Ilustracja: Tima Miroshnichenko

Przygoda życia (III)

15 czerwca 2022

Opowiadanie z serii:
Przygoda życia

Szacowany czas lektury: 24 min

Kontynuacji serii.

Wydarzenia mijającego dnia były dla mnie źródłem potężnego zastrzyku adrenaliny. Tak silnego, że postanowiłem zostawić mój samochód przed kancelarią i wrócić do domu pieszo. Powoli sunąłem po wąskich uliczkach naszego miasta, uśmiechając się do przypadkowych ludzi. W tamtych chwilach towarzyszyło mi jedno uczucie – rozpierała mnie duma z tego, że zdobyłem tę piękną kobietę. Nie miałem wówczas pojęcia, że w tym samym czasie w domu Basi rozgrywa się scena, która diametralnie zmieni życie trojga osób.

– Darek, czemu w ogóle nie tknąłeś obiadu? – zapytałam z troską mojego męża. Wracając do domu, kupiłam makaron penne i przygotowałam z niego jego ulubione danie.

– Myślałem, że ta sprawa poczeka do wieczora, ale, jak widać, nie potrafię tego ukryć. Przez ostatnie kilka tygodni cały czas myślałem o nas – zaczął. Potrzebowałem czasu, żeby pogodzić się z tym, że nie mogę mieć więcej dzieci. Ta diagnoza jest dla mnie ciosem. Gryzie mnie to cały czas. Widzę, jaki to ma fatalny wpływ na nasze małżeństwo. Mijamy się od kilku tygodni. Nie rozmawiamy ze sobą zbyt wiele. Ty, nawet będąc w domu, jesteś ostatnio poddenerwowana… – kontynuował.

Na marginesie, pamiętasz, kiedy ostatni raz kochaliśmy się? – zapytał mnie z żalem mój mąż. Zastanawiałam się zbyt długo nad odpowiedzią, starając się przypomnieć sobie ten fakt…

– Widzisz, nawet tego nie pamiętasz. Prawie trzy tygodnie – stwierdził rozgoryczony.

– Darek, przepraszam Cię, ja…

– Poczekaj, daj mi dokończyć tę trudną dla mnie rozmowę – jego głos drżał, a ręce się trzęsły.

– Wiem o tym, jak bardzo chcesz drugiego dziecka i dlatego podjąłem decyzję…

– Jaką decyzję – przerwałam mu coraz bardziej zaniepokojona. O czym ty mówisz?

– Jeżeli tylko zechcesz, jestem w stanie zgodzić się, aby zapłodnił cię inny mężczyzna… – wypalił mi prosto w twarz. Momentalnie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.

– Darek, o czym ty do jasnej cholery mówisz? Przecież żaden z naszych…

– Nie chodzi mi o oddanie spermy. Chcę, żebyś zrobiła to z innym! – powiedział podniesionym głosem. Patrząc głęboko w oczy mojemu mężowi, widziałam w jego oczach rosnący strach przed moją reakcją. Przeraził mnie. Dłuższą chwilę zajęło mi zebranie swoich myśli.

– Czy ty siebie słyszysz? Chcesz, żebym za twoją zgodą uprawiała seks z innym facetem i zaszła z nim w ciążę?

– Tak Basiu. Jeżeli się na to zgodzisz, mam dwa warunki.

– Co takiego? Nie dość, że chcesz mnie oddać innemu, to śmiesz mieć jeszcze jakieś warunki? Kim ja jestem dla ciebie, przedmiotem?– nie pytałam, a wykrzyczałam w jego stronę. Nie zareagował na te słowa. Zachowywał się jak w transie. Jego wzrok był wbity w ścianę naszej kuchni.

– Po pierwsze, chcę, żebyś zrobiła to u nas w domu i ja chcę być przy tym obecny – oznajmił stanowczo.

– Nie, Darek, ty zwariowałeś! Ja wiem, że to dla Ciebie silny stres, ale…

– Po drugie… – przerwał mi – on ma to zrobić w prezerwatywie, którą zdejmie w ostatniej chwili przed wytryskiem – sposób, w jaki mój mąż to powiedział, wskazywał na to, że ma to wszystko od dawna dokładnie przemyślane.

