Pociąg (I)

3 grudnia 2020

Szacowany czas lektury: 54 min

Tu również inspirował mnie i dopisywał kwestie pewien miły znajomy :)

Gdy rozsunęły się drzwi przedziału, pojawiła się w nich śliczna kobieca buzia z falowanymi blond włosami.
Uśmiechnęła się szeroko.
- Czy znajdzie się tu wolne miejsce? - Jej delikatny głosik charakteryzował się miłą dla ucha barwą.
- Tak, tak... - Znad gazety uniósł wzrok grubszy mężczyzna w okularach, pod pięćdziesiątkę.

Do przedziału wdarł się zapach porządnych i bardzo kobiecych perfum, które roztaczała kobieta.

Jej dopasowany grafitowy żakiecik uwypuklał jednocześnie wąską talię i dość pokaźny biust.
Jednak największą uwagę podróżujących mężczyzn przykuła czarna, skórzana minispódniczka, kończąca się kilkanaście centymetrów powyżej kolan, oraz również czarne, kozaczki, na wysokim obcasie i również z wysokimi cholewkami. Między spódnicą a butami silnie kontrastował jasny obszar nóg w cielistych, lśniących nylonach.

Marta, gdyż tak miała na imię nauczycielka historii, która dosiadła się w przedziale, ulokowała się na wprost dwóch młodzieńców, na oko studentów pierwszych lat studiów, a może dopiero maturzystów?

Historyczka uwielbiała czuć na sobie wzrok mężczyzn, zwłaszcza pożądliwy wzrok... I teraz to czuła. Zarówno obu chłopców, jak i podtatusiałego pana, na oko urzędnika.
Możliwe, że dlatego lubiła różnice wieku, gdyż najbardziej zwykle interesowali się nią, bądź starsi panowie, dla których mogła być nie lada gratką, jak i młodzi chłopcy, tuż przed dwudziestym rokiem życia, najczęściej jeszcze nieśmiali, ale za to już z rozbuchanymi męskimi potrzebami.

Zanim usiadła, mężczyzna w okularach pomógł włożyć walizkę Marty na półkę.
W podzięce uśmiechnęła się szeroko, pokazując dwa rzędy śnieżnobiałych zębów.
- Prawdziwy z pana dżentelmen! - Uwielbiała komplementować mężczyzn ponad miarę, wiedziała, że sprawia im w ten sposób niemałą przyjemność. - Podziwiam kulturalnych i obytych mężczyzn, którzy potrafią się zachować i pomóc kobiecie...
Obserwowała, jak urzędas kraśnieje z dumy, ale też wydało jej się, jakby młodzi chłopcy patrzyli na niego z zazdrością.
Marta przesunęła walizkę odrobinę w bok, w tym celu wypięła się trochę, z pełną świadomością, że dzięki obcisłości spódniczki prezentuje mężczyznom swoją pupę w pełnej krasie.
"No może ten mój tyłek jest nieco za duży... ale i tak niewątpliwie zgrabny... Zapewne oba te przymioty działają na was panowie... Może nawet któryś z was wizualizuje sobie obrazek, że na tym moim kuperku lądują siarczyste klapsy...?"

Gdy ulokowała pupę na siedzeniu, nadal kontynuowała spektakl. Najpierw eleganckim ruchem założyła nogę na nogę, w pełni zdając sobie sprawę, że wówczas spódniczka podsuwa się nieco do góry i mężczyźni mają niezgorszą perspektywę na większy obszar jej nóg, a także na całkiem kuszący ich układ.
"Co chłoptasie? Podobają wam się chyba moje nóżki... tak się na nie gapicie, jakbyście chcieli je zjeść! A co! Zgrabne mam i długie! Niejeden z was huncwoty, mi to prawił."
Po czym, delikatnie, jak na prawdziwą damę przystało, opuszkami palców układała spódnicę, jakby ta miała się wcześniej pomarszczyć. Udawała, że niby obciąga ją w dół, jakby chciała część ud zakryć przed wzrokiem mężczyzn, lecz tak naprawdę zadbała o to, by nie pogorszyć im widoku.
Chłopcy z naprzeciwka wodzili maślanym wzrokiem, ten na wprost niej, niższy i jakby nieśmielszy dostał jakiejś czkawki, jego sąsiad głośno przełykał ślinę.
Starszy mężczyzna udawał, że czyta gazetę, ale kiepsko udawał. Widać było wyraźnie, że cały czas skupiony jest na nowej towarzyszce podróży, a zwłaszcza na jej kolanach.

Marta odczuwała przyjemność, zadowolenie z siebie. Uwaga mężczyzn zaspakajała jej potrzebę bycia podziwianą, admirowaną. Najbardziej jednak ekscytowała ją świadomość, że podnieca rodzaj samczy.

Dlatego sięgała po kolejne środki damskiej kokieterii.
Najpierw bawiła się swymi lokami, niby nieświadomie zakręcając je wokół palca. Wzrok współtowarzyszy nie opuszczał jej, nawet na chwilę.

Wreszcie sięgnęła po kolejny kobiecy oręż z arsenału kuszenia. Wyjęła pomadkę i lusterko z torebki, po czym zaczęła poprawiać szminkę na ustach.
Ale jak ona to robiła! Wodziła starannie, zmysłowymi ruchami pomadką po swych pełnych dużych ustach. Robiła różne miny, zwiększające skupienie mężczyzn, lecz prawdziwą kwintesencją było wykonanie przez nią "dzióbka".
"Co łapserdaki... gapicie się na biedną kobietkę? Chyba to ułożenie moich warg, z czymś nieprzyzwoitym wam się kojarzy? Nieprawdaż? Nie chcielibyście tak mieć moich usteczek do swojej dyspozycji???"

Patrzyła na urzędnika i studentów.

"Kurcze... jakby tu ich zagadać? Ciekawe, kim są? Gdzie jadą...?
To, że wpadłam im w oko, to pewne... To, że mieliby na mnie chrapkę... to też... Kiedy wywijałam ustami podczas malowania ich, ten wyższy z chłopców, miałam wrażenie, jakby sobie wyobrażał, że biorę mu do ust... - czyli - jak to mówią w gwarze gówniarzerii - turlać dropsa..."

Mariusz i Grzesiek przedwczoraj oficjalnie dowiedzieli się, że obaj zostali studentami wymarzonej przez nich Politechniki Rzeszowskiej. Wprawdzie rok akademicki dopiero za kilka miesięcy, ale młodzieńcy postanowili rozglądnąć się za stancją dla obojgu. Dokładnie pięć minut temu z młodzieńczą furią wpakowali się, do prawie pustego przedziałum w którym jedyne miejsce zajmował "starszy" pan przy oknie. Jakoże byli od kilku miesięcy pełnoletni zapobiegawczo do plecaka włożyli cztery buteli z piwem.

Ledwo zdązyli zamoczyć usta w piwie, kiedy drzwi przedziału lekkpo sie poruszyły. Chłopcy odruchowo odwrócili się, myśląc, że to konduktor i w tej samej sekundzie złocisty płyn przestał być dla nich ważny.

"Może tak zagadam... nic mądrego nie przychodzi mi do głowy..."

- Panowie może wiedzą... czy pociąg zwykle przyjeżdża na czas? Mam na styk seminarium i bardzo nie chciałabym się spóźnić.

Mówiąc to, uśmiechała się i łopotała rzęsami.

Punktualnoś pociągu była ostatnią rzeczą o której myśleli Mariusz i Grzesiek. Elegancki zapach, figura oraz staranny ubiór Marty sprawił, że swoje oczy skierować mogli tylko na idealny tyłeczek Marty otulony elegancką skórzaną spódniczką. z sekundowego krępującego milczenia wybawił ich nagle głos dochodzący znad gazety.

- W Rzeszowie zwykle jest około czterech minut opóźnienia w stosunku do rozkładu, ale to nic wielkiego. - Wreszcie włączył się do całego przedstawienia Tadeusz wraz z charakterystycznym urzędniczym spokojem rozwiał wątpliwości Marty.

