Ilustracja: Koolshooters

Klaps

22 września 2023

Szacowany czas lektury: 10 min

Siedzące w okręgu dziewczyny pełnymi garściami czerpały z dobrodziejstw, jakie zapewniała działka Wójcików. Wdychały zapach świeżo skoszonej trawy, nieustannie wędrując wzrokiem ze zmierzchającego nieba na stojącą między nimi butelkę bezalkoholowego szampana. Po trunek odważyła się sięgnąć Martyna, jedyna z apostołek, która miała jakieś doświadczenie w otwieraniu takich wspaniałości. Okazja do świętowania była nielicha, wszak właśnie skończył się rok szkolny.

Puf! Bąbelkowa ciecz wyprysnęła w górę przy głośnym pisku panienek, które z nogami splątanymi w tureckim siadzie nie były w stanie uratować swoich kolorowych strojów przed poplamieniem. 

– No pięknie… – utyskiwała Basia, której oberwało się najmocniej.

Kompanki nie podjęły tematu, zbyt zajęte wsłuchiwaniem się w spływający do kieliszków musujący płyn. Już miały skosztować jasnego trunku, gdy usłyszały podwójne kaszlnięcie najmniejszej w towarzystwie Julki. Miała kwiat we włosach i pachniała wanilią. Doprowadziła grupę do porządku i nakazała złapać się za ręce.

– Dziękujemy Ci za naszą przyjaźń, wakacje, tego szampana i za to, że jesteś – wyrecytowała Waniliowa z zamkniętymi oczami, kierując swoje słowa prosto do nieba.

– Bóg zapłać – odpowiedziały chórem, parodiując charakterystyczną wymowę księdza Arka.

Śmiechom nie byłoby końca, gdyby cienkie szkło kieliszków nie zaczęło dopominać się o uwagę połyskiem zniecierpliwienia. Apostołki sięgnęły po swój przydział i jak na komendę upiły niewielki łyczek. Ich twarze promieniały z rozkoszy, jakby degustowany napój przeleżał sześćdziesiąt lat w niewielkiej piwniczce gdzieś w Alzacji.

– Za rok zamiast tego sikacza kupimy sobie coś z alkoholem. – Magiczną chwilę przerwała Basia, której jak zwykle coś nie pasowało.

Jako jedyna nie rozumiała, że żadne procesy fermentacji nie mogą się równać smakiem z mieszaniną młodości i wolności.

Zośka Wójcik miała tego po dziurki w nosie, ale Martyna w porę położyła jej rękę na kolanie i porozumiewawczym spojrzeniem zażegnała kryzys towarzyski. Wkrótce dziewczynom rozplątały się języki. Choć stanowiły zgraną paczkę spotykającą się codziennie w szkole, a później także w kościele, na plebanii czy próbach chóru, szybko okazało się, że każda miała swoje tajemnice.

– Julka… Opowiedz, wiesz o czym. – Martyna szturchnęła ją łokciem.

– Nie ma mowy! – zaprotestowała.

Próbowała się wywinąć, ale nie miała szans.

Przez ponad godzinę zuchwale chłonęła kościelne ploteczki swoich towarzyszek, które teraz bezlitośnie przypierały ją do muru, domagając się rewanżu. Desperacko szukała rozwiązania. Zamierzała opowiedzieć coś innego, coś mniej intymnego, ale zrozumiała, że jest kompletnie wyzuta z ciekawych historyjek. Zabrakło jej zmysłu taktycznego, by zachować coś pikantnego na czarną godzinę.

Musiała skapitulować. Siorbnęła ostatnie kropelki musującego placebo i wstydliwie zaczęła:

– Jakiś miesiąc temu, wtedy co nie mogłam przyjść na chór, była poprawka sprawdzianu z matematyki. Znaczy, ja pisałam pierwszy raz, bo wcześniej byłam przeziębiona. Wyszłam z klasy cała w skowronkach, bo dobrze mi poszło i z tego wszystkiego nie usłyszałam, jak tuż za mną… – Julka ledwo zaczęła mówić, a dziewczyny już zacieśniły koło, pochylając się głęboko do przodu. – …ktoś szedł, nie wiedziałam kto, i dał mi klapsa w…

– W co?! – Basia nie wytrzymała napięcia.

– Basia, ty chyba klapsy w buzię dostawałaś, że nie możesz się na chwilę zamknąć. – Dla Zosi tego było już za wiele.

Wywiązała się wymiana zdań.

Jeszcze chwila, a niechybnie złapałyby się za kudły, ale Julka zaczęła mówić dalej, a żadna nie chciała uronić ani słowa z jej sensacyjnej opowieści.

– …w tyłek. – Waniliowa przygryzła wargę, wzrokiem szorując po ziemi. Przegrywała nierówną walkę z formującymi uśmieszek mięśniami policzkowymi.

Apostołki zasłoniły dłońmi usta z niedowierzaniem.

– Odruchowo wzięłam zamach, odwróciłam się za siebie i już miałam dać mu w twarz, a tam… – przerwała.

– Mirek.

– Paweł! – Ruszyła karuzela kandydatów.

– Musisz dla ochrony poluzować ramiączka przy plecaku, bo dalej będą klapsować! – gorączkowała się inna.

– Poznałam go od razu po bródce i włosach spadających na oczy. Okazało się, że to Marek. – Julka z trudem przedzierała się przez głosy koleżanek. – W ostatniej chwili zatrzymałam rękę.

– Dlaczego?! – krzyknęły wszystkie, oprócz Martyny.

– Może dlatego, że stał tak dziwnie spokojny, w ogóle nie obawiając się, że oddam? Albo przez to, jak zrobiło mi się ciepełko? Wtedy sama nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, ale teraz rozumiem. – Słuchaczki były tak zaciekawione, że żadna nie śmiała już przerywać. – Klapsy są niesamowite. Znamy je z dzieciństwa jako narzędzie do wymierzania kar, ale w świecie dorosłych…

– Jeszcze nie jesteś… – Basia urwała w pół zdania, widząc Zośkę, gotową zabić.

– Klapsy mogą być nie tylko nauczką, ale służyć do wyrażenia sympatii czy ustalenia hierarchii. Wszystko zależy od dobrania siły, a on… ahh! – rozmarzyła się. – Nie klepnął na tyle lekko, bym go wyśmiała, ani tak mocno, by wyrządzić mi krzywdę. Zawarł przy tym nieme ostrzeżenie, że może mocniej. Wprost idealnie! Jednym zaledwie kontaktem dłoni z pośladkiem wyraził swoje uwielbienie i nakazał podległość w tak niezwykły sposób, że musiałam odwzajemnić się respektem. – Głos mędrczyni mieszał się z głosem zafascynowanej nastolatki.