Stałam jak wryta oparta o kuchenny blat. Patrzyłam mojemu mężowi prosto w oczy i zastanawiałam się, czy ja znam tego człowieka. Nigdy bym się tego po nim nie spodziewała. Trwaliśmy tak w niedającej się znieść ciszy, której on nie wytrzymał pierwszy.

– Możesz się zgodzić albo nie – stwierdził chłodno. W jego oczach nie było już tego strachu, który mu wcześniej towarzyszył.

– Wiesz co, mężu? Mam ochotę rzucić w ciebie tym talerzem – syknęłam ze złością, faktycznie spoglądając na talerz stojący obok mnie.

– Jeżeli to pomoże ci w podjęciu decyzji, to proszę bardzo – wycedził.

– Darek! Niemożliwe, ty naprawdę tego chcesz?! – przekonałam się, że wbrew temu, co mówi mój mąż, nie tyle jest gotów się na to zgodzić, ile po prostu tego chce.

– Gdybym nie chciał, nie mówiłbym ci o tym – odparł ze spokojem.

– Dobra Darek. Masz rację, że bardzo chcę drugiego dziecka i co oczywiste, chciałabym mieć je z tobą. Byłabym gotowa zrobić dla tego bardzo wiele, ale… nie proponuj mi czegoś, czego konsekwencji mógłbyś nie znieść. Wiem, że bardzo przeżywasz tę diagnozę i tylko dlatego nie zrobię Ci takiej awantury, na jaką teraz zasłużyłeś.

W jednej chwili mój mąż przybrał minę zbitego psa. Nie spodziewał się, że od razu powiem stanowcze „nie”. Tymczasem ja nie miałam zamiaru w ogóle tego rozważać. Miałam wyrzuty sumienia z tego powodu, że go zdradziłam. Było mi strasznie żal mojego męża. Byłam świeżo po rozmowie z Marcinem, który przekonał mnie, że dla dobra mojego małżeństwa musimy zakończyć naszą relację, a nie wyobrażałam sobie w roli, jaką proponował Darek, innego faceta niż Marcin.

– Przykro mi, że nie chcesz się zgodzić – stwierdził zrezygnowany. W takim razie musimy się pogodzić z rzeczywistością.

– Takie jest moje stanowisko. Nie przejmuj się tym Darek. Przejdziemy przez to razem. A teraz, skoro mamy już za sobą tę idiotyczną rozmowę, chodź ze mną do sypialni – mówiąc to, pociągnęłam go wyraźnie zaskoczonego za rękę i… wyczułam niezrozumiały dla mnie opór. Mój mąż zawahał się, jakby chciał coś powiedzieć, po czym dopiero po chwili dał się zaciągnąć do sypialni.

Po przekroczeniu progu sypialni Darek objął mnie w pasie i zaczął całować. Był bardzo delikatny. Za bardzo. Jedynie muskał moje wargi swoimi, całując jak nastolatek na pierwszej randce. Choć robił tak, odkąd go poznałam, dotychczas nigdy mi to nie przeszkadzało. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Dlaczego? Odpowiedź była prosta – kto raz przejechał się luksusowym autem, ten nie chce wsiadać do malucha. W  tym wypadku tym luksusowym autem był Marcin.

Darek szybko zdjął z siebie koszulkę, by następnie zdjąć moją bluzkę i od razu rozpiąć biustonosz. Zaczął masować moje piersi, ale robił to tak, jakby ugniatał ciasto. Nie należało to do przyjemności. Przypomniałam sobie, jak pieścił mnie dzisiaj Marcin, zwłaszcza jak pieścił moje uszy. Była to dla mnie zupełna nowość. Kontrast między nimi dwoma był szokujący. Czy mój mąż w ogóle wie, że kobieta ma szyję? – pomyślałam. Z żalem zdałam sobie sprawę z tego, ile obszarów na mapie ciała kobiety jest przez niego pomijanych.

– Chcę dla ciebie jak najlepiej – wyszeptał mi do ucha słowa, które nie pasowały do sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Wyraźnie nawiązywał do tematu, który, jak wówczas sądziłam, jest definitywnie skończony.

