Ilustracja: Ron Lach

Kulturka

24 listopada 2023

Szacowany czas lektury: 29 min

Młodzian o obcej mi twarzy starannie układa poczęstunek na blacie szerokiego, mahoniowego biurka. Po prawej stronie papierowy kubek kawy z uczelnianego automatu, po lewej obsypana podwójną kruszonką drożdżówka z mojej ulubionej piekarni. Cierpliwie czekam, aż student wygładzi serwetę leżącą tuż obok zgiętego wpół wydania lokalnej gazety. Kulturka.

– Mam nadzieję, że będzie profesorowi smakowało. – Płaszczy się przede mną.

Masz nadzieję, że będę łaskawy, ty łapserdaku. Dziękuję mu skinieniem głowy i pozwalam odejść, informując uprzednio, że pierwszą osobę proszę do siebie punktualnie o szesnastej.

Rozsiadam się wygodnie na krześle. Czy to moje plecy tak skrzypią? W moim wieku nigdy nie wiadomo, ale na szczęście to tylko sfatygowane oparcie. Zadowolony ze swojego odkrycia, wdycham głęboko aromat kawy, który rozprzestrzenił się po całym gabinecie. Opadł na zakurzone meble i wsiąkł w bogate księgozbiory. Uśmiecham się do Sienkiewicza, Reymonta i Miłosza, których portrety wiszą na ścianie. Dziękuję im za wszystkie dzieła i każdą literkę z osobna, bo być może tylko dzięki ich talentom wciąż znajdują się chętni do studiowania literaturoznawstwa.

Jestem w dobrym nastroju, bo uwielbiam sesje egzaminacyjne. To właśnie w tym okresie najmocniej odczuwalna jest tutejsza hierarchia.

Na jej dnie znajdują się rzecz jasna studenci. Roszczeniowe bachory, coraz częściej podważające istnienie i tak już rdzawego łańcucha pokarmowego naszego wydziału.

Dalej podchodzący do obowiązków ze śmiertelną powagą doktoranci i młodzi adiunkci – zadające trudne pytania zmory aspirujących stypendystów. Nielubiani przez starszyznę za to, że jeszcze im się chce i nienawidzeni przez studentów za angażowanie ich w kampanię wrześniową.

Wyżej sytuowane są migające się od roboty stare pryki, które szacunek zawdzięczają tylko wiekowi. Zazwyczaj egzaminy końcowe przeprowadzają w formie pisemnej, aby później rozrzucić misternie przygotowane elaboraty i dla pozorów oblać losowo niewielki odsetek. Od czasu do czasu wyjdzie jakaś chryja, gdy pustą kartkę zaliczą na pięć, ale mają to w rzyci, bo zawsze jakoś rozchodzi się po kościach.

Szczyt okupują uznani profesorowie, tacy jak ja. Egzaminy prowadzimy, jak mawia młodzież, lajtowo. Jesteśmy powszechnie lubiani za „nierobienie problemów” i jeśli wyrobimy sobie odpowiednią reputację, w niepisanym porozumieniu plebs przynosi nam stosowną jużynę w zamian za naszą przychylność.

Moja sława żyje własnym życiem i nawet pierwszoroczniaki wiedzą, jakie mam preferencje. Kosztując drożdżówkę, otwieram swój ulubiony „Lokalnik”, jednak ledwie udaje mi się przeczytać kilka zdań, a już ktoś puka do drzwi. Czeka kilka sekund, zanim łapie za klamkę, dokładnie jak przykazałem na zajęciach. Kulturka.

– Dzień dobry, panie profesorze. – Słyszę chłopięcy głos.

Gestem dłoni nakazuję usiąść po przeciwnej stronie biurka, ale nie odrywam wzroku od lektury. A niech to, wąż uciekł z naszego zoo!

Byłbym zapomniał, student. Odciągam się od artykułu i lustruję mężczyznę niby od niechcenia. Ma na sobie granatowy jednorzędowiec z dobrej jakości wełny i klasyczną, białą koszulę. Z dodatków: ciemny, dopasowany krawat i kontrastująca poszetka w górnej kieszeni marynarki. Kulturka. Wiem już, że zdał.

– Panie Krasicki…

– Kamiński.

Być może, ale przecież nie przyznam się do błędu.

– Panie Krasicki. Proszę mi powiedzieć… – Uwielbiam to wyczekiwanie studentów, gdy ich los jest w moich rękach. Zapytam o niszową teorię zapisaną na marginesie książki z literatury dodatkowej, czy okażę litość? – Czym dla pana jest kultura?

Niemal słyszę spadający z jego serca kamień. Oczy mu się cieszą, jakby właśnie otrzymywał pieszczotę oralną od jednej z czekających za drzwiami dziewuszek.

– Kultura jest pojęciem wielorakim, w zależności od dziedziny, z której…

Na litość boską! Młody tranżoli jak najęty. Upływające minuty ciągną się w nieskończoność. Dość mam tych dyrdymałów! Tak się odwdzięczasz za moją łaskę, młodzieńcze?

– Piątka. Proszę indeks – wcinam się w słowo, kończąc katusze moje i jego.

– Panie profesorze, teraz wszystko jest w USOS-ie.

– No tak, oczywiście.

Zaglądam do komputera, ale Uniwersytecki System Obsługi Studiów to jakiś labirynt piekielny. W dodatku to ustrojstwo znowu się zawiesiło!

– Mogę profesorowi pomóc.

– Nie trzeba. Wychodząc, niech pan poprosi następną osobę.

Nie jakąś tam „następną”. Dobrze wiem, że druga na starannie przygotowanej liście kolejności jest Karska, której długie nogi kojarzę z pierwszego rzędu na auli. W oczekiwaniu na uroczą damę wyciągam z szuflady kajecik, do którego zapisuję ocenę tego tam, no, jak mu było? Ach, nieważne.

– Dzień dobry, panie profesorze – odzywa się wysoka brunetka.

– Proszę podejść tutaj – zapraszam ją do siebie i wskazuję na nieruchomy ekran komputera. – Czy potrafi pani to naprawić?

Młódka pochyla się nad urządzeniem, które zawczasu umyślnie przesunąłem w głąb biurka. Podczas gdy majstruje przy tym całym USOS-ie, bezkarnie zapuszczam żurawia w jej dekolt. Żałuję, że tak łagodnie potraktowałem Krasickiego, bo uprzedzona przez tego drania, odpięła o jeden guzik mniej niż semestr temu. Człowiek uczy się całe życie, a na końcu umiera głupi.

– Gotowe.

– Bardzo dziękuję – Pozwalam dziewczynie usiąść na krześle. – Proszę mi więc powiedzieć, czym dla pani jest kultura?

– Kultura to…

 

Piętnaście monologów o kulturze później ogłaszam przerwę. Zamierzałem pytać o nazwisko Miłosza, ale wtedy oblałbym połowę rocznika, a poprawki nie wchodzą w grę, gdyż we wrześniu lecę na wakacje. Ongiś było nie do pomyślenia, by student przyszedł na egzamin nieprzygotowany i źle mi z tym, że przepuściłem tylu obiboków, dojutrków i ptasich móżdżków, ale taki już znak czasów. Zerkam na swoją listę: Borowski, Szyszka, Nowicka, Dobek i DOMAŃSKA.

Nie bez powodu zapisałem tę ostatnią wersalikami. Przeklęta sekutnica od pierwszego semestru próbuje podważyć mój autorytet. Nie śmieszą jej moje żarty o blondynkach, opowiada jakieś brednie o równości płci, a nawet przedstawia quasi dowody na obalenie moich tez o wyższości intelektualnej mężczyzn. We wściekłych oczkach niejeden raz widziałem chęć rzucenia się na mnie z tymi feministycznymi szponami!

Miałem rację, bo skorzystała z pierwszej okazji. Kiedy w semestralnej ewaluacji wykładowców napisano anonim oskarżający mnie o seksizm, szowinizm i inne nowomodne hasełka, od razu się domyśliłem, kto za nim stoi. Finalnie nie wyszło najgorzej, bo trafienie na dywanik dziekana dało jedynie pretekst do kulturalnego spożycia napojów wyskokowych z moim wieloletnim przyjacielem, ale do pierona jasnego, aż mi kłykcie bieleją na myśl o tej zniewadze!

Jakby tego było mało, Domańska na internetowym forum wprost odradza studentom zapisywanie się na moje seminaria, a od niedawna jakieś konto bez zdjęcia wypisuje, że mam małego fiu… Nie, nie zniżę się do tego poziomu!

No, ale Internet ma też dobre strony, bo w tym dziwnym miejscu ludzie publikują swoje pamiętniki. Wstyd się przed sobą przyznać, ale sporo czasu przesiedziałem na blogu buńczucznej damulki. Wiem stąd, że w przedszkolu wygrała wiosenny konkurs piosenki, jest dumna z rzekomo szlacheckich korzeni, a obecnie marzy o zostaniu najlepszą studentką pierwszego roku, jak jej matka. Z wczorajszego wpisu jasno wynika, że nie osiągnie tego bez piątki z mojego przedmiotu.

Początkowo traktowałem ją jak ciekawostkę, a nawet bawił mnie jej upór. Teraz stała się naturalną kandydatką na ofiarę moich sesyjnych żniw. Pierwszą czwórkę uratują okruszki na moim talerzu, ale od Domańskiej wymagał będę znacznie więcej.

Na oślep szukam w szufladzie blistra. Nie dziwota, że panuje tam istny galimatias, bo nigdy nie daję do niej klucza sprzątaczce. Wreszcie wyciągam srebrny listek i wyduszam zeń dwie niebieskie piguły. Są tak duże, że aby je połknąć muszę wydudlić całą szklankę wody. Podnoszę się z krzesła i poprawiam grafitowy garnitur. W szybie podstarzałego okna przyglądam się własnemu odbiciu. Muskam brodę i poprawiam całkowicie siwe, acz wciąż gęste włosy. Kulturka. Chcę, by patrząc na mnie, Klara Domańska wiedziała, że obciąga mężczyźnie z klasą.

– Następny, proszę!

 

Kolejne trzy osoby odpytuję na szybko, a czwartej przerywam po jednym zdaniu. Nikt nie protestuje, bo nie ma takiego wariata, co by narzekał na ocenę bardzo dobrą. Tabletki zaraz powinny zacząć działać, doskonałe wyczucie czasu.

– Dzień dobry – rzuca szorstko Domańska.

Zaraz, zaraz… a gdzie „profesorze”? Ach, puszczę jej płazem ten nietakt, ale tylko za to, że tak się wyfiokowała. Biała koszula i kończąca się nad kolanami czarna spódnica to co prawda standard, ale srebrne biżutki i misternie ułożona fryzura z niedługich, złocistych włosów robi wrażenie. Figurę przeciętnej dziewczyny, taką, jaką lubię najbardziej, psuje nieco przypominający mi o jej poglądach męski krok. W milczeniu czekam, aż przełoży torebkę przez oparcie krzesła i zajmie miejsce. Przyglądam się jej krasnej buźce – landrynkowemu licu i schowanym za białymi okularami oczom, którym wydaje się, że pozjadały wszystkie rozumy. Całkiem ładniutka.

Podoba mi się to niewypowiedziane napięcie między nami.