Apostołki wpatrywały się w nią jak w obrazek. Zaświeciły im się oczy, gdy Julka ponownie otworzyła usta:

– Choć nikogo innego na korytarzu nie widziałam, to czułam, że nie jesteśmy sami – kontynuowała. – Nie było w tym przypadku. No bo skąd w szorstkich dłoniach Marka takie wyczucie? Przecież się nie nauczył! Prawda jest taka, że miałam na sobie rękę nie tylko jego, ale i setek, tysięcy, a może i dziesiątek tysięcy mężczyzn, których praktykę odziedziczył z dziada pradziada! Czy więc mogłam go uderzyć, splunąć na wysiłki naszych przodków, skierowane na naszą przyjemność? – zapytała retorycznie i podjęła dalej: – Czy mogłam splunąć na samego Stwórcę, który w swym geniuszu dał mężczyznom wyjątkowo czułe dłonie, zaś kobietom szczególnie wrażliwą skórę, po stokroć potęgując naszą podatność na dotyk? Czy w ogóle można się przed tym obronić? Czyż nie są grzechem pychy same próby stawiania się woli Najwyższego? – unosiła się.

Żadna z koleżanek nie miała odwagi odpowiedzieć.

– To było wyjątkowe przeżycie. Marek mógł nie wiedzieć, że uderzając w pośladek od spodu, prześle wibracje między nogi. Na pewno nie wiedział, że się trochę… zwilżyłam. – Julka poczerwieniała i na chwilę straciła rezon, ale nic nie mogło zatrzymać jej potoku słów. – Wiedział za to, że stoi za nim wszystko, świat cały, a mnie przyjemność odziera ze wszelkich powodów do złości. Zamiast poniżenia, czułam trudną do opisania satysfakcję. Właśnie dlatego stał taki spokojny, pomimo dłoni lecącej w jego twarz. Bo wzorem Boga samego, który dzień za dniem misternie realizował swoją wizję, po skończonej pracy wiedział, że to, co zrobił, było dobre.

Płomyk w oświetlającym krąg lampionie zaczął szaleć pomimo zerowego wiatru. Czyżby to Duch Święty przesyłał Julce aprobatę?

– Chłopacy chyba nie są tacy źli – zastanawiała się. – Myślę, że Bóg nie tylko stworzył Ewę dla Adama, ale uczynił ją taką, by Adam był też dla niej… Od dawna zamierzałam wam powiedzieć. No bo co by z nami było, gdyby apostołowie zostawili swoje transcendentalne doświadczenia tylko dla siebie? – Natchnienie pchało ją do słów, których znaczenia nawet nie była pewna.

– Dobrze zrobiłaś – pochwaliła Zosia.

– Tak trzeba było – wtórowała inna.

– Julka, skąd ty to wszystko wiesz? – zapytała Martyna.

– Bo wiem… – Julka ani myślała wspominać o tym, co ostatnio wyszukiwała w Internecie.

– Bóg zapłać – powtórzyła grupowy dowcip Basia.

Żadna się nie zaśmiała. Zwierzenia Julki były zbyt poważne, by można było sobie z nich żartować.

– Co zrobiłaś potem? – Gospodyni miała więcej pytań.

– Nic. Patrzyliśmy chwilę na siebie, a potem minął mnie zadowolony i tyle go widziałam.

– Szkoda.

– Szkoda – potwierdziła Julka.

Bo chętnie nadstawiłaby drugi pośladek.

 

Drogi Czytelniku! Przeczytałeś do końca? Pozostaw po sobie komentarz. To najlepsza nagroda dla twórcy.

Ten tekst odnotował 18,549 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.15/10 (29 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Komentarze (49)

+4
-6

miały skosztować jasnego trunku


Jednakowoż trunek to napój alkoholowy 😉

szkło kieliszków nie zaczęło dopominać się o uwagę połyskiem zniecierpliwienia.


Fajnie, acz górnolotnie jak na współczesną młodzież.

Choć stanowiły zgraną paczkę, spotykającą się codziennie w szkole, a później także w kościele, na plebanii czy próbach chóru, szybko okazało się, że każda miała swoje tajemnice.


int.

do przodu. –… ktoś


Kropka dyskusyjna, a spacje/brak spacji błędne.

–… w tyłek.


spacje jw.

zrobiło mi się ciepełko


Hmmm...

Głos mędrczyni mieszał się z głosem zafascynowanej nastolatki.


No zaiste! Czytam i nie pojmuję! 😉

świat cały!,


Błędem jest śródzdaniowy wykrzyknik z następującym przecinkiem. W takim przypadku z wykrzyknika należy zrezygnować, bo z przecinka nie można.

Boski przepływ pchał ją do słów, których znaczenia nawet nie była pewna.


Tak, Boski przepływ. Ja jestem pewien, że to coś ekstraordynaryjnego, a może błędnego.

– Bóg zapłać – powtórzyła dowcip Basia.


Nie wyczuwam tego dowcipu 🙁

Wydaje mi się, że jest kilka postępujących po sobie bezpośrednio wypowiedzi tej samej osoby nierozdzielonych narracją.
Całość dziwna. Niby niedojrzałe dziewuszki, a tu takie dywagacje o rzeczach fundamentalnych między mężczyzną, kobietą i Stwórcą w umyśle się lęgną.
Przypomina mi to pewne opowiadanie amerykańskiego pisarza (nie mam teraz do niego dostępu; nie zapamiętałem autora ni tytułu – będę wdzięczny, jeśli ktoś pokojarzy i mi podpowie kto i co zacz!). Zaczyna się od banalnego zagubienia się dziewczyny w wieku pokwitania w kukurydzy. Lato, upał. Wszczęto poszukiwania i przed nocą odnalazł ją pastor. Następuje opis całej gamy uczuć obojga, on rozgrzany, ona podniecona... Do niczego nie dochodzi. Dalej następują TRZY opisy ocenne tego wydarzenia: bezpośrednio po (nastolatka), po kilku latach (podlotek zmienił się w dorodną dziewczynę po pierwszych doświadczeniach z chłopakami) i dojrzałej kobiety w wieku przekwitania. Każdy opis i każda interpretacja są skrajnie różne. Mamy trzy opowieści na ten sam temat.
Twoje opowiadanie od razu podaje ten trzeci etap dojrzałości.
Przyjemnie się czytało, acz wiarygodność takiej erupcji mądrości u podlotków nikła.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
-3
Tompie, dzięki za komentarz! Najpierw technikalia, potem treść:

Jednakowoż trunek to napój alkoholowy


Dawało mi to do myślenia w trakcie pisania. Wydaje mi się, że taki quasi-trunek jest dopuszczalny, a fajnie nadaje powagi chwili 😉

Fajnie, acz górnolotnie jak na współczesną młodzież.


