Korporacyjne intrygi (II)

10 marca 2015

Opowiadanie z serii:
Korporacyjne intrygi

Szacowany czas lektury: 19 min

Niewiarygodne. Po prostu niewiarygodne. To co wygadują te nadgniłe staruchy jest po prostu absurdalne. Chcą zerwać kontrakt z Francuzami. Zerwać kontrakt, którego podpisanie ustawiło zarówno mnie, jak i ich wszystkich na kolejne 30 lat. Kontrakt na dostawę prefabrykatów podpisany po długich rozmowach i negocjacjach, jakieś 10 lat temu.

Współpraca z francuską firmą produkującą te części szła wyśmienicie. Oni dostarczali części, my płaciliśmy i budowaliśmy niezbędną do dalszego rozwoju infrastrukturę. Każdy nowy biurowiec, każda nowa fabryka, to setki, tysiące miejsc pracy. Wybudowane powierzchnie wynajmowaliśmy zewnętrznym firmom, które płaciły krocie za dobrze wyposażone, ergonomiczne wnętrza. A teraz Ci idioci chcą wycofać się z czegoś, co dało im niewyobrażalne bogactwo.

Spojrzałem na Iwińskiego. Cholerny, stetryczały ramol. Widziałem po jego uśmieszku, że to jego pomysł. Wiedziałem, że zrobi wszystko aby pociągnąć mnie na dno, choćby miał tam spaść razem ze mną. Nienawidził mnie od czasu gdy dowiedział się, komu ex-żona powierzyła swoje ciało i 40% jego firmy. Maria, bo to właśnie ona była powodem jego wściekłości i plamą na męskim ego, doradziła mi przejęcie reszty jego żałosnego interesu. Nie chciałem jednak tego robić zbyt ostentacyjnie. Zresztą, nic bym nie zyskał na przejęciu jakiegoś marnego browaru. Prestiż przynosi przejmowanie korporacji. Przejęcie browaru przyniosłoby tylko kupę śmiechu. Zasugerowałem mu więc przejście sztandar mojej firmy dobrowolnie. Zostałby nadal prezesem swojej firmy, jednakże z każdego wydanego grosza, spowiadałby się mi. Jednakże nawet wtedy nie chciał się poddać. Postanowiłem więc uderzyć w to, co mężczyznę boli najbardziej. W samczą dumę.

Iwiński trafił do zarządu jakieś 5 lat temu. Nie był człowiekiem inteligentnym. Nie dbał o prywatność. Jego przejrzenie było dziecinnie proste. Wystarczyło wygooglować nazwisko by dowiedzieć się, iż jego żoną była 23-letnia wtedy, początkująca aktorka, Daria. Po obejrzeniu jej zdjęć trzeba było przyznać, że sukinsyn trafił w dziesiątkę. Miał 55 lat, ale jak wiadomo, dzięki pieniądzom można zdobyć wiele. Włącznie z dwukrotnie młodszą żoną. Średniego wzrostu, o pełnych kształtach i długich, wysportowanych nogach, wyglądała jakby sam diabeł zesłał ją na ziemię by kusić żyjących. Małe, sterczące piersi były idealnie uzupełniane przez krągły, jędrny tyłek. Długie do łopatek, proste, rude włosy, okalały twarz o nieskazitelnych, symetrycznych rysach. Miała trochę za długi nos, ale tę wadę rekompensowały w całości jej wielkie, błękitne oczy. Marmurowo biała skóra idealnie dopełniała obrazu całości.

Pewnego dnia Iwiński zaprosił mnie do siebie na rozmowę. Znać było iż chce mieć nade mną przewagę, wybierając swoje terytorium na miejsce negocjacji. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj.

- Witam! - drzwi otworzyła mi jego żona, ubrana w białą koszulę z krótkimi rękawami i zwiewną, falbaniastą spódniczkę. Podała mi dłoń którą uścisnąłem lekko, a następnie, patrząc jej w oczy pocałowałem jej wierzch.

- Janusz nie wspominał o pani. - zacząłem z uśmiechem - któż by pomyślał, że chowa w domu taki skarb.

