Marzena - Majowe Ruciane-Nida

10 września 2019

Szacowany czas lektury: 1 godz 1 min

Wyczekiwany majowy weekend z mężem na Mazurach miał przynieść wiele pozytywnych doświadczeń. Miał być okazją ucieczki od teraźniejszości i powrotu do danych czasów, gdy Marzena była młoda, odważna i pełna żądz.

Przekroczyli próg przestronnego, gustownie urządzonego pokoju.

- W końcu. Ile można wlec się tymi dziurawymi drogami. I do tego radar na radarze. Złodzieje nie dadzą nam żyć. - biadolił Marek rzucając duża walizkę na dwuosobowe łóżko.

- Oj przestań już kochanie. Spójrz jak tu pięknie. - odpowiedziała mu Marzena wychodząc na balkon.

Wzięła głęboki oddech. Rozłożyła szeroko ręce. Przyjemny chłodny wiatr od jeziora pobudził ją do życia. Przyjechali na weekend nad jeziorem Nidzkim. Ruciane - Nida było miejscowością, z którą Marzena miała nie jedno przyjemne wspomnienie.

- Wiesz, gdy byłam studentką jeździłam tutaj na obozy. Wypożyczaliśmy żaglówkę lub kajaki …

- Przynajmniej jest miejsce do pracy i sieć.

Marek nie słuchał żony. Rozglądał się po pokoju poszukując gniazdek do pracy. Wyjął z torby komputer i postawił na stoliku. W telefonie sprawdzał dostępność sieci.

- Umawialiśmy się, że parę dni spędzimy we dwoje. Specjalnie odstawiłam Luizę do matki do Torunia. Nie udawaj, że jesteś taki niezastąpiony i nie znajdziesz czasu na weekend z żoną na Mazurach.

- Marzenko, ty wiesz. - mężczyzna zbliżył się do niej. Objął żonę wpół i przycisnął do siebie. Spojrzał w jej pełne radości szarobłękitne oczy. Uśmiechnął się i powtórzył.

- Kochanie, doskonale o tym wiesz...

- Że robisz to wszystko dla naszej rodziny... - odpowiedziała z rezygnacja Marzena.

- Ale obiecuję, że spędzimy te parę dni razem. Pójdziemy na jakąś rybkę czy coś...

Wypuścił żonę z ramion. Mamrotał dalej coś pod nosem. Marzena już go jednak nie słuchała. Spojrzała przez okno i zanurzyła się we wspomnieniach.

Rozpakowali się. Kobieta wyjęła zwiewną, letnią żółtą sukienkę i rozłożyła na łóżku. Czekała na informację od męża, w czym jej będzie lepiej podczas obiecanego wyjścia do tawerny. Czy w kwiecistej, błękitnej sukience, w której spędziła już dłuższy czas w samochodzie? A może jednak w tej żółtej, radosnej i pełnej dziewczęcego uroku? Marek rzucił okiem i od niechcenia skwitował, aby ubrała co zechce.

Zabierając ze sobą kosmetyczkę mężczyzna wszedł do łazienki. Rozglądnął się po niej i znów coś mówił do siebie. Marzena słyszała tylko niewyraźne zgłoski. Z pewnością znów wyrażał swoje niezadowolenie. Czterdziestolatka westchnęła rozprasowując ręką lekkie zagniecenia na żółtej sukience.

 

***

 

Marek nacierał się mydłem. Ciepła woda spływała po jego ramionach. Czuł ulgę. Odwrócony nie mógł dostrzec, że do łazienki weszła Marzena. Nie usłyszał jej nawet. Szum wody zagłuszał jej kroki. Czterdziestolatka przyglądała się mężowi. Z zainteresowaniem śledziła jego ruchy i napinające się mięśnie. Spieniona woda spływała po jego plecach, po mocnych i twardych pośladkach. Gdy stanął nieco bokiem, mogła dostrzec zwisającego penisa. Ciepłe krople spływały wzdłuż niego. Spadały do brodzika. Marek chwycił swoje przyrodzenie i energicznie namydlał. Rozcierał. Masował swoje jądra. Marzena obserwowała to dokładnie z narastającym podnieceniem.

To było to miejsce, ten czas. Choć wiele się w tym pensjonacie poprawiło od 2000 roku, to jednak emocje skryte we wspomnieniach pozostały. Kobieta podglądając biorącego prysznic męża, przeniosła się w myślach o osiemnaście lat.

Marek obrócił się. Spojrzał na rozpaloną blondynkę opartą o drzwi. Zmarszczył brwi. Nie przestał namydlać swojego torsu i podbrzusza. Marzena wpatrywała się w niego. Sięgnęła po guziki swojej błękitnej sukienki w białe kwiaty i rozpięła je. Zsunęła z ramion tkaninę. Sukienka swobodnie opadała, wzdłuż zgrabnej talii. Zsunęła ją z szerszych bioder. Czuła jak materiał ociera się o uda. Mija łydki i opada na kafelki.

Mężczyzna przestał się myć. Mydło wypadło mu z rąk. Jego czterdziestoletnia żona stała przed nim naga. Jedynie na zadbanych stopach, ozdobionych czerwonym lakierem do paznokci, miała wciąż sandałki na szpilce. Smukłe łydki lśniły w świetle łazienkowych lampek. Jędrne uda zachęcały, aby wsunąć między nie dłoń. Łono kusiło delikatnym meszkiem. Zakrywało spragnioną rozkoszy cipkę. Gładkie podbrzusze i płaski brzuszek. Biust lekko opadający, krągły, pełny, zwieńczony regularnymi, sinymi brodawkami. Marzena patrzyła na swojego męża wzrokiem napalonej dziewczyny, która najchętniej wskoczyłaby pod prysznic. Trwali tak przez chwilę – nadzy. Gdy kobieta zrobiła krok do przodu, Marek krzyknął:

- Oszalałaś! Co ty robisz?! Ubierz się. Wygłupiasz się.

Marzena spuściła wzrok. Poczuła wstrząs, jakby ktoś uderzył ją obuchem w głowę. Sprowadził na ziemię. Wróciła z wyimaginowanych fantazji do rzeczywistości nudnego wyjazdu z mężem na Mazury po kilkunastu latach małżeństwa.

 

***

 

Siedziała naga na skraju łóżka. Słyszała szum wody w łazience. Nie mogła wymazać z pamięci słów męża. Może faktycznie zachowała się jak kretynka. Ma czterdzieści lat, co jej do głowy przyszło, aby robić przy mężu striptiz, jak nastolatka, jak studentka. To nie są te czasy, gdy potrafiła z koleżanką przebiec się wzdłuż jeziora w wysokich trawach nago. Źdźbła traw łaskotały, szarpały wówczas jej delikatną skórę. Teraz obawiałby się o zadrapania, o kleszcze, o wszystko.

Zerknęła do swojej torby. Na dnie leżała zielona sukienka. Prezent od męża. Może tym zrobi mu przyjemność. Założy sukienkę, którą musi pamiętać.

 

***

 

Gdy Marek wyszedł spod prysznica opasany ręcznikiem ujrzał swoją żonę w blasku słońca. Marzena stała tyłem do niego, w oknie balkonowym. Popołudniowe słońce opadało ku zachodowi i odważnie wdzierało się do pokoju hotelowego. Oślepiało mężczyznę mrużącego oczy.

Zachwycił się jej sylwetką. Podziwiał to, co przed momentem tak brutalnie odrzucił: smukłe, zgrabne nogi czterdziestolatki, kształtne biodra, sukienkę podkreślającą talię i kończącą się w połowie ud. Z tyłu jego żona wyglądała jak dwudziestolatka. Marek poczuł narastające podniecenie. Penis delikatnie wznosił się i wysuwał spod założonego na biodrach ręcznika. Skąd znał tę zieloną, ozdobioną niebieskimi detalami sukienkę. Czy nie kupił jej kilka lat temu? Marzena wciąż w niej wyglądała fenomenalnie. Jej krótkie blond włosy zasłaniały delikatną szyję. Marek miał ochotę ją objąć. Złapać za ramiona, obrócić i namiętnie pocałować. Miał ochotę. Patrzył. Gapił się wręcz na jej łydki i odważne, błękitne szpilki. Gapił się i nic nie zrobił.

Gdy Marzena zorientowała się, że za jej plecami stoi mąż, odwróciła się z uśmiechem. Marek speszony odwrócił się do niej tyłem, zasłaniając wzwód. Zgarnął z walizki spodnie i znikł znów za drzwiami łazienki.

Kobieta nie zorientowała się w sytuacji. Spojrzała w lustro. Uśmiechnęła się do siebie. Wyglądała o dziesięć lat młodziej. Poprawiła swoje lekko podkręcone jasne włosy. Paluszkiem usunęła nadmiar szminki z ust.

- Może zejdę już do tawerny, którą widzieliśmy przy przystani. Obiecałeś, że napijemy się tam mrożonej kawy. Marku?

Marek milczał. Co robił sam w łazience pozostaje jego słodką tajemnicą.

 

***

 

Ruciane - Nida przywitało wczasowiczów piękną pogodą, która zachęcała do spacerów i przebywania na świeżym powietrzu. Pensjonat Marzeny i Marka stał przy jeziorze. Przed budynkiem rozpościerała się urocza łączka z licznymi drzewami dającymi przyjemny cień. Nad jeziorem znajdowała się prywatna przystań, a obok niej mała chata, na której zawieszono szyld: "Tawerna".

Marzena weszła do środka sama. Marek szedł leniwie za nią. W tawernie panował harmider. Starsza kobieta śmiała się do rozpuku, a wraz z nią dwaj młodzi mężczyźni.

- Bardzo dziękujemy. Nie będziemy robić problemów. - mówił jeden z nich.

Wtórował mu drugi. - Rozbijemy się tam między drzewami. Na uboczu. O przepraszam...

