Ilustracja: Alexander Grey

Potężne artefakty

12 marca 2024

Szacowany czas lektury: 47 min

Pędził szkolnym korytarzem co sił w nogach. Na plecach czuł oddech swoich prześladowców. Pisk starych trampków, ostry skręt. Dłoń sięgająca po jego kaptur przecięła powietrze. Dawid Myszkowski wybiegł na otwartą przestrzeń holu. Jak tyczki mijał obojętnych uczniaków. W prawo, w lewo. Widzenie tunelowe. Need for Speed. Dzięki skromnym warunkom fizycznym zyskał w tłoku cenne metry nad gorylami. Odwrócił się za siebie. Rudy i Kaszana mogli tylko patrzeć, jak jego krótko ostrzyżona, jasna głowa oddala się z każdą sekundą. Niewiele myśląc, pognał ku schodom. Chwycił się poręczy i jednym susem zeskoczył do podziemi. Taranem przebił się przez kolejkę do sklepiku. Różowa portmonetka zawirowała w powietrzu.

– Ej, uważaj! – Krzyk Alicji przedarł się przez pomruki niezadowolenia, wymieszane z brzdękiem rozsypanych miedziaków.

Wolałby nie podpadać akurat jej, lecz nie było czasu na przeprosiny. Z dwojga złego, ona go przecież nie pobije. Ruszył w kierunku wąskiego tunelu. Z kantyny niósł się zapach gotowanych pulpecików, ale on poczuł jedynie siarczystą woń wpierdolu, bo nie było mu łatwo uciekać na prostej. Dawid nie interesował się sztukami walki, ale dzięki bandziorom doskonale znał dźwignię na nogę, balachę i duszenie trójkątem. Zastrzyk adrenaliny zrobił swoje. Nietknięty dotarł do końca długiego korytarza. Przeskakując co kilka stopni, przedostał się na parter. Tam złamał schemat. Zamiast pobiec na piętro, postanowił wrócić do punktu wyjścia.

– Aa! – Rozpaczliwy krzyk bydlaka, a za nim rechot gawiedzi.

Wymanewrowany Kaszana poleciał jak długi na śliskie linoleum! Dobrze mu tak – pomyślał wymoczek. Kątem oka dostrzegł, że Rudy został koledze na pomoc. Nikt go już nie gonił. Mógł zwolnić. Oddalał się od zagrożenia spokojnym truchtem, zerkając tylko, czy nie wznowiono pościgu. Stracił czujność. Atak nadszedł od frontu. Zaciśnięta pięść rozbiła się na podbrzuszu chłopaka, a ten z hukiem runął na ziemię. Zwinięty w pozycji embrionalnej skomlał jak pies, walcząc z bólem, na który nie ma lekarstwa. Zrobiło mu się okropnie gorąco. Natychmiast otoczyło go stado gapiów, przetaczających po jego samoocenie beczkę śmiechu. Uniósł załzawione oczy na swego oprawcę. Nie był nim żaden z osiłków. To Alicja.

– Ty szczurze! – krzyknęła.

Tak oto Szczur został Szczurem. Typem, którego „pobiła dziewczyna”. Odkąd spadł na samo dno szkolnego łańcucha pokarmowego, musiał się użerać nie tylko z agresją oprychów, ale też pogardą dziewczyn i uczniów klas młodszych. Lekcje były dla niego koszmarem, a przerwy istnym piekłem. Znienawidził szkołę, ale jeszcze silniejszym uczuciem pałał do Alicji, którą obwiniał za swoje nieszczęście.

Długimi miesiącami marzył o zemście, ale w żaden sposób nie był w stanie jej zaszkodzić. Mógł tylko obserwować, jak brunetka zyskuje popularność. Na domiar złego, uwielbianej przez nauczycieli, otoczonej wianuszkiem koleżanek dziewczynie jako pierwszej urosły piersi. Z ręki jedli jej więc ci sami chłopacy, którzy zawodowo zajmowali się dociskaniem go do szkolnego gumolitu.

Pod koniec gimnazjum nikt już nie pamiętał jego imienia, a ilekroć słyszał niechciany pseudonim, przypominał sobie feralną scenę. Brakowało mu dawnego ducha walki, ale z optymizmem wypatrywał nowego otwarcia w szkole średniej.

Jakie było jego rozczarowanie, gdy pierwszego dnia w grzeszyńskim liceum spotkał znajomą twarz. Świta Alicji zręcznie zadbała o zachowanie statusu quo i wytłumaczenie nowym kolegom, dlaczego Szczur był, jest i zawsze będzie Szczurem. Nieszczęście niczym pleśń wsiąkło nawet w mury jego mieszkania, kiedy ich matki złapały wspólny kontakt. Szkolna zmora została klasyczną córką koleżanki jego starej. Cały informatyczny rozwój, stawianie serwerów czy tworzenie pierwszych aplikacji było sprowadzane do „grania w komputer” i przykrywane sukcesami Alicji w posiadaniu ogromnego biustu, w którym zdawała się przechowywać sympatię całego świata.

W Dawidzie narastało poczucie bezsilności. Zdał sobie sprawę, że jest jedyną osobą zaangażowaną w urojony konflikt, a Alicja od zawsze traktowała go jak powietrze. Sam nie potrafił być sobie wierny w nienawiści do dziewczyny. Ileż razy samobiczował się w myślach za zerknięcie w jej dekolt? Ileż razy czuł to niechciane, ale jakże przyjemne ciepło, gdy pożądana przez wszystkich piękność przypadkiem odzywała się do niego bez pogardy?

Mijały lata, a chłopak przyzwyczaił się do swojego żałosnego położenia. Znalazł sobie nawet towarzysza szkolnej niedoli. Z Rafałem łączyła go nie tylko niechęć rówieśników, ale i pasja do gier. Było to jednak zbyt mało do wyprawienia imprezy na siedemnaste urodziny. Osiemnastkę zresztą także spędził w samotności. Przed następnymi stało się jednak coś nieoczekiwanego.

– Wpadnij do mnie na działkę. Napijemy się i trochę pogramy. Przygotowałem dla ciebie coś specjalnego – zaproponował jego jedyny przyjaciel.

 

Niebo już dawno zapomniało o słońcu, kiedy Dawid dotarł do położonych na obrzeżach miasta terenów rekreacyjnych. Był szary, letni wieczór. Wiatr przybierał na sile, a z ciemnych chmur spadały pojedyncze krople orzeźwiającego deszczu. Wokół kręciły się już tylko ostatki amatorów ogrodnictwa, toteż blondas szybko dostrzegł machającego Rafała i poszedł mu na spotkanie.

– Sto lat, brachu.

Szczur, którego nigdy nie nazywano „brachem”, poczuł się wzruszony podniosłością chwili. Omiótł wzrokiem działkę. Choć tynk na ścianach udającej domek letniskowy budki był już tylko historią, a w ogródku uprawiano głównie chwasty, uwielbiał tu przesiadywać.

– Schowaj do lodówki. – Solenizant rozpiął plecak. W środku miał dwie butelki wina marki Wino i paczki chipsów na zagrychę.

– Wina nie trzyma się w lodówce, Dawid.

– To nie.

Weszli do środka. Ciasna bywalnia z aneksem kuchennym była cała zagracona, jakby właściciel postawił sobie za punkt honoru, by ani jeden centymetr podniszczonych mebli nie został pusty. Między dwoma sfatygowanymi fotelami stała niska ława, a na niej walały się rozmaite kartki. Rafał natychmiast do nich doskoczył i ułożył w stos, ukrywając zawartość przed wzrokiem kolegi.

– Nie możesz tego zobaczyć.

– Co to za gra?

– Nie grałeś jeszcze w nic tak zajebistego. – Zwykle stroniący od wulgaryzmów Rafał miał iskry w oczach.

Szczur wierzył mu na słowo. Nie bez kozery uważał tę zaniedbaną budę za najlepsze miejsce na świecie. To właśnie tutaj w skórze elfa Ingálvura zinfiltrował dwór króla Aleksandra, to właśnie tutaj razem z Rafałem przeżyli Wielki Bunt Krasnoludów w Hazelcall, a wszystko to wspólnymi siłami wyobraźni. Magia tych czterech ścian nie kończyła się zresztą na snutych opowieściach, bo drzwi z tabliczką „wchodzisz na własną odpowiedzialność” przenosiły prosto do ubikacji na dworcu PKP.

Gospodarz zaprosił do stołu z dwoma porcelanowymi kubkami do winiacza w rękach. Nie czekając na toast, wziął się za przygotowanie rozgrywki. Posegregował zmięte kartki, z których część chlasnął sobie na kolana, a resztę na stojący między chłopakami mebel. Tam czekał już podręcznik z zasadami, który Dawid znał na pamięć oraz fikuśne kostki. Była wśród nich klasyczna sześciościenna kostka znana z chińczyka, ale też trzyścienna, ośmiościenna, a nawet stuścienna.

– Rozumiem, że mistrzujesz?

Tak zwany erpeg (RPG) to gra narracyjna, w której gracze wcielają się w wymyślone postacie. Ich zadaniem jest zrealizowanie celów postawionych przez Mistrza Gry, na którego barkach spoczywa stworzenie atrakcyjnego scenariusza i sprawiedliwe poprowadzenie zabawy.

– Tak. Łap swoją kapejkę.

Dawid sięgnął po kartę postaci i momentalnie przejrzał statystyki. Jego bohater nie miał siły ani charyzmy, a wytrzymałość pozwalała mu na przyjęcie raptem kilku ciosów. Z wyjątkiem pojedynczych rubryk prawie wszędzie wpisane były najniższe wartości. W cechach szczególnych otrzymał karłowatość i „szpetną mordę”, ale najgorsze odkrycie było dopiero przed nim. Otóż wcale nie grał krasnoludem. Grał człowiekiem. Urodzonym w Grzeszynie i nazywającym się Szczur. Chłopak wiedział, że ludzie mają go za przegrywa, ale nie spodziewał się, że w dniu urodzin jedyny przyjaciel wbije mu nóż w plecy.

– Tak nisko mnie cenisz…

– Wręcz przeciwnie. – Rafał spojrzał koledze głęboko w oczy. – Wierzę, że jeśli ktoś jest w stanie sprostać wyzwaniu dzisiejszej sesji tak beznadziejną postacią, to tylko ty.

– Naprawdę tak myślisz?

Mistrz Gry pokiwał głową. Wziął łyczek wina i skrzywił się nie na żarty. Zaczął snuć historię postaci Dawida, grającego de facto sobą. Nie upiększał, nie pomijał niewygodnych wątków. Wspomniał o Kaszanie, Alicji i wielu innych. Szczur słuchał tego z beznamiętną miną, ale rękami mocno trzymał się podłokietników.

Czas rozpocząć grę.

– …masz dziewiętnaście lat i chodzisz do szkoły z internatem. Leżysz na łóżku dwuosobowego pokoju ze wzrokiem wgapionym w sufit. Uzmysławiasz sobie, że zmierzasz donikąd. Dłuższą chwilę główkujesz nad czymś, co mogłoby odwrócić twój nędzny los. Jest chyba tylko jedna taka rzecz. To potężny artefakt, który niejednokrotnie wpływał na dzieje ludzkości. Daje szacunek, premie do niezliczonej liczby statystyk i bezcenne szczęście. Cycki.

