Koniec beskidzkich uciech (IV)

7 stycznia 2020

Opowiadanie z serii:
Weekend w Beskidzie

Szacowany czas lektury: 34 min

Wczoraj śnił mi się znów, dla odmiany,
najpiękniejszy mój sen — niezrównany! —
o pływaniu w powietrzu jak w wodzie.

Ludzie ze snu nic o tym nie wiedzą.
Wciąż się szczycą postępem i wiedzą
i są z prawem grawitacji w zgodzie.

Siedzę z nimi, piję czarną kawę,
omawiamy rzeczy nieciekawe,
wychwalamy jakąś panią okropną…

Nagle strącam talerzyk i ciastko,
skaczę na stół, ręce składam spiczasto
i wypływam przez otwarte okno.

W niebie czystym jak turkus i diament
słyszę z dołu dochodzący lament,
krzyk, że diabeł mnie porwał w powietrze!

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - "Najpiękniejszy sen"

 

1.

Ciepłe światło bijące od domków rozrzuconych pośród ciemnego parku powitało nas, jednocześnie poprawiając marny humor, który opanował nas po nieoczekiwanej kontroli granicznej. Blask bijący od starych latarni rozrzuconych w między czarnymi sylwetkami drzew przywróciły nam nieco uśmiech na twarzach, obiecując pożądany prysznic i miękkie łóżka. Wzburzenie Sandry najwyraźniej z wolna ustępowało, chociaż wydawała się bardziej markotna niż zwykle. Przez moment jeszcze szukała w nas potwierdzenia, że to, co zrobiła było konieczne. Co prawda nie zdradzała, co zrobiła i do czego doszła i w radiowozie, a potem tuż obok nas, za osłoną klapy od bagażnika. Nie miała ochoty rozmawiać o szczegółach, tego co ją spotkało i w pełni to rozumiałam.

– Znajdę posterunek, w którym robi ten zbok i złożę skargę na niego – rzucił Tomek.

– Daj spokój, nic mi nie zrobił. – Sandra uspokoiła go – Tylko dużo mówił i mnie obmacał, nawet nie mam dowodów – rzuciła upokorzona – by złożyć oficjalną skargę. Co powiem? Mój chłopak wiózł paczkę trawki i żeby nas nie przymknęli pokazałam cycki policjantom?

Było mi jej żal i postanowiłam sobie za cel poprawienie jej humoru, wiedząc dobrze, co znaczy podobne zajście.

– Nie powinienem cię tam samej puszczać.

– I co? Znaleźliby to i byłoby więcej problemów niż to warte.

– Miejmy nadzieję, że jest przynajmniej dobra – rzuciłam niewinnie.

Ścisnęłam jej ramię i z ulgą dostrzegłam uśmiech wypływający jej na usta.

– Oby tak było, a ty lepiej kombinuj, jak mi wynagrodzisz – urwała i z niewinnym uśmieszkiem dodała – straty moralne.

– Mam nadzieję, że nie były zbyt poważne.

– Długo mi się nie wypłacisz.

– Dobra ludzie – Marek klasnął w dłonie – każdemu z nas przyda się relaks. Może widzimy się pod sauną za jakieś pół godziny?

Pokiwaliśmy głowami i rozeszliśmy się do siebie. Przez chwilę wodziłam za parą wzrokiem, patrząc na ich droczenie się i przekomarzania. Tomek przytulił ją do siebie. Widać potrzebowali chwili, by dojść do siebie. Po całym dniu w ich towarzystwie zmieniłam, co do nich zdanie i w pewien sposób zżyłam się z tymi ludźmi i zaczęłam darzyć sympatią. Pobyt w Czechach okazał się być bogatszy we wrażenia, niż mogłabym się spodziewać. Co prawda, nie byli świadomi wszystkiego, co się wydarzyło. Chociaż muszę przyznać, że dalej nie dociera do mnie, to co się stało. Sama wyprawa i zmęczenie na górskim szlaku pomogła zbudować między nami swoistą więź.

*

Sandra nie wyglądała, już jak sto nieszczęść i wyraźnie doszła do siebie. Odesłałam chłopców do kabin po drugiej stronie szafek. Dałam Markowi wyraźnie znać, by nie czekali na nas. Sandra spojrzała na mnie dziwnie.

– O co chodzi?

– Niech poczekają na nas chwilę.

– To fakt. Jak ostatnio byłam w saunie, byliśmy z Tomkiem sami.

– No widzisz.

– Dziwne uczucie.

– Ale przyjemne?

– Tak trochę.

Zachichotała, ale po chwili znowu spochmurniała i uciekła, gdzieś wzrokiem.

Była słodka, jak landrynka.

– Nie twoja wina. Rozumiem, co przechodzisz. Ludzie nie myślą racjonalnie, gdy mają jakiś autorytet nad sobą. Nie myśl o tym i się odpręż. Jesteś bezpieczna i wśród swoich.

