Niemoralna propozycja (I)

2 lutego 2021

Szacowany czas lektury: 13 min

Piszę ten tekst w pierwszej osobie, co nie jest wygodne, ale zostałam do tego zachęcona przez czytelników - mężczyzn... Warto ciągnąć to w ten sposób? Czy pisanie w czasie teraźniejszym przybliża czytelnikowi akcję, czy też niekoniecznie?

Wyobraźcie sobie, jak ja muszę się czuć, w chwili, gdy już wiem, że nie mam innego wyjścia, gdy wiem, że po prostu muszę mu się oddać...?
Boże, jak ja to przeżywam! Jak to?! Mam pozwolić, żeby ta kreatura, ten ramolowaty urzędas, tak po prostu mnie wziął? Nie! Nie może tak być! Ten łachudra miałby mnie tak po prostu wydupczyć?! Mnie, tak szanowaną panią profesor, o nieposzlakowanej reputacji? Miałby do woli sobie używać? Jak jakąś ladacznicę?! Niedoczekanie!
Mimo swego oburzenia oczyma wyobraźni widzę to!  Jak stoję w jego obskurnym biurze, przed zabałaganionym papierzyskami biurkiem, jak świdruje mnie małymi, przymrużonymi oczkami, nieprzyzwoicie, ironicznie jakby, uśmiechając się.
A ja? Stoję taka zawstydzona, skonsternowana. Nie wiedząc, co robić. Czy każe mi się tak po prostu oprzeć o to biurko, a on podwinie mi spódnicę? A może będę musiała rozłożyć się na tym biurku na plecach i sama podciągnąć kieckę? A może jego perwersyjny umysł podpowie jeszcze inne rozwiązanie? Gdy on będzie siedział za biurkiem, ja otrzymam polecenie, że mam przy nim kucnąć...
Okropne! Miałabym pewnie sama rozpinać rozporek jego spodni. Od tego wytartego, starego garnituru. Szarego, jak on sam!
Jakże będą mi drżeć palce, gdy będę rozpinać jego rozporek... To byłoby obrzydliwe, gdybym wyłuskiwała jego sflaczałą, pomarszczoną kuśkę... Ależ to byłoby upokarzające! Zwłaszcza gdybym zaraz musiała ją wziąć do ust...
Wyobrażacie to sobie?  Ja, jak mówią o mnie - elegancka damulka, zawsze w porządnej, dopasowanej garsonce, wytwornych szpileczkach, z szykownie ułożoną fryzurą, klęczącą przed tym niechlujnym urzędasem w wyciągniętej i wytartej szarej marynarce, trzymająca w buzi jego fiuta?! Zapewne odciśnie się na nim ślad mojej krwistoczerwonej szminki...
Wyobrażam sobie, jak w tym poniżeniu, klęcząc, ssąc jego wątpliwą męskość, jestem chwytana za głowę, niczym lalka do zabawy, przyciągana...
Ale czy mniej poniżające byłoby, gdybym musiała pójść z nim do łóżka w jego domu? Spędzić z nim całą noc? Znosić jego łapska na swoim ciele. Czuć jak maca mi pośladki, jak miętosi cycki, jak bawi się moją piczką... Jak bezceremonialnie się w nią pakuje...

Swoją drogą... Ciekawe, gdzie mieszka?
Czy lepiej tam? Czy już lepiej, żeby wychędożył mnie na tym swoim zabałaganionym biurku?

A wszystkie te dywagacje z jednego, głupiego powodu. Pan kierownik raczył nałożyć na moją mamę niebywale wysoki mandat karny, oraz spłatę domniemanego należnego VAT-u wraz odsetkami. Żeby to spłacić, nie wystarczyłoby sprzedać dom. Trzeba by mieć kilka domów do sprzedania.

Czy mogłam narazić moją biedną mamę na taki dramat?

Cóż... nie mam czasu na zwłokę, już jutro muszę dać odpowiedź.

Długo nie mogę zasnąć, wciąż myślę tylko o nim. Rozważam wariant, co by się stało, gdybym nie przyjęła jego "propozycji"... O nie! Mama by tego nie przeżyła!
Jest tylko jedno wyjście. Zgodzić się. Oddać mu się.
Natychmiast przed oczyma staje mi obraz, jak idę do niego. Jeszcze dumna i elegancka, a już złamana... Idąc, czuję na sobie wzrok przechodniów. Mam nieodparte wrażenie, że wszyscy, którzy mnie mijają, doskonale wiedzą, że idę mu dać.

