Ilustracja: Sarka Jonasova

Sen o czerwonym kapturku

18 lutego 2022

Szacowany czas lektury: 14 min

Przyśniło mi się, że jestem… Czerwonym Kapturkiem! Wiem, wiem… snami da się sterować… więc chyba stąd to marzenie senne?

Ja, biedne, bezbronne dziewczątko, muszę iść sama, przez ciemny, groźny las! A co, jeśli napadną mnie jacyś zbójcy?
Moja spódniczka jest oczywiście… czerwona. Jaka rozkloszowana! Wystarczy lekki zefirek, a ona już fruwa w górze, niczym żagiel na wietrze! Jakby postawiła sobie za cel, zdradzenie wszystkim, cóż takiego mam pod kiecką…

Moje szpilki też są czerwone. Ależ mają wysoki obcas! Istnie „dziwkarski”! Co sobie pomyślą o mnie jacyś panowie, gdy spotkają mnie tak wystrojoną w tym lesie? Chyba nie to, że jestem gotowa się „puszczać”… „Puszczać” – „puszcza” – jakże blisko są te wyrazy…

W tych szpileczkach nie mogłabym za bardzo uciekać przez zbójcami… przed nikim bym nie mogła! Na takich obcasach? Szybko zostanę dopędzona! A zatem jestem zdana na łaskę i niełaskę pierwszego lepszego napastnika… Cóż… nie napawa to optymizmem, dla mojej czci niewieściej…

Uciekać będzie mi trudno także z powodu koszyka, który targam. Są tam wiktuały dla babuni, więc nie mogłabym go stracić… Tak… nie pobiegnę zbyt szybko, goniona przez agresorów… I co wtedy? Pozostanie mi jedynie... im ulec?

Ależ śliczne mam na nóżkach pończoszki! Cieliste. Zakończone finezyjnymi, koronkowymi manszetami… W pończochach zawsze czuję się tak kobieco… seksownie. Ale… ale… gdy podwieje mnie wietrzyk, pończoszki nie osłonią mi tego co mam pod spódniczką…
Nie osłoni jej też bieluśka, falbaniasta haleczka… Ona takoż jest rozkloszowana, jakby uszyta została po to, by nie okrywać, a odkrywać me dziewczęce sekrety…

Cóż mi pozostało. Drżąc, z mocno bijącym serduszkiem, bieżę przez knieję. Takie gęste te zarośla! Czuję, mam wręcz pewność, że spod nich coś gapi się na mnie! Na mnie?! Gapi się prosto pod spódniczkę! Jak tak można czynić biednemu dziewczęciu?! Czy to się gapią leśne skrzaty? Czy niesforny zajączek?! Nie wiem! Ale czuję ten wzrok! Na udach! Na mojej myszce! Cóż, że mam skąpe majteczki! Ale one są prześwitujące! Leśni podglądacze doskonale widzą kształt mojej szparki! Ach ja biedna!
A co jeśli opowiedzą o wszystkim zbójom?! Zbóje połakomią się na moją „fretkę”… I co?! I będę musiała im ją pokazać! O Boże! Ja bezbronna… Będę zadzierała do góry spódniczkę… byle tylko zbójcy mogli sobie obejrzeć moją „łasiczkę”… Ale… Czy na oglądaniu poprzestaną?!

Jak dobrze, że już skończyły się zarośla! Wokół olbrzymie dęby! Ojej, jakie gęste konary! Tu teraz ktoś gapi się na mnie z tych gałęzi! Kto?! Skrzaty leśne? Puchacz? A może zbójcy?!
Ktoś wyraźnie zagląda w mój dekolcik! Stamtąd, z góry, ma rewelacyjny punkt obserwacyjny! Dlaczego ja założyłam tę bluzeczkę?! Daję im teraz doskonały wgląd na moje cycusie! To prawda, że chroni je koronkowy staniczek… ale za mało! Widzą dobrze moje półkule… Jak to źle być taką cycatą dziewoją! Ciągle gapią się na moje zderzaki! Rozumiem, że we wiesce. Ale tu? W ostępach leśnych?!
A co będzie, jeśli nie tylko zechcą się gapić?! Co jeśli zostaną narażone na zniewagę? Jak wtedy, gdy dwóch parobków zaciągnęło mnie w krzaki, gdym wracała z młyna? Przecie tak wymiętosili moje „donice” że aż żem piszczała! Kto wie, co by mi zrobili, gdyby nie zawołał ich młynarz?
Tacy zbójcy to pewnie mogliby mi pognieść moje „dynie” jeszcze srożej niż te parobki!