– Ja tam zastygłam. Oparłam się o ten bagażnik, a on tak po prostu opuścił mi spodnie. Wiesz, ja ciągle myślałam o tym, co będzie, jak nas sprawdzą. Miałam w głowie tylko ten jego głos, że jak się nie zgodzę pojedziemy na komendę i przeszukają auto z psami.

Przytuliłam ją do siebie, nim się zupełnie rozklei.

– Nie twoja wina. Wykorzystał cię, po prostu.

– Dzięki Jula. Bałam się, że mnie tam przeleci. Wiesz, czasem fantazjowałam o tym, ale rzeczywistość…

– Zawiodłaś się?

– Mhm.

– Życie tak ma. Nie myśl o tym. Sauna dobrze ci zrobi. Leć i się rozbieraj.

Po chwili złożyłam ubrania w stosik i zawinęłam się w ciepły szlafrok. Wrzuciłam rzeczy do szafki, zerkając jeszcze na telefon, który obdarzył mnie tylko informacją o braku zasięgu. No nic, chciałam usłyszeć jeszcze Kamila wieczorem. Będąc w Czechach wymieniałam z mamą tylko wiadomości. Wtedy wszystko było ok, mimo wszystko martwiłam się.

– Gotowa? – zapytałam.

– Chwila.

Z kabiny wychyliła się Sandra, zakrywając obfity piersi ręką

– Jula?

– Tak.

– Trochę mi głupio, bierzesz coś na siebie?

– Szlafrok, ręcznik – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.

– Nic więcej, no wiesz…

– I tak jesteśmy sami. Po co?

– Racja – odpowiedziała niepewnie i wyszła na zewnątrz.

Zatkało mnie na widok rozwiązanego szlafroka. „Chirurg musiał się bardzo napracować”, pomyślałam, patrząc na dwie duże półkule, które kołysały się w rytm jej ruchów w szczelinie między połami szlafroka.

– Podobają ci się? – spytała niewinnie.

– Naturalne?

– Coś ty, sprawiłam je sobie z pół roku temu.

– Jezu, ale to musi ważyć – wyszeptałam – ale wyglądasz super.

– Cieszę się – uśmiechnęła się niewinnie – A ty? Nie chciałaś sobie też zrobić?

– Cycków? Nie, coś ty. To nie dla mnie. Tomkowi było mało, co?

– Phi. Coś ty, po prosta zawsze chciałam mieć tutaj coś więcej. No wiesz, czuć się…

– Kobieco? Sandra wyglądałabyś świetnie nawet bez tych cycków. Kto ci nagadał głupot.

– Głupot? Chodź, coś ci pokażę.

Odłożyła rzeczy do szafki i wydobyła swój telefon. Po dłuższej chwili szukania znalazła zdjęcie. Dwie nastolatki, może studentki o ciemnych, blond włosach siedziała obok siebie przy stoliku w pubie. Uśmiechały się, a w pulchnych policzkach pokazywały się głębokie dołeczki. Nie powiem, że były grube, ale no. Dziewczyna na zdjęciu była duża. Co prawda miała krągłości tam, gdzie trzeba, ale sądząc po sukience, zapewne miała ich znacznie więcej też w innych miejscach.

– To ja. Parę lat temu – wyszeptała – z siostrą.

– O kurczę, gratuluję. Wyglądasz teraz niesamowicie – pokręciłam głową z wrażenia.

– Dzięki. Wiesz, ja musiałam coś zmienić. Zrzuciłam wagę i niestety, ale one też ucierpiały. Gdybym miała, wtedy takie, jak ty pewnie nic bym nie zmieniała.

– Są ładne i nie słodź. Chciałabym mieć nieco więcej. Zresztą, kto patrzy w lustro i cieszy się z tego, co widzi.

– My! – rzuciła wesoło. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Jakoś ją polubiłam przez ostatni dzień – Chcesz dotknąć? Może też się przekonasz.

– Serio? – zdziwiłam się.

Ujęłam ją i zważyłam w dłoni. Miała lekko wykrzywione na boki sutki, które lekko zezowały na boki i delikatny ślad po bliźnie biegnący u podstawy kształtnej łzy jej lewej piersi. Były całkiem naturalne i przyjemne w dotyku. Dotknęłam drugiej i delikatnie rozmasowałam, wyczekując reakcji. Z trudem unikałam kontaktu wzrokowego.

– Fajne? – spytała.

– Mhm.

– Ok, to co? Idziemy do chłopaków.

– Pewnie – urwałam.

Nie wiem, na co liczyłam. Nigdy nie ciągnęło mnie do innych kobiet, nie licząc niewinnych bzdur jeszcze w podstawówce, od których robiło mi się teraz co najmniej głupio. Wiem, że pragnęłam wzajemności.

*

Panowie rozsiedli się naprzeciwko siebie i gawędzili wesoło. Zamilkli patrząc, jak odwieszamy szlafroki i siadamy przy nich.

– No, no.

