Kilka małych błędów

20 listopada 2022

Szacowany czas lektury: 43 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Wahałem się trochę nad wrzuceniem tego tekstu, ale co mi tam. Może komuś przypadnie do gustu. Życzę miłej lektury każdemu, kto się zdecyduje za niego zabrać.

Vicky ostrożnie podjechała bliżej chodnika i zatrzymała motocykl, gdy tylko ze słuchawek w kasku dobiegł znajomy sygnał alarmowy zwiastując, że nie będzie to siódmy nudny patrol z rzędu. Ostatnio nie miała szczęścia do bycia w centrum akcji. Za każdym razem albo nie działo się nic, albo jak się działo to zbyt daleko, by mogła tam dotrzeć na czas. Szybkim ruchem palca odblokowała ekran dużego zegarka i dotknęła ikonki powiadomienia. Jej oczom natychmiast ukazała się niewielka, interaktywna mapka najbliższej okolicy, na której czerwona, pulsująca kropka wyznaczała miejsce, gdzie właśnie popełniano przestępstwo. Dziewczyna stuknęła w nią palcem, rozwijając listę dostępnych informacji. Zazwyczaj Organizacja nie dostarczała tego zbyt wiele, jednakże pozwalało to na ocenę tego, czy ktoś na danym poziomie powinien interweniować.  Niezbędne minimum opracowane przez operatora w ciągu kilku minut od zdarzenia na podstawie strzępków ustnych relacji i obrazów z monitoringu.
Zdarzeniem, które miało w tej chwili miejsce, był napad na sklep jubilerski. Z raportu wynikało, że w środku było dwóch włamywaczy, prawdopodobnie zwykłych ludzi. Nie wyglądało to na poważną zbrodnię, a brak zakładników ułatwiał sprawę. Przez prawie rok, od kiedy dziewczyna wstąpiła do Organizacji, zdarzało jej się mierzyć ze znacznie większymi niebezpieczeństwami. Mogłaby zostawić to komuś mniej doświadczonemu, jednak miejsce było nie więcej niż pięć minut drogi motocyklem, a jej przez ostatni czas bardzo zależało na wykazaniu się i podniesieniu swojej pozycji w rankingu. Poza tym nie po to została bohaterką, żeby w fioletowym, obcisłym stroju jeździć motocyklem po mieście. Chciała w życiu emocji, a skopanie kilku złodziejaszków bez wątpienia sprawiłoby, że krew w żyłach popłynęłaby trochę szybciej. Nie mogła pozwolić przejść okazji koło nosa. Jej palec powędrował do pulsującego, zielonego wykrzyknika w prawym, górnym rogu ekranu, który po naciśnięciu automatycznie łączył ją z jednym z operatorów.
- Tu Purple Flare, przyjmuję zgłoszenie – powiedziała, gdy tylko usłyszała, że nawiązała połączenie, jednocześnie ponownie uruchamiając motocykl i ruszając z miejsca.
- Zrozumiano – odpowiedział jej miły, kobiecy głos. – Właśnie dostaliśmy informację, że napastnicy są uzbrojeni Potrzebujesz wsparcia kogoś jeszcze lub policji?
- A jakie to uzbrojenie? I jakiej są kategorii? – spytała, rozpędzając się na szerokiej alei i płynnie wyprzedzając jadące po niej pojazdy.
- Mamy informacje tylko o broni krótkiej. Na monitoringu widać, że mają na sobie kamizelki taktyczne, więc mogą mieć jakiś dodatkowy sprzęt. Jeśli chodzi o kategorię to stawiany na pierwszą lub drugą. Przed sklepem mają pojazd, więc może być ich więcej niż dwóch.
Pędziła motocyklem, układając sobie to wszystko w głowie. Na pewno było ich więcej niż dwóch, bo musieli czymś przyjechać, a kierowca rzadko opuszcza pojazd podczas takich włamań. W końcu ucieczka musi być możliwie najszybsza. Pierwsza lub druga kategoria nie brzmiała źle. Do pierwszej zaliczano zwykłych zjadaczy chleba w dobrym zdrowiu, a w drugiej znajdowały się osoby w dobrej formie fizycznej nierzadko posiadające przeszkolenie z zakresu walki wręcz lub obsługi broni.
Nawet jeśli byliby w kategorii trzeciej jak żołnierze z oddziałów specjalnych, zawodowi sportowcy czy antyterroryści to dziewczyna dalej powinna dać sobie radę. W końcu ona znajdowała się w kategorii czwartej. Była sprawniejsza niż niejedna gimnastyczka, a do tego jej wytrzymałość, siła i szybkość reakcji górowała nad tym, co mogła kiedykolwiek osiągnąć „normalna” dziewczyna o jej budowie. Zarówno pod względem pochodzenia, wyszkolenia, jak i predyspozycji należała do elity. Powinna sobie dać radę z grupką „zwykłych przestępców”. Zwłaszcza jeśli celowała w najwyższą ligę, to takie małe napady nie powinny stanowić dla niej problemu.
- Dam radę – opowiedziała po chwili milczenia – Wsparcie nie będzie potrzebne. Tylko wezwijcie na miejsce ekipę sprzątającą po tym, jak sobie z nimi poradzę. Nie muszą się spieszyć.
- Zrozumiano i powodzenia. Bez odbioru – odpowiedział kobiecy głos zaraz przed tym, jak połączenie się zakończyło.

Gdy była dostatecznie blisko zatrzymała motocykl. Nie miała zamiaru alarmować złodziei odgłosami silnika, rujnując przy tym kluczowy efekt zaskoczenia. Po zaparkowaniu w niedalekim zaułku zdjęła kask, odsłaniając sięgające do ramion nienaturalnie niebieskie włosy. Jeszcze raz sprawdziła, czy w pasie wszystko jest na swoim miejscu i założyła gogle z charakterystycznymi, purpurowymi soczewkami. Była gotowa do akcji, więc cały czas kontrolując oddech i ukrywając się, za czym tylko się dało, ruszyła bliżej miejsca zdarzenia.
Nie musiała biec długo, bo mimo ciemności nocy jej oczom ukazało się miejsce przestępstwa. Zresztą o dziwo bandyci nie ukrywali się przesadnie. Zupełnie jakby tylko czekali, aż ktoś złapie ich na gorącym uczynku. Przed witryną jednego ze sklepów w ciągu kamienic i obok dwóch motocykli stała czarna furgonetka ze zdjętymi tablicami rejestracyjnymi. Tylne drzwi pojazdu były otwarte, a pomiędzy nimi i witryną sklepową uwijało się dwóch mężczyzn pakujących do środka pojazdu torby pełne łupów. To sugerowało, że poza pojazdem muszą być co najmniej trzy osoby. Dziewczyna westchnęła i uruchomiła termowizję w goglach i kamuflaż stroju. Zarówno jej strój, jak i peruka znacznie pociemniały pozwalając jeszcze lepiej zlać się z otoczeniem.
