Życie pary, sceny wybrane – Akt III: Miłość nas rozdzieli

17 stycznia 2024

Opowiadanie z serii:
Życie pary, sceny wybrane

Szacowany czas lektury: 1 godz 39 min

„(…)im piękniejsza była miłość, tym dłuższe będzie cierpienie, kiedy ta miłość się skończy.”

Na serię „Życie pary, sceny wybrane” składają się trzy akty:
I – Koniec początku
II – Przeszkody
III – Miłość nas rozdzieli

Z wolna Kajetan dochodził do siebie. Odnalazł leżące na szafce nocnej okulary i założył je na nos. Pomimo mroczków przed oczami, doskonale widział porozrzucaną zawartość szafy i szeroko otwarte drzwi. Dookoła leżało szkło, a w powietrzu unosił się zapach whiskey. Uruchomiona wcześniej muzyka zdążyła się już zmienić; teraz grało Joy Division i ich wielki hit Love Will Tear Us Apart.

Ból, który wciąż przeszywał jego głowę, był niczym w porównaniu do napływającej świadomości tego, co się wydarzyło. Wszystko eksplodowało tak nagle, jak butelka, która rozbijała się o jego głowę przed kilkoma, a może nawet kilkunastoma chwilami.

Świadomość, jaki cios zadał swojej ukochanej.

 

Matka nauczyła Zuzę, jak należy uciekać.

Szybko pakować się, nie posiadać niczego zbędnego i wiedzieć, w którą stronę ruszyć. W kilka minut była ubrana i z zapakowanymi torbami wybiegła przez drzwi. Za sobą pozostawiała wyłącznie znokautowanego ukochanego. Biegła po schodach, opuszczając piękny blok – miejsce, które przez ostatnie pół roku stanowiło jej schronienie.

Nocnym autobusem dotarła do kliniki, ale nie potrafiła zasnąć na kanapie w gabinecie lekarskim. Mający dyżur kolega nie zadawał pytań; bał się wściekłej Czarnej Bestii Dwóch Skalpeli. Przyjmujący o poranku wniosek o urlop na żądanie ordynator też nie zadawał pytań; znał i nadzwyczaj cenił sobie doktor Jabłońską, ale nigdy nie widział jej w takiej agonii.

Wynikała z bólu, który zadał jej ukochany.


Atlas z zainteresowaniem obserwował, jak dziewczyna najlepszego przyjaciela otwiera piwo o balustradę.

– Zośka tak nie potrafi.

Otworzyła drugie dla siebie.

– Dziewczyna?

Uniósł dłoń i pokazał jej obrączkę.

– Żona. Później ją pani pozna, bo jest jeszcze w pracy.

– Wystarczy po imieniu, Atlas. Jestem Zuza. To piesio upiera się, żeby tytułować mnie swoją panią Zuzią.

– Już tak ma, że lubi nazywać rzeczy po swojemu. Dlatego dla niego jestem Atlasem, a nie Kacprem. Ty mówisz na niego piesio, a my Vuko.

– To od bohatera Pana Lodowego Ogrodu? Strasznie lubi te powieści.

– Zgadza się. Wcześniej wolał być Loganem, od Wolverine. Mają podobny wzrost, ale chyba i zdolności regeneracji.

Odpaliła papierosa.

– Długo się trzymacie razem?

– Czasem mam wrażenie, że całe życie… ale jest dziewięć lat młodszy i pojawił się w nim jako jedenastolatek.

– Czyli jesteśmy rówieśnikami.

– Wow, nie powiedziałbym, że masz tyle! Strzelałem na dwadzieścia cztery, może pięć! W każdym razie poznałem go, gdy zmienił szkołę. Organizowaliśmy wtedy spotkania, podobne do tych ostatnich piątków miesiąca, w miejskim domu kultury. On zaczął się na nich pojawiać. Wydawał się bardzo samotnym dzieckiem, dlatego wyciągnąłem do niego rękę i jakoś się to potoczyło.

– Coś tam mówił, że przez imię i zainteresowania nie był popularny. Czemu zmienił szkołę? Rozwód rodziców?

– Chyba nie powinienem o tym mówić… zresztą, to tylko plotki, a sam Vuko nie lubi o tym rozmawiać.

– Zainteresowałeś mnie, to gadaj. Jest cholernie skryty, gdy chodzi o siebie, a jego matki nie zapytam. Czuję się przy niej jak rudowłosa, leworęczna kobieta, która zna się na ziołach przed inkwizytorem.

– Nie, chyba nie powinienem. To dość okropna historia…

– Okropne jest pęknięcie czaszki u siedmiolatki w wyniku wypadku samochodowego. Konieczne jest usunięcie fragmentu kości, który uciska na mózg i może spowodować śmierć w każdej chwili. Dla mnie to był poniedziałek rano, ledwo zdążyłam się przebrać i już leciałam na blok operacyjny.

Popił odrobinę swojego piwa, przyglądając się kobiecie siedzącej na fotelu.

– No dobra. Jesteś jego dziewczyną i wiem, jak bardzo cię kocha. Specjalnie jechał do mojej siostry, żeby zrobiła dla ciebie naszyjnik. Powiedział, że prezent urodzinowy dla pani Zuzi musi być wyjątkowy.

Położyła palce na serduszku wiszącym na szyi.

– Najpiękniejszy prezent, jaki ktoś mi dał od lat.

– Pewnie zauważyłaś, że uwielbia te wszystkie historie, gdzie dobry bohater pokonuje zło i dostaje należną nagrodę. Zdaje się, że w jego oczach ty też jesteś takim zwycięstwem i dlatego tak mocno walczył. Pod koniec lata powiedział, że zapisał się na kurs prawa jazdy. Zdziwiłem się, bo strasznie bał się samochodów, nawet taksówek. Wyjaśnił, że spotkał damę, której nie wypada wozić autobusami, dlatego nauczy się prowadzić.

Zuza zaśmiała się.

– Głuptasek.

– Marzyciel. Jednak nie zawsze miał w życiu tak kolorowo, ale podkreślam, on sam o tym nie opowiedział nikomu dokładnie i bardziej znam tę historię z kilku źródeł. Pewnie zauważyłaś, że praktycznie nie ma włosów na ciele, co nie jest normalne u ludzi, prawda? Nie ma choćby szczątkowego zarostu…

– Jestem lekarzem, uczyłam się o hormonach. Do brzegu, Atlas, do brzegu.

Westchnął.

– Kiedy był dzieciakiem i miał jakieś dziewięć, może dziesięć lat i chodził do swojej starej szkoły, spodobała mu się pewna dziewczynka. Myślał wtedy, że jak będzie dla niej dobry, tak jak go uczono, to go polubi. Kupował dla niej słodycze, kwiatki, oferował swoją pomoc na różne sposoby. Wszystkie te urocze gesty, które miały go przedstawić od najlepszej strony. Odwzajemniła to… cóż, nie ma słów. Ona i jej koleżanki złapały go, rozebrały do naga i wepchnęły do damskiej przebieralni, gdzie były starsze dziewczyny.

Oczy Zuzy nagle rozszerzyły się w zaskoczeniu.

Westchnął i znów popił piwa.

– Zamiast mu pomóc, nagrywały go telefonami i śmiały się z niego. Dostał ataku paniki. Zwabiona hałasem wuefistka go uratowała. Poleciały nagany i były groźby wydalenia, ale szkoła robiła wszystko, byle wytłumić skandal. Jego mama postanowiła mu zmienić szkołę, bo w tamtej nie miał już życia. To jednak miało się okazać co najwyżej wierzchołkiem góry lodowej.

Spojrzał w bok.

– Dziewczyny nakłamały swoim starszym braciszkom, że była to zemsta za to, że Vuko się do nich dobierał. Dorwali go, jak wracał do domu i pobili. Połamali mu kręgosłup, uszkodzili tam coś na dole i przez to ma nieprawidłową gospodarkę hormonalną. Na koniec wrzucili do kontenera, gdzie spędził dwanaście godzin w ciemności wśród szczurów.

– Kuuurwa…

– Tak. Mówiłem, że to okropna historia. Sprawa wylądowała przed sądem rodzinnym, oni w poprawczaku. Długo się z tego leczył, a spotkania z nami były jego formą terapii, bo bał się ludzi. Wyszedł na prostą, ale ma śruby w kręgosłupie, jest niski i nie wygląda przesadnie męsko. Potem jeszcze jego ojciec rozwiódł się z matką, wybierając niunię lekko po osiemnastce. Vuko… on ma to do siebie, że jak Wolverin potrafił leczyć swoje rany błyskawicznie, tak jego psychika potrafi się dobrze goić. Głównie przez swoją ślepą wiarę, że świat może być lepszy.

Znów spojrzał na nią.

– Teraz mówi, że jesteś jego siłą i nauczyłaś go pokonywać przeszkody. Dla mnie jesteście jak ogień i woda. Pamiętam, jak pierwszy raz cię zobaczyłem przy stole z dziewczynami. Na chwilę znów stał się przerażonym chłopcem, który nie wie, czy powinien tu być i czy ktoś go polubi… ale zmusiłaś go do działania. Próbowałaś go wyswatać z Ember, na co pewnie w życiu by się nie odważył. Po cichu nawet chciałem pomóc i prawie nam się udało… tylko to w twoich ramionach skończył i zdaje się naprawdę szczęśliwy.

Zuza westchnęła.

– Szczerze? Czasem rzeczywiście bym wolała, jakby to z nią był. Nie musiałby tak wszystkim się przejmować. Przywykłam, że faceci widzą duże cycki i tatuaże, ale on szluga i butelkę piwa, zamartwiając się o moje zdrowie. Przejmuje się non stop, że jest niższy lub mówią o nim jak o mojej dziewczynie… teraz też wiem, czemu tak bardzo się wstydzi.

Wydmuchnęła papierosowy dym.

– Lubię, nawet jak się stara mnie szanować, ale czasem przeraża, jak bardzo przy tym poniża. Robi wiele wspaniałych rzeczy, argumentując zawsze, że jestem jego dziewczyną i chce, bym była szczęśliwa… a potem zdaje się nie chcieć być moim chłopakiem. Nie rozumie, że już jest cudowny. Nie musi dążyć do bycia moim podnóżkiem. Bez względu na to, jak wygląda.

Atlas zaśmiał się.

– Poczekaj, aż zobaczysz Zosię. Ludzie pytają, czy jestem jej jakimś Christianem Greyem albo ona moim Kopciuszkiem.

– Zgaduję, że cicha myszka w stylu bibliotekarki?

– Mogłaby się z Vuko na okulary wymieniać.

Oboje się zaśmiali.

– Zresztą… – dodał, znów, popijając piwa. – …też w przeszłości byłem niezłym łobuzem. Dzieciak z trudnego domu, który zaliczył poprawczak i miał kuratora. Wierzę, że kiedy ją poznałem, zamknąłem tamten epizod życia i teraz mogę być już tylko z nią. Może to przez gadanie Vuko? O tym, że wszyscy zasługujemy na szczęście?

Uśmiechnęła się.

– Dzięki za pomoc w ogarnianiu tego wszystkiego. Próbowałam sama, ale jak dostrzega mnie z książką lub komiksem, zaraz się odpala i zaczyna wykład. Czasem brakuje, by wyciągał skądś białą tablicę, i to rozrysowywał.

– Cały on. Zawsze widzi świat przez pryzmat fikcji, bo rzeczywistość nigdy nie pokrywa się z jego oczekiwaniami.

Usłyszeli otwierające się wewnątrz drzwi.

– Mam nadzieję, że ta twoja straszna dziewczyna już się wyprowadziła… – mówiła Pola.

Kajetan jęknął żałośnie.

– Mamo, prosiłem… trzeba było nie przyjeżdżać i zostać z ciocią i babcią. Ma dzisiaj długi dyżur i było jej bardzo przykro, że nie będzie na imprezie. Później przyjadą tylko Atlas i jego Zosia.

Zuza westchnęła cicho, spoglądając na swojego towarzysza i szepnęła:

– Mówiłam, nie lubi mnie.

Zgasiła papierosa i kiwnęła mu głową. Razem zaczęli śpiewać:

– Sto lat, sto lat!…


Kajetan przyssał się do piersi ukochanej, delikatnie manewrując palcami pomiędzy jej udami.

Już nie potrzebował wskaźnika w postaci dłoni na głowie; znał już wszystkie sygnały, które wydawało zadowolone ciało. Każdy jęk, głębszy oddech, był szczeknięciem mechanizmu olbrzymiego sezamu, gdzie krył się bezcenny skarb.

Dołożył wszelkich starań, aby ta miesięcznica była niezapomniana – zupełnie jak pierwsza. Niepewnie zapytał, czy zgodziłaby się zasłonić oczy opaską; teraz wraz z wisiorkiem w kształcie serca stanowiącym jedyne dodatki do jej nagiego ciała rozpartego na całej szerokości łóżka.

Niemal wygadał się, że ćwiczył zgodnie z poradnikami znalezionymi w internecie na różnych owocach, jak prawidłowo zadowalać kobietę palcami.

Pełen pewności siebie sunął wargami po jej skórze, składając czułe pocałunki i schodząc coraz niżej. Ułożył się między jej długimi nogami, przytulając usta do już wyraźnie pobudzonej wcześniejszymi pieszczotami „małej” i dyskretnie sięgnął pod kołdrę.

W tajemnicy zapoznał się z zawartością jej pudełka z czekoladkami, chociaż z każdym przedmiotem czuł coraz większą niepewność. Kształty, funkcjonalność, a co gorsza, rozmiary przyprawiały go o narastające kompleksy. Był gotów zapytać Monikę o pomoc, ale ta zaczęła go unikać jak ognia, spoglądając na niego tylko ze smutkiem. Ostatecznie wybrał fioletowy wibrator o lekko zgiętym kształcie, niewiele większy od jego dłoni; wydawał się najmniej groźny, ale nadal imponujący w porównaniu do tego, co sam miał w bokserkach.