– Dzień dobry – odpowiadam. – Pytanie będzie jedno, ale to już pani zapewne wie. Proszę omówić… termin zazdrości o członek w rozumieniu czołowych badaczy nurtu psychoanalitycznego.

Ależ smarkula ma zafrasowaną minkę! To otwiera usta, to je zamyka; ślinę przełyka. Wierci się na siedzeniu, chwyta mocno za podłokietniki. Na czole występuje kropelka potu. No, dalej!

– Panie profesorze… – Ha, jednak „profesorze”. Jak trwoga, to do Boga! – ...ale tego nie było na wykładach!

– Jestem panią głęboko zawiedziony… Czyżby nie zaglądała pani do sylabusa? Nie zapoznała się, wzorem kolegów, z moją najnowszą publikacją o budowaniu psychicznej warstwy postaci we współczesnej literaturze?

Krzesło śmieje się do rozpuku szyderczymi skrzypnięciami, gdy rozsiadam się wygodnie do spektaklu. Na twarzy studentki rozstrzyga się odwieczny dylemat psychologii: geny czy wychowanie? Górę bierze uległa natura kobiety, która każe jej ukryć wściekłość i potulnie opuścić głowę.

– Mogłabym prosić o inne pytanie? – mówi ściszonym głosem.

– Oczywiście, że może pani prosić, lecz zmuszony będę odmówić. Byłoby to bowiem niesprawiedliwe wobec innych studentów.

– Panie profesorze, każdy zasługuje na drugą szansę.

Wzdycham głośno.

– Bardzo poważnie podchodzę do etyki swojego zawodu, pani Klaro. Jednakowoż profesora od byle abecadlarza odróżnia świadomość, że oprócz wpajania wiedzy, winien on dzielić się mądrością i doświadczeniem. Dlatego, jeśli udowodni pani, że rozumie wcześniej popełnione błędy, gotów jestem przymknąć oko na niewiedzę i wystawić wysoką notę.

– W jaki sposób mam to zrobić? – W jednej chwili powiększają się jej oczy w kolorze nadziei.

– Proszę wstać i położyć dłonie na biurku.

– Czy to konieczne?

– Absolutnie. – Dziewczyna nie jest przekonana. Odwraca się za siebie, szuka czegoś w Bogu ducha winnej ścianie. W końcu z oporami wykonuje polecenie. To jeszcze nie to, czego oczekuję. – Niech się pani oprze łokciami.

Kuferek w górę, buforki w dół. I o to chodziło!

– Dobrze? – pyta drżącym głosem.

– Straszny ukrop, nieprawdaż? – Teatralnie wachluję się koszulą.

– Mam rozpiąć koszulę?

– Jeśli jest pani gorąco.

– Jest… – Wydusza przez zęby i bierze się do dzieła.

Guziki kapitulują jeden po drugim. Z każdym kolejnym dziewczę zerka na mnie pytająco, a ja domagam się więcej. Trzeci guzik ukazuje skrawek biustu, a czwarty i piąty dopełniają dzieła, odsłaniając przede mną wszystko. Krąglutkie bimbałki słusznych rozmiarów wiszą sobie rozkosznie, lekko tylko podtrzymywane miseczkami koronkowego stanika. Nie szkoda to ukrywać takie skarby? Och, wszystko w swoim czasie, bo pochylona nad biurkiem damulka jakby się ocknęła i spojrzeniem jawnie okazuje mi dysgust.

– Zazdrość o członek to kwitnące od trzeciego roku życia poczucie dziewczynek, że są one wybrakowane i niepełne. Prowadzi to do kompleksu Elektry i, zdaniem Junga, nieuniknionej walki z matką o uwagę ojca, który ten narząd posiada. Czyż nie te same pobudki, wiele lat później, kierują panią do zaprezentowania przede mną najlepszej wersji siebie?

– Maluję się i ubieram wyłącznie dla siebie – odpowiada. Już ma się podnieść, ale wystarczy, że kładę jej dłoń na przedramieniu i rezygnuje ze swoich zamiarów.

– Oczywiście, jest to wszakże proces nieświadomy. A koronka stanika? Koronka majtek, jak się domyślam, także w symbolizującej płodność czerwonej barwie?

– Skąd pan…? – Kolejna próba podniesienia się z biurka. Ponownie udaremniona.

„Skąd pan”? Lata praktyki.

– Proszę stać spokojnie. Kestenberg w latach późniejszych – wracam do wykładu – utożsamiał zazdrość o penisa z pragnieniem posiadania takiej samej kontroli nad własnym ciałem, co mężczyźni. Czyżby przerastało panią nawet zadanie nieruszania się? – Podnoszę delikatnie jej podbródek.

– Nie.

Obchodzę biurko i delikatnie chwytam studentkę za biodra. Wzdryga się, więc daję jej czas na oswojenie się z moimi dłońmi. Przenoszę dotyk w dół i gładzę jej pupę, wyczuwając przez materiał jędrną skórę. Ulegam zachęcie. Wsuwam rękę pod spódnicę, docierając do majtek. Nie mam czasu nacieszyć się zdobyczą, bo Domańska niby spłoszona łania, wykręca się nienaturalnie i zaciska uda na mojej dłoni. Popełniłem grzech pośpiechu, bo od ostatnich żniw minęło kilka miesięcy. Przez chwilę obawiam się nawet, że studentka ucieknie, ale gdy unoszę wzrok, wciąż ułożona jest na niezawodnym mebelku.

Uderzam w nią stanowczym wyrazem dezaprobaty. Proszę, by nie zachowywała się jak dziecko i nakazuję rozłożyć nóżki. Moje słowa trafiają w próżnię, ale to dziewczyna pierwsza nie wytrzymuje głuchej ciszy i otwiera mi dostęp do swojego skarbu. Wynagradzam uda czułymi muśnięciami, po czym triumfalnie kładę dłoń na podbrzuszu. Cieniutki materiał majtek jest tylko symboliczną przeszkodą dla moich palców, które spoczywają między wargami i bez przeszkód masują jej perełkę. Kulturka.

– W dorosłości zazdrość o członek przyjmować może patologiczne formy, stąd ta nieuzasadniona agresja względem mojej osoby. Dwadzieścia lat, od dawna gotowa do spożycia, z pewnością rozumie pani prawidła rządzące światem. – Targana emocjami blondynka oddycha coraz głośniej. To zacieśnia, to rozwiera uda. W ozdobną koronkę wsiąkają pierwsze kropelki. – Czy zgodzi się pani, że nigdy by mnie nie zaatakowała, gdyby nie znana wyłącznie kobietom emocjonalna ślepota?

– Chyba tak.

Aż świerzbi, by podwinąć kiecę i przekazać nieco przekonania drogą pośladkową, ale się powstrzymuję.

– Chyba, czy tak?

– Tak, profesorze.

– Pojętna dzierlatka.

Poklepuję ją po pupie w geście pochwały i wracam za biurko. Patrzymy sobie prosto w oczy.

– Mogę się podnieść? – prosi.

Ignoruję jej pytanie, bawiąc się przydługim krawatem. To mój ulubiony dodatek, bo zawsze dobrze mieć na doręczu jakiś oręż.

– Czy wie pani, że krawaty wymyślono nie we Francji, a w Chorwacji? To kobiety z tego kraju wręczały specjalnie wiązane chusty swym idącym na wojnę mężom. W wielu językach zresztą krawat to nic innego jak wywodzący się od Croatia, croat. Idąc tym tokiem, Chorwacja mogłaby być dla nas Krawacją. – Chyba za daleko uciekam w dygresję. – W pewnym sensie dotrzymuję tej tradycji, bo krawat do dzisiaj zawiązuje mi żona. Ja zwyczajnie tego nie umiem. – Zdejmuję krawat i uśmiecham się do pannicy, ale ta nie odwzajemnia serdeczności. – Potrafię nim za to inne rzeczy.

Sprawnym ruchem łączę delikatne nadgarstki dziewczyny i owijam krawatem. Podobno istnieje ponad sto tysięcy sposobów na zawiązywanie tego gustownego dodatku, a każdy z nich piękny. Mojemu węzłowi także nie można odmówić uroku. Nie dość, że doskonale splątuje rączki, to jeszcze wystaje spomiędzy nich wcale niekrótki ogon, za który mocno chwytam. Domańska zerka ukradkiem w kierunku drzwi, ale nikt jej już nie pomoże. Prowadzona przeze mnie, okrąża biurko na chwiejnych nogach. Gdy jest już obok mnie, obracam ją tyłem, ciągnę w swoją stronę i usadzam na kolanach.

Nie tylko ona jest podniecona. Moje prącie od dłuższego czasu walczy o wolność z tkaniną spodni, co podopieczna z pewnością wyczuwa. Wykorzystuję jej bezbronność i szybkim ruchem odsuwam stanik do góry. Czerpię z życiodajnej energii damskich cycków, ważąc je w dłoniach i tarmosząc niczym nastolatek. To bodaj mój szósty biuścik w tym roku akademickim, nie sposób zliczyć, który w ogóle, a za każdym razem odkrywam w ich anatomii coś niezwykłego. Nie chodzi tylko o miękkość i własne doznania, ale też o ukrytą gdzieś pod powierzchnią delikatnej skóry mapę dotyku i oryginalnych nań reakcji. Przecież taka była harda pani Klara podczas seminariów, a teraz tak cudownie zmiękła przed obliczem prawdy. Jedynie otoczony moimi palcami sutek pozostał twardy. Ani przez chwilę nie wątpiłem, że się jej podoba.

– Aua, proszę tak nie robić!

Już się bałem, że zapomniała języka w gębie.

Może by tak zrobić z niego użytek?

Ściągam z siebie paniusię i sprowadzam na kolana. Eleganckim oksfordem staję na ogonku krawata, nie pozwalając jej się podnieść, a następnie poprawiam krzesło tak, by jedna z przednich nóżek znajdowała się między rękami Domańskiej. Kiedy usadawiam się na krześle, dziewczę ucieka głową od mojego krocza na tyle, ile pozwala jej długość ramion. W rezultacie trafia pod biurko.

Wypuszczam na wolność mojego żylastego potwora. Oczy skulonej damulki wypełnia trwoga.

– Proszę mi pokazać, co pani potrafi.

– Profesorze, zrozumiałam już swój błąd, naprawdę nie trzeba…

– To ja osądzę, kiedy pani zrozumiała. A teraz proszę.

– Co mam zrobić?

– Włożyć go do ust.

Na miłość boską! Może jeszcze przygotować jej instruktaż?

– Proszę dać mi chwilkę. – Dziewczyna odwleka nieuniknione, jak tylko potrafi, ale w końcu przylega do penisa.

Unosi wzrok. Jej oczy mówią, że jestem podłą świnią, ale komplement nie pada na głos, bo ustami otacza już mój kapelusik. Przesuwa wargami o kilka milimetrów wzdłuż członka, z rzadka pieszcząc go językiem. Nie podoba mi się, że symuluje zaangażowanie.

– Ma pani cudowne, wrażliwe usta. Proszę nie skąpić mi czułości. – W moim głosie ukryta jest swoista groźba, która zmusza ją do przekroczenia kolejnych barier.