Termowizja dostarczyła nowych informacji. Teraz wyraźnie widziała, że oprócz pracującego silnika samochodu dość ciepłe są również silniki motocykli, co sugerowało, że przybyły tu niedawno i prawdopodobnie należą do włamywaczy. Dodatkowo była pewna, że oprócz kierowcy i dwóch mężczyzn na zewnątrz jej przyrządy wykrywały dwie dodatkowe osoby w środku.
- Czyli pięciu – powiedziała cicho sama do siebie niezbyt zadowolona z tego cudownego rozmnożenia. Wstępny raport mówił o dwóch, ale tylu mogło być w momencie aktywowania się cichego alarmu, a dwaj pozostali musieli dojechać później. Chyba że operatorka po prostu nie zauważyła dwóch „nadmiarowych” złoczyńców. Paradoksalnie pomyłka operatorki byłaby lepszą wiadomością.
 Celowe działanie świadczyłoby, że włamywacze znają procedury i czasy reakcji w organizacji. To z kolei mogło znaczyć, że byli o wiele lepiej przygotowani, a co za tym idzie bardziej niebezpieczni. Słyszała, że przez ostatnie miesiące pojawiało się coraz więcej grupek znających się na rzeczy. Nawet pamiętała, że kilku jej znajomym nieźle się od takich grup oberwało, a nawet jakiś znajomy znajomego nie wrócił po konfrontacji do domu. Jednak ci znajomi nie byli na tym poziomie co ona. Dla niej poradzenie sobie nawet z niebezpieczną grupką nie powinno być problemem. Musiała tylko dobrze to zaplanować i modyfikując w głowie wszystkie ułożone wcześniej plany działania. Ilość i „jakość” bandytów była istotna, jednakże bez względu na wszystko dalej kluczowe było zachowanie efektu zaskoczenia. Dlatego w tym momencie robiła wszystko by pozostać niezauważona, zwłaszcza przez kierowcę. Panowie zajmujący się załadunkiem mieli teraz pełne ręce roboty, więc wypatrywanie musiało spoczywać na barkach pozostającego za kółkiem.

Gdy była dostatecznie blisko, wyjęła z zasobnika przy pasie plastikową kulkę, która w sam raz mieściła się w jej dłoni. Nacisnęła niewielki, jasny przycisk, a gdy ten zaczął pulsować fioletowym światłem, odczekała dwie sekundy i cisnęła nią w kierunku dwóch mężczyzn pomiędzy drzwiami samochodu a uszkodzoną witryną sklepową.
- Co do… – usłyszała głos jednego z nich zaraz po tym, gdy jej bomba świetlna stukając delikatnie o podłoże upadła między jego nogami. Bandyta nie zdążył powiedzieć nic więcej, gdyż przedmiot, na który patrzył, zaczął najpierw głośno piszczeć, by momentalnie wybuchnąć, wypełniając przestrzeń głośnym hukiem i oślepiającym, purpurowym światłem.
Ogłuszeni i oślepieni rabusie wydali z siebie głośne krzyki wymieszane z przekleństwami. Jeden z tych na zewnątrz stracił równowagę i wpadł na pakę furgonetki, a drugi oparł się jedną ręką o tylne drzwi, a drugą pocierał bolące oczy. Nie zdążył jednak dojść do siebie, bo w przestrzeń między samochodem a budynkiem wpadła zamaskowana dziewczyna, która od razu złapała mężczyznę za głowę i wymierzyła mu cios kolanem w szczękę. Bandyta upadł na chodnik, po czym niezgrabnie zaczął się gramolić do wnętrza furgonetki.
Vicky postanowiła nie zawracać sobie nim chwilowo głowy, również dlatego, że miała w tym momencie inne problemy. Dwaj mężczyźni znajdujący się we wnętrzu sklepu powoli doszli do siebie i wycelowali w dziewczynę lufy trzymanych w dłoniach pistoletów maszynowych. Nie wystrzelili jednak od razu, zapewne bojąc się, że przy ewentualnym spudłowaniu zranią kierowcę, lub któregoś ze swoich towarzyszy. Bohaterka postanowiła to wykorzystać i wrzuciła do środka kolejną bombę.
Jeden z mężczyzn po prostu zasłonił oczy, a drugi wyskoczył przez dziurę w witrynie i gdy sklep wypełniał filetowy blask, wylądował zaraz obok dziewczyny, próbując uderzyć ją pięścią w twarz. Jednak był zbyt wolny. Stanowczo zbyt wolny. Dziewczyna z gracją kocicy uniknęła pięści i usunęła się z linii ciosu. Mężczyzna niesiony bezwładnością wykonał kilka kroków, mijając swój cel. Natychmiast się odwrócił, jednak wtedy zobaczył zaciśniętą pięść w fioletowej rękawiczce, nieuchronnie zbliżającą się do jego twarzy. Uderzenie było na tyle silne, że stracił równowagę i zrobi krok w tył. Wtedy dziewczyna kopnęła go w brzuch na tyle mocno, że wpadł na zaparkowane obok motocykle, przewracając je.
- Spierdalajcie stąd!! – krzyknął bandyta, który dalej znajdował się w sklepie. Kierowcy nie trzeba było dwa razy powtarzać i już po chwili dało się usłyszeć pisk opon i wyższe obroty silnika.
- Nigdzie nie jedziecie! – krzyknęła dziewczyna i zgrabnym susem wskoczyła do środka, zanim auto zdążyło na dobre ruszyć z miejsca. Nie miała zamiaru dawać im uciec razem z łupem.
Gdy dotknęła stopami podłogi, musiała poświęcić chwilę na złapanie równowagi. Samochód gwałtownie przyspieszał, a drzwi same zatrzasnęły się za jej plecami. Dziewczyna rozejrzała się w środku. Było razem z nią trzech mężczyzn, chociaż ciężko było wliczać do tego kierowcę. Co prawda dwóch foteli z przodu nic nie oddzielało od części magazynowej, ale też nic nie wskazywało na to by miał on zamiar w żaden sposób uczestniczyć w walce. Była to o tyle dobra wiadomość, że liczba jej problemów zmniejszyła się do dwóch.
Jeden tych problemów stał, patrząc się na nią, rozmasowując obolałą szczękę. Miał na sobie kominiarkę, jednak dziewczyna mogła przysiąc, że się uśmiechał. W prawej dłoni trzymał wojskowy nóż i najwyraźniej bardzo chciał się boleśnie zrewanżować za to, jak rozpoczęło się ich spotkanie.