Rozgadany dwudziestoparolatek potrącił wchodzącą do tawerny kobietę. Spojrzał na Marzenę i zarumienił się. Minęli ją z kolegą oglądając się za siebie.

Marek idący za żoną usłyszał jak młodzi skomentowali jego żonę:

- Niezła. Patrz Tomek na jej nogi. Zajebiste.

Mąż tej Zajebistej chrząknął, podszedł do żony i obejrzał się za siebie przeganiając młodych. Ci jednak stali wciąż w wejściu do tawerny i obserwowali Marzenę. Marek doskonale zdawał sobie sprawę co teraz dzieje się w głowach tych studenciaków. Sam niedawno takim wzorkiem patrzył na żonę.

- Te szpilki są fenomenalne. - szepnął Piotrek. - Błękitne szpileczki i smukła, jeszcze niespalona słońce łydka. Babeczka wie jak zwrócić uwagę.

- Stary spokojnie. Widziałeś chyba jak spojrzał na nas jej mąż.

- Ten pryk? Ciekawe ile ona ma lat. Trzydzieści, trochę ponad? A on... wziął sobie młodą - zboczeniec.

- Nie spodziewałem się tutaj takich widoczków.

Widoczki były całkiem ciekawe. Zielona sukienka Marzeny była wykonana z lekkiego materiału, na którym odciskały się kontury jej koronkowych majteczek zwanych brazylianami. Idealnie podkreślały krągłości jej pośladków.

- Coś jeszcze chłopcy? - zapytała właścicielka tawerny czym spłoszyła rozognionych kogucików.

Wtedy Marzena odwróciła się i dostrzegła dwóch postawnych i zalanych rumieńcem dwudziestolatków.

- Nie, nie, dziękujemy...

- Eh… - westchnęła właścicielka - Pozwoliłam się im rozbić z namiotem. Fajne chłopaki. Na rowerach podróżują wzdłuż jezior. - opowiadała, mimo że nikt o to nie pytał.

Marzena zorientowała się, że westchnienie kobiety, irytacja męża były reakcją na spojrzenia młodych mężczyzn. Ta atencja z ich strony połechtała ego czterdziestolatki. Trudno byłoby przejść obojętnie obok jej wysokich błękitnych szpilek oraz dziewczęcej zielonej sukienki. Marzena chciała tylko poczuć się młodo, bawić się kolorem i krojem sukienki. Reakcja gapiów przeszła jej nieśmiałe oczekiwania. Nawet starsza kobieta, właścicielka tawerny z zazdrością patrzyła na czterdziestolatkę. Mąż nerwowo gniótł portfel.

- Poprosimy kawę...

- I piwo. - dodał Marek.

Marzena spojrzała na niego wymownie. Marek rzadko pił piwo. Albo się rozluźnił i spuścił z tonu, albo musiał ostudzić swoją wściekłość.

Gdy wyszli przed tawernę, Marzena nie mogła już dostrzec młodych adoratorów. Chłopacy zajęli się rozbijaniem namiotu na uboczu posesji. Zmartwiła się. Przesunęła krzesło ogrodowe w stronę słońca, tak aby opalić smukłe nogi. Zdjęła szpilki, które kompletnie nie pasowały do spacerów na zielonej trawie i położyła stopy na sąsiednim krześle. Przymknęła oczy. Po chwili dołączył do niej Marek niosąc zimny kufel piwa i filiżankę pełną aromatycznej kawy.

Czterdziestolatka popijając kawę obserwowała rozciągającą się przed nią taflę jeziora. Brzegi jeziora porastały trawy. Liczne, gęsto posadzone drzewa tworzyły cieniste gaiki zachęcająca do wypoczynku w słoneczny dzień. Toń jeziora uspokajała. Marzena z przyjemnością patrzyła jak rysują się na jego tafli, niczym niezmącone delikatne fale. Wyżej w koronach drzew szumiał przyjemny wiosenny wiatr. Uwielbiała zapach bzu. Gdy poczuła go znów w powietrzu, myślami zaczęła przenosić się w przeszłość.

 

***

 

Zapach bzu przywoływał wspomnienia. Był intensywny, nachalny, bardzo pociągający. Ta woń idealnie opisywała dwudziestoparoletniego chłopaka, z którym kochała się pod krzakiem bzu. Właśnie tutaj, w Rucianem.

Poznała wówczas co to znaczy prawdziwy, zmysłowy francuski seks. Leżała wśród traw. Jej jasnożółta letnia sukienka była już mocno wymięta. Chłopak podwinął ją, aby móc pieścić smukłe uda młodej Marzeny. Powiedział, że zrobi jej dobrze. Dwudziestoletnia studentka nie spodziewała się fajerwerków. Jednak to co młody zrobił, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Wiła się w ekstatycznych skurczach na miękkiej, pachnącej trawie.

Zsunął majteczki z jej kształtnych bioder. Spokojnie przeciągnął wzdłuż łydek. Zdjął i odłożył do piknikowego koszyka. Młoda Marzena wstydziła się swojej niezdarnej depilacji i drobnych włosków na łonie. Płatki cipki przylegały ciasno do siebie. Zachęcały ciekawskiego studenta do rozchylenia ich i wsunięcia się w różową szparkę. Wszystkie przeszłe próby francuskich pieszczot kończyły się niepohamowanym wybuchem śmiechu u młodej studentki. Jej niezdarni kochankowie łaskotali ją, zamiast podniecać i pieścić. Ten był inny. Chłopak był delikatny. Wiedział co robi. Zaczął od drażnienia językiem wzgórka łonowego. Dłoń położył na łechtaczce. Rozmasowywał ją. Coraz gwałtowniej ją pieścił, tak aby cipka puściła nieco soków, aby uchyliła się przed nim zapraszając do środka.

Końcem języka zaczął lizać delikatne płatki jej łechtaczki. Obejmował ją wargami. Całował. Rozcierał spokojnie strugi śliny, jakie pozostały na jej łonie. Jego język doprowadzał Marzenę do ekstazy. Mocno chwytała się trawy. Wyrywała ją i wpatrywała w błękitne niebo. Nad nią kwitł bez. Jego białe kwiaty opadały zrywane wiatrem na opaloną, krągłą twarz blondynki.

Chłopak nie odrywał ust od jej łona. Spokojnymi ruchami lizał całą szparkę. Nie miał zamiaru wsuwać w nią swoich palców. Pragnął doprowadzić ją do orgazmu językiem.

Marzena położyła dłonie na jego głowie. Wplotła palce w jego kręcone, szatynowe włosy. Ani razu się nie zaśmiała. To nie były łaskotki. To była rozkosz - przepełniająca ją naturalna rozkosz. Łapczywie chwytała w nozdrza zapach bzu. Zakodował się w jej pamięci i połączył z gwałtowną pieszczotą mokrej cipki. To już nie była tylko ślina rozpalonego amanta, ale jej zmysłowe soki, spływające ze szparki, która drżała i pulsowała zapowiadając nadchodzącą ekstazę.

Ruchliwy język chłopaka wdarł się na krótko do jej cipki. Pisnęła jak polna myszka, gdy objął wargami całą jej waginę, a język sprytnie umieścił w środku. Ścisnęła jego głowę udami. Uderzyła mocno pięścią w ziemię. Złapała źdźbła trawy. Wyrwała je z korzeniami, wyginając się i kurcząc. Tak esencjonalnego orgazmu jeszcze nie przeżyła. O dziwo chłopak jedynie ją całował, pieścił oraz lizał. Dbał o każdy szczegół i był w tym bardzo przekonujący.

Majowy bez kwitnący na polach wokół Jeziora Nidzkiego nierozerwalnie związał się z ekstatycznym szałem młodej blondwłosej studentki. Gdy już skurcze ją puściły, gdy swobodnie opadła na trawę, chłopak ułożył się obok niej. Widziała jaki był podniecony. Nie świadczyła o tym jedynie jego czerwona z wysiłku i emocji twarz, ale wyraźny wzwód. Marzena położyła rękę na biodrach chłopaka. Zbliżała się w wiadome miejsce. On jednak ją powstrzymał. Uśmiechnął się i obrócił na bok. Spojrzeli sobie w oczy. Pocałowali. Wtedy to młoda studentka poczuła smak własnych soków, którymi wciąż przesiąknięte były wargi perfekcyjnego kochanka.

 

***

 

Ze wspomnień wyrwało Marzenę nagłe uderzenie. Otworzyła oczy. Przed chwilą została trafiona dmuchaną piłką. Przed nią stał zasmucony mały chłopiec. Zaraz podeszła do niego młoda, trzydziestoletnia blondynka z włosami związanymi w kok.

- Bardzo Panią przepraszam. Kacperku nie możesz tak rzucać piłką.

- Nic się nie stało. – Marzena podniosła piłkę i rzuciła w kierunku chłopca.

- Państwo także na weekendowy odpoczynek? – pytała młoda kobieta.

Mimo, że kierowała pytanie do Marka, on nic nie odpowiedział. Milczał popijając piwo. Marzena starała się ratować sytuację i uśmiechała się do sympatycznej blondynki.

- Tak, zdecydowaliśmy się z mężem na taki mały wypad.

- To tak samo jak my. Uwielbiamy takie szybkie wypady w gronie rodzinnym.

- Nasza córeczka została z dziadkami.

- O szkoda. Kacperek mógłby się z kimś bawić.

Marzena zarumieniła się. Młoda blondynka z pewnością myślała, że są rówieśniczkami. Tymczasem dzieliło je kilka lat. Czterdziestolatka opowiedziała nowo poznanej kobiecie o Łucji. Rozpoczęły przyjemną pogawędkę. Nie chcąc przeszkadzać zajętemu samym sobą Markowi, kobiety wybrały się na spacer.

Obie prezentowały się uroczo. Młodsza miała sandałki i szorty, biały top związany na supeł na brzuchu. Była szczupła i wysoka. Marzena dorównywała jej wzrostem dzięki swoim szpilkom. Przez to bezmyślnie dobrane obuwie kobiety były zmuszone spacerować tylko po chodniku. Szybko znalazły wolną ławkę tuż przy przystani. Polubiły się. Ich śmiech roznosił się po całym obejściu wokół pensjonatu i tawerny.