To akurat narracja. Masz rację, że zbyt górnolotne, ale chyba nie gryzie się za bardzo z tą luźniejszą częścią opowiadania.

int.


Tu niestety musisz napisać wprost, bo nie wiem 🙁

No zaiste! Czytam i nie pojmuję!


Zamysł był taki, że bohaterka chwilami mówi jak mędrzec, a chwilami jak zwykła nastolatka. Gdyby zamienić "głos" na "ton" będzie jaśniej, czy wystarczająco?

Tak, Boski przepływ. Ja jestem pewien, że to coś ekstraordynaryjnego, a może błędnego.


Naprawdę z kursywą? Przepływ został tu użyty jako spolszczone flow.

Nie wyczuwam tego dowcipu


Nie wykluczam, że tylko ja to rozumiem. Dowcipem nie są same słowa, a parodiowanie ks. Arka. Wcześniej zostało to napisane, ale chyba trzeba by i tutaj jakąś taką wzmiankę wrzucić. Zbyt wiele mojej uwagi poszło na płynność całego tekstu.

Wydaje mi się, że jest kilka postępujących po sobie bezpośrednio wypowiedzi tej samej osoby nierozdzielonych narracją.


Niemała część tekstu to monolog Julki. Rozdzielam ją na akapity dla czytelności tekstu, wplatając po drodze narrację dialogową. Dodanie dwóch, trzech nastrojowych zdań o tym, co się dzieje w kółeczku dziewcząt nie byłoby problemem, ale czy mój zabieg jest błędny?

Jak dobrze wiesz, opowiadania dotyczące Julki są nacechowane niemałą groteską. Groteską, która moim zdaniem ma wartość tylko wtedy, gdy jest jakkolwiek wiarygodna. Koleżanki są dzieciuchami, które dopiero za rok będą mogły legalnie kupić alkohol (wielu uzna, że są aż nazbyt dziecinne) i spośród nich tylko Julka dzieli się swoimi głębokimi przemyśleniami. Trzeba założyć, że uczęszcza na kościelne zgromadzenia od 2-5 lat (towarzystwo dobrze się zna i jest blisko pełnoletności), jest więc obyta z księgami, a jej wiara i przekonania są silne. Opisywane przez nią wydarzenia, tak przecież trywialne, zachwiały jej światopoglądem. Miała miesiąc, by zgłebić wiedzę i uporać się z dysonansem poznawczym. Kwestię wiary rozwiązała na bazie własnej wiedzy, być może uzupełniając ją. Wiedzę dot. fizyczności można nabyć w ciągu 10 minut z wujkiem Google (szkoda, że nie Pawłem) – sprawdzone 😉 Jedynie ten darwinizm (potrzebny mi do przyprawienia tekstu patosem) może dziwić, ale bez przesady. Julka już nie chodzi na przyrę. Teraz ma biologię, a o takich rzeczach tam się mówi. W tym opowiadaniu przypomina trochę takiego ekscentrycznego księdza-maniaka z "Aż poleje się krew", a jej monolog ma w sobie coś z kazania.

Oczywiście nie neguje to faktu, że jej słowa są (zbyt)dojrzałe, ale przyjęta przeze mnie konwencja rozciąga nad tym faktem parasol ochronny 😀 Jeśli ktoś podrzuci opowieść amerykańskiego pisarza, to chętnie rzucę okiem.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
0
A tam zbyt dojrzałe. Zapomnieliście o blogach które pisały nastolatki te 15-20 lat temu? Na niektórych było tam pełno górnolotnych, przefilozofowanych mądrości, patosu i wyciągania przesadnych wniosków w tematach w których dziewczyny miały niewielkie bądź żadne doświadczenie. Dla mnie to jest wiarygodne 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
-6

Choć stanowiły zgraną paczkę, spotykającą się codziennie w szkole, a później także w kościele, na plebanii czy próbach chóru, szybko okazało się, że każda miała swoje tajemnice.


Za dużo dopowiedzeń lub wtrąceń. Znacznie lepiej byłoby:
Choć stanowiły zgraną paczkę spotykającą się codziennie w szkole, a później także w kościele, na plebanii czy próbach chóru, szybko okazało się, że każda miała swoje tajemnice.
...choć i tak mam wątpliwości wobec przecinka przed takim "a". To trzeba by sprawdzić dogłębniej.

Boski przepływ


Moja uwaga nie dotyczy innej edycji (kursywa) – to nieporozumienie. Po prostu nie kupuję sformułowania "Boski przepływ".
Nie o słówka – głos/ton – mi chodzi. Mam na myśli nagłą dojrzałość. A o tym potem.
Kiedyś poloniści uważali, że przy baaaaardzo długich wypowiedziach dialogowych można dzielić pojedynczą wypowiedź na akapity, ale wtedy drugiej, trzeciej i kolejnych części tej samej wypowiedzi nie zaczyna się kreską dialogową.
Dziś nadal uważa się, że każda wypowiedź dialogowa zaczynająca się od kreski dialogowej MUSI być wypowiadana przez innego bohatera, jeśli następują bezpośrednio po sobie. Komentarze do wypowiedzi w stylu "– powiedziała Ania." nie rozrywają ciągu wypowiedzi w sposób uzasadniający powstanie nowego akapitu.
Obecnie Wolański zakazuje W OGÓLE rozbijania wypowiedzi tej samej osoby na akapity. Dłuuuuugie wypowiedzi – jeśli już naprawdę muszą zaistnieć – należy rozdzielić komentarzem nieodnoszącym się do wypowiedzi, np jakimś takim:
"Spojrzała w bok, po czym kontynuowała:"
lub:
"Wiatr poruszył gałęźmi drzew, przywodząc na myśl powiew Ducha Świętego. Julka kontynuowała swoje dywagacje:"
...napisanym w osobnym akapicie.
Każda wypowiedź dialogowa może być przerywana jakimikolwiek komentarzami (odnoszącymi się do niej i lub nie), po których W DALSZYM CIĄGU jest kontynuowana, np:

– Oświadczenie pierwsze – powiedziała. – Oświadczenie drugie – uzupełniła. Tupnęła, okazując zdenerwowanie. – Oświadczenie trzecie – tym razem niemal krzyczała. – Oświadczenie czwarte. – komentarz/Komentarz [...itd.].