A w tym lesie, nie tylko zbóje. I wilk, o którym ciocia mówiła, że ma wielki ogon. I leśniczy, i drwale, którzy pono pracowici są wielce. Spotkała ich pono Hania, gdy poszła do lasu na grzyby. Wróciła dopiero po drugiej niedzieli!

A w tym lesie, nie tylko zbóje. I wilk, o którym ciocia mówiła, że ma wielki ogon. I leśniczy, i drwale, którzy pono pracowici są wielce. Spotkała ich pono Hania, gdy poszła do lasu na grzyby. Wróciła dopiero po drugiej niedzieli!

Ech… ci drwale, co to rąbią i… rżną! Co oni tam mogą przerżnąć? Przerżnąć… zerżnąć… Dlaczego takie słowa kołatają się po mojej główce? Może dlatego, że gdym na jarmarku spotkała kiedyś drwala, to on takie słówka do mnie prawił? Czego on wtedy ode mnie chciał? Chciał, bym poszła z nim do drewutni zobaczyć, jakie tam są konary. Zgodziłam się i już z nim szłam, ale mnie odwołała mamusia. Potem mnie przestrzegała i straszyła, że mogłabym w tej drewutni co stracić… Że niby wianek. No ale to ja przecie nie miałam wtedy na głowie wianka…
Innym razem widziała ja drwali, a może cieślów, jak stawiali przy dworze stodołę. Też mnie wołali:
- Chodź do nas panienko! Chodź!
- Ale po co ja wam? – odrzekłam.
- Uuuu! – aż zawyli – chodź, to się dowiesz po co! Masz taki ładny fartuszek i spódniczkę, to nam je z bliska dokładnie pokażesz.
- A co wyście takie ciekawe mojej spódniczki? – zapytałam się i z daleka chwyciłam za kieckę.
- A no bo byśmy sprawdzili, czy tam nie ma jakiejś dziurki!
A to jakie z nich fagasy! Moja nowiuśka spódniczka… czyściutka i eleganto wyprasowana. Ale, ale… czy oni nie pomyśleli o innej dziurce? A to nicponie! A to się z nimi podrzaźniłam:
- A jakby tu i była jakaś dziurka, to co?
- To my fachowce! Jużbyśwa ją fachowo zatkali!
Tak się domagali, żebym do nich przyszła, żem w końcu im to obiecała. Że będę zaraz, jak będą mieli fajrant. Ale się uradowali! Śmiali się. Gwizdali. A ja ich oszukałam! I nie przyszłam, mimo, że na koniec się zarzekałam, że obiecuję. Powiedzieli, że jak nie spełnię obietnicy, to mi tego nie zapomną!
No i teraz, w tym lesie, jak mnie dorwą, a pono właśnie robią tu wycinkę, to co takiego mi zrobią? No Hania nie wracała wtedy z lasu dwie niedziele… Czy oni jej może jaką krzywdę zrobili?
No teraz Hania chodzi z brzuszyskiem, wielkim jak bęben. A przeca nie ma narzeconego…
I gadajom, że nikt z Hanką tera się nie bedzie żenił!

Ło matko! A jakby mnie co zmajstrowali? Czy ja też chodziłabym z takim brzuchem, jak Hania?

A o gajowym to co gadają? Ano to, że ma ponoć jakąś straszną i wielką flintę, to wiadomo… A to, że jak panny idą na grzyby albo jagody, to winny się go wystrzegać? No ale dlaczego wystrzegać się?  
Matka gadali co Kaśka, nie dość, że bez koszyczka wróciła, to i bez czegoś tam jeszcze… Bez czego? No i wracała w okropnie porwanej spódniczynie… A wiadomo co tam było? Może gdzie w krzakach rozdarła? Pono była przestraszona, jakby ją kto napadł i krzywdę wielką zrobił i gadała tylko, że gajowy ma rzeczywiście wielką flintę i że jak którąś dziewkę na cel weźmie, to już po niej… Że taka gruba lufa, że aż strach… a jak wystrzeli… Siwy dym!
Potem ploty szły po wsi, a to, że Kaśka już bez wianka chodzi… a to że już niedługo się jej brzuch zaokrągli…

