Ilustracja: Eddy Billard

Molly (II)

26 marca 2020

Szacowany czas lektury: 7 min

 

 

Od krępującej sytuacji z Malwiną minęło kilka dni. Dni, które upłynęły mi na pracy i odbieraniu telefonów od swojej narzeczonej Karoliny, która ciągle przekładała swój powrót do domu na później. Widocznie tak musi to wyglądać – pomyślałem. Tylko czy ja się chce w to pakować na całe życie, za pół roku mieliśmy przecież wziąć ślub. Wszystko już dopięte na ostatni guzik. Sala, fotograf, lista gości, wykupiona podróż poślubna. Tylko czy wciąż mieliśmy oboje z Karoliną ważne bilety na miłość? Coraz częściej się nad tym zastanawiałem mając coraz poważniejsze wątpliwości.

Dziś udało mi się wrócić wcześniej z pracy, więc korzystając z ładnej letniej pogody, wsiadłem na rower i udałem się na przejażdżkę po okolicznych lasach. Narzuciłem dość spore tempo by pozbyć się całotygodniowego stresu z pracy, tak więc koszulka lepiła mi się do ciała cała mokra od potu, ale czułem pełną swobodę, przemykając pośród drzew. Tego było mi trzeba. Znałem te ścieżki bardzo dobrze. Szczególnie upodobałem sobie tą trasę gdyż była prawie dzika, teren do jazdy był dość ciężki, ale mój rower, lekki i z pełnym zawieszeniem był na to w pełni przygotowany. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, wiatr owiewał delikatnie szczyty drzew, byłem sam wśród leśnej gęstwiny. Sam? Czy na pewno? Usłyszałem w oddali odgłos szczekania, krótkiego i urywanego. Cisza. Chyba mi się zdawało. Nasłuchiwałem chwilę i jednak faktycznie gdzieś w okolicy musiał być pies. Zsiadłem z roweru, wytężając słuch podążyłem za szczekaniem. W końcu moim oczom ukazał się biało-brązowy beagle, pies Malwiny, którego poszukiwała od kilku dni. Stał na trzęsących się z wyczerpania nogach, przywiązany do drzewa. Kurwa mać, co tu się dzieje! Kto to zrobił i dlaczego?

- Rocky, Rocky, to ja, nie bój się – delikatnie posunąłem rękę w jego kierunku. Delikatnie ją obwąchał, po czym w jego smutnych, skrzywdzonych oczach odmalował się obraz nadziei. Poznał mnie. Pogłaskałem go delikatnie za uchem, po czym sięgnąłem po zestaw narzędzi do naprawy roweru, wyjąłem metalową łyżkę do wymiany dętki rowerowej za pomocą której udało mi się przeciąć dość gruby sznur, którym pies był przywiązany. Rocky był wyraźnie wycieńczony. Na szczęście zostało mi trochę wody w bidonie (jak to dobrze, że była tam zwyczajna woda, a nie żadne „nowoczesne” wspomagacze), którą wylałem na dłoń, po czym pies łapczywie sięgnął po nią językiem. Już dobrze, zaraz odprowadzimy cię do pani - wziąłem Rocky'ego na rękę, drugą złapałem rower i rozpocząłem kilkukilometrową podróż do domu. Miałem dużo czasu, żeby odpowiedzieć na pytanie, kto mógł zrobić coś takiego ukochanemu psu Malwiny, jednak żadna logiczna odpowiedź mi się nie nasuwała.

Gdy dotarłem do domu, było już prawie ciemno, a wspomnienie dnia rozmywało się w ciemnopomarańczowej poświacie na horyzoncie. Nacisnąłem dzwonek przy furtce sąsiadów i dopiero w tej chwili zdałem sobie sprawę, że nie widziałem młodej sąsiadki, od czasu gdy przyłapała mnie na moich grzesznych zabawach, które oglądała prawie z tego samego miejsca gdzie ja teraz stałem. Momentalnie poczułem się nieswojo i poczułem, że oblewa mnie rumieniec. Drzwi się nie otwierały, więc zadzwoniłem ponownie. - Kto tam? - usłyszałem zniecierpliwiony głos w słuchawce. - To ja Kamil. Sąsiad. Panie Jacku, znalazłem państwa psa. Po czym dobiegły mnie niezrozumiałe głosy w tle, skierowane przez niego w stronę jego żony Marty. - Już otwieram, już otwieram. Zamek w furtce puścił, wszedłem z Rockim na rękach na wybrukowane podwórko, a po chwili w drzwiach ukazała się sylwetka mojego 50-letniego sąsiada. - Znalazł go pan. Jak mam Panu dziękować. Malwinka wypłakiwała oczy. Bardzo dziękuję - po czym zatkał usta dłonią, patrząc w jak złym stanie był jego pies. Wycieńczony, wychudzony, ze śladami bicia, cały obolały. - Co mu się stało!? Gdzie go pan znalazł? - wyrzucił z siebie przerażony. Oddałem mu psa po czym opowiedziałem w jakich okolicznościach odnalazłem Rocky'ego. Wyglądał na wstrząśniętego, a jednocześnie zmieszanego, a więc odwrotnie niż ulubiony napój Jamesa Bonda. Podziękował mi jeszcze kilkakrotnie, w tym w imieniu jego nastoletniej córki, która niebawem miała wrócić z zajęć baletu, po czym pożegnałem go będąc zmęczonym zarówno fizycznie jak i psychicznie i udałem się do stojącej po przeciwnej stronie ulicy mojej oazy spokoju i bezpieczeństwa. Mojego domu...