- Dziękuję za informację - nadal uśmiechała się - domyślam się, że jest pan perfekcjonistą... Czy trafiłam? To zawodowa cecha może?


- Zgadła pani - Tadeusz lekko ironicznie się uśmiechnął do Marty lokując na sekunde swój wzrok na biuście Marty - prawie trzydzieści lat doświadczenia w państwowym Urzędzie Miar i Wag robi swoje - dodał, żeby kilka sekund dłużej wpatrywać się w biust naszej bohaterki.

- Ojej! Doświadczenie godne podziwu! - Marta silnie zaintonowała ten podziw. - To ja mam zaledwie kilka lat stażu nauczycielki...

Dostrzegając wzrok mężczyzny na biuście, historyczka poczuła się dumna, wypięła go jeszcze bardziej.

Po czym wstała i mówiąc:

- Ależ tu ciepło...

Zdjęła żakiet.

"Teraz gdy w samej bluzeczce, dopiero będziecie się mogli panowie pogapić na moje cycki... Choć, czy ta bluzeczka nie jest zbyt cienka i niemal prześwitująca?! Ach... no i dobrze... może dostrzegą, że mam śliczny, koronkowy stanik... No i jeszcze lepiej poznają kształt mojego biustu... a przecież pokaźnego i zgrabnego..."

"No i muszę ich ciągnąć za język... sami nic od siebie nie powiedzą... a może to moja wina? Może to dlatego, że ich zdeprymowałam? Zdejmując żakiet, a tym samym epatując biustem... Hmmm..."

- Panowie, to na pewno studenci? - Zagaiła wreszcie Marta siedzących na wprost.
- Tak. - Wydusił z siebie wyższy i odważniejszy. - Na polibudzie... pierwszy rok... - dodał ciszej.
- Zazdroszczę wam! Najpiękniejsze lata życia! - uśmiechnęła się.

"Na pierwszym roku studiów... ależ byłam nieśmiała... gdy na studenckiej dyskotece chłopak położył ręce na mojej pupie... myślałam, że zwariuję...
A potem, na weselu sąsiadki, jakiś podpity, starszy jegomość złapał mnie za cycek! Myślałam, że umrę ze wstydu!
Ciekawe, jakie wy chłoptasie macie doświadczenia...?"

Tadeusz w końcu spróbował zagadać Martę.
- A pani, to na jakie seminarium jedzie, do księży?
- Nie... - uśmiechnęła się.
- No bo już pomyślałem sobie, że taka ładna paniusia, to by tych księżulków... alumnów, czy jak im tam, mocno na pokuszenie wodziła! Ha ha!

Martę ucieszył ten komplement. Odruchowo jedną dłonią pogładziła spódniczkę, a drugą bluzkę na biuście.
- Ja? Ależ ja skromna dziewczyna jestem... - Wyrażając udane zdziwienie i niemal na zawołanie czerwieniąc się, dodała prowokacyjnie: - Cóż takiego mogłoby wodzić seminarzystów na pokuszenie?

- Ano jak to?! Taka zgrabna i elegancka damulka. Seksowna spódniczka, zgrabne nóżki…

- Ojej… ojej… dziękuję za miłe komplementy… - Płoniła się historyczka.

- A co, nieprawdę mówię? Chłopaki, chyba potwierdzicie?!

- Tak, tak… - Zgodnie obaj zamruczeli, jakby zazdroszcząc starszemu mężczyźnie, że ma odwagę zagadać tak atrakcyjną kobietę.

- Oj, chłopaki, chłopaki, jak ja bym był w waszym wieku i na waszym miejscu, to już dawno bym się wypytał panią nauczycielkę czy ma narzeczonego, a jak nie, to już bym był z nią umówiony na kawę!

Marta ucieszyła się, że rozmowa skręca w takim właśnie kierunku.

Natomiast studenci zrugani przez urzędnika, patrzyli na niego spode łba.
Wyższy odgryzł się.

- A to z pana Casanova. Już tak na pewno pani… by się z nim umówiła…

- Marta… mam na imię Marta. – Uśmiechając się, wtrąciła historyczka, jakby chcąc rozładować atmosferę. – A już tak idąc tropem pytań… Nie… nie mam narzeczonego…

- Uuuuu! – Ucieszył się wyraźnie Tadeusz. – No to już… umawiajcie się młodziki z panią Martą na kawkę!

Studenci również wyglądali na ucieszonych informacją, że nauczycielka jest „panną do wzięcia”.
Tym razem odezwał się niższy i nieśmiały:

- A gdzież to taka elegancka i dojrzała dama, profesorka, co jeździ na naukowe konferencje, chciałaby się umawiać z takimi gówniarzami jak my…

Tadeusza jakby ktoś dzióbnął.
- No masz!
Wzniósł oczy ku sufitowi i dodał:
- Pani Marto… Widzi pani, co za młodzież. Zakompleksiona. Nadzieja w pani! Niech pani jej doda ducha.

Marta załopotała rzęsami.
- Ależ tak... W żadnym wypadku nie uważam panów za gówniarzy... - uśmiechnęła się kokieteryjnie - i nie znalazłabym powodu, dla którego miałabym nie umówić się na kawę - zakończyła jeszcze szerszym uśmiechem.

Tadeusz tryumfował.
- Albo i kolację pewnie...

Marta to podchwyciła.
- Ależ dlaczego i nie na kolację...?
Wyobraziła sobie wytworną knajpę, świece i siebie w eleganckiej "małej, czarnej", jak siedzi przy stoliku na wprost nieśmiałego studenta.

Tadeusz zaś szedł za ciosem.
- A może i na kolację ze śniadaniem, ha ha!

"A to cham!" - Pomyślała nauczycielka, zniesmaczona żartem. - "Sprośny urzędas z ciebie, stary tryku."
Skrzywiła usta w niesmaku, udając oburzenie porządnej kobiety. Już chciała powiedzieć - No wie pan? Jak pan może tak żartować sobie?! - Gdy pomyslała - "A właściwie, to czemu nie pójść tym tropem? A niech się nakręcają i te szczyle i ten stary pryk."
- Cóż... niewykluczone... że byłaby to kolacja ze śniadaniem...

Obserwowała ich. Miny mówiły wsztstko. Jakby wyobrazili sobie poranek po tej kolacji i nauczycielkę w jakiejś seksownej koszulce, a może nawet nagą, solidnie wymęczoną po nocy ze studenciakiem...

"Nie ma to jak wyobraźnia... chętnie wam jeszcze na niej poigram..."

- No to dziadek pojechał... - szepnął niższy student, Mariusz, koledze do ucha.
- Ale ta laska to niezła cycadella, w seksi miniówie... nic dziwnego, że staruszek się ślini.

Do Marty doleciały strzępy słów - "cycadella", "seksi miniówie" - więc wiedziała, że to o niej. Znów wypięła biust do przodu i przygładziła materiał spódniczki.

"A jednak spodobały wam się gnojki moje "bufory"! Pewnie kuszą was ich kształty, tak wyraźne dzięki obcisłej i cienkiej bluzeczce?! Widzicie, że nie dość, że takie duże, to jeszcze zgrabne! Czyż nie? Czyż nie proszą się same, żeby znaleźć się w męskich łapskach?"

Marta sama się podniecała swoimi myślami. Przypomniała sobie, jak wystąpiła w tej bluzeczce przed dyrektorem. Doskonale pamiętała jego wzrok zawieszony na linii biustu.