Jest lepiej, ale gdy w pieszczoty ponownie wkrada się rutyna, obejmuję jej główkę od tyłu i dopycham głębiej. Krztusi się, więc daję jej chwilę odpoczynku. Tyle dobrego, że zmotywowało ją to do wzmożonego wysiłku, bo obciąga coraz większą powierzchnię prącia. Znajdująca się za głową ręka pełni już tylko funkcję symboliczną.

Puk, puk, puk.

Ktoś odczekuje kilka sekund, po czym chwyta za klamkę. Blondyneczka ma spanikowane oczy i chciałaby się cofnąć, ale nie pozwalam na to.

– Dzień dobry, profesorze! – wita się Kucharska, jedna z najstarszych sprzątaczek w instytucie.

Już po osiemnastej! Może i Domańska powinna popracować nad lodzikiem, ale nie słyszałem przez nią dzwonów! I co teraz?

– Pani Hanusiu…

– Och, chyba ma pan gościa. – Sprzątaczka zauważyła przewieszoną przez krzesło torebkę.

No to wpakowaliśmy się w niezłą kabałę.

– Studentka wróci dopiero za pewien czas, bo ma coś ważnego do zrobienia. – Spuszczam głowę ku Domańskiej i mierzwię jej staranne uczesanie. Mam do tego prawo, w końcu i tak zrobiła tę fryzurę wyłącznie dla mnie.

– Będę cichutko – zapewnia sprzątaczka.

– Proszę kontynuować. – Tak Hanusia, jak i Domańska biorą się do roboty.

Doskonale znam plan pracy sprzątaczki. Wpierw umyje skrawek podłogi przed wejściem, potem zetrze kurz z mebli i parapetu, by na końcu opróżnić znajdujący się za moimi plecami śmietnik. Dyskretnie przysuwam się z krzesłem do biurka, zamykając studentkę w nieciekawej ciasnocie. Następnie zdejmuję marynarkę i przerzucam ją przez krzesło. Jest dostatecznie długa, by zasłonić Domańską od dołu. Rychło w czas, bo kiedy Kucharska staje przy biurku, mam już rozłożoną na kolanach wielkoformatową gazetę.

– Myśli profesor, że odnajdą tego całego węża?

– Sądzę, że w ciągu kilku godzin. – Uśmiecham się. Dzięki pani Klarze jestem coraz bardziej odprężony.

– Nie do uwierzenia. – Kręci głową. – Ojejku, to chyba pana krawat…

Kolejne wydarzenia dzieją się kaskadowo. Hanusia ciągnie za krawat, nabijając Domańską na penisa tak głęboko, że ta wydaje z siebie gardłowy odgłos i desperacko ciągnie do siebie dłonie. W rezultacie sprzątaczka wznosi alarm, że „coś tam jest”, a mi natychmiast robi się gorąco. Oczyma wyobraźni widzę nadchodzącą katastrofę.

– Zostawić! – Zagłuszam Domańską nienaturalnym barytonem. Zaraz szóstka z przodu, a ja dopiero odkrywam wokalny talent. – Noga mi się zaplątała…

– Coś takiego… – Starsza kobieta ponownie kręci głową, ale ani myśli kwestionować moją słabą wymówkę. – Przepraszam najmocniej.

Macham ręką i czym prędzej zmieniam temat. Z Hanusią wymieniamy jeszcze kilka uprzejmości, potem ta zagląda do pustego kosza na śmieci, żegna się i opuszcza gabinet.

Z ulgą wypuszczam powietrze. Pewnie tak czuł się przed dwiema godzinami Krasicki. Tymczasem Domańska wciąż oblizuje nieśmiało mój narząd. Powinienem dać jej od siebie coś więcej. Na powrót zakładam marynarkę, po czym owijam wokół dłoni ogonek krawata i ciągnę do tyłu. W gardle studentki staje zdecydowana większość mojego członka, który skutecznie blokuje jej drogi oddechowe. Blondynka protestuje dźwiękami parajęzykowymi, ale nie zważam na to, bo sam wiem lepiej, co dla niej dobre.

Zaciskam jej skrzydełka nosa.

Dobra wiadomość jest taka, że wąż się odnalazł. Zła, że to boa dusiciel.

Jestem pewien, że gdyby nie szkiełka okularów, oczy studentki niechybnie wyskoczyłyby z orbit.

Uważnie obserwuję jej twarz. Proszę się nie martwić, będę liczył do piętnastu: jeden, jeden i pół, jeden i trzy czwarte… Zaczyna do niej docierać, że jest w niebezpieczeństwie. Ugryzie mnie? Oczywiście, że nie. Szarpie tylko dłońmi, ale to na nic, bo jestem od niej silniejszy.

Siedem i pół, siedem i trzy czwarte, osiem… Ze zrezygnowanych oczu powoli uchodzi życie.

Wystarczy.

Puszczam Domańską, a ta zwija się jak harmonijka pod moimi stopami, łapczywie nabierając powietrza. Powinna być wściekła, ale z jej buźki wyczytuję wdzięczność, bo w chwili takiej jak ta, nie ma większej wartości niż odrobina tlenu.

Podnoszę się z miejsca i kieruję w stronę drzwi. Czuję lekki dreszczyk, że ktoś może wejść, ale doskonale wiem, że dopadnę do klamki, zanim osoba po drugiej stronie odczeka kilka sekund po pukaniu. Przekręcam kluczyk.

– Widzi pani… zazdrość o członek to nie tylko negatywny afekt względem jego posiadacza, lecz także zamiłowanie, swoista fiksacja na sam narząd. Niekiedy tak silna, że przeskakuje w hierarchii pierwotny instynkt przetrwania.

Nie doczekuję się odpowiedzi. Wymęczona Domańska wydostała ręce spod krzesła i powoli podnosi się z klęczek. Dopadam do niej od tyłu i przeciągam krawat między jej nogami. Piękna wypinka! Opada głową na świeżo umyte deski i coś tam się szamocze, ale kiedy staję na krawacie, jej wysiłki ustają. Pochylam się nad nią. Podwijam spódnicę i odchylam materiał majtek. Trafiło mi się bawidełko nie lada, oj trafiło!

Przykładam penisa do jej różowiutkiego wnętrza.

– Proszę, nie!

Biorę ją w posiadanie, wdzierając się centymetr po centymetrze.

– Kto by pomyślał! Wcale nie jest pani pierwszej ciasności.

– Wystarczy…

Kiedy docieram do końca, Klara akceptuje swój los. Nie walczy już, przestaje udawać.

– Wszystkie jesteście takie same. W swym cwaniactwie sprowadzacie się do roli towaru w handlu wymiennym, by później, leżąc upodlone z głowami na ziemi i prąciem rozpychającym wasze rozkoszne kanaliki, zbieracie okruchy godności, że niby nie chcecie, że nie o to chodziło!

Łapię równy rytm i stukam ją w najlepsze. Puszczam oko do kumpli ze ściany. Dziewczynka zaczyna mnie wspierać cichymi, mechanicznymi jękami. Nagradzam ją szybkim razem na dupę. Będzie po tym ładny ślad. Swoista pieczątka jakości profesora Grzelczaka.

Mój czas zbliża się ku końcowi. Jeszcze tylko raz, drugi i wyciągam penisa. Och, jak dobrze…

Po wszystkim wycieram chustą ejakulat z jej pleców. Rozwiązuję ręce. Siadam za biurkiem i kątem oka widzę, że Domańska doprowadza się do porządku. Poprawia wdzianko, grzebie w torebce. Wykonuję kilka kliknięć myszą i wstawiam jej najwyższy stopień.

Co mam zrobić? – pyta.

Jak to co? Może iść.

Włożyć go do ust – pada odpowiedź.

Co, u licha? Nic takiego nie powiedziałem!

Włożyć go do ust – mówi ponownie mój głos.

Unoszę głowę. Domańska patrzy na mnie z poważną miną. W ręce trzyma telefon.

Wcale nie jest pani pierwszej ciasności.

– Piękna dykcja, profesorze. Kulturka.

Pędzi do drzwi, nim udaje mi się pozbierać myśli.

Trzask.

 

Drogi Czytelniku! Przeczytałeś do końca? Pozostaw po sobie komentarz. To najlepsza nagroda dla twórcy.

Ten tekst odnotował 17,617 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.57/10 (78 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Komentarze (36)

+1
-1
No nareszcie! Nie będę się rozpisywać, bo wiesz, co jest pięć, aczkolwiek powtórzę, że bardzo min się podoba. Moje klimaty. I chyba zajęła pierwsze miejsce egzekwo z... wiesz, czym. Dyszka obowiązkowo! 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

w pół


wpół

hierarchia.

Na jej dnie


Hmmm. Dno w odniesieniu do hierarchii nie podoba mi się.

Dalej podchodzący do obowiązków ze śmiertelną powagą doktoranci i młodzi adiunkci, zadające trudne pytania zmory aspirujących stypendystów.


Nie rozumiem. Może inny znak interpunkcyjny zamiast przecinka oddałby myśl autoro? A może coś z odmianą?

przynosi nam stosowną jużynę


O! Vee wynajduje słowa nieużywane od wieku!

tranżoli


Oj, Vee się uparło, żebym musiał szukać w necie słów nieznanych. Owo "tranżolenie" ma dwa znaczenia i jest stosowane regionalnie. A Pan Profesor to tak miesza w sobie literaturę wysoką ze slangiem? Ciekawy człowiek! 😉

Piętnaście monologów o kulturze później, ogłaszam przerwę.


Bez przecinka.

nie jeden raz


W tym przypadku niejeden.

zapisywanie się do moich seminariów


na moje seminaria. Do seminariów zapisują się tylko kandydaci na księży.

tylko za to, jak się wyfiokowała.


że tak się wyfiokowała

oczom, którym wydaje się, że pozjadały wszystkie rozumy


Nietypowe. Chyba błędne. Oczy nie zjadają i nie są siedliskiem rozumu.

– Panie profesorze – Ha, jednak „profesorze”. Jak trwoga, to do Boga! – ale tego nie było na wykładach!


[...]profesorze[?A] – Ha,[...] Boga! – [?B]ale tego [...]
Błąd edycji. Można go naprawić na dwa sposoby:
1)[?A]=... [?B]=...ale
2)[?A]=... lub ! [?B]=Ale

spolegliwa natura


Potoczne znaczenie słowa "spolegliwy" dopiero w ostatnim ćwierćwieczu i z trudem przebija się do słowników. Jako główne wciąż widnieje "budzący zaufanie".

dysgust


No proszę! Kolejne zapomniane słowo!

na Chorwacji


Skąd to "na" w ustach profesora humanistyki? W Chorwacji.

Gdy jest już obok mnie, obracam ją tyłem i ciągnę w swoją stroną. Usadzam sobie blondynkę na kolanach, wkładając głowę między jej złączone ręce.


Jakoś sobie nie umiem tego wyobrazić. Wyobraźnie podpowiada, że studentka jest finalnie zwrócona przodem do mężczyzny, więc po co obrócił ją tyłem i kiedy to się zmieniło?

podopieczna


Nie użyłbym tego słowa w takim kontekście.

Co mam zrobić? – pyta.