 

***

 

- Czy to na pewno dobry pomysł? – pytał ponury Marek.

- Doskonały, warto poznać nowych ludzi. Inaczej wynudzilibyśmy się w swojej obecności.

- Czy taki nie był twój pierwotny pomysł... – skwitował patrząc wymownie w oczy żony.

- Marek przestań. Już wiemy, że nie będzie to wyjazd pełny romantycznych uniesień.

- Znów przyczepiasz się do tego nieporozumienia?

Nadciągającą sprzeczkę przerwała nagle para uśmiechniętych młodych małżonków. Marta i Paweł stali przed plenerową smażalnią – barem. Młoda blondynka machała radośnie w stronę zbliżających się Marka i Marzeny.

- Jak się cieszę, że nie zrezygnowaliście. – Marta pocałowała się na powitanie z Marzeną. Marek wymówienie odsunął twarz. Ścisnął za to mocno dłoń Pawła.

- Ponoć można tu dobrze zjeść i napić się rzemieślniczego piwa. – zachęcał mężczyzna.

- Dla mnie największą atrakcją będzie jednak potańcówka. – dodała Marta. Marzena i Marek spojrzeli na siebie. Kiedy u nich zgasł ten zapał?

Dwie pary długo rozmawiały o swoich doświadczeniach i planach na miłe spędzenie weekendu. Marzena w końcu spytała o Kacpra. Czy ten mały niesforny chłopczyk nie przeszkadza im w takich wypadach? Marta i Paweł zaskoczyli rozmówców swoją odpowiedzią. Uwielbiali jeździć całą rodziną na weekendowe wypady. Robili to regularnie. Tydzień temu byli w Gdańsku, dwa tygodnie temu w rodzinnym dla Marzeny Toruniu. Czterdziestolatka z przyjemnością wysłuchała pochwał na temat swojego miasta. Dowiedziała się również, że młodsze małżeństwo mieszka na Dolnym Mokotowie i z przyjemnością spotka się z nimi jeszcze w Warszawie. Marzena czerpała z ich młodzieńczego zapału pełnymi garściami.

- Zatańczcie ? – zapytała nagle Marta.

Marzena porozumiewawczo spojrzała na męża. Marek rozejrzał się i orzekł.

- My nie tańczymy.

Młoda blondynka skrzywiła się. Wzruszyła ramionami i pociągnęła swojego męża na parkiet.

- Dlaczego nie chcesz zatańczyć?

- Nie wygłupiaj się. Przecież tu bawi się sama młodzież. Dzieciaki.

- Szkoda...

Małżeństwo znów milczało. Marek sączył piwo a Marzena obserwowała radosnych, roztańczonych Martę i Pawła. Tańczyli bardzo zmysłowo. Mąż obejmował ją w talii. Kręciła biodrami. Wiła się wokół niego. Zwisała przez jego ramię. Marzenie trudno było sobie wytłumaczyć, że jej nie wypada to, co trochę młodszej kobiecie. Byli w końcu na urlopie. Specjalnie zostawili córkę, aby poczuć się wolni. Marek miał jednak inną smycz. Telefon.

Do szaleństwa doprowadzało Marzenę to, gdy Marek siedząc obok sprawdzał coś na komórce. Prawie wybuchła. Na szczęście młodzi małżonkowie zasapani wrócili do stolika. Czterdziestolatka uśmiechała się do nowej znajomej, kokietowała spojrzeniem jej męża. Starała się zrobić wszystko, aby wślizgnąć się do ich bajki. Bezskutecznie.

 

***

 

Marzena wpatrywała się w sufit. Zaciskała kurczowo wargi. Uciekała spojrzeniem od górującego nad nią Marka.

Jej mąż miał zamknięte oczy, czerwoną z wysiłku twarz i grymas pełen napięcia. Podnosząc się na wyprostowanych rękach, wyginał swoje ciało. Silnymi, zdecydowanymi ruchami bioder wsuwał penisa do jej cipki. Czterdziestolatka czuła jak w nią napiera, jak rozpycha, wdzierając się bez krzty delikatności. Chwytała jego ramiona, aby lekko go odepchnąć. On jednak nie myślał o chwili przerwy, czy zmianie tempa. Posuwał swoją żonę, jakby robił to na czas.

Wygodnie ułożył się między jej udami. Przyciskał kształtną blondynkę do materaca. Nie patrzył na nią, ani na jej niebieskie źrenice, ani na rumianą twarz, ani na smukłe uchylone w łapczywym chwytaniu oddechu usta. Marzena miała jedynie podwiniętą czarną, koronkową koszulę nocną. Podwiniętą lekko za biodra. Zasłaniającą jej piersi.

Mężczyzna nie zwracał uwagi na kobietę. Skupiał się na sobie. Na przyjemności ocierania się o ścianki jej drżącej cipki. Im gwałtowniej się w nią wpychał, tym większą rozkosz odczuwał. Ona zaś czuła jedynie szarpnięcia. Seks stawał się mechanicznym szerokim rozkładaniem nóg przed mężem. Marzena starała się szeptem przebić przez jęki męża. Marek otworzył oczy. Ta leżąca pod nim kłoda przemówiła.

Marzena wyszeptała:

- Weź mnie od tyłu…

- Co?

- Proszę, weź mnie od tyłu…

- Po co? Zaraz skończymy.

Skończysz…” odpowiedziała mu w myślach, zniechęcona i obojętna. Szarpał nią. Pchał nieznośnie, wciskając ją w miękki materac. Z niecierpliwością wyczekiwała chwili, gdy jego penis zacznie pulsować, Marek zawyje po raz ostatni i osiągnie orgazm. Z irytacją zareagowała na jego idiotyczne pytanie:

- Lubisz tak Marzenko? Zaraz się spuszczę. Jesteś cudowna… Jęcz, proszę…

„Jęcz? Dla Twojej durnej fantazji? Takiej kochanki Ci trzeba? Jęczącej twoje imię. Proszącej o więcej..”

Te myśli towarzyszyły jej w chwili ekstazy męża. Jej samej pozostał jedynie niedosyt. Tak miał wyglądać ich romantyczny weekend nad mazurskimi jeziorami – weekend idącego na skróty oraz poszukującej wspomnień.

 

***

 

Marzena nie myślała o tym, że jest naga. Stanęła w oknie i patrzyła na pogrążone w ciszy jezioro. Blask księżyca odbijał się w jego atramentowej tafli. Pełnia rozświetlała las oraz brzegi jeziora.

Duży, srebrzysty księżyc obserwowali również dwaj studenci - podróżnicy. Siedzieli przed swoim namiotem i popijając piwo wpatrywali się w niebo. Tomek wziął nawet lornetkę. Śledził co dzieje się na jeziorze, co na drugim jego brzegu. Wtedy szturchnął go Piotrek.

- Tomek, gdzie się gapisz, patrz lepiej tam! - kolega wskazał na okna pensjonatu. Na drugim piętrze w blasku księżyca i przy lekkiej poświacie lampki nocnej dało się dostrzec sylwetkę kobiety.

Czterdziestolatka prezentowała się wybornie. Mogła być dumna ze swoich jędrnych łydek oraz pełnych ud, których mięsistość i kształt budził nieraz podziw spacerowiczów. Marzena uwielbiała nosić spódniczki, które kończyły się powyżej kolan. Jej uda choć zakryte wzbudzały ciekawość u mężczyzn. Niestety z dołu chłopcy nie mogli jednak dostrzec ich piękna. Masywne biodra. Pośladki - umięśnione, twarde. Były zmysłowo pulchne, zachęcające do chwycenia i zaciśnięcia palców. Delikatny cellulit, gdzieś zbyt obfity boczek jedynie dodawał jej kobiecości. Kreśląc linię wzdłuż jej sylwetki można było zsunąć się z szerokich bioder ku wcięciu w talii. Brzuszek był gładki, zadbany. Dalej wznosząc się wzdłuż talii dostrzec można było pełne, lekko opadające pod swoim ciężarem, naturalne piersi. Piotrek i Tomek obserwowali Marzenę właśnie na tej wysokości, nieco powyżej pasa. Resztę przysłaniała ażurowa balustrada balkonu rzucając cień na biodra i nogi kobiety.

- Daj lornetkę! – Piotrek wyrwał koledze sprzęt z dłoni. - Ale widoki...

Gdyby nie kumpel pewnie zsunąłby dłoń do krocza.

Te widoki to biust Marzeny oświetlony blaskiem księżyca. Piersi wyglądały zjawiskowo. Gładka, jasna skóra. Delikatna opalenizna wskazująca miejsce dekoltu. Regularny, krągły kształt brodawek.

Czterdziestolatka nie miała świadomości, że jest podglądana. Wypiła nieco wody z małej buteleczki. Każdy jej ruch wprawiał piersi w drżenie. Piotrek nie mógł oderwać od nich wzroku. Przesunął lornetkę wyżej. Podziwiał różowe usta Marzeny. Małe oczy ginęły pod skośnymi powiekami. Do tego ta zgrabnie podkreślona brew. Kobieta potrafiła o siebie zadbać.

Z perspektywy okalającej pensjonat łączki chłopcy nie mogli dostrzec, że na tej pięknej twarzy są rumieńce, że makijaż został już zmyty, a na szyi zostały krople potu. Nie mogli dostrzec sterczących wciąż sutków. Tym bardziej nie mieli świadomości skurczów spragnionej pieszczoty cipki, którą tak egoistycznie potraktował Marek.

Ten łyk zimnej wody oraz powiew wiatru na balkonie miały ochłodzić rozpalone zmysły kobiety. Pragnęła więcej. Była nienasycona i niezaspokojona. Patrząc na księżyc, myślała o tym szybkim skoku w bok z Robertem. Tęskniła za nim... za jego seksualnym wyuzdaniem. Odwróciła się. Marek już mocno spał.