"Obyta z księgami"??? WTF? 😉 (Nie tłumacz, wiem co masz na myśli 🙂 ).
Wyjaśnieniem w sprawie nagłej dojrzałości poglądów Julki nie przekonałaś mnie. Gdyby to było takie proste! Google, cztery tygodnie i już? 🙂
Do Google (i nie tylko) wszyscy mamy dostęp; skąd zatem tylu niedojrzałych, a nawet głupich? Dojrzałość nie bierze się z dostępności źródeł informacji, ale z chęci (wewnętrznej potrzeby?) formułowania pytań, na które szuka się odpowiedzi. Potem następne pytanie, i następne, i następne.... To trwa trochę dłużej...
Jak napisał Muhammad ibn Musa al-Chuwarizmi (w IX wieku): "Mądrość jest tylko zwątpieniem". Jest to jeden z moich ulubionych bon motów.
O teorii dezintegracji pozytywnej prof. Dąbrowskiego nie napiszę, bo Agnessa znów się uruchomi, by mnie besztać 🙂 .
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Wieczorem się zastanowię, jak poprawić tekst, by nie stracił płynności i naniosę korektę.

Google, cztery tygodnie i już? 🙂


Ha! Mam ubaw jak przy pisaniu julkowego monologu! Może po prostu nikt przede mną na to nie wpadł? 😉 Wiesz, Julka jest młoda, ma dużo wolnego czasu. No i wygląda mi na taką, co to przejęta zdarzeniem ze szkolnego korytarza, siada z plecaczkiem pod drzewem i myśli, myśli, aż wymyśli, jak w kryzysowej sytuacji po osiemnastce 😉

A już tak bardziej serio, to przekonywać nie zamierzam. Wydaje mi się, że wyżej niż ja cenisz mądrość bohaterki, choć... kto wie? Może kiedyś powstanie "Julka i testy do MENSY" 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-3
Choć poprawek nie było dużo, bardzo niewdzięczna korekta przez te dialogi. Uwzględniono rekordowo wysoki procent uwag, nawet ten boski przepływ zniknął. Chyba faktycznie był przesadzony. Pożyczam sobie Ducha św. choć w trochę innej formie (bardzo spójne z wcześniejszymi podziękowaniami za obecność!). Dzięki za pomoc. Będę pamiętać przy następnych monologach. Całe szczęście, że ten tutaj to był tylko monolożek 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Piastri, umknął mi Twój komentarz. Nie pamiętam blogowych wpisów nastolatek, ale potrafię sobie wyobrazić... 😀

Jeśli oprócz wiarygodności, sam tekst przypadł Ci do gustu, to zachęcam do zapoznania się z dalszymi losami Julki w "Różowych okularach" czy nawet "Jak w raju" 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
"Siedzące w okręgu dziewczyny"
W okręgu?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-4
@MrHyde Wolałbyś "w krąg"?
Jednakowoż w NKJP mamy JEDNO przywołanie o "siedzeniu w krąg" i TRZY o "siedzeniu/byciu w okręgu", wszystkie z wydań książkowych, również z Wydawnictwa Literackiego. SJP PWN podaje (hasło okrąg):
2. «osoby, przedmioty itp., ustawione w kształt koła»
3. «przestrzeń zamknięta linią kolistą»
Więc może nie trzeba się czepiać? 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Pan Hyde sugeruje chyba "w kręgu", które też przeszło mi przez myśl w trakcie pisania. Wydaje mi się, że obie wersje są strawne. Tak czy inaczej, każdą uwagę zawsze chętnie rozpatruję. Choć idealnie nie jest i nigdy nie będzie 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
"SJP PWN podaje (hasło okrąg):
2. «osoby, przedmioty itp., ustawione w kształt koła»
3. «przestrzeń zamknięta linią kolistą»"

Tompie, a co jeśli autor SJP się tym razem myli?

Znaczenie 3 stoi przecież w skrajnej sprzeczności ze znaczeniem 1 i 4 (które zresztą jest pierwszym i jako takie powinno mieć nr 1) i jest ewidentnie błędne.