Co to za głos? Myśli? Jeśli mówi to Domańska, gdzie kreska dialogowa? Jeśli cytat (nagranie) to patrz niżej.
W ogóle końcówka z mnogością cytatów (bo w cudzysłowach) dla mnie mało zrozumiała. Zamiast cieszyć się zakończeniem, rozgryzam, o co autoro chodziło. Może (jeśli to nagranie z telefonu użytego jako dyktafon) użyć kursywy?

Treść Kulturki dość prosta. W sumie brak jakiegoś zwrotu akcji, bo scena ze sprzątaczką trochę naciągana, a rejestrowania całości w smartfonie spodziewałem się od początku (dziwne, że prof. Grzelczak na to nie wpadł). Zapewne niektórzy czytelnicy podniecą się seksualnie, ale ja literacko się nie podnieciłem.
Ale są plusy, a do nich zaliczam walkę Vee z nieznanymi słowami 🙂 . Powiedziałbym, że mogłoś znaleźć ich więcej i nasycić tekst większą ich liczbą. Trochę mnie razi kontrast między "wykładową " sferą językową Grzelczaka, a jego słownictwem prywatnym, wewnętrznym niejako. Może są tacy ludzie, nie wiem. Wypadł na dwulicowca (pod wieloma względami) i taki był zapewne zamysł autoro. Jeśli tak, to można było to oddać bardziej wyraziście, nawet przejaskrawić.

Taka tu ostatnio posucha, że dobrze, że coś wszuciłoś!!!! 🙂 🙂 🙂 🙂 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-2
Fajnie byłoby, gdyby opowiadanie erotyczne miało w sobie to coś. Coś co podnosi puls, przyspiesza bicie serca, wywołuje rumieńce na twarzy, gęsią skórkę na przedramionach i wilgoć między udami. To jest nudne i bezpłciowe. Niestety. Szkoda czasu.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
No klasa! Czekam na więcej 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Zgadzam się z Tompem na temat prostoty – niemal sztampy – treści; przypomina niemal połączenie filmu porno i paradokumentu. Czy to wada? Niekoniecznie, bo czyta się to płynnie (w przeciwieństwie do choćby poprzedniej Bejbe) i ponownie, zgadzam się z przedmówcą: kontrast wewnętrznych monologów i wypowiedzi jest intrygującym sposobem na przedstawienie dwoistości postaci.

Ode mnie 8, bo spędziłam przy tym miło czas, chociaż nie jest to tekst pod moje gusta.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-5
Agnes, jeśli wiem z czym, to pewnie z Różowymi okularami! Dzięki za komentarz i wysoką ocenę 😀

@Tomp

Jakoś sobie nie umiem tego wyobrazić. Wyobraźnie podpowiada, że studentka jest finalnie zwrócona przodem do mężczyzny, więc po co obrócił ją tyłem i kiedy to się zmieniło?


Kiedy Klara podchodzi do profesora, stoi do niego przodem. Zostaje obrócona i jest tyłem. Wyobraźnia chyba podpowiedziała źle. Zobaczę, czy uda mi się jakoś uprościć ten fragment.

[...]profesorze[?A] – Ha,[...] Boga! – [?B]ale tego [...]
Błąd edycji. Można go naprawić na dwa sposoby:
1)[?A]=... [?B]=...ale
2)[?A]=... lub ! [?B]=Ale


Hmm... Ja tego chyba nie rozumiem 😀 Zaproponuj proszę jedno, Twoim zdaniem poprawne rozwiązanie. Użyję je albo wymyślę inne 🙂

Co to za głos? Myśli? Jeśli mówi to Domańska, gdzie kreska dialogowa? Jeśli cytat (nagranie) to patrz niżej.


Chyba wykorzystam kursywę we wszystkich fragmentach, zastanowię się jeszcze, bo nie przepadam za kursywą.

Większość uwag jest do przemyślenia lub zwyczajnie poprawy, ale trudno się jakoś wypowiedzieć. Dalej napiszę ogólnie do uwag Twoich, Tomp, i Rascalki:

Fabuła Kulturki jest prosta jak drut i jakby tego było mało, w połowie opowiadania Profesor wprost mówi o tym, co wydarzy się później. To oczywiście zamiar, chęć zmierzenia się z mocno wyeksploatowanym scenariuszem i odciśnięcia na nim własnego stempla. Uważam, że tekstom uczelniano-egzaminowym z reguły brakuje klimatu – motywu nauki (przytaczane przeze mnie teorie są albo zapomniane, albo o marginalnym znaczeniu), starości profesora i oto moja odpowiedź. Mam nadzieję, że przynajmniej części pokątnych czytelników udałoby się domyślić, kto stoi za tym tekstem 😀

Co prawda też lubię zwroty akcji, ale w erogatunku twistowanie plota nie jest tak kluczowe, jak w kryminałach, thrillerach czy przygodówkach. Że motyw ze sprzątaczką nieco naciągany? Odrobinę tak, ale zakładając, że sprzątaczka jest wiekowa, taka scena w zupełności mogłaby mieć miejsce. Profesor nie domyślił się włączonego dyktafonu z nadmiernej pewności siebie, może wręcz rutyny, bo przez lata mu się udawało.

Zwracacie uwagę na język Profesora. @Rascal, w rzeczy samej staram się z pomocą języka przedstawić dwie twarze tej postaci. Inteligentnego faceta z poważnym dorobkiem, a jednocześnie podstarzałego, perwersyjnego dziadygę. Myślę, że to uzasadniony zabieg. Dziennikarzom, którym wydaje się, że znajdują się poza wizją zdarza się niesłychanie kląć, a politycy na taśmach potrafią zachowywać się jak zwierzęta. A to przecież ci sami ludzie, którzy na co dzień sprawiają wrażenie kulturalnych, wyważonych, niekiedy nawet erudytów.

@Tomp, Profesor mógł otrzymać więcej zapomnianych słów, ale zajrzał mi w oczy kazus "Gry". Pokątne doświadczenie zaczyna mi podpowiadać, że hamulce mi nie służą ("Raj"). Cieszę się, że doceniasz ideę. Myślę, że warto przeczytać ten tekst choćby po to, by poznać wspaniały dysgust. W głowie pozostanie mi jeszcze kilka niemieszczących się do opowiadania fidrygałek 😉

Taka tu ostatnio posucha, że dobrze, że coś wszuciłoś!!!! 🙂 🙂 🙂 🙂 😉


Mój tekst był wrzucony już w poniedziałek, ale mamy na portalu opóźnienia. Jakbyś zastanawiał się, dokąd trafiła sejowa zamrażarka, to chyba znam odpowiedź 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-2
Zatem zacznę od tego, co najprostsze:
ORYGINAŁ:
– Panie profesorze – Ha, jednak „profesorze”. Jak trwoga, to do Boga! – ale tego nie było na wykładach!
PROPOZYCJA 1:
– Panie profesorze... – Ha, jednak „profesorze”. Jak trwoga, to do Boga! – ...ale tego nie było na wykładach!
PROPOZYCJA 2a:
– Panie profesorze... – Ha, jednak „profesorze”. Jak trwoga, to do Boga! – Ale tego nie było na wykładach!
PROPOZYCJA 2b:
– Panie profesorze! – Ha, jednak „profesorze”. Jak trwoga, to do Boga! – Ale tego nie było na wykładach!
Ostatnia P. jest najbardziej ekspresyjna.
Ekspresję każdej P. stłumi zastąpienie ostatniego wykrzyknika kropką (buta) lub wielokropkiem (zwątpienie, dezorientacja).
___
Teraz o tych rękach, przodzie i tyle.
Twoim zdaniem kobieta siedzi na kolanach profesora (jak rozumiem) plecami do niego. To jak on (profesor) "wsadza głowę między jej złączone ręce"? Ona przegięła je za swoją głowę i jeszcze zdołała nimi objąć drugą (profesorską)? Jestem stary i dla mnie to niewykonalne. Żadnej takiej pozycji na filmie (takim XXX) też nie widziałem, więc może to nie takie łatwe? I po co?
Ręce (jak rozumiem) są skrępowane z przodu dziewczyny. Nawet jakby były skrępowane z tylu (a chyba nie są!) to nie zmieni mechaniki wsadzana głowy między ręce.
Co innego, gdyby dziewczyna siedziała przodem do profesora. Wtedy jej skrępowane dłonie faktycznie trzeba założyć sobie (będąc profesorem) za plecy, bo jest to pozycja pod każdym względem wygodna.
___

staram się z pomocą języka przedstawić dwie twarze tej postaci.


Tak, to dobry zabieg, choć (moim zdaniem) nie do końca wykorzystany. Mnie przeszkadzało, że w mowie myśli profesor jest równocześnie przedpotopowo elegancki (jużyna) i lokalnie slangowy (tranżolić). Proszę się nie przejmować moją preferencją, ale ja bym rozdzielił: elegancja-francja i żargon naukowy na zewnątrz, oficjalnie, a knajactwo, pogarda i żargon w myślach. Dla mnie byłoby to łatwiejsze w percepcji.
___
Sejmowa zamrażarka – DOBRE! Oby tylko nie rozmnożyły się na i tam, i tu. 🙁
___

Mam nadzieję, że przynajmniej części pokątnych czytelników udałoby się domyślić, kto stoi za tym tekstem


Czy jako mniej inteligentny mogę prosić o rozwiązanie tej zagadki?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-3
"Krzesło śmieje się do rozpuku szyderczymi skrzypnięciami, gdy rozsiadam się wygodnie do spektaklu. Na twarzy studentki rozstrzyga się odwieczny dylemat psychologii: geny czy wychowanie? Górę bierze spolegliwa natura kobiety, która każe jej ukryć wściekłość i potulnie opuścić głowę."
Piękne to uczłowieczenie pospolitego mebla. A o spolegliwości już napisał Tomp. Uległość.

Odnośnie języka wewnętrznego: profesorowi literatury wolno wszystko. Nawet używać słów tak dawno zapomnianych, że nie tylko słowniki ale nawet korpus ich nie zna — biżutka.

Kto stoi za tym tekstem? Czyżby I z jego klapsystycznym "Zaliczeniem"?

Tompie, "na Chorwacji" bierze się z krakowskiego lokalnika 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
@Tomp, teraz rozumiem jak poprawić to zdanie! Wcześniejsze znaczki przypominały mi równania logiczne, a to dosyć bolesne 😉

Rękogłowy problem może by nie zaistniał, gdyby pojawiła się tam wzmianka o przylgnięciu plecami do profesora albo coś z tych rzeczy. Splecenie dłoni za czyjąś głową w tej pozycji nie jest nawet trudne, ale pewnie łatwiej by było z rozplątanymi i na stojąco. W tym opisie czegoś brakuje i nie wykluczam, że po prostu go nieco przytnę, bo nie ma tam nic przesadnie istotnego.

Kwestie słownictwa Profesora rzeczywiście są kwestią gustu. Mnie Twój wariant także się podoba. Trudno mi powiedzieć, czy tak byłoby lepiej, bo obie wersje mają swój urok, ale na pewno po Twojemu trzeba by nieco więcej czasu na dobrą realizację.

@Hajdzie, dziękuję za docenienie mojego krzesełka!