Za to dwaj studenci z namiotu nie mogli zasnąć. Kończyli już kolejne piwo, a rozmowa nadal krążyła wokół nieznajomej blondynki z pensjonatu.

- To chyba ta sama laseczka, którą widzieliśmy w tawernie. - zastanawiał się Tomek.

- Widziałeś jej faceta. To pewnie mąż. Sama musi mieć po czterdziestce.

- Ale wygląda jak trzydziestolatka. Ma kształty. Prawdziwa kobieta.

Podchmielony Piotrek zaczął nie przebierać w słowach:

- No, prawdziwa mamuśka. Wszystko na miejscu...dojrzały, dorodny egzemplarz.

- Pamiętasz tę jej sukienkę z tawerny. Chyba jej mąż się zorientował, że się gapimy.

- I dobrze, babka miała świetne masywne giry, nie takie patyki, kawał soczystych i jędrnych ud. A do tego te prześwitujące majteczki…

- Ale się napaliłeś Pieter. Nie za stara? Ma męża.

- Tomek ty masz jednak ograniczone fantazje. Sam chciałbyś klepnąć taką w dupcię. Pomyśl, jakie ona ma potrzeby, z iloma facetami już była, wie czego chce. A ta twoja Julia... dziewczyna ma dziewiętnaście lat. Przeczy wszystkim bzdurom o zboczonej młodzieży. Jak tam wasz seks? Przekonała się już, aby ci obciągnąć, czy nadal ma opory.

- Spierdalaj! - warknął Tomek i wrzucił pustą butelkę do kosza. - Idę spać.

- A ja się odlać...

Piotrek odszedł nieco od namiotu cały czas wpatrując się w okno tajemniczej kobiety. Już zgasiła nocą lampkę. Pewnie śpi. A może? Tomek zaczął fantazjować o tym, jak Marzena zabawia się ze swoim mężem. Jego wyobraźnia daleko odbiegała od realiów. Była raczej projekcją wszystkich filmów porno jakie widział z MILF w roli głównej. Te doświadczenia oraz żywy w pamięci obraz nagiej Marzeny wystarczyły mu dla szybkiego rozładowania emocji w krzakach, na skraju posesji.

 

***

 

Następnego dnia Marzena w czerwonobiałej sukience w paski zażywała kąpieli słonecznych popijając mrożoną kawę. Przyglądała się krzątającym przy żaglówce mężczyznom. Tomasz omawiał ostatnie szczegóły z bosmanem dotyczące wypożyczenia żaglówki. Nagle nad kobietą stanął Piotrek niosący ze sobą kapoki. Zerknął z wysoka na opalony dekolt czterdziestolatki. Ta orientując się, że młody chłopak podziwia jej biust, zarumieniła się. Chciała coś powiedzieć, jednak on ją wyprzedził.

- Upalny mamy dziś poranek. Mrożona kawa to chyba najlepsze rozwiązanie.

Marzena poprawiła się na krześle. Uśmiechnęła się i przytaknęła.

- Pieter, choć no! - zawołał i pomachał do kolegi Tomek.

- Wybierają się Panowie na żagle? - spytała Marzena.

- Tak, zapraszamy z nami...

Rumieniec nie schodził z jej policzków. Czerwone usta wykrzywiły się uwodzicielsko. Przypomniała sobie tego studenta. To on przecież obserwował ją ostatnio w tawernie.

- Może wybiorę się razem z mężem. - odpowiedziała - Dziękuję za zaproszenie.

- Z mężem... no tak... - parsknął Piotrek ponaglany przez kolegę. Podbiegł do przystani.

"Co miało znaczyć to nonszalanckie parsknięcie - zastanawiała się Marzena - Bezczelny chłopak, nie mógł powstrzymać się przed zaglądaniem mi w dekolt. Przypomina mi trochę mojego Piotra, z dawnych lat. Też był taki bezpośredni i zagadywał. Chłopcy... macie po dwadzieścia lat. Zazdroszczę wam tego wieku i beztroski."

- Przepraszam... - szturchnęła Marzenę Marta. - Przepraszam Marzenko?

- A to ty Marto. Wczoraj bawiliście się wyśmienicie. My musieliśmy niestety wyjść wcześniej, Marek coś się nie czuł za dobrze.

- Wielka szkoda. Ale ja nie o tym. Kochana mam do Ciebie pilną prośbę.

Młoda blondynka pociągnęła za rękę chowającego się za jej nogami chłopca.

- Zajęłabyś się przez moment Kacperkiem. Proszę, choć na chwilę. Chcielibyśmy z Pawłem spędzić chwilę sam na sam.

Mówiąc ostatnie słowa puściła do Marzeny oko, wyraźnie sugerując o jakie "sam na sam" jej chodziło. Marzena odwróciła się i dostrzegła jak mąż młodej blondynki niecierpliwi się stojąc przy wejściu do pensjonatu. Chłopiec początkowo speszony, uśmiechał się do swojej nowej opiekunki. Z naiwnością dziecka przyjął wytłumaczenie dlaczego mama i tata nagle musieli wrócić do pokoju, a on musiał zostać z miłą Panią Marzeną. Zapał młodych rodziców zawstydzał czterdziestolatkę. Zazdrościła im coraz bardziej, szczególnie gdy mimowolnie wspomniała wczorajszą noc.

Tę pamiętną noc wspominali także studenci odbijając od brzegu i kierując żaglówkę na środek jeziora.

- Zauważyłeś kto na brzegu prężył swoje ciałko? - Tomek nie odpowiedział na zaczepkę Piotra. - Ta dupeczka z balkony. Ta mamuśka. Kurwa, gdyby tylko wiedziała, że w nocy dobrze sobie ją obejrzeliśmy. Dziś sobie opala dekolcik. Wieczorem może znów zrobi nam pokaz.

- Pieter odpuść sobie, to czyjaś żona. Widzieliśmy tego typa. Po co będziesz marnował siły na jakąś tam starszą babkę. Niedługo i tak stąd spadamy. Kurwa, Piotrek orientuj się. Uważaj na bom!

Wystarczyłoby parę centymetrów a dosłownie wybito by młodemu studentowi dojrzałą kobietę z głowy. Bom tylko musnął jego bujną czuprynę. Chłopak momentalnie otrzeźwiał. Wymazał sprzed oczu pamiętny obraz nagiej czterdziestolatki wpatrującej się w nocy w świetlisty księżyc.

 

***

 

- Proszę Pani! Proszę Pani! - wołał przejęty Kacperek. - Możemy pójść razem na rower wodny?

- Nie wiem, czy Twoi rodzice by nam na to pozwolili. Może pobawisz się tutaj między drzewami.

- Nie, to nudne.

- Wiesz, ja mam córeczkę w podobnym wieku.

- A gdzie teraz jest. Może mogę się z nią pobawić?

- Jest u babci.

- Na pewno też chciałaby się przepłynąć rowerem wodny. Tam na wodzie jest fajne słońce. Moja mama się na pewno zgodzi. Proszę Panią... - chłopiec zrobił niewinną minkę, której czterdziestolatka nie mogła się oprzeć.

- Pływałeś już kiedyś na takim rowerze?

- Jasne. - krzyknął Kacperek podekscytowany wypłynięciem na jezioro.

Po chwili bosman pomagał już wsiąść na rower wodny Marzenie oraz chłopcu. Zastrzegł, aby dziecko założyło kapok. Chłopiec niechętnie wykonał polecenie posępnego starszego mężczyzny.

Czterdziestolatka podłożyła sobie kapok pod pupę nie chcąc pobrudzić letniej sukienki. Usadowiła się wygodnie. Zdjęła buty i gołe stopy oparła o pedały roweru. Rozpoczął się przyjemny rejs w stronę środka jeziora, gdzie słońce grzało jak na patelni.

Kacperek energicznie pedałował, ale rower nadal leniwie przesuwał się po jeziorze.

- Spokojnie. Jesteśmy już na środku. Fajnie co?

- Super, powiem mamie jaka Pani jest super, że mnie tu wzięła.

- Lepiej jej nie mów.

Marzena założyła ręce za głowę, zamknęła oczy i opalała się. Nie obserwowała jeziora. Chłopiec też był zaabsorbowany czym innym.

Nagle rower zaczął się kołysać. Czterdziestolatka otworzyła oczy i z przerażeniem dostrzegła, że w niewielkiej odległości pruje motorówka ciągnąc za sobą falę. Zaczęła wycofywać rower. Motorówka przemknęła, a fala uderzyła w burtę rowerka. Podniosła go. Wywróciła na drugą stronę.

Marzena wpadła w swojej letniej sukience do wody, bez kapoka, bez ochrony. Na szczęście chłopiec miał kamizelkę. Kobieta pociągnęła go w swoją stronę, aby obracający się do góry dnem rower wodny nie uderzył dzieciaka. Szamotała się w wodzie. Długa letnia sukienka plątała jej ruchy. Tonęła. Nagle ktoś ją szarpnął.

Wyciągnął na powierzchnię i pomógł złapać się odwróconego roweru, na którym siedział już bezpiecznie chłopiec. Mokra i przerażona Marzena spojrzała na ratownika. Przetarła oczy. Niedaleko cumowała żaglówka. Na pokładzie stał z kołem ratunkowym jeden chłopak. Drugi trzymał Marzenę w talii. Było to Piotrek.

- Wszystko ok! - krzyknął Tomek z żaglówki.

- Tak! Mam ich! - odpowiedział kumpel.

Tomek rzucił mu linę. Chłopak zanurkował, aby przywiązać ją do roweru. Tak postanowili holować odwrócony rower wodny na płytsze wody.

- Da Pani radę podpłynąć do łódki? Ja zajmę się chłopcem.