Drugi problem wydawał się mniej niebezpieczny. Nagłe przyspieszenie pojazdu wytrąciło go z równowagi i teraz na jednej z toreb pełnej kradzionej biżuterii. Nie był uzbrojony. Jeszcze…
Vicky nie miała zamiaru pozwolić na zmianę tego stanu rzeczy i wymierzyła solidnego kopniaka podnoszącemu się mężczyźnie. Ten splunął krwią i z jękiem upadł na torbę, z której przed chwilą się podnosił. Jego stojący na własnych nogach kompan nie chciał marnować czasu i zgodnie z oczekiwaniem dziewczyny zaatakował ją, próbując ugodzić ją nożem w brzuch. Nie ruszał się jak zwykły uliczny bandzior. Widać było, że każdy z nich miał jakieś przeszkolenie. Było to, owszem, zaskakujące nie mniej jednak żaden z nich nie miał z bohaterką szans w walce jeden na jednego. Dziewczyna z nadnaturalną gracją i szybkością zeszła z linii pchnięcia jednocześnie łapiąc napastnika za nadgarstek i uderzając go łokciem prosto w nos. Mężczyzna natychmiast złapał się za zasłoniętą kominiarką twarz i zaczął głośno krzyczeć.
W tym momencie auto skręciło gwałtownie sprawiając, że mężczyzna upadł, a i sama Vicky ledwo utrzymała równowagę. To próbował wykorzystać bandyta, którego wcześniej skopała i złapał ją za kostkę. Dziewczyna przewróciła się i upadła na pośladki, a ten, który to sprawi, rzucił się na nią, by przygwoździć ją swoim ciężarem do podłogi. Jednak podobnie jak wszyscy jego koledzy nie docenił nadnaturalnej szybkości i gibkości bohaterki. Zanim zdążył do niej dopaść, dziewczyna objęła go smukłymi udami, unieruchamiając razem z jego głową jedną z rąk i zacisnęła na mężczyźnie mocną klamrę. Ten zaczął wierzgać, jednak po chwili po prostu stracił przytomność.
Dopiero wtedy Vicky puściła mężczyznę, wstała z podłogi, jeszcze dla pewności raz kopnęła tego, któremu wcześniej prawdopodobnie złamała nos i ruszyła w kierunku kierowcy. Nie miała pojęcia, dokąd tak pędzili, przez miasto jednakże czuła, że gdzie by to nie było to nie będzie tam bardziej bezpieczna. Pędząca na złamanie karku furgonetka też nią była przesadnie bezpieczna, więc priorytetem było unieszkodliwienie kierowcy i zakończenie tej zwariowanej przejażdżki.
Gdy tylko udało jej się pewnie stanąć w trzęsącym się pojeździe, złapała za oparcia foteli i z gracją wślizgnęła się na siedzenie pasażera.
- Zatrzymaj się! Natychmiast! – krzyknęła stanowczo do kierowcy, licząc że jej posłucha. Użycie siły było w tym przypadku ostatecznością.
- Bo co? – zapytał bezczelnie, wbijając pedał gazu w podłogę. Furgonetka wydała z siebie głośny ryk i przyspieszyła jeszcze bardziej. Ciężko było powiedzieć, jak szybko jechali, ale na pewno było to zdecydowanie za szybko.
- Bo będziesz składał swoją szczękę skurwielu! Nie widziałaś, co zrobiłam z twoimi koleżkami? – wykrzyczała, jednak ten typ w kominiarce nawet na nią nie spojrzał.
- Odpowiedzialny kierowca powinien zawsze patrzeć na drogę, jeśli chce dojechać do celu – odpowiedział, skręcając tak gwałtownie, że siła odśrodkowa wepchnęła dziewczynę na drzwi.
- Co ty pier…? – zaczęła, jednak zanim dokończyła zdanie, bandyta z całej siły nacisnął na hamulec. Rozpędzony samochód praktycznie zatrzymał się w miejscu. Kierowcą szarpnęło mocno i pewnie, gdyby nie pasy oraz, to że osłonił głowę rękami, uderzyłby twarzą w kierownicę. Z tyłu było słychać jęki pozostałych dwóch mężczyzn, którzy razem z wypełnionymi biżuterią torbami uderzyli o oparcia foteli.
Vicky nie miała przed sobą fotela, czy kierownicy i nie miała czasu na żadną reakcję. Nie miała też zapiętych pasów. Od razu poczuła, jak w momencie, gdy samochód się zatrzymuje, ona odrywa się od fotela i pędzi w kierunku szyby. Mimo że całość trwała pewnie mniej niż sekundę to czuła jakby ten lot zajmował całą wieczność. Odruchowo zasłoniła rękami głowę, więc to najpierw tam poczuła, jak uderza w szybę. Nie mogąc nic zrobić, obserwowała skulona, jak przelatuje nad rozgrzaną maską auta po to, by w świetle reflektorów uderzyć o bruk, przetoczyć się po nim bezwładnie i ostatecznie uderzyć o stertę zostawionych pod śmietnikiem kartonów.

W głowie jej wirowało, ale na szczęście nie straciła przytomności, co nie znaczy, że była w dobrym stanie. Miała pełną świadomość, że taki upadek w normalnych okolicznościach skończyłby się śmiertelnie. Tym, co ją uratowało było wyszkolenie, łagodzący uderzenia strój, nadludzka wytrzymałość klasy czwartej i ogromne szczęście. Nie wyszła jednak z tego kompletnie bez szwanku. Miała wrażenie, że boli ją dosłownie każda cześć ciała. Szczególnie odzywał się prawy barki i lewa kostka. Mimo to dziewczynie udało się podnieść i na trzęsących się nogach przyjąć coś, co w założeniu miało być adekwatną do walki pozycją.
Sprzętowo też nie było najlepiej. Gogle leżały pęknięte gdzieś w połowie drogi między nią a samochodem podobnie jak niebieska peruka. Dodatkowo upadek sprawił, że uszkodziła telefon i zegarek, więc z posiłków nici. W tym momencie bardzo żałowała, że nie poprosiła wcześniej o jakieś wsparcie.
Na jej nieszczęście mężczyźni nie mieli zamiaru uciekać. Niespiesznie opuścili auto i weszli do zablokowanego przez nie zaułka między dwiema kamienicami, w którym dziewczyna byłą uwięziona. Szybki rzut oka wystarczył bohaterce, aby stwierdzić, że to ślepy zaułek, a jedynym sposobem na ucieczkę jest przebicie się. Musiała coś wymyślić i musiała zrobić to szybko.