Mam nadzieję, że przynajmniej części pokątnych czytelników udałoby się domyślić, kto stoi za tym tekstem



Właściwie to zagadka nie istnieje, Tomp. Inaczej zrozumiałeś to zdanie i pociągnąłeś za sobą Pana Hyde’a 😉 Chodziło mi raczej o to, że ten tekst, pomimo banalnego scenariusza ma kilka cech mojego warsztatu i być może parę osób domyśliłoby się autora, gdyby opowiadanie nie zostało podpisane. Zwykła nadzieja 😀

Hyde, słusznie wskazujesz na Indragora i jego „Egzamin”, jako swego rodzaju inspirację. Nie chcę jednak żeby zabrzmiało to negatywnie w kontekście mojego poprzedniego komentarza. Nie się po prostu wydawało, że na taki tekst może być popyt, bo o ile np. w kazirodczych opowiadaniach ciotki miały już chyba każdy możliwy kolor majteczek, tak motyw egzaminu wciąż nie jest (chyba?) do końca wyeksploatowany. Dlatego też proponuję perspektywę profesora, naukowość, odrobinę uczelnianych realiów, finalne zwycięstwo studentki i fakt, że znalazła się ona w trudnym położeniu nie z własnej niewiedzy, a perfidnej inicjatywy drapieżnika.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
0
Realia uczelniane z Twoją typologią bytów akademickich to akurat bardzo smakowita odrobina.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
-2
Cieszy mnie, że tak mówisz 🙂 Uniwersyteckie klimaty mają swój niewątpliwy urok, a na postać Klary są dalsze plany. Póki co jednak głównie otwieram furtki, zamiast je zamykać.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

Fabuła Kulturki jest prosta jak drut i jakby tego było mało, w połowie opowiadania Profesor wprost mówi o tym, co wydarzy się później. To oczywiście zamiar, chęć zmierzenia się z mocno wyeksploatowanym scenariuszem i odciśnięcia na nim własnego stempla. Uważam, że tekstom uczelniano-egzaminowym z reguły brakuje klimatu – motywu nauki (przytaczane przeze mnie teorie są albo zapomniane, albo o marginalnym znaczeniu), starości profesora i oto moja odpowiedź.



Ależ w żadnym razie prosta – a nawet pewna inkluzywna – fabuła powinna być traktowana jako wada; to jak sama zauważasz, sposób jej zaserwowania jest istotny. Gdybyśmy poszli dalej, każdy tekst moglibyśmy wpiąć w jakieś archetypy i schematy (nieznajomi, potężna postać A i słaba postać B, odkrycie się przed sobą, próba odnalezienia swojej seksualności etc.). Przekształcanie, dekonstrukcja czy choćby dyskusja z nimi zawsze stanowi pewne urozmaicenie; zmianą perspektyw, płci, orientacji lub oczekiwanego rozwiązania akcji.

Warunkiem głównym dla mnie jest zachowanie pewnych przyjętych standardów, które pozwalają nie odbierać tekstu w kierunkach masochizmu czytelniczego (od tego mam teksty pisane dwadzieścia i więcej lat temu w wielkim zeszycie). Jeśli tego nie ma i byłam gotowa przeczytać do końca, daje 5, jako zachętę dla kolegów i koleżanek, by próbowali dalej. 6-7 idzie, jeśli bardzo chciałam doczytać, ale bardziej z ciekawości. 8 i 9, jeśli było w tym właśnie coś, co mnie zaintrygowało i sprawiło przyjemność.

W tym wypadku poszła 8, bo właśnie ta dwoistość profesora i obranie jego narracji, zamiast zwyczajowej ofiary lub właśnie wszechwiedzącego, obiektywnego, narratora jest czymś interesującym. Nie siadła mi za to tematyka. Powiedziałabym, że to ta pozycja premium w tej knajpie, gdzie idziesz bardziej się najeść, niż doznawać i odkrywać coś nowego.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
-1

fakt, że znalazła się ona w trudnym położeniu nie z własnej niewiedzy, a perfidnej inicjatywy drapieżnika.


O! Muszę przyznać, że taka ewentualność przyszła mi do głowy (jak wiesz, jest to w moim typie; cenię wielkość kobiecości), ale po namyśle (zdarza mi się 😉 ) uznałem ją za zbyt cienko zarysowaną przez autoro. Cieszę się, że się myliłem.
Tak jak cieszę się wrażeniem, że preferujemy podobne typy bohaterek.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
-1
@Rascal, całkiem precyzyjny system dawania ocen. Dlaczego mnie to nie dziwi? 😉 Oczywiście Twoją ósemeczkę przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza.

Cieszę się, że mój profesorek cieszy się uwagą. Tak jak mówisz, nawet najprostszą treść można przedstawiać z wielu stron i ta postać pozwoliła mi odkryć jedną z nich. W egzaminowych opowiadaniach najczęściej wybierana jest perspektywa ofiary, z rzadka właśnie narratora-obserwatora. To paradoks, bo centralną postacią zawsze jest egzaminator. To on wybiera miejsce, czas i formę zaliczenia. Od jego widzimisię zadecyduje, czy student zda. To od niego zależy, czy wyjdzie z propozycją łapówki, a jeśli sam takową otrzyma – czy się zgodzi.

Jesteś tu jeszcze stosunkowo krótko, więc może zdradzisz, jakie tematy interesują Cię najbardziej?



@Tomp, trochę szkoda mi było literek, by to mocniej podkreślać. Co prawda nigdzie nie padają słowa typu „zemsta”, „pułapka” czy „odwet”, ale profesor daje się poznać jako cwany lis. Jest lubiany, bo jego egzaminy są łatwe (głównie z cynicznego zamiłowania do wolnego września), a przy tym lubi się delektować tą chwilą, kiedy los studenta jest w jego rękach. Pytanie o kulturę to swoisty prezent, bo na tróję zaliczy je nawet mało zdolny uczeń z podstawówki. Co jednak stoi na przeszkodzie, by zapytał o tę wspomnianą teorię z marginesu? Psychoanaliza ma się nijak do przedmiotu, jaki wykłada, ale papier przyjmie wszystko. Profesor od dawna wiedział co spotka Klarę, studentkę, która robi wokół niego smród. W najlepszym razie by ją oblał. W najgorszym, który miał miejsce, wykorzystał jej dodatkową słabość.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

W egzaminowych opowiadaniach najczęściej wybierana jest perspektywa ofiary, z rzadka właśnie narratora-obserwatora.



Sądzę, że w dużej mierze wynika to z aspektu tego, że łatwiej nam się utożsamiać z ofiarą, niż oprawcą. Coś na zasadzie; wolimy być tymi dobrymi niż tymi złymi.


Jesteś tu jeszcze stosunkowo krótko, więc może zdradzisz, jakie tematy interesują Cię najbardziej?



Odpowiem dość wymijająco; ale nie mam jakiegoś konkretnego kierunku. Przede wszystkim interesują mnie bohaterowie tych treści i konteksty sytuacyjne idące za nimi. Nie ma więc „o, to ma tag oral, to nie klikam, bo robienie loda mnie brzydzi” albo „tak, to ma tag BDSM i lesbijki, muszę to przeczytać, może odkryje tu nowe Sunstone, które tak uwielbiam!”.
Ponownie, to schematy i archetypy (sama takowy popełniłam w CD – treść tego to przecież standardowe Potężna Męska Postać i Biedna Postać Kobieca, jak ma to miejsce w choćby „356 dni” lub „50 twarzy Greya” – tylko zamiast przygody p0lki z czarnoskórym, postawiłam na dziwną psychologiczną przemianę jej lub fantazję seksualną z utraconej młodości, wynagradzającą kolejny rok cierpienia) sprowadza nas do obiadu. Możemy iść na zupę dnia i drugie danie w Kuchni Grażynki i Helenki; możemy też otrzymać „żur nowoczesno polski” i „kotlet po parysku z tłuczonymi batatami i surówką z egzotycznych warzyw” w restauracji, gdzie na stolik czeka się dwa miesiące.
Oba dania będą z pewnością smaczne, ale to drugie jakoś dłużej zostanie mi w pamięci.

W w.w. Sunstone autor chciał na początku przerwać wypalenia weny i pod fałszywym pseudonimem tworzył obrazki dla fetyszystów na dA. Z czasem zaczął robić małe historyjki, które stały się kanwą dla opowieści, jak między dominą a uległą tworzy się prawdziwe uczucie, które staje się przeszkodą w ich relacji. Coś, co wydaje się atrakcyjne (znalezienie trzeciej), staje się powodem do zazdrości; jest też o tym, jak próbujemy się realizować przy niemożliwości tego i zaufaniu, które stanowi podstawę tematu BDSM, traumach… i nadal jest to historia o lesbijkach, wypełniona ilustracjami pełnymi pornografii.

Tylko tu mówimy o grubej – sześciu zeszytowej – wielowątkowej historii, a nie opowiadaniu na dajmy te standardowe dla historii 30-50k znaków. Jeśli jest w nim jakiś ciekawy pomysł, pewna zmienna (np. Potrafię sobie wyobrazić „Uwodząc męża przyjaciółki”, jako historię mężczyzny, który odnosi wrażenie, że przyjaciółka żony go uwodzi i staje w sytuacji między młotem a kowadłem, że kocha żonę, ale u tamtej zaznaje przyjemności seksualnych, mając obietnicę całkowitej dyskrecji; lub kobiety uwodzącej żonę swojego przyjaciela w rodzaju zemsty na nim, za bycie porzuconą!) to wówczas mam historię na 7 lub 8. Dziewięć, jeśli ma jakiś twist wywracający całość do góry nogami (układ między żoną a kochanką, który miał przetestować wierność mężczyzny i zostaje on z niczym).

Najbardziej punktują u mnie teksty LGBTQ+ (obecnie sama pracuję nad takimi trzema) – imo problem jest, że albo króluje motyw lesbijek, albo autorzy boją się pisać te teksty w stylu hetero (najczęściej albo jest drama i sekret, albo wulgarność, jeśli chodzi o mężczyzn – bo przecież cudownie jest czytać kolejny tekst o tym, jak odkrywająca swoją tożsamość trans kobieta zachwyca się robieniem loda i byciu zapinaną w tyłek, a nie zbudować z tego historii o tym, jak wybiera się do baru i jest bajerowana przez jakiegoś napalonego chłopa i czuje się przez to dobrze, a sam seks zostawić gdzieś jako finał łącznie, z tym że to on jej robi loda).

Fajny pomysł może iść nawet za kazirodztwem, jednocześnie nieromantyzowanym (o tym, jak kochało się zbytnio swojego brata, że przypadkiem nadziało się na jego fiuta malinowy wianek lub mamusia była samotna, więc uwiedziony, jej pięknem, syn postanowił zastąpić jej faceta) lub jedynie obrazoburczym (tata zapładniający córkę).