– Cycki?

– Te, o których mowa, są jak rękawica Thanosa przy tym czymś. – Wskazał wiszące na gwoździu ogrodowe gumiaki. – Ogromne jak arbuzy, a przy tym idealnie kształtne. Falami jędrnej skóry przywołują na myśl tafle jeziora, choć zamiast uspokajać, doprowadzają do szaleństwa. Wyjęte spod prawa grawitacji, przywracają wiarę w wielkość matki natury. – Rafał w kwiecistym opisie wspierał się notatkami. – Niestety znajdują się daleko poza zasięgiem zwykłych śmiertelników jakby strzeżone w najwyższej wieży zamczyska przez ziejącego ogniem smoka. Dlatego ten, kto je posiądzie, zyska nieograniczone możliwości i chwałę na wieki. Mowa rzecz jasna o cyckach Alicji Gamrot.

– Rzecz jasna… – Szczur głośno przełknął ślinę, bardziej ze strachu niż podniecenia.

– Alicja wszystko ma duże. Jest od ciebie kilka centymetrów wyższa, waży też nieco więcej, ale nikt o zdrowych zmysłach nie pomyślałby, że jest gruba. Podkreślone kreską wielkie rodem z anime, zielonkawe oczy oraz pełne usta sprawiają, że wystarczy jedno spojrzenie na jej dostojną twarz, by zrozumieć jak silna i nieprzejednana jest to kobieta…

– Rafał, znam ją.

W istocie Szczur był zdumiony, jak bardzo przedstawiony przez kolegę opis różnił się od jego własnego wyobrażenia.

– …Oczywiście nie jest chodzącym ideałem. Jej nogi są masywne, a dupa raczej płaska, ale przecież nikt nie zapuszcza się przy niej ze wzrokiem tak nisko. Mieszka za to wysoko, piętro nad tobą. Zazwyczaj przebywa w towarzystwie, ale wyłącznie koleżanek, bo choć każdy chłopak pragnie z nią być, w obawie przed porażką zdobyć jej nie próbuje niemal nikt.

Zapadła cisza. To ma być ta najlepsza gra? W Szczurze starły się ze sobą sprzeczne siły. Niechęć do stanięcia twarzą w twarz ze swoimi demonami i natura wytrawnego gracza, która pchała go do stawienia czoła najtrudniejszym zadaniom. Chłopak potrafił bez problemu wcielić się w głupawego goblina czy wygłaszać poetyckie mowy elfiego barda, ale zagranie samego siebie było wyzwaniem, przed jakim jeszcze nigdy nie stał. Sama misja także wyglądała na ekstremalnie trudną. Musiał przyznać, że Rafał wymyślił coś wyjątkowego.

– Wystarczy, że rzucę się na nią i musnę te cycki?

– Nie. Musisz je zdobyć, mieć na własność.

– Ale nie można posiadać czyjejś części ciała.

– To zrób tak, żeby było można.

Gracz rozważył wszystkie możliwości. Mógł uwieść Alicję i zaciągnąć do łóżka, ale szybko skreślił tę opcję jako niewykonalną. Innym sposobem była przemoc, tylko że do tego musieliby być sami, a mieszkańcy internatu przebywali w towarzystwie niemal całą dobę. Zresztą nawet gdyby wykreował odpowiednie warunki, ze swoimi statystykami miałby mizerne szanse w bezpośrednim starciu. Musiał wziąć ją na sposób. Odchrząknął.

– Jestem świadomy, że zdobycie tak potężnych artefaktów wymaga czasu i przygotowania. Dlatego sięgam po leżącego na nocnym stoliku laptopa. W przeglądarkę wpisuję adres strony z zakupami. Dużo mam pieniędzy?

– Trzysta złotych.

– Kupuję ukrytą kamerę i…

– To customowy przedmiot, więc policzę ci za niego trzysta.

– No bez jaj! Chcę zwykły nagrywacz, a nie teleskop Webba. Wystarczy mi obraz przeciętnej jakości, zasięg mikrofonu na pięć metrów, możliwość przesyłania nagrań oraz detektor ruchu, żebym nie musiał martwić się o baterie. Dam dwieście pięćdziesiąt.

– No dobra…

Po twardych negocjacjach nad kolejnymi fantami, Szczur poprawił się wygodnie na fotelu, zadowolony ze skompletowania niezbędnego ekwipunku.

– W oczekiwaniu na przesyłkę staram się dowiedzieć, czy Alicja i jej współlokatorka wracają na weekend do domu. Obie są z tej samej miejscowości, zazwyczaj zjeżdżają razem.

– Kolejne dni ciągną ci się w nieskończoność. Zamówione fanty otrzymujesz w czwartek, a wcześniej udaje ci się podsłuchać, że mieszkająca z Alicją Gosia jedzie na weekend do domu. Jest piątkowe południe. Umęczony wracasz do pokoju po WF-ie z profesorem Dankowskim, który zamiast dać pokopać w spokoju piłkę, gnębi was od tygodni gimnastyką.

– Na trzy gryzy wciągam banana, żeby zyskać na siłach i pakuję do plecaka niezbędne rzeczy: kamerkę, śrubokręt i wytrych.

– Nie kupiłeś sobie wytrycha.

– Przecież mogę go zrobić ze wszystkiego!

– To zrób.

Dawid westchnął, poirytowany czepialstwem Mistrza Gry.

– Mój współlokator, Eryk, ma długie włosy, do których opiekunka każe mu używać spinki. Pytam się, czy mógłby mi jedną dać.

– Eryk łypie na ciebie, jakbyś chciał pożyczyć jego dziewczynę: „A do czego ci?”.

– „Chcę trochę pomajsterkować…”

– Jego mina nie ulega zmianie.

– Drapię się po głowie. „Mam żelki, chcesz?”

– „No jasne”. Eryk rozrywa paczkę smakołyków. Ku twojej rozpaczy, wyjada wszystkie truskawkowe, ale po wszystkim zostawia ci na łóżku dwie spinki.

– Bawię się zdobyczą poza wzrokiem Eryka, przygotowując sobie wytrych. Kiedy narzędzie jest gotowe, chowam je do kieszeni, biorę plecak i wychodzę na korytarz. Jak gdyby nigdy nic, kieruję się do pokoju Alicji.

– W internacie świeci pustkami, bo wielu uczniów wyjechało do domów. Na piętrze mijasz sprzątaczkę i dyżurującą opiekunkę. Odkąd miesiąc temu Rudy wpadł w szkole z narkotykami, wszyscy stali się jacyś bardziej czujni. Druga z kobiet poświęca ci wyjątkowo dużo uwagi, bo nigdy nie widziała, żebyś odwiedzał jakąś laskę. Ostatecznie daje ci spokój. Bez przeszkód wchodzisz na łącznik.

– Znajduję się poza okiem kamer, ale wcale nie zabieram się za zamek. Zamiast tego pukam do drzwi.

Rafał spojrzał pytająco na kolegę. Temu ani drgnęła powieka. Ewidentnie miał plan.

– Nikt ci nie otwiera.

– W takim razie wyciągam spinkę i biorę się za zamek.

– Wykonajmy test. Poziom trudności ustalam na cztery. Masz całkiem niezłe staty, turlaj ośmiościenną.

Wyrzucenie czwórki dawało mu powodzenie, więc szanse były wysokie. Szczur sięgnął po kostkę i rzucił. Jedynka.

– To jest niemożliwe. – Cały jego plan legł w gruzach! – Ile mam żetonów przeciwności?

Żetony przeciwności pozwalały niejako „zasypać” różnicę brakujących oczek, doprowadzając do powodzenia akcji pomimo przegranego testu.

– Dwa. O jeden za mało. Za tę porażkę dostaniesz trzeci, ale nie możesz go teraz użyć. – Rafał odkaszlnął, nadając sobie głos narratora i podjął dalej: – Mocujesz się z zamkiem przez blisko dziesięć minut, gdy nagle otwierają się drzwi. Nie jednak do pokoju, a na łącznik. U progu stoi Alicja, która z gniewną miną pyta: „co ty tutaj robisz, Szczurze?”.

– Przecież miało jej nie być! – Gracz miał niemałe pretensje.

– To ty założyłeś, że pojechała z Gośką!

– Wpadam w panikę. Wypuszczam z rąk spinkę i odwracam się w kierunku otwartych drzwi. Lustruję Alicję od cycka do cycka. „O, jednak jesteś… Pomagam woźnemu. Muszę zajrzeć do waszej spłuczki”.

– Spłuczki? – Rafał parsknął śmiechem. – Widzisz, jak dziewczyna się zastanawia. W ich toalecie wszystko działa, jak należy, ale skoro przysłał cię woźny… „Właź, byle szybko”, mówi. Trąca cię łokciem, przeciskając się do drzwi. Otwiera kluczem i wpuszcza cię do środka. Panuje tam nienaganny porządek. Łóżka są pościelone, a książki na biurku stoją idealnie poukładane. Wchodzisz do łazienki, która pachnie lepiej, niż wszystkie, w jakich do tej pory byłeś.

– Podchodzę do klozetu i ściągam pokrywę spłuczki. W międzyczasie rozglądam się za odpowiednim miejscem na schowanie kamerki.

– Masz sporo swobody, bo tak śmierdzisz potem, że Alicja zamknęła za tobą łazienkowe drzwi. Niestety, znalezienie skrytki nie jest wcale takie proste. Z dobrym widokiem na prysznic możesz umieścić ją przy umywalce albo półeczce pod lustrem, ale tam natychmiast zostanie zauważona.

– Gdzie jest szyb wentylacyjny?

– Szyb da nieco gorszą widoczność, ale na pewno coś zarejestrujesz. Tylko że musiałbyś wejść na pralkę, żeby do niego sięgnąć.

– Zostawiam prace przy spłuczce i ostrożnie wchodzę na pralkę!

Rafał zarządził test z minimalnym progiem trudności. Rzut kością. Zdane.

– Odkręcasz kratę i przy samym skraju tunelu ustawiasz kamerę…

– Włączoną kamerę.

– Już myślałem, że cię zrobię… – Rafał nie krył zawodu, że jego przebiegły plan spalił na panewce. – Tak jest, włączoną kamerę. Właśnie chcesz założyć kratkę wentylacyjną, gdy dobiega cię pytanie z sąsiedniego pokoju: „długo jeszcze?”.

– Kucam na pralce, żeby mój głos nie pochodził ze zbyt dużej wysokości i odpowiadam, że jeszcze kilka minut.

– Brunetka stoi przez moment pod samymi drzwiami. Napięcie sięga zenitu, a wtedy… słyszysz oddalające się kroki.

– Zacieram ślady zbrodni, schodzę z pralki, po czym zakładam klapę spłuczki. Opuszczam łazienkę.

– Gospodyni nie zadaje pytań ani nie dziękuje za fatygę. Niemal wypycha cię ze swojego pokoju, a sekundę po zamknięciu drzwi w zamku przekręca się klucz.