Łagodnie rozchylił palcami jej muszelkę i wprowadził go do środka, delikatnie dotykając jej szczytu językiem. Jęk naraz stał się głośniejszy, a jeszcze nawet go nie uruchomił. Jej ciało zafalowało; mocno chwyciła go za włosy i zarzuciła mu nogi na plecy.

Wciąż pieszcząc ją językiem i poruszając zabawką wewnątrz niej, przesuwając ją tam i z powrotem, wierzył tylko w to, że drzwi przed nim stoją otworem.


Ułożył głowę na jej ciepłym brzuchu, wyczuwając delikatne drżenie.

– Piesiu… – wyszeptała. – Chyba powinnam częściej zasłaniać oczy, skoro wtedy wychodzi z ciebie taki zwierz.

Zarumienił się po czubki uszu.

– Szczęśliwej czwartej miesięcznicy, pani Zuziu!

– Jutro łapy mi będą latać i pacjenta zabiję na stole…

– Nie ma planowych operacji, nie wykręci się pani!

– Ty chyba za dobrze słuchasz? A jak mi kogoś z wypadku przywiozą? No, mniejsza. To nasze wspólne święto, zasłużyłeś na coś fajnego.

– Nie, nic mi nie trzeba. Pani szczęście mi starcza. Wiem, że nie wypada o to pytać, ale czy miała pani…

– Kochaniutki, kilkukrotny! Nawet sama bym sobie takiego nie potrafiła zafundować! Gdy zorganizujemy ci ten twój pierwszy raz, pewnie będę brała wolne na żądanie, bo nie będę w stanie chodzić.

Tym razem rumieniec na twarzy Kajetana nie wynikał już z zawstydzenia, ale z przerażenia.

– Pewnie… kiedyś…

Wysunęła się spod jego ciała i podeszła do stołu, gdzie stała Mara.

– Idę zapalić! Po takich doznaniach to obowiązkowe!

– Nago? Sąsiedzi panią zobaczą!

– Żyłka im w kutasach strzeli z zazdrości, że mały antropolożek spod siódemki ma taką dziewczynę?

– Może, chociaż szlafroczek?

– Ale jak wrócę, to dajesz mi do ręki swój rewolwer i będę mogła się nim pobawić.

Wziął głęboki oddech. Oczywiście, że chciał się zgodzić… Wtedy, na jej urodzinach było… cudownie.

Naśladując ją, zajrzał do spodni od piżamy.

– Dasz radę? A jak mi cię urwie co? Przecież ma tyle siły, że sama otwiera słoiki!

Zaśmiała się; trzymając papierosa w ręce, podeszła i nachyliła się do jego krocza.

– Będę tobą operowała z chirurgiczną precyzją!

Po czym założyła kupiony dla niej szlafrok i patrząc mu prosto w oczy, dokładnie go zawiązała. Wyszła na balkon, chichocząc.

Kajetan czuł, że zbliża się kolejne wielkie wyzwanie w jego życiu i moment, by odsłonić przed ukochaną najboleśniejszą prawdę. Zazdrościł jej, że potrafiła mówić szczerze o wszystkim, nie przejmując się tym… ale on nie potrafił.

Może po prostu nie chcę jej zawieść? – przechodziło mu przez myśl.

Dotychczas, gdy wszystko składało się przeciwko nim, z jej pomocą odkrywał, jak znaleźć na to sposób. To jednak nie wynikało z otoczenia, ale z niego samego. By to pokonać, musiałby posiadać supermoce.

Wróciła i otworzyła szafkę, wyciągając kwadratową butelkę.

– Łyczek na odwagę dla piesia.

– Pani Zuziu… może jednak po prostu pójdziemy spać i…

– Cichutko. Mały łyczek i się pobawimy.

– Wiem, że miała pani wielu mężczyzn przede mną, nie jestem głupi. Widziałem też ich wielu i oni wszyscy…

– Piesiu, jeśli masz zamiar robić mi wykład o tym, że wstydzisz się swojego wyglądu i tego, co masz między nogami, to przysięgam, zrzucę szlafrok i wyjdę na balkon. Będę się darła na całą okolicę, jak bardzo boli mnie dupsko, bo twój ogromny kutas puchnie mi w środku. Powinni zadzwonić po karetkę, bo chcesz mnie nim zabić. Możesz wziąć łyczka, pozwolić mi zdjąć sobie spodenki i zamienić się rolami, żebym ja sobie z nim pogadała. Wolisz zawalić kolokwium ze wstydu przed wyjściem z domu, czy pozwolisz mi być twoją dziewczyną?

Westchnął.

– Chodzi o to, że kiedyś… to głupia historia i nie lubię jej…

– Atlas mi opowiedział, to co słyszał. Nie musisz rozpamiętywać, jeśli cię to boli. To było dawno temu. Ja jestem lekarzem, złożyłam przysięgę Hipokratesa i przy okazji twoją dziewczyną. Nie zrobię ci krzywdy i chcę, żebyś miał coś od życia. Robisz mi minetę i cztery razy w miesiącu, a ja loda ci nie machnę, ale mogę ręką. Nie tylko ty musisz być tym dobrym w związku. Równowaga, pamiętasz?

– Tak, ale… nie chcę, by pani się zawiodła i…

Spojrzał, jak zaczyna rozwiązywać szlafrok i jęknął.

– Po operacji powiedzieli, że nadaje się co najwyżej do sikania… – wyburczał. – Może i jest przyjemnie przy dotykaniu, nawet staje… ale prawie wcale nie produkuję nasienia, jak normalni mężczyźni. To nie rewolwer, to jednostrzałowy pistolet na kapiszony. Miałem nadzieję, że pani nie zauważy wtedy, na swoich urodzinach…

– Jeśli to dla ciebie przyjemne, to więcej niż mi potrzeba. Zrozum, nie mówię o tobie jako mojej dziewczynie z magicznym rewolwerem, bo chcę cię umniejszać. Wyglądasz zawsze słodko, jak jakiś femboy i masz naprawdę cudowny charakter. Dzisiaj jest nasza miesięcznica, jesteś moim chłopakiem i chcę, żebyś mógł poczuć się dobrze, a to chyba nie zbrodnia, prawda? Moi bracia ciągle dzwonią i pytają, czy już mogą mówić o tobie jako o swoim szwagrze, tak cię polubili, jak w końcu się ośmieliłeś przy nich. No dalej, piesiu. Łyk na zwycięstwo.

Westchnął i wyciągnął rękę, odkręcając butelkę. Pozwolił się jej napoić, znów, czując znajome pieczenie w ustach, po czym niechętnie ułożył się w pościeli. Usiadła obok niego i delikatnie ściągnęła mu spodnie od piżamy; odwrócił wzrok, zamykając nawet oczy. Tak bardzo wstydził się tego paskudnego golca piaskowego, który wisiał między jego nogami.

– Witaj, mój ty wspaniały rewolwerze… – usłyszał namiętny głos w ciemności. – Pięknie wyglądasz, ale niezmiernie rzadko dane mi cię oglądać. – Czuł delikatne głaskanie. – Pozwól, że opowiem ci historię pewnego dzielnego Vuko, który dostał trudną misję. – Masowała go, powodując znów to przyjemne uczucie. – Był prawie tak dzielny, jak mój chłopak. Tamten musiał udać się na planetę zwaną Midgardem i dzierżył miecz. Mój Kajetan ma do dyspozycji ciebie i musi znosić mnie każdego dnia w naszym mieszkanku.

Przechylił niepewnie głowę w jej stronę i spojrzał na ukochaną.

Uśmiechała się do niego, ale nie śmiała. Wyraźnie cieszyła się z tego, że sprawia mu tę namiastkę przyjemności.

Nieśmiało uniósł dłoń i, z wdzięcznością, ułożył ją na jej policzku; zdawało się zastępować im to pocałunki.

Poddał jej się tak jak ona wcześniej jemu.


Leżąc razem z ukochaną w wannie, Kajetan po raz pierwszy docenił swój niski wzrost.

– A co, jeśli Jagoda znów się zjawi? – zapytała, przytulając brodę do jego włosów.

– Pogonię ją! – Mocniej przytulił głowę do miękkich piersi i słuchał bicia serca. – Będę na nią szczekał i ugryzę, jeśli trzeba! Będę pani pilnował wszędzie, chodził na każdego papierosa i do łazienki! A jak wrócimy, to zrobię pani masełko orzechowe z dżemem!

– Uuu, mój piesio się rozwija. A dasz mi znów rewolwer do rąk?

Uniósł dłoń i pogładził ją po policzku.

– Może pani go nawet pogłaskać teraz, chociaż jest rozładowany. Ma pani tak cudowne dłonie, że czasem sobie wyobrażam, jak trzyma pani skalpel i mówi, to filmowe: „Robię nacięcie”.

Zaśmiała się.

– Faceci fantazjują o wpychaniu fiuta między moje cycki, a ty o tym, jak operuję! Może jeszcze w moim zielonym stroju i czepku z jednorożcem?!

– Zawsze coś, co nie jest czarne… ciągle widzę panią jedynie nago albo w tym kolorze!

– A ty nie nosisz niczego zielonego i co podkreślałoby, jak ładny jesteś. Cieszę się, że zapuszczasz włoski. Są mięciutkie jak u dziecka. Jak w końcu zachoruję na raka płuc, to sobie zrobię z ciebie blond perukę.

– Dlatego zgadzam się z panią Eleną, że powinna pani w końcu z tym przystopować. Jest pani lekarzem, powinna dawać lepszy przykład!

– Może przestanę cię brać do mamy? Ma na ciebie wyraźnie zły wpływ!

– Ostatnio mi mówiła, że cieszy się, że odnalazła pani swoje serce!

– Nie znalazłam, dostałam nowe z transplantacji! A twoja nadal obrażona za twoje urodziny?

– Powiedziała, cytuję: „Moja noga nie postanie u ciebie, póki ta dziwna diablica się nie wyniesie!”. Czyli nigdy już mnie nie odwiedzi. Babcia za to nie może się doczekać zabiegu i liczy dni. Za każdym razem, gdy jestem u niej, tylko krzyczy: „Kajtuś, ty nie pozwól mojej Zuzi odejść, ślub z nią bierz, z Tolą będę tańczyć na weselu! Polą to ty się nie przejmuj!”.

– Oj, chłopaki by chyba samoloty zaczęły kraść, byle dotrzeć! Na razie starczają mi zadowolone bliźnięta, dopieszczona mała, i to jak wspaniała dziewczyna z najlepszym rewolwerem o to dba.

Mocniej przytuliła go do siebie, szczęśliwa.


Zuza poczuła, jak Kajtek siada tuż za nią na schodach. Oparł brodę o czubek jej głowy i objął ją tuż zza pleców.

– Patrzcie państwo, co za spryciula – powiedziała, wyjmując papierosy.

– Wciąż jej nie widać, może to był przypadek?…

– Piesiu, znam Jagodę. Jeśli pojawi się raz, pojawi się i kolejny. Najczęściej jako koszmar senny.

– Zawsze mamy pani sos. Posmaruję sobie zęby i będzie bolało ją mocniej, gdy ugryzę.

Odpaliła papierosa.

– Wypali ci gębę, a mi małą. Zaraz będziesz marudził na dym.

– Może też pani rzucić palenie i żyć dłużej dla mnie. Nawet na tej paczce tak piszę. Rzuć palenie, masz dla kogo żyć!

– Gdzieś mam te z impotencją. Jak wam nie staje, to koszmar. Jak z nas się krew leje, to matka natura tak chciała. Zresztą, przez ciebie od miesiąca mi się paczki po Marze walają i końca nie widać, a zazwyczaj co tydzień musiałam nowy wagon wkładać.

W powietrzu uniósł się zapach wody kolońskiej Brutal; tak ostry i wyraźny, jakby osoba używająca jej się w niej kąpała.

– Magiczna, stara Mara – mówiła Jagoda, skacząc obok schodek po schodku, niczym mała dziewczynka. – Jedna z tych rzeczy, które powinnaś zapamiętać, suczko. Wielka, paskudna torba, którą podobno uszyła babcia cyganka. Zmieści w sobie wszystko, czego potrzeba na każdy dzień. Najlepiej zacznij już notować, zaraz będą kolejne lekcje.

Kajetan uniósł palec w jej stronę.

– Odjedź stąd! Pani Zuzia nie chcę cię widzieć!

– Pani Zuzia nie chcę cię widzieć! – przedrzeźniała go. – Może pani nie, ale Zuzia z radością wyliże wszystkie moje kolczyki. Zresztą, nie rozmawiam z tobą, piszczałko. Chcesz kogoś na swoim poziomie, to tam u góry masz moją nową sukę. Możesz się pobawić, da ci wszystko, czego nie zapewni ci Zuzia. Do tego wystarczy cukier w dowolnej postaci, wychodzi taniej niż burbon.

Ukochana Kajetana nie opierała się, kiedy Jagoda zabrała jej z palców papierosa i zaciągnęła się nim.

– Ta pamiątka z naszego ostatniego spotkania się przydała, Zuziu – powiedziała, wydmuchując dym w ich stronę. – Miałam calutką namiastkę orgazmu, chociaż suka się tak stara. Chciałam jej pokazać moją ukochaną, by wiedziała, jaka powinna być.

– Odejdź… – szepnęła Zuza.

– Nie jest taka piękna i cudowna jak ty, ale jakie związki są idealne? Chyba tylko sól kuchenna i my? – Gwizdnęła i cmoknęła. – Suka, chodź! Przyjrzysz się, do czego powinnaś aspirować, może jeszcze zdążysz.

Po schodach wolno zeszła gruba dziewczyna; na jej szyi tkwiła szeroka psia kolczatka. Stanęła obok Jagody, wpatrując się w Kajetana i Zuzę z mieszanką zawstydzenia, strachu i dziwnej ekscytacji.

– Piękna, prawda suczko? – zapytała Jagoda, prezentując czarnowłosą jak rzecz. – Niestety, na razie jedyne, co macie wspólne, to miska stanika, i to, jak dobrze się was jebie. Powiedz, Zuziu, też dymasz swoją piszczałkę w zadek?

– Zostaw go – szepnęła znów Zuza.