- Mówiłem, że kurwa przeżyje – powiedział, któryś z mężczyzn, Vicky nie była pewna który, bo oślepiające ją światła reflektorów uniemożliwiały rozróżnienie poszczególnych sylwetek.
- Miałeś rację, takie są twarde. Ciekawe jak długo będzie się stawiać – rzekł drugi, jego głos wydawał się należeć do kogoś starszego i chyba rozpoznawała w nim kierowcę. Dziewczyna zagryzła wargę i pomimo pulsującego bólu spróbowała utrzymać się na nogach. W tym momencie nawet to nie było łatwe, a niedługo będzie trzeba robić znacznie więcej.
- Odejdźcie, bo będziecie zbierać zęby z chodnika! Już raz wam wpieprzyłam! Mogę i drugi raz! – krzyknęła butnie, chcąc ostatni raz spróbować zastraszenia, jednocześnie dyskretnie zajrzała do swojego zasobnika. Wiedziała, że jeśli dojdzie do walki, to nie będzie łatwo o wygraną, ale nie wszystko było stracone.
Mężczyźni zatrzymali się. Przez chwilę spojrzeli na siebie, jakby nie wiedzieli co zrobić, po czym w zaułku zaczął echem odbijać się ich śmiech. Dopiero gdy stali tak blisko zauważyła, że pozbyli się kominiarek.
- No to śmiało laleczko. Pokaż co potrafisz – rzekł pogardliwym tonem kierowca. Mężczyzna faktycznie starszy od dwóch pozostałych, co widać było, bo jego siwych włosach i zaroście.
- Żebyś wiedział, że pokażę skurwielu – wycedziła, zaciskając zęby i cisnęła przed siebie bombą świetlną, jednocześnie odwracając się do napastników plecami. W normalnych okolicznościach by sobie na to nie pozwoliła, jednak teraz nie miała gogli, które zawsze chroniły ją przed rozbłyskiem. Na szczęście krzyki i przekleństwa, które usłyszała za sobą, dobitnie świadczyły o tym, że jej nowy plan zaczyna się całkiem dobrze. Na tyle szybko na ile to było możliwe, obróciła się przodem do napastników, jednocześnie wyjmując zza pleców pałkę teleskopową. Metaliczny dźwięk dobiegający do jej uszu świadczył, że narzędzie jest gotowe do walki, a teraz trzeba było wybrać cel pierwszego ataku.
Najlepszym celem okazał się stojący na prawo od kierowcy młody, łysy bandyta z twarzą ubrudzoną krwią. Łatwo było się domyślić, że to właśnie jemu złamała wtedy nos. Teraz miała zamiar złamać mu coś jeszcze. Ignorując wszechogarniający ból, ruszyła w kierunku mężczyzny i z całym impetem w niego uderzyła. Taki atak zaskoczył go całkowicie, a że dalej był oślepiony, ogłuszony to szybko stracił równowagę i zwalił się na bruk. Wtedy dziewczyna wydała z siebie okrzyk i z całej siły pałką uderzyła goleń leżącego mężczyzny. Ten zawył z bólu, a Vicky uśmiechnęła się pod nosem. Mogła przysiąc, że usłyszała trzask łamanej kości.
Wreszcie droga ucieczki stała otworem, jednak w tym stanie bohaterka nie była w stanie zbyt szybko się poruszać. Pozostali dwaj mężczyźni mogli łatwo ją dogonić, a do tego pewnie mieli przy sobie broń palną. Wniosek był dla dziewczyny oczywisty. Jeśli ma mieć jakąkolwiek szansę na ucieczkę, to musi najpierw wszystkich unieszkodliwić i to szybko, bo cały czas pamiętała, że przy sklepie zostało dwóch motocyklistów, którzy w tym momencie na pewno szukają swoich kolegów po okolicy.
Z rozmyślań wyrwał ją drugi mężczyzna, z krótkim czarnymi włosami i krótkim wąsem. Nic nie mówiąc, wyjął nóż i zaatakował dziewczynę, chcąc ugodzić ją w brzuch. Mimo bólu i ran bohaterka uniknęła ciosu i uderzyła mężczyznę pałką w lewy bok. Ten lekko się skulił, jednak znaczny impet ciosu przyjęła na siebie kamizelka. Jednak mimo tego mężczyzna nie był w stanie wyprowadzić żadnej kontry, ponieważ dziewczyna błyskawicznie kopnęła go z całej siły w krocze. Bandyta cicho zajęczał i trzymając dłonie między nogami, opadł na kolana. Vicky nie marnowała czasu i od razu lewą ręką złapała go za głowę po to, by za chwilę kopnąć go kolanem w podbródek. To w zupełności wystarczyło, aby wąsatemu zgasło światło.
Rozkojarzona tym sukcesem nie zauważyła kierowcy, który uderzył ją pięścią w twarz. Cios nie był mocny, ale wystarczyłby zaskoczona i obolała dziewczyna zachwiała się i upadła. Kierowca już chciał kopnąć ją z całej siły w brzuch, jednak nie był ani tak szybki, ani tak sprawny, jak jego młodsi koledzy. Gdy robił zamach nogą, Vicky bez większego trudu przetoczyła się bliżej stojącego przy ścianie śmietnika, unikając ciosu.
- Co stary pierdzielu, chcesz żebym jeszcze coś pokazała? – spytała, wymachując  groźnie pałką. Nie liczyła, że go przestraszy. Po prostu chciała na chwilę zapomnieć o bólu i dodać sobie odwagi. Dwóch sprawniejszych już powaliła. Teraz został jej jedynie mężczyzna po pięćdziesiątce, z wyraźnym brzuchem.
Kierowca nie zdążył powiedzieć, co chciałby zobaczyć, bo oboje nagle usłyszeli dźwięk dwóch zbliżających się motocykli. W pewnym momencie dźwięki się urwały, a obok samochodu pojawili się dwaj ubrani w stylu „antyterrorysty” mężczyźni w kaskach, którzy od razu otworzyli do Vicky ogień z pistoletów maszynowych. Jak widać, nie chcieli dać dziewczynie okazji do przemyślenia sytuacji, w jakiej się znalazła.
Bohaterka zareagowała praktycznie od razu. Gdy grad pocisków zaczął pędzić w jej kierunku, ta natychmiast rzuciła się w kierunku stojącego w pobliżu metalowego kontenera na śmieci. To było w tym momencie jedyne, co mogło oddzielić ją od napastników i dać kolejną chwilę wytchnienia. Motocykliści nie bawili się w celowanie. Chcieli po prostu zasypać ją mrowiem pocisków. Słyszała za sobą dźwięki kul odbijających się od chodnika i ceglanych ścian kamienic. Jej szybkość i czas reakcji pozostawiały wiele do życzenia i wiedziała, że teraz to, czy dotrze za osłonę, zależało jedynie od jej szczęścia.
