Wyznanie #150

Monika

23 kwietnia 2024

Mam na imię Monika, mam 35 lat, jestem singielką z wyboru, pracuje jako menadżerka wyższego szczebla w pewnej korporacji.
Wydarzenia miały miejsce ponad miesiąc temu.

Ponad dwadzieścia lat wcześniej, gdy byłam nastolatką, ojciec pracował w dużej firmie. Jego szef często u nas bywał, z ojcem mieli wspólnych znajomych i zaczęli się przyjaźnić. Był przystojnym trzydziestolatkiem, inżynierem, który przyjechał do pracy w mieście gdzie mieszkaliśmy. Bardzo mi się podobał, zaczęłam się w nim podkochiwać. Latem, w upalne dni, gdy wiedziałam, że ma do nas przyjść rozkładałam koc na tarasie lub w ogrodzie i ubierałam bardzo skąpe, jak na owe czasy, bikini i opalałam się tak, aby przechodząc obok zwrócił na mnie uwagę.
Gdy siedział z ojcem i mamą w salonie, przy kawie, też zawsze starałam się kręcić w pobliżu, aby w jakikolwiek sposób zwrócić na siebie jego uwagę.
Czasem pojawiał się na imprezach typu imieniny mamy czy ojca. Wtedy czasem udawało mi się przyciągnąć jego wzrok i głęboko spojrzeć mu w oczy, uśmiechając się przy tym zalotnie.
Moje zaloty miały miejsce mniej więcej w okresie moich 14-16 lat. Po trzech latach wyjechał do innego miasta i kontakty z moja rodziną się urwały.

Trochę ponad miesiąc temu robiłam zakupy w galerii handlowej. Nagle widzę, że z naprzeciwka idzie ON, szedł rozmawiając przez telefon nie zwracając uwagi na otoczenie. Gdy przechodził obok dość znanej sieci kawiarni, zatrzymał się, usiadł przy stoliku. Odważyłam się i podeszłam do niego. Zapytałam czy mnie poznaje. W pierwszej chwili zobaczyłam zdziwienie w jego oczach. Tak, poznał mnie i bardzo się ucieszył, że mnie spotkał. Poprosił, abym usiadła i wypiła z nim kawę.
Powiedział, że czeka co prawda na znajomego, ale przyjechał wcześniej i chętnie, wypije ze mną kawę. Dopytywał co u moich rodziców, gdzie pracuję i takie ogólne rozmowy. Po pół godzinie pojawił się znajomy z którym był umówiony. Pożegnaliśmy się, ale poprosił o mój numer telefonu i powiedział, że zadzwoni i jeśli się zgodzę umówimy się na dłuższe pogaduchy. Byłam bardzo podekscytowana i szczęśliwa z tego nieoczekiwanego spotkania.
Zadzwonił jeszcze tego samego dnia, wieczorem. Umówiliśmy się na piątek, na kolację, w doskonałej restauracji. Od samego rana byłam niesamowicie podniecona perspektywą wieczornego spotkania. Był super przystojnym facetem, te dwadzieścia lat, które minęły wpłynęły na niego bardzo korzystnie.
Podczas kolacji rozmawialiśmy już dużo swobodniej, zebrało nam się na wspominanie dawnych czasów. Przyznałam się, że się w nim podkochiwałam jako nastolatka i gdyby wtedy tylko skinął palcem, to zrobiła bym „wszystko”, aby się mną zainteresował. Może nawet kilka głupot.
On także przyznał, że bardzo mu się podobałam i bardzo działałam na jego zmysły. Powiedział, że dużo go kosztowało powstrzymywanie się przed romansowaniem z tak seksowną nastolatką. Był jednak odpowiedzialny, aby pozwolić sobie na uwiedzenie tak młodego dziewczęcia. Mówił, że bardzo starał, aby nie dać poznać po sobie zainteresowania moja osobą, a czasem i podniecenia na mój widok, gdy opalałam się na tarasie. Śmialiśmy się z tych wyznań. W pewnej chwili poczułam nawet spore podniecenie, tymi wspominkami. Gdy wyznał wprost, że gdybym była wtedy już pełnoletnia, to z pewnością by mnie uwiódł, tak działałam na jego zmysły. Wtedy, jakoś bezmyślnie, wyrwało mi się, że już nie jestem smarkulą i seks ze mną nie narazi go na odpowiedzialność karną. Zapadło dłuższe milczenie, zrobiłam się czerwona jak burak, gdy zorientowałam się jak to zabrzmiało. Ale trudno palnęłam, co palnęłam.
On po dłuższej chwili tylko zapytał, czy pojedziemy do niego, bo ma dobre wino na taka okazję.
Zaproponowałam, że lepiej przejdźmy się do mojego mieszkania, które jest 10 minut spencerkiem od Rynku gdzie byliśmy na kolacji, a wino mam w chłodziarce też całkiem niezłe.

Po wejściu do mieszkania, zamknięciu drzwi, jeszcze w korytarzu zaczęliśmy się całować jak szaleni. Jeszcze po drodze czułam, że w majtkach mam już bardzo mokro, a w brzuchu lata mi stado motyli. Zanim dotarliśmy do sypialni byliśmy już całkiem nadzy. Opadłam na łóżko ciągnąc go za sobą. W chwili gdy tylko poczułam dotyk jego męskości, dostałam orgazmu. Nawet nie zdążył zacząć we mnie wchodzić.
Wino otworzyliśmy dobre cztery godziny później. Te cztery godziny przepełnione były wielokrotnym osiąganiem szczytów uniesienia i rozkoszy.
Rano zrobiłam nam śniadanie. W sobotę i niedziele praktycznie nie wychodziliśmy z łóżka. Nigdy wcześniej nie miałam tak dobrego seksu.
Na razie spotykamy się w każdy weekend, zobaczymy co przyniesie czas.

Jak Ci się podobało?

Komentarze (1)

+7
-1
stara miłość nie rdzewieje...
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.