– Tak? Pewnie największym z kolekcji. To ja nauczyłam cię kolekcjonowania, pamiętasz? Sunia też uwielbia zabawki, ciągle kupujemy nowe. Jej tatuś robi nam przelewy bez zająknięcia. Patrz, piszczałko. Tak powinno się traktować prawidłowo przystanki w drodze powrotnej do kogoś, kogo naprawdę się kocha.

Gruba dziewczyna nie opierała się, gdy Jagoda podwinęła jej sukienkę i zdjęła majtki; odsłoniła obwisłe, tłuste i łyse podbrzusze. Niżej była brzydsza nawet od Moniki, mając dziwnie przerośnięte wargi sromowe, spomiędzy których wystawał długi kabelek.

Jagoda jednak na tym nie poprzestała; zaciągnęła się znów papierosem i obróciła swoją zabawkę niczym bezwładną lalkę. Zmusiła do pochylenia się, pokazując ukryty między tłustymi pośladkami okrągły klejnot.

Klepnęła ją, a tamta błyskawicznie się z powrotem ubrała.

– Zuzia ci o tym opowiadała? – zapytała, dmuchając znów w ich stronę dymem. – Posyłałam ją w ten sposób na zajęcia. Uwielbiała pisać swoje kolokwia lub słuchać wykładów z dodatkową nagrodą.

Kajetan uniósł się, równając z nią wzrostem.

– Powiedziałem, że masz zostawić panią Zuzię w spokoju! Zabrać tą swoją… sukę i odejść!

– Och, zobacz sunia, bohater! Zrozum, jest dla ciebie nikim! Chcesz dowód?!

Pochyliła się, łapiąc czarnowłosą za brodę i wciskając swoje usta w jej usta. Tamta nie stawiała nawet oporu, jej ręce nie drgnęły, aby się bronić.

– Teraz ty to zrób! – powiedziała Jagoda, nadal trzymając ją za twarz. – Śmiało, przytrzymam ci ją!

– Nie. Ona tego nie chce.

– Chce. Stary pedofil nagadał jej bzdur i wciąż w nie wierzy. Myślisz, że nie znam historii o Bandycie? Jak sobie go romantyzuje? Po prostu ją zgwałcono, kiedy była dzieciakiem i wierzy, że dało jej to jakieś moce bycia wyjątkową.

Kajetan złapał ją za nadgarstek, którym trzymała twarz jego ukochanej.

– Puść ją! Zrób jej coś jeszcze, a wezwę policję!

– I co im powiesz, piszczący bohaterku? Wszystkiego się wyprze, bo wie, że należy do mnie. Tak samo, jak suka. Obie się na to godzą, bo im się to podoba. Co ty możesz wobec niej? Polizać ją, potrzymać za cycki? Przemyśl, czy chcesz mnie łapać. Mam tu już dwóch świadków, że całkowicie przypadkiem zleciałeś ze schodów i dlatego jesteś tak poobijany.

Tym razem ręka Zuzy chwyciła ją za nadgarstek przy swojej twarzy.

– Powiedziałam, że masz go zostawić. Tknij go, a wydrę ci kudły z głowy i koczyki z pizdy.

Jagoda spojrzała na nią z uśmiechem.

– Ooo, zobacz, robi się groźna. To ta Zuzia, którą lubię. Widzisz suka, ucz się, ucz. Tobie trzeba nawet nutellą smarować, żebyś wiedziała, co powinnaś lizać.

Suka zaśmiała się głupio.

– Myślałam, że to niemożliwe, ale ten głos i zachowanie… Kajtek siusiumajtek!

Jagoda spojrzała na nią z zaciekawieniem.

– Możesz powtórzyć?

– To Kajtek siusiumajtek! Uganiał się za jedną z moich koleżanek w podstawówce. Rozebrałyśmy go i wrzuciłyśmy do szatni starszych dziewczyn. Piszczał i wył jak prosiak w rzeźni, a one nabijały się z jego stulejki! Filmik potem latał kilka miesięcy po szkole, taka była z tego heca, gdy walił o drzwi. Mój brat wylądował przez niego w poprawczaku, bo to mięczak.

Tym razem Kajetan wycofał swoją dłoń.

– Sandra…

Jagoda bez problemu uwolniła się z drugiego uścisku i zamczystym ciosem na odlew przywaliła w twarz Sandry; łzy stanęły w oczach tamtej, kiedy spojrzała na swoją panią.

– Ty głupia suko! – wysyczała przez zęby Jagoda. – Masz się za jakąś lepszą?! Jesteś tylko warta tyle, co twój jęzor i dupa! Gdyby nie ja, byłabyś tylko świniakiem, którego najebani wybierają w desperacji lub by wygrać zakład! Siedź cicho!

Sandra zaczęła płakać, a Jagoda równie gwałtownie co zadając jej cios, złapała za głowę i przytuliła do swojej chudej piersi.

– Oj przepraszam, sunia. Nie chciałam tak mocno. Po prostu zdenerwowałaś mamusię. Nie pamiętasz? Nie wolno denerwować mamusi. No już, nie płaczemy. Może w Marze naszej Zuzi są cukierki i dostaniesz co?

Kajetan obserwował rozwój wydarzeń jak jakiś przerażający film. Potem poczuł, jak ręka ukochanej znajduje jego dłoń i zaciska się z całej siły na niej. Chciał krzyknąć z bólu, ale wiedział, że ta robi to nieświadomie i nie chce mu go zadawać.

Również uniosła się, dalece, górując nad chudą blondynką i jej grubą towarzyszką.

– Powiedziałam, że masz odejść. Ty i twoja jebana lafirynda z miażdżycą! Nigdy mnie nie kochałaś, ani nawet nie szanowałaś! Byłaś taka sama, jak wszyscy kolesie, z którymi jebałam się po pijaku! Może odrobinę lepsza, bo potrafiłaś wytrzymać dość długo, bym doszła! Wciąż jesteś jebaną ćpunką z borderline, której pocięte nadgarstki szyłam przy świeczkach w kuchni, bo nie zapłaciła za prąd! Rakiem gorszym od mojego starego i jego żony! Brzydzę się tobą i tym, że miałam z tobą kiedykolwiek coś wspólnego! Powinnaś zdechnąć w jakimś kiblu, zaćpana i przyszłabym nasrać na twój grób! Tak jak zawsze obiecałaś to zrobić z grobem mojej mamy! Ja jestem zjebana?! To ty oblewasz się tą pierdoloną wodą kolońską swojego starego, który jebał cię w dupsko, póki się nie zesrałaś! Marzysz, by być jak on, ale nie urośnie ci od tego prawdziwy kutas! Jeśli dowiem się, że ty albo ta twoja gruba świnia lub każda kolejna się zbliżycie do mojego chłopaka, to ja cię znajdę! Odwalę ci twoje wymarzone American Mary! Doskonale pamiętam, jak tym się jarałaś, nim wyjebali cię z uczelni! Chcesz obudzić się jako kadłubek z zaszytymi otworami w starej rzeźni?! Z radością ci to zapewnię!

Stała, dysząc i buchając gorącem.

– Suka, do samochodu – odparła bez emocji Jagoda, wpatrując się we wściekłą kobietę.

Sandra jęknęła:

– Ale proszę pani…

– Powiedziałam, że masz iść do jebanego samochodu. Mam cię do niego zepchnąć?!

Sandra spojrzała znów w stronę Kajetana, po czym uśmiechnęła się kpiąco.

– Nara, Kajtek siusiu-majtek.

Zuza na oślep złapała ją za włosy i szarpnęła.

– Nazwij go tak jeszcze raz, to zrobię ci lobotomię na żywca, jebana tłusta suko! Lepiej zadzwoń do swoich znajomych z podstawówki, by sprawdzili, czy dobrze zamykają drzwi! Dowiem się, gdzie mieszkają i załatwię ich tak, by wymagali stomii!

Sanda uciekła, zostawiając część włosów w dłoni tamtej.

Obie kobiety, podobne do Xeny i Callisto wpatrywały się w siebie, jakby gotowe rzucić do dzikiej walki na schodach… lub zacząć całować.

– Pani Zuziu… – szepnął Kajtek, wciąż czując, jak jego dłoń jest miażdżona.

Nie słuchała go.

– Chcesz coś dodać, ty ludzka spierdolino?

Blondynka zaciągnęła się papierosem i wyszczerzyła zadowolona zęby.

– Jedno. Nadal jesteś najcudowniejsza, gdy się wściekasz, Zuzia. Dosłownie dostałam mikro orgazmu. Pierdol tego malutkiego siurka, wróć do mnie.

– Czy ty słuchałaś, co do ciebie mówiłam, czy to gówno zeżarło ci mózg?

– Tak, nawet wzięłam sobie do serca. Ja… umieram, Zuzia. Chcę spędzić ostatnie tygodnie życia z jedyną, którą naprawdę kocham. Bądźmy po prostu znów tymi królowymi świata i kochajmy się tak dziko, jak dawniej, nim odejdę.

– Pierdol się. Najlepiej ze swoim starym, może od zapachu gówna znów mu stanie. Pozwoli ci nawet wylizać resztki, tak jak lubisz. Pamiętam, jak chwaliłaś się tym, że zjebałaś go ze schodów i teraz jest warzywkiem, ale może zrobi dla ciebie wyjątek. Teraz wypierdalaj, będę czekała na nekrologi. Będę je zrywać i używać jako papieru toaletowego.

Jagoda zaczęła się śmiać.

– Wspaniałe! Tak czuje się każdy, kto się w tobie zakochał, prawda?! Zawsze liczył się tylko twój Bandyta! Twój wymyślony boh…

Donośne plaśnięcie rozeszło się echem, a blondynka wypluła krew z rozciętej wargi.

– Powiedziałam, że masz wypierdalać! – wysyczała przez zęby Zuza, unosząc dłoń do drugiego ciosu.

Jagoda odwróciła twarz z puchnącym śladem na policzku w stronę Kajetana.

– Spójrz, piszczałko! Oto cała i prawdziwa Zuzia, jaką znamy my wszyscy, którzy się w niej zakochaliśmy. Ciekawe, ile minie, nim i ciebie tak potraktuje. Każde z nas tak kończy, bo żadne nie może być jej Bandytą!

Odeszła, śmiejąc się na cały głos.

Kajetan poczuł jak jego dłoń zostaje uwolniona i przyglądał się, jak ukochana opada bez sił z powrotem na stopnie i kuli się, płacząc.

Nie wiedział, co powiedzieć lub zrobić. Ostatecznie, ostrożnie zanurzył swoją dłoń w Marze i wyjął ze środka paczkę z papierosami i zapałki. Wyjął jednego i wsunął go między swoje wargi, przypalając; od razu się zakrztusił dymem. Potem ostrożnie, by ich nie dotknąć, wsunął go do jej ust.

Zaciągnęła się nim mocno, patrząc przed siebie ze łzami w oczach.

– Przepraszam…

Przytulił ją ponownie zza pleców.

– Pokonała ją pani… nie ma za co przepraszać. Powinienem podziękować, że stanęła pani w mojej obronie.

– Naprawdę możemy zrobić chirurgiczne tournée i pozaszywać im zadki.

Ułożył głowę na jej włosach i gładził ją delikatnie po policzku.

– Jutro zabiorę panią do pani mamy. Ucieszy się…


– O, cześć Kajetan – powiedziała Daniela, siadając na kanapie w pracowni brata obok chłopaka. – Co tutaj robisz?

– Przywiozłem panią Zuzię. Twój brat nalegał, żebym został, bo przy mnie się jakoś inaczej uśmiecha.

Dani pokiwała głową.

– No tak, ponoć jesteście parą. Norbert i Błażej się zakładają, ile od ciebie za to bierze.

– Bo są głupi. Kocham ją, dlatego jesteśmy w związku.

– Pewnie, wygląda na to, że każdy facet się w niej zakochał. Tylko jak ona kocha cię, skoro robi coś takiego?

Zuza stała w samej dolnej połowie bielizny i naszyjniku, stojąc pod prysznicem, bo jej fotograf wymarzył sobie sesję zatytułowaną Codzienność; po krótkiej serii zdjęć w łóżku przyszła pora na poranną toaletę.

– Ma przecież ładne ciało, dlaczego miałaby się go wstydzić? – odpowiedział Kajetan, machając do swojej ukochanej.

Ta od razu odpowiedziała mu rozbawioną miną.

– Tak! – krzyknął Dominik. – O tej minie mówię, Zuza! Dzięki, Kajtek!

Daniela westchnęła.

– No nie wiem… ja bym się wstydziła rozbierać przed obcymi facetami, zwłaszcza w obecności swojego chłopaka.

Kajetan nadal się uśmiechał.

– Twój brat jest gejem, prawda? Zresztą więcej w tym zdjęć artystycznych niż pornograficznych. W podręcznikach niektóre kobiety z plemion Amazońskich i Afrykańskich również mają odsłonięte piersi, a akt nie jest nowością w sztuce.

– To twoje zdanie, ale wyobrażasz sobie, co by zrobili Norbert lub Błażej, mając dostęp do tych zdjęć? Jak sobie do nich walą? Myślą, co by z nią nie zrobili?

– Nie muszę, bo wiem, że tak jest. Tylko ja mam ją każdego dnia i nocy, całą dla siebie. Przytulam ją, gdy wraca zmęczona, gotuję dla niej obiady i wożę ją samochodem. Znam ją i kocham.

– Dżizas, po prostu jesteś simpem. Gdyby nie była ładna, nawet byś na nią nie spojrzał.

– Kochałbym ją nawet łysą i po podwójnej mastektomii. Widziałem ją wiele razy bez makijażu lub wijącą się w czasie okresu, gdy opróżnia butelki piwa.

Zuza podbiegła, kiwając swoim obfitym biustem i zabierając mu okulary z nosa.

– Pożyczam, muszę teraz wyglądać mądrzej.

Kajetan zaśmiał się i położył dłoń na jej policzku.

– Ale do zwrotu, bez nich nie widzę!

Daniela znów westchnęła.