Reasumując: nawet coś takiego jak pierwszy seks analny, jeśli jest obudowany czymś więcej niż zachwytem nad ciasnotą otworu lub bólem i dyskomfortem, jaki sprawia – bo to femdom złej o zdradę męża żony, przy wcześniejszym użyciu krocza związanej kochanki jako naturalnego dozownika lubrykanty tym samym narzędziem zbrodni… będzie bardziej w moim guście użyciem tagu „anal” niż: „Kiedy się wyrywała, zerwał jej majtki i z zachwytem rozszerzył jędrne pośladki, wpychając swojego twardego penisa. Krzyk jej bólu przeszył całą sypialnię”.
Wszystko rozbija się o tło i bohaterów.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
@Vee – Ja już to przeżyłem: jak zadasz @Rascal proste pytanie, dostaniesz elaborat godzien rozprawy semestralnej 😉 😉 😉 .
@Rascal Tylko w kwestii formalnej. Na wielu poruszanych przez Ciebie sprawach się nie znam, ale jedno wiem: mężczyzna kobiecie nie robi loda, a minetę. Chyba, że kobieta jest drag queen albo co najmniej Q (taka z LGBTQ), ale że takie kobiety(?) są poza moim kręgiem zainteresowań, to mogę się mylić 😉 .
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Tomp proszę nie obrażać specyfiki funkcjonowania mojego mózgu 😿 😿 😿
+
Wyraźnie napisałam, że TRANS kobieta. Czyli w przeciwieństwie do przytoczonej CIS (lub jeśli tak wolisz – normalnej) i zakładając, że nie przeszła chirurgicznej korekcji genitaliów, nadal będzie posiadała penisa (stąd kochanek robi transkobiecie loda).
W skrótowcu LGBTQ to właśnie literka T odpowiada za osoby trans; Q to Queer, np. crossdresserzy (czyli osoby noszące ubrania kojarzone jednoznacznie z płcią przeciwną, ale jednocześnie niezmieniający swojej identyfikacji w żaden sposób) lub przytoczeni drag queen (czyli mężczyźni całkowicie ironicznie przebierający się za kobiety, często przedstawiając mocno przerysowany wizerunek i jest to bardziej forma wyrazu artystycznego; poza sceną są całkowicie normalnymi cis mężczyznami, mającymi żony i dzieci [choć nierzadko są gejami, ale nie należy tego łączyć]). Natomiast osoby trans dążą do całkowitego przekształcenia swojej identyfikacji w płeć opisaną po przedrostku trans (polecam w tej dziedzinie "Nie czas na łzy" za którego Hilary Swank dostała Oskara lub w pełni oskarową Fantastyczną Kobietę).
Stąd, gdybyśmy dostali tekst, w którym bohaterka opisuje swoją wyprawę do baru w nowym makijażu i sukience, a potem zachwyca się tym, że jakiś mężczyzna ją podrywa i lądują w łóżku, mielibyśmy właściwie sztampę do momentu ujawnienia jej się jako trans kobiety (a potem drugi plot, kiedy kochankowi to nie przeszkadza). Bajki o tym, że kudłate łapy, jabłko Adama i rysy twarzy powinny z miejsca mu się wydać podejrzane, proszę wsadzić z powrotem do memów.

By jednak nie robić całkowitego offtopu, bo w końcu rozmawiamy tutaj o tekście @Vee, a nie tolerancji i moich gustach;
A co jeśli w na miejsce studentki posadzilibyśmy studenta? Czy stary profesor, tak owładnięty swoim poczuciem bezkarności nie mógłby zmusić młodego, zdesperowanego chłopaka do zadowolenia go oralnie? Czy nie wzmogłoby to pokazu tyrani z jego strony znacznie lepiej niż właśnie dalsze bawienie się w kontrastowanie językiem, jak sugerujesz @Tomp?
Oczywiście, tekst traci swoją inkluzywną formę, na rzecz – być może skrajnej – ekskluzywności i shit storm, jaki by wybuchł, przekroczyłby masę krytyczną (jak ktoś nie wierzy, polecam sprawdzić, co się działo pod W poszukiwaniu nowej ziemi na tymże portalu). Staje się jednak dla mnie tę cudowną 9, a sam motyw nagrywania jeszcze bardziej budzi emocje.
Czy jednak Vee powinna porzucić postacie pięknych flecistek na rzecz jurnych flecistów? Nie, jeśli nie czuje takiej potrzeby.

Anyway: Jeśli ktoś chce ciągnąć offtop o samej tematyce LGBTQ+ to polecam, by założył wątek na forum i możemy tam prowadzić takowe dysputy (może się odwołać do moich komentarzy tutaj i mnie wywołać do tablicy); jednak sądzę, że w sprawie powyższego dzieła ja swoje stanowisko wyczerpałam.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
@Rascal Dziękuję za wyjaśnienie. Dotąd odnosiłem wrażenie, że "trans" oznacza pełną (pod względem zewnętrznych cech płciowych) przemianę i miałem wątpliwość, czy kobieta trans jest byłym mężczyzną czy byłą kobietą. Ale teraz postaram się zapamiętać, że trans-coś oznacza postać docelową. 🙂
BTW: O ile wiem, również mężczyźni bywają trans. To znaczy, że byli kobietami (przynajmniej pod względem zewnętrznych cech płciowych). Czy po zasłużeniu na owo "T" w LGBTQ mają zewnętrzne cechy płciowe mężczyzn, czy niekoniecznie?
Czy "T" dotyczy tylko obrazu hormonalnego?
Co do zmiany "flecistki" na "flecistę", to jednak normą jest hetero (wciąż) i to rzutuje na liczbę czytelników i oklaskiwaczy (większa dla straight) . Tak sądzę. Zauważam, że wśród czytelników przeważają onaniści.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Tomp, dobra ostatni, bo nas Marc zje – na serio wątek walnij.
Przyjmuje się, że osoba trans to taka, która się tak się przedstawia jako płeć przeciwna (czyli tak, TRANSMĘŻCZYZNA oznacza kobietę [XX], która zdecydowała być mężczyzną [np. Eliot Page, który był znany jako aktorka Elen Page lub Morgan Davies, który również jest transmężczyzną], polecam wspomniane "Nie czas na łzy" przedstawiające właśnie ten motyw). Decyzja o korekcji [niegrzecznie jest mówić o "zmianie"] płci (obejmująca terapię hormonalną i wszelkie zabiegi chirurgiczne) jest tak naprawdę uwarunkowana przez samą osobę zainteresowaną – nie jest konieczna, tak samo, jak nie ujawnianie się jako osoba trans (przykładem będzie Maja Heban, aktywistka, która długi czas żyła, podając się właśnie za cis kobietę, ale postanowiła się ujawnić). Trzeba pamiętać o kosztach, ryzyku i wielu innych aspektach tego procesu, znanego ogólnie jako tranzycja.
Nie ma jakiejś magicznej granicy, kiedy się staje literką T ze skrótowca, ale nie należy mylić właśnie z częścią osób z grupy queer (bo co to oznacza, to szersze zagadnienie), które mogą robić to jako wyraz artystyczny.

I co do zmiany; pisałam, że pewnie szambo by wyjebało, jakbyśmy dostali tutaj wątek homoseksualny.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0

Ja już to przeżyłem: jak zadasz @Rascal proste pytanie, dostaniesz elaborat godzien rozprawy semestralnej 😉 😉 😉


Tomp, ale to jest urocze! W połowie wywodu wylecialo mi z głowy moje pytanie, na szczęście pod koniec Rascalka ratuje sytuację stwierdzeniem, że "Wszystko rozbija się o tło i bohaterów" 😀

Osoby LGBTQ cechują się większą wrażliwością i refleksją nt. płciowości, która stanowi ważniejszy element ich osobowości. Ja takie osoby akceptuję, lubię i przebywam z nimi na co dzień, ale w przestrzeni Internetu, gdzie nie mam możliwości na natychmiastowe sprostowanie, po prostu zbyt łatwo kogoś urazić. Dla mnie to takie samo pole minowe, jak napisanie pożądanego przeze mnie tekstu w konwencji psychiatryka, gdzie trudniej o dystans i choćby najsympatyczniejszą nawet drwinę z bohatera. Dlatego właśnie nie napiszę zbyt wielu tekstów o mniejszościach i zrobię to tylko wtedy, gdy wpadnie mi do głowy naprawdę dobry pomysł. Z całego zagadnienia najbardziej interesuje mnie odkrywanie przez człowieka, że jest uwięziony w ciele o niewłaściwej płci. Niestety dotyczy to najczęściej osób w okresie dojrzewania, więc opowiadanie musiałoby być rozwleczone.

Przy pewnych zmianach potrafię sobie wyobrazić, że to Krasicki pada ofiarą Profesora. Myślę jednak, że aby taki zabieg lepiej ukazywał tyranię, Profesor musiałby go zwabić w ten sam sposób, co moją studentkę. Klara przecież była w przeszłości Profesorowi bardzo wroga. Ona nie oblała egzaminu na sprawiedliwych warunkach (ba, pewnie była doskonale przygotowana), jest osobą raczej świadomą i waleczną. Ulega względnie łatwo (bo i ma plan B), ale jednak znalazła się w sytuacji, do której została zmuszona. Potem jest bierna, bo przecież seks, zwłaszcza wymuszony, nie jest grą w bierki. Wywołuje emocje, niekiedy odbiera zdolności o samodecydowaniu. Jest też inna, przewrotna interpretacja, którą nawet lubię. Co jeśli wygłaszane przez profesora twierdzenia o seksualności Klary trafiają w sedno i dziewczynie udało się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu? 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
"Ulega względnie łatwo (bo i ma plan B)"
Czy ten plan B nie jest przypadkiem planem B Autoro na wypadek, gdyby padło pytanie, skąd Autoro to wszystko wie z najdrobniejszymi szczegółami? Autoro może powiedzieć: "A z Tik-toka wiem. A co, ty nie oglądałoś?" 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
0
@Rascal Jakiś czas temu Darjim popełnił erobajkę w klimacie trans (być może ktoś inny też; nie czytam i nie zapamiętuję wszystkich bajek) https://www.pokatne.pl/opowiadanie/kamila-i i jakoś żadne szambo nie wybiło. Cytując klasyka: nie lękajcie się. 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

W połowie wywodu wylecialo mi z głowy moje pytanie, na szczęście pod koniec Rascalka ratuje sytuację stwierdzeniem, że "Wszystko rozbija się o tło i bohaterów"


*tu sobie wstaw mema z dramatic chipmunk*

Dla mnie to takie samo pole minowe jak napisanie pożądanego przeze mnie tekstu w konwencji psychiatryka, gdzie trudniej o dystans i choćby najsympatyczniejszą nawet drwinę z bohatera.


Tu wchodzi wspomniany strach przed pisaniem tekstu (przynajmniej o związkach homoerotycznych) na modłę hetero. Serio, wbrew wizjom popkultury, to są zwykli ludzie, a nie jakieś baśniowe twory. Stąd napisanie tekstu o bajerze w barze, ale w miejsce blondynki z czerwonymi wargami ustawić drugiego kolesia pijącego piwo i jeśli opowiadanie tego nie wymaga, nie musi się odnosić do tego "a co jeśli mnie odrzuci, bo jest heteroseksualny?" – a czy pewny siebie samiec będzie się zastanawiał, czy laska go nie odrzuci, bo nie pakował na siłce lub jest niski? Podobnie będzie działał tekst o dwóch kobietach (podobała mi się dlatego "Sąsiadka. Pierwsze starcie", chociaż nie jestem zwolenniczką "męskich" lesbijek tak jak i skrajnie zniewieściałych gejów). Brakuje najzwyklejszego zrozumienia takich par (pewnie dlatego podobała mi się Supernova z Tucci i Firthem) zamiast robienia z tego cudów na kiju.