Leżałem wieczorem przed ekranem plazmy zajmującej całą ścianę pokoju, oglądając „Mr. Robota” na HBO. Genialnego, ciężkiego serialu opisującego zmagania neurotycznego bohatera, walczącego z międzynarodowymi krwiożerczymi korporacjami i jednocześnie z samym sobą, gdy usłyszałem dźwięk przychodzącego sms-a. Sięgnąłem po telefon i odczytałem jego treść. „Przepraszam, że tak późno do Pana piszę, mam nadzieję, że Pan jeszcze nie śpi. Chciałam bardzo Panu podziękować, za odnalazł Pan mojego psa. Malwina”. Odpisałem „Cieszę się że mogłem pomóc. I jak mówiłem, nie Pan tylko Kamil. Mam nadzieję że Rocky szybko wróci do zdrowia :)”. Odłożyłem telefon i nic więcej się już nie działo. Zasnąłem.

Obudziłem się i spojrzałem na zegar. Wskazywał północ. Spałem ponad godzinę. Wyłączyłem telewizor, wstałem z kanapy udając się do sypialni gdy usłyszałem, że dostałem sms-a. Późno, pewnie Karolina chciała mi życzyć dobrej nocy, pomyślałem rozespany. Chwyciłem telefon, była to jednak kolejna wiadomość od Malwiny. „Nie powinnam pewnie tego pisać, ale niech Pan wie (wolę pisać na Pan niż Kamil, bardzo przepraszam, trudno mi się przyzwyczaić), że nie potrafię zapomnieć tego gdy widziałem Pana w salonie kilka dni temu. To co widziałem bardzo mi się podobało. Pan mi się bardzo podoba. Wiem, że ma Pan narzeczoną, a ja jestem dużo młodsza od Pana, ale nie wie Pan wszystkiego o mnie. Chciałby się Pan dowiedzieć? Chce mnie Pan lepiej poznać? Chciałabym się odwdzięczyć za to co widziałam wtedy i za uratowanie mojego ukochanego psa. Proszę się zastanowić. To podróż w jedną stronę. Czekam na odp”. Usiadłem z powrotem na kanapie, a przez głowę przemknęły mi setki myśli. Co ona sobie myśli? Jak mi chce podziękować? Przełknąłem ślinę i zacząłem pisać. Sam nie wiedziałem jak mam postąpić. Czy ona chce... seksu... romansu...? Nie no chyba nie? Taka delikatna, spokojna dziewczyna? To niemożliwe, ty stary durniu.. A może jednak? A Karolina? Co mi szkodzi, nie robię nic złego, To tylko sms. Wysłałem wiadomość „Tak. Chcę Cię lepiej poznać Molly”. Po chwili dzwonek w telefonie znów zabrzęczał. Spojrzałem na wiadomość i czytałem z szeroko otwartymi oczami: „To od dziś nasz świat i nasze tajemnice. Zostaje on między nami. Tylko między nami... Kamilu... Spójrz w moje okno...”
 

Ten tekst odnotował 10,885 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.42/10 (26 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (7)

+3
0
Dobry zabieg. Zaintrygowało 😉 Naturalnym odruchem jest chęć poznania dalszej historii.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
0
Przyznaję, że jest lepiej, niż w pierwszej części. Co prawda wciąż uchowało się sporo potknięć warsztatowych, sam tekst mógłby (a wręcz powinien!) być nieco dłuższy, za to prowadzenie historii wynagradza wszystko. Autor nigdzie nikogo nie pogania, powolutku buduje relacje między postaciami i zdecydowanie nie podąża utartymi ścieżkami. Oby jak najdłużej! 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Bardzo sympatyczne opowiadanie. Fajnie się je czyta. Akcja rozkręca się powoli, ale podobnież najpiękniejsze chwile, to te "pomiędzy ustami a brzegiem pucharu". Jestem bardzo ciekawy dalszego ciągu.. .
Kolejne odcinki mogłyby być jednak nieco dłuższe. Oczywiście nie do przesady, ale 30-40 minut poświęcone na lekturę byłoby w sam raz.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-1
Dziękuję bardzo za miłe słowa i uwagi również. Spieszyć się nie będę, zapewniam 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Rozwija się. Jest przestrzeń na budowanie nastroju. Ale jest za krótko no i tagowanie jest raczej do trzeciej części, o ile autor nas uraczy... 😛
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
0
Prócz ciekawej konstrukcji opowieści o Malwinie, należy docenić strategię autora w obronie swobody wypowiedzi w ramach własnego tekstu. To staje się na "pokatne", moim zdaniem coraz większym problemem.
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.