– Ciekawe, jakie to uczucie wyglądać w ten sposób. Gdy nie gadają o twoich piegach, rudych włosach, cyckach dziecka i biodrach chłopca.

Kajetan przyjrzał się.

– Przecież jesteś ładna, Dani. Po prostu… nie trafiłaś na kogoś, kto by to docenił.

– Takie jak ona nie muszą się tym przejmować. Biorą, co im się podoba i porzucają, gdy się znudzą. Pewnie wkrótce znajdzie się taki, który ją ci odbierze albo będzie płacił lepiej.

– Nie płacę jej! Kocham ją…

– Jasne i rżniecie się każdej nocy co? Pogódź się z tym, Kajetan. Tacy jak my nie powinni nawet marzyć o znalezieniu miłości. Wiesz, jak wyglądał mój ostatni związek? Zerwał ze mną przez Messengera, wcześniej rozsyłając wszystkim zdjęcia tego, jak rżnie mnie w tyłek i dopisując, że byłam najłatwiejszą, jaką poznał…

– Przykro mi…

– Też mi mówił czułe słówka, jak mnie kocha i jaka jestem dla niego wyjątkowa… ale nigdy nie będę kimś takim jak ona. Gdybym chociaż nie miała tych pieprzonych piegów!

– Moja babcia mawia, że piegi to znak, że jesteś jednym z ulubionych ludzi Boga…

– Chyba przeklętych… Dlatego tacy jak ona mogą się nami bawić, a potem porzucić.

Zuza znów wróciła, zakładając mu okulary z powrotem na nos.

– Chodź, potrzebny jesteś.

Kajetan zdziwił się.

– Ja? Nie jestem fotogeniczny…

– No chodź!

– Będę musiał się rozebrać?

– Nie, bo będę zazdrosna, że Dominik podziwia mój cudowny tyłeczek i rewolwer!

Pociągnęła go za sobą i usadziła przy stole w zaimprowizowanej kuchni.

– Posłuchaj, Kajetan – powiedział Dominik, zmieniając obiektyw w aparacie. – Chcę, żebyś sobie wyobraził, że w tej chwili jesteś panem domu. Zuza to twoja żona, właśnie szykuje ci w pośpiechu śniadanie.

Kajetan pokręcił głową z rezygnacją.

– Nie potrafię. Zawsze ona je robi, nim pójdę na zajęcia, chyba że już wyszła lub odsypia nockę.

Dominik zaśmiał się.

– Tym lepiej. Jesteście razem w kuchni, Zuza szykuje dla ciebie naleśniki i…

Kajetan uśmiechnął się.

– Śpiewa Nina Simone. Feeling good. Zawsze to włącza, kiedy smaży. Kręci biodrami, macha patelnią. Jest jak kapłanka, która odprawia jakiś magiczny rytuał.

Flesz błysnął.

– Mów dalej… – zachęcił go Dominik.

– Ekspres do kawy nadal jest zepsuty. Powinienem już dawno go zawieźć, ale odkładam to od tygodni. Dlatego pijemy rozpuszczalną. Ona stawia przede mną kubek i talerzyk, zawsze na pierwszym naleśniku robi serduszko z dżemu lub świeżych owoców, jeśli mamy takie w lodówce… o, a potem też tak wchodzi na stół i…

Flesz błyskał, gdy Zuza klęczała tuż przed nim na blacie i wsuwała do jego ust pusty widelec. Ułożyła dłoń na jego twarzy, a on odruchowo podniósł swoją do niej. Uwodzicielskim tonem powiedziała:

– Śniadanko dla mojego piesia.


Kajetan, Pola i Tola siedzieli przy łóżku szpitalnym, na którym leżała babcia Dusia, wciąż lekko otumaniona narkozą. Chichotała, co rusz opowiadając zbereźne historyjki.

– Mamo! – jęknęły równocześnie obie siostry bliźniaczki.

Drzwi otworzyły się, a do pokoju najpierw wsunął się brzuch, a później reszta starszego doktora z białym wąsem. Za nim weszła pielęgniarka z nową kroplówką, mężczyzna w zielonym kitlu i na samym końcu… widok, który zaparł Kajetanowi dech w piersiach.

W medycznej, różowej bluzeczce z nadrukiem w sarenki, białych spodniach i związanych włosach, pani Zuzia prezentowała się całkowicie odmiennie niż w ich mieszkaniu lub na imprezach. Choć na jej szyi wisiał stetoskop, to spod szerokiego kołnierza dało się dostrzec zarys łańcuszka.

Widząc reakcję swojego chłopaka, pokazała mu język.

Doktor podszedł do łóżka, a Kajetan poderwał się z krzesła, ustępując mu miejsca, wciąż zafrapowany widokiem ukochanej w tej postaci.

– Och, dziękuję – mruknął doktor pod swoim wąsem i opadł na krzesło. – Zabieg przeszedł bez komplikacji, kiedy dostaniemy wyniki morfologii, będziemy wiedzieć, czy potrzeba więcej krwi. Jak pani się czuje?

Babcia znów zachichotała.

– Jakby mnie stary Kajetan w stóg siana na wsi u rodziców zapchał!

Siostry spojrzały na siebie z rozpaczą, ale doktor również się zaśmiał.

– Jak niemal czterdzieści lat pracuję, takiej odpowiedzi nie słyszałem – powiedział, nadal się śmiejąc. – Do wieczora pijemy tylko wodę, później może lekka kolacja. Ma pani kogoś, kto mieszka bliżej, bo widziałem, że państwo z dość daleka?

– Mojego wnusia i kochaną Zuzię! Ona też tu pracuje, dla pana doktóra!

Pola westchnęła.

– Zostanę u syna i podjadę jutro do mamy…

Lekarz pokiwał głową.

– A jak pani kochana Zuzia, co u mnie pracuje, ma na nazwisko? Może ją kojarzę?

Kajetan również się uśmiechnął, wciąż wpatrując w ukochaną i cichutko powiedział:

– Doktor Jabłońska.

Doktor uniósł swoje białe brwi i odwrócił się w stronę swojej świty, po czym znów do babci.

– Taka straszna, co pali jak smok i ma cięty jęzor? Toż to nikt inny jak moja Czarna Bestia Dwóch Skalpeli. Pani by słyszała, jak starszego kolegę zwymyślała, gdy mu asystowała przy zabiegu i z sali wywaliła, aby sama dokończyć poważną operację. Jak potem czytałem protokół, to się za głowę łapałem, ile on tam błędów popełnił. Ta to chyba pakt z jakimiś siłami nadprzyrodzonymi ma, tak dobrym jest lekarzem. Chirurgia dziecięca co rusz planuje mi moją bestyjkę podebrać, bo maluchy ją uwielbiają, ale woli mnie pomału z ordynatorki wykrajać. Najważniejsze dla pani będzie, że to ona pomagała przy zabiegu i co rusz się bałem, że i mi się dostanie.

Babcia znów zachichotała.

– Pan doktór jej powie, że ja teraz na ślubie jej i Kajtusia zatańczę! Błogosławić im będę i stary Kajetan z nieba też!

Doktor pokiwał głową, również się śmiejąc.

– Z pewnością się ucieszy. No, ale na razie odpoczywamy. Leżymy na wznak i patrzymy w sufit. Rękami można ruszać, ale dołem nie. Staremu Kajetanowi pani powie, że jest pani niedysponowana.

Wyszli, a babcia westchnęła rozmarzona.

– Czorna Bestia Dwóch Skalpeli! Kajtuś, ty tym bardziej się mamy nie słuchaj, ty tej dziewczyny się trzymaj! Będzie twoją panią ordynatorką!

Kajetan zarumienił się po czubki uszu.

– Widziałaś, jak spojrzał na tę cytatą laskę z tatuażami? – szepnęła ciotka Tola do siostry. – Zupełnie, jakby chciał jej dać coś do zrozumienia…

Pola westchnęła.

– Tola… to była ta jego Zuzanna. Kajetan ma z nią zerwać, najlepiej jeszcze dzisiaj, albo niech ona śpi gdzie indziej. Kiedy ostatnio u nich byłam, to wyglądało jak w jakiejś melinie. Pełno butelek po piwie, na balkonie cała popielnica niedopałków. Słyszałaś, co mówił o niej ten lekarz? Pali jak smok i nie ma żadnego szacunku do starszych. Ta dziewczyna jest zła i zrobi mu krzywdę, jak wtedy… a ja nie chcę znów tego przechodzić.

Kajetan nie słuchał matki, spoglądając na ekran telefonu. We wspólnej konwersacji napisał: „Mogłem zrobić zdjęcie, bo wygląda pani prześlicznie!”. W odpowiedzi dostał gifa z przerażonym kotem i wiadomość: „Bardziej straszne od krojenia babci Dusi było zobaczyć twoją mamę podwójnie. Prześpię się w lekarskim, bo i tak rano mam dyżur, a ona i tak mnie nie lubi. Podejdź na przytulasa na pożegnanie, jak będziesz wychodził”.

Odpisał: „Wyślę ją do domu i będzie pani miała najlepsze masełko orzechowe z dżemem, jakie może sobie wyobrazić! Należy ci się to pani, za to, co zrobiła dla babci!”.

Schował telefon.

– Ciociu, zabierzesz mamę do domu? Mam jutro wolne na uczelni, mogę cały dzień siedzieć z babcią.

Pola obruszyła się.

– A co? Ta twoja bestia nie chce mnie widzieć w mieszkaniu, za które nadal to ja płacę? Może myślisz, że będzie przychodziła się tutaj z tobą całować nad babcią?

– Ja nie chcę, mamo. Ciągle obrażasz moją dziewczynę. Babcia ją uwielbia i jest szczęśliwa, a ty nawet nie potrafisz tego docenić. Wracaj do domu, a jak będziesz chciała ją odwiedzić, to poproś ciocię lub przyjedź pociągiem.

Tola chrząknęła.

– Kajetan może mieć trochę racji, Pola. Dziewczyna ma tutaj renomę i bardzo pomogła mamie…

Pola już zabrała swoją małą torbę ze stolika.

– Dobrze! Postępujesz dokładnie jak twój ojciec! Nie zobaczysz żadnych pieniędzy ani w tym, ani w żadnym kolejnym miesiącu, póki tego nie skończysz! I nie myśl wracać do domu, młody człowieku! Zobaczymy, jak sobie poradzisz z taką samodzielnością!

Wyszła. Ciotka westchnęła i pogłaskała śpiącą babcię po głowie, po czym przyjrzała się siostrzeńcowi.

– Powinieneś naprawdę podziękować tej Zuzi… ale też zastanowić się, czy serce matki nie jest ważniejsze. Tego kwiatu pół światu, a ty zebrałeś dopiero pierwszy.

Również wyszła, pozostawiając go samego. Znalazł pod kołdrą pomarszczoną dłoń babci i ją przytulił.

– Tylko ty ją lubisz, prawda? Wszyscy mi zabraniają ją kochać… ale to, dzięki temu dajemy zawsze sobie to, co najlepsze. Czy to coś złego, babciu?


Zuza oparła się o stalową barierkę, zapalając zapałkę.

– Wyobraź sobie, piesiu, że stałam tu niemal dokładnie rok temu w tych samych kapciach, paląc, gdy nagle podszedł jakiś chłopaczek i zapytał, czy nie dam mu papierosa. Widać było od razu, że niepalący, jak ty.

Kajetan też oparł się o barierkę.

– Dziwak. Spławiła go pani?

– Nie, byłam wtedy wolna. Tamtej nocy to on mógłby mi robić masełko orzechowe zamiast ciebie, gdyby mnie przekonał, żebym mu go dała.

Kajetan zarumienił się.

– Pewnie odwoziłby damę autobusem i panikowałby przy zdejmowaniu pani majtek!

– Tak nisko go oceniasz? Był miły, szczery i mocno przerażony. Mówił, że nigdy wcześniej nie pił alkoholu, zresztą pierwszy raz wyszedł na taką imprezę. Zapytał, czy mogę wejść z nim do środka, bo się założył o to z kolegami. Normalnie jak faceci do mnie podchodzą, rozpinają rozporek, wyciągają śmierdziela i dopiero wtedy mówią: „Cześć”.

Kajetan zaśmiał się.

– Jak pani myśli, co może teraz robić?

– Może nadal żebrać o fajki, skoro swoje rzekomo zostawił w domu… albo wylizuje malutką blondynkę z aparacikiem na zębach, która lubi sweterki, cydr i gerbery. Pewnie jej nie truje, że pali.

Sięgnął do jej torby i wygrzebał paczkę złotych cameli, oglądając ją w dłoni.

– Te są z impotencją.

– No, nie będzie mi stawał. W sumie to by było fajne. Podbijałby do mnie taki, a ja podwijałabym sukienkę i pokazywałabym mu niestającego bydlaka. Odstraszacz niechcianych adoratorów równie dobry, co dziecko.

Uśmiechnął się, wrzucając paczkę z powrotem do środka.

– Nadal bym panią kochał…

– To słodkie. Mój piesio by mi ciągnął sflaczałego fiuta, ale pewnie bym musiała go mu umoczyć w maśle orzechowym.

Kajetan znów się zaśmiał.

– Grałbym na nim Odę do radości jak na flecie!

Pogroziła mu palcem.

– Nie pamiętał o naszej pierwszej miesięcznicy, a zapamiętuje wszystkie moje teksty! Gdybym miała takiego, bardziej doceniłabym twój słodki tyłeczek. Może jednak zgodzisz się zafundować mi Dzień Kobiet z Deadpoola?

Przeraził się.

– Wszystko, ale nie to! Kiedy zaglądam do pudełka z czekoladkami, wszystko mnie boli! Jak można coś takiego w siebie wkładać?

Zaśmiała się pod nosem.

– O to możesz zapytać tych, których czasem pogotowie nam przywozi i na nocce musiałam im to usuwać pod narkozą, bo przypadkiem się nadziali. Ten piętnastocentymetrowy ogórek w kondomie ot tak sobie leżał pod prysznicem, a potem im wskoczył do groty Nestle. W sumie ciekawe, co u Moon. Nie widziałam jej od swoich urodzin, a jak do niej piszę, to nawet nie wyświetla.

