopodobny. Za to tego, że Emma podsłuchuje, byłam raczej pewna. Znałam ją na tyle, by przypuszczać, że wiedziona kulturą dobrej służącej walczyła z ciekawością, ale spodziewałam się, że się poddała. Wyobrażałam sobie, że nadstawia uszu, stojąc w drzwiach przedsionka, a może znalazła jakiś lufcik i podgląda. Niemal widziałam, jak początkowo bezwiednie wkłada sobie rękę pod fartuch i spódnicę, jak gmera w majtkach, coraz szybciej, szybciej…

Mąż lał mnie rytmicznie, a ja alfabetem Morse’a mruczałam kolejne liczby.

Każde chlaśnięcie powodowało ruch mojego tułowia, który przekładał się na suw buzi wzdłuż członka. Moje usta gorące jak toster musiały już parzyć, a mężowski fallus pęczniał, choć już miał za sobą wieczorny wytrysk. Gdy rózga uderzała mnie ponownie, odruch bezwarunkowy nieodmiennie powodował próbę wyprostu. Przy dźwięku mruczeń kolejnej liczby penis wyskakiwał ze mnie do połowy jak gotowa grzanka, ale widocznie wciąż nie był uznawany za wypieczonego. Chris wsuwał go znów i znów. Coraz głębiej… Jako opiekacz byłam z pewnością przegrzana, ale bezpiecznik nie zadziałał.

 Z przodu kapałam śliną, a z tyłu śluzem, w czym rola wibratorów była niemała. Niby byłam wyużyta, niby cztery szczytowania to dużo; powinnam czuć tam raczej ból przesycenia, a zapowiadało się coś dużego. Zbliżałam się do piątego dziś orgazmu powoli, więc jeśli do niego dojdzie, będzie to gigant.

Z wyrzuceniem kolejnej grzanki wymruczałam:

– Y mmm. Mmm y y y.

Osiemnaste chlaśnięcie, głośniejsze i silniejsze od poprzednich, zlało się z tłumionym krzykiem Emmy, dochodzącym skądś z domu. Był to piękny śpiew spełnienia, nie do pomylenia z czymkolwiek innym.

Dziewiętnastemu towarzyszyłby mój krzyk, gdyby nie mężowski knebel, który strzykał mi do gardła spermą, jakby to był jego pierwszy dziś raz. Ledwo nadążałam z przełykaniem.

Przestałam liczyć; nosem wydawałam tylko dźwięki ukontentowania. Sama też tryskałam, a kobiecy ejakulat spływał mi po nogach w takt konwulsji ud i całej wypiętej pupy.

Mój gigant trwał długo, w czym pomagały mu kolejne przyśpieszone chlaśnięcia rózgi. Były pożądane jak tlen, którego zaczynało mi brakować. Każde wchodziło w interakcję z moim skurczem, zwiększając jego intensywność. Każde wstrząsało moją wygiętą w lamed postacią i spychało wszystko na dalszy plan; wszystko poza zbitą, gorącą pupą, wciąż maltretowanymi waginą i odbytem, wypełnionymi ustami i przełykiem. I nosem, który wchłaniał męskie zapachy Chrisa, aromaty, w których feromony grały zapewne główną rolę.

W końcu, w jego końcu, przestał mnie chłostać, podczas gdy przeze mnie wciąż przechodziły nawroty spazmów. Długo… Chris wyłączył wibracje, prącie zaczęło się kurczyć, a wtedy i ja skończyłam. Byłam tak wycieńczona, że boleśnie zwisałam na wykręconych rękach.

Wysunął się ze mnie.

– Dziękuję, Master – wystękałam obowiązkową formułkę, uzupełniwszy wcześniej powietrze w płucach dwoma głębokimi wdechami.

Gdy hak dźwigu zjeżdżał w dół, a Chris mnie podtrzymywał, podejrzewając słusznie, że nie ustoję na nogach, pomyślałam o wrażeniu, jakie wywarłabym na moim jachtmanie, wymruczawszy podziękowanie morsem. Zamiast tego już w łóżku i nie morsem (buzię miałam przecież całkiem sprawną, w przeciwieństwie do różnych mięśni) zapytałam:

– To kiedy jedziemy do Sexlandu?