Tymczasem Tadeusz tryumfował.
Oczami wyobraźni widział kolację z Martą.
"Jak to teraz młodzi gadają - 3K - kino, kolacja, kopulacja... Oj, tak, już ja pani nauczycielko zaprosiłbym cię do tego kina... bardzo grzecznie zaprosił..."
Przymróżając swoje świńskie oczka, imaginował w swojej głowie poszczególne obrazy. Pierwszy - jak siedzi w kinie obok historyczki. Kładzie rękę na jej kolanie, po czym delikatnie wsuwa pod spódniczkę.
Drugi - siedzą oboje w przytulnej restauracji, piją wino w dużych kieliszkach, po czym wstają od stołu i tańczą. Ręka Tadeusza zrazu delikatnie zwiedza pośladki nauczycielki, potem staje się coraz śmielsza i pozwala sobie na ich ściskanie... Wreszcie, wykorzystując obroty w tańcu, przesuwa się po obfitych piersiach Marty.
Trzeci obraz - obskurny pokoik jakiegoś taniego motelu. Na starym rozklekotanym łóżku leży historyczka z zadartą spódniczką i nogami w pończochach i kozaczkach, uniesionymi do góry, zaś pomiędzy nimi uwija się spocony urzędnik.
"Boże! Żeby takie fantazje się spełniały!"

- Pani Marto..., skoro brak nadziei w młodzieży... to może ja się z panią umówię na kolacyjkę? - Parł rozochocony urzędas.
Historyczka wyśmiała w duchu starania Tadeusza, ale uznała, że to świetna okazja, żeby się ze starym podroczyć.
- Ależ oczywiście... panie Tadku... kolacja... czemu by nie... jesli mnie pan jakoś zachęci... - uśmiechała się zalotnie.
"No i jak tu cię dzieweczko zachęcić? Tym, że - solidnie ci wyczochram boberka?, że ci zapuszczę mrówkojada? - że porządnie popamietasz mojego badziąga?"
- No... moja paniusiu... nie myśl, że jak kto stary to nie jary... wiesz jak to mówią, im starszy korzeń, tym dłuższy... ha ha!
Marta spuściła oczy, udając niezwykle zawstydzoną.
- Ależ panie Tadeuszu... widzę, że trzyma się pana odważny dowcip... z brodą...
"Tak laluniu, już ty się tak wstydzisz! Pewnieś ciekawa starego korzenia... poczochrałabyś... a pewnie i chapnęła! Pewnieś ciekawa, jakby to było zasadzić ci taki korzeń w twoją bruzdę!
Na oko jesteś po trzydziestce, pewnie żeś z niejednego pieca chleb jadła... przed niejednym nóżęta rozkładałaś... nie jeden cię pewnie wypiżglił do wiwatu... a przecież... nie masz stałego bolca, który by cię regularnie szturchał! Toś na mus, łasa na... Ha ha"
Sam zaśmiał się urzędnik do swoich nagle zrymowanych myśli i odparł:
- Kawał z brodą, to ja mogę powiedzieć! Ale... to trza najpierw polać!
Okazało się, że Tadeusz ma ze sobą w przepastnej, acz wyświechtanej teczce, potężną butlę nalewki, w dodatku, niemozliwie tęgiej. Marta, która jako pierwsza skosztowała tegoż specjału, poczuła jak natychmiast srodze zaszumiało jej w głowie.
Tymczasem urzędnik sztachnął sobie na raz trzy kolejki. W mgnieniu oka dymiło mu z czupryny. Tym chętniej opowiadał kawał.
- Jedzie w przedziale kobieta z mężczyznami. W pewnym momencie mówi im - "jak mi dacie po stówce, to ja wam pokażę miejsce, gdzie miałam operowany wyrostek". Bezapelacyjnie się zgodzili! Wtedy ona do nich, pokazując za okno - "O, w tym szpitalu!" Ha ha ha!
Marta udała, że się uśmiecha, ale jednocześnie zaczerwieniła się i spuściła wzrok.
- Oj, panie Tadeuszu... trzymają się pana na prawdę... myśli bardzo jednotematyczne...

Urzędnikowi już mocno parowało z czachy, bo nie omieszkał po opowiedzeniu dowcipu-suchara, uraczyć wszystkich nową kolejką. A siebie nawet dwoma.
- Pani Marto... już niech pani nie zgrywa takiej, przepraszam za określenie, cnotki-niewydymki... A gdybyśmy my pani rzucili stówkę, to pokazałaby nam pani miejsce, gdzie robi się operację wyrostka...?

"A to ordynus skończony! Grubianin! Jak on mnie traktuje... przecież to upokarzające dla kobiety... Składa mi propozycję, jak jakiejś panience lekkich obyczajów!

Ależ mu utrę nosa! Przytemperuję cię dziadygo, aż ci zajdzie w pięty!"

Marta unosząc oczy ku niebu, zgrywała oburzenie ewidentnej cnotki. Już układała sobie w myślach tyradę, jaką wybuchnie, gdy przyszedł jej do głowy inny pomysł.

"Kurcze... może ten alkohol za bardzo uderzył mi do głowy, ale czy to nie byłoby ekscytujące zagrać takiej kobietki, która waha się, czy nie odsłonić bluzki?"

- Ojej... panie Tadeuszu... ale czy ja wyglądam na taką, która ochoczo pokazuje takie miejsca?

- Ojtam paniusiu... a co to takiego, uchylić troszkę bluzeczki... na plaży przecież pokazuje pani duuużo więcej.

"Patrzcie go, jaki logiczny! Ależ teraz się na mnie gapią. Pewnie wyobrażają sobie, jak na plaży wygląda kobieta z tak pokaźnym biustem w samym staniku... Na ile wtedy widać kształt piersi... Na pewno o tym fantazjują, bo gapią się wprost na moje cycki!
To co? Prowadzimy gierkę dalej?"


- I na prawdę, panie Tadeuszu wydałby pan stówę na to, żebym podciągnęła odrobinę bluzkę?
Widziała, jak łapczywie patrzą zarówno studenci, jak i Tadek.

- Cóż, portfel urzędnika, to nie skarbce Krezusa, ale... proszę!
W tym momencie położył obok Marty wymięty banknot.

Nie wiedziała, jak się zachować, ale nie chciała kończyć gry, która tak ją ekscytowała.

- Nie... no nie wiem sama... chyba nie powinnam...

- Pani Marto, proszę się nie wahać! Prawda chłopaki?!

Studenci, którym zaszlo w głowę nie mniej niż Tadziowi, ośmielili się na solidarne wsparcie urzędnika.

- Ojej... panowie... ależ wy wszyscy przypieracie mnie do muru...

Obie strony były rozgrzane frymarczeniem się.

Tadzio znów wyciągnął butelkę.
- No to na odwagę!

Marta znów wypiła kieliszek. Znów poczuła silne uderzenie alkoholu do głowy.

- Ależ panowie wykorzystujecie to, żem niewiasta słaba i uległa...

Z premedytacją użyła słowa "uległa", wiedziała, jak podziała ona na mężczyzn.

- Laluniu... proszę bez dyskusji... Przecież widzimy, że masz zgrabniutki brzuszek... Grzech się nie pochwalić!

Historyczka z lubością podkreśliła, jak to, jako biedna kobietka została osaczona i wręcz przymuszona.
- Ach... widzę panowie, że nie przestaniecie... dopóki nie ulegnę... dopóki wam nie dam... tego co chcecie...
Z naciskiem wypowiadała słowa - "ulegnę" oraz "dopóki wam nie dam"...

- Nawet mowy nie ma! - Dobitnie podkreślił Tadek.

Marta zrobiła zrezygnowaną i minę.

- No dobrze panowie... wygraliście.

Udając skrajne zawstydzenie, drżącymi dłońmi zaczęła rozpinać guzik z dołu bluzki. Najpierw jeden.
Mężczyźni gapili się jak zauroczeni na cienkie palce nauczycielki, ozdobione długimi paznokciami, pomalowanymi na intensywny różowy kolor.
Wreszcie drugi guzik.
Na koniec, trzeci.

Marta schwyciła dół bluzki, po czym podniosła wzrok i przebiegła nim po twarzach studentów, a zakotwiczyła go na referencie Tadeuszu. Wszyscy byli skupieni, jakby czekali na wystrzał przy starcie.
- Uwaga panowie... pierwszy raz będę się obnażała przed nieznajomymi mężczyznami... i to w miejscu publicznym...
"Słowo - obnażała - mówię na wyrost... ale niech ich podjudzi...
Kurcze... chyba jednak za mocna okazała się ta nalewka..."