Niestety tego w tym momencie zaczęło jej brakować. Zaraz przed metalowym śmietnikiem jedna ze zbłąkanych kul drasnęła jej prawą łydkę, rozcinając obcisłe spodnie i pozostawiając po sobie krwawą szramę. Bohaterka upadła z łoskotem o chodnik jednak nie miała zamiaru się poddawać. Nie mogąc wstać przez obezwładniający ból obu nóg, zaczęła się czołgać w kierunku osłony. Niestety teraz to ona była zbyt wolna. Pierwszy doskoczył do niej kierowca, wymierzając mocne kopnięcie w bok. Vicky krzyknęła cicho, jednak to bynajmniej nie sprawiło, że mężczyzna przestał, bo po chwili kopnął ją kolejny i kolejny raz. Nie przerywał, a jedyne co mogła zrobić to zwinąć się i osłonić głowę rękami. Każde uderzenie było bolesne, jakby chciał się zemścić za komplikacje podczas skoku i poturbowanie jego kolegów. Dziewczyna jęczała głucho po otrzymaniu każdego kopnięcia, a z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Miała tego dość. Dość bólu, który coraz bardziej rozlewał się po jej ciele. Nie mogła już walczyć i opierać się.
- Przestań! Proszę! – krzyknęła w akcie rozpaczy. Nie spodziewała się, że to podziała, ale ku jej zdziwieniu kopniaki ustały.
- Taka byłaś twarda, a teraz prosisz. Kto nam się tu trafił? Jakaś młodziutka i słodziutka bohatereczka – rzekł ciągle, ciężko dysząc. Złapał dziewczynę, za jej niedawno jeszcze związane, ledwo sięgające do ramion, czarne włosy i pociągnął w górę, zmuszając do klęknięcia. Vicky syknęła z bólu i spojrzała na napastnika. Normalnie taki mężczyzna nie miałby z nią żadnych szans w walce jeden na jeden, ale teraz nie było normalnie. Teraz on się uśmiechał, a ona klęczała zapłakana, zastanawiając się co zrobić, by się uratować.
- Zostaw mnie. Wy nie możecie… – nie dał jej nawet dokończyć zdania, tylko od razu uderzył ja otwartą dłonią w policzek, cały czas mocno ściskając włosy. Dziewczyna jęknęła i złapała się za piekące miejsce. Najwyraźniej bandyci nie byli w nastroju do dyskusji.
- Mike kojarzysz może, która to? Ty się znasz na tych kurwach – rzucił w kierunku dwóch motocyklistów. Jeden z nich od razu zajął się przenoszeniem rannych kolegów do furgonetki, a drugi, zapewne Mike zbliżył się do kierowcy i zdjął kask i kominiarkę, odsłaniając szeroką szczękę i bujną blond czuprynę..
- Niech się zastanowię – rzekł, kucając blisko niej. – Zwykle wyglądają bardziej, no wiesz, godnie. To bez wątpienia nie jest to pierwsza liga ale chyba ją kojarzę.
- Pierwszej ligi nie wysyłają na głupi napad na jubilera – powiedział starszy i przysunął jej twarz bliżej swojego wspólnika. – Może trochę obita, ale dalej jest całkiem seksi. Też wydaje mi się, że miała wcześniej inne włosy.
Blondyn przytaknął i rozejrzał się wokół. Spojrzał na leżącą na chodniku niebieską perukę i rozbite gogle, po czym znów na dziewczynę i w końcu rzekł: – Już kojarzę. To Purple Flare. Nie pamiętam czy w bazie było jej nazwisko, ale to chyba jakaś bogata cizia.
Kierowca zarechotał dość głośno. Ciężko było powiedzieć czy ten pseudonim cokolwiek mu mówił, ale bez wątpienia sam fakt pochwycenia młodej bohaterki dawał mu dużo radości. Dziewczyna przełknęła ślinę. Już nie płakała, tylko patrzyła na mężczyzn ze strachem w oczach.
- No no. Trafiła nam się złota córcia milionerów. Nie wiedziałem, że mamy tutaj panienkę z elity ale i tak miło przywitać. Podoba ci się prawdziwe życie kwiatuszku? – spytał głosem pełnym aż zbyt oczywistej ironii. Dziewczyna nie prezentowała się teraz zbyt elitarnie. Jej czarne, proste włosy, mimo wcześniejszego związania były w całkowitym nieładzie, a drobna buzia z niewielkim noskiem brudna. Do tego uderzenie w twarz było na tyle mocne, że zaczerwienienie policzka było widoczne nawet pomimo jej dość ciemnej karnacji. Całości dopełniał rozmazany przez niedawne łzy makijaż.
- Zostawcie mnie - rzuciła, siląc się na pewny ton. Cały czas klęczała pokonana, patrząc z dołu na swoich oprawców, przez co jej głos musiał brzmieć bardziej żałośnie niż pewnie. Jednak mimo wszystko dziewczyna kontynuowała:
– Wszyscy na pewno będą mnie szukać. Tylko kwestia czasu jak mnie znajdą. Jedyne, co z tego wam przyjdzie to kłopo…
- Morda szmato! – warknął kierowca, ciągnąc ją za włosy. Dziewczyna po raz kolejny syknęła z bólu i złapała jego dłoń, próbując się oswobodzić. Na niewiele się to zdało bo zamiast rozluźnić uścisk, mężczyzna po raz kolejny zdzielił ją w twarz. To uderzenie było znacznie mocniejsze niż poprzednie bo poczuła na ustach słonawy smak krwi płynącej z pękniętej po ciosie wargi.
- Siedź cicho głupia cipko bo dostaniesz jeszcze raz- warknął, ciągle zatapiając palce w jej włosach...
- No dobra szefie – spytał blondyn, rozwiązując przy okazji wątpliwości co do tego, kto jest tu przywódcą, –laleczka ma trochę racji. Co z nią zrobimy?
Szef jedynie wzruszył ramionami. Mimo wieku i budowy niekojarzącej się ze zbytnią siłą był tym, którego Vicky bała się najbardziej. Spojrzał na nią z góry i ciągle trzymając ją za włosy, rzekł z obrzydliwym uśmiechem:
- Jak to co? Takie znudzone, bogate kurwy do niczego się nie nadają. Sama powiedziała, że tylko narobi nam kłopotu. Najlepiej będzie walnąć jej kulkę w tę uroczą główkę, wrzucić do tego śmietnika tutaj i spierdalać.