No i fakt, że głównie korzystamy z naszego "polskiego podwórka"; tzn. tak jak w jakimś innym kraju, gdzie związki jednopłciowe są zalegalizowane, możemy sobie wrzucić gdzieś w tło małżeństwo dwójki mężczyzn lub kobiet jako po prostu fakt, tak tutaj raczej będziemy mogli skupić się na parce wchodzącej w związek – nie stoi jednak na przeszkodzie użycia wytrychu gej radar, by uniknąć pytań "a skąd oni (one?) będą wiedzieć, że druga strona będzie miała ochotę?".
To tak jak z pisaniem o osobach innej karnacji – jeśli aspekt kulturowy (bo np. opowiadanie jest osadzone w jakiejś konkretnej epoce) nie jest istotny, a takie osoby są dość powszechne lub mają niecodzienny aspekt (CD); czemu by tego nie użyć jako swoistego urozmaicenia? Przecież teraz w Polsce można spotkać osoby o nie kaukaskim typie urody. Czy zaraz musimy chodzić w dywagację, czy studentka o migdałowych oczach pochodzi z Wietnamu, Chin czy Japonii, czy może właśnie na fascynacji nią; jak jej piękno wyróżnia się na tle koleżanek?

Z całego zagadnienia najbardziej interesuje mnie odkrywanie przez człowieka, że jest uwięziony w ciele o niewłaściwej płci. Niestety dotyczy to najczęściej osób w okresie dojrzewania, więc opowiadanie musiałoby być rozwleczone.



Ponownie, jeśli nie stanowiłoby to punktu istotnego – raczej można co najwyżej to wrzucić między wiersze. Nie zawsze musi się to obijać o konflikty wewnętrzne samego bohatera, a przeciwnie jak środowisko go postrzega. Czemu nie nakreślić nam relacji już świadomego tego, że jest transmężczyzną bohatera (który właśnie z powodów kosztów, obaw itd. nie poddał się zabiegowi tranzycji) i jego heteroseksualnej partnerki (chociaż biorąc pod uwagę jak strapon stał się symbolem porno spod znaku lesbijek może być trudno to dobrze ukazać) i skupić się na samym aspekcie romantycznym?
Na szybko: Historia samotnej matki, która była bita przez męża alkoholika i wiąże się właśnie z mężczyzną o gładkiej twarzy i zniewieściałych rysach, który otacza ją i jej synka miłością; kiedy jednak dochodzi do seksu, uświadamia sobie, że jej partner jest tak naprawdę kobietą i wzbudza to przemyślenia, czy jego fizyczna powłoka jest istotniejsza od uczuć, jakie wobec niego czuje, widząc w nich prawdziwego faceta. (Pomysł otwarty, niech kto chce ten bierze)
Mniej to widoczne niż np. bohater na wózku inwalidzkim lub podobna wada (bo takich mieliśmy mnóstwo), która może stanowić taką przeszkodę, ale jednocześnie może być pretekstem do dobrej historii.


Myślę jednak, że aby taki zabieg lepiej ukazywał tyranię, Profesor musiałby go zwabić w ten sam sposób, co moją studentkę. Klara przecież była w przeszłości Profesorowi bardzo wroga. Ona nie oblała egzaminu na sprawiedliwych warunkach (ba, pewnie była doskonale przygotowana), jest osobą raczej świadomą i waleczną. Ulega względnie łatwo (bo i ma plan B), ale jednak znalazła się w sytuacji, do której została zmuszona. Potem jest bierna, bo przecież seks, zwłaszcza wymuszony, nie jest grą w bierki. Wywołuje emocje, niekiedy odbiera zdolności o samodecydowaniu.



Nadal, nie widzę przeszkód, aby posadzić tam faceta – oczywiście, poza faktem jak mocno odmienne byłoby opowiadanie. Motyw? Niech choćby będzie zazdrość o młodość, łatwość w nawiązywaniu kontaktów z młodymi dziewczynami, o których nasz podstarzały profesor marzy. Ma świadomość, że jest w tej chwili panem życia i śmierci nad młodym (np. niezaliczenie tego egzaminu cofnie stypendium lub grozi wykreśleniem z listy studentów) i czerpie chorobliwą satysfakcję z jego upokarzania go; nie idzie więc, że któryś z nich jest homoseksualistą, ale właśnie o sam aspekt poczucia bezkarności. Skupiamy się wówczas na właśnie brutalności, a nie romantyzowaniu związku starszego mężczyzny i młodego chłopaka (to by mogła być antyKulturka).
Tylko tak jak już pisaliśmy z Tompem, takie opowiadanie by zostało zjechane za szerzenie waginosceptyzmu; pomimo braku tego ostatniego.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@MrHYde, dziękuje za link, musiałam przegapić, skacząc po losowych. Będę miała na popołudnie!
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Rascal. Jesteś wulkanem pomysłów. Wiem!!! Nie zmarnuj tego! 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-5
Rascalko, oczywiście, że wszystko można obejść. Po prostu dopóki mam dużo pomysłów staram się wybierać te, które mi w danym czasie najbardziej odpowiadają. Im więcej kombinuję, tym mniej mi odpowiada. No ale sama stwierdziłaś, że nikt nie ma obowiązku pisania tak, czy siak. Ujęłaś to ładniej. I trafnie.

"Ulega względnie łatwo (bo i ma plan B)"
Czy ten plan B nie jest przypadkiem planem B Autoro na wypadek, gdyby padło pytanie, skąd Autoro to wszystko wie z najdrobniejszymi szczegółami? Autoro może powiedzieć: "A z Tik-toka wiem. A co, ty nie oglądałoś?" 😉


Autoro studiowało w niejednym miejscu i orientuje się w realiach środowiska. Ba, zna kilka historii tego typu, a jedną nawet w szczegółach, bo z najbliższego otoczenia. Autoro nie doświadczyło jednak tego na swoich czterech literach, czego trochę żałuje, a trochę nie 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Rascal - ja się wypowiem ogólnie, bo mnie ten temat (ze strony autorskiej, nie prywatnej) też dotyczy. Konkretnie nie od dziś i nie od wczoraj kusi mnie napisanie opowiadania z wątkiem gejowskim, ale za każdym razem napotykam na wiele problemów i to niekoniecznie tych, o jakich piszecie wyżej.

Przede wszystkim nie każdy autor musi "czuć" każdy temat. Jednym najlepiej podchodzi subtelny romans, innym mocne BDSM. I nie ma sensu na siłę próbować wszystkiego - oczywiście można, bo nikt nikomu nie broni, ale zwykle efekty są dalekie od oczekiwanych. Drugą kwestią jest sama konstrukcja męskiego bohatera homoseksualnego, że tak go nazwę. Weźmiemy "zwykłego" faceta z jego zwykłymi problemami i zmienimy mu orientację? Jakoś mało to będzie wiarygodne dla czytelnika, nawet jeśli faktycznie zbliżone do prawdy, bo przecież nie każdy obnosi się ze swoją seksualnością. Wrzucimy go w stereotyp "małomiasteczkowego / wielkomiejskiego geja"? No to wyjdzie nam z tego tekst na poziomie felietonów z zaangażowanych mediów, lub co gorsza filmów "hehe paczcie pedau". Do tego dochodzi jeszcze indywidualny styl pisania - mnie na przykład brakuje pewnej subtelności, która moim zdaniem jest niezbędna w poruszaniu podobnych tematów i jakoś nie widzę, by mój dosłowny, momentami naturalistyczny styl dobrze pasował do takiej tematyki.

Relacje damsko-damskie jest nam jakoś łatwiej sobie wyobrazić i napisać wiarygodnie - może przez większą społeczną akceptację, może przez to, że częściej spotykamy się z tekstami lesbijskimi pisanymi przez lesbijki (także na Pokątnych), a może dlatego, że w razie potrzeby łatwiej jest znaleźć lesbijkę, która rozwieje nasze ewentualne wątpliwości (mnie się choćby zdarzało prosić znajome les o recenzję opowiadań przed ich publikacją i, co zaskakujące, nie nanosiły jakichś większych poprawek). Więc i łatwiej się to pisze, i przyjaźniej czyta.

A że finalnie tak czy inaczej zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci nieprzychylny komentarz? Oczywiście, że się znajdzie. Tak samo, jak pod romansami są zarzuty o nudę i wtórność, a pod bedeesemami o upokarzanie kobiet. Ilość wyświetleń też nie będzie szałowa, bo teksty niszowe już tak mają. Ale to nie oznacza, że ktokolwiek komukolwiek broni napisać opowiadanie gejowskie. Czy to obyczajowe, czy w klimacie romansu biurowego, czy sensacyjne, obojętne. I jeśli autor/ka czuje się na siłach, by to zrobić, to nic nie stoi na przeszkodzie i argument "co ludzie powiedzą" powinien być najmniej ważny.

PS Jeśli szukasz męskich treści homoseksualnych, to w "Arystokracie" Violett jest ich sporo. Tyle że to jest cykl bardzo nierówny i dość ciężki w czytaniu, który mocno zmienia się na przestrzeni kolejnych części. A z autorek bardziej mainstreamowych ponoć Agata Suchocka ma świetną rękę do gejów, choć też pisze mocno wystylizowane rzeczy (nazywa się ją nieraz "polską Anne Rice", co mówi aż nadto).
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0

Przede wszystkim nie każdy autor musi "czuć" każdy temat. Jednym najlepiej podchodzi subtelny romans, innym mocne BDSM. I nie ma sensu na siłę próbować wszystkiego - oczywiście można, bo nikt nikomu nie broni, ale zwykle efekty są dalekie od oczekiwanych.


Tylko bez eksperymentowania (metaforycznego stłuczenia jajek) nie przekonamy się o tym; a bez feedbacku właśnie trudno określić, w jakim stopniu tekst jest dobry a tragiczny. Wychodzę też z założenia, że nie wszystko musi być dla wszystkich (jak sama zauważasz w dalszej części, łatwo jest oskarżać temat bdsm o mizoginię, a przecież istnieje też femdom, oparty o kobiety upokarzające facetów), ale właściwie na tym polega piękno tworzenia. Jeden będzie lubił lody bakaliowe, inny papryczki chilli.

Drugą kwestią jest sama konstrukcja męskiego bohatera homoseksualnego, że tak go nazwę. Weźmiemy "zwykłego" faceta z jego zwykłymi problemami i zmienimy mu orientację? Jakoś mało to będzie wiarygodne dla czytelnika, nawet jeśli faktycznie zbliżone do prawdy, bo przecież nie każdy obnosi się ze swoją seksualnością.



No a jak się wtedy piszę "wiarygodnego" faceta, który na pewno ma być hetero? Ubiera mu się koszulkę "I cipki"? Tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by pisać to w ten sposób:

– Pytał, czy nie mam ochoty iść po pracy na drinka...
Uśmiechnęłam się, słysząc o nowym krojącym się romansem w biurze.
– Kto?
Piotr zarumienił się.
– Ten brunet z niebieskimi oczami z księgowości...
– Ten przystojniak?! Cholera, zazdroszczę Ci! Sama bym się z nim umówiła!