Nauczycielka uniosła materiał bluzki do góry i oczom mężczyzn ukazał się zgrabny, opalony brzuszek kobiety, z małym pępkiem pośrodku. Udało im się też, w ciągu tych kilku sekund dostrzec dół stanika - koronkowego i bardzo seksownego. Podstawy dwu kuli dawały wyobrażenie o ich niemałej wielkości...

- Nnno... pani profesor! Jakież fantastyczne ciało! Co za kibić! Godna Afrodyty!

Urzędnik popisywał się, kipiąc z zachwytu. Jednocześnie dumał, jaki tu jeszcze fortel zastosować, żeby się przystawiać do nauczycielki.
"Mam przecież karty! Ech, gdyby tak zagrać w rozbieranego... ale nie... na tyle nie jestem pijany, żeby odważyć się to zaproponować..."

Tymczasem pociąg dojeżdżał do małej stacyjki. Marta uznała to za odpowiedni moment do pogrzebania w walizce. Wstała, uniosła dłonie do góry, jednocześnie wypinając się z premedytacją w stronę mężczyzn, eksponując pupę bardziej, niż tego wymagała potrzeba.
Znów byli zauroczeni. Skórzana spódniczka idealnie opinała tyłek.
Grzegorz, rozochocony, i odurzony alkoholem, zrobił ruch, jakby wymierzał nauczycielce zamaszystego klapsa. Pozostali widzowie zachichotali, Tadeusz pokazał kciuk do góry.
Marta speszyła się.
"Na pewno w głowie im albo symulowanie klepania mnie po tyłku, albo może podciągnięcie brzegu kiecki do góry... Kurcze, dlaczego to mnie tak podnieca?!"

Postanowiła zagrać na tym.
- Ojej... dlaczego panowie się śmiejecie? Czy coś jest nie tak z moją spódnicą? Czyżby zamek się rozsunął?
Po czym układała dłońmi materiał miniówki, jak grzeczna dziewczynka.
Gdy wróciła do uprzedniej czynności szukania czegoś w walizce, ponownie się wypięła, tym razem jednak znacznie bardziej prowokacyjnie, wręcz podsunęła swoją pupę pod nos wyższemu studentowi - Grzegorzowi.
- Sama się prosi... - szepnął mu na ucho Tadzio. - Uchyl troszkę do góry tę kiecuszkę!
Martę przeszły ciarki.
"Matko! Rzeczywiście sadzą się do zajrzenia mi pod spódniczkę! Kurcze... tylko dlaczego to jest tak cholernie podniecające?!"
Udała, że nie słyszy szeptów i jeszcze mocniej wypięła się.
Grzegorz wykorzystał okazję i delikatnie, najdelikatniej jak potrafił, odchylił palcem brzeg spódniczki, co było o tyle łatwe, że materiał - wszak to skórzana miniówka - był dość sztywny.
Mężczyźni dostrzegli wtedy, że pończochy kończą się śliczną, seksowną koronką.
- Ajajaj! - cmokał Tadzik - elegancko! Weź, jeszcze trochę wyżej...
Chłopcy ciężko oddychali, widzieli w pełni, szerokie manszety o misternym, kwiatowym wzorze, a tuż nad nimi, nagie uda kobiety.

Marta czuła, że coś dzieje się z jej spódnicą.
"Ciekawe, co tam huncwoty widzicie?! Pewnie koronkę moich cudownych pończoszek? I bardzo dobrze! Podniecajcie się nimi!"
Nauczycielka przywiązywała olbrzymią wagę do bielizny, w szczególności do pończoch, zawsze starannie je wybierała i nie żałowała pieniędzy na kosztowne marki.

Trzej mężczyźni siedzieli z wbitym wzrokiem w jedno miejsce.

- Weź jeszcze wyżej! Może zobaczymy jej majteczki! - Wysapał szeptem Tadeusz.

Marta zadrżała.
"Nie! Nie mogę na to pozwolić! Mam na sobie te figi ze zbyt prześwitującą koronką! Przecież nie mogą dostrzec, że przebija przez nie moja szparka!"

Jednak, jakaś dziwna siła nie pozwoliła jej ruszyć się...
Grzegorz, już mocno drżącą ręką, zadarł materiał spódnicy jeszcze wyżej.
Mężczyźni zbaranieli. Mieli przed sobą, w większości odsłonięte pośladki nauczycielki, przedzielone fioletowym materiałem koronkowych majtek.
Najbliżej usadowionemu Mariuszowi, jako jedynemu z panów, wydało się, że widzi przez koronkę delikatny zarys wąskiej pionowej kreski. Poczuł, jak mu twardnieje coś w spodniach.

Nie mniej podekscytowany był stary, aż mu się wyrwało:

- Ja pierdolę... ale zadek!

Marta poczuła się autentycznie zawstydzona. Co nie oznaczało, że rezygnuje z odegrania teatrzyka...
Nagle odwróciła głowę.
- O Boże! Co wy robicie! Grzegorz! Jak możesz?! Jak możesz zadzierać kobiecie spódnicę?! Boże! Jak mogliście tak mnie upokorzyć!
Teatralnym gestem poprawiała spódnicę, jakby to miało umożliwić "odzobaczenie" przez mężczyzn widoku spod spódniczki.

Wtem, zwalniający pociąg, zbyt raptownie zahamował. Historyczka straciła równowagę i jak długa poleciała na siedzącego na wprost Mariusza. Na szczęście upadła tak, że na niego siadła, zaś chłopiec przytomnie złapał kobietę. Chwycił jedną ręką za biodro, a druga trafiła dokładnie na jej biust. Jako, że student łapał ją instynktownie, w odruchu, capnął za pierś całkiem mocno. Ścisnął ją tak, że poczuła to dotkliwie.
- Achh! - Wydarło się nauczycielce.
Jednocześnie, siadając na chłopcu, poczuła, że jego kuśka ma potężny wzwód. Bardzo to Martę podniecilo. Chyba dlatego, rozklejona, miłym głosem dziękowała.
- Panie Mariuszu... dziękuję za przytomny refleks... Jest pan... sprawnym mężczyzną! Gdyby nie pan, zapewne upadłabym na podłogę i potłukła sobie kuperek...
Student kraśniał z zachwytu. Zaś współtowarzysze zazdrościli mu miłej przygody.
Tadzio dogadywał:
- A to nasza pani nauczycielka leci na młodych! Leci? Już poleciała... ha ha ha!
Marta zrugała go wzrokiem, lecz urzędas nie przestawał.
- Widzisz paniusiu... tak to jest, jak się kobita puści... ha ha ha! Trzeba się mocno trzymać półki. A tak... puściłaś się... i chłopaczyna miał sobie co potrzymać... ha ha ha!
- Proszę takie uwagi zachować dla siebie. - Marta uderzyła w surowy ton, choć tak na prawdę podnieciły ją słowa - "tak to jest jak się kobita puści".

"Dlaczego to wszystko mnie tak ekscytuje! To podciąganie spódniczki... chwytanie za pierś... wzwód młodzika... i te przaśne słowa o puszczaniu się... Teraz... a może to alkohol też sprawia... jestem w stanie, że najchętniej rzeczywiście bym się... puściła!"

Stary, nalewając nową kolejkę, nucił sobie pod nosem, mamrotał, lecz dało się wyłowić słowa:
- Czy pani puszcza się ta podoba...

"A to drań! Czyżby on rzeczywiście chciał zasugerować, że wyglądam na puszczalską?!"

Tadeusz tymczasem wpadł na inny pomysł.
- Zagrajmy w karty! Znacie takie coś - "na rozkazy"?!

Marcie wydało się to potwornie idiotyczne. Jednak zadziałała tu typowa babska ciekawość.