– Darek wejdź już we mnie – poprosiłam go, nie mając ochoty na dalsze ceregiele mojego męża z moim ciałem.

– Złapałam go za penisa przez spodnie, wyczuwając, że jest już sztywny. Co za odmiana – pomyślałam. Choć raz uniknę kilku długich minut stawiania jego masztu do pionu. Masując go, zdałam sobie sprawę, że przecież już dzisiaj miałam w sobie jednego mężczyznę. Nigdy nie kochałam się z dwoma facetami tego samego dnia! Ta myśl spowodowała, że moja wymęczona przez Marcina cipka ponownie zalała się sokami. Dostrzegł to mój mąż, kiedy nie mógł odkleić od niej moich majtek, za którymi ciągnęły się długie nici płodnego śluzu.

– Ale jesteś podniecona – stwierdził z dumą mój mąż.

– Dla Ciebie – odpowiedziałam, pragnąc, by te słowa były prawdziwe.

– Wybierz jakąś pozycję – wyszeptał mi Darek do ucha.

Nie sądzę, by Marcin kiedykolwiek pytał o takie rzeczy – pomyślałam. On, kochając się z kobietą, decyduje o wszystkim.

– Wiesz co, zróbmy to na stojąco przodem do lustra – odpowiedziałam.

– Królowa decyduje – zaśmiał się mój mąż, po czym obrócił mnie w kierunku wielkiego lustra, jakie mamy w naszej sypialni. Widać w nim sylwetkę człowieka od stóp do głów. Wielokrotnie przeglądałam się w nim nago, kiedy Darek tego nie widział. Teraz spontanicznie wpadłam na pomysł, aby wypróbować je w inny sposób.

Darek stanął za mną, przykładając swojego penisa do mojej przepełnionej krwią muszelki. Zebrał jego główką trochę moich soczków, po czym wszedł we mnie.

– Uuu, Barbuś! – wyjęczał, co przypominało bardziej głos zranionego zwierzęcia, a nie mężczyzny posiadającego właśnie swoją kobietę.

– Tak bardzo chciałbym, abyś była szczęśliwa – z trudem wypowiedział słowa, które chciałam usłyszeć jako „Zerżnę Cię tak, że nie usiądziesz przez miesiąc”.

Mój mąż, jakby to ładnie określić, był wówczas koneserem waniliowego seksu. Po prostu poruszał się we mnie bardzo powoli, tylko w ten sposób bowiem nasz seks mógł trwać choć odrobinę dłużej. Tak było i tym razem. Powoli zagłębiał się w moim tunelu, starając się jako gentleman, za jakiego się uważał, nie uderzać swoim podbrzuszem w moje pośladki. Zawsze było to dla niego zbyt wyuzdane. Tyle że ja, zamiast nutki wanilii, od dwóch dni wolałam w seksie pieprz. Dlatego chwyciłam Darka za biodra, mocno dociskając go do mnie za każdym jego pchnięciem. Ze zdumieniem zauważyłam, że wreszcie podoba mi się sposób, w jaki się kochamy. Tak, Darek, tak, mocniej, szybciej! – głośno dopingowałam męża.

Darek próbował dotrzymać mi kroku, jednak każda kolejna sekunda przekonywała mnie, że coś jest nie tak – po prostu coraz mniej czułam, że mój mąż jest we mnie.

– Przepraszam kochanie – powiedział z rezygnacją i wysunął się ze mnie. Jego penis stał się malutki i pomarszczony. Stracił wzwód w momencie, w którym zaczęłam mieć nadzieję, że jednak potrafi być dobrym kochankiem…

– Chwilowa niedyspozycja – starałam się go pocieszyć. W końcu nie pamiętałam, by kiedykolwiek przydarzyła mu się taka sytuacja.  

– Chodź, połóż się – powiedziałam, odwracając się do niego. Pchnęłam go na łóżko, rozłożyłam mu nogi, by następnie wziąć do ust jego penisa. Robiłam wszystko, co w takiej sytuacji może robić doświadczona kochanka. Ssałam namiętnie jego żołądź, lizałam go od spodu, zataczałam kółka wokół jego główki, by w końcu ssać jego jądra. Bez rezultatu. Koniec.