- Dziękuję, jest pan bardzo uprzejmy - odparła, rumieniąc się wdzięcznie. - Kawy, herbaty? - Spytała.

- Poproszę kawę.

- Oczywiście. - odpowiedziała - Proszę, niech pan wejdzie, mój mąż już czeka. - zauważyłem pożądanie w jej spojrzeniu gdy ukradkiem zerknęła na moje krocze.

- Domyślam się. - wypowiedziałem te słowa bardziej do siebie niż do niej i przeszedłem do salonu.

Iwiński rzeczywiście czekał na mnie, rozparty w głębokim, skórzanym fotelu, wpatrując się w kominek.

- Witam. - rozpoczął. - Widzę że poznał pan już moją żonę.

- Tak, jest przemiła. Ma pan szczęście. - odparłem ze szczerością.

- Oboje wiemy że nie kocha mnie tylko mój portfel, ale tak długo jak co wieczór daje mi to czego chcę, może weń zaglądać bez przeszkód. Niestety, to samo robi pan. Zagląda pan w mój portfel, a następnie, krok po kroku odbiera mi pan to, co go napełnia. Nie podoba mi się to - dodał ostrzegawczym tonem przenosząc spojrzenie na mnie.

- Dobrze wiemy że nie ma pan nic, co mogłoby mi zaszkodzić, tak więc sugerowałbym zrezygnować z tego ostrzegawczego tonu. - odparłem. - Przybyłem tu nie po to, by wysłuchiwać pańskich zawoalowanych obelg, tylko by porozmawiać o pańskiej... kapitulacji.

- To słowo nie figuruje w moim słowniku. - rzekł

- A szkoda, bo powinno. - odparłem. - Bez względu na to, jakie środki pan podejmie, wygram. I tylko od pana zależy, po której stronie barykady znajdzie się pan, gdy dopnę swego.

Iwiński wstał i zaczął przechadzać się po pokoju. Widać było że intensywnie myśli. W międzyczasie jego żona przyniosła nam obu kawę oraz nalała szkockiej do szklanek. Cóż za absurdalne połączenie - pomyślałem.

Daria wyszła, odprowadzana wzrokiem Iwińskiego, i gdy tylko zniknęła za rogiem, Iwiński spytał:

- Jakie mam opcje?

- Jest ich kilka. - odparłem. Pierwsza - przystajesz na mą wcześniejszą propozycję, podpisujemy niezbędne papiery i twoja firma przechodzi pod moją kuratelę. Oczywiście zachowujesz swój stołek, jednakże za wszelkie decyzje odpowiadasz przede mną. Druga opcja - obstajesz przy swoim, ja przejmuję twoich klientów i bankrutujesz w ciągu kilku miesięcy. To dosyć długo, ale jestem cierpliwy. Z rozkoszą obejrzę spektakl, w którym tracisz wszystko co miałeś, firmę, dom, rodzinę i szacunek. Wybór należy do Ciebie.

Milczał, wpatrując się we mnie, a ja wiedziałem że gotuje się z wściekłości. W końcu, najwyraźniej podjął decyzję, ponieważ usiadł z powrotem w fotelu i patrząc na mnie stwierdził:

- Wynoś się. Wypierdalaj. Nie dam Ci nic. Masz swoją odpowiedź.

Spojrzałem na niego. Głupiec. Wstałem powoli, patrząc mu w oczy.

- Dobrze. - powiedziałem. - Do zobaczenia.

- Wątpię. - wysapał Iwiński z wściekłością w oczach.

- Proszę się oszczędzać. Znajdę wyjście. - Stwierdziłem złośliwie po czym wyszedłem z salonu i udałem się w kierunku drzwi. Mijając Darię w korytarzu szepnąłem:

- Współczuję. - po czym wsunąłem w dłoń swoją wizytówkę z numerem telefonu i adresem biura.

Wyszedłem z domu i udałem się w kierunku samochodu uśmiechając się do siebie. Wsiadłem do swego srebrnego Lexusa i udałem się w kierunku biura. Po drodze postanowiłem zahaczyć o dom by zjeść coś na szybko.