Jak powinnam się ubrać na takie spotkanie? Na pewno szeroka spódnica... No tak, luźna, bo nie wiadomo wszak, w jakich okolicznościach zechce mnie wyobracać... Pończochy? Bezapelacyjnie. Po to, żebym nie musiała ich ściągać... Może kabaretki? Nie... niech nie myśli, że jestem jakąś dziwką...

Powoli orientuję się, że te myśli zaczynają w jakiś przedziwny sposób mnie ekscytować.

Wspominam chwilę, kiedy pierwszy raz pojawiłam się w jego gabinecie... Jak wbijał we mnie wzrok, niczym drapieżnik szpony w ciało ofiary.
Komplementował mnie.
- Jest pani najładniejszą i najelegantszą kobietą, jaka tu trafiła. Prawdziwa dama.
Schlebiało mi to. Aż do momentu, gdy zasugerował, że mama może uniknąć mandatu i spłaty nienależnego zwrotu VAT-u. Ale nie za darmo...
Sugestia była zawoalowana, lecz czytelna. Jeśli byłyby jakiekolwiek wątpliwości, rozwiewało jego spojrzenie - pożądliwe, zaborcze. Jasno komunikujące - Laluniu, muszę cię mieć! Nie wypuszczę cię ze swych łapsk, dopóki nie wezmę cię na warsztat. Dopóki cię nie zaliczę!
Zaliczę? O nie. Z pewnością w myślach nie użył tego słowa. - Dopóki nie prześpię się z tobą? - To też zbyt delikatny wariant... - Próbowałam przeniknąć jego umysł i odnaleźć wulgarne słowa, które się w nim kołatały - Dopóki... nie wyrucham cię...
O tak... złowieszczość wzroku jasno to komunikowała.
Lubił bezceremonialnie gapić mi się w dekolt. Potem, znów sprośnie uśmiechając się rzucać - pani Marta ma czym oddychać.
Zgrywał nieco dżentelmena, nawet odprowadził mnie do drzwi, ale chyba głównie po to, żeby napatrzeć się na moją pupę. Fakt, miałam wtenczas dopasowaną, obcisłą spódnicę, więc mógł doskonale obejrzeć sobie kształt mojego tyłka.
To racja, że na wizytę do niego ubrałam się jeszcze bardziej kusząco niż zazwyczaj, choć i na co dzień staram się ubierać bardzo kobieco. Ale to nic dziwnego, zależało mi na tym, by załatwić pozytywnie sprawę mamy. Liczyłam, że dobrze umalowana, elegancko i powabnie ubrana, swoim wdziękami wpłynę na decyzję urzędnika. Tymczasem sprawy przybrały biegunowo wprost odległy przebieg. Moje wdzięki istotnie podziałały na pana kierownika, lecz, tylko umocniły jego nieprzejednane stanowisko. Oczywiście po to, by móc mi złożyć ową niemoralną propozycję...

Ależ się wtedy oburzyłam.
- Co też pan sobie wyobraża?! Że kim ja jestem? Ja, proszę pana, jestem porządną kobietą!

Teraz jednak, nie mogąc zasnąć, zdecydowanie mięknę... moje stanowcze "nie" się ulatnia się jak kamfora.

Ja też się rozpływam...