– Uff… Wracam do siebie. Czekam, aż kamerka przyśle mi jakieś interesujące nagrania.

Szczur przetarł pot z czoła. Otworzył drugą butelkę i dolał każdemu wina. Popijali w milczeniu, a ciszę wypełniał łoskot wzmagającego się deszczu o przestarzały dach.

– Rejestrowany przez ciebie obraz nie sięga do prysznica. Nie widzisz tego, co najważniejsze. Przez kilka kolejnych dni oglądasz jedynie, jak dziewczyny myją zęby lub się malują, a kiedy masz więcej szczęścia – wdzięczą się przy lustrze, ćwicząc najlepsze pozy. Dzień za dniem mija ci w rytm rutyny internatu. Pobudka, wypad na lekcje, obiad, czas wolny wymieszany z nauką i do spania. Mija tydzień. Wracasz z zajęć WF-u zajechany jak koń po westernie. Wspinasz się po schodach do pokoju, a tu nagle drogę zastępuje ci woźny. Jest nieogolony i gruby jak…

– Nie opisuj mi go! Znam pięć otyłych osób, a on jest czterema z nich!

– „Alicja pytała, czy przysłałem cię do spłuczki” – Rafał przemówił chrapliwym głosem woźnego.

– „T-tak?”.

– Na jego poważnej minie pojawia się uśmieszek człowieka, który przejrzał cię na wylot. „Potwierdziłem. Mam nadzieję, że porządnie przetkałeś te rury i na jakiś czas będzie spokój”. Wielką łapą mierzwi ci włosy. Schodzi na dół, jak gdyby nigdy nic.

– Musisz zawsze tak robić?! – Ze Szczura uszło całe napięcie.

– Haha!

– Po powrocie do pokoju sprawdzam, czy w chmurze pojawiły się nowe nagrania.

– Pojawiły się. Od razu zauważasz, że w łazience jest jakoś inaczej. Na podłodze leży mnóstwo plastikowych torebek. Wprawne ręce Alicji pakują do nich porcje białego proszku prosto z kuchennej wagi. Czy to cukier puder? Wszelkie wątpliwości rozwiewa telefoniczna rozmowa, podczas której pada cena za działkę.

– Nie wierzę własnym oczom! To ona dealuje w naszej szkole? Wyjaśnia mi się, skąd ma pieniądze na te wszystkie ubrania i biżuterię. Głowię się przez moment, dlaczego dzieli towar w kiblu, ale to doskonała protekcja przed opiekunami, którzy nigdy nie odważą się wejść jej do łazienki. Cholera! Jeśli przekażę to nagranie dyrekcji, lada moment wywalą ją z internatu, a do domu zapukają niebiescy panowie. W jednej chwili jej kariera, przyszłość, życie, a nawet cycki trafiają w moje ręce!

– Nie tak szybko. Zadanie wciąż jest niewykonane.

– Zakładam e-mail z losową nazwą. Tworzę wiadomość do Alicji: „Jeśli chcesz, by to nagranie nie wpadło w niepowołane ręce, przyjdź jutro o 18 na ul. Ogrodową, nr działki 23” i załączam filmik.

– Ej, nie dałem ci kluczy!

– Zrobimy test na rozbrojenie tej zardzewiałej kłódki, czy poddasz się bez walki? – Szczur uśmiechnął się triumfalnie.

 

Gra trwała od kilku godzin, ale uczestnicy nie czuli bynajmniej znużenia jej przebiegiem. Przeciwnie. Ich reakcje stawały się coraz bardziej emocjonalne, a kiedy fabularna akcja przeniosła się w miejsce, w którym fizycznie siedzieli, niemal dosłownie znaleźli się w centrum wydarzeń.

– Jak tu jest, dobrze widzisz. – Rafał rozpostarł ręce, ukazując pokój.

Szczur nie bagatelizował wystroju wnętrza, bo znajomość otoczenia w przeszłości nie raz przechylała szalę na jego korzyść. Rozejrzał się wokół siebie, rejestrując liche deski podłogowe, pożółkłe firanki i niezabudowaną rurę, którą jakiś mistrz inżynierii pociągnął przez całe pomieszczenie sufitem.

– Ustawiam na blacie laptopa i przygotowuję e-mail do dyrekcji, wraz z zebranymi nagraniami. Wystarczy wcisnąć enter, a wiadomość zostanie wysłana. Następnie podchodzę do okna i wypatruję nadejścia Alicji.

– Dostrzegasz ją minutę przed wyznaczoną porą. Ubrana jest w dżinsy i biały sweter.

– Wracam do laptopa i czekam, aż zapuka do drzwi. „Otwarte”.

– Niepewnym krokiem wchodzi do środka. Staje tuż za progiem. Na twój widok mija początkowy strach, a jej oczy płoną nienawiścią. „Wiedziałam, że to ty”, prycha z pogardą. „Masz to usunąć”.

– „Co dostanę w zamian?”.

– „W zamian nikomu nie powiem, jaka z ciebie pieprzona świnia”, jej głos jest zimny jak stal.

– „Zdejmij ten sweterek. A może lepiej, żebym pokazał to nagranie komu trzeba?”.

– Jeśli wydaje ci się, że możesz mi zaszkodzić, to się grubo mylisz.

Alicja biła go na głowę w słownej szermierce i zawsze potrafiła odwrócić kota ogonem. Tym razem Szczur był przygotowany na taką ewentualność. Wielokrotnie przerabiał podobny scenariusz na długo przed rozpoczęciem sesji. Zazwyczaj z dłońmi pod kołdrą.

– „Ach, tak? Zostaniesz wydalona ze szkoły. Nawet do matury nie przystąpisz. Wszyscy w sąsiedztwie dowiedzą się, jaka jesteś naprawdę. Do tego problemy z prawem. Co prawda dostaniesz tylko zawiasy, ale o dobrej pracy będziesz mogła zapomnieć. Pozostanie ci tyrać przez lata na hajs za skonfiskowany towar. No, chyba że ludzie Neona nie będą tak mili…”.

– Alicja rusza w twoim kierunku, wycedzając przez zęby: „Usuń to”.

– „Jeszcze jeden krok, a nagrania trafią prosto na skrzynkę pani dyrektor”, obracam laptopa w jej kierunku i demonstracyjnie unoszę palec nad przyciskiem myszy.

Mistrz Gry uśmiechnął się szeroko. Z pierwszego rzędu oglądał spektakl o współczesnej walce Dawida z Goliatką. Szczur jako jedyny w całej szkole podjął się niemożliwego i właśnie trzymał Alicję na dystans, mierząc z internetowej procy.

– Zatrzymuje się w połowie drogi.

– Spokojnym głosem ponawiam prośbę o zdjęcie swetra.

– Dziewczyna w ciszy rozważa swoje możliwości, ale nie znajduje innego rozwiązania. Powoli pozbywa się wdzianka. Ani na moment nie spuszcza z ciebie nienawistnego wzroku, ale kto by się tym teraz przejmował? Jej półkule są tak ogromne, że między nimi nie ma najmniejszej choćby szczeliny. Uniosły się przy zdejmowaniu swetra – Rafał wziął w dłoń stuścienną kostkę w kształcie piłki, ścisnął ją kilkakroć i wyrzucił dwanaście oczek – ale próba wydostania się z koronki czerwonego stanika kończy się niepowodzeniem. Alicja odruchowo poprawia ramiączka. „Zadowolony? Teraz możesz to skasować”.

– „Nie tak prędko”. Sięgam do plecaka po…

– Nie wspominałeś nic o plecaku, więc zakładam, że znajduje się przy fotelu. Czyli obok niej.

– „Nie tak prędko. Zajrzyj do bocznej kieszonki w mojej torbie” – poprawił się Szczur. Gestem złączonych dłoni przekazał Mistrzowi Gry, co znajduje się w środku.

– Alicja niechętnie wykonuje polecenie. Kucając przy plecaku, sprytnie chowa się za fotelem. Co ona tam kombinuje?! Ano nic. Kiedy wstaje, z jej wysoko uniesionego palca zwisa nowiuśki zestaw błyszczących kajdanek. „Chyba do reszty zdurniałeś”.

– „Czyżby?”, przypominam jej, co znajduje się w moim laptopie.

– Jest zrezygnowana. Pierwsza bransoleta ze zgrzytnięciem zaciska się na nadgarstku.

– „Nie tak”.

– Bez większej walki bierze ręce za plecy.

– „Tak też nie. Nad rurą”. – Szczur wskazał na sufit.

– Jej wielkie oczy strzelają do ciebie piorunami.

– Mężnie wytrzymuję spojrzenie.

– Alicja głośno wzdycha. Nieśpiesznie przerzuca łańcuch nad rurą, wkłada drugą rękę w srebrne kółko.

– Powoli do niej podchodzę. Wiedząc, że nic nie może mi zrobić, ostentacyjnie zerkam w biust. Zatrzymuję się tuż przy niej, żeby triumfalnie złapać ją za podbródek. Cieszę się chwilą.

Rafał przywarł dłoń do czoła i mocno się skwasił, jakby decyzja kolegi zabolała go osobiście.

– Udaje ci się zrealizować tylko połowę planu.

– Jak to?!

– Nie słyszałeś drugiego zgrzytnięcia. Kiedy podnosisz głowę z cycków na twarz, Alicja napiera na ciebie całym ciężarem. Kajdanki są zapięte tylko na jednym nadgarstku, więc obie ręce są wolne i właśnie zaciskają się na twojej koszuli.

– Próbuję uderzyć ją w brzuch!

Rzut kostką. Porażka. Rafał gwałtownie poderwał się z miejsca i tak mocno kopnął swoje siedzenie, że to przewróciło się z impetem.

– Wpadacie na fotel. Razem z nim lecicie na ziemię. Szamotanina na podłodze kończy się tym, że przylegasz głową do drzwi wyjściowych.

– Ze wszystkich sił staram się zająć pozycję z góry. – Szczur rzucił kością. Kolejny przegrany test. – Ile ona ma siły?!

– Więcej od ciebie. Leżysz na plecach. Przeciwniczka siada na tobie okrakiem i zaczyna bić.

– Co ja mam zrobić…

Kolejne pomysły Szczura spełzały na niczym. Tą postacią nie był w stanie wykonać żadnej akcji! Znalazł się w rozpaczliwym położeniu. Zwłaszcza po tym, jak bezładnie lecąca dłoń z pomalowanymi paznokciami zrobiła mu trzy długie kreski na policzku. Przeszedł do głębokiej defensywy, ale jeszcze kilka ciosów w mordę marki Adidas, a straci przytomność.

Dawidowi wróciły wspomnienia. Szkolny korytarz, strzał. Śmiechy tak zwanych „kolegów”. Cały spocony, zapadał się w fotelu głębiej i głębiej, podczas gdy stojący nad nim Rafał imitował grad ciosów wymachem ramion. Gra stała się tak rzeczywista, że Szczur sam już nie wiedział, kogo ma przed sobą. Wątpliwości stopniowo rozwiewało ulotne światło wściekłych błyskawic.

– Zrób coś, do cholery! – Wrzeszczał Mistrz Gry, który cierpiał jak nikt inny, musząc to robić swojemu przyjacielowi.