Tomek pokręcił głową. Sandra zsunęła mu z ud ręczniczek i usiadła obok. Tamten sprawiał wrażenie zawstydzonego, ścisnął uda, chociaż nie powiem, dojrzałam to i owo i oboje mieli się czym pochwalić. Zwłaszcza tutaj w tym ciepłym, wilgotnym miejscu w towarzystwie dwie piękności.

– Nie musiałaś.

– No co? Jak wszyscy to wszyscy.

Spojrzałam wymownie na Marka, który z mniejszymi oporami zsunął swój ręcznik na bok i rozsiadł się wygodniej. Przytuliłam się do niego, czule muskając jego owłosione udo i skraj blizny, po jego wewnętrznej stronie. Wiedziałam, że Sandra powiodła wzrokiem za moimi palcami.

– Przyjemnie tutaj

– Mhm. Całkiem – odpowiedziałam Markowi, który wpatrzył się we mnie.

– Dolejesz wody? – spytałam Tomka. Dopiero po chwili odzyskał rezon i podniósł się z ławy.

– Całkiem ładny ten twój – rzuciłam, widząc, jak Tomek spogląda na mnie poirytowany – chociaż wstydliwy.

– Twój też.

– Wy panie też przykuwacie wzrok – rzucił Marek.

– A która bardziej? – zaczęłam droczyć się i Marek zamilkł lekko i spojrzał na mnie.

– Musiałbym się dokładnie przyjrzeć drugiej kandydatce na miss sauny – uśmiechnął się lekko.

Sandra wstała i lekkim zrobiła rundkę wokół rozgrzanych kamieni niczym po wybiegu. Wreszcie parsknęła śmiechem i wróciła do swojego siadającego już partnera. Pocałowała go, chociaż nasze spojrzenia utkwiły nie na romantycznym całusie, a na jej wręcz niemożebnie jędrnym tyłku, który wyłania się spośród unoszących się oparów pary. Jakim cudem takie kobiety chodzą po świecie. Pocieszyłam się, że będzie taka zapewne do pierwszej ciąży. Wtedy doszło do mnie, jak ogromną zmianę przeszła przez ostatnie lata i podejrzewam, że nawet urodzenie dziecka nie powstrzyma ją przed powrotem do formy.

Wstałam i powtórzyłam to samo, chociaż przyznaję, że z mniejszą elegancją. Marek przygotował się na mojego całusa, a ja skrzętnie wykorzystałam okazję.

– Chyba remis.

– Musicie przekonać publiczność.

Marek zawtórował Tomkowi i oboje wyraźnie czekali na ciąg dalszy.

– Hmm. Najpierw wasza kolej – rzuciłam – potem pomyślimy. Prawda Sandra?

– Mhm. Jestem za.

Tomek wstał i naśladując Sandrę, zrobił rundkę po saunie. Przyznam szczerze, że brzuch mnie rozbolał od śmiechu na widok tej „modelki”. Marek zaczął robić pozy macho i prężyć muskuły. W końcu sam nie wytrzymał i wrócił na ławę.

– Starczy? – spytał.

Spojrzałam na Sandrę, to na chłopaków. Sięgnęłam do kolana Marka, a potem w górę po udzie.

– Czy tak przekonam jury? – zapytałam niewinnie. Sandra robiła to samo, chociaż gdy ja minęłam bliznę i dopiero zahaczałam o męskość Marka, ona masowała Tomka już na całego. Panowie wyglądali na wniebowziętych, a pocałunek, który mi zaserwował Marek, w pełni służył za odpowiedź. Pochyliłam się i polizałam jego wciąż jeszcze nie do końca sterczący członek, po czym szepnęłam mu na ucho.

– Jesteś gotowy na kolejny raz?

– Sprawdzimy? – zapytał, gdy zaczęłam go doprowadzać do erekcji. Spojrzałam na Sandrę, jak dogadzała swojemu chłopakowi. Odpłynął zupełnie i teraz wzdychał ciężko, w rytm jej ruchów.

– Możemy.

– Bądź delikatna i zostaw mi coś na później.

Usiadłam Markowi na kolanach i zaczęłam ocierać się o niego pośladkami. Objął mnie i przycisnął do siebie, mocno zaciskając palce na piersiach. Pierwszy raz kochaliśmy się z drugą parą tak blisko i widok unoszącej się i opadającej Sandry, ich nieobecne spojrzenia i z lekka zwierzęce odgłosy potęgowały moje podniecenie do granic. Mniej nas obchodziło kochanie się ze sobą niż widok tej drugiej pary, tak blisko nas.

Sandra oderwała się na moment od zaczerwienionego fallusa. Po chwili dosiadła go z głośnym jękiem. Usiadłam Markowi na kolanach i pozwoliłam mu pieścić mnie palcami. Miałam ochotę na więcej i mimo niewielkich protestów wzięłam Marka do swojego wnętrza. Mimowolnie nadałam swojemu ciału rytm, naśladujący kochankę siedzącą naprzeciwko mnie. Wpatrywałam się niemo w jej unoszące się ciało. Była tak bliska krzyku, rozrywana i rozpalona. Pani i niewolnica zamknięte w jednym ciele. W końcu Marek niemal siłą zdjął mnie z siebie. Obrócił mnie do siebie przodem. Niecierpliwie wepchnęłam palce w pochwę, do wtóru z jego palcami i językiem.

