Korporacyjne intrygi (V)

2 kwietnia 2015

Opowiadanie z serii:
Korporacyjne intrygi

Szacowany czas lektury: 19 min

Od czasu szkolenia Marleny minęło kilka tygodni. Nadszedł bardzo ważny dzień w jej rozpoczynającej się dopiero co karierze. Choć współpraca z FRANQ-TRANS'em idzie świetnie, wypada co jakiś czas umówić się z ich przedstawicielem na kurtuazyjną wizytę. Umówienie takiej wizyty było jednym z zadań na jej stanowisku. Na to jednakże nadejdzie pora później, gdyż w tej chwili jej usta miały inne zadanie.

Właśnie zadowalały rozłożoną na kanapie Krystynę, która, odchyliwszy głowę do tyłu, chłonęła rozkosz jakiej dawał jej język Marleny. Krysia starała się dociskać jej głowę do swej kobiecości za pomocą swych długich nóg. Jej lekko opalona skóra pięknie kontrastowała z bladą skórą zadowalającej ją dziewczyny. Podziwiałem ten spektakl, siedząc za biurkiem, już od dobrych kilku minut. Marlena zadowalała Krysię z niesamowitą pasją, używając do tego swych dłoni, języka i ust.

Mój penis sterczał w potężnym wzwodzie, pragnąc atencji tych dwóch, przepięknych kobiet. Nie chciałem już dłużej czekać. Wstałem zza biurka i podszedłem od tyłu do Marleny. Ukląkłem za nią i, bez zbędnych wstępów, wcisnąłem swego prężącego się członka w jej ciasną cipkę. Jej przeciągły, głośny jęk, wypełnił mój gabinet. Od czasu jej zatrudnienia, spotykaliśmy się kilkukrotnie, w gabinecie, bądź w mym domu. W drugim przypadku zawsze towarzyszyła nam Maria, jednakże Krystyna dopiero dziś zdecydowała się do nas dołączyć.

Gorące wnętrze Marleny sprawiało mi niesamowitą przyjemność. Po mym ataku z zaskoczenia, przyjęła w siebie mojego kutasa aż po nasadę. Zacząłem rżnąć ją na ostro, tak jak lubi. Co prawda nie musiałem nigdzie się spieszyć, de facto dzisiejszy dzień był dla mnie dniem wolnym, ale Marlenę czekało dziś kilka bardzo ważnych zadań, więc nie mogliśmy tracić czasu. Posuwałem ją w szybkim tempie, raz po raz, sprawiając że jej nos wbijał się w cipkę Krystyny. Obie kobiety jęczały z rozkoszy, napędzanej mymi ruchami. Nagle Krysia zeszła z kanapy, i, wpełzając na plecach pod klęczącą Marlenę, wpuściła do ust me obijające się o jej podbrzusze jądra. Odpłynąłem.

Przyspieszyłem tempo jeszcze bardziej, sprawiając że jęki Marleny przerodziły się w nieustanny krzyk rżniętej, spragnionej kutasa kobiety. Jej krzyk wypełniał mój umysł, sprawiając mi niezwykłą satysfakcję. Czułem, że z każdym pchnięciem zbliżam się do końca. Postanowiłem więc, że ten poranek będzie odczuwała przez cały nadchodzący dzień. Wyszedłem z jej rozpalonej cipki i bez słowa przyłożyłem żołądź do jej odbytu. Wiedząc już co chcę zrobić.

Marlena oparła głowę na kanapie, a dłońmi rozszerzyła swój tyłeczek. Miałem idealny widok na jej zwarte, kakaowe oczko. Jednym, krótkim pchnięciem wbiłem się w nią do połowy długości mego członka. Marlena stęknęła głośno i wciągnęła powoli powietrze do płuc. Przez ostatnie tygodnie uprawiała seks analny częściej niż przez pozostałą część swego życia, jednakże nadal nie mogła przyzwyczaić się do mego olbrzyma. Gdy Krystyna wyjęła me jądra ze swych ust, rozpocząłem swój galop po wspólny orgazm.