Tak też zrobiłem. Maria powitała mnie pocałunkiem. Odwzajemniłem go i usiadłem do stołu. Zabrałem się do szybkiej konsumpcji planując strategię na jutrzejszy dzień. Miałem zamiar wykonać kilka telefonów do kontrahentów Iwińskiego, celem przekonania ich do zerwania współpracy. Ten stary kutas nie ma pojęcia w co się wpakował. Pora działać. Wstałem, zostawiając niedojedzony obiad na stole i udałem się do samochodu.

Po 20 minutach byłem w biurze. Przed wejściem do biura, za swym biurkiem, siedziała Krysia. Wstała i skinęła głową na powitanie. Przechodząc obok klepnąłem ją w tyłek. Podskoczyła lekko co skwitowałem złośliwym uśmiechem. Już miałem otwierać drzwi do biura gdy usłyszałem za plecami głos Krysi:

- Karol, masz gościa. - powiedziała.

- Kto to?

- Nie przedstawiła się, ale wręczyła mi twoją wizytówkę. - podała mi kawałek papieru który godzinę temu wręczyłem żonie Iwińskiego. Szybka jest.

- Dziękuję. - skwitowałem krótko, i wiedząc już kogo zastanę za drzwiami, otworzyłem je.

- Dzień dobry. - rzekła Daria. Zmierzyłem ją wzrokiem od stóp do głów. Wyglądała zjawiskowo. Na nogach miała szpilki w krwistoczerwonym kolorze. Jej nogi pokrywały czarne pończochy. Ubrana była w prostą, przylegającą do ciała, karmazynową sukienkę. Jej usta pokryte były szminką w tym samym kolorze. Włosy spięła w kok na szczycie głowy.

- Witaj. - zamknąłem drzwi, uspokajając oddech. - Czemu zawdzięczam tę wizytę?

- Chciałam z panem porozmawiać. - zauważyłem że trzęsą się jej nogi. Jest zdenerwowana.

- O czym?- spytałem wiedząc doskonale na jaki temat chce rozmawiać.

- O moim mężu.

- W takim razie może pani od razu wyjść, nie ma o czym rozmawiać. Podjął decyzję.

- Uważam że to zła decyzja. - Stwierdziła

- Więc proszę powiedzieć to mężowi, nie mnie.

- Nie słucha mnie. Nigdy mnie nie słucha. Jestem jego kurwą, żoną tylko nominalnie.

- Z całym szacunkiem, ale nie obchodzi mnie kogo kupuje, i jak kogo traktuje Iwiński. Poza tym, jeżeli jest tak, jak pani mówi, powinno pani zależeć na jego upadku.

- Nie rozumie pan - odrzekła ze łzami w oczach. - Jeśli on zbankrutuje, trafię na ulicę. Nie mam nic.

- To nie mój problem. - stwierdziłem wpatrując się w jej twarz.

- Błagam, zrobię wszystko. - wyjęczała. - Proszę tylko dać mu szansę raz jeszcze. Proszę raz jeszcze złożyć mu ofertę, przekonam go, przysięgam.

- A jak przekona pani mnie? - spytałem z chytrym uśmiechem na ustach.

- Jak to? - spytała, wpatrując się we mnie.

- Chyba nie myśli pani że złożę mu ponowną ofertę z dobrego serca. To nie dzień dobroci dla zwierząt. Podjął złą decyzję, przy okazji starając się upokorzyć mnie na każdym kroku. Naprawdę myśli pani, że jestem człowiekiem który lubi się powtarzać? Nie. Bezinteresowność jest oznaką słabości. Coś za coś. - zbliżyłem się do niej i położyłem dłoń na jej biodrze.

- Czego więc pan chce? - spytała, a wielka łza stoczyła się po jej policzku.

- Pani.

- Słucham? - wydyszała ze szczerym zdumieniem w głosie.

- Chcę pani. - powtórzyłem. - Chcę pani oddania, lojalności a przede wszystkim - zrobiłem krótką pauzę. - ciała.