– Dobrze mi, ale chodźmy stąd. Tu jest tak, gorąco, że zaraz padnę.

– Prysznice wyglądały na całkiem pojemne – rzuciłam i ruszyliśmy do nich. Tomek podtrzymywał zmęczoną seksem Sandrę, która kołysała się lekko na nogach.

– Fajnie było – powiedziałam dając buziaka Markowi.

Prysznic okazał się był cudownym pomysłem. Sandra doszła do siebie, podobnie chłopcy. Staliśmy teraz razem, nadzy i zmęczeni.

– I kto wygrał? – spytałam.

– Chodźmy do naszego pokoju.

– Mhm, a co?

– Kontynuować wybory, dalej remis.

– Remis? Ktoś tu przeciąga zawody.

– Może, jak kolejną konkurencję zagracie same, to będzie łatwiej zdecydować.

– Zobaczymy – uśmiechnęłam się.

Zawinięci w szlafroki, niemal od razu ruszyliśmy na górę, wprost do ich pokoju. Jakimś cudem prześliznęliśmy się bez zwracania na siebie uwagi. Pokój był duży, z miękkim dywanem i dużym łóżkiem w rogu, co zwiastowało, że wieczór będzie, co najmniej owocny.

Panowie podzielili się przygotowaniami. Marek walczył z butelką wina, Tomek próbował zwinąć bibułki.

– Musimy spróbować tego, co tyle cię kosztowało, prawda?

– Miejmy nadzieję, że będzie tak dobre, jak mówił ten Czech – Sandra uśmiechnęła się i spojrzała na mnie.

– Może zrobimy chłopakom małą niespodziankę? – wyszeptałam jej na ucho.

– Hmm, a jaką? – pochyliłam się bliżej, wdychając zapach jej rozgrzanej skóry.

Nie wiem, jak to nazwać, ale zdobyłam się na odwagę i zdradziłam swój plan, z trudem hamując emocję.

– No coś ty? – niemal parsknęła zaskoczona i otworzyła usteczka szeroko, milknąc po chwili.

To byłoby zabawne, ale miałam ochotę na inną odpowiedź.

– Tylko trochę. Zaufaj mi.

– Odpada, wiesz. Nie kręcą mnie… . Nie jestem les... – urywała, jakby nabierając dystansu.

– Tylko tak, jak pod prysznicem – wyszeptałam.

– O czym tak szepczecie dziewczynki?

– O niczym szczególnym kochanie.

Zerknęłam na towarzyszkę. Nieco ciaśniej zawinęła szlafrok i usilnie unikała mojego wzroku. Przejęłam od Marka lampkę wina. Dalej niestety atmosfera popsuła się bardziej, niż chciałam to przyznać i czułam się, jak idiotka. Rozmawialiśmy, trochę o codzienności i muzyce. Na chwilę musiałam jednak wyjść. Zawinęłam się mocno w miękki materiał i nerwowo zacisnęłam palce, aż ból od wbitych paznokci, przyćmił mój marny nastrój. Wróciłam, gdy panowie odpalili pierwszego jointa, który krążył teraz z rąk do rąk. Przejęłam go od Tomka. Smakował dziwnie, paliłam wcześniej, ale teraz czułam, jak dym dźga mnie w płuca, jak dzikie zwierzę. Uchyliłam okno, wpuszczając chłodne powietrze do wnętrza. Kolejny buch przyjęłam lepiej. Zresztą widok zaróżowionych policzków i uśmiech na ustach Sandry nieco przywróciły mi pewność.

– I jak było warto?

– Mhm, dobrze mi – szepnęła i zachichotała.

– To dzięki tobie.

– Mhm.

– Upalona wyglądasz przepięknie.

– I tak się czuję.

– Masz świetny tatuaż – Marek zagadnął.

– Nie kłam. Patrzyłeś na coś innego – rzuciłam.

– Oj tam, blisko był. Ma jakieś znaczenie?

– Chcecie zobaczyć go z bliska? - zaproponowała niespodziewanie.

Po chwili wstała z łóżka. Wzięłam od niej lampkę wina i kątem oka zarejestrowałam jej przelotny uśmiech. Sandra stanęła do nas tyłem i delikatnie balansowała z jednej nogi, na drugą. Kołysała się tak, powoli rozwiązując szlafrok, aż wreszcie rozpostarła ramiona i zobaczyliśmy sznury szlafroka, wpierw wzniesione, by po chwili upaść jej na boki. Tańczyła dalej, pozwalając, by materiał zmysłowo zsunął się z jej ramion i odsłonił ciemny kształt tatuażu. Kobieta wylatująca przez okno zajmowała duży kawałek miejsca nad lewym pośladkiem i rozciągała się na większy kawałek jej boku.