Po tym co Kaśka gadała, zaraz stara Maciejowa, stara bo ma już wiosen ze czterdzieści – wdowa poszła w las. Podobno, jak na grzybobranie – straśnie elegancko się ubrała. Odświętna kiecka, czerwone kozaczki se nawet sprawiła.
Wróciła późno i to dopiero na drugi dzień. Ta nie miała za mocno podartej spódnicy, ale całą, jakby poplamioną, zbrukaną.
Uśmiechała się, gdy przyznawała, że gajowy ma naprawdę ogromniastą, ale to ogromniastą flintę. Mówiła: – Jako żyję, takowej nie widziałam! Nawet u żołnierza… A przecie trzy lata temu we wiesce stacjonowała kupa wojska. A jak ten gajowy wprawnie nią włada! Aż nie do wiary!
No i co ta Maciejowa miała na myśli, jak mówiła, że flinta może parę razy wystrzelić?

No i całe plecy miała Maciejowa w jakimś mchu i igliwiu. Ale strasznie zszargana była ta bluzeczka. Ciekawe dlaczego? Na plecach się czołgała?
Choć ten mech miała też na wysokości kolan. To na klęczkach tam po lesie chodziła?
Jak ją zapytałam, ta się tylko uśmiechała i mówiła:
- Jak pójdziesz do lasu, to sama się przekonasz, najlepiej załóż bluzkę i kieckę z mocnego materiału…

Gajówka już tu blisko, jak nic natknę się na pana gajowego. Czy potem też, z jakiegoś niewyjaśnionego powodu – moja spódnica będzie porwana, jak u Kaśki, czy poplamiona, jak u Maciejowej?

Tuż przed leśniczówką narwałam w podołek nieco jagód. Właśnie wtedy przyłapał mnie – on!

- Panie leśniczy… ale ja narwałam tylko trochę tych jagódek…

- O! To niebywałe przestępstwo! To pański las! Własność dworu! Za to, wiejska dziewucho czeka cię sroga kara!Kara odpowiednia dla takich dziewek! Zadzieraj spódniczynę…  

- Ale kiedy mi matuchna nakazała srogo – przed chłopami – nie unosić kiecki…

- Kara cię nie minie! Podciągaj kiecę! Wypinaj siedzenie…

- Ale kiedy mi matuchna nakazała srogo – nie nadstawiać tyłka przed nieznajomymi…

- No i co? Słuchałaś się matuli?

- Słuchałam…

- Nie podnosiłaś kiecy przed żadnymi jegomosciami…

- A no nie… no może z raz…

- Z raz?!

- No może i ze dwa…

- Ze dwa?! A co to za chłopowiny mieli sposobność pozierać pod twą kiecuszkę?

- A no takich dwu parobków… co to przydybali mnie wedle potoka…

- Jakże to było żeś tak łacno się zgodziła?  

- A no nastrasyli mnie, że nie przepuszczom mnie przez kładkę i że na noc ciemną do dom wrócić nie zdołam…

- A to pewno zaglądnęli ci miedzy nóżęta…

- Oj… zajrzeli…

- A nie nastawali, żebyś ich przed nimi grzecznie rozłożyli…

- Oj panie leśniczy! Gadacie tak, jakbyście by tam i wy byli…!

- I co dalej?! Nie zamoczyli aby ci tej twojej spódniczki, ani tego gniazdka co pod nią skrywasz…

- Oj, ani chybi cóś wszetecznego rychtowali się zmajstrować… rychtowali, jak słońce na niebie!

- No i zrychtowali?!

- Dziękować wszytkim świętym – nie. Naszła samo Maciejowa… i parobków zgoniła ze mnie…

- Całe szczęście tu Maciejowa nie zawita – pod wąsem zamamrotał leśniczy. – Mówiłaś dzieweczko, że matula zabroniła też ci wypinać zadka. I aby na pewno ty jej posłuchałaś…

- Oj. Pan to tak wszystko chcą wiedzieć. Nie mam si e czym chwalić… nie posłuchałam… raz…

- Raz?!

- Raz… abo i dwa nie posłuchałam….

- Opowiadaj dziewko!