Pierwsza kropla przedostała się przez przegrywający z ulewą dach. Rozbiła się na nosie Dawida, wyrywając go z letargu. Gracz spojrzał na przeciekający sufit. W uszach dźwięczały mu ostatnie słowa. Musiał coś zrobić.

– Przestaję bronić się przed ciosami.

– Dawid, nie…

– Leżę pod drzwiami, a Alicja wciąż ma kajdanki na jednej ręce. Czekam, aż wyprowadzi cios, a wtedy łapię za luźną bransoletę, skręcam się całym ciałem i angażuję wszystkie siły w przykucie jej do rury.

Ustały grzmoty. Jakby nawet siły natury bały się wzięcia na siebie winy za zagłuszenie dalszego biegu historii.

– To jest genialne! Dlatego ustawiam poziom trudności tylko na sześć. Niestety, z twoimi statystykami… – Rafał wręczył do testu kostkę sześciościenną.

Do pomyślnego wykonania akcji, Szczur musiał wyrzucić maksymalną wartość. Objął kostkę oburącz, podmuchał do środka na szczęście. Rzucił.

Trójka.

Przepraszająca mina i wilgotne oczy Rafała mówiły wszystko. Już zamierzał się z wykonaniem ostatecznego ciosu, kiedy powstrzymał go uspokajający gest.

– Wykorzystuję wszystkie żetony przeciwności.

Mistrz Gry złapał się za głowę. Nie mógł uwierzyć, że Dawid pozostał w grze!

– Kontrujesz atak Alicji! Jej oczy stają się jeszcze większe, kiedy dociera do niej, co się stało. Wasze spojrzenia synchronicznie zmierzają w bok. Prosto na klucz, który w trakcie walki wyleciał ci z kieszeni.

– Próbuję odkopnąć go na odległość, z której nie będzie mogła dosięgnąć.

– Kopniak nie jest dostatecznie mocny, bo w tym samym momencie otrzymujesz piąchę w brzuch. Podczas gdy ty walczysz z bólem, ona wyciąga się jak struna. Dosięga klucza, ale pada na brzuch. Do tyłu ciągnie ją bezwolna ręka.

– Siadam jej na plecy i łapię oburącz za ramię. Dźwignia na nadgarstek.

Za te wszystkie lata…

– Wypuszcza klucz, a ten z brzdękiem spada obok jej twarzy. Syczy, z bólu.

– „Masz mi coś do powiedzenia?”, wzmacniam nacisk na jej rękę.

– „Tak. Poddaję się…”

– Możemy założyć, że skuwam jej ręce za rurą, a potem wracamy do miejsca sprzed ataku?

– Hmm. Myślę, że tak. Zatem stoisz przed nią. Ręce tym razem naprawdę są złączone nad głową.

– Podchodzę od tyłu. Rozpinam stanik, ale pilnuję, żeby nie zsunął się z piersi. „Daję ci ostatnią szansę”, mówię, a dalej przykładam jej ramiączka do ust, pozwalając na podtrzymanie bielizny. Chcę, żeby te wielkie skarby choć przez moment były dla niej ciężarem. Niech wie, że kiedy ujrzę jej cycki, będzie to spowodowane wyłącznie jej słabością!

– Alicja nie ma wyboru. Rozpoczyna walkę z samą sobą o zachowanie godności. Nie trwa ona długo. Od początku źle przygryzła materiał, poza tym ciężar robi swoje. Wydaje z siebie kilka rozpaczliwych dźwięków, których następstwem jest puszczenie biustonosza. Widzisz wszystko. Dziewczyna odwraca głowę w bok i zamyka ciężkie powieki, z trudem znosząc palące upokorzenie. „Ani się waż dotykać moich piersi”, ostrzega.

– „Te cuda są moje. Ty je tylko dla mnie nosisz”.

– Pluje ci prosto w twarz!

– Ze spokojem zbieram nieco śliny na palec. Przykładam go do sutka i zataczam szerokie kręgi.

– Po drodze opuszek podskakuje na niewielkich wypustkach. Alicja z trudem utrzymuje kamienną twarz.

– Po trzecim okrążeniu zaciskam palce na sutku. Mocno przekręcam.

– Odchyla głowę i krzyczy na całe gardło, aż dźwięczy ci w uszach!

– Czekam, aż się uspokoi. Trochę z empatii, a trochę z zachwytu nad jej ciałem. Zawsze miałem ją za jakiegoś niepokonanego bossa z gry, a teraz widzę, jaka jest wrażliwa i bezbronna. Koniec przerwy. Spoglądam na nią pytająco, po czym robię to samo z drugą piersią.

– We wściekłych oczach doskonale widzisz, jak twój dotyk doprowadza ją do szaleństwa. Trzecie kółko twojego palca dobiega końca, kiedy zaczyna mówić: „te piersi są twoje. Ja je tylko dla ciebie noszę”.

Szczur triumfalnie zacisnął pięść. Wiedział już, że wygrał.

– Ważę w dłoniach potężne artefakty. Nie mogę uwierzyć, że naprawdę są moje! Przez palce przepływa mi poczucie dobrostanu. Zaciskam dłonie na jędrnej skórze, a potem znowu i znowu. Za każdym razem cycki przybierają inny kształt, powodując równie silne zaskoczenie ich miękkością. Rozumiesz, o czym mówię? Towarzyszy mi euforia, jakby każdy kontakt z tymi krągłościami był moim pierwszym. Trochę żałuję, że nie posiadam dostatecznie dużych dłoni, by objąć cycek w całości, ale nie ma czasu nad tym rozpaczać, bo reakcje Alicji tylko mnie napędzają. Jak coś może być tak wielkie, a jednocześnie tak delikatne? Nie mogę dłużej ignorować sutków, które od dawna zabiegają o moją uwagę. Tylko od którego by tu zacząć? Przylegam ustami raz do jednego, raz drugiego. Całuję je, liżę, ssę, a nawet ciągnę ustami na granicy przemocy. Doję ją tak chyba z godzinę, a po wszystkim cycki nic nie tracą ze swoich rozmiarów. Przykładam więc głowę pomiędzy nie i wtedy…

– Szczur, Szczur!

Oszołomiony Dawid wracał powoli do żywych. Jeszcze przez moment znajdował się na granicy światów, rozkosznie wcierając w policzki powietrze.

– To uzależniające.

– Pamiętaj, że z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność.

– Jaka szkoda, że nie możemy ich zobaczyć… – powiedział ze smutkiem.

Jego przyjaciel przez cały wieczór czekał na podobną frazę.

– A co, jeśli możemy? – Poszedł po laptopa. Dopiero teraz emocje opadły na tyle, by podnieść obalony fotel.

Wszedł na jedną z tych tajemniczych stron, które wyglądają na zawirusowane. Ba, zalogował się.

– Co to jest? – zapytał zaglądający mu przez ramię Szczur.

– Wykupiłem abonament do sztucznej inteligencji rozbierającej zdjęcia. – Przewinął kilka fotek Alicji. – Twój wybór.

– Dawaj, to jest moje ulubione. – Wskazał palcem.

– Ulubione?

Szczur machnął ręką, a Rafał nie drążył tematu, skupiając się na pracy. Postukał trochę w klawiaturę, zaznaczył kilka opcji w surowym interfejsie, poustawiał suwaki. Po lewej stronie ekranu pojawiło się wybrane zdjęcie. Uśmiechnięta Alicja stała wyprostowana na plaży, odziana w dżinsową spódnicę i narzuconą na T-shirt koszulę. W tym czasie wprawiona w ruch aparatura zaczęła mielić niezliczone ilości bajtów, kawałek po kawałku odsłaniając drugą wersję obrazka. W gruncie rzeczy była ona bardzo podobna do pierwowzoru. Ta sama poza, z ręką osłaniającą oczy przed słońcem, ta sama zamyślona mina i oczy spoglądające w dal. Z jedną tylko różnicą. Młoda dziewczyna paradowała bez ubrań, świecąc ogromnymi walorami i ogniskując wzrok chłopaków na wciąż krótkich, choć pozostawionych samopas włoskom poniżej.

Rafała wgniotło w fotel, a Szczur rozdziawił usta tak szeroko, jakby właśnie brał pierwszy gryz podwójnego hamburgera.

– Jasny gwint…

– Nie wiem, czy powinieneś to oglądać, skoro nie ściągnąłeś jej majtek. – Rafał popukał palcem po pikselowym łonie.

– W takim razie ją rozbieram. Od razu wkładam palec i zaczynam myszkować po jej wnętrzu. – Niespokojny głos Szczura wyrażał wielką ochotę powrotu do gry.

– Głośne westchnięcia stopniowo zamieniają się w krzyki.

– Zademonstruj, jak to robi.

Rafał odwrócił się za siebie, na co Dawid w popłochu wyciągnął rękę ze spodni.

– Chrzań się, Szczur!

 

Czas korzystnie wpłynął na działkę Rafała. Budka doczekała się nowej elewacji, a pośród regularnie traktowanych kosiarką chwastów ustawione były dwa leżaki. Siedzący na nich przyjaciele raz po raz stukali się butelkami kraftowego piwa.

Szczur zmienił się nie do poznania. Nabrał masy, a z wyglądu przypominał krzyżówkę metalowca z programistą. Na nosie miał cienkie okulary, zapuścił długie włosy, a twarz porosły zaniedbane kłaki. Skromną postawą nie dawał po sobie poznać, że jego nazwisko znajduje się w ścisłym gronie najbardziej pożądanych w całej branży high-tech.

Spojrzał w bok. Tylko gospodarz zdawał się obojętny na mijające lata. Wyglądał tak samo jak zawsze. Jego życie także nieszczególnie się zmieniło. Może to i dobrze? Gdyby nie ten facet, wieczór kawalerski Dawida do złudzenia przypominałby młodzieńcze urodziny.

Pan młody głośno wypuścił powietrze, ogłaszając podjęcie ważnej decyzji.

– Najwyższy czas, byś dowiedział się, jak było naprawdę. Zasługujesz na to.

– O czym ty mówisz?

– Nie udawaj. Wszystko zaczęło się przecież wtedy, gdy w tym oto miejscu posiadłem moc potężnych artefaktów. Dzięki tobie zdołałem wyjść ze skóry Szczura, którym nigdy nie chciałem być. Dajesz wiarę, że tylko ty tak jeszcze do mnie mówisz i cholernie mi tego brakuje? – Popularny w dark webie Rat zrobił pauzę. – Nie zapraszano mnie za często do szkolnego internatu, ale z tego, co wiem, mocno się on różnił od akademika w Powiązkach. Choćby z zewnątrz. Ten ostatni to wielki budynek, właściwie cały kompleks. Trochę z tego powodu, a trochę ze zwyczajnego zachłyśnięcia się nowym życiem, dopiero dwa miesiące po zakwaterowaniu zorientowałem się, że Alicja mieszka nieopodal. Już następnego dnia rozmawiałem z woźnym. Tym razem wszedłem do jej pokoju na legalu!

– Czy ty…?