- Ale... - zaczęła.

- Nie. Żadnego ale. Chyba nie myślała pani że uwierzę, iż ubrała się pani w ten sposób tylko po to by porozmawiać. Jeżeli chcesz - bez ceregieli przeszedłem na "Ty" - aby twój mąż zachował swoją pozycję, zrobisz wszystko co każę, bez wahania. Rozumiesz? - upewniłem się.

- Tak.

- Tak, PANIE. - wyszeptałem groźnie do jej ucha.

- Tak panie. - wyjęczała cichutko, ocierając łzy dłonią.

- Doskonale. - skwitowałem krótko. - Na kolana.

Bez słowa spełniła moje polecenie. Oparła dłonie na mych udach i zaczęła powoli rozpinać rozporek. Patrzyła mi przy tym prosto w oczy co niezwykle mnie podniecało. Po rozpięciu rozporka, odpięła guzik spodni. Jej oczom ukazał się mój wielki, prężący się kutas. Otworzyła szeroko usta, po czym przełknęła ślinę. Uśmiechnąłem się na to. Iwiński zapewne nie mógł się pochwalić takim narzędziem, o czym świadczył strach widoczny w oczach Darii.

- Ssij go. - wycedziłem.

- Tak panie. - odpowiedziała i wzięła w usta główkę mojego penisa. Odchyliłem głowę do tyłu gdy zaczęła ssać go mocno. Nie bawiła się w czułości i chwytając go przy nasadzie, zaczęła szybko poruszać dłonią.

Jednocześnie czułem, jak powoli wpycha go coraz głębiej w usta. Sprawiało jej to dużą trudność, nie tylko ze względu na długość mego przyrodzenia, ale również ponadprzeciętną grubość. Mniej więcej w połowie długości zacisnęła na nim swoje usta i powoli zaczęła się wycofywać, jednocześnie poruszając intensywnie języczkiem. Westchnąłem głośno z rozkoszy, co spowodowało że po raz pierwszy w dniu dzisiejszym, na twarzy Darii zagościł uśmiech.

Podobało jej się to jak reaguję na jej pieszczoty. Po raz kolejny wzięła go w usta i tym razem postanowiłem jej pomóc. Gdy ponownie zacisnęła usta w połowie jego długości, chwyciłem ją za tył głowy i pchnąłem w dół. Zaparła się rękoma o me uda, próbując wydostać się z mego uścisku, ale nie miała dość siły. Jej nos uderzył o me podbrzusze gdy kutas sięgnął jej gardła. Czułem ślinę spływającą na me jądra. Po chwili Daria zaczęła charczeć głośno, a z jej oczu ponownie popłynęły łzy.

- No dalej, bądź grzeczna. - poprosiłem z uśmiechem, nadal dociskając jej głowę. - Powiedziałaś że zrobisz wszystko. Dotrzymaj obietnicy i bierz go w gardło. - wycedziłem ostatnie słowa uśmiechając się mściwie. Po chwili jej głowa unosiła się w szybkim tempie, zaś mój penis znikał w jej gardle jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Co chwilę zwalniała i opluwała mojego kutasa. Jej ślina ściekała mi na spodnie lecz nie przeszkadzało mi to, wyczyści je potem.

- Wstań dziwko. - rozkazałem

- Tak jest, panie. - wyjęczała Daria podnosząc się z kolan. Zdjęła szpilki i powoli, kręcąc tyłeczkiem, podeszła do parapetu. Podszedłem do niej i wymierzyłem potężnego klapsa w jej wypięty tyłek. Krzyknęła z bólu.

Krystyna siedząca za drzwiami na pewno to słyszała. Podwinąłem w górę okrywający jej pośladki materiał spódnicy. Mym oczom ukazały się piękne, obfite pośladki. Prawy był zaczerwieniony po klapsie jakiego wymierzyłem przed chwilą tej boskiej dziewczynie. Wciągnąłem w nozdrza zapach jej kobiecości. Nie miała na sobie majtek. Musiała być niesamowicie podniecona, ponieważ po wewnętrznej stronie jej ud ściekały leniwie pojedyncze krople jej soków. Przysunąłem się do niej i przytuliłem mocno do siebie. Mój penis obijał się pomiędzy jej nogami. Była rozpalona. Dłońmi błądziłem po jej pięknym, młodym ciele. Odchyliłem jej głowę do tyłu i zacząłem całować ją po szyi, jednocześnie palcami pieszcząc jej łechtaczkę. Westchnęła cichutko.