Oczywiście że wolę "siedzą w kręgu" niż "siedzą w okręgu". Nawet jeśli literaci cytowani w korpusie wolą okręgi 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@MrHyde Wielokrotnie (sam o tym pisałeś) słowa mają różne znaczenia, więc przeciwstawienie znaczenia (1) SJP PWN leksemu okrąg znaczeniu (3) jest bezzasadne. Pierwsze trzy znaczenia leksemów okrąg i krąg są w zasadzie identyczne, co również czyni Twój zarzut pozbawionym argumentów na gruncie polszczyzny.
SJP Doroszewskiego podaje rozliczne przykłady ze źródeł na oba leksemy w znaczeniu (3), co wskazuje, że twórcy słowników nie popełnili błędu nieuwagi bądź nieścisłości.
Prof. Bańko wyraził pogląd, że o ile brak czegoś w słowniku nie jest dowodem nieistnienia, to obecność w słowniku normatywnym jest silnym dowodem na istnienie danej formy, którego na gruncie użytkowania leksemu nie należy negować.
Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, ale wobec jednoznacznej regulacji słowników normatywnych Twoje staje się nieuzasadnione.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Tompie, korzystając z prawa do swojego zdania, rzeknę tak: definicja 3. «przestrzeń zamknięta linią kolistą»" to definicja koła, a koło to nie okrąg. I okrąg — nie koło.
Okrąg to przecież nic innego jak obwód koła. Gdyby def. 3 była prawdziwa, to obwód=koło byłby obwodem koła=okręgu, czyli byłby obwodem samego siebie. Coś mi tu nie pasi w tej jednoznacznej regulacji słowników normatywnych. Figura liniowa, jednowymiarowa (okrąg) przestrzenią?!
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@MrHyde Tu rozmawiamy o słowach, o języku, nie o pojęciach matematycznych. To rozdzielne sprawy. Poza tym to matematyka posługuje się językiem (leksemami wytworzonymi przez niematematyków), podczas gdy pojęcia stworzone przez matematyków (jestem zbyt miernym matematykiem, by dać jakikolwiek przykład; raczej wierzę, że takie są) od podstaw niesłychanie rzadko przechodzą do języka mas. Przykładowo: macierz ma zupełnie inne znaczenie w rodzinie, historii i polityce, inne w matematyce i inne w biologii. Tak więc argument, że w matematyce jakieś pojęcie ma znaczenie Q, nie oznacza, że w szerokim języku nie znaczy ono R. Zastosowany przez Ciebie proces argumentacji jest zatem fałszywy, bo opiera się na odwróconym łańcuchu przyczynowo-skutkowym.
Podobnie dyskutowałem kiedyś z językoznawcą o różnicy między albo a lub. Logika matematyczna rozróżnia te pojęcia ściśle, a język – nie. Jednakowoż najpierw powstały one w języku jako synonimy, a dopiero później logika matematyczna użyła tych słów jako nazw dwóch różnych funktorów w logice.
"[...] okrąg niebios gdzieniegdzie chmurkami zasłany, u góry błękitnawy, na zachód różany[...]"
Znaczy – Ty poprawiłbyś Mickiewicza na: "półsfera niebios[...]" w znaczeniu sfera(3) SJP PWN?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Tomp
Na Mickiewicza szkoda czasu i atłasu. Miał w żopanie ściślackie szkiełko i oko, żył dawno i uprawiał poezję, a poezja, jak wiadomo, stoi twórczym/alternatywnym podejściem do znaczenia fraz i leksemów.
Dziś mamy 25.9.2023, w słowniku trzy synonimiczne słowa: krąg, okręg, okrąg (u Doroszewskiego x-dziesiąt lat temu były tylko dwa: krąg i okrąg=okręg), i jak by ich słownikowe definicje nie były jednakowe, słów tych wymiennie nie stosujemy. Nie mówimy: w okręgu znajomych, w okręgu zainteresowań, w kręgu wyborczym, wpisany w okręg, poruszać się po kręgu... Więc może i w wypadku siedzenia w okręgu jest się czemu zadziwić (skromny znaczek ? w moim komentarzu).
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
A co do meritum: autor mnie zadziwia. W "Różowych okularach" Julka miała podmiotowość warzywa, a tu ma cechy na wskroś ludzkie, a nawet człowiecze. Ma jakąś swoją osobowość, przemyślenia i charyzmę. W takiej Julce to już można by się i zakochać. Na takiej mogło by zależeć. 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
"Tu rozmawiamy o słowach, o języku, nie o pojęciach matematycznych. To rozdzielne sprawy."

Mylisz się zasadniczo, Tompie. To są sprawy łączne, a nawet tożsame. 🙂 Spędzającąc w wieku uczącym się 3/4 życia w szkole, to tam uczymy się nowych słów i języka. Właśnie na tejże matematyce, religii, jak ktoś chodzi, geografii, biologii. A propos "okręgu" na przykład, kiedy i w jakim kontekście poznałeś to słowo? Ja mogę dać paznokieć lewego palucha, że przed lekcją geometrii w którejś tam klasie podstawówki nie znałem tego słowa w ogóle, w żadnym znaczeniu. Dla mnie okrąg matematyczny jest niemalże jedynym okręgiem. Inne, hipotetyczne, są pochodną tego prawdziwego. Mickiewicza czyta się później, a jeszcze dużo później cokolwiek rozumie.

Pan Doroszewski natomiast, uczywszy się w rosyjskiej szkole, mógł okręgu w tymże geometrycznym znaczeniu w ogóle nie znać. Dla niego mogło to być słowo obce i cudze. Może zobaczone gdzieś w wierszu Mickiewicza albo innej radosnej twórczości jakiegoś inszego literata. To by przynajmniej w jakimś stopniu tłumaczyło koślawość definicji w słowniku, jeśli ją pisał osobiście prof. Doroszewski a nie jakiś student. Językoznawcy, Tompie, też mają językowy bias. Nie są obiektywni. 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@MrHyde napisał:

Językoznawcy, Tompie, też mają językowy bias.


Ależ odkrycie! W pierwszym wierszu tej wypowiedzi szczegółowo opisujesz swój "bias" (pytanie, jaki procent czytelników tej dyskusji rozumie to wyrażenie i jak je rozumie 🙂 ), by potem z przytupem oskarżyć oń prof. Doroszewskiego.
Jasne, że tak! Każdy ma "bias"! Co nie znaczy, że Twój "bias" jest jakimś argumentem w tej dyskusji.
A teraz ogłaszam konkurs otwarty (i bez nagród) na polski odpowiednik owego "bias". Może Ty, MrHydzie, jako przywołujący ten anglicyzm, pierwszy zaproponujesz polski odpowiednik? Bo z wyrażeniami bez ugruntowanej historii zastosowań może być jak z owym "no pain, no gain" @Vee, pod którego/ej opowiadaniem toczymy tę dyskusję. "No pain, no gain" @Vee rozumie inaczej niż np. ja, co stało się dla Autora/ki zaskoczeniem, bo zaburza istotny element przekazu "Jak w piekle".
Może z tym "bias" też tak jest i rozmawiamy o różnych rzeczach?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
0
Opowiadanie w kwestii kręgu/okręgu idzie na kompromis – każde z wyrażeń pojawia się raz. Do takiej decyzji pchnęła mnie fonia i chęć sprawienia, by tekst czytał się płynnie.