W głosie męża usłyszałam zdumienie.

– Tak ci pilno do tych lalek? To park dla mężczyzn!

Nie wiem, jakimi informacjami dysponował mój domowy inwestor, ale ja miałam swoje z mediów społecznościowych, w których lesbijskie i feministyczne dzięki takim koleżankom jak Eartha były nadreprezentowane. Tym razem zachowałam te wiadomości dla siebie, a głos Chrisa ze zdziwionego zmienił się w pełen namysłu.

– W każdym razie najpierw muszą ten Sexland zbudować.

Stłumiłam chichot, wtuliwszy twarz w poduszkę. Fantazję związaną z byciem biolalką chciałam skonfrontować z rzeczywistością. Plotki wróżyły otwarcie wiosną, a Chris ma urodziny dziewiątego marca. Akurat między Dniem Kobiet, a Dniem Mężczyzn. Idealny termin na taką atrakcję.

Do końca października Chris w biurze całymi dniami wisiał na łączach, a i w wieczory niejednokrotnie dopadał terminala, by sprawdzić wezwanie bota. Nawet nocami zdarzało mu się ślęczeć po dwie, trzy godziny przed wielkimi ekranami w gabinecie.

Tak wytężona praca zapowiadała kolejne miliony, a ja nie mogłam się doczekać u męża miny zadowolonego inwestora.

 


 

27 lutego po ostatnich wiadomościach ukazał się spot reklamowy Sexlandu. Zapowiedź głosiła, że Sexland, park seksu i zabaw dla dorosłych, zaprasza odwiedzających od 1 marca.

Przede mną rozwijały się trójwymiarowe fantomy. Przechadzałam się (jako kamerzysta oczywiście) wśród różnych seksownie ubranych czy częściej niemal nagich postaci wszelkich kolorów skóry. Nie tylko kobiet, ale i dobrze wyposażonych mężczyzn oraz najwyraźniej nieletnich – dziewcząt i efebów. Nastąpiło zbliżenie na męską lalkę z podwójnym członkiem. Pomyślałam o mężu z uznaniem. Pół roku temu mi powiedział, że na tym moim pomyśle zarobiliśmy ponad ćwierć miliona.

Kobiece postacie obdarzały mnie (kamerzysta zapewne był mężczyzną) powłóczystym spojrzeniem, lalki fotografowały się z ludźmi. Niektóre miały obroże i zwisające z nich smycze, a jedna z nich spytała mnie: „Chcesz się ze mną przespacerować?”. W tle jakiś facet prowadził na lince dziewczynę udającą psa, a inny jechał na wózku ciągniętym przez dwie kobiety przebrane za klacze; dwunogie oczywiście.

Zerknęłam na Chrisa i odniosłam wrażenie, że te koniki mu się podobają.

Nastąpiła seria migawek pomieszczeń. Pominąwszy apartamenty z przyległymi salkami pełnymi sprzętów do BDSM, były i takie, w których ze ścian wystawały tylko pupy, głowy i penisy. I biust – według komentarza można było z niego pić mleko. Patrzyłam zafascynowana na wymiary tych cycków – chyba P! Pojawiła się ręka, która na jeden z nich nacisnęła i faktycznie – kilka silnych strug białego płynu zmoczyło obiektyw, bo na chwilę fantom stracił plastykę i się zamglił.

Weszliśmy za próg czegoś, co nazywało się „Dom horroru”. W słabym świetle pojawiły się jakieś maszkary, wynaturzone lub ociekające krwią, ale kamerzysta szybko opuścił to miejsce, skomentowawszy, że skorzystanie z tej atrakcji wymaga oświadczenia woli.

Uznałam to za dobry chwyt marketingowy.