- Wsadź mi go panie, błagam. - Wyjęczała moja nowa zabaweczka. Nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać. Chwyciłem ją jedną ręką za włosy, drugą przytrzymałem ją w pasie i brutalnie wbiłem swego sterczącego kutasa w jej ciasną cipkę. Zawyła jak dzikie zwierzę gdy dobiłem jądrami do jej podbrzusza. Pomimo lekkiego oporu wszedłem za pierwszym razem, dosłownie rozrywając jej norkę. Zacząłem powoli, w jednostajnym tempie posuwając tę rudowłosą piękność. Zatkała sobie usta dłonią by nie jęczeć zbyt głośno. Puściłem jej włosy, pozwalając by oparła głowę o framugę okna. Mój kutas raz po raz, bez litości, wbijał się w jej cieknącą sokami cipkę, gdy nagle poczułem jak zaciska na nim swoje mięśnie w spazmach potężnego orgazmu.

Dłużej nie mogła się już powstrzymywać. Z jej ust dobył się rozdzierający powietrze ryk. Podziałało to na mnie piorunująco. Zacisnąłem dłonie na jej biodrach i zacząłem rżnąć ją jak opętany. Moim ruchom towarzyszyły dźwięki bijących o jej podbrzusze, mokrych od soków jąder. Jej ramiona osłabły i Daria pochylając się, oparła głowę na zimnym parapecie. Dochodziła wielokrotnie, podczas gdy brałem ją jak maszyna.

Bez ostrzeżenia pociągnąłem ją za włosy, zmuszając do uniesienia głowy. Przycisnąłem jej ciało do swojego, nie zaprzestając jednostajnego rżnięcia. Gdy po raz kolejny poczułem skurcze jej pochwy na swym przyrodzeniu wyszedłem z niej, pozwalając jej bezwładnemu ciału opaść na podłogę. Jęczała cichutko w spazmach trwającego nadal orgazmu. Obszedłem biurko i rozsiadłem się w fotelu. Pozwoliłem jej dojść do siebie, po czym przywołałem palcem.

- Wyczyść go kurwo. - wycedziłem, wskazując na błyszczącego od jej soków członka. Bez słowa spełniła polecenie, wpychając sobie mego penisa do gardła. Zaczęła rytmicznie poruszać głową, jednocześnie dłońmi masując moje jądra. Widać było że chce aby doszedł jak najszybciej. Jednakże nie takie miałem plany. Pociągnąłem jej głowę w górę, wysuwając penisa z jej ust.

- Usiądź na mnie. - wyszeptałem, patrząc w jej oczy. Nie było w nich już ani śladu sprzeciwu. Widziałem za to żądzę i bezgraniczne podniecenie. Wstała z kolan i obracając się tyłem do mnie, zbliżyła mego kutasa do swej cipki.

- O nie kotku, nie ta dziurka. - powiedziałem z rozbawieniem w głosie.

- Ale on jest za duży! - zaprotestowała rudowłosa piękność. Na jej pośladku wylądował kolejny, potężny cios. Podskoczyła i krzyknęła z bólu. Powoli, z oporami, przystawiła sobie główkę mej męskości do tyłka. Jako iż jej soki były wszędzie, otworek był dobrze nawilżony. Usiadła ostrożnie, pozwalając by główka weszła do środka.

Oddychała głęboko i powoli, przyzwyczajając się do uczucia wypełnienia, które ogarniało ją z każdym kolejnym centymetrem coraz bardziej. Podniosła nogi i oparła je na moich kolanach. Chwyciłem ją w pasie by ustabilizować pozycje, i pozwoliłem jej przyzwyczaić się do rozmiaru rozpychającego ją drąga. Powoli nabijała się na mego penisa aż w końcu, wszedł cały. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mnie ujeżdżać. Jej odbyt był nieziemsko ciasny i gorący.