– Spokojnie, nie włamałem ci się na działkę. – Uśmiechnął się. – Ale daj mi opowiedzieć po kolei. Zamiast ukrytej kamery w wentylacji, podstawiłem w pokoju elektroniczny zegarek z wbudowaną kamerą, dzięki czemu nie musiałem się martwić o moc baterii. Urządzenie całymi miesiącami bez przeszkód rejestrowało każdy ruch, bo dziewczyny myślały, że należy ono do tej drugiej. No i tajemnice Alicji też były zgoła inne. W każdym razie nie obracała dragami.

– Naprawdę to zrobiłeś?! – Rafał od samego początku miał wrażenie, że przyjaciel stroi sobie z niego żarty.

– Zrobiłem. To i wiele więcej. Przyszła do mnie pewnego wieczora, kiedy miałem pokój tylko dla siebie. W środku nie zastała dawnego Szczura. Ten nowy emanował pewnością siebie i jasno dawał do zrozumienia, kto tu rządzi. Ledwo założyłem jej kajdanki, a sutki już przebijały się przez koszulę, pędząc do pana. Pchnąłem ją na ścianę. Z każdym strzałem na dupę, a wierz mi, że nie szczędziłem siły, Alicja zdawała mi się coraz mniejsza. Raz jeden odwróciła głowę w moją stronę. Była dziwnie pewna siebie. Wówczas to zignorowałem. Odwróciłem ją przodem, przytrzymując ręce wysoko nad głową, a wtedy…

– Nie gadaj, że za luźno ją skułeś.

– Rzuciła się na mnie. Nie jednak całym ciałem, a głową. Spokojnie, nie dała mi z byka. Zamiast tego przylgnęła do mnie ustami! Tocząca się w podniebieniach szamotanina dała naszym językom czas do przećwiczenia na sobie chyba wszystkich zapaśniczych chwytów. Powstałe napięcie pewnie nigdy nie pozwoliłoby nam się od siebie rozdzielić, ale Alicji skończyły się ubrania do ściągnięcia. Chyba nie myślałeś, że moje ręce były w tym czasie bezczynne?

– Czy była taka jak…?

– Identyczna jak na obrazku. Piersi trwały dumnie z wysoko podniesionym sutkiem, a do szczeliny prowadził kontrolowany chaos. – Pokiwał głową z uznaniem. – Przenieśliśmy się na łóżko. Najpierw było od tyłu. W tamtym czasie miałem raczej niewielkie doświadczenie i stresowałem się jak diabli, ale czas pokazał, że niepotrzebnie. Ostrożnie w nią wtargnąłem. Czułem się jak intruz, który musi spokojnie wybadać teren. Z początku chyba trochę się nudziła, bo cały czas chciała mocniej i mocniej.

– Lada dzień będzie twoją żoną. Zrozumiem, jeśli pominiesz pewne szczegóły.

– Daj spokój, brachu. To ty napisałeś dla mnie ten scenariusz. Do końca życia będę ci za to wdzięczny. – Panowie przyjrzeli się etykietom kolejnych piw i raz jeszcze stuknęli na zdrowie. – Pochyliłem się do przodu i złapałem ją za biust. Nie chciałem, by tymi wielkimi dojami powybijała sobie zęby, a jednocześnie zyskałem siły, których dotąd nie znałem. Brałem ją z taką werwą, że z obijanej łóżkiem ściany sypał się tynk.

– Dziw bierze, że nikt z sąsiadów nie przyszedł was opieprzyć.

– Może i przyszedł, ale zgodnie z naszymi przewidywaniami, Alicja była niezwykle głośna. Darła się wniebogłosy, zagłuszając nawet moje myśli. O ile cokolwiek wtedy myślałem…

– Pewnie nic.

– Po obróceniu jej na plecy, zdjąłem zbędny metal, skoro i tak chcieliśmy tego samego. W odpowiedzi rozłożyła zgięte w kolanach nogi. Gotowa na dzikie harce, zapobiegawczo wbiła szpony w prześcieradło. Runda druga. Posuwałem ją bez opamiętania. Coraz mocniej zadyszany, nie wiedziałem, w które oczy patrzeć. Wybrałem te na twarzy, bo od rozbujanych cycków aż kręciło mi się w głowie. Z tego wszystkiego nie zorientowałem się, że dochodzi. Wierzgnęła z taką siłą, że mało nie połamała mi sprzętu! – Nastała cisza. – Długo wracała do siebie, a ja stałem wówczas jak ten głupek, nie wiedząc co począć. Wreszcie się ocknęła. Nie spuszczała oczu z mojego niewyżytego pytona. Przeturlała się przez łóżko i oklapła na kolanach tuż przede mną. Objęła mnie oburącz. Całe serce wkładała w te kilka prozaicznych ruchów. Wreszcie wycelowała go sobie między cycki. To marzenie każdego faceta, ale kiedy zatopiła mnie w swoich walorach poczułem się okropnie mały. Na całe szczęście potrafiła stworzyć taką atmosferę, że w mig straciłem kontakt z rzeczywistością. Zwłaszcza wtedy, gdy pochwyciła końcówkę ustami. Czułem, jak opuszczam swoje ciało. Ostatnie sceny obserwowałem z góry. Wsłuchiwałem się w godne neandertalczyka stęknięcia i cieszyłem z wylanego na jej piersi litra maślanki.

– Trudno uwierzyć, że tak długo wytrzymałeś.

– Możliwe, że lekko podkoloryzowałem. – Obaj wybuchli śmiechem. – Nie wiem, co ona we mnie widziała…

– Myślę, że doceniła twoją determinację i zdolność do przejęcia kontroli. Ilu przed tobą miało odwagę oznajmić jej z takim przekonaniem, że zaraz będziecie uprawiali seks?

– Pewnie niewielu.

– Zdobyłeś najlepsze cycki w Grzeszynie, Powiązkach, kraju, a pewnie i na całym świecie. Ty to masz szczęście…

– No. Nieograniczone możliwości i chwałę na wieki.

 

Drogi Czytelniku! Przeczytałeś do końca? Pozostaw po sobie komentarz. To najlepsza nagroda dla twórcy.

Ten tekst odnotował 14,314 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.44/10 (38 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Komentarze (29)

+3
-2
"American Pie" zmelanżowane z combo virtualu i realu, podlane sosem "nieznośnej lekkości pióra". I like it 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+4
-3
Chyba najpiękniejszy i najbardziej pasujący do treści tytuł opowiadania, jaki kiedykolwiek dane mi było ujrzeć (jednocześnie nie spoilerujący tekstu).

Realizacyjnie to całe poczciwe Vee – seksik i humorek w jednym. Równocześnie prezentuje straszną windę paternoster – raz jedzie do góry i bez zatrzymywania się zaczyna zjeżdżać w dół i znów do góry.

Podoba mi się początek – dynamiczny, ale nie pospieszony. Dobrze prezentuje uczucie pościgu i ucieczki, zarysowuje nam podłoże problemów bohatera. Potem jednak wchodzi ekspozycyjny montaż, w którym nagle bohater z wczesnego nastolatka (może nawet dziecka) staje się młodym dorosłym. To pierwsza moim zdaniem dziwna decyzja, raczej spodziewałabym się bohaterów 14-16 – burza hormonów, bunt, wykluczenie społeczne i trudne dojrzewanie sprawdziłyby się tutaj bardziej. To akurat wiem z autopsji.

Dość mętnie tłumaczysz, czym są RPGi. Gdybym sama nie grała, nie pojęłabym przedstawionej tutaj definicji, ale już "przygody" przedstawione jako wcześniejsze budują nam coś. Nie uszło też bez błędów:

Była wśród nich klasyczna sześciościenna kostka znana z chińczyka, ale też trzyścienna, ośmiościenna, a nawet stuścienna.



Istnieje 6 kości:
K4 (4-ścienna piramidka), k6 (tak, to ta zwyczajna), k8 (czyli ośmiościenna, podwójna piramidka), k10 (dziesięciościenna, podobna do bączka), k12 (dwunastościenna), k20 (dwudziestościenna) i k100 (k10, ale liczby odpowiadają dziesiątką – czyli zamiast 2 jest 20, 3 to 30 etc. – rzuca się zwykle w parze z k10, by otrzymywać dwucyfrowe wyniki).
Czasem (niezmiernie rzadko) używa się też k2, czyli monety.

Sam zapis sesji jest jednocześnie genialny w warstwie meta (tego, jak wygląda wszystko przy stole), ale fatalny, jeśli chodzi o imersję (tego, co robią postacie).
To aż prosiło się o użycie tego, co zrobił ostatnio @Tomp w środku Real Doll VI, gdzie mieszają się dwie narracje i pisanie jakby naprawdę dochodziło do tych zdarzeń (co zresztą zostało przedstawione w zakończeniu).

Przebieg jest całkiem zabawny (tutaj wychodzi talent autorszcza do tworzenia humorku), ale w moim odczuciu opisany po łebkach (ponownie, braki imersji) i trochę jak w ostatniej twórczości @Agnyzy momentami przypomina kostkę rosołową niż rzeczywistą zupę. A szkoda, bo tutaj właśnie byłoby najwięcej błysku (a nie w samej sadystycznej zabawie piersiami koleżanki). Potem znów ratuje sytuację ten przebłysk "jebać, mogę" z dosłownie Kung-fu Panda 2 moment (mój ulubiony – klik).
Mściwe i zachłanne zabawy seksualne wbrew pozorom, są fajne – nie zajeżdżają mizoginią dla samej mizoginii lub pobudzenia czytelnika.

Ale… dwóch dorosłych facetów robi fantazje seksualne w jednym, ciasnym pomieszczeniu? I jeden już pakuje łapę do spodni? :x
photo

Rozbieranie AI takie współczesne i piękne, chociaż skoro mamy bohaterkę 19-letnią, trzeba było pieprznąć mocniej i przedstawić, że Rafał wszedł w posiadanie prawdziwych nudesów Alicji, bo ta sprzedaje je w internecie (choćby jak kiedyś nieletnie laski oferowały to za doładowanie na telefon na Naszej Klasie, a współcześnie mogłaby mieć po prostu jakieś OF, które hakował lub włamał się jej do chmury z iPhona [w końcu była bogata i popularna, takie dzieciaki zawsze mają telefon z jabłuszkiem]). TO by dopiero była motywacja dla Dawida do zmian w swoim życiu.

Zakończenie IMO ckliwe i zajeżdża z deczka pastą o koledze Matim. Mogło pozostać bez opisu "Ha, zrobiłem to w realnym życiu, zdominowałem ją i teraz jest moja". Gdyby mocniej pójść tropem pasty i zrobić tylko podsumowanie: "Pamiętasz moje XX urodziny, jak mnie tutaj zaprosiłeś i graliśmy tę sesję? To właśnie tobie zawdzięczam to, że dzisiaj jest moją żoną".