– Skąd pomysł? – zapytałam, gdy wróciła do nas rozkołysana, by upić wina.

– To z wiersza. Śnił mi się znów dla odmiany – obróciła się na pięcie i zakołysała.

Mięśnie pod delikatną skórą napinały się, a tatuaż zafalował niczym rozedrgany miraż.

– Najpiękniejszy sen niesłychany, jak pływałam w powietrzu – zamilkła i zachichotał, jak mała dziewczynka – czy jakoś tak się zaczynał.

Wniosła ręce do góry, składając jej, jak skoczek przed saltem do wody i odchyliła głowę do tyłu, aż skraj włosów przysłonił część tatuażu.

Obróciła się na palcach i podeszła do nas. Zabrała ode mnie lampkę i pijąc wino drobnymi łyczkami, kroczyła na około, będąc na wyciągnięcie dłoni. Zrobiła jedną rundkę, odstawiając lampkę na stolik i podeszła do mnie. Pochyliła się mocno i szepnęła mi do ucha jedno zdanie, którego nie spodziewałam się zupełnie. Panowie cieszyli nami wzrok, czekając na rozwój wydarzeń. Słyszałam, jak przez mgłę głos Marka, gdy komentował mój rumieniec. Gorąco biło mi z policzków, gdy zbliżyłam się do nagiej dziewczyny. Odłożyłam lampkę na stolik i wreszcie odważyłam się wykonać ostatnie kroki. Czule dotknęłam jej lewej piersi, lekko drapiąc i skubiąc sutek i masując aureolę. Potem drugi, drobnymi kółeczkami doprowadzając je do erekcji. W głowie dźwięczał jej głos, „tylko tak, jak pod prysznicem”. Wtedy rozwiązała mi szlafrok. Czułam, jak opadł na podłogę, gdy zaczęła odwzajemniać dotyk. Przytuliliśmy się i tak splecione zamarłyśmy. Pocałowałam ją, w pierwszej chwili chciała się odsunąć, ale dała mi szansę. Jej włosy pachniały dymem, a usta smakowały cierpkim winem. Sięgnęłam między nasze ciała i wyczułam pod palcami jej guziczek. Dawałam jej rozkosz, samemu ocierając się o jej uniesione kolano, zakleszczone między moimi nogami. Smakowałam jej pełnych warg, z których z wolna znikał posmak dymu i wina.

Wtedy nasi mężczyźni podeszli do nas i rozerwali nasze splecione ramiona. Nie miałam sił, by stawiać opór. Oparli nas o siebie pośladkami, a moje plecy dotknęły jej pleców. Przebiegł mnie lekki dreszcz. Ich dłonie błądziły na zmianę po naszych ciałach.

Nocy, trwaj!

*

Ostatnia noc zostawiła po sobie ślady. Nie tylko te zmywalne w postaci lepkich plam, otarć na biodrach i przyjemnego zmęczenia. Z Markiem udało nam się dotrzeć do sauny. Wnętrze było puste i po chwili wydobyliśmy rzeczy z szafek.

Zaczepiłam Marka, delikatnie odciągając na bok szlafrok i skraj bokserek.

– Jula, daj odpocząć – poprosił. Parsknęłam śmiechem.

– Oj, jaki zmęczony.

– Nie mam 20 lat – dał mi buziaka, a ja tylko się szczerzyłam, jak świeżo zakochany podlotek.

Nasza kochanie się, pieszczoty, które dawałam i które dano mi, wyzwoliły rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Gdy tak staliśmy w na wpół zsuniętych szlafrokach z ubraniami, włożonymi bardziej na chybił trafił, drzwi się otworzyły. Młodziutka blondyneczka w białym stroju stanęła jak wryta w drzwiach. Mop pacnął na podłogę i po nieco zbyt długiej chwili blondynka cofnęła się, bąkając jakieś przeprosiny.

– Chyba powinniśmy się ubrać – rzuciłam.

– Mhm.

Ledwo zdążyliśmy na przygotowany bufet śniadaniowy. Z trudem zmusiłam się do zjedzenia porcji płatków, dopiero teraz odkrywając, jak bardzo wymęczyły mnie ostatnie dni. Telefon zawibrował mi w kieszeni.

– Dlaczego nie odbieracie? Wczoraj trzy razy do was dzwoniłam – moja mama rzuciła z lekkim wyrzutem.

– Nie mogliśmy, zostawiłam telefon w pokoju – odpowiedziałam cicho.

– Marek też?

– Tak. Coś się stało?

– Oj nic takiego.

– Jak Kamil sobie radzi?

– Jak zwykle, pełen energii. Nie daje dziadkowi spokoju.

Głos mojej mamy i podekscytowanego syna w tle, sprawił, że mimowolnie się uśmiechnęłam.

– Jak się tam bawicie, w tych górach? – zapytała.

– Dobrze, odpoczywamy. Chodzimy po górach. Aura dopisuje.