Potem kolejne lalki urozmaicały typowo męskie rozrywki: drafta (nie, nie służyły za tarcze, pod tym względem kumple Chrisa popisali się większą fantazją; te tylko donosiły strzałki i na piersiach prezentowały wyniki), strzelnicę (podobnie) i siłownię, w której można było podnosić dziewczęta zamiast odważników, wsuwać im w pochwę sztuczne penisy ważące tyle, że ich uniesienie naprężało uda lub bicepsy ćwiczącego, czy pedałować na rowerze stacjonarnym, wywołując ruchy dilda w otworze (do wyboru) ćwiczącej vis-à-vis biolalki. Każdy suw nadziewane kwitowały piskiem lub westchnieniem rozkoszy.

Prymityw. Spodziewałam się czegoś bardziej wyrafinowanego.

Był i basen ze wszystkimi opcjami seksu w wodzie czy pod prysznicem.

Do damskiego boksu, zapasów w kisielu i nagiej orkiestry zatrudniono ludzi.

Weszłam do kawiarni, w której podawano kawę z mlekiem wyciskanym przy stoliku lub ladzie z biustu kelnerki (ciekawe, na ile filiżanek jej starczy). Były też stoliki dla pary; facetolalka leżała pod stołem, a reflektanci mogli wybrać, która lub które z nich zechce wypić kawę, sok, bądź zjeść ciasto nabita na fallusa, a która będzie miała robioną minetę. Hmmm. To akurat było oryginalne.

Zupełnie nie podobała mi się natomiast wizyta w toalecie. Sikanie na człowiekopodobne postacie, w opcji będąc wypełnioną (lub wypełnionym, bo skomentowano to jako atrakcję również dla LGBT) penisem męskiej lalki, napełniło mnie odrazą.

– No nie! – wykrzyknęłam zaraz po tym, gdy spot się skończył.

Chris wyłączył przekaz.

– Co nie?

– Sikanie! To wstrętne!

– Co ty powiesz – zdziwił się. – Sperma też jest wstrętna? Z tego samego tryska.

Byłam tak oburzona tym argumentem, że dałam się podpuścić.

– Ale sperma to efekt seksu i miłości, dar życia. A siki to odchody!

– No nie przesadzajmy! Krew jest też darem życia, ale nie chciałabyś zapewne, bym cię nią zraszał. Miłość można okazać na wiele sposobów. Od wujka dostaniesz czekoladki, od męża koleżanki kwiaty, a od kochanka spermę. Dlaczego nie mocz?

Wprawdzie fora pasjonowały się taką toaletą, twierdząc, że to będzie najbardziej ekscytujące miejsce całego Parku, ale Chris?… Czy jego podnieca oblanie kobiety moczem? Czyżby chciał to robić ze mną?

Na jego wargach igrał znany mi dobrze uśmiech zadowolonego biznesmena i to sprawiło, że otrzeźwiałam. I równocześnie się zaniepokoiłam.

– Zainwestowałeś w Sexland? – Miałam złe przeczucia w kwestii trafności takiej decyzji.

– Poniekąd – odparł, co wzmogło moje obawy.

– Cooo?! Przecież to szmira! Nikt tam nie przyjedzie! Będzie krach aż miło!

– Nie znasz ludzi. Prawie każdy człowiek ma jakieś fantazje nie do spełnienia w realnym świecie z żywymi partnerami. Mało kogo stać na własną RealDoll, a tu mają do wyboru kilkadziesiąt i mogą pieprzyć za każdym razem inną. Poza tym, żeby znaleźć kobietę, która wyciśnie ci własne mleko do kawy, lub prostytutkę, co pozwoli w siebie sikać i potrafi z uśmiechem lub – na żądanie – z grymasem obrzydzenia wypić mocz, musieliby długo szukać. O rypaniu małolatów i krwawiących kadłubków nie ma co mówić. Tu mają wszystkie opcje, nawet perwersyjne, w jednym miejscu. Legalnie.

– I takiś pewien, że akcje Sexlandu będą rosły?