Dźwięk mych jąder uderzających o cipkę Marleny ponownie wypełnił pomieszczenie. Krystyna zamknęła jej usta pocałunkiem, skutecznie tłumiąc głośne jęki rżniętej przeze mnie dziewczyny. Brałem ją w szybkim tempie, dążąc do spełnienia. Marlena uniosła swe biodra w górę, pozwalając mi na jeszcze głębszą penetrację.

Tego właśnie było mi trzeba. Po kolejnych kilku ruchach poczułem jak mój kutas pompuje ogromne ilości spermy do ciasnej dziurki Marleny. Wbiłem więc mego członka aż po jądra i czekałem aż skurcze dobiegną końca. Gdy stwierdziłem, że nic więcej już z siebie nie dobędę, przywołałem Krystynę skinieniem głowy. Posłuszna memu poleceniu, zbliżyła się i zaczęła zlizywać wyciekające bokami nasienie z mego członka. Powoli, starając się nie uronić ani kropli, wyszedłem z tyłeczka Marleny z głośnym mlaśnięciem. Krystyna natychmiast przyssała się do rozepchanej dziurki swej koleżanki, zbierając w swe usta resztę pozostałego w Marlenie ładunku.

- Marleno, ogarnij się, i zabierz do pracy. Masz dziś sporo obowiązków. Kiedy przybędzie Sophie? - wyrzuciłem z siebie.

- Jej samolot ląduje dziś o 14:30 - odpowiedziała rudowłosa, powoli dochodząc do siebie. Jeszcze nie wstawała, pozwalając językowi Krysi pracować w jej ciasnej dupci.

- A którą mamy godzinę? - spytałem

- 13:30, panie Prezesie.

- Masz więc godzinę by dotrzeć na lotnisko. Na co czekasz?

Marlena, używając całej swej siły woli, podniosła się z kolan, w pośpiechu ubrała i opuściła gabinet, odprowadzana mym spojrzeniem. Odwróciłem się w kierunku Krystyny, klęczącej na podłodze, z moim nasieniem spływającym po jej podbródku.

Wyglądała słodko i niewinnie. Cóż za paradoks, biorąc pod uwagę fakt iż przed chwilą wysysała spermę swego szefa z tyłka koleżanki. Ruszyłem w kierunku kanapy, mijając wpatrzoną we mnie Krystynę. Usiadłem wygodnie, wciągając głęboko w nozdrza powietrze, przesycone zapachem spoconych ciał i mokrej cipki. Po kilku chwilach spojrzałem na Krystynę.

- Na co czekasz, kochana? - spytałem.

Posłuszna sekretarka, bez słowa sprzeciwu, na kolanach podpełzła do mnie, i wzięła w usta mego ociekającego spermą i sokami, penisa. Przymknąłem oczy z rozkoszy, czując jak mój penis rośnie momentalnie we wprawnych ustach Krysi. Masując dłońmi me jądra, poruszała głową w górę i w dół w miarowym tempie, chowając mego członka w swe usta prawie po nasadę. Gdy wyczuła, że zbliżam się do końca wyjęła mego członka ze swych ust i wstała. Odwróciła się do mnie plecami, i powoli, z wyczuciem, nabiła się na prężącego się drąga. Jej cipka wprost ociekała sokami, co sprawiało że mój penis poruszał się w niej jak dobrze naoliwiony tłok, gdy opadała na niego całym swoim ciężarem.

Odchyliła się do tyłu i podparła się stopami na mych kolanach, pozwalając mi na przejęcie inicjatywy. Nie trzeba mi było tego dwukrotnie powtarzać. Chwyciłem jej biodra w żelaznym uścisku i zacząłem poruszać swymi lędźwiami w szybkim tempie, dążąc do obopólnego spełnienia. Na efekty mych działań nie czekałem długo. Jej ciało zaczęło się trząść w niekontrolowanych spazmach potężnego orgazmu. Tego było dla mnie zbyt wiele.