I tu równie dobrze, nasz Piotrek mógłby i być Bożeną, wówczas reakcja narratorki byłaby pewnie taka sama.
I choć wygląda to śmiesznie, a może nawet i niewiarygodnie, to dlatego, że tak jesteśmy stworzeni jako ludzie...
W programie popularnonaukowym "100 ludzi" w odcinku o uprzedzeniach zrobiono pewien eksperyment. Grupie testowej (tytułowych 100 ludzi) przedstawiono trzy kobiety i trzech mężczyzn. Mieli zadać każdemu po jednym dowolnym pytaniu i następnie na podstawie odpowiedzi – wedle własnego uznania – zeswatać ich ze sobą (oczywiście, dostali też informacje o ich hobby, wykształceniu i pracy).
Myk polegał na tym, że te osoby już były ze sobą w związkach i tylko jedna ze stu (!) osób ustawiła te pary właściwie.
Co było powodem? Otóż była tam para lesbijek, para gejów i jedna para hetero. Nikt nie zapytał ich o orientację, większość parowała właśnie ich jako klasyczne pary.

Ponownie, odwołam się do Supernowej — mamy tam po prostu opowieść małżeństwa, które rusza w "ostatnią podróż", która jest uargumentowana postępującą chorobą jednego z małżonków; tylko w miejscu Hannah i Johna, dostajemy Sama i Tuskera. I oni dosłownie zachowują się jak najnormalniejsze małżeństwo z długim stażem, nie ma wydziwiania na zasadzie "patrz, jesteśmy gejami i cierpimy przez to tak mocno" – a opowieść o tym, co jesteśmy w stanie zrobić dla kogoś, kogo kochamy i nie trzeba być gejem, by się utożsamiać z tymi postaciami.
Czyli coś, czego zwykle robi to właśnie w zbyteczny sposób duża część produkcji LGBTQ+ (chociaż te osadzone w realiach historycznych, gdzie rzeczywiście bierze się cały ten ciężar – traktowania homoseksualizmu jako zbrodni, potrafią być bardzo dobre [Carol, Portret Kobiety w Ogniu], a nie przekleja się współczesną tolerancję [serialowy Sandman i jego romans czarnoskórego służącego z białym paniczem w 1917 roku]). Zamiast ciągłego brnięcia w odkrywanie siebie nawzajem i cierpienie przez to fajniej jest spróbować po prostu wejść w to z przytupem.
Tu znów jednak wkracza problem polskiego podwórka, jak sama zauważyłaś; najprościej jest ująć opowiadanie o nietolerancji i iść we właśnie w "Nazywam się Milijon – bo za miliony kocham i cierpię katusze" (tutaj mogę wskazać polskie "Wszystkie nasze strachy", nieco biogram geja-katolika z właśnie wsi, chociaż sam w sobie film jest naprawdę mocny i wiarygodny jak na nasze podwórko).

Relacje damsko-damskie jest nam jakoś łatwiej sobie wyobrazić i napisać wiarygodnie - może przez większą społeczną akceptację, może przez to, że częściej spotykamy się z tekstami lesbijskimi pisanymi przez lesbijki (także na Pokątnych), a może dlatego, że w razie potrzeby łatwiej jest znaleźć lesbijkę, która rozwieje nasze ewentualne wątpliwości (mnie się choćby zdarzało prosić znajome les o recenzję opowiadań przed ich publikacją i, co zaskakujące, nie nanosiły jakichś większych poprawek). Więc i łatwiej się to pisze, i przyjaźniej czyta.



No właśnie dlatego teksty o lesbijkach tak powszechne, podobnie jak kategoria "lesbijki" na stronach porno. To już stało się dosłownym mainstream, tworzonym w większej mierze nie dla samych kobiet o orientacji homoseksualnej, ale napalonych facetów. Z drugiej strony, co stoi na przeszkodzie, by wziąć scenariusz jakiejś hetero komedii romantycznej i zrobić mały genderswitch? Na przykład Oświadczyny po irlandzku i Declan zostanie Sarą? Owszem, kilka dowcipów będzie musiało zmienić swoją formę, a sama Anna by musiała być od początku biseksualna (bo ile można robić teksty "O, jesteś lesbijką?? Ja nie... Dobra, pójdę z tobą do łóżka... Ja, to jest zajebiste, teraz też jestem lesbijką!" meeeeeh), ale nadal by mogło to fajnie funkcjonować.
Tak naprawdę schody zaczynają się przy opisie samych scen bliskości, bo trzeba sobie przestawić nieco mózg – tak sfera erotyczna jest uzależniona wyłącznie od autora. Przytoczona przez MrHyde "Kamil(a)" dobrze to oddaje, jak można popełnić taki tekst (chociaż tutaj właśnie samo nastawienie na pornograficzne doznania i brak samej warstwy erotycznej mnie drażnił przy czytaniu) – narrator jest tutaj samym autorem, nieumiejącym do końca wszystkiego zrozumieć.

Zresztą, akurat ciebie piszącej romans dwóch panów chętnie bym przeczytała; głównie właśnie przez to, jak wiem, jak potrafisz dobrze tworzyć atmosferę związków.

Wracając zaś do samej Kulturki, to ponownie; nie chodzi o to "Vee, weź, zacznij pisać opowiadania o gejach, bo takich jest mało". Gdybym od początku dostała studencika na fotelu Klary, nie miałabym raczej refleksji w drugą stronę ("a czemu to nie mogłaby być studentka?!"); zwyczajnie, jakoś miałam poczucie, że lepiej by to wybrzmiało.
Żyjemy nieco podwójnymi standardami: Nie ma nic złego w lesbijkach, ale geje odpychają (pamiętne reakcje w polskich kinach na otwarcie filmu "To, rozdział 2"). Lubimy teksty o 15-17 latkach zaliczających milfy, ale czterdziestolatek uprawiający seks z 15-17 latką śmierdzi pedofilią (choć to bardziej efebofilia) – teraz zaczęło się mówić o wolno groomingu... Nikogo nie boli tekst o synu zapinającym matkę, ale każdy wyjmie krzyż i czosnek, jak do łóżka córki wepchniemy ojca. I tak można wymieniać bez końca.
Po prostu zabijamy własną kreatywność, jeśli nie w obawie przed zostaniem źle odebranym (ponownie odwołam się do twoich słów @Agnesso, że to przez większą akceptację społeczną lepiej się tworzy relację damsko-damskie), to przez niezrozumienie słów Oscara Wilde: Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle.

Ucieka nam zresztą przez to coś tak prostackiego, jak fakt, że samo pojęcie erotyka wywodzi się od Eros, czyli miłości.
A jak mawiają: W miłości i na wojnie nie ma reguł.
Bo gdybym chciała po prostu generycznej pornografii mającej mi zapewnić rozgrzewkę i szybki szot dopaminy, zamiast poświęcać czas na czytanie stanowiące eskapizm, odpaliłabym po prostu krótki filmik na jednej z wielu brudnych stronek.

Mem okazyjny: https://imgflip.com/i/87hoqg

@Tomp, problem z byciem wulkanem jest taki, że możesz być wygasłym na długie lata, albo co rusz dymić i grozić, że wybuchniesz... lub wreszcie się przebudzić i wywołać katastrofę (na przykład mówiąc, że bardzo lubisz teksty LGBT i stworzyć biednej @Vee dyskusje pod opowiadaniem).
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Rascal, jest swego rodzaju sukcesem tekstu, jeśli wywoła ono dyskusję. Fakt, że skręciła ona w offtop umniejsza opowiadaniu tylko odrobinkę 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Rascal

problem z byciem wulkanem jest taki, że możesz być wygasłym na długie lata, albo co rusz dymić i grozić, że wybuchniesz... lub wreszcie się przebudzić i wywołać katastrofę (na przykład mówiąc, że bardzo lubisz teksty LGBT i stworzyć biednej @Vee dyskusje pod opowiadaniem).


Ty jesteś jak Stromboli albo Kilauea – czynne od dawna i zapewne jeszcze długo. Takie trochę oswojone i przewidywalne. A katastrofy i owszem, czasami się zdarzają.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-4
Tylko nowych tekstów Rascalki jakby brak. Jesteś, Tompie jak ten tyrający w rowie budowlaniec, wokół którego siedzą menadżerowie, prezesi i innej maści nadzorcy. Ja, co prawda w skali znacznie mniejszej, ale czuję tego namiastkę wśród autorów. Czas, żeby ktoś to zmienił 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
(probably, last offtop!)

Tylko nowych tekstów Rascalki jakby brak.



Mój redaktor, który pomagał mi w przekształceniach czegoś porównywalnego do "Na łódce w Oslo" Kultu bardziej form bliższych "Szampana" Sanach (bo uwierz, CD w pierwszej wersji był 3x dłuższy i jeszcze mocniej enigmatyczny) powiedział mi, że praca za jedyną uczciwą cenę (gratis) nie starcza mu na szampon koloryzujący do włosów, a siwieje, za każdym razem jak mu coś podsyłam do sprawdzenia.
Jednak, jak mówi stare norweskie przysłowie (źle się je tłumaczy): Głośno płacze mała foczka, kiedy pożera ją orka...
Także ja próbuje zmusić trzy niezależne programy do współpracy, studiuje słowniki i wkrótce dowiozę.
I ojej, nawet ja mam wrażenie, że może to być zbyt kontrowersyjne (a o wiaderku łez wylanych przy pisaniu pewnej sceny nie wspomnę, chyba po test ciążowy pójdę i archanioła Gabriela będę wypatrywać).
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Ha! Ładnie pojechaliście! 🙂
A ja mam takie, hmmm..., pytanie - czemu ta studentka nie przerywa całej sceny - w sumie całego opowiadania - już po słowach "Weź go do buzi", skoro to zdarzenie nagrywa? Jeśli rzecz dzieje się w miarę współcześnie, to za takie coś polecą i profesorek i jego kumpel - rektor... Nie do końca rozumiem tę uległość Domańskiej, chyba, że to pierwsza część i ona chce na profesora mieć swojego haka, by jego, a raczej jego "żylastość", usidlić... a to z kolei wydaje się nieco naciągane. 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
No nie! Uścisku drogi, chyba byś nie chciał, żeby opowiadanie skończyło się już wtedy? ;-)

Uniwersytetom zależy, by posiadać dużo wysokich rangą pracowników naukowych. Czy takie nagranie by wystarczyło? Głowy nie dam. Moja studentka jednak wcale nie była przygotowana na taki obrót zdarzeń. Liczyła raczej, że nagra jakiś seksistowski tekst, cokolwiek o co by się mogła zaczepić. Profesor miał jednak inne plany a Klara, jak wiele innych ofiar przemocy, po prostu zaniemogła. Pytanie czy jej się podobało jest otwarte. Zakończenie sugeruje, że zamierza wykorzystać nagranie, ale Klara wcale nie jest głupią blondynką. Gdy oprzytomnieje, wymyśli najlepsze rozwiązanie dla nich obojga :-)

PS. Tekst doczekał się drobnej korekty 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Doskonałe! Nie można dać innej oceny niż 10.
To opowiadanie jest świetnym przykładem tego, jak pisać w pierwszej osobie...
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Historyczko, Twój komentarz to miód na mój bożonarodzeniowy nugat 🙂

Pisanie w pierwszej osobie ogranicza nieco możliwości, ale przy dobrym koncepcie potrafi zdziałać cuda :-)
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.