- No nie wiem, nie wiem, ja chyba w to nie wejdę... - Droczyła się z nimi nauczycielka, by wreszcie zdeydować: - No dobrze, zagram z wami w te rozkazy.

Mężczyznom aż zaświeciły się oczy.

Tadeusz zaczął dziwną grę, prostą, ale znaną chyba tylko jemu. Marta szybko dostrzegła, że urzędnik ewidentnie oszukuje, ale nawet ucieszyła się z tego powodu, wiedziała, że dzięki temu więcej rozkazów będzie dotyczyło własnie jej, a to ją ekscytowało jak cholera - raz, że drażniło jej babską ciekawość - co jej zadadzą, a powtóre spodziewała się jakiegoś kierunku ocierającego o erotyzm, to ją kręciło w tym najbardziej.

Już pierwsze zadanie trafilo na Martę. Tadzio zapytał, czy ma na sobie pończochy czy rajstopy. Nauczycielka ułożyła usta w podkówkę.

- Ależ panie Tadeuszu... Czy to nie zbyt intymne pytanie... Czy to aby wypada pytać, kobietę o to, co ma pod spódnicą...? - Pomilczała chwilę. - No, ale niech będzie... skoro zgodziłam się na grę, to odpowiem. Rajstopy. Pończochy rezerwuję sobie na inne okazje...

"Czy dobrze zrobiłam z tą prowokacją? Na pewno zdążyli zobaczyć, że mam na sobie pończochy. Tak krótka spódniczka na pewno odsłoniła koronki, gdy stałam..."

Tadzio był zaskoczony, nie wiedział jak zareagować. Kolejne polecenie wydał Mariuszowi - polać kolejkę. Następne - Grzegorzowi - odgadnąć, jaki Marta ma na sobie stanik? Kolor i rozmiar.

"A to spryciarz! Nawet, jeśli rozkaz nie jest dla mnie, to i tak stary cwaniak znajdzie sposób, żeby mnie skubnąć... i to erotycznie."

- Tak przez bluzeczkę coś tam widać. Chyba fioletowy... A rozmiar? Nie jestem znawcą, przepraszam, jeśli nie trafię. Ale... 75 E? - Głosem zdradzającym spore podekscytowanie, wyrecytował Grzegorz.

Marta robiła tajemniczą minę.
- Może... może... Przyjmijmy, że tak...
"A więc kręcą ich moje pokaźne cycki!"

- No tak. Fioletowy. Nawet widać ramiączko. No to teraz niech zgadnie Mariusz - rządził bezwzględnie urządnik - czy do kompletu jest też dół pani profesor?

Marta zaczerwieniła się.
"Będą teraz prawić o moich majtkach!"

Niższy student również się zaczerwienił. Udało mu się wszak dostrzec fioletową koronkę pod spódnicą, między pośladkami. Mimo, że się wstydził, to jednak się przemógł.
- Też fioletowe... - wyszeptał.

"Kuźwa! Pewnie je na mnie widział, jak mi zaglądali pod kieckę! A może po prostu... zgaduje?"

Tadzio postanowił iść za ciosem.

- No to kolejne polecenia dla naszej pani profesor. Niech wymieni swoich pierwszych trzech chłopaków!

Marta przełknęła ślinę.
"A więc intryguje ich to, ilu miałam facetów. A raczej pewnie, ilu miało mnie..."

- Cóż... no dobrze... czyli czasy licealne i studenckie. Pierwszy, miał na imię właśnie Mariusz... - "Boże! Jeszcze to pamiętam, gdy podczas pocałunku, pierwszy raz chłopak pakował mi rękę pod bluzkę. Chwytał za piersi. Już wtedy miałam duże! Wreszcie wsuwał dłoń po miseczki stanika! Boże, jak ja, nastolatka, to przeżywałam!"
- Drugi był Michał. Podobnie jak ja, student historii, tylko rok starszy. Pożyczał mi książki i mieszkał w tym samym akademiku. - "Właśnie tam, w moim pokoju, dobierał się do mnie. Pamiętam jak dziś to zaskoczenie, gdy pierwszy raz wylądowała ręka pod moją spódniczką. Potem, taki podniecony, macał mnie, najpierw przez majtki, a ja wtedy miałam tampon!"
- Trzeci to Mateusz. Ze szkoły wojskowej. Często zabierał mnie do kina na filmy wojenne. Za którymi średnio przepadałam, ale nie chciałam go zrazić. - "Ależ to był wariat! Prawdziwy żołdak! W tym kinie, byłam wtedy w tej mojej ulubionej chabrowej sukience, bezwstydnie zrobił mi taką palcówkę, aż się wiłam! Do dziś pamiętam wzrok starszego mężczyzny, patrzącego z boku."

- O! trzy razy M! - zarechotał Tadeusz - Mariusz, Michał, Mateusz... No to teraz niech polecenie ma nasz pan M. Wymasować kolanka pani M. Ha ha ha!

Biedny studencina westchnął głęboko. Jednak alkohol dodawał mu odwagi. Badzo delikatnie ulokował dłonie na kolanach nauczycielki. Ta nie oponowała, ale wyglądała na zmitygowaną.

"No cóż chłoptasiu... potrzymaj mnie sobie za kolanka... pewnie dla ciebie, niedoświadczonego, to bardziej podniecające doznanie, niż dla innych ściskanie cycków."

- A teraz pani Marta robi masaż wszystkim panom! Masuje im uda!

Nauczycielka udała niezadowolenie, ale w głębi ducha, spodobało jej się to.
"Pewnie dranie, w nogawkach macie już naprężone wasze armatki!"

Kucnęła, by wygodniej zabrać się za zadanie, z pełną świadomością, że w tej pozycji daje mężczyznom doskonały wgląd w jej dekolt. Istotnie, mieli jak na dłoni piękną perspektywę, dwie dorodne półkule, rowek między nimi i śliczny wisiorek. Spowodowało to duży wpływ na to co działo się w ich nogawkach.

Gdy delikatnie masowała rozsiadłych w fotelach współtowarzyszy podróży i natrafiła, najpierw u Grzegorza, a potem Tadeusza na "węże" w spodniach, wzdrygnęła się.

- Właśnie tu paniusiu masuj! - Żądał rozochocony urzędnik, jednoczeście zapuszczając kobiecie nieprzyzwoicie głębokiego żurawia w dekolt.
"Ale masz te cyce! Jak donice! I już wiesz, jak nam koniki rwą się do galopu! Jaki duży i twardy jest mój ogierek!"

Gdy tylko nauczycielka "uciekła" od zadania, Tadeusz wyraziwszy swe niezadowolenie, natychmiast przeszedł do kolejnego zadania, niewątpliwie już ukutego w głowie.
- A teraz zmiana, panowie masują uda pani...

Marta próbowała wyrazić oburzenie, ale już dwie pary męskich dłonie gładziły jej udo, dwie - gdyż Mariuszowi zabrakło odwagi.
Samcze ręce wręcz macały zgrabne uda historyczki, opięte cienkimi nylonami. Kobietę podniecało to jak cholera.
"O taaak.... macajcie udeczka... pewnie już się szykujecie na wtargnięcie pod spódniczkę... niewątpliwie to zrobicie szuje! A wtedy odkryjecie moje niewinne kłamstewko, wyda się, że w istocie mam na sobie pończochy... I jaką karę za oszustwo obmyslicie? Ale na razie, jak na cnotliwą białogłowę przystało, nieco pobiadolę..."

- Ojej! Och... panowie... wasze dłonie są nadto ekspansywne... jak możecie tak napastować biedną dziewczynę...

Protesty nauczycielki tylko bardziej ich mobilizowały. Obie pary dłoni wdarły się pod skórzany materiał minispódniczki, łapczywie obejmując uda.

- Cóż panowie robicie! Za daleko się posuwacie! Jak można porządnej kobiecie wkładać łapy pod spódnicę?!

Tymczasem ręce nagrzanych mężczyzn wjechały na obszar ud powyżej koronki, co z jednej strony, jeszcze bardziej ich rozpaliło, a z drugiej dało niezbity dowód, że Marta ich oszukała, twierdząc, że ma na sobie rajstopy.