Czując jak Krysia zaciska się na mym członku, pchnąłem go w nią najgłębiej jak potrafiłem i wytrysnąłem w jej gorącym wnętrzu. Jej przeciągły krzyk wypełnił pomieszczenie. Opadła na mą klatkę piersiową, oddychając głośno i głęboko. Przytuliłem ją do siebie. Milczeliśmy przez chwilę, niezdolni do wypowiedzenie choć słowa. Dopiero po chwili odezwała się Krysia:

- Muszę wracać do pracy.

- Oczywiście kotku - odparłem. Wstałem wraz z nią i oboje się ubraliśmy. Krystyna wyszła z mego gabinetu. Widziałem stróżki spermy ściekające po jej nogach. Co za wyuzdana, mała kurewka. Usiadłem za biurkiem i pogrążyłem się w planowaniu jutrzejszego spotkania.

***

Marlena czekała na lotnisku od jakichś 15 minut. Wychodząc z biura nie zdążyła nawet wytrzeć ściekających po jej nogach soków swoich i Karola. Zrobiła to pospiesznie w samochodzie, jednakże czuła krople spływające po jej udach z nadal mokrej i rozpalonej dziurki.

W końcu ją zobaczyła. Widziała wcześniej jej zdjęcia, rozpoznanie jej, nie sprawiło więc Marlenie żadnego problemu. Sophie była dobiegającą 40-stki, średniego wzrostu brunetką. Krągłości umieszczone w odpowiednich miejscach skrywała obcisła, czarna spódnica i płaszcz koloru toffi. Stukot jej obcasów był doskonale słyszalny w pomieszczeniu. Ona również rozpoznała Marlenę, widocznie Karol przesłał Sophie jej zdjęcia. Sprytnie.

- Witam, pani Lacroix. - W nienagannym francuskim Marlena powitała kobietę.

- Witam - odparła Sophie. - Panna Marlena, jak mniemam?

- Dokładnie proszę pani. Pokój w hotelu został już zarezerwowany, możemy jechać?

- Nie było takiej potrzeby - odparła Francuzka. - Już wynajęłam pokój.

- Och, oczywiście - odparła zmieszana Marlena.

- Nie potrzebuję już pani towarzystwa, dziękuję - rzekła Sophie, lodowatym tonem. Marlena wiedziała, że kobieta jest zimną suką, Karol ostrzegł ją przed tym. Jednakże i tak poczuła się urażona.

- Rozumiem. W takim razie, do widzenia.

- Au revoir - odpowiedziała kobieta i udała się w stronę wyjścia. Czekał tam na nią czarny Mercedes, a przy nim, ubrany w czarny garnitur i z przyciemnionymi okularami, stał szofer. Marlena wybrała szybko numer do swojego szefa.

- Mów - usłyszała w słuchawce głos Karola.

- Sophie jedzie do wynajętego przez siebie pokoju.

- Więc na co czekasz? Jedź za nią i melduj na bieżąco co się dzieje.

- Oczywiście - odparła Marlena, po czym ruszyła szybkim krokiem w stronę swego samochodu. Wsiadła do niego i pojechała śladem Sophie.

Jakieś 20 minut później byli na miejscu. Grand Hotel. Dobrze się składa, w tym samym hotelu pokój zarezerwował Karol. Marlena już miała dzwonić do Szefa, gdy spostrzegła dość interesującą scenkę. Kilka metrów od wejścia, na ławce, siedziało trzech mężczyzn. Widać, że mieli zamiar być niewidoczni, ale 3 mężczyzn w czarnych garniturach, w 30 stopniowym upale, rzuca się w oczy. Szczególnie, gdy mężczyzna siedzący po środku nie przekracza 170cm wzrostu, zaś jego "kumple" rozmiarami przypominają dwie, potężne szafy. Gdy Sophie opuściła samochód, trzej mężczyźni podeszli do niej, i, po krótkim powitaniu, grupka weszła do hotelu. Marlena nie straciła zimnej krwi i gdy ujrzała jak mężczyźni podchodzą do Sophie, zrobiła całej grupie zdjęcie, i wysłała je do Karola.