– Nie wiem, na uczelni mija mnie szerokim łukiem.

Wspólnie wpatrywali się w zachodzące słońce, zapowiadające koniec lata.

– W sumie… – zaczął Kajetan. – Też się nad czymś zastanawiałem. Skoro niedługo minie nam rok, odkąd się poznaliśmy, może… uczcijmy to dzisiaj jakoś specjalnie?

– Mmm, kusisz, kusisz. Jutro mam wolne. Rewolwer naładowany?

– W pełni gotowy, ale myślę… może moglibyśmy tym razem pójść na całość?

Zuza patrzyła przed siebie w milczeniu, nadal obserwując barwny zachód.

– Pani Zuziu? – zapytał nieśmiało.

– Jesteś pewien, piesku? Przecież chciałeś, żeby to było dla ciebie wyjątkowe. Możemy poczekać z tym do rocznicy naszego związku, a nie poznania.

– Tutaj znalazłem kobietę, która uczyniła moje życie pełnym niespodziewanych wrażeń i pokazała mi świat, którego nie znałem. Nauczyła mnie tylu rzeczy… chciałbym jej podarować coś wyjątkowego. Coś lepszego niż te kilka rozdzielonych od siebie przyjemności oddzielnie.

– Przecież możemy się bawić jednocześnie.

– Nie, chcę, by było należycie. Wiem, że z mojej strony nie będzie to mama i tata w sypialni, ale… kocham panią. Wierzę, że jest pani wyjątkową istotą, i to z panią chcę przeżyć dzisiaj tę noc.

Pokręciła lekko głową.

– A co z twoim romantyzmem? Świeczkami, muzyką i powolnym rozbieraniem?

– Świeczki są, muzykę sobie włączymy. Wiem nawet jaką. Chcę, jak to się mówi w innych kulturach, przejść inicjację i przenieść nasz związek na wyższy poziom.

– Piesiu… jeśli nie czujesz się na siłach i gotowy, nie zmuszaj się.

– Bardzo chcę. Chciałem z panią być, chciałem zrobić pani minetę na pierwszą miesięcznicę i by mnie pani dotykała, pomimo strachu przed tym… i chcę też, by jutro znów śpiewała nam Nina Simone i pachniały naleśniki. Tym razem ja je usmażę!

Uśmiechnęła się.

– Dominik mówił, że to jego ulubione zdjęcie z całej sesji. Obiecał mi je oprawić, żebyśmy mogli postawić je w mieszkaniu.

Kajetan przytulił się do niej.

– W dużym formacie, powiesimy je nad łóżkiem i będzie nam przypominać, że jesteśmy szczęśliwi. Na razie… powiedziałem typkowi od muzyki, żeby na widok najpiękniejszej kobiety włączył naszą piosenkę. Popłyniemy, pani Zuziu?

Zaśmiała się.

– No nie wiem, może już tam leci, a my wciąż jesteśmy tutaj. – Przyjrzała mu się. – Wiesz co? Skoro tego chcesz, to tylko ty dzisiaj wypijesz miksturę Bandyty. Przy tobie zawsze czuję się zwyciężczynią. Będziesz pierwszym mężczyzną, który mnie taką dostanie.

Wrzuciła niedopałek do popielniczki i podobnie jak rok temu, zabrała go do środka.

Ledwo stanęli na pustym miejscu wyznaczonym do tańca w salonie, rozbrzmiały dla nich pierwsze nuty ich Shallow.


Zuza zawiesiła Marę na szyi, gdy otwierał drzwi do ich mieszkania.

– Weź sobie zapałki, a ja pójdę siku – powiedziała.

Kajetan rozpalił te same, pachnące lasem świeczki i ustawił sprzęt grający. Wyjął ukrytą w szafce kwadratową butelkę tennessee whiskey, po czym napełnił nią szklankę z lodem. Resztę butelki ustawił, na wszelki wypadek, tuż obok łóżka.

Wróciła, uśmiechając się.

– No, teraz to ci brakuje tylko cygara i garniaka, piesiu. Wypij za mnie i za siebie.

Uniósł szklankę.

– Za cudowną, najpiękniejszą i najmądrzejszą panią Zuzię, mój osobisty awatar bogini Isztar. Byśmy mogli spędzić całą noc na cudownych igraszkach!

Opróżnił ją na raz, pozostawiając jedynie kostki lodu. Tak jak zwykle, paliło w ustach i gardle; zniósł to jednak dzielnie. Nacisnął play na telefonie sparowanym z głośnikiem.

– Wiem, że to nie kościół i nie mamy tłumu świadków, ale… – powiedział, gdy odtwarzane zaczęło być I wanna be your dog w wykonaniu Johna McCrea.

– Ooo, piesio.

Zbliżył się do niej i przywarł całym ciałem, nie zwracając uwagi na nic innego.

– Pamiętam, co myślałem, patrząc na panią wtedy z daleka… kim pani jest? Otóż pół roku później dostałem moją odpowiedź. Moją dziewczyną. Nie potrafię żałować niczego, co działo się później i jak długą drogę przeszliśmy do tego momentu.

– Słódź dalej.

– Chcę, byśmy tę noc zapamiętali jako wyjątkową, niezapomnianą… mogli nazwać łączące nas uczucie najszczerszą i prawdziwszą miłością. Tak, jak obiecałem.

Pozwoliła mu złożyć pocałunek na swojej szyi, gdy zsuwał jej sukienkę z ramion. Pod spodem miała, najpiękniejszy jego zdaniem, gorsetowy biustonosz z koronki. Sparowane dół i samonośne pończochy odsłoniły się z opadnięciem na podłogę szyfonu koloru onyksu.

Rozpięła mu wolno koszulę, gdy gładził jej policzki palcami i wolnym piruetem zbliżyli się ku łóżkowi; jego już spodnie opadły do kostek, pozostawiając go w samych majtkach. Pociągnęła go ze sobą, by wspólnie opaść w miękką pościel. Uniosła się, by mógł rozpiąć jej biustonosz na plecach, po czym zdjęła mu okulary i odłożyła je na szafkę. Przywarł do niej całym ciałem.

Tej nocy miał być jej mężczyzną, a ona jego kobietą.

Znał jej ciało. Wiedział, które miejsca są wrażliwe na najdelikatniejsze pieszczoty palców i ust, rozbudzając je, nim pozbawił ją biustonosza lub majtek. W jego ruchach próżno szukać dawnej chaotyczności i nieśmiałości.

Składał pocałunki na jej obojczykach, pokrytych czarnym ogonem azjatyckiego smoka i mackami ośmiornicy, zsuwając z nich ramiączka stanika. Wyznaczał wargami drogę, jaką jego palce przebyły, gdy pozwoliła mu się dotknąć po raz pierwszy w sposób, w jaki nie dopuszczała do siebie mężczyzn.

Zsuwając wolno koronkowe miseczki z dużych, miękkich piersi, zaraz zastąpił je swoimi palcami. Miętosił je z czułością, dopiero po chwili uzupełniając pieszczotę ustami. Oplotła ramionami jego plecy, ale czuła, jak już jej ucieka.

Skomplikowanym tańcem warg i dłoni odnajdywał żebra, kolejne tatuaże zwykle ukryte pod ubraniami. Co jakiś czas w półmroku unosił lekko oczy, by napotkać jej spojrzenie. Wreszcie jednak umieścił dłonie na jej biodrach.

Najwolniej, jak potrafił, pozbawiał ją majtek; każdy kolejny odkryty centymetr jej skóry pieczętował czułym pocałunkiem. Sunął nimi po śliskich pończochach, jednak już nie z obawą, a bardziej się z nią drocząc. Jednak w końcu jego wzrok padł na ukochaną różyczkę, której widok wiele miesięcy temu namalował na jego przestraszonej zwykle twarzy uśmiech.

Wodził palcami po jej obrzeżach i dopiero po chwili pogładził jej środek, od razu, składając na nim pocałunek. Nie szukał dodatkowego wytrycha w postaci plastikowej zabawki – polegał tylko na tym, czego się nauczył.

To, co słyszał, zdawało mu się całą symfonią puknięć i stuknięć mechanizmu wielkiego sezamu, podobnie jak wbijające się w skórę pleców ciemne paznokcie; ponownie uniósł twarz, szukając jej błyszczących w płomykach świec zielonych oczu, ale były już zamknięte. Buchała w niego ciepłem, a ciało przechodziły delikatne skurcze.

Podobne ciepło zalewało i jego, kiedy wciąż z kilkoma palcami i językiem tkwiącym w pąsowej różyczce skrytej między jej udami zsunął bokserki, bardziej rozbudzając swoją męskość do działania. Pewny, że wrota stoją otworem, wsunął ją do jej wilgotnego wnętrza. Ukochana wydała z siebie zdławiony krzyk, ale nie przeraził się. Zamiast tego uniósł się i przyssał do piersi, pozwalając jej dłoniom opaść na swojej pośladki.

To ona nadawała ruchom jego miednicy rytmu.

Jeśli jej dłoń przez ostatnie dwa miesiące sprawiała mu nieznane dotychczas przyjemności… tak wnętrze jej ciała było niemożliwe do opisywania.

Długie przyjemne ruchy przemieniały się po chwili w szybkie, rwane i podobne do końskiego galopu. Ich serca waliły dziko, będąc bębnami wystukujące plemienne pieśni wojenne.

Zuza doskonale znała już możliwości swojego ukochanego i czerpała z nich w pełni. Czuła się znów dzieckiem, które zasmakowało w nieznanych przyjemnościach. Nastolatką, która na desce kreślarskiej odzyskiwała utraconą kontrolę nad własnym życiem. Dziewczyną, która dopiero przekroczyła pełnoletność i w ramionach kochanki odkrywała prawdziwe ścieżki Edenu.

Jednocześnie… zdawało jej się, że to już nie krew, a ukochany trunek przepływa przez jej ciało. Nowe serce – podarowane przez ukochanego – pompowało go z pełną siłą dla niej.

Była wolna.

Wygrywała.

Nikt ani nic nie mogło stanąć na jej drodze.

Dopychała go do granic możliwości, by wspólnie odkrywali alejki rajskiego ogrodu; był pierwszym mężczyzna, który ją na nie zabrał. Jeszcze mocniej dociskała go do siebie, nawet świadoma, że zaraz ta podróż dla niego się skończy.

Znajome sprzed lat poczucie ciepła rozpłynęło się po jej wnętrzu, gdy opadł gładko w jej biust; dyszeli, mokrzy i sklejeni ze sobą.

– Kocham panią, pani Zuziu… – wyszeptał resztką sił.

Przesunął się wolno i położył na poduszce obok, równając się z nią swoją głową. Wciąż w lekkim uniesieniu odwróciła się i przyłożyła czoło do jego czoła; wpatrywała się w półprzymknięte oczy rozświetlone płomykami.

Jej wargi drżały… chciała je zmusić, by mu odpowiedzieć.

On potrzebował pół roku, by zrozumieć, kim dla niego może być tajemnicza kobieta, jego śmiejąca się bogini Isztar. Ona… całego roku. Dlaczego zawsze widzi w nim kogoś innego?

To jego oczy. Nienaturalnie piękne, błękitne oczy, jakich nie mógł mieć nikt na tym świecie. Takie też były oczy mężczyzny z magiczną butelką, widziane w świetle zachodzącego słońca, gdy stanęła przed nim w swojej piżamce. Obiecującym, że jeśli odpłaci mu odrobinką swojego bólu, będzie już zawsze miała wszystko. Ostatni raz, gdy czuła się bezpieczna i szczęśliwa.

Oczy Bandyty.

Udało się jej wreszcie wyszeptać:

– To ja cię kocham.

Niebieskie oczy otworzyły się szerzej, a twarz zaczęła zbliżać. Chciała to powstrzymać, ale ciało, leżało znów obezwładnione; to samo czuła przy swojej, pierwszej, ukochanej.

Ich wargi się spotkały. Tkwił w nich cudowny smak whiskey.

Wszystko, czego się bała, znów się spełniało… i wybuchało jej w twarz.

Odepchnęła go z całej siły rękami i nogami, wbijając w ścianę i samą, spadając z łóżka.

– Coś ty kurwa zrobił?!

Nim Kajetan odpowiedział lub zareagował, złapała kwadratową butelkę niczym pałkę i z siłą, jakiej nie powstydziliby się jej bracia, rąbnęła go w potylicę.

Szkła i alkohol eksplodowały… tak jak jej uczucia wobec niego.


Kolejne dni miały dla Kajetana wymiar bardzo długiego koszmaru.

W mieszkaniu panował bałagan, wszędzie wciąż leżały szkła, ale zapach zwietrzał. Nie jadł, nie pił. Siedział pod drzwiami, z nadzieją, że ona wróci i wszystko będzie takie, jak przez ostatnie pół roku. Potrafił przy tym wyłącznie płakać. Czuł się jak porzucone zwierzę.

Pięć dni minęło, choć dla niego mogły równie dobrze minąć miesiące.

– Do mamy już zadzwoniłeś? – zapytał Atlas, siedząc przy stole.

Kajetan siedział naprzeciwko, skulony na krześle, z opuchniętą twarzą.

– Nie. Powie, że miała rację co do niej i że to nigdy nie była dziewczyna dla mnie. Śmiało, też możesz to powiedzieć! Wszyscy ciągle to mówili!

Atlas westchnął.

– Vuko… czy twoim zdaniem ja i Zosia do siebie pasujemy?

– Nie wiem… jak widać, nie znam się na związkach!

– Ja ci powiem, że nie. Wiesz, ile razy słyszałem, że jestem z nią tylko dla majątku jej rodziców? Zdradzam ją z dziewczyną w typie Zuzy? Wróci do nich z płaczem, bo ją skrzywdzę? Wolała z nimi zerwać kontakty. Musieliśmy oboje rzucić studia i pracować, żeby jakoś się utrzymać. Kochamy się i żyjemy razem.

– Ja też kochałem panią Zuzię!

– A ona ciebie?

– Powiedziała mi to!