Pomimo wszystko, widać napracowanko, serce włożone w treść i bohaterów – co zawsze najbardziej cenię w opowiadaniach. Zabrakło trochę więcej tego pierwszego i dosłownie trzech kroków (z podbiciem immersji) do zostania moją czwartą dziewiątką na portalu, jednak pozostaje 8 z ogromnym plusikiem w serduszku.
Jak pisałam pod Ocenami – widać spowrotem przyrost chęci do tworzenia.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
-1
@Vee - skoro @Rascal tak ładnie się doprasza, to może załatwimy jej jakiś catering? Koniecznie duuużo syntetycznych dodatków, aromatów, wypełniaczy, stabilizatorów, barwników, tłuszczy trans (i homo też - patrz foka) i innych podobnych smakołyków 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
@SENSEIH, co prawda duch American Pie mi podczas tworzenia nie towarzyszył, ale rzeczywiście są pewne podobieństwa. Jeśli dobrze pamiętam, filmowi bohaterowie szukali jakiejś księgi czy innego przedmiotu, który miał im pomóc w pozbyciu się dziewictwa.

Virtual i real – to akurat motyw, który pojawił się już w innym moim tekście. Tyle że tam jest to element wiodący i bohaterowie nie wiedzieć kiedy trafiają do gry komputerowej. Do teraz nie wiem, czy ich przygoda wydarzyła się naprawdę :>

Dzięki, że zajrzałeś! ;-)



@Agnesso, jak ja jej przygotuję koktajl glukozowo-fruktozowy, to zatęskni za suchym chlebem 😉 Nawiasem mówiąc. Twoja ostatnia wrzutka nie ma dialogów, a powyższy tekst jest z nich praktycznie zbudowany. Tak i tak jest dobrze ;-)



@Rascal, dzięki za docenienie tytułu. Roboczy był zupełnie inny – „Jak Dawid z Goliatką”, bo tekst początkowo miał się skupiać na relacji dwóch zwaśnionych (lub nie) stron. Tak zresztą pozostało, ale w trakcie tworzenia udało mi się odkryć niesamowity potencjał biustu Alicji, który zresztą był już przeze mnie promowany w dwóch innych opowiadaniach. Siadając do pisania zawsze mam w głowie jakiś zamysł. Myślę, że tutaj udało mi się dobrze zareagować i zgrać ze sobą motywy.

Oczywiście wiem, że nie wszystkie wypisane przeze mnie typy kostek znajdują się w standardzie, ale chłopacy to wyjadacze posiadający cały zestaw. Trójkątna k3 i okrągła k100 (które pewnie jest ogromną rzadkością) były mi potrzebne do zbudowania klimatu. Nie żałuję tej decyzji 🙂

Kwestia sztucznej inteligencji jest o tyle ciekawa, że takie oprogramowania faktycznie istnieją. Nie są jeszcze uregulowane prawnie, nie wiem też, czy są jakieś darmowe, ale ta ciekawostka wydała mi się warta wykorzystania.

Do Twojego komentarza jeszcze się szerzej odniosę, ale z wyjaśnieniem swoich decyzji wstrzymam się jeszcze chwilę, bo być może pojawią się jeszcze jakieś inne ciekawe przemyślenia, których nie chcę zdusić w zarodku 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

Z dwojga złego, ona go przecież nie pobije


Nieprawidłowe użycie frazeologizmu.

wina marki „wino”


Zapis powinien wyglądać tak: >>wina marki Wino<<

bywalnia


= neologizm własny? Hmmm... Nie widzę powodu. Sztuka dla sztuki.

kartki, z których część chlasnął sobie na kolana


W tym znaczeniu brak w SJP jak i w Miejski.pl

trzyścienna


Czytałem wyjaśnienia @Rascal o kostkach do gry i Twoją odpowiedź, ale wybacz, trzyścienna kostka jest jakąś bzdurą ze świata dwuwymiarowego. Przypomina mi osławione wydłużony punkt i kwadratową kostkę, tylko bardziej 😉

Tak zwany erpeg (RPG) to gra narracyjna..,


Tu wyjaśniasz rzecz znaną nawet mnie w rozrywającym akcję komentarzu, podczas gdy uprzednio musiałem szukać, co to Need for Speed 😉

Kartę Postaci


Hmmm... Zastanawiająca pisownia. Karta win pisze się małymi, karta uczestnika, karta wojny podobnie. Pisałbym małymi.

otrzymał karłowatość i „szpetną mordę”


Nie widzę uzasadnienia dla cudzysłowu.

"łóżko [...] pokoju" mi się nie podoba.

ze wzrokiem wgapionym


Mam nadzieję że to też tylko stylizacja.

Wprawione ręce Alicji pakują


Jestem pewien, że "wprawne".

dlaczego dzieli towar w kiblu, ale to doskonała protekcja przed opiekunami,


Błędne użycie słowa "protekcja".

w mordę marki Adidas


Nie rozumiem. Co to jest "morda marki Adidas"?

„Te cuda są moje. Ty je tylko dla mnie nosisz”.


Zdanie to wzbudziło moje samcze emocje 😉

To teraz subiektywnie o treści.
To opowiadanie, jak niektóre Twoje, jest dwuczęściowe i te części do siebie średnio pasują. Najpierw mamy opis RPG, całkiem udany, a potem – pstryk – przeskok do mało realnie zarysowanego czegoś, co ma być realnością, ale... nie przekonuje, że jest. Opis Rata i jego akcji z narzeczoną przemawia do mnie mniej niż gra (a to nie jest komplement, jako że fanem gier, w tym RPG, nie jestem). Poza słabością części drugiej, ten klej, który je skleja, chyba puścił. Idź do Castoramy i kup coś mocniejszego 😉
Bo, z drugiej strony (jeśli dobrze odczytuję Twój komentarz), jeśli ta druga część nie ma być realna, tylko jest opisem jakiejś imaginacji (z RPG rodem?), to dla mnie jeszcze gorzej, bo całość, bez żadnego zaczepienia w niczym, staje się nudna. Nudna, bo nic z niej nie wynika.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0

Nieprawidłowe użycie frazeologizmu.


Czy takie złe? Wolałbyś „z dwojga złego lepiej nie zostać pobitym”?

= neologizm własny? Hmmm... Nie widzę powodu. Sztuka dla sztuki.


To mnie zaskoczyło. Rzeczywiście nie ma takiego słowa. Bywalnia, bo nie salon. Pisząc raczej się nie zastanawiam, czy to odpowiednie miejsce na neologizm. Długofalowo chyba lepiej jak przy tym pozostanę 😛

W tym znaczeniu brak w SJP jak i w Miejski.pl


Chodziło mi o: „uderzyć z rozmachem i świstem”. Nie wiem, czy moje użycie jest prawidłowe, ale podoba mi się. Nie wiem co pasowałoby bardziej.

Czytałem wyjaśnienia @Rascal o kostkach do gry i Twoją odpowiedź, ale wybacz, trzyścienna kostka jest jakąś bzdurą ze świata dwuwymiarowego. Przypomina mi osławione wydłużony punkt i kwadratową kostkę, tylko bardziej


Kostka to sześcian, a tu taki trójkąt, takie koło… Nie czujesz tej magii? 😀

Tu wyjaśniasz rzecz znaną nawet mnie w rozrywającym akcję komentarzu, podczas gdy uprzednio musiałem szukać, co to Need for Speed


Nie powiem, były w tym miejscu pewne wątpliwości, ale te parę linijek chyba nikogo nie zaboli, a przynajmniej wszystko jasne. To nigdy nie jest zerojedynkowe, wiem to z „Bejbe”, wiem to z „Gry”. Need for Speed nie jest wyjaśniony, bo to dynamiczny fragment tekstu. Sama angielszczyzna rozumiana jako „potrzeba prędkości” jest już OK. jak ktoś wyłapie tytuł popularnej gry, tym lepiej dla niego.

Nie rozumiem. Co to jest "morda marki Adidas"?


To chyba jedno z większych moich szaleństw, haha! Marka Adidas ma sugerować, że Szczur jest już ranny, bo Alicja zrobiła mu pazurami trzy paski.

Zdanie to wzbudziło moje samcze emocje 😉


Super!!

Co do subiektywności. Jak dobrze wiesz, mam raczej luźne podejście do realizmu. W „realnej” historii Szczura i Alicji jest więcej luk niż treści, więc wolę mówić, że nie została ona uwiarygodniona, a nie że jest niewiarygodna. Czy klej jest słaby? Ma potężną moc, gotową łączyć narody 😉
Aha. Potwierdzam, że opowieść Dawida jest prawdziwa. Wątek ten rozwinę jeszcze jutro, dzisiaj trochę nagli mnie czas 🙂



@Rascal, mogłabyś napisać jak Twoim zdaniem powinna wyglądać fabuła sesji? Czego brakuje mojej? Będzie mi się łatwiej odnieść.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-1

Z dwojga złego, ona go przecież nie pobije


Jakby Ci się chciało sprawdzić użycie frazeologizmu "z dwojga złego" to dowiedziałabyś się, że po nim następuje wybór jednej z dwóch uprzednio zarysowanych opcji. Np. jeśli przedtem była mowa o tym, że znajduje się między Scyllą a Charybdą, to "z dwojga złego wybrałby Charybdę". W twoim przypadku nie ma wyboru między niczym.

kartki, z których część chlasnął sobie na kolana


I twierdzisz, że gdyby napisać: "kartki, z których część UDERZYŁ SOBIE na kolana z rozmachem i świstem", byłoby dobrze?

trzyścienna


Nie, zdecydowanie nie czuję magii, tylko widzę błąd przestrzenny. Bryła MUSI liczyć sobie co najmniej cztery ściany. Tu nawet magia mi nie pomoże. Pod tym względem jestem podobny do Akwinaty, który będąc człowiekiem dogłębnie wierzącym w cudy i w Bożą wszechmoc, twierdził, że nawet Wszechmoc Boża nie przywróci kobiecie utraconego dziewictwa. Na tej podstawie będę się upierał, że nawet Wszechmoc Boża nie sprawi, by bryła mogła być trrzyścienna.
Jestem ciekaw, jaki procent czytających o mordzie marki Adidas załapał Twoją myśl.
Pozdrawiam serdecznie 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+3
0
@Vee - z neologizmami trzeba uważać. Jak taki Białoszewski coś wybełkotał po pijaku, to polonistki się tym autentycznie podniecają. Jak dowolny pisarz fantasy/s-f zaczyna opowieść od pierdyliona wyjętych z dupy nazw krain, ras, nazw własnych albo czego tam chcesz, to "takie są prawidła gatunku, więc nie interesuj się, bo krzaciej* mordy dostaniesz". Ale jak my coś sobie wymyślimy, to nie. Bo nie. Dlatego z dwojga złego lepiej jak kozom przeszkadza rąbek od spódnicy, niż @Tompa drzwi ściskają. Czy jakoś tak 😛

Aha - chociaż nijak się nie orientuję w świecie gier, to sprawdzenie, że istnieją kostki trzyścienne, zajęło mi jakieś trzy, ale sekundy. Owszem, geometrycznie nieszczególnie mają trzy ściany, ale mogą upaść tylko i wyłącznie na trzy możliwe sposoby (nie cztery, nie sześć, nie sto), więc uważam w ich przypadku skrót myślowy "kostka z trzema ścianami" za jak najbardziej prawidłowy.

*Łoziński pozdrawia 😛
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

@Rascal, mogłabyś napisać jak Twoim zdaniem powinna wyglądać fabuła sesji? Czego brakuje mojej? Będzie mi się łatwiej odnieść.