***

Godzina 15:00

Telefon zasygnalizował otrzymanie wiadomości. Marlena przesyła zdjęcie. Otworzyłem je i spojrzałem na osoby, które na nim uwieczniła. Nie mogłem w to uwierzyć. Chrzanić tych dwóch tępych osiłków. Najważniejszy był kurdupel w środku. Jeżeli wzrok mnie nie myli, a nie sądzę by tak było, tym konusem jest Dymitr Petrov, jeden z przedstawicieli Gaz Promu. Kurwa. Co tu do cholery robili Rosjanie? Jeszcze dwie godziny temu myślałem, że dzień ten nie mógłby być lepszy. Teraz zastanawiałem się czy czasem nie będzie on najgorszym w moim życiu.

Petrov znany był w świecie biznesu ze swego bezlitosnego oportunizmu. Tam gdzie widział okazję do zastosowania wrogiego przejęcia - wykorzystywał ją. Ale nigdy nie porywał się na korporację wielkości POLCORP. Pomyślicie pewnie: Skąd pewność, że chodzi akurat o moją firmę? Znał datę przyjazdu Sophie i hotel w którym się zatrzymała.

Było to więc z góry zaplanowane spotkanie. O czym więc mogli chcieć z nią rozmawiać w dniu, w którym byłem umówiony na spotkanie z tą zdradliwą, francuską kurwą? Muszę natychmiast obmyślić jakiś plan. Na spotkanie z Sophie umówiony byłem na godzinę 19. Miałem więc wystarczająco dużo czasu. Wypadłem z biura jak błyskawica i pojechałem jak najszybciej do domu. Tam wziąłem prysznic i włożyłem nowy garnitur.

Teraz już nieco spokojniejszy, udałem się do hotelu. Będąc na miejscu, wszedłem do restauracji i usiadłem przy ścianie, w rogu, aby mieć oko na całe pomieszczenie. Zamówiłem szklaneczkę Johnniego Walkera i czekałem. Już po chwili zauważyłem Sophie i Petrova. Jego dwie szafy stały przy szafie i bacznie obserwowały pomieszczenie. Dość kiepsko się spisywały biorąc pod uwagę fakt iż nie wszedłem do pomieszczenia przez otwór wentylacyjny a przez drzwi wejściowe. Po kolejnych kilkunastu minutach spotkanie się zakończyło. Petrov wyciągnął jakiś dokument z teczki i wręczył go Sophie, po czym bez słowa wstał i wyszedł. Jego szafy podążyły za nim.

Francuzka zgarnęła dokument do aktówki, którą miała ze sobą i udała się w stronę wyjścia z restauracji. Gdy tylko minęła jej próg, wstałem i podążyłem jej śladem. Udała się po schodach do swojego pokoju. Podążałem za nią w odpowiedniej odległości. Trzecie piętro. Nie skręciła w kierunku schodów a udała się korytarzem na wprost. Przystanęła pod pokojem 103, wyjęła z torebki klucz i weszła do środka. Odczekałem dziesięć minut. Po czym nacisnąłem klamkę. Niewiarygodne. Drzwi były otwarte.

Była niewiarygodnie głupia. Albo miała ze sobą AK47 w łazience, w co wątpię. Usiadłem na łóżku i czekałem. W końcu, po jakimś kwadransie wyszła. Była naga. Widziałem mięśnie jej pięknych nóg, poruszające się pod wilgotną jeszcze skórą. Miała płaski brzuch, z zarysem mięśni, najwyraźniej sporo ćwiczyła. Jej piersi przyciągały me spojrzenie. Sutki sterczały z zimna. Obrazu dopełniały jej wilgotne włosy, okalające piękną twarz o regularnych rysach. W końcu mnie ujrzała.

- Co ty tu kurwa robisz?! - krzyknęła

- Uspokój się, Sophie - powiedziałem z uśmiechem.

- Jakie kurwa uspokój? Wynoś się! - odparła

- Nie zrobię tego dopóki nie porozmawiamy.

- Jesteśmy umówieni na dziewiętnastą w restauracji. Jest godzina szesnasta a ty jesteś w moim pokoju. Won!

- Petrov dał ci jakieś dokumenty do podpisania. Co to było?