Vicky zamarła, a jej oczy otworzyły się szeroko z przerażenia. W tym momencie zdała sobie sprawę, że to nie jest zabawa. Mężczyzna bez wątpienia nie żartował i nie mówił tego tylko po to, żeby ją nastraszyć. W tej chwili pierwszy raz w swojej superbohaterskiej karierze była przekonana , że jej życie jest zagrożone. Do tego momentu wszystko przychodziło łatwo. Purple Flare z gracją gromiła gangsterów, wzbudzając podziw tłumów, szacunek innych bohaterów i zainteresowanie Organizacji. Za każdym razem, gdy wychodziła na patrol i zaczynała się akcja czuła potężny przypływ adrenaliny i endorfin. Wiedziała, że jest lepsza od innych i zadając im ból, bawiła się doskonale. W końcu każdy, kto stanął jej na drodze, był bandytą i na to zasługiwał. Dodatkowo był od niej słabszy i nie miał prawa jej pokonać. Teraz klęczała pobita i pokonana, bo wydarzyło się coś, co nie miało prawa się wydarzyć.
Blondyn bez słowa wyjął pistolet i przyłożył go do głowy ciągle trzymanej na za włosy dziewczyny. Gdy poczuła tę zimną lufę, jej serce jakby stanęło. Z pełną brutalnością tego faktu dotarło do niej, że to może stać się naprawdę. Że to może być koniec. To już było za dużo.
- Poryczała się. Cudownie – stwierdził lakonicznie kierowca. Blondyn spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
- Sprzątnąć ją szefie? – zapytał.
- Poczekaj chwilę. Ona chyba próbuje z siebie coś wydusić. Coś masz mi do powiedzenia laleczko? – spytał, kucając zaraz przed nią, ciągle trzymając za włosy i spoglądając w zalaną łzami twarz.
- Proszę… Nie rób tego. Błagam… – ledwo wydusiła z siebie złamana fizycznie i psychicznie dziewczyna. Nie chciała już ich pokonać, nie chciała ich aresztować. Nie ważne były rankingi i sława. Jedyne czego teraz chciała to wrócić do domu, w którym była bezpieczna, wziąć i położyć się w świeżej pościeli. Chciała, żeby to się skończyło, żeby już nie czuć tego strachu i bólu. Chciała po prostu przeżyć.
- Nie? Niedawno sama nam tym groziłaś. Czemu niby mielibyśmy nie przestrzelić Ci tej ślicznej główki? – spytał, a dziewczyna pociągnęła nosem. Nie była w stanie wydusić z siebie nic sensownego.
- Proszę. Puśćcie mnie. Ja nic wam nie zrobię. Wrócę do domu – wyszeptała, łkając. Szef spojrzał na nią, a później na blondyna po to, by znów przenieść wzrok na swoją ofiarę. Młodej bohaterce to spojrzenie nie podobało się ani trochę, a gdy mężczyzna uśmiechnął się szeroko, to aż się wzdrygnęła.
- Dobrze laluniu – powiedział – Puścimy cię wolno, ale najpierw pokażesz nam, że potrafisz być grzeczna. Zrozumiano?
Vicky nie odpowiedziała, a jedynie pokiwała głową. Walka i opór nie miały sensu. Jedyne co mogła robić to się słuchać i grać na czas. Mężczyzna czasu bynajmniej nie marnował. Puścił włosy dziewczyny i wyciągnął z pochwy sporej wielkości, wojskowy nóż.
- Na początku masz się nie ruszać – rzekł powoli, jakby chciał, żeby wszystko zrozumiała. – Jeżeli podniesiesz swoją rączkę choćby trochę, to Mike od razu rozwali ci tą śliczną główkę.
Dziewczyna znów jedynie przytaknęła, a mężczyzna lewą dłonią sięgnął ku jej szyi. Nie objął jej, jednak tylko złapał za suwak jej kurtki i delikatnie pociągnął go w dół. W ciszy nocy rozległ się charakterystyczny dźwięk, gdy zamek sunął powoli w dół, najpierw tworząc dekolt pod szyją dziewczyny, a później powiększał się, odsłaniając coraz więcej oliwkowej skóry. Vicky na początku wzdrygnęła się i odruchowo chciała złapać mężczyznę za nadgarstek, jednak od razu w głowie zabrzmiały jego wcześniejsze słowa. Cały czas czuła lufę przyciśniętą do jej głowy i wiedziała, że dotrzymają obietnicy. Nie było najmniejszego sensu ich testować, zwłaszcza że teraz zależało jej tylko i wyłącznie na przetrwaniu. Klęczała, patrząc w oczy rozpinającego jej kurtkę mężczyźnie, licząc na to znalezienie w nich chociaż odrobiny litości. Nie znalazła nic.
W końcu rozpiął obcisłą wzmocnioną, kurtkę z purpurowego, skóropodobnego materiału do końca, a jej poły rozchyliły się na boki, odsłaniając wyrzeźbiony brzuch dziewczyny teraz oszpecony kilkoma sporymi siniakami. Pod kurtką miała jedynie czarny, sportowy stanik.
- No, no. Piękne ciałko. Uwielbiam dziewczynki z bogatych domów. Są tak ładnie hodowane – powiedział z uśmiechem, dotykając przy tym końcówką ostrza skóry dziewczyny. Vicky wstrzymała oddech, gdy tylko poczuła pod mostkiem delikatne ukłucie. Nie tak mocne, by przebić jej skórę, jednak na tyle wyraźne by zdawała sobie sprawę ze swojej sytuacji. Była tak przestraszona, że nie zauważyła powrotu drugiego z motocyklistów. Ten już nie miał ani kasku, ani kominiarki. Był łysy, a jedyną cechą jego twarzy, jaka rzucała się w oczy, była obrzydliwa blizna na policzku.
- Szefie zaniosłem chłopaków do furgonetki – oznajmił, podchodząc. – Wow, widzę, że zabawa się rozkręca – dodał, gdy tylko zza pleców blondyna dostrzegł klęczącą bohaterkę.
- Jak najbardziej. Gliny nie zjechały, to znaczy, że laleczka wzięła nas za leszczy, kazała im nie przeszkadzać. Przyjadą dopiero posprzątać. To nam da jeszcze trochę czasu. Możemy się rozkręcić- powiedział szef, powoli przesuwając ostrze po skórze dziewczyny tak, że w końcu zahaczyło o materiał stanika. Vicky ciągle klęczała z lufą przy głowie. Jej oczy były szeroko otwarte, a wargi drżały. Ostrze przesuwało się wyżej, coraz bardziej napinając materiał jej bielizny. Do uszu wszystkich dobiegł cichy trzask pękających nitek. Dzierżący nóż mężczyzna musiał właśnie na to czekać. Jednym, zdecydowanym szarpnięciem rozciął materiał, ujawniając nieduże piersi dziewczyny o wręcz idealnym kształcie i małych, ciemnych sutkach.