Chłopiec nie wydawał się bardzo przejęty tym wypadkiem. Trząsł się przemoczony, ale uśmiechał się. O takiej przygodzie to na bank musiał opowiedzieć mamie i tacie.

- Umiesz pływać mały?

- Boję się...

- Wskakuj, będę cię asekurował.

Chłopiec zeskoczył z roweru i wypierany przez kamizelkę pomału machał nogami i rękami. Piotrek pomagał mu dopłynąć do żaglówki, asekurując się liną holowniczą.

Marzena była za to wykończona. Włożyła masę siły w dopłynięciu do żaglówki. Tomek podał jej rękę. Starał się nie wywrócić i nie wprowadzić łódki w mocne bujanie. Wciągnął przemoczoną kobietę. Po chwili na pokład dostali się także Piotr i Kacperek. Studenci stanęli nad Marzeną. Jej letnie czerwonobiała sukienka przylegała do mokrego ciała. Mogli dostrzec kontury jej bielizny. Jasne włosy przylegały do głowy. Delikatny, letni makijaż spłynął. Gołe stopy drżały.

Czterdziestolatka po dojściu do siebie przytuliła mocno chłopca. Ten jednak nawet już nie dygotał. Był za to zainteresowany całym wyposażeniem żaglówki. Marzena wstała i rzuciła się na szyję Tomka.

- Dziękuję... Dziękuję! Uratowaliście Nas. Matko, co to było!

- Motorówka. Typowe na Mazurach.

Marzena nie odrywała się od silnego torsu swojego wybawiciela. Piotrek czuł jak wali jej serce. Te smakowite piersi, które podziwiał w nocy przylegały ściśle do jego ciała. Aż go ręce świerzbiły, aby złapać czterdziestolatkę za pupcię. Powstrzymało go wymowne spojrzenie Tomasza.

- Musimy wrócić na ląd!

I wrócili. Rejs do przystani trwał krótko. Marzena starała się wykręcić jak najmocniej swoją sukienkę. Najchętniej by ją zdjęła, ale nie wypadało przy chłopczyku, no i oczywiście przy obcych dwudziestoparoletnich mężczyznach paradować w bieliźnie.

- Jeśli chce Pani z synem popływać na jeziorze, to lepiej w bardziej doświadczonym towarzystwie.

- To nie jest moja mama. - warknął chłopiec.

- To syn znajomych...

- Aaaa, no to jeśli Pani chciałaby pożeglować, to jutro także wypływamy. Chcemy opłynąć Jezioro Nidzkie.

- Może jakiś biwak na brzegu, piwko.

- Chłopcy jestem wam dozgonnie wdzięczna za ratunek, ale...

- Wiek nie gra roli. - puścił do niej oko Tomek.

- Nie jestem tu sama. O... proszę. - wskazała na swoją obrączkę.

- Szkoda. - burknął Piotrek udając zaskoczonego. - No dobra, dobijamy do brzegu.

Na pomoście stał roztrzęsiony bosman. Doskonale widział co się stało na środku jeziora. Już miał dzwonić po ratowników. Na szczęście byli ci młodzi żeglarze.

- Ale ma Pani fart. - burknął stary bosman podając rękę Marzenie. - Tak dzieciaka wymoczyć w jeziorze.

- Zaraz powiem mamie! Zaraz powiem mamie! - krzyczał przez całe podwórko Kacperek, biegnąc w stronę pensjonatu. Nie wydawał się w jakikolwiek sposób pokrzywdzony tą niemiłą dla Marzeny przygodą.

 

***

 

Czterdziestolatka też wróciła do pokoju. Stanęła przemoczona w przedpokoju. Woda wciąż kapała z jej czerwonobiałej sukienki. Stanik i majteczki także były mokre. Włosy lekko przesuszyło słońce. Pod gołymi stopami blondynki gromadziła się niewielka kałuża.

- Jak ty do cholery wyglądasz! - wrzasnął Marek - Co się stało!?

- Wpadłam do wody...

- Gdzie?! Po co tam właziłaś. Spadłaś z pomostu?!

Marzena milczała. Nie przyznała się do wypadku. Przytaknęła, wychodząc na największą łamagę.

- No jasne. Jak się nosi szpilki nad jeziorem. To nie wybieg. Masz czterdzieści lat. Masz córkę! No jasna cholera. Wpadła do wody z pomostu. Gdzie twoje buty!?

Marzena odbierała te cięgi od męża nic nie mówiąc. Stała przemoczona jak siedem nieszczęść. W końcu zeszła mężowi z oczu. Trzasnęła drzwiami od łazienki. Zamknąwszy się, energicznie i z wielką wściekłością zaczęła ściągać z siebie mokre ubranie. Sukienkę, stanik, majteczki. Stała goła, patrząc na swoje dojrzałe ciało w lustrze. Czuła ten silny uścisk młodego ratownika. Przesuwając rękę po biuście czuła jego mocny tors. Wpierw ją kokietował. Później uratował. To nie mogła być prawda. Marzena poczuła się jak bohaterka jakiegoś wakacyjnego romansu w stylu „harlekina”.

 

***

 

Nadeszła niedziela. Ostatni dzień weekendu z mężem w Rucianem - Nidzie. Weekendu pełnego scysji i upokorzeń. Marzena miała plan. Tego dnia miała odegrać się na mężu i w końcu korzystać z weekendu nad jeziorem, który miał przywołać najlepsze wspomnienia z lat studenckich.

Wyszła z pokoju wcześnie, gdy Marek jeszcze spał. Napisała, że idzie z Martą na poranną kawę i żeby jej nie szukał do południa. Pensjonat mieli opłacony do 16, po obiedzie mieli wracać do Torunia, po córkę.

Blondynka biegła przez łączkę mając nadzieję, że zdąży zanim studenci odpłyną w swój rejs. Zauważyła kołyszący się statek. Tomek i Piotrek na ten jeden dzień wynajęli z pobliskiej przystani jacht. Zacumowali na chwilę przy pensjonacie, aby uzupełnić zapasy.

Marzena poprawiła fryzurę oraz niebieską zapinaną na całej długości na guziki sukienkę. Spokojniejszym krokiem, w beżowych sandałkach, podeszła do pomostu.

- A jednak się Pani skusiła. - uśmiechnął się szeroko Piotrek.

- Wiecie chłopcy, wczorajszy dzień był tak stresujący, że postanowiłam się odprężyć.

- A mąż? – pytał dalej Piotrek.

- Szykuje nas do powrotu. Mam nadzieję, że opłyniemy jezioro do południa i wrócę do niego na czas.

- Zobaczymy... - odparł student rozochocony wizją wspólnego rejsu. Już lustrował czterdziestolatkę od stóp do głów.

Marzena rumieniła się, czując ich spojrzenia. Tomasz grzecznie podał jej dłoń i zaprosił na pokład. Niebieska sukienka lekko się podwinęła ukazując młodym żeglarzom opalone po wczorajszej kąpieli słonecznej uda.

- Żeglowała już Pani?

- Na studiach regularnie przyjeżdżaliśmy na Mazury. Tu czuje się jak dwudziestolatka.

- W takim razie, dlaczego sobie panujemy? - Piotr sięgnął po dwie otwarte butelki cydru. Podał jedną Marzenie. - Piotrek jestem!

Kobieta skrzywiła się na widok alkoholu na łódce.

- Spokojnie to tylko jabłkowy cydr. Soczek.

Uśmiechnęła się, wzniosła butelkę, stuknęła się z Piotrkiem i odpowiedziała: Ja Marzena.

- Marzenka, pięknie... - dodał Tomek już czekając ze swoim piwem.

Kobieta i z nim przeszła na ty. Kolejny łyk cydru miał jednak jakiś dziwny posmak. Odłożyła butelkę i usiadła przy burcie jachtu.

- No to co wilki morskie, gotowi jesteście? - zapytał bosman, pojawiwszy się nagle. – Ho, ho kogo ja widzę z wami? - rubasznie uśmiechnął się patrząc na Marzenę. Zakręcił swojego wąsa i palnął coś o pechu jaki przynosi baba na łajbie.

Pech nie pech. Mniejsza z tym. Piotrek już czuł jak mu sztywnieje w obecności dojrzałej kobiety. Tomek nie mógł się skupić na żeglowaniu, patrząc co chwilę na nią, na jej pozy i buźkę wystawioną do słońca.

- Marzeno pięknie się opalisz jak położysz się na nadbudówce, pod żaglem.

- Nie mam stroju kąpielowego...

- Może w bieliźnie.

- Chłopcy... - zaczerwieniła się czterdziestolatka.

Studenci mieli jednak rację, na nagrzanej od słońca nadbudówce mogła bardziej się opalić. Potrzebowała tych promieni słonecznych. Dodawały jej wigoru i energii. Wdrapała się na wystawione ku słońcu miejsce i ułożyła się wygodnie na nadbudówce, wyciągając nogi.

- Patrz na te giry. - szepnął Piotrek do Tomka - Jak się świecą. Jak się poci jej gładka skóra.

Piotrek zdjął koszulkę. Naprężył swój tors.

- Stroszysz przed nią pióra jak kogut. – skomentował Tomek.

- Kurwa Tomek, przecież ona płynie z nami w jednym celu. No chce się pieprzyć dojrzała suka. Patrz jak się tam pręży.

- Mieliście fantastyczny pomysł chłopaki z tym rejsem. – przerwała te szepty schodząc z rozgrzanej nadbudówki.

- Fajnie, że się z nami zabrałaś.

- Tęskniłam za tym. Za rejsem. Wiatrem we włosach i szumem liści.

„Kurwa, ale się rozmarzyła” powiedział do siebie Piotrek sterując łodzią w kierunku bardziej ustronnych, ukrytych części jeziora. W maju panował na nim jeszcze spokój. Nie było tłoku. Cała trójka mogła poczuć się swobodniej.

- Żeglowałam tak jak wy. Ale to już było kilkanaście lat temu.