Byłam strasznie zła na Darka. Sam przyznał, że nie kochaliśmy się od blisko trzech tygodni i co? Czy tak zachowuje się mąż spragniony swojej ukochanej? Nie wykazując żadnej inicjatywy, wykonując niezdarne ruchy, nie będąc wcale spragnionym jej ciała? Przecież to ja zaciągnęłam go do sypialni, a nie odwrotnie – coś mi tu nie pasowało. Zaczęłam wszystko rozumieć. Był tylko jeden sposób, żeby się przekonać, czy mam rację.

– Darek, powiedz mi – powiedziałam możliwie jak najbardziej uwodzicielsko – czy wyobrażałeś sobie swoją żonę z tym innym?

– Co? Nie, nie myślałem o tym! – niemal krzyknął, po czym podniósł się z naszego małżeńskiego łoża.

– Kłamczuch, wy wszyscy jesteście wzrokowcami – odparłam z niedowierzaniem, kręcąc głową. Następnie przewróciłam go z powrotem na nasze posłanie.

– Jeszcze z tobą nie skończyłam. Powiedz mi kochanie – osaczałam go, raz po raz liżąc główkę jego maluszka – czy oczyma wyobraźni widzisz moment, kiedy obcy, twardy jak skała kutas wsuwa się do ciasnej pochwy twojej żonki?

– Nie! – wydusił z siebie, lecz jego ciało mówiło co innego. Hydraulika zaczęła działać.

– Powiedz mi najdroższy, czy widzisz swoją żonę, całującą się z języczkiem z innym?

– Nie! – znowu skłamał, na dowód czego jego penis stał już na baczność, pulsując.

– Powiedz skarbie, co byś zrobił, gdybyś zobaczył swoją żonę nabijającą się na gruby pal innego? – sama zatracałam się w tej grze.

– Nieee! – wyjęczał, po czym z jego nabrzmiałego do granic możliwości, granatowego penisa cienką stróżką wyciekła odrobina spermy. Jeszcze nie widziałam, by mój mąż tak przeżywał orgazm. Jego twarz była rozpalona do czerwoności, a ciało trzęsło się jeszcze przez dłuższą chwilę, zanim powracająca świadomość uzmysłowiła mu, co właściwie zrobił…

– Kochanie, przepraszam cię, przepraszam, to nie tak jak myślisz! – skomlał Darek, tuląc się do mnie raczej jak syn do matki, niż mąż do żony. Odsunęłam się od niego.

– Nie tak jak myślę?! – syknęłam. Wytłumacz mi w takim razie, jak to jest, że po trzech tygodniach abstynencji nie możesz zerżnąć swojej kobiety jak prawdziwy mężczyzna, tylko tracisz wzwód, będąc już we mnie? – właściwie krzyczałam. Jak to jest, że kiedy zadawałam ci te bzdurne pytania, zamiast zlać mnie po tyłku i potem wyruchać, żałośnie trysnąłeś mi na rękę?

– Nie mów tak! Nie wiem, co się ze mną stało, ja wcale nie chcę cię widzieć z innym facetem. Jesteś tylko moja, rozumiesz! – rozpaczał dalej.

– Darek, nie oszukuj się! Mówisz jedno, ale twoje ciało mówi drugie!

– Cofam wszystko to, co powiedziałem przy obiedzie – oznajmił błagalnym tonem, jakby nie rozumiejąc, że mleko się właśnie rozlało…

– O nie kochaniutki, w takiej sytuacji przyjmuję twoją propozycję – odpowiedziałam. Postąpiłam tak, ponieważ zrozumiałam, że w całej tej propozycji Darka nie chodziło o nasze szczęście, ale o zaspokojenie jego chorych żądzy, które przede mną ukrywał.

– Barbuś, nie, bardzo cię proszę, zapomnijmy o tym! – tylko się pogrążał.

– Proszę bardzo, kto wie, może wkrótce po raz drugi zostaniesz tatusiem, czego tak rzekomo pragniesz – oświadczyłam ironicznie, podczas gdy on siedział załamany na łóżku z głową w dłoniach.

– Jak to wkrótce, co to znaczy? – rozpaczał.