Ale co to?! Pan Ignacy włazi do mojego pokoju. Patrzy na mnie z obleśną miną, tak drapieżnie...
- Ależ co pan tu robi?
- Przyszedłem cię nawiedzić, moja ty damulko...
- Ależ ja jeszcze nie wyraziłam zgody...
- Ale po co mi twoja zgoda... sikoreczko? - Jego twarz wyraża jeszcze bardziej sprośnie jego podniecenie.
- Nie... proszę... jeszcze nie zdecydowałam się, czy się panu oddam...
- Dasz mi, paniusiu... Wiesz dobrze, że mi dasz...
Brutalnie popchnięta na łóżko, padam na plecy. Sprężyny skrzypią niemiłościwie.
Zadziera mi spódnicę, mimo, że trzymam ją rozpaczliwie dłońmi.
- Nie... nie... proszę...
- Co my tu mamy? Seksowne pończoszki-kabaretki! Ładnieś się wystroiła i przysposobiła do dawania dupy!
Z lubością zrywa moje stringi.
- A to będzie mój łup!
W mgnieniu oka mnie dosiada... Czuję na sobie ciężar, który sprawia, że nie mogę się nawet ruszyć. Wkrótce wypełnia mnie potężny pal. Wielki! Długi i gruby. Mam wrażenie, że przebija mnie na wylot! Czuję jak rozpycha moją piczkę, rozciąga jej ścianki wręcz do granic fizycznej wytrzymałości!
- Nie... nie... proszę...
Lecz wkrótce moje - "nie" - zastępują żałośliwe jęki - "aaaaa!"
Ten nikczemnik okazuje się być wulgarny.
- Ty zdzirowata damulko. Rozepcham ci tę "sakwę", że nie będzie już taka ciasna! Będziesz miała dziurwę, jak rozjechana rozjebunda!
Chce mnie drań poniżyć! Z wytwornej damulki sprowadzić do roli jakiejś lafiryndy!
Ależ brutalnie mnie ładuje! Stary dziadyga, a pracuje jak młot pneumatyczny! Tak mocno i... szybko! Cóż za łomot sprawia mojej piczce! A co będzie, jak mi zmajstruje jakiegoś berbecia! Pełna przerażenia zaczynam go błagać, aby przestał.
- Panie Ignacy! Niech pan uważa... Chyba nie chce pan ze mnie zrobić mamusi...
Nikczemnik tym bardziej przyspiesza!
- A dlaczego by nie przyozdobić takiej eleganckiej paniusi gustownym brzuszkiem! Aż się prosi, żeby takiej panience zmajstrować taki prezencik - bobasa!
I cóż ja mogę na to począć??? Nic. Zupełnie nic.
Mogę tylko sobie pokrzyczeć...

W wyniku moich stękań i krzyków, do pokoju wparowuje... moja mama!
- O mój Boże! - Załamuje ręce. - Córuchno, co ty robisz pod tym panem?!
Czuję potworny wstyd. Przyłapana przez rodzicielkę... w takiej pozie! Z podciągniętą spódnicą, z rozłożonymi nogami, dźganą przez otyłego urzędasa.
Który ani myśli zaprzestać pracy swych lędźwi! Usilnie szturcha mnie bez wytchnienia!
Wtem mama dostrzega, że to pan referent z urzędu skarbowego, do którego tyleż razy dreptała!
- Pan Ignacy! Co pan robi mojej córce?!
- Jak to co... - sapał, nadal nie przestając mnie piłować, co potwornie mnie krępuje - rozchyliła mi kalafiora, to jej robię przegazówkę!
- Mamusiu! Ratuj! - wzywam pełna nadziei.
Jakże okazuje się krucha! Napastliwy urzędas wciąga interweniującą rodzicielkę, a wszak to szczuplutka kobietka, razem ze mną pod siebie! Jej spódnica solidaryzuje się z moją... rychło zostaje podciągnięta.
Jurny referent ładuje na przemian raz jedną z nas, raz drugą.
- Każdą z was wygrzmocę po równo! Każdej z was zostawię pamiątkę. Będziecie spacerowało po swojej wiesce z równymi sterczącymi bębenkami!

Nagle wszystko rozmywa się...

O Boże! Jak to wspaniale, że to był tylko sen...

Zwlekam się z łóżka, myśląc wyłącznie o czekającej mnie decyzji. Staję na wprost lustra. W odbiciu widzę całkiem zgrabną kobietę, o długich nogach, w seksownej, prześwitującej koszulce nocnej. Dość dobrze widać przez nią piersi. No może są nieco za duże... pupa też, lecz czyż mężczyźni nie tego właśnie szukają?
Jeśli się zdecyduję, będę dla tego łachudry niezłym łupem, o którym będzie rozpamiętywał do końca życia... i chwalił się kolegom.
A chyba się jednak zdecyduję...

Gdy kąpię się pod prysznicem, szczególnie starannie myję cipkę, jakbym z góry wymywała z niej pozostałości po niechlujnym urzędasie. Niespodziewanie, ten zabieg niezwykle mnie podnieca, zaczynam silniej trzeć piczkę, niemal do bólu.