- No jak kilkanaście? Pewnie kilka. Jesteś prawie naszą rówieśniczką, ile masz lat – z trzydzieści?

Tomek ewidentnie zełgał, czym połechtał próżną naturę kobiety. Marzena rozpromieniła się słysząc, że młody chłopak myli się o dziesięć lat. Spojrzała na siebie. Faktycznie wyglądała na zadbaną kobietę. Może student miał rację i powinna o sobie mówić „trzydziestka”?

- Co tak o suchym pysku będziecie siedzieć! – wtrącił się Piotrek dołączając do wyraźnie flirtującego z kobietą kumpla. Chłopak przyniósł trzy otwarte butelki piwa. Podał jedno Marzenie i czekał, aż blondynka upije odrobinę.

- I to się rozumie. Urwałaś się mężowi, to możesz teraz poczuć się jak na prawdziwych wakacjach. – dodał.

Kobieta uśmiechnęła się. Śmiała się w towarzystwie studentów żartując i opowiadając różnie historie. Piotrek imponował jej wyrzeźbionym torsem. Był w końcu jej wybawicielem, ratownikiem ze „Słonecznego patrolu”. Jego kumpel był zdecydowanie bardziej skromny, cichy, ale szalenie interesujący.

Kobieta była tak zaabsorbowana rozmową ze studentami, że nie zwróciła nawet uwagi, gdy skończyli we trójkę na siedzisku. Ona pośrodku, Tomek i Piotrek po bokach.

- Macie rację, że brakuje mi takich rejsów i weekendowego odpoczynku. Trochę wam tego zazdroszczę, że możecie rzucić wszystko i podróżować. - snuła swoją opowieść Marzena popijają spokojnie piwo.

- Wiele przygód przed tobą. Wystarczy się odważyć. Nie mów, że mąż w ogóle nie stara się zrealizować twoich marzeń? Kto wymyślił ten wyjazd?– mówił Tomek patrzą na jej zgrabny nosek.

- Przygód? Z Markiem? Chłopcy jak wy nic nie wiecie o związkach i życiu. – Marzena uśmiechnęła się, lecz był to uśmiech wymuszony. Nie chciała rozmawiać z dwudziestolatkami o swoim życiu, a tym bardziej o nieprzyjemnościach jakie już ją spotkały podczas weekendowego wyjazdu.

W głębi duszy krzyczała tylko:

„Tak! Ja wymyśliłam ten wyjazd! Jak chciałam odpocząć! On wolałby siedzieć w swoim zasranym biurze!”

- Wiemy to, że seksowne trzydziestki rzadko uciekają mężom z samego rana, bez powodu. – rzucił Piotrek i śmiało położył rękę na jej kolanie.

Czy ten młody chłopak nie pozwala sobie za dużo trzymając dłoń na moim kolanie? Co sobie teraz o mnie pomyślał mówiąc, że „uciekła mężowi”.

Marzena spojrzała w ich pełne dzikiego ognia oczy. Studenci widzieli w niej kobietę chętną na wiosenną przygodę. Czterdziestolatka zawahała się. Zrobiła chyba o jeden krok za daleko. Poczuła delikatne mrowienie. To był dreszcz podniecenia.

Przyjrzała się Tomkowi. Miał w sobie więcej z chłopca, więcej niewinności i kokieterii. Blondynka zamknęła oczy. Wygodnie oparła się o burtę łodzi. Jej włosy rozwiewał delikatnie wiatr. Wtedy ten nieśmiały romantyk przełamał się i …

Wsunął palce w jej jasne włosy. Przeczesywał je. Gładził. Odsłonił gładkie czoło. Jej zmarszczki nie przykuwały jego uwagi. Wyregulowane brwi kusiły, aby spojrzeć głębiej. Czuła żar bijący od Tomka, głaszczącego jej rumiane, pełne policzki. Chłopak już nic nie mówił. Również Marzena zmilkła i zawstydzona trzymała oczy zamknięte. Student pocałował ją. Jej pełne wargi lekko się uchyliły, zapraszając chłopaka do odważniejszego pocałunku. Jego język wsunął się do środka. Pocałunek stawał się bardziej namiętny. Przygryzł jej dolną wargę.

Gdy się od niej oderwał, jego kumpel domagał się podobnej pieszczoty. Odebrał z rąk kolegi czterdziestoletnią kochankę i przywarł ostro do jej ust. Jego język był nachalny, wręcz wulgarny. Zarost drażnił policzki Marzeny. Piotr nie chciał wypuścić kobiety z rąk. Poczuła znów silny uścisk jego dłoni, jak wówczas gdy ratował ją w wodzie.

Zmieniali się. A Marzena jedynie obracała głowę raz w lewo, raz w prawo. Z każdym pocałunkiem narastała w niej dzika żądza. Bezwolnie oddawała się dwóm młodym studentom. Była ich majową przygodą. Nie sprzeciwiała się. Chciała im się obu oddać. Zrobić na złość staremu mężowi siedzącemu podczas majówki w hotelowym pokoju. Ta perspektywa dodawała pikanterii.

Pocałunki stawały się coraz bardziej esencjonalne. Stanowiły już grę wstępną.

Marzena oderwała się w końcu od ich ust. Spojrzała na napalonych dwudziestolatków. Dreszcz przeszył jej ciało wołające o więcej. W chłopakach buzował testosteron. Eksplodował, gdy usłyszeli z ust kobiety:

- Zrobimy to we trójkę?.

Seksualny trójką na łonie natury. Może zacumują, może rozłożą kocyk i będą pieprzyć się wśród traw, nad brzegiem dzikiego jeziora jeszcze przed zenitem?

To bezpośrednie pytanie speszyło kochanków. Nie wiedzieli już czy usłyszeli je w rzeczywistości, czy była to ich zbiorowa fantazja. Opanowali oddech. Piotrek wsunął dłoń między uda Marzeny, rozpinając nieco od dołu niebieską sukienkę. Przesuwał się odważnie coraz wyżej po jej ciele. Jego kolega romantycznie wodził palcami wzdłuż ramienia.

Byli jak ogień i woda. Jeden delikatny i subtelny. Drugi zdecydowany i żądny rozkoszy tu i teraz. To on jako pierwszy klęknął przed siedząca na burcie kobietą. Objął jej łydkę i wessał się w pełne, smakowite udo. Tomek stanął zaś obok Marzeny. Wsunął dłoń pod sukienkę, sięgając po jej dojrzałe piersi. Kobiety odchyliła głowę na bok. Pragnęła nadal jego delikatnych pocałunków.

Piotr rozsunął jej uda jeszcze szerzej. Tak, by mógł między nie wejść. Marzena objęła jego głowę i wplotła palce w bujne włosy młodego chłopaka, który nachalnie i odważnie pieścił językiem jej uda. Lizał białe, koronkowe majteczki, pod którymi kryła się dojrzała cipka. Marzena wzdrygnęła się czując jego język na łonie.

Przyjemną rozkosz potęgował pieszczący ją po piersi drugi z kochanków. Chłopak ujął jej krągłości i sięgnął po mocno nabrzmiałe z podniecenia sutki. Dłoń Marzeny bezwiednie trafiła na jego krocze. Penis młodego kochanka sterczał we wzwodzie.

- Aż tak was podniecam? – spytała Marzena spoglądając na rozpalone twarze chłopaków.

- Jest Pani boska. – odpowiedział romantyk.

- Takiej suki się nie przepuszcza. – dodał brutal z charakterystyczną dla siebie wrażliwością.

- Jesteśmy na środku jeziora. Może ktoś nas zauważyć.

- Podpłyniemy tam, wśród wysokiego sitowia nikt nas nie zobaczy.

Podniecony Tomasz skierował jacht na nowy kurs. Piotr ledwo oderwał się od mięsistych ud kobiety. Poszedł pomóc koledze. Po chwili już łódź cumowała wśród wysokich trwa.

Chłopaki odwrócili się w stronę pozostawionej na rufie blondynki. Marzena siedziała z rozchylonymi udami i rozpiętą na całej długości niebieską sukienką. Na pokładzie leżały jej koronkowe majteczki i stanik.

 

***

 

Studenci wrócili do swoich ról. Piotr znów przywoływał wspomnienia o francuskich pieszczotach wśród bzu, a Tomasz był szalenie delikatny w pocałunkach oraz w masażu nagich, wystawionych ku słońcu piersi. Marzena rozpływała się w tych karesach, zapominając o mężu, zapominając o córeczce. W blasku mazurskiego słońca liczyła się tylko ta chwila.

Marzena sięgnęła po pasek u spodni jednego z nich. Rozpięła go, zsunęła spodnie i wyjęła spod bokserek penisa. Chłopcy zalali się rumieńcem. Piotr zawstydził się mając świadomość, że kumpel widzi jego kutasa we wzwodzie. Przełamali tabu, a Tomek poczuł niezdrowe w jego mniemaniu podniecenie widokiem kobiecych ust zaciskających się na żołędziu jego najlepszego kumpla.

Piotrek myślał, że eksploduje czują wargi ocierające się o jego penisa. Marzena po chwili przerwała. Masowała jedynie dłonią jego nabrzmiałą męskość. Wymownym gestem zaprosiła nieśmiałego romantyka, aby dołączył. Tomek pieścił swoje krocze od dłuższego czasu, ale nie odważył się obnażyć.

Nieśmiało rozpiął spodnie. Zasłaniał penisa ręką. Wstydził się, choć rozmiarem przewyższał kolegę. Marzena spojrzała Tomkowi w oczy. Zaufał jej. Odsunął dłoń i pokazał się kobiecie w całej okazałości. Czterdziestolatka chwyciła jego męskość i pociągnęła za nią. Tomek zrobił parę kroków. Unikał wzroku Piotrka. Obaj chłopacy gapili się na Marzenę unikając siebie nawzajem.

Masowała im. Zsuwając napletek, czując jak ich wydzieliny przesiąkają między jej palcami.