- Ano dorwali mnie hajduki, jak szłam na targ…  

- A drugi raz?

- Ano, jak wracałam z targu…

- Też hajduki?!

- Ano hajduki… ale był z nimi jeszcze ten pachołek… ze dwora….

- i Co? Grzecznie wypinałaś zadka?

- Ano tak… ale dopiero za drugim razem…

- A co było za pierwszym, jak się nie zgodziłaś?

- Ach… cóż takie nietęgie… dziewczę jak ja… mizerota, może począć przeciwko takim osiłkom… mocarzom… może tylko wywieszać białą flagę, ostać się ujarzmioną…

- A zatem hajducy zaznali uciechy! No i ten parobek! Oj, coś mi mówi, że zmitrężyli nieco dnia! Zmitrężyli…

- Ano do matuchny wracałam już późną nocą!

- Bez wianka! Rozdygotana! Zmaltretowana! I mocno obolała!

- Oj tak panie… zaprawdę. Jako byś tam był!

- I pewno matula potem drżała, czy aby jej córa nie będzie bębnem ozdobiona, po wiesce paradować…

- Oj drżała. Oj załamywała ręce i gadała, że lada moment z naszej chałupy będzie słychać kwilenie dziecięcia…

- No to dziewko, koniec pogaduszek, czas na zasłużoną karę. Zadzieraj kiecę i wystawiaj zadek do batożenia!

- Ło Jezu… panie leśniczy… niech pan poniecha biedne dziewczęcie… jam taka mikra… nie zniesę batożenia…

- Nie takaś mikra! Kuper masz wielki! A twoje dzbanuszki, co je tam masz w kaftaniku nie jednego oseska by wykarmiły, ale rotę wojaków. No już! Spódniczyna w górę. Bo jak nie, to sam ją szarpnę, ale wtedy tylko strzępy z niej się jeno ostaną i do dom wracać będziesz goła! Golutka, jak ten święty turecki! A to się chłopy w wiesce będą dziwowały, jak ujrzą taką pannicę nagusieńką, jak ją Pan Bóg stworzył! Z kuciapką na wierzchu!

- Łolabga! Takiej sromoty bym nie zdzierżyła! Już unoszę spódnicę… już wypinam kuperek…

- A tera zerknij dziewucho, jakim batogiem zostaniesz osmagana!

- Dalibóg! Toż to monstrum!

Zaprawdę, nie cyganił pan leśniczy. Oćwiczył mnie tym knutem okrutnie! Ni siedzieć… ni nawet chodzić nie mogłam jeszcze niejeden dzionek…
Ale też nie wypuścił mnie pan leśniczy przed zmrokiem… A w noc jakże bym miała przedzierać się przez knieję?

Ten tekst odnotował 12,522 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 2.65/10 (65 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Komentarze (12)

+1
0
A jednak dominują jedynki... co staram się poprawić, co staram się zmienić tematykę... tym niższe dostaję oceny.
Nie biadolę, ale miło by dostać wskazówkę, choćby małą...
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-6
Mi osobiście tekst się podoba jest pewien rodzaj świeżości ,lecz zachowany w twoim stylu.Coś czuję że trafiłaś na kilku hejterów którzy z kilku kont obniżają ci noty.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+8
-4
Powiem @Historyczko tak - może mi nie odpowiadać Twoja estetyka, przaśne słownictwo i stylizowanie opowiadań na wyznania takiej wsiowej, inteligentnej inaczej dupodajki (wybacz dosłowność 😅 ). Mogę znaleźć w nich nadto błędów warsztatowych: od interpunkcji, przez niezgrabnie podzielone zdania, po często nieczytelny zapis dialogów. Do tego czasami ciężko mi znaleźć w Twoich tekstach jakąś fabułę, bo bardziej to takie luźne opowieści erotomana-gawędziarza.

Ale czy zasługują na tak niskie oceny? Otóż nie. Zdecydowanie nie. Bo nie są obiektywnie dobre, ale złe także nie. Są średnie i dlatego oceny typu pięciu jedynek z rzędu są niczym innym jak albo wspomnianą czyjąś zemstą, albo trollingiem, żebyś się wkurzała. Więc olej to, bo nie warto przejmować się oszołomami.