– Znaczy to tyle, że w przyszłym miesiącu odwiedzi nas w domu pewien mężczyzna, którego jedynym zadaniem przez cały, długi wieczór będzie zapłodnienie mnie. Będzie wszystko tak, jak chciałeś – w  tym momencie nie miałam dla niego litości.

– O kim ty mówisz, jaki mężczyzna? – zapytał zrezygnowany.

– Nie będziesz tego wiedział do ostatniej chwili.

– Proszę, powiedz mi, znam go?

– Tak, kochanie, znasz go.

– Dlaczego chcesz mi to zrobić? – zapytał. Jego oczy już się szkliły.

– Po pierwsze, dlatego, że to ty sam chcesz oddać ciało swojej żony innemu mężczyźnie, a po drugie, dlatego, że zamiast kochać się ze mną dzisiaj do późnego wieczora, poddałeś się po kilku minutach. Powiedz mi, czy ja ci się jeszcze podobam?

– Baśka!, przecież kocham cię nad życie! – wykrzyknął.

– Cieszę się, że to mówisz. Ja też cię kocham, ale nie zmienię decyzji. Mam tylko nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy żyć jak przykładne małżeństwo.

– Co masz na myśli? – zapytał mnie.

– Musisz mnie zdobyć na nowo – odpowiedziałam z przekąsem.

– Co mam przez to rozumieć?

– To, co zrozumiałby prawdziwy mężczyzna – skwitowałam. Udowodnij mi, że nim jesteś. Pamiętaj, że startujesz u mnie z czystą kartą i od ciebie zależy teraz wszystko.

– Rozumiem.

– Cieszę się w takim razie. Teraz wybacz, ale wychodzę z domu – powiedziałam, po czym zaczęłam zbierać swoje ubrania z podłogi.

– I jeszcze jedno. Od tej chwili dotkniesz mnie dopiero wtedy, kiedy sama tego zechcę, co nastąpi i tak nie wcześniej, niż po wizycie naszego gościa. Pamiętaj Darek, ja naprawdę daję ci szansę i proszę cię, żebyś jej nie spierdolił – ostatnie z tych słów brzmiały już niewyraźnie, gdyż nie mogłam powstrzymać łez.

Wydarzenia ostatniego tygodnia pokazały mi wszelkie niedostatki mojego małżeństwa. Fatalne życie seksualne, wady charakteru mojego męża, jego nieumiejętność „wzięcia mnie za rogi”, której tak bardzo potrzebowałam nawet dzisiaj. Gdyby tylko w moim mężu było choć trochę z Marcina, nasze małżeństwo nie zawisłoby na włosku.


Następnego dnia rano jak zwykle stawiłem się w pracy. Chcąc odreagować emocje poprzedniego dnia, poszedłem na piwo z kolegami. Ci z kolei nie dawali mi żyć i ciągle wypytywali, jaka to łania jest teraz na moim celowniku. Nie było mi do śmiechu, zważywszy na fakt, że zdobyłem już kobietę, z którą tak naprawdę nie mogłem być.

– Witaj Baśka! – zacząłem na powitanie. Chciałem do niej podejść i cmoknąć ją w policzek, ale się zawahałem. Dostrzegła to.

– Witaj Marcin. Pamiętasz naszą wczorajszą rozmowę?

– Tak, pamiętam, coś się zmieniło? – rzuciłem niechętnie. Nie chciałem do tego wracać.

– Nie wiem, jak ci to powiedzieć, więc powiem wprost – oznajmiła, po czym opowiedziała mi z wczorajszego wieczoru tyle, ile uznała za stosowne.

– Poczekaj. Mam rozumieć, że mamy uprawiać seks za zgodą twojego męża, w waszym domu, i to w dodatku w jego obecności? – chciałem mieć jasność.

– Czy jesteś pewna swojej decyzji? – zadałem jej pytanie.

– Marcin, uznam, że nie zapytałeś – odpowiedziała zażenowana.

– Dobrze, w takim razie ja też mam swoje warunki. Bez ich spełnienia nic z tego nie będzie – przekazałem jej stanowczo.

– Chyba byś nie był sobą, gdyby wszystko nie musiałoby być po twojemu – odparła w taki sposób, że uznałem to za komplement.