Okej, ale to nie fabuła sesji jest zła. Te mogą być najbardziej banalnym guanem świata od wyświechtanego "spotykacie się w karczmie i macie iść zabić nekromantę/wampira/złego lorda nekromantę wampira/wielkie zło *niepotrzebne skreślić*", po "budzicie się w celi dzień przed swoją egzekucją po nieudanym napadzie na posiadłość królowej orków i jedyne co może was uratować to cud – wiecie bowiem, że sama Gnara Obrzydliwa jest samotna i na niej kończy się dynastia rodu".
Stąd "głupotka" pokroju "zdobądź cycki swojej nemezis" jest jak najbardziej fajna.

Problemem jest już wyznaczony przeze mnie brak immersji samego spotkania przy gigantycznym nacisku na meta grę.
Oczywiście, tutaj mamy bardzo trudny (i wręcz przy samym graniu w Realu [chociaż teraz już nie ma supermarketów Real :x] męczące i nudne) styl 1:1; zazwyczaj jest to 1:3-4 (1 MG na 3-4 graczy) i to też może się przekładać na ten problem.

O co jednak mi dokładnie chodzi?
Weźmy jednak hipotetyczną sytuację realizowania filmu fabularnego o grupie filmowców tworzących amatorski film – zabieg taki został zastosowany choćby w serialu iZombie sezon 2 odcinek 10 lub filmie Asteroid City Wesa Andersona (tam zresztą warstw tego jest więcej).

Metą będzie sam proces powstawania filmu – postacie zastanawiające się jak grać, reżyser alkoholik, operator ze swoją wizją, badziewne rekwizyty, dźwiękowiec z biegunką i inne tego typu formy.
Immersją zaś przedstawianie wprost scen z nagrywanego filmu (czyli jakbyśmy oglądali zrealizowane przez te postacie dzieło w ramach filmu).

W PA metą są wstawki typu:

– […]W przeglądarkę wpisuję adres strony z zakupami. Dużo mam pieniędzy?
– Trzysta złotych.
– Kupuję ukrytą kamerę i…
– To customowy przedmiot, więc policzę ci za niego trzysta.
– No bez jaj! Chcę zwykły nagrywacz, a nie teleskop Webba. Wystarczy mi obraz przeciętnej jakości, zasięg mikrofonu na pięć metrów, możliwość przesyłania nagrań oraz detektor ruchu, żebym nie musiał martwić się o baterie. Dam dwieście pięćdziesiąt.
– No dobra…


Czyli dwóch chłopaków gra w grę RPG i komentują, co się dzieje przy stole – jest to świetne.

Immersji natomiast brakuje w takich chwilach:

Wpadam w panikę. Wypuszczam z rąk spinkę i odwracam się w kierunku otwartych drzwi. Lustruję Alicję od cycka do cycka. „O, jednak jesteś… Pomagam woźnemu. Muszę zajrzeć do waszej spłuczki”.
– Spłuczki? – Rafał parsknął śmiechem. – Widzisz, jak dziewczyna się zastanawia. W ich toalecie wszystko działa, jak należy, ale skoro przysłał cię woźny… „Właź, byle szybko”, mówi. Trąca cię łokciem, przeciskając się do drzwi. Otwiera kluczem i wpuszcza cię do środka. Panuje tam nienaganny porządek. Łóżka są pościelone, a książki na biurku stoją idealnie poukładane. Wchodzisz do łazienki, która pachnie lepiej, niż wszystkie, w jakich do tej pory byłeś.
– Podchodzę do klozetu i ściągam pokrywę spłuczki. W międzyczasie rozglądam się za odpowiednim miejscem na schowanie kamerki.
– Masz sporo swobody, bo tak śmierdzisz potem, że Alicja zamknęła za tobą łazienkowe drzwi. Niestety, znalezienie skrytki nie jest wcale takie proste. Z dobrym widokiem na prysznic możesz umieścić ją przy umywalce albo półeczce pod lustrem, ale tam natychmiast zostanie zauważona.
– Gdzie jest szyb wentylacyjny?
– Szyb da nieco gorszą widoczność, ale na pewno coś zarejestrujesz. Tylko że musiałbyś wejść na pralkę, żeby do niego sięgnąć.
– Już myślałem, że cię zrobię… – Rafał nie krył zawodu, że jego przebiegły plan spalił na panewce. – Tak jest, włączoną kamerę. Właśnie chcesz założyć kratkę wentylacyjną, gdy dobiega cię pytanie z sąsiedniego pokoju: „długo jeszcze?”.
– Kucam na pralce, żeby mój głos nie pochodził ze zbyt dużej wysokości i odpowiadam, że jeszcze kilka minut.
– Brunetka stoi przez moment pod samymi drzwiami. Napięcie sięga zenitu, a wtedy… słyszysz oddalające się kroki.



Przecież to się aż prosi, by napisać to w ten sposób:


*interlinia*
Przerażony Szczur upuścił spinkę, odwracając się w zwolnionym tempie w stronę Alicji i lustrując ją od cycka do cycka.
– O, jednak jesteś… Pomagam woźnemu! Muszę zajrzeć do waszej spłuczki!

– Spłuczki? – parsknął głos z nieba

Dziewczyna wpatrywała się w niego. Była pewna, że w ich toalecie wszystko działa, ale jeśli przysłał go woźny…
– Właź, byle szybko… – mruknęła, trącąc go łokciem, gdy przeciskała się do drzwi.
Otworzyła je kluczem i wpuściła go do środka. Panował tam nienaganny porządek. Łóżka są pościelone, a książki na biurku stoją idealnie poukładane. Wszedł do łazienki, gdzie pachniało lepiej, niż w jakiejkolwiek był wcześniej.
Niepewnie zbliżył się do klozetu i zdjął osłonkę spłuczki, rozglądając się za miejscem do ukrycia kamery. Alicja zamknęła drzwi, bo smród potu przerażonego chłopaka ją drażnił. Niestety, znalezienie skrytki nie jest wcale takie proste. Z dobrym widokiem na prysznic mógł umieścić ją przy umywalce albo półeczce pod lustrem, ale tam natychmiast zostanie zauważona. Jego spojrzenie padło na szyb wentylacyjny.

*interlinia*

– Szyb da nieco gorszą widoczność, ale na pewno coś zarejestrujesz – zawyrokował MG. – Tylko że musiałbyś wejść na pralkę, żeby do niego sięgnąć.
– Zostawiam prace przy spłuczce i ostrożnie wchodzę na pralkę! – krzyknął zadowolony Dawid.
Rafał zarządził test z minimalnym progiem trudności. Rzut kością. Zdane.
– Odkręcasz kratę i przy samym skraju tunelu ustawiasz kamerę…
– Włączoną kamerę.
– Już myślałem, że cię zrobię… – Rafał nie krył zawodu, że jego przebiegły plan spalił na panewce.

*interlinia*

Uruchomioną kamerę skrył za kratką, gdy nagle usłyszał:
– Długo jeszcze?
Ukucnął na pralce, chcąc ukryć, że stoi powyżej poziomu podłogi.
– Kilka minut!
Cień brunetki rysował się w szparze pod drzwiami. Krople potu ściekały po twarzy chłopaka na białe blachy, gdy napięcie sięgało zenitu. "Wejdzie, czy nie wejdzie…" – zastanawiał się.
Potem kroki oddaliły się.

.

Trzeba pamiętać, że owszem – w prawdziwej sesji wszystko dzieje się w głowach graczy i jest opisywane, tak jak to przedstawiono w PA.
Tylko oni wcielają się w tych bohaterów (tak jak prawdziwi z naszego świata aktorzy wcielaliby się w fikcyjnych aktorów grających w realizowanym filmie) i immersja polega właśnie na jak najmocniejszym wbiciu się w te postacie. Przez to, że to tylko wypowiadane w ten sam sposób co meta gra wstawki, brakuje rzeczywistej wiarygodności w tym, że postacie Szczur przeżywa w jakiś sposób tę przygodę.
Przecież po takim wstępie, to właśnie prosiło się, by ugryźć to w taki sposób (bo widać, że masz rękę do tworzenia takich rzeczy).

Wtedy ten fragment:

Kolejne pomysły Szczura spełzały na niczym. Tą postacią nie był w stanie wykonać żadnej akcji! Znalazł się w rozpaczliwym położeniu. Zwłaszcza po tym, jak bezładnie lecąca dłoń z pomalowanymi paznokciami zrobiła mu trzy długie kreski na policzku. Przeszedł do głębokiej defensywy, ale jeszcze kilka ciosów w mordę marki Adidas, a straci przytomność.
Dawidowi wróciły wspomnienia. Szkolny korytarz, strzał. Śmiechy tak zwanych „kolegów”. Cały spocony, zapadał się w fotelu głębiej i głębiej, podczas gdy stojący nad nim Rafał imitował grad ciosów wymachem ramion. Gra stała się tak rzeczywista, że Szczur sam już nie wiedział, kogo ma przed sobą. Wątpliwości stopniowo rozwiewało ulotne światło wściekłych błyskawic.
– Zrób coś, do cholery! – Wrzeszczał Mistrz Gry, który cierpiał jak nikt inny, musząc to robić swojemu przyjacielowi.
Pierwsza kropla przedostała się przez przegrywający z ulewą dach. Rozbiła się na nosie Dawida, wyrywając go z letargu. Gracz spojrzał na przeciekający sufit. W uszach dźwięczały mu ostatnie słowa. Musiał coś zrobić.



Opisany w ramach mety uderzyłby nas w mordę tak mocno, że przejście do dalszej gry i opisanie samego "pokonywania" Alicji w ramach podobnej do tej powyżej mojej immersji stworzyłoby zrównanie – realnego świata i tego wykreowanego jedynie w głowie przez fabułę – oraz pod wpływu jednego impulsu, spowodowanego spadającą kroplą na to, jak postanawia coś zmienić (ponownie, Kung-Fu Panda 2 – gdy Po przerabia swoje traumy, osiągając wewnętrzny spokój).

Czy wtedy zakończenie tego typu, z jakim podobnie jak @Tomp mam problem, byłoby potrzebne? Cóż, jedynie wystarczyłoby pokazać "pokonałem swoje lęki" i uderzyłoby w nas jeszcze mocniej.
Nasza ekipa pomimo problemów zrealizowała swój film i dostała Oskara za niego.

Bo nie wiem, jak inni, ale ja widzę, że właśnie o tym miał być tekst. Tylko zamiast czerwonego astona martin DBS na torze wyścigowym stanął on w korku na A1 przed obwodnicą Trójmiejską w poniedziałek o 8 rano. Nie ma szans, by pokazać prawdziwy pazur.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0

trzyścienna kostka


Po pójściu drogą (jakże prostą) Agnessy posypuję głowę popiołem i stwierdzam nie pierwszy raz, że w świecie wirtualnym nawet bryła może mieć trzy ściany. 😉
Łobaczewski patrzy na mnie z góry i skręca się ze śmiechu.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0

Jakby Ci się chciało sprawdzić


Rozchmurz się, Tomp 🙂 Dla mnie ta dwoistość wyboru znajduje się w domyśle. Czy to wystarczające to inna sprawa. Chlaśnięcie z kolei to trudny dla mnie temat. Myślę, że jest ono wątpliwe, ale w moich stronach się tak mówi, więc widzę to nieco inaczej.