– Szmira dobrze się sprzedaje. Popatrz na Disneyland. Jednak w Sexland włożono duże pieniądze, a eksploatacja jest kosztowna, więc zyski wprawdzie będą, ale niewielkie i nie od razu. To bardziej reklama RealDoll niż samodzielny biznes.

Zamilkłam na moment, bo czegoś tu nie rozumiałam, ale jeszcze nie wiedziałam czego. Aż nagle mnie oświeciło!

– To na czym zarobiłeś?

Zerknął na mnie, a na widok jego miny okraszonej uśmieszkiem przysłowiowe motyle w moim brzuchu zaczęły machać skrzydełkami.

– Na gruncie.

– Na jakim gruncie?!

– Udało mi się przewidzieć lokalizację Sexlandu. Wytypowałem kilkanaście potencjalnych miejsc, wykupiłem opcje zakupu, a jak RealDoll się ogarnęło i zdecydowało, to okazało się, że muszą odkupić moją.

– Ile zyskaliśmy?

– Po odliczeniu kosztów analiz i rezerwacji praw, niewiele. Niecałe dziesięć. To był jeden z tańszych terenów spośród tych, które obstawiłem.

Motyle trzepotały jak szalone! Kochany mężuś!… Pewnie się przemogę i pozwolę, żeby się na mnie zsikał. Może w urodziny…? To za dziesięć dni… Ale czy na pewno on tego chce, bo nie ma nic gorszego, niż gdybyśmy oboje mieli się przymuszać do czegoś nielubianego…

Podpytałam go o to pod wspólnym prysznicem.

– To swoje przyjęcie urodzinowe robisz w Sexlandzie?

– Nie. Skąd ten pomysł?

– Bo broniłeś pomysłu sikania do biolalek, że niby faceci to lubią, więc myślałam, że chcesz wszystkim zafundować tę atrakcję.

Gdy to mówiłam, włożyłam słuchawkę pod dzielącą nasze kabiny przegrodę i skierowałam strumień pod górę.

Zrobił to samo, więc przez chwilę trwała wojna na strugi i sikawki, przerywana śmiechami. Chris wygrał; mógł wystawić bastion obronny w postaci swojej pupy, a ja niestety nie – srom nie zniósł takiej tortury i musiałam odskoczyć. Ostrzał, a właściwie oblew z mojej strony się skończył i skapitulowałam.

– To teraz wyobraź sobie, że zamiast końcówki prysznica wystawiasz członka i odlewasz się. Fajnie? – spytałam prowokacyjnie.

– Hmmm… Ależ musiałbym mieć długiego… Sorry, Mira, nie mam. Nie, serio! Mogę się wysikać na jakąś biolalkę, nawet na prostytutkę na koniec usługi, ale nie na żonę. To byłoby tak, jakbym lał na siebie. Ale jak chcesz sprawdzić swoje doznania, może poczuć dreszcz wywołany upokorzeniem, jestem otwarty. Dzień Kobiet blisko.

Dostałam, co chciałam, i teraz pozostało tylko szybko się wycofać.

– Ani mi się waż!

Gdy opuściliśmy część prysznicową, by się wytrzeć, zauważyłam, że prącie ma w półwzwodzie. Więc jednak coś go podrajcowało.

No właśnie…

O prezencie dla Chrisa pomyślę, gdy będzie na tej swojej urodzinowej męskiej orgii, a teraz postanowiłam wykorzystać, że jest ze mną. I najwyraźniej on też miał chętkę, bo kochaliśmy się jak zawsze ze wspaniałym efektem. Jego fallus podlany sosem fantazji potrafi napełnić mnie ejakulatem zabójczym dla wylęgłych w brzuchu motyli. Zanim zdechły, dały mi multum rozkoszy.

Ale wyklują się nowe, i to szybko. Sperma to nie DDT. Z każdego plemnika urodzi się nowa skrzydlata bestyjka, to pewne! Będą ich miliony.

Ten tekst odnotował 8,812 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.91/10 (15 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (2)

+4
-5
Wincyj.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
-5
Potrzyj po szarym kółku. Może to zdrapka? 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.