Opuściła nogi na podłogę i pozwoliła mi przejąć kontrolę. Bez wahania zacząłem podrzucać jej boskie ciało. Nabijała się na me prącie, jednocześnie masturbując się, co spowodowało iż me jądra i uda były obficie zroszone jej ciepłymi sokami. Przystopowałem na chwilę i poprosiłem by zrobiła krok w przód. Spełniła mą prośbę, nie pozwalając mi wyjść z jej tyłka. Wstałem z fotela zaś ona oparła się o biurko. Rozłożyłem lekkim kopniakiem jej nogi i zacząłem brać ją w szybkim tempie, dążąc do obopólnego spełnienia. Daria, czując mego wielkiego członka poruszającego się w jej tyłeczku jak tłok w silniku, porzuciła myśl o zachowaniu pozorów i bez skrępowania jęczała najgłośniej jak potrafiła. W końcu, poczułem jak moje jądra wpompowują swój ładunek w jej tyłeczek.

Przyspieszyłem tempo jeszcze bardziej, dobijając go w jej dupci aż po jądra. Krzyczała wniebogłosy, błagała abym nie przestawał jej rżnąć, że jest jej dobrze jak nigdy. Gdy w końcu mój penis skończył pompować spermę w jej ciasną dupcię zwolniłem tempo i, po kilkukrotnym dopchnięciu swego członka wgłąb jej kakaowego oczka, wyszedłem z głośnym mlaśnięciem. Moja zabaweczka natychmiast opadła na kolana, i bez śladu obrzydzenia zaczęła czyścić mego kutasa z naszych soków. Gdy skończyła, położyłem się na podłodze obok niej. Wtuliła się we mnie i przymknęła oczy.

- Czyli... - zaczęła. - porozmawiasz z nim?

- Taka była umowa. - odparłem. - Wiedz jednak iż nie jest to jednorazowa transakcja. Jesteś dobra, choć mam wrażenie że o tym nie wiesz. Od czasu do czasu odezwę się do Ciebie, a wtedy, niezależnie od tego co właśnie będziesz robić, masz odpowiedzieć na wezwanie. Inaczej twego męża spotka bankructwo. A co spada na niego - spada również na Ciebie.

- Dobrze panie. - odparła Daria

- Świetnie. A teraz ubieraj się i zmykaj. Twój ukochany pewnie się o Ciebie martwi. - stwierdziłem z uśmiechem.

Daria wychodząc z biura spojrzała na sekretarkę Karola, Krystynę. Masturbowała się bez skrępowania, z piersiami na wierzchu. Skinęła krótko głową w ramach pożegnania i, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, wyszła. Pora przekonać męża do przyjęcia propozycji "Prezesa"

***

Wróciłem myślami do gabinetu, gdzie staruchy w najlepsze obradowały nad tym, jak zniszczyć wszystko co stworzyłem. Pora interweniować.

- Nie. - Powiedziałem głośno. - Każdy z was wie, na jakich zasadach otrzymał swoje stanowisko. - Mówiąc to spojrzałem na każdego z nich po kolei. - Jeżeli jeszcze raz usłyszę o tym pomyśle, potoczą się głowy. WASZE głowy. - podkreśliłem - Czy to jasne?

- Tak... - odparli wszyscy niemrawo.

- Doskonale. - rzekłem. - Dobrze, koniec zebrania, mam za chwilę ważną rozmowę. Zajmijcie się swoimi sprawami. - Po tych słowach wstałem i wyszedłem, ignorując Iwińskiego, ciskającego iskrami z oczu.

Zobaczymy co ciekawego powie potencjalna kandydatka na nowe stanowisko.

Ten tekst odnotował 37,647 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.92/10 (45 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (2)

0
0
dajesz kolego całkiem nieżle
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Daria to Daria ale może byś w końcu żonę przeleciał bo do sąsiada pójdzie.
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.