- Nie... nie... - szeptała, podniecona faktem, że dłonie są już tak blisko jej kobiecości.

Tadeusz z Grzegorzem z dziką rozkoszą masowali uda nauczycielki. Masowali... pieścili... macali. Świadomi, że są tak blisko jej klejnociku, z trudem opanowywali się, by tam nie dotknąć. Jednoczesnie, pod wpływem ich działań, spódniczka podwinęła się i koronkowe manszety stały się doskonale widoczne. Nawet dla Mariusza, który zaglądał na nią zza pleców kolegi.

- Pani profesor nas oszukała! - Urzędnik pastwił się nad Martą, nie tylko macając jej ciało. - Coś nieprawdopodobnego. Pani pedagog - wzór cnót! Jak ukażemy ją panowie za karygodny czyn kłamstwa???

Odpuścili jej masaż ud zastanawiając się nad adekwatną i dotkliwą karą.

- Ja zaraz coś tam wymyślę! - Grzmiał uroczystym basem Tadeusz. - A do tego czasu pani historyczka nam, po pierwsze, wyzna dlaczego nas okłamała? Po wtóre, wyjawi jakich miała trzech ostatnich facetów!

Marta spuściła wzrok, udając bardziej zawstydzoną, niż była.

- Cóż... obawiałam się, że panowie mogą uznawać kobiety, które noszą pończochy, za... łatwe...

Mężczyźni rozejrzeli się po sobie, jakby porozumiewawczo.

- Natomiast co do moich facetów... Ostatni był Cyprian... Również nauczyciel. Polonista. Głupio przyznać się, sama go zostawiłam, gdy wiedziałam, że nic z tego nie będzie...
"Ależ z niego był romantyk... Nigdy nie zapomnę sceny, gdy oddałam mu się w pokoju nauczycielskim... I nakrył nas woźny, gdy byłam piłowana na biurku."
- Przedostatni, to Arnold. Pracował w jakichś służbach, ale nawet nie chciał mi powiedzieć - jakich. Był brutalny... tak na prawdę, to dobrze się stało, że mnie porzucił... Odmaszerował w siną dal...
"Matko, ależ z niego był brutal! Przecież on mnie regularnie gwałcił! Te ostre klapsy, upokarzające wyzwiska! Przecież on traktował mnie jak szmatę. W jaki sposób mnie rżnął?! Jak dziwkę! Dlaczego ja tyle z nim wytrzymałam?!"
- Wcześniej był Teofil. Rozstaliśmy się, bo on koniecznie parł do zrobienia mi dziecka...
"Teofil-pedofil! Dziwny był. Koniecznie chciał bez gumki... Dupczył mnie szybko i natychmiast kończył we mnie..."

- No dobrze... - Tadeusz z miną zdobywcy, postanowił obwieścić zadanie-karę dla nauczycielki. - Mam dla pani Marty odpowiednie polecenie... - Zawiesił głos, żeby wzmóc ciekawość. - Kara musi być adekwatna i dotyczyć sfery, gdzie nastąpiło przewinienie...

Martę intrygowało to nie mniej niż studentów.
"Czyli co? Zechce, żebym podciągnęła spódniczkę... i zademonstrowała pończochy na nogach w pełnej krasie... No to byloby podniecające zadanie... Ale na to się nie zdobędzie. A może przyjdzie mu do głowy perwesyjniejszy pomysł?"

- A ta sfera... przecie, znajduje się pod spódnicą! - Podkręcał atmosferę Tadeusz.

Nauczycielka czuła się w obowiązku to oprotestować.

- No wie pan... panie Tadeuszu... jak tak można...

Urzędnik nie zważał na babskie protesty. Kontynuował.

- Dlatego polecenie brzmi takoż: pani Marta musi zdjąć majtki!

Kobietę znów zamurowało. Musiała wyrazić oburzenie.

- Jak pan tak może wyprawiać sobie zbytki wobec porządnej kobiety...

Gdy jednak naparli na nią również chłopcy, dzielnie sekundujący Tadkowi i użyli argumentu o dotrzymywaniu słowa i przypomnieli jej kłamstwo, historyczka zmiękła.

- No dobrze... widzę, że nie mam wyjścia... no macie rację, sama się o to prosiłam, okłamując was...

"Boże! Jakie to podniecające! Dostać od nieznajomych facetów polecenie, żebym zdjęła majtki! Ach! Będę musiała teraz udać się do toalety, ze świadomością, że idę tam w wiadomym celu... A potem... będę wracała, nie mając nic pod spódnicą! O matko! A przecież jestem w tej krótkiej miniówie!"

Mężczyźni odprowadzali wzrokiem nauczycielkę, która zabrawszy torebkę, udała się do WC.
W międzyczasie w korytarzu zapanował tłok. To robotnicy dojeżdżający jeden przystanej do fabryki, zupełnie go zablokowali. Marta została skazana na przedzieranie się przez ten gąszcz.
Brać robociarska wcale nie traktowała damy według reguł savoir-vivre... Zamiast jej ustępować, jakby celowo blokowali, licząc, że dzięki temu zyskają okazje do poocierania się o jej pupę, a zwłaszcza o biust...
I tak też się działo. Marta przeciskając się, chcąc nie chcąc, musiała co raz otrzeć się tyłkiem o mężczyzn. A czasem też i piersiami.
Jakiś głos wrzucił niewybredny dowcip:
- Ale tu tłok! Gdyby nie ta elegancka paniusia, nie byłoby gdzie palaca wsadzić!
Odpowiedział mu wulgrarny rechot.
Nauczycielka była potwornie speszona, zwłaszcza, że co rusz, poczuła czyjąć dłoń na tyłku, a nawet na piersi.
Choć w normalnej sytuacji zapewne spoliczkowałaby natręta, w tym tłoku, nawet nie wiedziałaby którego, a poza tym, prawdopodobnie tylko sprowokowałaby ich do kontrreakcji.
Gdy już docierała do toalety, słyszała głosy.
- Proszę pani, może trzeba pani pomóc? Może co potrzymać?
Towarzyszyły temu gromkie śmiechy.

Kabina toaletowa w tym pociągu przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy, brudna muszla sedesowa, zapaskudzona podłoga, nawet lusterko zbite. Towayrzył temu nieprzyjemny fetor.
W tych okolicznościach historyczka sięgnęła dłońmi pod spódniczkę i chwyciła majtki. Drżały jej ręce, była niezwykle podekscytowana. Podniecała ją sytuacja, w której musi zdejmować te koronkowe figi na polecenie współtowarzyszy podróży, niepewność co do dalszego biegu wydarzeń, to że będzie musiała z nimi przebywać w przedziale ze świadomością, że nie ma na sobie majtek...
"Czy na dowód, że spełniłam zadanie, będę musiała pokazać im zdjęte figi? No bo chyba przecież nie zajrzą mi pod kieckę?!
Boże... dlaczego tak bardzo podnieciło mnie przedzieranie się przez tłum tych roboli?! Że poocierali się? Że łapali mnie za pośladki? A przecież, zaraz czeka mnie droga powrotna... A tym razem wszak, pod kusą mini, nie będę miała nic!"

Powoli zsunęła majtki przez szeroką górę cholewek, gdyż takowymi wykończone były muszkieterki. Nie chciała siadać na brudną muszlę, więc zdejmowała figi, stojąc. By zachować równowagę, musiała  jedną ręką oprzeć się o ścianę, a drugą zsuwała majtki. Cały czas obawiała się, czy zamek ubikacji na pewno działa, bo słyszawszy robaotników tuż za drzwiami, oczami wyobraźni już widziała ich wdzierających się do środka, własnie gdy ona ma śliczne, koronkowe majteczki na poziomie kostek...

Wreszcie zsunęła figi z ostatniego kozaczka, po czym włożyła je do kopertówki.
"Spłuczę wodę, bo jeszcze ci robole gotowi pomysleć, że robiłam tu Bóg wie co... a napewno potrafiliby sobie sprośnie pożartować."