- Weźmiecie mnie we dwóch? – powtórzyła swoją fantazję.

- Ja pierdole... - Piotrek zagryzał usta, nie mógł przecież nagle skończyć tą niemożliwą, irracjonalną przygodę. To było jak projekcja jego erotycznych snów. Tylko... tylko że we dwóch?

Spojrzał na kumpla, który był cały czerwony na twarzy. Unikał jego wzroku. Peszył się. Im dłużej jednak trwała pieszczota Marzeny, im przyjemniej zajmowała się ich penisami, tym bardziej wstyd związany z obecnością tego drugiego mężczyzny, ustępował podnieceniu.

W innej sytuacji czuliby się zablokowani. Ale nie teraz, nie gdy usta Marzeny zaciskały się na penisie Tomasza. Zazdrość... zazdrość o samicę. To było dominujące uczucie u kumpla. Widok fellatio na żywo tuż obok było jeszcze potężniejszym impulsem.

Marzena masowała Piotrkowi jądra, a sztywnego kutasa Tomka nie wypuszczała z ust.

Nagle opuściła dłoń, krzywdząc tym samym rozpalonego z podniecenia Pietrka. Przesunęła ją wzdłuż swojego ciała sięgając do łona. Ssała penisa Tomkowi masując swoją łechtaczkę, a Piotr stał i patrzył.

Gapił się na ruchy jej palców, na to jak rozciera wilgotną od kobiecych soków dojrzałą pochwę. Patrzył na jej brzuszek, na opadające, spocone piersi wychylające się spomiędzy rozpiętej i rozrzuconej na boki niebieskiej sukienki. Usiadł naprzeciw, przy drugiej burcie. Wziął fiuta w dłoń i walił jęcząc jak oszalały.

- Założysz? - spytała nieobecnego duchem Tomasza. Ten ledwo kontaktowała, nie wiedział o co kobiecie chodzi.

- Założę. - wtrącił się Piotrek.

Na jego penisie już była nasunięta guma. Złapał mocno Marzenę za rękę i odwrócił ją. Pchnął na ławę przy burcie jachtu. Blondynka mocno chwyciła się kosza rufowego. Wypięła swój jędrny tyłek, spełniając ostatnią fantazję. Skoro Marek nie miał ochoty na jej ponętne kształty, to niech wykorzysta ją młody chłopak. Zamruczała wyrażając aprobatę na wyuzdaną pozycję od tyłu.

Piotrek wodził wpierw penisem po jej pośladkach, po rowku między nimi. Wzbudził tym niepokój Marzeny, ale po chwili już trafił tam gdzie trzeba. Ocierał się od spodu o rozpaloną i zniecierpliwioną cipkę.

Przesuwał dłonie po jej kształtnym tyłku, o którym marzył gapiąc się na nią w tawernie. To nie była dupa młodej, wychudzonej dziewczyny. Chłopaka podniecała jej szerokość. Mógł swobodnie rozsunąć ręce i chwycić jej biodra. Wyczuł tę mięsistość. Te boczki. Palce zapadały się w jej ciele. Marzena czekała, aż młody skończy poznawać jej krągły tyłek i jednym konkretnym ruchem wejdzie w nią. Dojrzała cipka już czekała, spływając sokami. Penis jednak wciąż tylko ocierał się o nią, a student rozkoszował się miękkością jej ponętnych pośladków. W końcu sama zaczęła nimi potrząsać i napierać na chłopaka. Wtedy to poczuła.

Wszedł w nią! Sztywny, nawilżony, w gumie. Rozpychał ścianki jej pochwy. Penetrował ja płytko. Ale każde otarcie, każdy ruch wzbudzał w niej dreszcz sięgający coraz głębiej, aż przeszedł przez jej całe spocone, wystawione na mocne mazurskie słońce ciało.

Jego ruch stawał się bardziej zdecydowany, pewniejszy, silniejszy. Po jednym pchnięciu Marzena wręcz wspięła się na kosz rufowy. Wygięła swoje ciało tak, że opadła na kosz czując barierkę pod swoim biustem. Jej dojrzałe, ponętne piersi zwisały nad taflą jeziora obijając się o siebie. Piotr chwycił kosz i dociskał Marzenę do niego. Poczuła jak wszedł w nią cały.

Oddychała gwałtownie. Łapczywie łapała powietrze starając się nie wypaść przez rufę do wody. Cała drżała przeczuwając nachodzący orgazm

- Boże jaka jesteś piękna… - szeptał otumanionej ekstatycznym szałem kobiecie Tomasz.

Klęczał przy kochankach i sięgał po wiszące piersi. Odgarniał opadające na policzki włosy. Słuchał wycia swojego kumpla, który już przekroczył tę cienką granicę, za którą nie można było się cofnąć. Piotrek odepchnął przyjaciela i pokrył Marzenę. Pulsował w jej wnętrzu. Zawył na całe jezioro osiągając orgazm.

Jego krzyk spłoszył ptaki spokojnie gnieżdżące się w sitowiu. Wzbiły się w powietrze. Ich pisk i trzepot skrzydeł otrzeźwił Marzenę, która otwierając oczy przeraziła się tego co uczyniła.

Piotrek osunął się na pokład. Wyglądał na wyczerpanego. Marzena obróciła się i opadła na boczną ławkę. Przed nią stał romantyk. Niezaspokojony. Spięty. Czterdziestolatka przeliczyła swoje siły, marząc o trójkącie.

 

***

 

Tomek zachowywał się nietypowo, jak w hipnozie. Patrzy na spoconą twarz blondynki, na jej soczyste różowe wargi spragnione wody. Marzena mrużyła oczy chroniąc się przed słońcem. Chłopak podziwiał jej zmarszczki, dobrze widoczne przy mrużeniu oczu. Przyłożył dłoń do jej rumianego policzka. Przyglądał się smukłemu noskowi, po którym spływała łaskocząca kropla potu.

Czterdziestolatka oddychała głęboko. Jej pierś wznosiła się, gdy zachłannie nabierała powietrza. Tomek przesunął dłoń na jej biust. Rozpalony, lepki. Chwycił jej nabrzmiałe sutki. Rozmasowywał je nie odrywając oczu od jej wymęczonej twarzy. Marzena czekała na więcej.

Ujęła dłoń chłopaka i zsunęła ze swojej piersi. Przeprowadziła wzdłuż ciała i pozostawiła na pulsującym, rozpalonym łonie.

Student rozsunął jej uda i wszedł między nie. Złapał ją pod kolano i podciągnął lekko jej nogę. Przycisnął do siebie. Spojrzał dojrzałej kochance prosto w oczy i zdecydowanym ruchem bioder wszedł w nią. Jęknął nie spodziewając się, że za pierwszym razem dotrze tak głęboko. Marzena była wilgotna i rozluźniona. Poczuła go w sobie, sztywnego i rozpychającej jej szparkę. Ocierał się. Przesuwał drażniąc czułe ścianki. Marzena trzymała się kurczowo burty statku. Tomek pochylał się na nią. Przygniatał. Był spokojny. Odgarnął włosy opadające na czoło kobiety. Pocałował ją. Spojrzał w jej pełne podniecenia i ekstatycznego otumanienia oczy. Nagle pojawił się grymas na twarzy blondynki.

Zdała sobie z tego sprawę. Przestraszyła się. Młody student, romantyk, pieprzył ją bez kondoma. Czuła go całego, naturalnego.

„Nie, nie możesz…” - mówiła do siebie starając się wypchnąć te słowa z ust. Mimowolne, pełne ekstazy jęki jej na to nie pozwalały. W końcu go odepchnęła.

Tomasz stanął blisko niej. Cały drżał. Jego męskość starczała lepka od ich soków. Cipka Marzeny pulsowała. Krew w niej wrzała. Student próbował raz jeszcze. Kobieta zacisnęła nogi. Wyprostowała rękę. Trzymała chłopaka na dystans. Spoglądał w jej oczy. Wpatrywał się w wilgotne usta. Nie zrywając kontaktu wzrokowego wcisnął dłoń między jej kolana. Przesuwał się wzdłuż ściśniętych ud. Jego spojrzenie było hipnotyzujące, roztaczające czar, pożądanie, pragnienie dalszej zabawy.

Czterdziestolatka rozluźniła nogi. Dłoń Tomka spoczęła na jej łonie. Student wsunął dwa palce do oblanej śluzem cipki. Złapał za nią mocno, aż blondynka jęknęła. Z jej czerwonych ust pociekła ślina. Spojrzenie zdawało się pytać: „Co robisz?” Nie zdążyła.

Poczuła skurcz. Skuliła się. Westchnęła. Student penetrował jej szparkę dwoma ściśniętymi palcami. Był ostry. Nachalny. Śluz lepił się do jego palców. Nie miał zamiaru przestać. Marzena była na skraju wytrzymałości. Widziała jak Piotr leż obok na pokładzie i masturbuje się parząc na nich. Spoglądała na rozpalonego, wręcz czerwonego Tomasza i jego drżącego dużego penisa.

Nie pieściła tak swojej cipki od lat. Męża nawet nie próbowała pytać. Chłopak wiedział w czym tkwi sekret. Ocierał się o wejście do pochwy, ale zarazem kciukiem rozcierał łechtaczkę. Marzena dygotała z rozkoszy. Wpatrzona w niebo, jęczała. Śledziła nieliczne chmury. Białe baranki na błękicie. Wystrzelił ją wprost na te puchate obłoki. Wznosiła się na jachtem. Żeglowała po niebie, otumaniona, bezwładna, rozpływająca się w przyjemności.

Tomasz oderwał dłoń. Między palcami sączyły się ekstatyczne soki czterdziestolatki. Patrzył jak kobieta wciąż dygocze. Opalona, seksowna, o kobiecych kształtach. Zaciskała swoje spierzchnięte usta. Miała przymknięte oczy. Nie widziała jak skromny romantyk daje upust swoim żądzom. Poczuła jak trafia ją struga spermy. Kolejne krople skapywały na rozgrzane podbrzusze i biust.