– I dlatego rozwaliła ci butelkę na głowie i uciekła w środku nocy, zostawiając cię nieprzytomnego?

– Bo zrobiłem coś złego… tylko myślałem, że też tego chce!

– Nie, Vuko. Znam cię, powiedz mi prawdę.

– Złamałem obietnicę i ją pocałowałem. Myślałem, że jestem bohaterem i dlatego mogę… czułem, że na to zasługuję, bo ją wygrałem. Tylko ona tego nigdy nie chciała, bo zawsze bała się, że przez to straci to, kim jest. Tym samym stałem się takim człowiekiem, jakim zawsze gardziłem i chciałem z niej zrobić kobietę, którą nie była… takiej, jakiej nigdy nie pragnąłem!

Atlas wpatrywał się w płaczącego przyjaciela.

– Zuza… Ona wydawała mi się twardą babą, która zbyt dobrze wie, jak świat funkcjonuje. Miałem wrażenie, że oboje podzielaliście wszystko na kategorie dobre i złe, zapominając, jak szary może być świat.

Kajetan skrzywił się.

– Wiem o tym, Atlas… aż za dobrze o tym wiem…

– Najwyraźniej nie, Vuko. Pamiętasz motyw antybohatera? Kogoś, kto niezdolny jest do heroicznych czynów, ale ich dokonuje? Często nieintencjonalnie? Wasza dwójka jest takimi antybohaterami. Gdybyście współpracowali, bylibyście niepokonani. W związkach nie powinno być wygranego i przegranego, Vuko. To miejsce jedynie dla zwycięskiej drużyny.

Kajetan wytarł łzy cieknące potwarzy.

– Powinienem ją przeprosić…

Atlas pokręcił głową.

– Nie sądzę, by ot tak cię przyjęła z rozpartymi ramionami, skoro wyszła stąd z takim hukiem. Możesz pogodzić się z tym, że pierwszy związek był niewypałem i jednak zagadać do Ember…

– Nie chcę Ember. Kocham panią Zuzię.

– W tym rzecz, Vuko. Nie zyskasz jej miłości, upokarzając się, tak samo, jak próbując uczynić ją nagrodą. Zawsze mówisz, że ona jest twoją siłą, prawda? Więc zrób coś tak jak wcześniej. Znajdź sposób, by wygrać, ale nie kosztem niej lub jej uczuć. Zrób to tak, żebyście mogli się tym podzielić i przekuwać je w kolejne. Razem, jako Vuko i Zuza, a nie jako pani Zuzia i jej piesek. Wierzę, że jeśli ją naprawdę kochasz, zdołasz to zrobić.

Spojrzał na przyjaciela.

– Skoro była moją Inanną, ja muszę stać się jej Dumuzi. Skazała mnie na otchłań, przez nią ruszę. Może wówczas zejdzie do niej i powróci dla mnie jako Ninsianna.

 

Opuściwszy klinikę, Zuza zamieszkała na kilka dni w hotelu, szukając nowego lokum. Pierwszy raz w życiu, zamiast wynajmu… chciała czegoś własnego.

Znalazła ogłoszenie starego, wymagającego remontu m3 na trzynastym piętrze i zaoferowała przebitkę kilku tysięcy, jeśli sprzedający zostawi widoczne już na zdjęciach meble. Nie chciała go oglądać przed zakupem, jedynie spisać umowę u notariusza i otrzymać klucze. Obiecała zapłacić część w gotówce już u notariusza.

– Przygotujemy dla pani pieniądze, ale chwilę to zajmie… – powiedział kasjer w banku, wpatrując się w nią.

– Chciałabym też zobaczyć mój depozyt w skarbcu. Skrytka zero cztery pięć jeden.

– Pamięta pani hasło weryfikacyjne?

– Tata powinien wypić tennessee whiskey.

Kasjer postukał w komputerze i kiwnął głową.

– Tak, zgadza się. Zaraz ktoś panią zaprowadzi, a my w tym czasie przygotujemy dla pani pieniądze.

Minęło siedemnaście lat, ale uczucia były dokładnie te same jak teraz. Pamiętała starego ciągnącego ją za rękę, gdy płakała i krzyczała, że chce z powrotem do mamy i że on nie jest jej tatą. Jaśnie pierdolniętą i szereg jej paskudnych córek.

Trzech wielkich i złych chłopaków, którzy powitali ją słowami: „Witaj w piekle, mała”.

To oni się nią zaopiekowali i postanowili zabrać ją na pogrzeb mamy, by mogła ją pożegnać. Kiedy stary nie chciał się zgodzić, Kazik złamał mu nos, a Maks wyniósł ją na rękach.

Po raz ostatni pocałowała jej zimne ciało.

Później zabrali Marę, jedyną ocalałą z bagaży, jakie przez lata służyły do ucieczek i przyszli tutaj.

Tym razem, siadając przy blaszanym stole, nie miała pod tyłkiem miękkich kolan Maksa ani towarzystwa Kazika i Łukasza. Wspólnie tworzyli, ukryty przed starym i jego żoną, schowek dla przerażonej dziewczynki, aby wszystko było bezpieczne.

Pracownik wyjął pudło podobne do trumny i rozstawił je na stole, zostawiając ją samą. Wyrwała wszyty przez Łukasza w dno torebki klucz i wsunęła go do zamka, otwierając je.

Przypominała sobie przekładanie zawartości Mary do wnętrza, opowiadając o każdej rzeczy braciom, którzy próbowali nie płakać, słuchając.

– Papierosy i zapałki. Mama zawsze mówi, że kobiecie nie wolno przeszkadzać, kiedy pali, bo to jej najbardziej intymna chwila. Bardziej niż wizyta w łazience.

Zaschnięta, napoczęta paczka cameli i poszarpane zapałki leżały wciąż na swoim miejscu.

– To nasze ulubione filmy. Jeśli gdzieś jest odtwarzacz, oglądamy je razem. Mama mówi, że tata jest jak połączenie profesora Wilczura i Brute. Kiedyś nas w końcu znajdzie, dlatego zawsze robimy dla niego naleśniki i puszczamy piosenkę, przy której tańczyli.

Piracka kaseta VHS podpisana była flamastrem jako: „Znachor/Bandyta”.

– To narysowałam, jak byłam mała. Miały prowadzić do naszego domu, tego prawdziwego.

Pokraczny rysunek na kartce w kratkę przedstawiał drzwi i został podpisany kredką na górze: „TÓ ZÓZA MAMA TATA KOT”; poniżej delikatnym, kobiecym pismem przy użyciu długopisu dopisano: „ale znajdzie się miejsce dla wszystkich, którzy będą kochać Zuzię”.

– Bandyta zgubił nakrętkę od swojej mikstury, która nazywa się tennessee whiskey. Wzięłam ją na pamiątkę. Obiecał mi, że nigdy nie przegram!

Czarna, okrągła nakrętka znaleziona na tej samej ławce pod leśniczówką wciąż miała kawałek papierowej akcyzy.

– A to ja i mama. Kiedy dorosnę, będę tak samo piękna, jak ona.

Polaroid przedstawiał Elenę w tym samym wieku co Zuza teraz. Omijając tatuaże, podobieństwo między nimi dwiema było uderzające. Uśmiechała się, stojąc w swojej najlepszej sukni i chuście zarzuconej na ramiona i plecy… w tym też stroju ją skremowano. Próbowała obejmować niesforną dziewczynę, która stawała się nastolatką za dużą na jednoczęściową piżamkę w jelonki.

Tej dziewczynce wczorajszego wieczora Bandyta obiecał, że nigdy nie przegra. Dzień później, na dworcu kolejowym jej mama upadnie i nigdy się nie obudzi.

– Ale przegrałam mamo… – powiedziała Zuza, oglądając trzymane w dłoni zdjęcie z cieknącymi po twarzy łzami. – Obie przegrałyśmy przez miłość.

Złapała za wiszące na szyi naszyjnik; szarpnięciem rozerwała jego zapięcie i wrzuciła go pomiędzy pozostałe rzeczy.

Po raz drugi chowała swoje serce wraz z nią.


Wieczorem Zuza po raz pierwszy przekroczyła próg swojego mieszkania. Zrzuciła cały swój dobytek życiowy na podłogę i niemal nago wyszła na balkon, czując jedynie ból.

Na drugim końcu miasta Kajetan siedział na łóżku, przyglądając się koszulce. Była to materialna pamiątka, w której po raz pierwszy ujrzał swoją dziewczynę szczęśliwą i bezpieczną przy swoim boku.

Ich życie jako pary dobiegło końca.

 

 


 

 

 


 

 

 


 

 

 


 

 

 


 

 

 


 

 

 


 

 

 

⋆ ˚。⋆୨♡୧⋆ ˚。⋆

Ukryty utwór:

Epilog

Odnajdę cię za siódmą mgłą.

⋆ ˚。⋆୨♡୧⋆ ˚。⋆

Kajetan przez dwadzieścia lat swojego życia nauczył się godzić z trudnościami i podchodzić do nich z pokorą. Niezliczona ilość fikcyjnych dzieł marzyć, że może być coś więcej. Rok miłości uczynił z niego antybohatera, dając mu wolę i siłę, by przetrwać długą podróż przez otchłań porzucenia.

Wśród śniegów Antarktydy, w stacji badawczej, długowłosy brodacz zamyślił się z piersiówką w połowie drogi do ust i rzekł mu:

– Harda dusza wyczekuje swoich lęków. Jest przy niej to, co kocha. Dzięki temu zmusza swój strach, by uciekł z piskiem.

W egzotycznej Tajlandii Biały Byk Wschodu, potężny wojownik muay thai, cały we własnej krwi na swoim wytatuowanym ciele po zwycięskiej walce, uśmiechnął się do niego i rzekł:

– By dobrze walczyć, nie trzeba siły. Potrzeba zdolności przyjmowania ciosów i ich oddawania. Nie wolno bać się wyniku starcia i bólu, jakie one przyniesie.

W dusznym Dakarze, w swoim apartamencie, przyjęła go niezwykle barwna postać olbrzyma, przygotowywana przez swojego czarnoskórego partnera do wieczorowego pokazu – na wybiegu pokaże się w sukni. Pokręcił głową, przyglądając mu się.

– Nie powinniśmy się wstydzić tego, kim jesteśmy. To zbrodnia. Stworzono nas pięknymi, podkreślajmy to, a nie maskujmy i udawajmy, że jesteśmy kimś innymi, aby być akceptowanymi.

Zwiedzając destylarnię w Lynchburgu, położonym w północnoamerykańskim stanie Tennessee, wysłuchał historii miejsca, w którym powstaje unikalny trunek:

– Założona została w tym miejscu w 1875 roku i pracowała nieprzerwanie aż do 1910. Wtedy zakazy federalne wypędziły stąd dziedziców Jaspera Danielsa do innych miejsc, ale produkt nie spełniał wymogów jakości i nie sprzedał się. Powrócili tutaj w 1933 roku i zaczęli walkę z systemem, który im tego zabronił. Niezmiennie działają aż do dzisiaj…

Wreszcie w swojej ojczyźnie długo siedział na cmentarzu przy małym białym nagrobku w milczeniu.

Znalazł w końcu odpowiedź na swoje pytanie – to, na które odpowiedział sobie fałszywie.

 

Zuza posiadała trzy życiowe filary wpojone przez matkę i czwarty od Bandyty. Zapomniała, że człowiek spod leśniczówki powiedział jej także, że mężczyźni wywalczają wolność i zwycięstwo w imieniu kobiet, a te odpłacają im w zamian odrobiną swojego bólu.

Ten, którego kochała i miał jego oczy, również jej go zadał, ale obdarował ją w zamian czymś znacznie lepszym.

Nawet jeśli stało się to kosztem zobaczenia sufitu miejsca, którego nie miała zamiaru oglądać.


Wszyscy, jak zawsze, świetnie bawili się na corocznej imprezie Otyli z okazji Dnia Kobiet.

Daniela sączyła wino z kieliszka, siedząc w towarzystwie Moniki.

– Zuzy wciąż nie ma?

Monika wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Nie rozmawiam z nią już tak często. Co rusz kopie mnie po tyłku i każe sobie znaleźć prawdziwą dziewczynę.

– I jak ci idzie?

– Miałam parę randek ze śniadaniem, ale to jak jedzenie cukierka w papierku. Nie to samo.

Dani położyła jej rękę na głowie i pogłaskała.

– Pamiętasz Kajetana? Też był w niej chorobliwie zakochany… a potem zniknął. Zawsze mogłaś skończyć jak on.

– Ta, jej mały, głupi piesio. Wiesz, że byłam o niego zazdrosna? Wydawali się cholernie szczęśliwi.

Do stolika podbiegli Norbert i Błażej.

– Zdrowie pięknych pań… – powiedział ucieszony Norbert. – Może jeszcze przyjdą.

Dani głośno wywróciła oczami.

– Ja pierdolę, wuja! Idź spać, najebany jesteś!

Błażej gwizdnął.

– Czemu? Tę ślicznotkę ktoś zna?

Oczy wszystkich zwróciły się w stronę nowo przybyłej.

Niska dziewczyna miała na sobie długi zielony płaszcz z wełny. Jej długie, puszyste blond włosy sięgały niemal do połowy pleców i nosiła na nich czarny, kowbojski kapelusz. Długa, biała koszula i obcisłe czarne rurki podkreślały jej idealne kształty lolitki.

Omiotła salę wyraźnie znudzonym spojrzeniem, niebieskich i ładnie umalowanych, oczu zza swoich okrągłych okularów w drucianej oprawce. Pewnym krokiem ruszyła w ich stronę, stukając o drewniany parkiet obcasami kowbojek.

– Idzie! – krzyknął Błażej. – Jak wyglądam?

– Jak chuj w koszuli – odparły równocześnie Monika i Daniela.

Blondynka stanęła tuż przy stoliku, przyglądając się towarzystwu. Skrzyżowała ręce na swojej płaskiej piersi; palce z pomalowanymi na zielono paznokciami niecierpliwie stukały o łokcie, jakby się zastanawiała.

– Hej mała… – zaczął Norbert. – Zgubiłaś rodziców, czy konika?