Mężczyźni już czekali na powrót elegantki z toalety. Tym razem byli na jej przejście przygotowani, nie to co wcześniej, gdy zaskoczyło ich nagłe pojawienie się zjawiskowej, ślicznej damulki, która mocno podniosła im ciśnienie.
- A co nam paniusia da, jak ją przepuścimy? - Już pierwsi byli hardzi.

Martę w pierwszej chwili oburzyło takie buńczuczne potraktowanie, lecz już po chwili czuła, że jest w tym element dość podniecający - samcy czyhający na bezradną dzieweczkę, do tego próbujący ją postawić we frapującej sytuacji. Dlatego, mimo, że na początku ściubiła usta w dzióbek, postanowiła być miła.

- Cóż... mogę w zamian obdarować panów miłym uśmiechem. - Po czym, na dowód autentyczności propozycji, uśmiechnęła się szeroko, pokazując dwa rzędy śnieżnobiałych zębów.

Zdębiałym robotnikom zabrakło języka w gębie. Przepuścili ją, choć jeden wykorzystał moment by położyć Marcie rękę na biodrze, a drugi otarł się o pupę.

Minięcie kolejnych dwóch okazało się znacznie trudniejsze, bo mimo, że na początku niby grzecznie się rozstąpili, to potem zwarli swoje ciała, zamykając kobietę, jak w potrzasku. Musiała się nasiłować, tym samym mocno ocierać się tyłkiem i piersiami o nieustępliwych mężczyzn. Na pupie poczuła coś twardego.

"Tak! Ten facet ma wzwód! Jeśli inni też są tak rozochoceni, to czeka mnie sroga przeprawa... Teraz to nawet nie ma sensu się zawrócić, będąc wewnątrz tej czeredy. Znalazłam się w istnej pułapce!" - Myślała nauczycielka ocierając się biustem o masywny tors muskularnego bruneta.

Gdy przeciskała się przez najgęstszą grupę robotników - po prostu między nimi ugrzęzła. Zastosowali ten sam manewr, co ich poprzednicy - wpuścili kobietę łatwo miedzy siebie, ale potem zwarli szeregi i Marta nie mogła ruszyć się ani w jedną, ani w drugą stronę.

- Panowie, proszę przepuśćcie mnie... - Zawodziła cieniutkim głosikiem, lecz jej prośby jedynie bardziej mobilizowały mężczyzn do przygwożdżenia zgrabnego ciała eleganckiej damulki.
Historyczka, zewsząd otoczona, czuła pot męskich, robotniczych ciał. Wkrótce poczuła na sobie dotyk kilku krzepkich dłoni.
Wylądowały na biodrach, na brzuchu. Sunęły niczym węże, niczym macki jakichś potworów. Jedna z nich chwyciła pośladek, druga pierś.

- Ratunku! Pomocy! - Piszczała swym cieniutkim głosikiem Marta.
Jednak, kto by się narażał tak dużej bandzie, w dodatku brutalnych obwiesi.

"Chyba im się nie wydostanę." - Myślała kobieta, czując kolejną dłoń na drugim pośladku. - "Zmacają mi zadek... zmacają mi cycki! To pewne..."

Jakby na potwierdzenie jej przypuszczeń, jakaś wielka łapa schwyciła ją za pierś. Czuła, jak ją silnie ugniata.
Na udach wyczuwała twarde mięsiste wałki.
"Matko! Jacy oni są twardzi! Podnieceni!"
 Wkrótce na udach zameldowały się także wypracowane ręce robotników. Ścisnęły delikatne ciało.
"O Boże! Co to będzie, jak wsuną mi się pod spódniczkę! Co to będzie, gdy odkryją, że nie mam na sobie majtek! Pomyślą sobie, że jestem jakąś łatwą? Puszczalską?"

Gdy jedne dłonie wsuwały się pod bluzkę, inne sunęły pod spódniczką.
Nauczycielka poczuła niecierpliwe palce wdzierające się pod jej stanik.

- Nie! Nie! Proszę... przestańcie...

Odpowiedział jej ordynarny rechot.

Marcie przyomniały się w tej chwili jej sny i fantazje dotyczące słynnego Sylwestra w Niemczech, gdy uchodźcy obłapiali i molestowali kobiety. Dużo się tego naczytała i potem śniła, jak w eleganckiej, wieczorowej sukni zostaje "odłączona od stada" po czym pochwycona przez grupę śniadych i czarnych wyrostków, wygłodniałych, spragnionych w obcym kraju kobiety. Nachalne dłonie wędrują po jej ciele wszędzie... Jej tyłek, uda, piersi - zostają zmacane brutalnie.
Czarne ręce wsuwają się pod suknię, jej majtki szybko stają się strzępem i nie chronią już jej brzoskwinki, którą już szturmują nachalne palce.
Jednak macanie cipki, to jedynie preludium. Marta zostaje wciągnięta w jakąś bramę, a tam już chucie bwzwzględnych agresorów domagają się swego. Elegantka w porwanej sukni sylwestrowej staje się po kolei łupem każdego z nich. Czuje zapach ich egzotycznego potu, brudu i... spermy.
Może się jedynie zastanawiać, jakie dziecko przyjdzie jej niańczyć - śniade, czy czarne?

To wspomnienie spowodowało, że w pociągu nauczycielka rozemocjonowała się do granic.

Tymczasem robociarskie łapska grasowały już pod stanikiem na dobre.

Kobieta zaczęła piszczeć. Jednak nie dość, że nie przyniosło to upragnionej pomocy, to jeszcze spowodowalo przyspieszenie działań ciemiężycieli.

Piersi spotkało dotlkiwe miętoszenie, łącznie ze szczypaniem sutków, zaś dłonie na udach wsunęły się głębiej pod spódnicę.

Wtedy stało się to, czego się Marta obawiała.

- Słuchajcie! Ona nie ma majtek!

- Uuuu! To dlatego damulka sama się pchała w nasze łapy!

Poczuła dłonie masujące jej muszelkę, jednocześnie wyczuwała, na udach, że ich drągi jeszcze bardziej nabrzmiały.

"Boże! A ja, głupia cipa, wilgotnieję w takiej sytuacji... Żeby tylko nie odważyli się na coś więcej!"

- Patrzcie! Jest mokra! Bez majtek, w takiej krótkiej miniówie, pończochach i seksownych kozaczkach, jak myslicie, czego paniusia oczekuje?!

"Boże! Co za wstyd! Rzeczywiście prezentuję się jak jakaś ladacznica! Jakbym sama się prosiła..."

Jakby czytali w jej myślach.

- Sama się prosi...

- Dupodajka!

To słowo cięło Martę jak bicz.

"Dupodajka! No tak... sama się proszę... o danie... dupy!"

Te słowa i myśli, ku zaskoczeniu historyczki, rozpalały ją do czerwoności.

Podobnie jak grube, robotnicze palce w jej  ciasnej jaskince, urządzające jej ostrą palcówkę.
Wydawało jej się, że odlatuje.

Wtem lokomotywa zaczęła hamować. Stacja docelowa dla pracowników fabryki. Karnie ruszyli do wyjścia, pozostawiając oszołomioną Martę na środku korytarza.

Do przedziału weszła, chwiejąc się na nogach.

- Słyszelismy, że coś tam pani krzyczała, czy nawet piszczała, ale przez tę czeredę robotników nic nie było widać. - Patrząc na nią z zaciekawieniem, Tadeusz wskazał: - Ma paniusia pogniecioną bluzeczkę i przesuniętą spódniczkę.

Nauczycielka zawsydziła się, drżącymi rękoma poprawiła w pośpiechu ubranie.

- Czy spełniła pani polecenie? - Odważnie zapytał Grzegorz.

Kobieta kiwnęła głową.

- A to trza pokazać! Udowodnić! - Dopominał się urzędnik.