PS A gdybyś chciała, to podeślij mi ten tekst na maila, bo go masz. W wordzie lub open office. W wolnej chwili zrobię Ci taką ogólną redakcjo-korektę, żebyś na przyszłość uniknęła przynajmniej tych najbardziej rażących błędów i niedociągnięć.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+13
0
Kolejne takie samo opowiadanie. Zbiera niskie oceny za powtarzalność stylu.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Agnesso! Dziękuję za deklarację! Ten tekst sobie odpuszczę, ale kolejny pewnie prześlę najpierw Tobie 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-5
Mam jeszcze jedną uwagę, bo mi to wcześniej umknęło - mianowicie na ten moment tekst ma 3236 wyświetleń i 27 oddanych głosów, co daje 1 głos na 120 odsłon. A to jest tak bardzo wysoki współczynnik, że aż nienaturalny.

Wiem, że zaraz niektórzy zarzucą mi zboczenie na tym punkcie (jakby gorszych nie było 😄 ), ale naprawde zdarzało mi się analizować takie rzeczy już wcześniej - i nawet jeśli opowiadanie jest mocno komentowane oraz ogólnie sporo się dokoła niego dzieje, to taki stosunek na Pokątnych wynosi mniej więcej 1/300-1/400. Jeżeli natomiast należy do tych mniej obleganych, to spada sporo poniżej 1/500. Wniosek: ktoś daje oceny specjalnie w taki sposób, by przechylić wynik w jedną lub drugą stronę. W tym przypadku - w dół. I nijak nie ma to nic wspólnego z faktyczną wartością tekstu, bo gdyby odrzucić choćby tylko skrajne "1", średnia skoczyłaby mniej więcej dwukrotnie, czyli do znacznie bardziej odpowiadajacej prawdzie wielkości.

TL;DR - ocenę "Snu o czerwonym kapturku" można sobie o kant tyłka potłuc.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-5
Agnesso, dzięki za spostrzeżenia, miałam wcześniej sama takie spostrzeżenia.
Powstaje pytanie - któż jest tak zdeterminowany?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-5
@Historyczko - cóż, ludzie mają różne fetysze. Stopy, pejcze, wielkie tyłki, małe cycki, oceny 1/10 na Pokątnych... nie ogarniesz 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
-1
Na ogół lubię Twoje opowiadania, sam też lubię motyw czerwonego kapturka, rozkloszowanych spódnic, halek, fartuszków, falbanek, dirndlôw i innych wiejskich strojów. To co postarałby się stonować na przyszłość, to ilość „ochów, achów, teatralnych przemyśleń z wykrzyknikami itp.”, bo co za dużo to nie zdrowo i czasami wychodzi to nieco karykaturalnie z nadmiaru. Może coś bardziej wiarygodnego, ale dalej utrzymane w wiejsko-baśniowej otoczce?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+10
0
Nie ma co dorabiać do tego spiskowej teorii. Przeciętne teksty nie są oceniane, a wybitne lub słabe tak. W tym przypadku parę osób może chce niską oceną pokazać, że ta formuła im nie odpowiada? Czy wiarygodna będzie dopiero ocena od 6.0?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+10
0
Świetny pomysł Agnessesso. Naucz Historyczkę stawiania przecinków, w zamian za wiedzę o pisaniu ze spontaniczną pasją.
Łyn Łyn - jak mawiają Murrykanie.

A sam tekst wydaje mi się przekombinowany i zwyczajnie niedorobiony. W miarę pisania i nakręcania się autorki, pojawia się i nasila "żargon", nieobecny na początku. Podobnie też przemyślenia, uwagi i refleksje bohaterki, są niekonsekwentne i niespójne. Następuje w niej (i w całym zresztą tekście) jakowaś swoista inwolucja.
Lubię wspomnianą już namiętność opowiadań Historyczki, ale to: Do szuflady.

Pozdrowienia dla obu Autorek.

AS
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-2
@Historyczka ma swój styl którym jednym pasuje, innym nie. Jednak ciężko mi uwierzyć, że średnia ze spontanicznych ocen jest aż tak niska. Moim zdaniem podpadłaś komuś i masz swojego antyfana i stąd oceny. Samo opowiadanie nie do końca trafia w mój gust, bo nie bardzo lubię baśniowe klimaty w erotyce. Ale skoro można manipulować ocenami w jedną stronę to można i w drugą 😉 10/10 zostawiam i pozdrawiam 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.