Dziewczyna uniosła jedną z równych czarnych brwi, spoglądając na niego.

– Ogarnij mi ginger ale, to może o tym pogadamy. Ma ktoś z was może fajki?

Monika zmarszczyła brwi, przyglądając się dziwnej dziewczynie.

– Nie, wszyscy niepalący…

Błażej jednak już wyszczerzył zęby.

– A co dostaniemy za tak wyjątkowe piwko?

Dziewczyna spojrzała na niego ponad okularami i się uśmiechnęła.

– Możecie obaj mi wylizać fiuta, skoro robicie lubić to sobie nawzajem.

Wszystkich przy stole zatkało. Norbert złapał towarzysza za ramię.

– Laska z kutasem! Spierdalamy!

Obaj odbiegli, ale Monika nadal wpatrywała się zafrapowana w – jak się być może okazało – w niego i próbowała połączyć kropki w głowie.

– Czy my się nie znamy?

– Powiedziałbym, że od dupy strony. Leżałaś zakneblowana i związana na moim dywanie, wyjąc przez wibratory w obu otworach. Stwierdziłaś wtedy, że to najlepszy prezent urodzinowy dla kobiety.

Monika otworzyła szeroko usta.

– Kajetan?!

Machnął na nią ręką, odwracając się od stołu.

– Jak nie palicie, to nic tu po mnie. Może, chociaż tego browara ogarnijcie, to z wami pogadam, jeśli będzie stał tutaj zimny. Tylko bez procentów, jestem autem.

Wyszedł na taras i spojrzał w bok. To tutaj, przed laty jego ukochana Xena leżała pozbawiana sił przez Callisto i mógł poczuć się jej bohaterem. Teraz jednak stanął po prostu przy żelaznej barierce, spoglądając na mgłę. Uniósł rękaw płaszcza i potarł swój tatuaż w kształcie ośmioramiennej gwiazdy na przedramieniu; identyczny z tym, jaki tatuowali sobie słudzy Isztar w Babilonie.

Usłyszał zgrzyt drzwi, ale nie zareagował. Kawałek dalej stanęła wysoka kobieta w bogato zdobionej białej sukni i zarzuconej na ramiona i plecy kolorowej, haftowanej chuście.

Nie odwracając się, od niechcenia rzucił w jej stronę:

– Przepraszam, nie masz może papierosa?

Kobieta mruknęła.

– Mam, dziękuję za troskę. Ostatni facet, jaki mnie o niego prosił w czasie imprezy, skończył ze mną w związku. Pół roku za mną gonił i byliśmy razem pół roku.

Prychnął pod nosem, ale nie odwrócił głowy.

– Pozwolisz, że zapytam, czy był to dobry związek?

– Chcesz wiedzieć, czy czułam się kochana? Najbardziej na świecie. Nawet moja kotka, Szalow, nie potrafi mi tak okazywać tego, a przecież to ja mam kciuki do otwierania puszek i saszetek z jej żarciem. Jedno jej muszę oddać. Mieszkamy na trzynastym piętrze, to jak widzi mnie na balkonie, miauczy, żebym nie ważyła się skakać. A ty, kowboju? Masz gdzie zostawiać swojego rumaka?

Zamyślił się.

– Nie. Niedawno wróciłem z bardzo długiej podróży. Wyprzedałem przed nią niemal wszystko, co miałem. Został mi tylko jeden komiks i ubrania. Imałem się wielu różnych zajęć, by móc ją dalej prowadzić. Widzisz, roztrzaskałem bezcenny posąg bogini Isztar i szukałem dla niego nowego spoiwa.

– Udało ci się?

– Wciąż nie wiem… Żyłem wśród polarników, bo chciałem stać się odważny. Nauczyli mnie, że po prostu trzeba mieć przy sobie to, co się kocha w chwilach strachu. Później tajscy bokserzy pokazali mi, jak się bronić i wygrywać. Potem zapytałem pewnego modela, jak być bardziej męskim, ale kazał mi się przestać wstydzić tego, jak już wyglądam, i to podkreślać. W destylarni, gdzie tworzą napój o smaku zwycięstwa i wolności, dowiedziałem się, że te uczucia płyną z uporu w walce z przeciwnościami, nawet jeśli zabiera to dużo czasu. Najcenniejszą lekcję dostałem jednak tutaj. – Uśmiechnął się pod nosem. – Pewna zła kobieta rościła sobie pełnię praw do tej, którą kocham. W ostatnich słowach zdradziła pewną prawdę… nikt nie może być Bandytą, dlatego moja Inanna nikogo nie pokocha. Słusznie, nikt nim nie będzie. Co więcej, nie musi. To ona nim jest. Wystawia nas na próby i każe płacić sobie bólem, ale w zamian stajemy się wolni i możemy wygrywać.

Kobieta znów mruknęła.

– Dzielny, mądry wilczek.

– Nie, nie jestem już wilkiem, jedynie Dumuzi. Skazany na wegetację, za to, co uczyniłem wobec Inanny.

– Pozwól, że i ja coś ci opowiem, Dumuzi. Przez wiele lat bałam się pocałunków, nie dlatego, że jakiś czar pryśnie, bo to bujda. Kojarzyły mi się one z niewolą. Całując zimne ciało mamy, na długie lata uwięziono mnie w domu mężczyzny podającego się za mojego ojca i jego żony. Mój ukochany patrzył, jak ta, która podarowała mi niegdyś najlepsze doznania, wciska swój język w usta i nie potrafię nic z tym zrobić. Jednak to on pomógł mi ją trwale usunąć z mojego życia i utopić w ruchomych piaskach, chociaż mnie błagała o pomoc. Kochałam więc go za to, jak i wiele innych małych rzeczy, jakie dla mnie robił… i się bałam. Bałam się, że znów wpadam w te same sidła, a to źle się dla mnie skończy. W chwili, gdy złamał swoją obietnicę i mnie pocałował, poczułam to samo, co przy obudzeniu się obrzyganą obok przywiązanej w pozycji bocznej narkomanki. Tej, do której chciałam się jedynie przytulić, bo myślałam, że ją kocham. Świadomość, że już czas uciekać. – Westchnęła. – Tylko to był cały czas mężczyzna o oczach mojego Bandyty. Smażyłam dla niego placki, zabierał mnie do mamy i dwa razy podarował mi nowe serce. Ufałam mu, a w zamian nie dał mi powodów, żebym czuła się przy nim zagrożona. Kochając się z nim na trzeźwo, miałam wrażenie, że to jakiś znak. Dość uciekania, wygrałaś już wszystko, czas tym się nacieszyć. Może więc on nie chciał mnie wpędzać w niewolę, a jako mój mężczyzna coś dla mnie wygrać i uwolnić? Od całego ciężaru, jaki niosłam? Zażądał za to zapłaty, a ja najwyraźniej nie byłam gotowa. Nie chciał mnie zniszczyć, chciał mi dać szczęście. Bardzo żałuję, że nie wiedziałam tego wtedy, bo zniknął. Później zaczęli do mnie dzwonić moi bracia. Opowiadali o wędrowcu, szukającym tego, co w moim odczuciu posiadał, a kilka dni temu zobaczyłam u mamy świeże frezje. To dziwne, Dumuzi, bo tylko sześcioro osób wie, gdzie jej szukać. Skoro nie położyłam ich ja, trzy są poza granicami kraju, a ostatnia wciąż jest za mała, by tam sobie pójść ot, tak…

Drzwi otworzyły się kolejny raz.

– Mamoooo! A Monika mówi, że jest tutaj kowboj!

Kajetan odwrócił się i spojrzał na stojącą na progu małą dziewczynkę. Przyjrzała mu się i wyszczerzyła swoje mleczne ząbki ze szparami.

– Jesteś piękny jak wujek Łukasz!

Kobieta westchnęła.

– Lucyno Eleno Jabłońska, co powtarzała twoja babcia?

Lucynka przyłożyła piąstkę do brody, zastanawiając się.

– Trzeba mieć dużą torbę!

Jej matka pokręciła głową.

– To też… a o paleniu?

– Nie wolno przeszkadzać mamie, kiedy pali! To jej chwila dla siebie!

– Więc? Miałaś ładnie zająć krzesełka i poprosić, by Monika załatwiła ci twój soczek i pilnować, żebym miała zimną butelkę.

– Chciałam zobaczyć kowboja! Tatuś chciał, żebyś nie paliła, bo to be!

– Czemu ja cię nie zostawiłam u cioci Zosi i wujka Atlasa? A tak, znów byś namówiła Renatkę na napad na ich lodówkę, a potem zasnęłybyście przed telewizorem z nosami w lodach…

Lucynka złapała się pod boczki, urażona.

– Obiecałaś, że dzisiaj będę mogła z tobą zatańczyć! Tak jak tatuś! Rano zrobimy naleśniki dla niego i dziadka!

– Pamiętam, ty mała Bandytko. Teraz marsz mi do środka, bo w poniedziałek będziesz kichać i kaszleć, byle nie iść do zerówki. Wypiszę skierowanie na dziecięcy i będę mogła cię pokroić na malutkie kawałeczki, by oszczędzać na karmie dla Szalow!

– Mama kłamczucha!

Lucynka podbiegła do Kajetana i złapała go za płaszcz.

– Panie Kowboju! Niech pan nie zaczepia mamusi! Ona jest tylko mojego tatusia! On jest odważny, silny i piękny! Wszyscy moi wujkowie tak o nim mówią! Wróci do nas i wtedy zrobi panu wielkie aua!

Ukucnął lekko przed nią, wpatrując się w jej duże niebieskie oczy. Na jej szyi wisiało serduszko, ale zamiast symbolu Wenus posiadało jedynie wytłoczony srebrny okrąg, z wpisanym do środka mniejszym, złotym, przedzielonym literką S; wyglądało jak ostateczny czakram.

– Myślę, że ucieszyłby się na widok takiej dziewczynki i tego, że pilnujesz jego ukochanej. – Zdjął swój kapelusz i założył go na jej czarne włosy. – Przypilnujesz go dla mnie? I słuchaj mamusi. Nie chcesz przywitać taty chora, prawda? Przyprowadzę ci ją za chwilę, a jeśli mi pozwolisz, to i ja z tobą zatańczę. Podobno jestem w tym dobry.

Mała, trzymając zadowolona kapelusz obiema rączkami, wróciła do drzwi. Odwróciła się jeszcze i mocno wytknęła język w stronę stojącej tyłem matki, po czym wbiegła do wnętrza.

– Skaranie boskie z tym dzieckiem – wymruczała. – Najlepsze cechy swojego taty i najgorsze moje w jednym. Mała Bandytka, która powstała z najcelniejszego rewolweru.

Kajetan wreszcie spojrzał ku kobiecie.

– Mówił ci ktoś, że ładnie ci bez wszystkiego czarnego?

Mruknęła.

– Mój ukochany. Ponoć kobiety w naszej rodzinie się tak noszą po zostaniu matkami i uznałam, że czas skończyć żałobę po swojej. A tobie, kowboju, że wyglądasz słodko?

– Moja ukochana. Mówiła, że jestem jej femboyem z magicznym rewolwerem i okazuje się, że to całkiem przyjemne uczucie móc straszyć tak napalonych idiotów.

Znów odwrócił się ku mgle.

– Więc jak, jest szansa na tego papierosa, czy wolisz zostać sama?

Wyjęła z pocerowanej Mary paczkę papierosów i odwróciła do niego swoją twarz.

– Nawet pomimo ostrzeżenia? Bandytka jest równie głupia co jej mama, marząc, że jej tatuś w końcu przybędzie, żeby zjeść z nią placki.

Też na nią popatrzał.

– Może przez nie. Tylko… żaden ze mnie bohater, którego ona może wyczekiwać i uważać, że należysz do tylko do niego. Nigdy nim nie byłem. Mogę co najwyżej z tobą spalić, pójść zatańczy, wypić piwo, a później was odwieźć do domu. Jeśli będziesz miała taką ochotę, zostanę na noc, bo nie mam dokąd wracać. W zamian rano… tak jak już ci obiecałem, usmażę naleśniki.

Zuza wolno zbliżyła się do niego, trzymając papierosy. Ułożyła dłoń na jego policzku i uniosła twarz do góry. Niebieskie oczy nie patrzyły na nią już z obawą.

Pochyliła się i pocałowała go prosto w usta.

Ten tekst odnotował 9,172 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.6/10 (14 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (7)

+1
0
No i dotarliśmy do końca, a skoro tak, czas na komentarz. I to więcej niż jeden, bo celowo rozdzielę warsztat od całej reszty.

Ze strony technicznej jest co najmniej nieźle, choć bardzo nierówno. Momentami tekst wygląda, jakby przeszedł przez solidną redakcjokorektę, a zaraz potem przypomina bardziej ledwie obrobiony drugi (a może i pierwszy) draft. Czasami mimo najlepszych (najgorszych? 😛 ) chęci po prostu nie można się przyczepić do przecinków czy konstrukcji zdań, by chwilę później trafić na kwiatki jak ten w epilogu: dlugie włosy, długi płaszcz, długie to, długie tamto. Jeszcze tylko dlugiego wunsza w spodniach brakuje 😀

Wg mnie najsłabsza pod tym względem jest, o dziwo, część druga. Pierwsza jest bardziej surowa, ale i poprawniejsza, natomiast w trzeciej widzę taki progres, jakby autorka pisała ją po dłuższej przerwie, poświęconej na konkretne szlifowanie umiejętności. Jest tam więcej opisów i nawet jeśli niektóre są na granicy pretensjonalności (np. te pąsowe róże), to... dobrze. Chyba każdy autor musi się wyżyć i lepiej, by zrobił to na początku, po czym świadomie kontrolował choćby ilość epotetów. I zdecydowanie lepiej jest dojść do tego samodzielnie, niż pod przymusem w postaci opieprzu w komentarzach lub, co gorsza, ze strony innego autorszcza. A nieco takiej bardzo klasycznej romansidełkowatości potrafi momentami nie tylko pomóc, ale wręcz zdziałać cuda.