- No patrzcie chłopcy. Tak wyglądają elitarne cycuszki. Widzieliście kiedyś na żywo?- powiedział, śmiejąc się, a pozostali mu zawtórowali. Wyciągnął dłoń i złapał jedną z piersi, po czym ścisnął ją mocno i zaczął miarowo ugniatać. Dziewczyna pisnęła cicho, a łzy dalej ciekły jej po twarzy jednak mimo tego nawet nie drgnęła.
- W dotyku też rewelacyjne. I twarde i milutkie, a do tego ta gładka skóra- ględził, macając. – Mogłabyś z takim ciałem spokojnie zostać modelką. Wrzucać fotki do Internetu i zarabiać na plotkach o tym, komu obciągałaś na imprezie. Nie wyszłabyś na tym źle.
Vicky klęczała ze spuszczoną głową, a jej serce waliło jak oszalałe. Mieszanka strachu i wstydu sprawiała, że najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Najgorsze było to, że ścieżka kariery proponowana przez tego starszego faceta wcale nie wydawała się taka zła. Zwłaszcza jeśli mieć na uwadze sytuację, w której teraz się znalazła.
- Co milczysz? Zapomniałaś języka w gębie? – spytał mężczyzna, zerkając na swoich kompanów- Oby nie bo mam zamiar z niego skorzystać.
Po tych słowach zarówno blondyn, jak i bliznowaty zaśmiali się głośno. Wyglądali, jakby wiedzieli, co ma się stać i nie mogli się tego doczekać. Vicky wcale by się nie zdziwiła, gdyby okazało się, że nie jest pierwszą bohaterką, z którą się tak zabawiali. Szef w tym czasie rozpiął spodnie i bezceremonialnie wyjął na wpół sztywnego penisa.
- Co cipko. Chyba wiesz co robić prawda? – zapytał, trącając nim wargi klęczącej przed nim dziewczyny. Ta wzdrygnęła się i odsunęła twarz.
- Nie chcę...- zaczęła cicho, ale praktycznie od razu po raz kolejny dostała otwartą dłonią w twarz.
- Potraktuj to jako ostanie ostrzeżenie- warknął. Jego głos był tak lodowaty, że dziewczyna natychmiast przełknęła ślinę. Spojrzała mu w oczy i delikatnie pokiwała głową na znak, że rozumie. Szef zdecydowanie nie był w jej typie. Na oko był ponad dwa razy starszy od niej, a ani jego twarzy, ani figury nie można było określić mianem atrakcyjnych. Już sama myśl o tym, że mogłaby coś z nim zrobić, wzbudzała w niej odrazę, jednakże ta odraza była niczym w porównaniu do strachu o własne życie. Zrezygnowana i załamana zbliżyła usta to penisa i dotknęła wargami główki. Przełamując obrzydzenie, otworzyła szerzej usta i objęła nimi penisa. Czuła jak zaczyna w nich rosnąć i sztywnieć. Bez jakiegokolwiek poganiania zaczęła poruszać miarowo głową, jednocześnie dając przyjemność stojącemu nad nią bandycie.
- Całkiem niezła jest. Chociaż przydałoby się, żeby włożyła w to więcej życia – stwierdził przyglądający się temu blondyn. Bliznowaty zaśmiał się cicho.
- Może jeszcze nie kuma, że od tego, jak nas obsłuży, zależy ile życia jej zostanie – stwierdził z obrzydliwym uśmiechem na twarzy. Dziewczyna zastygła na chwilę w bezruchu. Słowa bliznowatego sprawiły, że poczuła się jakby dostała obuchem w głowę. Wszystkie jej umiejętności i wiedza nie miały znaczenia. Liczyło się tylko to, ile da im przyjemności. Całe jej życie zależało teraz od tego, jak będzie obciągać. To z jednej strony ją załamało ale z drugiej zmotywowało do działania. Musiała w końcu grać na czas. Na powrót zaczęła ruszać głową, chcąc dać szefowi więcej przyjemności, a jego jęki i śmiechy pozostałych świadczyły o tym, że idzie jej dość dobrze. Z każdą chwilą coś w niej pękało i stopniowo porzucała własną godność. Pracując głową, coraz mocniej spojrzała stojącemu nad nią bandycie w oczy i wsunęła jego penisa sobie w usta tak głęboko, że brodą dotykała jąder. Jednocześnie ciągle poruszała językiem.
- Oooo taaak laleczko. Chyba właśnie zaczęłaś myśleć- zamruczał właściciel kutasa, który znajdował się w ustach bohaterki, a jego kompani cały czas się cicho śmiali. Vicky jednak nie zwracała na to uwagi. Nieprzerwanie pracowała głową mocniej, sama pieprząc swoje usta penisem przywódcy bandziorów. Słyszała, jak mężczyzna stęka coraz głośniej, pewnie będąc pod coraz większym wrażeniem jej umiejętności. W normalnych okolicznościach uwielbiała, gdy facet tak reagował. Dbała o to by facet, którego wybrała na daną noc, miał pewność, że nie mógł trafić na lepszą zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i umiejętności. W tej chwili każdy gram satysfakcji i podniecenia, jaki mogła dla siebie znaleźć, był przykrywany toną strachu i obrzydzenia. A mimo to robiła, to co robiła, najlepiej jak potrafiła.
Jednak jak na złość mężczyzna nie dochodził, a zmęczenie i wszechogarniający ból coraz bardziej dawał jej się we znaki. Jej ruchy stawały się wolniejsze, a oczy zaczęły zachodzić mgłą. Jednak i na to jej oprawca znalazł sposób.
- Spokojnie malutka pomogę ci – powiedział nawet miłym głosem, po czym złapał ja za głowę. Jego palce wbiły się mocno w jej czarne włosy, a gdy uchwyt stał się odpowiednio mocny, po prostu dopchnął z całej siły jej twarz do swojego krocza. Wcześniej też cały penis znajdował się w jej ustach, ale teraz tempo, które mężczyzna jej narzucił, było znacznie bardziej wymagające niż to, które nadała sobie sama. Chciała złapać biodra mężczyzny i je odepchnąć jednak pamiętała, co może się stać, gdy stawi jakikolwiek opór. Jej ręce najpierw podniosły się delikatnie po to, by zaraz opaść. Jedyne co mogła zrobić to coraz bardziej rozpaczliwe próby złapania powietrza. Jednak szybkość i siła z jaką gwałcone były jej wargi, nie pozwalała nawet na to. W głowie już i tak wyczerpanej walką, otrzymanymi razami i utratą krwi zaczęło wirować, jej wzrok stawał się coraz bardziej zamglony. Czuła, że z każdą sekundą zbliża się do utraty przytomności. Bała się tego, bo nie wiedziała co się z nią stanie, gdy po prostu padnie na bruk, jednak nawet strach nie był w stanie dodać jej sił. Zbliżała się do granic wytrzymałości.