– Korzystajcie. Kamil zaraz dam ci mamę. Nie tylko ty się stęskniłeś – roześmiała się i przekazała telefon dalej.

Po chwili ciszy przerywanej szczekaniem psów odezwał się głos syna. Jak zwykle krzyczał radośnie do słuchawki, zmuszając mnie do odsunięcia telefonu od ucha. Leniwie przegarniałam płatki w misce, słuchając jego opowieści, jak dziadek uczył go robić karmnik dla ptaków, a potem piekli z babcią pierniki.

Patrzyłam przez okno, jak krople deszczu kreślą przerywane linie na tafli okna i mimowolnie się uśmiechałam.

2.

Sobota upłynęła nam nad wyraz leniwie. Spotkaliśmy się jeszcze z Tomkiem i Sandrą przy stole bilardowym. Przy kolejnej partii Sandra zbliżyła się do mnie i zaczęła szeptać konfidencjonalnym tonem.

– Wiesz, nigdy wcześniej nie dotykała mnie inna…

– W porządku.

– Chyba nie jestem bi, czy coś, co nie?

– Nie, a nawet jeśli. Podobało ci się?

– To nie dla mnie. Było przyjemnie, ale nie zrozum mnie źle.

– Wolisz facetów? Wiesz, to był mój pierwszy raz z kobietą, odkąd miałam 14 lat.

– Serio? – spojrzała na mnie zaskoczona.

– Tak, długa historia. Odkrywanie kobiecości w towarzystwie koleżanki z klasy.

– Wygląda na to, że to lubisz. Dlaczego skończyłaś? Chyba nie przestało cię to kręcić, co?

– Głupia historia. Mieszkałam, wtedy w internacie – zaczęłam, popijając piwo.

– Mhm.

– I przyłapała mnie jedna z nauczycielek, która i tak za mną nie przepadała – mówiłam poirytowana.

Stara, wredna jędza. Wysoka z włosami w koczek i manierami szlachcianki, wielka córka podpułkownika. Do dzisiaj pamiętam panią Zofię i jej złośliwy uśmieszek. Wychudła sucz.

– Powiedziała twoim rodzicom?

– Co? Nie, uznała, że trzeba mnie oduczyć takich zboczeń.

– Nie brzmi to przyjemnie.

– Nie było – rzuciłam.

Od tamtego razu i tego ciasnego, pełnego kurzu, ciemnego i gorącego kantorka za klasą numer 15...

– W porządku, biedactwo – wyszeptała.

– Dziękuję, nie chciałam ci psuć nastroju. Jakbyś potrzebowała pogadać, daj znać.

– Nie zepsułaś i wzajemnie.

*

Niedziela była dniem pakowania się. Mieliśmy w planach zobaczyć trochę gór przed wyjazdem. Wstaliśmy, więc parę minut po ósmej i zjedliśmy szybko śniadanie. Wtedy w kącie dostrzegłam zaspaną jeszcze twarz nieznajomej złodziejki. Poszłam z nią, gdy skończyła śniadanie i przydybałam, gdy wychodziła z łazienki. Spojrzała na mnie i dopiero po chwili przypomniała sobie, kim jestem.

– Julia tak?

– Złodziejka garderoby? – zapytałam z przekąsem.

– Wolę Weronika. Zbieraczka pamiątek. Zresztą chyba zasłużyłam na jakąś – uśmiechnęła się leciutko.

– Przyglądałam się tobie, odkąd przyjechaliśmy.

– Zauważyłam.

– I wiesz, wiem, jak to zabrzmi, ale…

– Podobam ci się, a w saunie liczyłaś na coś więcej, tak? – dokończyła.

Patrzyła mi w oczy, a ja czułam, że dygoczę.

– Ehm, mniej więcej.

– Wybacz kochanie, ale nie kręci mnie to. Zresztą nie szukam nikogo więcej.

– Rozumiem, ale. Nie, czekaj – zatrzymałam ją, gdy spróbowała ruszyć w stronę sali.

– Coś jeszcze?

– Ja, chciałam cię tylko narysować – zabrzmiała żałośnie.

– Co? Jesteś artystką, czy coś?

– Coś w ten deseń, a ty podobasz mi się – czułam, że się rumienie.

– O kurczę, miło mi to słyszeć. Narysować, ta?

– Tak.

– Wiesz, jeden fotograf zaproponował mi kiedyś sesję. Nawet mu uwierzyłam, tylko…

– Co?

– Przestałam wierzyć w jego czyste intencje, gdy robił mi zdjęcia, bez zdjęcia osłony z obiektywu. Na pewno utrzymasz ołówek w dłoniach? – roześmiała się.

Miała przyjemny głos, lekko nosowy i obiecujący. Mogłaby opowiadać nim bajki, albo czytać erotyki, o okładkach z karnawałowymi maskami, męskimi kadłubkami i bohaterami imieniem Alex, czy Victor.

– Węgiel.

– Co?

– Używam węgla i myślę, że tak.

– A czy tego byś chciała użyć? Węgla?

– A czego?