– Zatem słuchaj. Po pierwsze, zrobimy to tylko jeden raz, po czym zmywam się do domu. To będzie też nasz ostatni raz. To, co się będzie działo po moim wyjściu, to wasza sprawa.

– Dlaczego tylko raz, powiedz mi, proszę.

– Teraz ja mam uznać, że nie zapytałaś?

– Nie, naprawdę mi powiedz.

– Chcesz odejść od męża?

– Wiesz, że nie.

– Właśnie dlatego. Zresztą, po tym, co zobaczy twój mąż, nigdy więcej ciebie nikomu nie odda.

– A co takiego zobaczy mój mąż? – zapytała, bawiąc się swoimi włosami.

– Zobaczy, jak wygląda prawdziwy, zwierzęcy seks. Skoro on oddaje mi dobrowolnie to, co facet może mieć najcenniejszego, to zobaczy, jak ja tę świętość zbrukam. To pode mną, a nie pod nim, będziesz drżeć, przygryzać wargi, jęczeć, a w końcu krzyczeć. Szczytując, to w moje plecy będziesz wbijać paznokcie, a nie w jego. To na moim kutasie będzie zaciskać się twoja płodna tego dnia cipka. W końcu może twoja dusza będzie nadal należeć do twojego męża, ale ciało już nie.

– Wiesz, na co mam teraz ochotę?

– Chcesz mnie wyrzucić za drzwi – odpowiedziałem z szyderczym uśmiechem, patrząc jej prosto w oczy.

– Nie, chciałabym zamknąć te drzwi na klucz od środka – powiedziała, wbijając we mnie swoje wielkie, błękitne oczy. Zrozumiałem przekaz. Była gotowa oddać mi się tu i teraz, podobnie jak wczoraj i przedwczoraj…

– Wiem i zapewniam cię, że ja też. À propos pozostałych warunków. Od dzisiaj aż po ten dzień nie będziesz uprawiała seksu z mężem. Zostaniesz na ten czas słomianą wdową, a nawet więcej – nie dotkniesz swojej cipki. Masz być dla mnie wyposzczona jak nigdy.

– Chcesz go dodatkowo poniżyć? Zapytałam go, nie mówiąc mu, że taki sam warunek już postawiłam Darkowi.

– Nie, on musi wiedzieć, co może stracić. Tylko tak może się zmienić.

– Marcin, skąd…?

– Wiem, że tego właśnie chcesz? Mała, już cię trochę poznałem.

– A jak poznasz, czy nie dotykam swojej cipki?

– Mam swoje sposoby, zapewniam cię.

– A co zrobisz, jak mnie na tym złapiesz? – puściła do mnie oczko.

– Zerżnę cię w tyłek w obecności twojego ślubnego.

– Grozisz czy kusisz?

– Zinterpretuj to w sposób, który sprawi ci największą przyjemność.

– Jeszcze jakieś warunki Don Juanie? – widać było, że bawiła się bardzo dobrze.

– Ostatni, żadnych prezerwatyw droga pani.

– Marcin, on się nie zgodzi, to za wiele, daj spokój – próbowała mnie przekonać. Zrozumiałem, że Darek w ten sposób chciał obronić dla siebie ostatni bastion…

– Twoja w tym głowa, żeby się zgodził – wzruszyłem ramionami.

– Jesteś najbardziej bezczelnym facetem, jakiego w życiu poznałam.

– Nikogo takiego już więcej nie poznasz.

– Znalazł się jedyny na świecie… – stwierdziła kpiąco, po czym powiedziała już ciszej, jakby sama do siebie – Wiem.

– To jak będzie?

– Niech cię… Pogadam z nim.

– To w takim razie kochana, wracamy do pracy.

Ten tekst odnotował 23,933 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.87/10 (39 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (6)

+3
0
Kiedy możemy spodziewać się kolejnej części?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
0
Mam nadzieję, że następne części będą szybciej.
Pozdrawiam
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
0
Czekam na kolejną część
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
0
Najlepsza część. Aż chce się czekać na kolejną .
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Kiedy kolejne?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Kontynuacja jest planowana. Być może pojawi się jeszcze jedna postać, która zamiesza w tej historii.
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.