Na jej szczęście mężczyzna, który w tej chwili zadowalał się jej ustami, też był u swoich granic. Jego oddech stawał się coraz głośniejszy i bardziej przerywany. Ruchy jego bioder stawały się wolniejsze. W końcu dopchnął się do końca w usta Vicky i trzymał ją tak, zatykając jej nos swoim brzuchem. Jeszcze raz cicho jęknął i nagle dziewczyna poczuła, jak dochodzi jej prosto do gardła. Chciałaby to wypluć jednak jej głowa ciągle była przyciśnięta do krocza mężczyzny. Połknęła każdą kroplę.
- Oooo taaaak, doskonale – powiedział, odpychając dziewczynę od siebie. Nie był przy tym przesadnie delikatny więc ta po prostu opadła na chodnik.
- Jak chcecie się zabawić to śmiało- dodał, gdy jego oddech się uspokoił. – Zróbcie z nią co chcecie. Byle szybko, zanim zjedzie się tu psiarnia.
Obaj przytaknęli, po czym blondyn schował broń i złapał czarne włosy dziewczyny. Nie siląc się na delikatność, pociągnął za nie w górę, zmuszając do ponownego przyjęcia pozycji klęczącej. Ta cały czas ciężko dyszała, a jej serce biło jak oszalałe. Chciała, żeby to się skończyło, ale nie podobało jej się, do jakiego końca to zmierza.
- Co z nią zrobić po? – spytał bliznowaty szefa, gdy jego kolega wolną ręką rozpinał sobie spodnie.
- Mam to w dupie. – starszy mężczyzna wzruszył ramionami – Możecie ją zabrać ze sobą jako ruchadełko, a możecie po sprawie ją kropnąć i wyrzucić. Wisi mi to.
Oczy Vicky rozszerzyły się, gdy to usłyszała. Czuła, że może do tego dojść jednak sposób, w jaki to zostało zakomunikowane, sprowadził ją na samo dno rozpaczy. Panika na nowo wzbudziła w niej wolę walki. Chciała się wyrwać i uciec jak najdalej od swoich oprawców jednak obolałe ramiona ledwo się podnosiły. Próbowała krzyczeć ale z popękanych ust i mocno użytego gardła nie był w stanie wyjść żaden głośniejszy dźwięk. Blondyn nic nie robił sobie z jej oporu, tylko przysunął penisa do jej twarzy, chcąc wsunąć go pomiędzy rozchylone i ledwie słyszalnym szeptem wołające o pomoc wargi.
- Co do ku… – rozległo się nagle z ust szefa, zaraz po tym, gdy odwrócił się w kierunku furgonetki po to, by za chwilę oderwać się gwałtownie od podłoża i z impetem uderzyć o ceglaną ścianę kamienicy. Po tym przedwcześnie zakończonym locie mężczyzna tylko zajęczał i niczym szmaciana lalka z łoskotem upadł na chodnik. Pozostali natychmiast odskoczyli od dziewczyny, która bezwładnie opadła na bruk zachłannie łapiąc powietrze. Ledwo widziała na oczy, jednak zdawało jej się, że w oślepiającym blasku reflektorów dostrzega zarys prawdopodobnie męskiej sylwetki ubranej w jakąś dość obszerną bluzę z kapturem. Kimkolwiek by ten ktoś nie był, to bez wątpienia nie należał do znajomych zabawiających się z nią bandytów.
Ledwie Viky dotknęła głową chodnika, a zakapturzony mężczyzna błyskawicznie doskoczył do bliznowatego. Jednym nadludzko silnym ciosem przebił się przez uniesioną w pośpiechu gardę i złamał przestępcy szczękę. Gdy bliznowaty upadał, dusząc się swoją krwią blondyn, jedną ręką podtrzymywał spodnie, a drugą sięgnął po pistolet. Nie celując zbyt długo, oddał strzał w kierunku tajemniczego napastnika. O dziwo spudłował.
Oczy Vicky powoli się zamykały, a na twarzy malował się uśmiech, gdy tracąc przytomność, widziała pięść zbliżającą się do głowy blondyna. Wszystkie emocje nagle odpuściły. Nie musiała już walczyć. Nie wiedziała, kim jest jej wybawca, ale była pewna, że jak teraz zamknie oczy, to z pewnością znów je otworzy. Była uratowana.

Ten tekst odnotował 21,108 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.2/10 (37 głosy oddane)

Komentarze (11)

+1
-2
Chętnie dowiem się co dalej. Daję 8 na zachętę
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Hej, a czy mógłbyś proszę dać jakieś separatory pomiędzy akapitami? Ciężko się bez tego czyta, zwłaszcza tekst na dłużej niż 15 minut.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-5
Hymmm....co autorowi odbiło?🤔
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Sheldon mało kto ma ochotę pisać wciąż to samo :-)
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
0
Przepraszam za brak przerw. Nie zauważyłem, że po przeniesieniu tekstu między kilkoma formatami się gdzieś zagubiły. Jeśli chodzi o sam tekst to faktycznie chciałem napisać co innego i nawet nieźle się przy tym bawiłem. Możliwe są przyszłe kontynuacje i zrobienie z tego serii bo jakiś ogólny pomysł mam, ale to będzie przede wszystkim zależeć od zainteresowania ewentualnym ciągiem dalszym.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Teedud spodziewałem trochę innego kierunku 😃.
Zobaczymy co przyniosą dalsze części
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Cześć Slaanesh. Nie jestem fanem tego typu futurystycznej fabuły, chociaż twoja pisarska wyobraźnia jest bez zarzutu. 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
0
Między innymi przez te elementy trochę obawiałem się publikacji. Wiem, że nie każdemu taka "otoczka" może się podobać zwłaszcza w połączeniu z erotyką. Osobiście uwielbiam fantastykę i realia inne niż "nasze", które rodzą się w głowach różnych autorów.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
Świetne. A co do zakończenia to jednak już się rozmarzyłem, ze ratunek nie nadejdzie 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Nie zawsze ma sie tyle szczęścia, że nadchodzi 🙂 Tutaj akurat od początku planowałem to z opcją ocalenia bo wtedy łatwiej o ewentualną kontynuację.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-6
Dobry początek, środek interesujący, koniec nieco gorszy.
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.