Misterze Hyde, mam nadzieję, że zadziwiam pozytywnie. Wniosek o podmiotowości bohaterki bardzo trafny. W "Różowych okularach" jest obecna praktycznie tylko ciałem. Jej charakter poznajemy co prawda z wypadu nad jezioro, ale mam wrażenie, że ta miniaturka to brakujący element do poznania tej postaci. Piszesz o sympatii do niej. Trudno się nie zgodzić, choć ja osobiście trochę się tej wariatki boję 😉 To chyba moja ulubiona postać, ale na pewien czas zniknie z opowiadań. Jej zestaw przekonań i stan cywilny utrudniają skonstruowanie ciekawego i wiarygodnego scenariusza.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Zaskakujesz, bo tym uzupełniającym odcinkiem ustawiasz sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Łatwo się śmiać z warzywa i łatwo układać historię z udziałem warzywa. Ma się dużo opcji. A jak już bohater został kimś, z charakterem i systemem wartości, to tych opcji robi się mniej. Trzeba się dostosowywać do bohatera. Realia ograniczają, co zresztą własnoklawiaturowo stwierdzasz (stan cywilny, przekonania 😉 )
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Tomp Wyzwanie przyjęte. 😉 "Bias": osobnicze nastawienie, inklinacja; mieć "bias" = być więźniem własnej historii, własnych doświadczeń.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@MrHyde W mojej branży "bias" tłumaczy się jako "polaryzacja", "podciągnięcie". Dodam: "skrzywienie", "ukierunkowanie", "odchylenie". "Bycie więźniem" wydaje mi się zbyt silne.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
0
Jako, że o "biasie" po raz pierwszy usłyszałem, o ile mi wiadomo, kilkanaście minut temu, mój odpowiednik po szybkiej, a co za tym idzie - niezbyt dokładnej weryfikacji znaczenia tego pojęcia, brzmi: "samowzierka" i/lub "sąwzierka". 🙂
Pozdrawiam.
P. S. Tompie Przecinkolubny, udało mi się to rozwlekłe zdanie napisać bez błędów interpunkcyjnych? 🙂 Pytam poważnie, bo mam skłonność do wrzucania w wypowiedzi pisemne wtrąceń i dygresji, co niekoniecznie ułatwia ich zrozumienie czytelnikom.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Całkiem popularne ang. to be biased, to nic innego, jak być stronniczym 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Tomp ""Bycie więźniem" wydaje mi się zbyt silne."
A zakładnikiem? 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@MrHyde Zakładnik to szczególny rodzaj więźnia.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Vee

Całkiem popularne ang. to be biased, to nic innego, jak być stronniczym 😉


No tak, to słownik umieszcza na pierwszym miejscu. Jednakowoż w takim przypadku MrHyde popełnia "stylistyczny pleonazm":

Językoznawcy, Tompie, też mają językowy bias. Nie są obiektywni.


A cała ta dyskusja o "bias" ma doprowadzić do używania polskich słów w miejsce anglicyzmów. Jak się da, a tu się da. 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Tomp Mea pulpa 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Wpadnę tak z marszu w dyskusję… 🙂
To nie jest pamiętnik żadnej nastolatki, żeby usprawiedliwić górnolotny, by nie rzecz wręcz barokowy ton niektórych fragmentów. Moim zdaniem za ostro kontrastują zarówno z wiekiem dziewczyn jak i zasadniczą banalnością, radością tkwiącą w samych bohaterkach spotkania. IMHO i tak dalej, ależ wiem, iż to wlaśnie dla mych oczu prowadzi do niezwykle silnego i rozpraszającego porażenia nerwu, który w innym wypadku mógłby przecież znacznie lepiej pełnić funkcję wzrokowego. Coś w tym stylu. Fajnie bawisz się słowem, lubisz to i to widać, ale tu jest trochę zbyt wiele.

Zniż się do poziomu bohaterek, opisz co się dzieje, ale pamiętaj o byciu nastolatką. Kompanki? Z Czarnej Kompanii? Panienki? To te z dobrych domów zapewne? No pupa, pupa, pupa!

I jest kwiat we włosach, co widać. I zapach wanilii, którego jednak pewnie nie czuć po drugiej stronie kręgu. Kwiat widzą wszyscy, a zapach wanilii nie ma zdaje się żadnego znaczenia dla całej opowieści. Dlaczego więc wiemy jaki to zapach, a nie jaki to kwiat? ;P

A dla własnej frajdy, zamiast uzasadniać sobie tę nienajkrótszą tyradę o znaczeniu klapsa w odniesieniu do fajnego, jak rozumiem, chlopaka, która zdaje mi się równie mało prawdopodobna, co sam klaps, uczyniłem mentalny eksperyment poprawiając 'błąd' autora i dodając słowo "ksiądz" przed każdym męskim imieniem, a nie tylko przed jednym.
Polecam, świetna zabawa. W kontekście języka używanego w kościołach, jego pewna wyjątkowość uzasadnia większą część górnolotnych opisów, tłumaczy niektóre zachowania czy pewną wyjątkowość nastolatek (brak buntu czy szpanu, myślę tu głównie o używkach), a ostatecznie - brak naszego, ulubionego na portalu, seksu w całej tej historyjce... 🙂

Na ocenę pewnie wpłynie bogactwo opisowe, ale przecież nie jesteśmy tu dla ocen… 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@MrHyde Ech... Ja to wszystko rozumiem - definicje, słowniki, autorytety. Ale język żyje! Dzięki temu, że nie słucha się słowników. Inaczej byłby wszak martwy. 🙂)
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@PokatneUsciski dlatego bronię poziomicy jak czterdziestu i czterech 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0

To nie jest pamiętnik żadnej nastolatki, żeby usprawiedliwić górnolotny, by nie rzecz wręcz barokowy ton niektórych fragmentów.


W kontekście języka używanego w kościołach, jego pewna wyjątkowość uzasadnia większą część górnolotnych opisów


Uścisku! Przez te dwa fragmenty nie wiem, czy dobrze rozumiem Twoją opinię. Moim zamiarem było stworzenie krótkiego, groteskowego tekstu. Groteskowa jest właśnie ta niewinność z pewnymi ciągotami do cielesności (do tego w motywie wiary chrześcijańskiej), a słownictwo bohaterki uzasadniam jej działalnością. Tekst nie aspiruje do bycia poważnym (pada w nim nawet sugestia obecności Ducha Świętego), choć moim zdaniem porusza nielichy temat. To, czy kontrast jest przesadzony, zostawiam do oceny czytelnikowi. Dla Ciebie chyba jest go trochę za dużo, szkoda! Jedno, z czym mogę polemizować, to słownictwo w całym tekście (nie tylko w julkowej tyradzie). Kompanki i inne, to słowa narratora, a pierwsza, powiedzmy, połowa tekstu jest chyba całkiem lekka i oddaje nastrój początku wakacji.

uczyniłem mentalny eksperyment poprawiając 'błąd' autora i dodając słowo "ksiądz" przed każdym męskim imieniem, a nie tylko przed jednym.


Ciekawe!

Dlaczego więc wiemy jaki to zapach, a nie jaki to kwiat? ;P


Zapach waniliowy jest integralną częścią wizerunku tej postaci. Wspomnienie tego zapachu pojawia się w każdym opowiadaniu z Julką. Tutaj zależało mi na przemyceniu tej informacji, żeby odblokować sobie możliwość nazywania jej Waniliową. Waniliowa opowiada o elemencie raczej niewaniliowego seksu... Satysfakcjonuje mnie ta zbitka 😀

Na ocenę pewnie wpłynie bogactwo opisowe, ale przecież nie jesteśmy tu dla ocen… 😀


Uścisku, jeśli będziesz mi dawał takie wnikliwe komentarze, to strzelaj jedynkami w każde opowiadanie!