Ubiór dobieram tak, jakbym już postanowiła, że mu się oddam, stojąc przed lustrem - zakładam skąpe, koronkowe stringi, grafitowe pończochy i koronkowy stanik zapinany z przodu.
Którą spódnicę wybrać? Tak, jak już wczoraj o tym przemyśliwałam - jakąś rozkloszowaną. Taka będzie najwygodniejsza... Tylko gdzie? W biurze? W aucie?
Patrząc na swe odbicie, unoszę spódnicę wysoko. Na pewno będzie to dla niego arcypodniecający widok - długie nogi w pończochach, zwieńczonych koronkowymi manszetami, pupa widoczna doskonale, bo wszak ileż mogą zakryć stringi?
No i cycki... łatwo mi rozpiąć ten stanik... Przed lustrem rozpinam go, jakby na próbę. Miseczki łatwo uwalniają dwie ciężkie półkule.
Zawstydzam się, jakby rzeczywiście moje nagie piersi zobaczył teraz nagle obcy mężczyzna.
Bluzka rozpinana. Tak, niech będzie na zatrzaski, kto wie, czy ten rozpustnik nie będzie chciał jej szarpać?

Ignacy Surowy - wybieram jego numer telefonu.
- Zgadzam się na pańską propozycję.
W słuchawce usłyszałam przełykanie śliny.
Chciał, żebym spotkała się z nim jeszce tego samego dnia, po pracy.

Kompletnie nie mogę się skupić na prowadzeniu lekcji. Jakbym sama nie slyszała swojego głosu, myślę tylko o tym co czeka mnie po zajęciach.
W pewnym momencie dostaję sms-a. Od niego, ku mojemu zdziwieniu.
"Co ma pani na sobie? Mogę prosić o zdjęcie?"

Początkowo decyduję się zignorować pytanie. Jednak powoli uświadamiam sobie, że wszak to ja jestem od niego zależna... to ja winnam zabiegać o jego dobrą wolę... Tym bardziej czuję się zniewolona... osaczona... Tylko dlaczego to mnie w jakiś dziwny sposób ekscytuje... Może nawet podnieca?

Na przerwie, w łazience, wyczekuję aż nikogo tam nie będzie, po czym robię sobie fotkę. Najpierw jedną z góry, potem drugą - odbicie w lustrze.
Kurcze... mimo, że jestem w szerokiej spódnicy, do kolan, to i tak jakoś seksownie wyglądam.


Wysyłam zdjęcie.

Ta kanalia, pewnie teraz, śliniąc się, pożera mnie wzrokiem jak wtedy... Teraz to nawet może "marszczyć freda", jak w swym żargonie mówi młodzież... Ale nie... po co ma teraz "masować pędraka", skoro już za kilka godzin, będzie miał mnie do swojej dyspozycji...

Podrywa mnie dźwięk sms-a. Wysłał odpowiedź.

- Dziękuję! Fenomenalnie Pani wygląda! Szkoda, że nie w minispódniczce, tak jak kiedyś była Pani u mnie, ale i tak przezentuje się Pani nad wyraz apetycznie! Nie mogę się doczekać, kiedy się z Panią spotkam. Niech mi Pani wierzy, odliczam każdą minutę. A propos. Czy to są rajstopy, czy pończochy?

A to łajdak! Zboczony cham - myślę sobie - nie może się na mnie doczekać... chciałby wiedzieć już teraz, co mam pod spódnicą...

Znowu pierwotnie decyduję się zignorować pytanie, ale też ponownie, jakaś siła pociąga mną, jak za sznurki...

Ten tekst odnotował 14,845 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.57/10 (20 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (7)

+6
-4
Słabo i niestety wszystko w jednym stylu , te same określenia te same zdania , jakbyś robiła kopiuj-wklej .
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+7
-2
Autorka ma swój własny styl i trzyma się go . Za to można ją tylko podziwiać . Mnie osobiście bardzo się on podoba .
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-2
Niska ocena, więc to dla mnie wskazówka, żeby nie iść tym torem.
Akurat mi się ten koncept wyjątkowo podobał, ale może wykonanie jest nieprzekonujące.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
-2
Myślę, że jest grupa osób, które czekają na ciąg dalszy. Daj szansę tej historii 🙂 Pod kątem odczuć bohaterki to uważam, że są one dużo bardziej prawdziwe niż w Twoich poprzednich opowiadaniach. No może oprócz tego: "Tylko dlaczego to mnie w jakiś dziwny sposób ekscytuje... Może nawet podnieca?" 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+5
-3
Koniecznie część druga
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+5
-3
Kiedy druga część?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
0
Dla stylu @ historyczka mogę zostać simpem xD
Mnie się zwyczajnie podoba. 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.