W podsumowaniu: widzę potencjał. Teraz trochę (no, może trochę więcej) pracy u podstaw i będzie naprawdę dobrze.

/agnyza foka of approval /
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Agnyzo: Doskonale zdaję sobie sprawę z dalszych braków w moim warsztacie i (możliwe) fakt, że dość mocno porwałam się z motyką na słońce, tworząc na swój drugi tekst coś tak abstrakcyjnego, jak 210k znaków historii.
Z pewnością przyszłościowo (przy wbijaniu kolejnych skilów i rozwoju "talentu"), zgodnie z twoją radą spod CD (i jedną z wielu naszych rozmów na czacie) będę robić jakieś mniejsze i większe prace redaktorskie względem popraw w samej jakości (ale nie nanosić zmian fabularnych, o to czytelnicy obcujący z tym teraz nie muszą się martwić) w późniejszych tygodniach, miesiącach a może i latach.

Niemniej, pozostaję przy swoim standardowym stanowisku, które powtarzam jak mantrę wszystkim, którzy teraz tak jak ja zaczynają swoją przygodę – pisać powinno się najlepiej, jak się potrafi na moment publikacji i unikać popełniania prostych błędów (np. brak wcięć akapitowych, zła edycja dialogów), a na koniec dowieźć czytelnikowi coś, przez co nie poczuje zmarnowania czasu, jaki nam oddał.

Biorąc pod uwagę, ile razy Mietczyński musiał ubić masło zamiast bitej śmietany, spalić rzeczy w piekarniku, by dzisiaj umieć piec i gotować na okej poziomie, tak właśnie bez wpadek nigdy się nie nauczymy. Nie popełnia ich jedynie osoba, która nie próbuje.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
0
Co się zaś tyczy fabuły... od początku ta historia wydała mi się mocno przerysowana, lecz mimo wszystko oparta o coś, co mogłoby się wydarzyć naprawdę. Coś jak te przypowieści przysłowiowego wujka na imieninach, co to bierze połowę z życia, połowę z fantazji, a połowę wymyśla na bieżąco w pijackim widzie. Ale w pewnej chwili (dla mnie taką ostateczną granicą była scena z ojcem i braćmi w drugiej części) okazuje się, że jakiekolwiek racjonalne uzasadnianie czegokolwiek nie ma tutaj sensu. A za dowód niech wystarczy choćby pierwsza scena: w realnym życiu taki nerd, piwniczak i ogólnie jednostka skrajnie antyspołeczna jak Kajetan mógłby spotkać wściekłą sucz w postaci Zuzy co najwyżej w kolejce po bułki. I nawet wtedy trzymałby się od niej z daleka. Ale na wspólnej imprezie (a kto go tam zaprosił i czemu się niby zgodził?) we wspólnym gronie znajomych (jakich?), podczas której sam do takiej laski zagaduje (jakim cudem?) i ciągnie rozmowę? Ni. Chu. Ja. Iks. De.

Natomiast jeśli potraktujemy ten tekst jako taki literacki kociołek Panoramixa, do którego wrzucamy wszystko, co mamy pod ręką i dolewamy na koniec estetykę rodem z komiksów dla dorosłych, to otrzymujemy bardzo smakowitego drinka. Jednego, czego mu naprawdę brakuje, to okazjonalnego przekroczenia resztek granic i pójścia w pastisz w stylu Tarantino - tyle że erotyczny, a nie krwawy. Choćby w scenie z Jagodą i Sandrą aż się prosi o to, żeby pierwsza publicznie kazała drugiej np. uklęknąć na schodach, wyjęła jej korek wiadomo skąd i wsadziła tam jakiegoś wyciągniętego z torebki gumowego kutanga. I im bardziej ten opis byłby naturalistyczny, jadący po bandzie dobrego smaku, tym lepiej. Aczkolwiek rozumiem powody autorki, że nie postawiła ostatecznej kreski nad "Ó".

Ale żeby nie było, że tylko krytykuję, to dam parę sugestii / wskazówek w dobrej wierze na przyszłość:
- pilnuj, @Rascalko, ilości bohaterów i sensu samego ich pojawiania się. Bo niektórzy wyglądają jak NPC z gier - pojawiają się w jakiejś scenie, mówią coś w sumie bez znaczenia dla fabuły i znikają. Ale że mają imiona, to się zastanawiasz, czy coś ci nie umknęło, cofasz się o parę akapitów, czytasz znowu... no jednak nie. Z tej postaci nic nie będzie. Podobnie jest z "to Janusz, ale mówimy na niego Grażyna". Omadkobosko...
- pilnuj długości dialogów, bo czasami przeradza ją się one w regularny dramat rodem ze szkolnych lektur. Tak, potrafisz w rozmowy i widać, że bardzo chcesz je pisać, ale po dwudziestej wymianie zdań piątego bohatera zaczynamy się zastanawiać, dokąd to wszystko zmierza. Nie oznacza to oczywiście, że masz zostać autorką, która tworzy niemych bohaterów bez imion (jedna agnyza wystarczy aż nadto 😛 ), jednak czasami przeczytaj sama taki dialog w całości, linijka po linijce i zobacz, czy sama się w nim odnajdujesz.
- i na koniec... pisz! Więcej, bardziej, lepiej! Masz szaloną wyobraźnię, jeszcze mniej okiełznane chęci, entuzjazm wielkości cycków Zuzy i autentyczne perspektywy, by nas tu wszystkich prześcignąć. Poważnie. Bo może są autorzy lepsi warsztatowo, lepiej odwzorowujący rzeczywistość, tworzący lepsze opisy, lepsi w tym, lepsi w tamtym. Ale bardzo często przelatują przez portale jak komety, zostawiając po sobie jeden tekst z efektem "łokurła", drugi znośny i trzeci (o ile jest taki) rozczarowujący. I albo znikają, albo, co chyba nawet gorsze, zaczynają płynąć z mainstreamem i mieszają się z pierdylionem autorszczyn z gatunku "piszę to, co zbierze więcej gówno wartych lajków i na czym zarobię nędzne grosze w kolejnym anonimowym pseudowydawnictwie". Nie idź tą drogą. Serio. Bo może się mylę, może bez sensu kadzę i może mam oczekiwania z dupy, ale na poważnie dostrzegam tu szansę na duuużo więcej.

Także tego... aż mi się emocje ulały. Nie powiem może czym 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Przeczytałem. Z trudem dobrnąłem do końca, bo też Autorka nie pomaga takiemu prykowi, jak ja, zorientować się w kolejnych scenach; ani w czasie, ani w bohaterach. Było to pierwsze opowiadanie (w życiu, nie na pokatne) które mnie przeraziło i zafascynowało równocześnie: Bo jest piękne i... niezrozumiałe. Nie jestem fanem (delikatnie mówiąc) gier komputerowych i planszowych, ale pod wpływem Rascal dostrzegłem, że umyka mi pewien fascynujący, fantastyczny świat. Czy do niego doskoczę? Zapewne nie, ale po raz pierwszy (!) zobaczyłem, że coś straciłem, jakąś poetycką być może, a na pewno odrębną sferę bytu. Trochę nierzeczywistą, silnie splecioną wewnętrznymi odnośnikami (szkoda, że ich się czasem tylko domyślam), frapującą i nieodgadnioną. To prawda, Agnesso, że "to się nie mogło / nie może zdarzyć". Xena nie może się zdarzyć, ale ma miliony fanów. Zuza i Kajetan nie mogą się zdarzyć. Inne, nieznane mi postacie z gier nie istnieją realnie, ale są inspiracją dla milionów, a setki tysięcy są w nich zakochane.
Bo życie jest realne wg Arystotelesa, ale wg Platona już nie.
I tak gra stała się, postacie ożyły, pojawiły się, zniknęły... A my?
Życie jest grą, a my obserwujemy jego cień na ścianie jaskini. Różne cienie, trafiwszy na występ skalny, ulegają odkształceniu zależnie od pozycji obserwatora. Każdy je widzi inaczej.
Dziś pojąłem Platona. Nie teoretycznie, jak dotąd, ale całym sobą. Dziękuję Ci, Rascal!

PS Listę zauważonych usterek językowych przesłałem na priv.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Tomp - tak, nie spotykamy w życiu Xeny, ale od samego początku wiemy, że jej historia jest nierealna. A tutaj przez dłuższy czas zastanawiamy się, czy to tylko pewne przerysowanie bohaterów i sytuacji, czy jednak należałoby całą tę opowieść traktować z założenia jako pastiszowy, popkulturowy komiks. Pierwsza opcja powoduje momentalny dysonans poznawczy, natomiast druga pasuje tutaj jak ulał. Czy to źle? Absolutnie nie, choć bez pewnej znajomości ww. popkultury odbiór tekstu na pewno będzie utrudniony.

A co do np. gier, to owszem, jest to interesujący świat, ale tylko dla fanów. Mnie parę razy znajomi próbowali w to wciągnąć, ale skończyło się na patrzeniu z boku na "podniecamy się godzinę planszą i figurkami, rozkładamy planszę pół godziny, omawiamy zasady kolejne pół, gramy 15 minut". O grożącym śmiercią lub kalectwem stężeniem inside joke'ów oraz przypowiastkami, jak to jakaś znajoma znajomego zrobiła coś baaardzo zabawnego (a tak naprawdę to krindżuwa lvl 2137) nie wspomnę. Jeszcze tylko brakowało bawienia się w cosplaye. Ktoś się w to wkręci, super! Ale jak nie zażre, to pozostanie - przy całej mojej sympatii dla fanów takich rozrywek - tylko spoglądnie z politowaniem.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Tekst doczekał się pierwszych poprawek (głównie literówki i interpunkcyjne), za pomoc jak zawsze wielkie DZIĘ-KU-JĘ dla @Tompa, który wciąż stanowi mojego największego rywala do prześcignięcia w kwestii poprawnego zapisu wszystkiego.

Cóż mogę powiedzieć (a właściwie napisać)?
Jak w końcu przeczytałam oba komentarze, to poczułam się dosłownie jak na narkotycznym haju (zwłaszcza przez słowa @Tompa) i sama wąchałam czy do kubka sobie nie dolałam czegoś ekstra przez pomyłkę.
Jak już zaznaczyłam wcześniej, z pewnością w przyszłości zrobię rewizję tych tekstów i wówczas postaram się naprawić wszelkie niedogodności, pokroju "słabego wprowadzenia w sceny" (ponownie pewnie moja bardziej aspiracja reżyserka i większe przywiązanie do komiksów niż powieści przemawia przez styl takowego pisania).

Należy traktować wszystkie trzy akty jako 1 mikropowieść, nie zaś samodzielne byty mogące być odbierane oddzielnie. Nie zaczyna się więc czytać książki od środkowych rozdziałów lub końca (chociaż niektóre zabiegi tutaj mogłyby to wskazywać, ale raczej służą w formie "zwiastunów następnych zdarzeń"). Stąd owszem, może czasem wydawać się rozgardiasz z ilością postaci, ale jeśli byśmy robili ich listę (jako rzeczywiście pojawiające się – a nie jedynie wspomniane), to okaże się ona raczej krótka.
Jeśli chodzi zaś, że czasem linie dialogowe wchodzą niebezpiecznie na grunt wykładów, to ciężko to obronić i obalić jednocześnie. O ile na piśmie wydają się długie, to w życiu jestem w stanie sobie wyobrazić, jak ktoś np. opowiada mi o jakimś filmie i nie mając pytań, po prostu mu nie przerywam. Oczywiście, można wówczas wstawić poboczne didaskalia w tło, by rozbić ich długość (typu postać rozmówcy drapie się po nosie lub niecierpliwie przebiera nogami).
Z pewnością w przyszłości postaram się takich rzeczy robić mniej, ale wychodzę z założenia, że właśnie bycie wysłuchanym, gdy ma się coś osobistego do powiedzenia, jest cenniejsze niż otrzymywanie co chwilę komentarzy od drugiej strony.

Tradycyjnie nie chcę narzucać jednej, właściwiej interpretacji (ta, jak widać może być różna według waszych komentarzy) i intencji, jakie stały za powstaniem cyklu.

Czy jednak potrzebna jest tak mocno znajomość całej popkultury, by rozumieć wszystko? Wydaje mi się, że niekoniecznie – po prostu osoba, jaka wciągnie się lub zaciekawi "o co tu chodzi", może stwierdzić: "A co mi tam, sprawdzę co to" i może mieć dodatkową frajdę, przy zrozumieniu podjętych tropów (jak choćby tekst piosenki, do której Zuza i Kajetan tańczą). Inna powie: "Hej, znam to, ale nie spotkałem się z tym w takim kontekście!".
Równie dobrze mogłabym umieścić nawiązania do lektur szkolnych, Biblii lub innych powszechnie wszystkim znanych rzeczy. Żyjemy w latach 20 XXI wieku, więc wolę nawiązywać do bardziej współczesnych i bliskich bohaterom realiów, tak jak robili to niezliczeni autorzy przede mną; tacy, nawiązujący do swojego okresu historii i czytane po latach w innych kręgach środowiskowych mogą wydawać się dziwne, może nawet nieprzystępne.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
0
Przyznam, że za pierwszym podejściem zniechęciła mnie do dalszego czytania scena na balkonie,długość tekstu i komentarze. Zmobilizowałaś mnie @Rascal do przeczytania całości i na prawdę nie żałuję spędzenia weekendu z Zuzą. Nie zgadzam się z zarzutem o przerysowaniu postaci, bo to przecież jest literatura, a nie reportaż w tefauenie. Nie zgodzę się też z opinią, że jest to pastisz i komiks, bo postacie i fabuła są głęboko nakreślone i mocno wkręcają się w mózg ( przynajmniej mi się wryły) a to przecież o to chodzi.
Podsumowując dostałem zapadającą w pamięć minipowieść, którą naturalnie należałoby jeszcze oszlifować (na tym się nie znam), którą jednak chciałbym mieć pachnącą świeżym drukiem na mojej półce. Bo na portalu, kiedy spadnie na drugą, trzecią stronę przepadnie w archiwach, a szkoda.
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.