PS. Przechodząc z "Księżniczki" do "Klapsa" zaliczyłeś chyba największy możliwy kontrast w mojej skromnej tekstotece :-)
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@PokątnieUściski ma ocenę w sprawie niespodziewanej dojrzałości nastolatek zbliżoną do mojej.
@MrHyde o poziomicy dyskutujemy pod tekstem Księżniczka.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-4
Jak tej Julce niewiele do szczęścia trzeba... XD
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-5
@Agnes, Julka to dziewczyna o bogatej wyobraźni, która pomaga jej zmagać się z rzeczywistością. Nie tylko potrafi stworzyć coś z niczego, ale poprzednie opowiadania pokazały, że siłą wiary może złe zamienić w dobre. Pan Hyde pod jednym z tekstów o Julce nazwał jej postawę mistycznymi nerwicami. Być może tak właśnie jest, choć przyznam się, że pisząc o Julce widzę to dużo łagodniej. Chyba ulegam jej wizji świata 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

Jako jedyna nie rozumiała, że żadne procesy fermentacji nie mogą się równać smakiem z mieszaniną młodości i wolności.


I to jest kwintesencja życia. Co ja mówię... nie "życia", tylko "Życia".
Zresztą @Vee potrafi (co uwielbiam w literaturze) muśnięciem klawiatury uruchomić podprogowość. Mógłbym zacytować kilka innych fragmentów tego opowiadania, które potwierdza moją tezę. Ale nie zrobię tego.
Każdy Czytelnik kowalem swojej wrażliwości i swojego rezonansu.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
0
Senseihu, nie mnie oceniać własną umiejętność muśnięć klawiatury, ale ogólnie hołduję zasadzie, że im mniej słów do opisania danej sceny bez utraty jej sensu, tym większy kunszt. Dłużyzny wypełnione podniecaniem się własnym piórem uważam za przykry efekt szkolnych wypracowań "na x stron". Nie jednak ze względu na długość został Ci zaproponowany "Klaps". Oprócz szacunku do Twojego czasu kierował mną motyw metaf... wirtualu mózgowego, jaki dotyka główną bohaterkę. Julka to moja mała duma, napisana pomimo braku szczególnej teologicznej wiedzy. Sądzę, że osoba wierząca miałaby problem z takim dystansem do wiary i niech to będzie jakiś argument do tezy, że warto pisać o rzeczach, o których ma się nikłe pojęcie.

Zgadzam się w całej rozciągłości, że każdy czytelnik musi czytać tekst po swojemu. Jeśli jednak przy jakiejś okazji rozwiniesz własny punkt widzenia to na pewno się nie pogniewam :-)
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
-3

hołduję zasadzie, że im mniej słów do opisania danej sceny bez utraty jej sensu, tym większy kunszt


Absolutnie się zgadzam. Jako ilustrację mistrzowskiego oszczędzania słów, podam (przysięgam, że autentyczny, sam słyszałem) komentarz niemieckiego sprawozdawcy na Mundialu w 1974 roku. Polacy grali... nie ważne z kim. Oto fragment jego relacji na żywo (porównaj z Ciszewskim et consortes):
Deyna... Lato... Lato, Lato...! Jaa!
Oczywiście to "Jaa!" (wypowiedziane na wydechu) nastąpiło po tym, jak padł gol.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Mistrzowska oszczędność i owszem, ale czy można tego dowodzić na przykładzie futbolu? Sportu, w którym przez 40% czasu się leży lub ustawia do stałych fragmentów? Sportu, podczas którego z nadmiaru akcji komentatorzy rozwodzą się na temat torebek żon zawodników i ich lajków na instagramie? Ciekawe, czy dzisiaj komentuje Laskowski. Jeśli tak, może warto na chwilę włączyć. Widzę podobieństwa ze swoim pisaniem opartym na grach słownych, większy to maestro niż nasze orły 😉

Wracając do pana Niemca, to bardzo radiowy ten komentarz. Pisał ktoś o radiu czy sextingu? Mam to na tapecie!
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Akurat nieradiowy to komentarz był. Radio maluje obrazy słowem, więc taki Niemiec tam by kariery nie zrobił.
Laskowski to szkoła Ciszewskiego. Do radia by się nadawał 😉 .
Sexting zostawię Tobie, ale o radiu pomyślę. 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
@Vee
"Oprócz szacunku do Twojego czasu kierował mną motyw metaf... wirtualu mózgowego"

Niezależnie od Twojej płci, która od zeszłego roku stanowi zagadkę dla wielu tutejszych VIP-ów, kocham Cię, a właściwie Twoją duszę literacką oraz jej "metaf... wirtual mózgowy" wyrażane właśnie takimi drobnymi zabiegami werbalnymi 🙂

Co do propozycji "Jeśli jednak przy jakiejś okazji rozwiniesz własny punkt widzenia to na pewno się nie pogniewam :-)", to uczynię to chętnie, pod warunkiem wszak, że dane mi będzie wiedzieć, czy chodzi o mój widzenia autorski, czy może czytelniczy punkt G, znaczy widzenia.

Na wszelki wypadek strzelę anegdotą. Dowcipem. Memem. Jak zwał, tak zwał. Może nawet przekręcam oryginalną treść.

Otóż w Ważnej Instytucji popsuło się Ważne Urządzenie.
Wezwano fachowca.
Fachowiec zdjął z urządzenia bieliz.... znaczy pokrywę. Popatrzył przez minutę. Potem dotknął plątaninę kabelków, zetknął jakieś druciki i Ważne Urządzenie ożyło.
- Należy się tysiąc złotych - mruknął fachowiec.
- Jak to?! Tysiąc złotych za dotknięcie?
- Za dotknięcie należy się dycha. Dziewięćset dziewięćdziesiąt za to, że wiedziałem, gdzie to zrobić.