"Chyba nie chcą, żebym podnosiła do góry spódnicę?! Nie... no pewnie, że chodzi im o pokazanie zdjętych majtek."

Otworzyła torebkę i wyciągnęła koronkowy skrawek materiału.

- Musimy komisyjnie sprawdzić! - Uśmiechając się podstępnie, Tadzio wyciągnął rękę.

Marta wahała się, w końcu jednak, nadal drżącą dłonią, podała mu.

Referent był wniebowzięty. Rozciągał je, by jak najlepiej wyeksponować współtowarzyszom.

- Patrzcie jakie skąpe! Fikuśne. A jakie seksowne! Muszą zgrabnie opinać pupcię pani nauczycielki!

"A to ci z niego swawolnik! Tak! Jeszcze wącha!"
Kobieta peszyła się, gdy urzędas pastwił się nad jej figami.

- Komisja, to też my! - Dziarsko włączył się Grzegorz i przejął majtki od starego.
Studenci oglądali je, rozciągając, badając wytrzymałość materiału.

Tadzio tymczasem wydał kolejny rozkaz.

- Pani Marto. Wymieniła pani pierwszych chłopaków i ostatnich. To teraz tych pośrodku prosimy.

Historyczka speszyła się.
"A co będzie, gdy uznają, że pojawiło się ich zbyt dużo? Pomyślą, że byłam łatwa do zdobycia? Że miało mnie wielu mężczyzn? No, ale zacznijmy... Cnotę straciłam w sanatorium... Pozbawił mnie jej pan Waldi, sanatoryjny, nałogowy Casanowa, dobrze po czterdziestce. Jak się okazało, bezwględny kolekcjoner dziewiczych wianków... Przecież ja mu się nawet trochę opierałam... ale  on potrafił mnie uwieść... naiwną zwabił do swojego pokoju... Zrazu delikatny... potem brutal! Ależ mocno mnie wygrzmocił, mimo mojego oporu! Aż trzeszczało łóżko.
Czy to jednak nie podniecające, zdradzać im intymne sekrety ze swojego życia?"

- Coś się paniusiu tak zamyśliła? Prosimy!

- No dobrze... Więc był też pan Waldemar... pod pięćdziesiątkę, ja wtedy byłam młodziutka... taki tam sanatoryjny związek...

Mężczyźni siedzieli z kwaśnymi minami, jakby zazdrościli Waldkowi, sanatoryjnemu lowelasowi.

Tadzio wpadł na kolejny pomysł - polecenie.
- Pani Marto, jeszcze jedno zadanie dla pani. Proszę usiąść każdemu z nas na kolanach!

Nauczycielka zdziwiła się i zaoponowała. Lecz jednak wkrótce dała się przekonać.
"Czyż to nie będzie rozkoszne, usadowić tyłek każdemu z panów na kolanach?! Z jakąż lubością będę mogła się tam umościć... pokręcić moim zgrabnym kuperkiem... A może nawet wyczuć na nim, jak panowie są podnieceni obecnością mojej pupci..."

Jako pierwsze, lądowiskiem dla zadka historyczki, stały się kolana najbardziej nieśmiałego - Mariusza.

- A teraz... pani Marto.... - Urzędnik wpadł na kolejny pomysł, z którego był niezmiernie dumny. - Recytuj o kolejnym swoim chłopaku... czy też bardziej może facecie... siedząc na kolankach! U każdego o innym! Ale cóś więcej, niż do tej pory!

- Ależ panowie... nie za dużo tych polecń dla mnie... skromnej dziewczyny...

Jednak pod wpływem namów, uległa.
"No tak... będę teraz siedziała na kolanach chłoptasia... i czując na posladkach jego twardego kija, będę wspominała innego, który takowymż instrumentem wobec mnie operował... czyż to nie podniecające? Arcypodniecające!"

Mariusz chrząkał i wiercił się. Drżały mu kolana pod wpływem tak erotycznej sytuacji, wręcz obawiał się, czy przypadkiem nie spotka go w spodniach mokra niespodzianka.

- Był też Maks. Maksymalista, jak o sobie mówił...
"Wariat na punkcie robienia loda! Ciągle tego ode mnie chciał! Wręcz nieustannie miałam go w ustach... Bez przerwy musiałam mu ssać! Wszędzie! I w parku... i w aucie... nawet w kiblu restauracji... Do tego przeważnie żądał, żebym wtedy klęczała... Do tego, musiałam połykać jego spermę."

- Paniusiu, co tak tylko jedno zdanie. Powiedz co więcej!

- Co tu mówić... Był agentem ubezpieczeniowym. Brunet, starszy dwa lata ode mnie. Chodzilśmy na spacery po parku, do restauracji...

- No dobra. To na kolanka do Grzesia. - Urzędnik wydawał dyspozycje niczym kapitan na okręcie. - To o kim ciekawym nam teraz powie panienka Marta?

Nauczycielka przesiadła się na kolana sąsiada. Ten student nie pozwolił jej jednak siedzieć na brzegu... Wciągnął ją głębiej, gdzyż chciał mocniej poczuć jej pupę, a może chciał żeby kobieta wyczuła jego twardy wzwód?
Osiągnął jedno i drugie.
Historyczka speszyła się.
"Armatka mu się podniosła! Jakby szukała na górze celu do strzału! Powiercę mu się tyłeczkiem..."

- Laluniu... czekamy na kolejną powiastkę! - Urzędas pilnował porządku.

- No dobrze... Adam. Szpakowaty. Stateczny pan mecenas, prowadzący kancelarię wyłącznie dla wielkigo biznesu. Choć sam - bardzo, bardzo niski... Może byłam dla niego jedynie zwykłą, szarą nauczycielką...
"Którą jednak uwielbiał srodze bolcować... Taki knypel, a pałkę posiadał niemałą... A do tego chyba miał magiczną siłę powstrzymywania się od wytrysku. Grzmocił mnie całe noce! Aż traciłam siłę, by jęczeć... Na drugi dzień, z trudem szłam do pracy..."

- Jak to bardzo mały?! Chyba nie o głowę? - Dopytywał się Tadzio, konstatując, że kobieta jest dość wysoka.

- Cóż... niższy nawet więcej niż o głowę, a już gdy założyłam szpilki na wysokim obcasie, a takowe uwielbiam, kontrast się powiekszał. Kiedyś założyłam takie, gdy wybraliśmy się do opery. Chyba nie czuł się zbyt komfortowo.

"Za to przez całą przerwę nie wypuścił mnie z toalety. Właśnie taką, w wytwornej, wieczorowej sukni, dmuchał mnie tam, jak wariat. I wtedy akurat się spuścił. Czułam to w drugiej części sztuki na nogach..."

Grzegorz trzymał historyczkę mocno za biodra, jednak musiał ją, ku wielkiemu ubolewaniu puścić, gdy przyszła kolej urzędnika.

Tadzio zacierał ręce i cieszył się jak sztubak, gdy nauczycielka lokowała swój kuperek na jego kolanach.
Przygotował się wcześniej i dyskretnie rozpiął rozporek.
Wzorem poprzednika, nie pozwolił Marcie przysiąść na kolanach, ale wciągnął ją głęboko. Do końca. Zrobił to tak sprytnie, że podciągnął kobiecie spódnicę.

Historyczka, mocno speszona, szybko poprawiła przednią część miniówki, lecz tylniej - nie była w stanie.

Ten tekst odnotował 16,410 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.46/10 (26 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Komentarze (5)

+3
0
Zastanawiam się na ile mają sens tego typu retrospekcje, jak to wspominanie przez Martę byłych chłopaków?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
są podniecające.. nie tyle chłopcy co to z nimi robiła..
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
może nawet samo mówienie o seksie jest podniecające
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
0
Najmniej wiarygodnym fragmentem opowiadania jest to, że dla kogokolwiek Politechnika Rzeszowska jest wymarzoną uczelnią.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Dziękuję Fabio za zabawny komentarz 🙂

To jest akurat wkład mojego rozmówcy 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.