– Języka, zębów – wyszeptała, a nogi się pode mną ugięły.

Zawahałam się, a ona to widziała. Patrzyła przez mnie na wylot.

– Tego chcesz, mam rację? Liczysz, że zrobię ten krok za ciebie.

– Tak – powiedziałam i cofnęłam się o krok, gdy naparła na mnie.

Odstąpiła, dając mi odetchnąć i otworzyła drzwi łazienki. Było pusto i zupełnie cicho. Poprowadziła mnie do kabiny na końcu i otworzyła drzwi.

– Wejdź.

– Teraz?

– Mhm. Taka jest moja cena, jeśli chcesz mnie „narysować” kiedyś.

„Kiedyś”, co to znaczy i jak drogo będzie mnie kosztować. Jaka jest cena obietnicy?

– Nie traktuj mnie tak, jesteś ode mnie młodsza g… – zaczęłam czerwona, gdy zatkała mi usta palcem.

– Cisza. Wiesz, co widzę. Widzę dojrzałą kobietę, która ma fantazję, ale boi się ich zrealizować. Wyglądam dla ciebie, jak laska, która tobą zdominuje i z którą spełnisz, to co ci łazi po głowie. Mam rację?

Skinęłam głową w milczeniu.

– Bo sama boisz się zrobić kroku do przodu i liczysz, że ja to zrobię. Tylko, ja mam kogoś i nie szukam trzeciej. Ok?

– Przepraszam, nie chciałam...

– Wykorzystać mnie?

– Nie…

– Znam ten typ. Więc zrób coś dla mnie. Rozbierz się.

– Coo!?

– To, co słyszałaś. Zrób to albo się pożegnamy.

Weszłam do środka i czerwona, jak burak ściągnęłam bluzę. Potem koszulkę, stanik i dresy. Na koniec odłożyłam na klapę od ubikacji niebieskie stringi i zasłaniając dłonią kobiecość, stałam tak w milczeniu.

– A teraz się masturbuj.

– Co!? Dlaczego?

– Dlatego, że taki jest mój warunek.

– Jak ktoś tu wejdzie.

– To zrób to szybko.

Rozszerzyłam uda i zaczęłam się masować. Rozcierałam wzgórek i łechtaczkę, szybkimi okrężnymi ruchami, wkładając palce i rozciągając coraz wilgotniejszą pochwę. Byłam podniecona i ulegałam jej żądaniom, ale to nie zmieniało faktu, jak bardzo żałośnie to wyglądało. Goła dorosła kobieta masturbująca się przez młodszą, ubraną dziewczyną. Nie tego chciałam, nie tego oczekiwałam. Może po prostu dostałam, to na co zasłużyłam. Podciągnęła mi głowę za podbródek i patrzyła mi w oczy z lekkim uśmieszkiem, w kąciku ust. Miałam ochotę wydłubać jej te ciemnoniebieskie oczy. Przygryzłam wargi i z grymasem na twarzy włożyłam palce do środka pochwy. Nogi się pode mną ugięły i zaczęłam pojękiwać. Skubnęła mój sutek ostrymi paznokciami, impuls bólu zmieszał się z rozkoszą.

– Zamknij oczy.

Zamknęłam. Wtedy sięgnęła między moje uda i zacisnęła palce na mojej dłoni.

– Mocniej i nie otwieraj oczu. Myślisz, że jak ktoś tu wejdzie, to ci odpuszczę.

Sapnęłam i prawie skuliłam się wkładając głęboko palce.

– Mówiłaś, że masz kogoś.

– Ja tylko patrzę – wtedy poczułam jej ostre paznokcie muskające moje wargi i wędrujące po piersiach – i ci pomagam. Śpieszy mi się – rzuciła bezlitośnie i przerysowała paznokciem po moim brzuchu, wyzwalając zbierające się we mnie uczucie.

– No właśnie – wyrzuciłam z siebie, po czym jęknęłam głośno i pochyliłam się mocno. Wymuszony orgazm wstrząsał całym moim ciałem.

– Już?

– Tak – wyrzuciłam z siebie, a samotna łza spłynęła mi po policzku.

Usłyszałam kolejne polecenie, stłumione, jak przez watę. Wyciągnęłam dłoń oblepioną sokami i rozcapierzyłam palce.

– Co robisz? – zapytałam, słysząc jakiś dźwięk.

Trzymała w dłoniach telefon i nagrywała wszystko, a może tylko część. Pstryknął flesz. Zamrugałam i usiadłam z wrażenia na sedes.

– Skasuj to… – rzuciłam spanikowanym głosem.

– Kolejna pamiątka. Dla mojej dziewczyny.

Schowała telefon do torebki i wyciągnęła flamaster.

– Teraz twoja nagroda. Wstań.

Oderwała mi dłoń od piersi i otworzyła flamaster zębami. Czułam, jak sucha końcówka drapie moją pierś, gdy zapisała na niej numer telefonu.