Gdy otworzyła oczy, Tomasz siedział wyczerpany na rufie jachtu. Piotr nie był w stanie wykrzesać z siebie więcej niż mechaniczne masowanie penisa. Marzena nie miała siły wstać. Leżała więc nadal na pokładzie łodzi i wpatrywała się w niebo.

„Oszalałam, kompletnie straciłam rozum – powtarzała do siebie.”

Ten tekst odnotował 27,817 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.23/10 (79 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (5)

+1
0
Jeszcze nie przeczytałem całego, ale co rzuca się w oczy - czterdziestolatka, czterdzieści, czterdziestoletnia. Za dużo tej czterdziestolatki. Czytam dalej 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
O czterdziestkach wspomniał juz @Diabełwgłowie, ale jest tego więcej: wiemy, że bohaterka jest dojrzala, a jej nowi znajomi to studenci i nie trzeba tego przypominać co akapit 😉
Z technicznych rzeczy:
- sporo zaginionych przecinków - polecam przepuścić tekst przez languagetool
- wiem, że krótkie zdania sprzyjają dynamice, ale naprawdę czasami aż się prosi o połączenie dwóch-trzech w jedno, zwłaszcza w momentaxh, w których akcja spowalnia
- powinno być objął wpół, a nie w pół, a użuty w pewnej chwili słowo "pokrył" ma w sobie tyle wdzięku, ile opis z książki do biologii 😉

Poza tym - głosuję na wyjście z poczekalni, bo warto 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Dziękuje za uwagi oraz pozytywne oceny mojego opowiadania. Byłoby miło wybić się z tym tekstem z poczekalni. Byłaby to silna zachęta do dalszej pracy nad tekstami.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Teraz już nic tylko drugie ZA i kolejne doświadczenie Marzeny powitamy na ogóle.
Powodzenia, Krystyna 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

A może jednak w tej żółtej, radosnej i pełnej dziewczęcego uroku.


Czy tu nie powinno być znaku zapytania na końcu?

ozdobionych czerwonym lakierem do paznokci miała wciąż sandałki


Przecinek po "paznokci"

regularnymi sinymi


Przecinek po "regularnymi"

Ruciane - Nida


Bez spacji zdaje się...

Trudno byłoby przejść obojętnie obok jej wysokich błękitnych szpilkach oraz dziewczęcej zielonej sukience.


"szpilek" i "sukienki"


Marzena z przyjemnością patrzyła jak rysują się na jego tafli niczym niezmącone delikatne fale.


Gdzieś tu brakuje mi przecięcia przecinkiem...

Jednak to co młody zrobił, przeszło jej najśmielsze oczekiwania.


Przecinek...?

Wiła się w ekstatycznych skurczach po miękkiej, pachnącej trawie.


Jeśli wiła się "po" trawie to nie wynika z kontekstu; "na" - pasowałoby znacznie lepiej. 🙂

stróżki śliny


strugi...!!!!

język sprytnie umieścił w środku


Co za język! 😀

Majowy bez kwitnący na polach wokół Jeziora Nidzkiego nierozerwalnie związał się z ekstatycznym szałem młodej blondwłosej studentki.


Towarzyszyła mu z płonącą pochodnią skrzętna Eurykleja, córka Opsa Pejsenorydy.
Homeriada! ;P

Tymczasem dzieliło je chyba kilka lat.


Akapit wcześniej (przynajmniej co do biegu wydarzeń) mamy informację bardzo dokładną. Skąd bierze się "chyba"?

Nie chcąc przeszkadzać zajętemu samym sobą Markowi


???
Pomijam kwestię, że zdaje się w knajpie jest jakiś ruch, bardzo niewykluczone, że są inni, którzy mogą przeszkadzać. Dlaczego akurat te dwie kobiety miałyby usunąć się z okolicy?

Szybko znalazły wolną ławkę tuż przy przystani. Polubiły się.


Eeee... w znaczeniu, że jak się polubiły? Jakoś tak... tak, tak? Poszły, znalazły ławkę, polubiły się i wróciły?
Wyszłam za mąż, zaraz wracam. 😛

Zwisała przez jego ramie.


"ramię"?

Marek miał jednak inna smycz.


"inną"

Do szaleństwa doprowadzało Marzenę to, gdy Marek siedząc obok sprawdzał coś na komórce. Prawie wybuchła.


Albo bez "to" albo "że" zamiast "gdy". Coś można by zrobić z czasem - "doprowadzało" sugeruje powtarzającą się sytuację, a "wybuchła" - raczej nagły, wyjątkowy przypadek.

Starała się zrobić wszystko, aby wślizgnąć się do ich bajki. Bezskutecznie.


Kto tu kogo zaprosił? I po co? 😛

czuła jak w nią napiera


Napierać można na coś, wchodzić można w coś.

mięsistość i kształt budził


"budziły"

Pośladki - umięśnione, twarde. Były zmysłowo pulchne


Jakie w końcu są te pośladki?

Małe oczy ginęły pod skośnymi powiekami. Do tego ta zgrabnie podkreślona brew. Kobieta potrafiła o siebie zadbać.


W sprawie tych oczu dbanie o siebie było zapewne koniecznością ale czy podkreślenie brwi wystarczało, żeby wogóle coś widzieć...? Zawsze wydawało mi się, że małe, świńskie oczka, zwłaszcza ginące pod skośnymi powiekami, nie są specjalnym wyznacznikiem damskiej urody... Na szczęscie czterdziestoletnia Czterdziestolatka miała także inne Walory. 😀

Z perspektywy okalającej pensjonat łączki chłopcy nie mogli dostrzec, że na tej pięknej twarzy są rumieńce


Za to dostrzegli różowe wargi. Zakładam, że chodziło o kolor?

Nie mogli dostrzec sterczących wciąż sutków.


Te widoki to [...] Regularny, krągły kształt brodawek.


...jak również wspomniane skośne powieki... Sutki muszą być malutkie po prostu.

myślała o tym szybkim skoku w bok z Robertem


"Tym"? Chodzi o tego Roberta od Marty, czy Bezimiennego od bzu?

Podchmielony Piotrek zaczął nie przebierać w słowach:


przestał przebierać

czy nadal ma opory.


Interpunkcja.

Była raczej projekcją wszystkich filmów porno jakie widział z MILF w roli głównej.


Zamiast popularnie zrozumiałego skrótu, jak PKP na przykład, tu jednak użyłbym jakiejś spolszczonej formy, na przykład "z milfetkami". Przy okazji MILF ma liczbę pojedyńczą, to sugerowałoby jakąś konkretną aktorkę. Lub amatorkę. 😛

Następnego dnia Marzena w czerwonobiałej sukience w paski zażywała kąpieli słonecznych popijając mrożoną kawę.


Jak wiele kąpieli słonecznych zażyła Marzena w czerwonobiałej sukience w paski popijając mrożoną kawę? Pomijając zażywanie w sukience. Trochę jak upijanie się kawą.

Czerwone usta wykrzywiły się uwodzicielsko.


Czy szpony również ugięły się pieszczotliwie?

choć na chwilę. Chcielibyśmy z Pawłem spędzić chwilę s


Albo "moment", "parę minut", "kwadransik", "odrobinę czasu", "wykraść trochę czasu dla siebie".

Ta dupeczka z balkony.


"balkonu"

gdyby tylko wiedziała, że w nocy dobrze sobie ją obejrzeliśmy.


Tylko górną połowę, w dodatku bez oczu i sutków!

Wystarczyłoby parę centymetrów a dosłownie wybito by młodemu studentowi dojrzałą kobietę z głowy.


Parę centymetrów mniej czy więcej? Wybito by? To znaczy ktoś? Rozumiem niezręczność gramatyczną, ale bom nie ma osobowości anonimowej. Należy posiłkować się stroną bierną "dojrzała kobieta zostałaby dosłownie wybita młodemu studentowi z głowy" albo czynną "bom wybiłby..." itd.

Wiesz, ja mam córeczkę w podobnym wieku.


Bohaterka kłamie, albo liczy na niepamięć czytelników!

Jasne. - krzyknął


Interpunkcja.

polecenie posępnego starszego mężczyzny.


Czy - doprawdy! - w tej erotycznej opowieści każdy rzeczownik musi mieć homeryckie, nieprzecinkowe cechy? Czemuż to jest posępny gościu? Bo przewiduje wodną katastrofę? W której nikt nie zostanie poszkodowany, za wyjątkiem męża Bohaterki? Posępność ta cieniem kładzie się na całej przygodzie lekkomyślnej czterdziestolatki, która wszak ma nas, czczych czytelników, bawić, nie zaś - uczyć.

Niestety w tym miejscu muszę zakończyć korektę, na której i tak nikomu nie zależy, bo nie wierzę, że te wszystkie błędy można było przeoczyć. Na pewno jest jeszcze kilka miejsc, gdzie brak ostatniej litery, i to właśnie przy szybkim czytaniu zdopingowało mnie do napisania korekty. Chciałbym zobaczyć ten tekst poprawiony, bo historia jest nośna jak cholera. Autorka zawiesiła na ścianach wiele strzelb, i żal, że nie wszystkie miały okazję wypalić.

Moim zdaniem największym atutem opowiadania jest jego treść. Forma - wydaje mi się - pozostawia wiele do życzenia.
Ale może jestem nadwrażliwy i się czepiam. 😛
Przejście do zbioru głównego w takim stanie wskazuje raczej na czepialstwo. 🙂)

Autorkę silnie zachęcam do korekty, może mogłaby być robiona przez kogoś innego? Zazdroszczę pomysłów. Opowiadanie jest zdecydowanie perełką pod tym względem!

Oszalałam, kompletnie straciłam rozum – powtarzała do siebie.


"powtarzałam sobie" albo "mówiłam do siebie". Czy Polski jest pierwszym językiem Autorki? 🙂)
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.