- Nieważne.

- Bardzo ważne. Jeśli spiskujesz przeciw mnie z Rosjanami, możesz być pewna, że do grobu pociągnę cię ze sobą. Gdzie to jest? - wycedziłem ostatnie zdanie.

Skinęła głową w kierunku teczki. Chwyciłem ją i wyciągnąłem z niej plik sczepionych ze sobą kartek. Przewertowałem je szybko. To co było na pierwszych stronach nie miało znaczenia. Ważne były warunki zawarcia umowy, bo umowa to była, które znajdę na ostatniej stronie dokumentu. Czytałem tekst szybko i z każdym zdaniem krew gotowała się we mnie coraz bardziej. Gdy doczytałem dokument do końca spojrzałem na Sophie.

- Czy zdajesz sobie sprawę, co to jest? - spytałem, cedząc powoli każde słowo.

- Tak. Umowa partnerska między FRANQ-TRANS i Gaz Promem - odparła z tryumfalnym uśmiechem na ustach.

- Nie - odpowiedziałem. - To wyrok śmierci na nasze firmy.

- Mylisz się. Dzięki współpracy z Rosjanami zniszczymy cię i opanujemy rynek, zaś połowa twej korporacji przypadnie nam.

- Nawet wtedy FRANQ-TRANS będzie jedynie pryszczem na dupie Rosjan, i doskonale o tym wiesz. Po usunięciu mnie, nic nie stanie im na drodze, by zwrócić się przeciw tobie. Twój plan więc jest dosyć kiepski. Sophie spojrzała na mnie wściekła. Wiedziała, że mam rację. Nadal jednak nie wiedziałem, co zamierzała tym osiągnąć.

- Mamy pytanie, Sophie - rzekłem. - Co właściwie chciałaś zyskać na moim bankructwie. Oprócz oczywiście części mego majątku?

- Nie potrafisz czytać? - odparła z ironią - po przejęciu POLCORP'u Rosjanie usuną Pierra ze stanowiska dyrektora FRANQ-TRANS, a kto jest jego zastępcą?

- No tak, oczywiście. - Teraz rozumiem. Cholerna, mała oportunistka. - Co to znaczy usuną?

- W fizyczny sposób.

- Chcesz go zabić?

- Tak, Pierre to fiut. Prędzej czy później zniszczy firmę. Nie mogę do tego dopuścić.

- Ty małą, zdradziecka kurwo - odparłem z uśmiechem. - Powiem ci jak zrobimy. Nie podpiszesz tego dokumentu. Podpiszesz to, nad czym mieliśmy debatować wieczorem, rozumiesz?

- Niby dlaczego miałabym się zgodzić? - odpowiedziała. - Rosjanie mają więcej do zaoferowania.

- Tak, ale ja nie zmiażdżę FRANQ-TRANSU i nie zajmę zgliszcz po nim, gdy tylko twój podpis znajdzie się na umowie. Wiesz jacy są Rosjanie. W dupie mają wszelkie traktaty i porozumienia. Jak więc mówiłem - podpiszesz to - podsunąłem jej pod nos dokument sporządzony dziś rano przez Krystynę. - A ja pomogę ci zasiąść na stołku Pierra. Co ty na to? Współpraca między nami będzie oczywiście trwać w najlepsze, a Rosjanie nie będą się więcej mieszać.

Spojrzała mi w oczy i skinęła głową. Wyjęła długopis z aktówki, i podpisała dokument. Doskonale. Teraz mogliśmy przejść do rzeczy. Wstałem powoli i zacząłem rozpinać guziki marynarki. Sophie wbiła we mnie rozognione spojrzenie. Niezależnie od tematu i nastroju rozmów, nasze spotkania zawsze kończyły się w ten sam sposób. Zrzuciłem marynarkę na podłogę.