– Raczej jest zmywalny – wyszeptała i pocałowała mnie w policzek. Z szerokim uśmiechem wyszła z łazienki, zostawiając mnie sam na sam z myślą, „co ja właśnie zrobiłam?”.

*

Wybrałam numer i korzystając z chwili samotności zadzwoniłam pod numer, który wcześniej zdobił moją pierś, a po którym został już tylko ciemnoróżowy ślad podrażnionej skóry.

– Ledwo go zmyłam – rzuciłam wściekłym głosem – zajebie cię.

– Julcia, po co te nerwy.

– Co ja ci zrobiłam!?

– Nic. To jak z rysunkiem? Dalej chcesz mnie narysować?

– Tak – odpowiedziałam zawstydzona – ale jeszcze jeden taki numer i to będzie rysunek pośmiertny.

– Schowaj pazurki. Jestem z Wrocławia tak w ogóle. Dogadamy się jeszcze.

Wyłączyła telefon. Wszystko było wyjaśnione, przynajmniej według niej. Nawet nie zająknęła się na temat swoich pamiątek, a sutek dalej mnie boli od zmywania tego jej flamastra. Jak ja ją tylko dorwę.

Wtedy usłyszałam sygnał wiadomości. Otworzyłam wiadomość MMS i patrzyłam na nią z rozdziawionymi ustami. Była czarno-biała i przedstawiła dwie kobiety, Pierwsza z nich to na pewno Weronika, sądząc po pulchnym ciele i dużych, ciężkich piersiach. Druga chuda, z wyraźnie widoczną linią żeber i ostro zarysowanym obojczykiem. Tatuaż pokrywał jej biodro niczym kleks tuszu rozmazany przez niską rozdzielczość zdjęcia. Niczym jin i yang siedziały splecione nogami na łóżku, za okrycie mając jedynie kawałeczek prześcieradła.

Poniżej pojawił się SMS mający tylko trzy słowa, „Narysujesz nas obie?” i tyle obietnic, co wątpliwości.

Ten tekst odnotował 20,798 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.59/10 (8 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (4)

+1
0
Skomentuję na końcu cyklu, żeby się nie rozdrabiać. Ogólnie, mimo że temat zdrady kontrolowanej zdecydowanie nie jest moim ulubionym, historia mi się podoba. Przyjemnie się ją czyta, a sceny są na tyle zróżnicowane (oczywiscie wewnątrz konwencji) że całość nie nuży.
Ale żeby nie było tak pięknie... za mało puszystego rudzielca! 😀 Zwłaszcza, że ten motyw jest naprawdę ciekawie poprowadzony i wnosi sporo oryginalności do schematu "bohaterka obciąga obcemu facetowi" 😀

I na koniec - proszę @BlueNight, to nie jest moja czepliwość, ale popracuj nad redakcją i korektą tekstu, bo miejscami jest go ciężko czytać. Powtórzone nie tylko wyrazy (np. na samiutkim początku "obojga / obojgu" kłuje w oczy) ale i całe zdania (scena z glinianymi garnkami - po co to powtarzać?), a przede wszystkim przecinki, które są powstawiane całkowicie przypadkowo.
Instrukcja: zaznacz tekst opowiadania > kopiuj > wpisz w przeglądarkę "sentence checker" i ustaw język polski > wklej > check text.

Ale żeby nie było za upierdliwie, czekam na więcej! Koniecznie z puszystościami! 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Nie żeby coś, ale wszystkie części były puszczane przez Language Tools. Przejrzę to jeszcze raz, ale moje zdolności korektorskie są ograniczone. To pewnie kwestia paru dni, bym mógł spojrzeć obiektywnie na tekst i w ogóle znaleźć błędy.

Spodziewałem się, że Weronika cię zainteresuje 😛.
Powiedzmy, że ma swój odpowiednik w rzeczywistości. Czy jest jej mało, moim zdaniem dość by wzbudzić ciekawość i być obiektem fantazji. Poza tym to tylko jeden długi weekend, niech mają chwilę odpoczynku, a nie przetaczają się z łóżka do łóżka.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
To ja już nie wiem, co z tą korektą... może znajdź kogoś zaufanego, kto poprawi tekst "na żywo"? Wiem, że to trudna sprawa, ale efekt powinien być dużo trwalszy.

A wracając do zrudziałej pulchności - ale że ja niby takie lubię? ALESZ SKONT! 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Agnessa Novvak pierwotnego seksapilu w postaci pulchnej, bogini płodności i urodzaju raczej nie zabraknie. Niestety chwilowo pozostawię twojej wyobraźni ciąg dalszy, bo chwilowo cierpię na brak weny i chęci do erotomańsko-grafomańskich wynurzeń.

Powalczę z tekstem jeszcze, tym razem, jako z całością. Taka epizodyczna forma publikacji sprawia, że łatwo się zgubić. Publikuję z reguły po 1-2 rundach czytania i korygowania. Zrobię jeszcze kilka rundek takiego sprzątania i korekt. Zawsze jest zajęcie i motywacja, by wena szybko wróciła 😛
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.