No i teraz wyobraźmy sobie, że Ważne Urządzenie dotyczy Czytelników. A potem, że Autorów.
Rezonans każdy ma. A że często nieodgadniony, to insza inszość 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
SENSEIH, nie wiem nic o mojej zagadkowości, ale staram się nie robić z tego większego halo. Nie zdradzam się tylko dla własnego komfortu i jak będzie ku temu powód to pewnie dam trochę więcej informacji o sobie. Tak czy inaczej, bardzo się cieszę z Twoich miłych słów. Jeśli Tobie widzi się moja literacka dusza, to widocznie mamy podobny gust i ja także jeszcze bardziej docenię Twoją twórczość, gdy już dobiję się do kolejnych opowieści 😀 Przy okazji, jak w zasadzie zapisywać Twój nick? Sam stosujesz chyba różne formy (SENSEIH, SenseiH), mam mętlik!

Myślę, że przypowieść o mechaniku Ważnego Urządzenia nad wyraz trafna. Dlaczego zachęcam do podzielenia się własną perspektywą „Klapsa”? Z zasady dystansuję się od klasyki (nie mylić z brakiem uznania) uważając, że na wielkość najsłynniejszych dzieł zapracował nie twórca, a czas i inni ludzie. To krytycy tworzą nowe, często bardzo atrakcyjne i niezamierzone przez autora interpretacje, dzięki czemu mniej rozeznani czytelnicy mogą je sobie przyswoić. Czytelnicy, w tym także moi, to cwane bestie i z przyjemnością obserwuję, jak z pełną mocą sprawczą przypisują mi geniusz własnych interpretacji. W mikroskali widzę to nawet na sobie. Niekiedy ktoś wyróżni jakieś zdanie i automatycznie podoba mi się ono bardziej, niż dotychczas. Koniec końców liczy się satysfakcja odbiorcy, a nie intencje twórcy, więc niczym optymista na cmentarzu widzę same plusy. Dlatego właśnie nie odmówię sobie Twojego autorskiego spojrzenia. Ulepszysz mi opowiadanie ;-)

Zaryzykuję śmiałą tezę, że jeśli moje literki się kiedyś przebiją, „Artefakty” okażą się kiedyś zawoalowanym wyrazem wsparcia właściwej strony w walce z agresorem, zaś nieodłącznie kojarzone z karmieniem tytułowe walory będą alegorią krymskiego czarnoziemu. Można? Można! 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-1
@Vee
"Czytelnicy, w tym także moi, to cwane bestie i z przyjemnością obserwuję, jak z pełną mocą sprawczą przypisują mi geniusz własnych interpretacji".
Albo kokietujesz, albo jednak znasz zasadę, w myśl której im więcej deszczu interpretacji z chmury, tym chmura genialniejsza (może coś przekręciłem, jak to ja 😉 )

"więc niczym optymista na cmentarzu widzę same plusy"
A co masz widzieć? O ile mówimy o cmentarzu katolickim, to co przypominają krzyże? 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-1
@Vee Byłbym pominął...
"Przy okazji, jak w zasadzie zapisywać Twój nick? Sam stosujesz chyba różne formy (SENSEIH, SenseiH), mam mętlik!"
Ja, jak ja. W oryginale jest "Sensei H". To zbitka rodowodowego imienia mojego boksia, który jest "Sensei" z imieniem, które mu nadali przyjaciele, twierdzący, że on jest kopią mnie, jeśli chodzi o charakter. A że ja mam imię na "H", to tak się porobiło.
Na potrzeby "Pokątnych" niech zostanie "SENSEIH", chociaż wiem, że się głupio odmienia 😀 Mam tylko nadzieję, że nikt nie doda "uju", bo ty byłoby niezgodne z ortografią😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-1

Albo kokietujesz, albo jednak znasz zasadę, w myśl której im więcej deszczu interpretacji z chmury, tym chmura genialniejsza


Dwa w jednym 🙂

Same plusy to rzecz jasna z dowcipu!

Z Sensejha, Sensejhu rzeczywiście blisko do nieprzyzwoitego... błędu ortograficznego ;-)
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-1
@Vee to jeszcze a propos gier słownych, abstrahując od gier związanych ze słowem "abstrahując" i ortograficznych skojarzeń - dodam filozofii gram. Otóż czy plusy na cmentarzu są same, czy samotne? 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
@Vee, za trudnym językiem gadamy. Zasadniczo mamy to w dupie (prawda?), ale, żeby nagle wszystkie nasze teksty dostały po "łapce w dół" to wykracza poza statystykę i metaf... wirtualu. A propos... ostatnie zapowiedzi MInister(ki) Edukacji rokują, że czeka nas przyszłość z bardzo zacnego filmu "Idiokracja", o ile się damy zahibernować na kilka lat 😀

Należy zejść z obłoków. I z poziomu 😉 Żartuję - z niczego nie zejdziemy 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Plusy na cmentarzu są same. Samotne może w bliskich, ale towarzystwa im nie brakuje, wszak jest ich tam wiele! A minusy? Zdarzało się i po 5 łapać za "dziękuję". Nie rozumiem w ogóle celu tej funkcji na portalu. Jest szkodliwa (mniej osób biorących udział w dyskusji) albo toksyczna. Tak czy inaczej tutaj przyjmuje ona formę "zgadzam się/nie zgadzam" i może ktoś po prostu wyraża sprzeciw, że jeszcze nie sklapsowałeś tekstu 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-1
@Vee Kwestie samotności na (umownym) cmentarzu leżą jak najbardziej w sferze moich zainteresowań.... Czasem to widać w tym, co tworzę. A kiedy tworzę, staram się pytać moich bohaterów o różne rzeczy. Kto pyta - ten pyton 😉

// – Jak TAM jest? – zapytałem.
Nie odpowiedział od razu.
– Samotność. Przynajmniej w moim przypadku.
– To gdzie są te miliardy zmarłych? Nie masz towarzystwa? – zadałem logiczne pytanie.
Zamyślił się.
– Kiedyś to sam przeżyjesz. No, może „doświadczysz” jest lepszym określeniem. Najpierw jesteś zdezorientowany. Nie zdajesz sobie sprawy, co się stało. Nie czujesz grawitacji, w ogóle nic nie czujesz... Jednocześnie masz szokujące poczucie bycia w wielu miejscach jednocześnie. Zaczynasz widzieć ludzi, którzy od dawna nie żyją. Niektórzy coś mówią, ale nie rozumiesz treści. Przewija ci się film z całego twojego życia. Jesteś jak na karuzeli... //

A "Klapsa" nie sklapsowałem. Przeciwnie - 19 marca o godzinie 16:07:44 doceniłem go znacząco rezonansem. I niech mnie za to obrzucą jajami i pomidorami. Poproszę jeszcze o majonez.... Będzie co jeść na Wielkanoc 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.