Miałem już rozpinać guziki koszuli, gdy Sophie chwyciła ją za kołnierz i mocno pociągnęła na boki. Guziki wystrzeliły we wszystkich kierunkach. Kobieta przyssała się do mej klatki piersiowej, schodząc powoli w dół. W końcu opadła na kolana, i rozpięła me spodnie, z których wyskoczył jak z procy, twardy już kutas. Bez pardonu otuliła go swymi ustami i zaczęła ssać, energicznie poruszając przy tym głową. Była w tym naprawdę dobra. Gdyby nie to, że w dniu dzisiejszym używałem już penisa, pewnie doszedłbym po kilku minutach. Ale po dwóch orgazmach w południe, dojście po raz trzeci tego samego dnia nie było już takie łatwe. I dobrze, bo zamierzałem rżnąć tę zdradliwą lisicę długo i bez litości. Gdy tylko wyjęła mego członka z ust by zaczerpnąć oddechu, poderwałem ją z podłogi i rzuciłem na łóżko.

Wylądowała na brzuchu, ja zaś błyskawicznie skoczyłem na nią, i chwytając za biodra, uniosłem jej tyłek do góry. Widać było iż nie potrzebowała więcej by być odpowiednio nawilżona. Po jej udach spływały stróżki soków. Bez zbędnych wstępów nakierowałem kutasa na wejście do jej norki, i jednym pchnięciem włożyłem go aż po nasadę.

Sophie zawyła z rozkoszy. Rozpocząłem swój galop. Pieprzyłem ją jak zwykłą dziwkę. Nie lubiła delikatnego miziania, nudziło ją to niemiłosiernie. Pragnęła przede wszystkim spełnienia, a to mógł jej dać tylko duży penis, pieprzący ją bez opamiętania. A to właśnie dawałem jej w tej chwili. Poczułem jak jej pochwa zaciska się na mym członku, raz po raz, w spazmach potężnego orgazmu. Ręce odmówiły jej posłuszeństwa, i opadła głową na poduszkę.

Pieprzyłem ją najgłębiej jak się dało, straciłem nad sobą panowanie. Bez ostrzeżenia wyjąłem z niej swego członka i przystawiłem do jej nieprzygotowanego na coś takiego tyłka. Próbowała oponować, jednakże nie miała sił. Naparłem na jej dupcię i wepchnąłem swego kutasa w ciasny otwór. Krzyknęła z bólu. Nie obchodziło mnie to. Ponownie zacząłem szybko poruszać biodrami, dążąc tym razem do swojego spełnienia.

Jej tyłek był niesamowicie ciasny, więc na koniec nie musiałem czekać długo. Gdy poczułem jak mój penis wpompowuje nasienie do jej ciasnego tyłka, wyszedłem z niej i wystrzeliłem resztę ładunku na jej plecy i włosy. Z jej oczu popłynęły łzy. Widać że był jej to pierwszy seks analny. Cóż. Lepiej późno niż wcale - pomyślałem.

Bez słowa wstałem z łóżka i poszedłem pod prysznic. Gdy wyszedłem z łazienki, Sophie nadal leżała na łóżku w bezruchu. Podszedłem do niej i spojrzałem w oczy.

- Dziękuję ci Sophie - powiedziałem. - Ta umowa będzie gwarantem naszej owocnej współpracy na następne kilka lat. Sophie uśmiechnęła się do mnie.

- Co powiem Rosjanom? - spytała.

- Nie będziesz musiała nic mówić. Porozmawiam z nimi.

- Jak chcesz. Uważaj tylko - dodała ostrzegawczym tonem. - Wiesz, że mają powiązania z mafią.

- Spokojnie kochana, nic mi nie będzie - odparłem, po czym, przed wyjściem z pokoju, rzuciłem jej maść na podrażnienia, znalezioną w łazience. Otworzyłem drzwi i wyszedłem na korytarz. Pora rozmówić się z Petrovem.

Ten tekst odnotował 35,847 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.41/10 (35 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (2)

+1
0
Rżnięcie ol dej ol najt. Opowiadanie nudne, bez polotu, bez...w zasadzie niczego.
Swoją drogą, to Twoje 'me, mego, swego' jest prześmieszne 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
FRANQ-TRANS'em powinno się pisać FRANQ-TRANS-em. Po Drukowanych daje się myślnik.
Seria bardzo fajna...
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.