Jestem ciekaw, jaki procent czytających o mordzie marki Adidas załapał Twoją myśl.


To rzeczywiście ciekawe. Myślę jednak, że takie przebłyski geniuszu są doceniane dopiero 150 lat po śmierci autora. Może więc małe RealDollki o adasiach będą się dowiadywały wyłącznie z tego opowiadania 😉

@Agnessa, sprawa neologizmów zawsze jest skomplikowana. Ja tam słowotwórstwo lubię. Jeśli czytelnik rozumie przekaz, to zawsze jest ono wartością dodaną. Inna sprawa, że eksperymenty są trudniej przyswajalne… chyba że te własne. Mnie też często różne wybryki nie podobają się u innych. Uważam to za kwestię smaku.

Co do trzyściennych kostek, to jest tak jak mówisz. Co ciekawe, po wyszukaniu ich w Internecie jedna z pierwszych notek pokazała mi nawet, że są one niezwykle popularne. No, ale mógł to być tylko chwyt marketingowy 😀

Agnesso, zajrzyj do mnie gdzieś, kiedyś. Moje portfolio od Różowych okularów mocno się rozrosło 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Rascal, generalnie uważam, że pisanie opowiadań składa się z wielu wyborów. Postaram się wytłumaczyć swoje.
Teraz rozumiem o co Ci chodziło z przenikaniem światów. Mnie się to wydało zbędnym problemem narracyjnym. Emocje zostały chyba całkiem nieźle ujęte bez tego przenikania światów, a z nim wiązałyby się trudności z połapaniem się w tekście. „Szczur wyszedł z pokoju. Szczur usiadł wygodnie” – i jak tu wyczuć, że pierwsze zdanie dotyczy gry, a drugie rzeczywistości? U mnie narrator opowiada o tym co się dzieje w realu, a chłopaki grają. Gdyby tak intensywnie mieszać tymi światami, to można by sobie odpuścić ten zabieg i po prostu opisać historię z gry jako tę realną. Nie mówię, że Twój pomysł jest zły i nie do zrealizowania, ale uważam, że mój się broni.

Potem jednak wchodzi ekspozycyjny montaż, w którym nagle bohater z wczesnego nastolatka (może nawet dziecka) staje się młodym dorosłym. To pierwsza moim zdaniem dziwna decyzja, raczej spodziewałabym się bohaterów 14-16


Pierwszy przeskok uważam za płynny. Jest gimnazjum, przejście do liceum i nawet wyliczone kolejne urodziny Szczura. Dlaczego nie zostawiam tej gry czternastolatkom? Pierwsza rzecz, unikam w eropowiadaniach takich gówniarzy i zostawiam ich sobie wyłącznie do opisywania rozkmin i fascynacji. Druga sprawa jest bardziej złożona. Co prawda tworzę pojedyncze opowiadania i one mają się bronić w pojedynkę, ale stanowią też większą całość. Do czegoś nawiązują i coś nawiąże w przyszłości do nich. Tutaj np. zależało mi, żeby PA miało miejsce po „Grze”. Nie wiem jeszcze jak to wykorzystam, ale mega nieśmiały Rafał musiał mieć jakieś podwaliny pod stworzenie prezentu dla Szczura.

Ale… dwóch dorosłych facetów robi fantazje seksualne w jednym, ciasnym pomieszczeniu? I jeden już pakuje łapę do spodni? :x


To z mojej strony nieplanowany śmieszek 🙂

Rozbieranie AI takie współczesne i piękne, chociaż skoro mamy bohaterkę 19-letnią, trzeba było pieprznąć mocniej i przedstawić, że Rafał wszedł w posiadanie prawdziwych nudesów Alicji


AI jako motyw bardzo mi pasuje do świata Rafała i Szczura. Do tego, gdyby Rafał faktycznie miał zdjęcia Alicji, to po co grać, skoro można by ją realnie zaszantażować? 😛

Zakończenie IMO ckliwe i zajeżdża z deczka pastą o koledze Matim.


Ckliwe i do tego nieco szarpane. Choć tutaj po susie do przodu cofamy się z wydarzeniami do czasów niedalekich samej rozgrywce na działce. Sama ckliwość wynika z chęci zadośćuczynienia Szczurowi, którego czytelnikom Gry było szkoda. Do tego tekst jest właściwe biograficzną opowiastką tej postaci. Co jednak najważniejsze, w „Grze” życie powoli przeistacza się w świat wirtualny. Tutaj chłopaki po prostu sobie grają, ale wydarzenia z erpega mają niebagatelny wpływ na losy Dawida. To mój sposób na „odwrócenie” zabiegu.

widać spowrotem przyrost chęci do tworzenia.


To nie do końca tak. Chęci mam dużo od pierwszego tekstu do teraz i nie przewiduję w tym żadnych zmian. Staram się jednak w miarę regularnie publikować, a na przełomie roku było u mnie znacznie mniej czasu. Tak jak wyżej napisałaś, w tekście widać spory wysiłek, bo też nie znam się na RPG i udało mi się zgłębić temat także przy Twojej pomocy. Mój świat powoli się zazębia, postacie żyją własnym życiem i zdają się same wymyślać sobie dalsze przygody, które w mojej głowie zaczynają przybierać formę tomiku. To niemała motywacja, jedziemy do przodu :-)
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Tomp Zabawna jest ta wasza dyskusja o k3. Oczywiście, że bryła może mieć trzy ściany. Muszą to być tylko ściany nieplaskie (przynajmniej jedna). 🙂 Eliptycznie zboczone? Pozdrowienia dla jego profesorskiej ekscelencji Łobaczewskiego 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
No i przeczytane. Z jednej strony z niemałą satysfakcją, bo jest to naprawdę sprawnie napisany warsztatowo i oparty o bardzo nieoczywisty motyw erotyk. I choć moja wiedza o RPG nie wychodzi poza sam fakt, że istnieją (powiem więcej: gdyby ktoś rzucił samo pojęcie "rpg" bez kontekstu, moją pierwsza myślą byłby... ręczny granatnik przeciwpancerny 😛 ), to wytłumaczenie zasad takiej gry było dla mnie nadto wystarczające. Co nie znaczy, że parę rzeczy mi mocno nie zgrzyta.

Najważniejsza jest taka, że bohater jest tak samo mocno przekoloryzowaną najpierw ofiarą, co potem zwycięzcą gry i panem własnego losu. I ta zmiana dzieje się właśnie w wyniku tego jednego wydarzenia. Tak, wiem, to amatorski pornosik, a nie poważna analiza kondycji psychicznej przedstawiciela małomiasteczkowej młodzieży (czy raczej młodego dorosłego), ale bez przesady. Oczywiście są sytuacje, w których dosłownie jedno wydarzenie jest w stanie wywrócić nasze pojmowanie świata do góry nogami, jednak nijak nie widzę, by miała być to gra. A już na pewno zmiana nie byłaby tak nagła i tak drastyczna jak w tym przypadku, bo on la się ociera o wręcz komiksowe supermoce, tyle że zamiast skakania po budynkach mamy zwycięstwo nad własną prześladowczynią i zdobycie "najlepszych cycków w Grzeszynie" w jednym. Gdyby brać opowiadanie na poważnie, przekazuje oni tak samo szkodliwy wzorzec jak te wszystkie naiwne historie o szarej myszce, które znajdują wymarzonego księcia z bajki. No nie, nie znajdują, bo w prawdziwym życiu taki książe nawet na te myszki nie spojrzy - chyba że to będzie afrykański nastęoca tronu, który zostawi po sobie co najwyżej nieślubne dziecko (hejty za rasizm za 3...2...1...). Tak samo jak szkolne popychadło nie stanie nagle przed lustrem i nie powie "od dzisiaj jestem zajebisty i to mnie będziecie słuchali" - nawet jeśli kiedykolwiek wyrwie się z klatki własnych traum, to zajmie to lata i już na początku będzie wymagało całkowitego zerwania z przeszłością i zmiany środowiska w postaci wyprowadzki na co najmniej drugi koniec kraju.

Na szczęście nie mam zamiaru traktować "Artefaktów" (POTĘŻNYCH XD) śmiertelnie poważnie, bo po prostu nie ma to sensu. Żadnego. To momentami dająca do myślenia, ale w gruncie rzeczy lekka opowiastka o wchodzeniu w dorosłość i przełamywaniu własnych kompleksów. To już w moim "Gdzie drwa rąbią", poruszającym podobną tematykę, był momentami większy ciężar gatunkowy, a przecież nikt (włącznie ze mną) nie twierdzi, że to dramat psychologiczny.

Więc w skrócie: @Vee - doceniam, stawiam solidne 9/10 i agnyzowy znak jakości 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Mimo że zarzut kompozycyjno-fabularny Agnessy w zasadzie pokrywa się z moim, choć jest wyrażony innymi słowami, to z tezą, że jedno wydarzenie nie może (lub że dzieje się to rzadko) zmienić życia człowieka, nie zgodzę się. Przeciwnie; każda zmiana w zakresie psychiki zwykle ma źródło w jednym wydarzeniu. A że natrafia ono na już przygotowany grunt (Lem powiedziałby, że prawdopodobieństwo zmiany przekracza 1), to inna rzecz, ale zapalnik jest jeden i wyraźnie usuwa w cień podbudowę. Praca psychoterapeuty polega na znalezieniu tego wyzwalacza, by potem cofnąć się do ukrytych wcześniej ładunków przygotowujących wybuch i powoli rozbrajać każdy z osobna przez ukazywanie ich w innym świetle.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Agnesso, zbieram wszelkie pieczątki jakości, więc i Twoją przyjmuję z radością. Wybrałaś opowiadanie, które budową przypomina „Różowe okulary”. W obu roi się od zwrotów akcji, łączy je też zaburzona perspektywa, więc nie dziwi mnie, że opinia także jest podobna. Dlaczego RPG? Mam na ten temat równie nikłe pojęcie, co Ty. Przyjmuję jednak za cel „eksplorowanie seksualności” niczym Oliwia z „Tytułu” i podchodzenie do tematu w świeży, porno-erotyczny sposób.

Zanim przejdę do Twoich uwag, malutka dygresja. Nigdy nie kręciło mnie czytanie szkolnych lektur, a moja miłość do czytania narodziła się z własnych inicjatyw. Szybko okazało się, że książki nie muszą być nudne, przeintelektualizowane, z napuszonymi opisami. Mogą za to utrwalać w głowie czytelnika tak silne obrazy, że ten za jakiś czas sam już nie będzie wiedział, czy daną scenę wyczytał, czy może obejrzał w genialnym filmie akcji. Tę samą filozofię staram się przekładać na moje opowiadania. Mają być przystępne, kolorowe, pełne dramaturgii, z odrobinką oryginalnego seksu, czasem przaśne i na granicy kiczu, ale zawsze przemycające jakąś ideę, przyspieszające upływ czasu i powodujące uśmiech. To chyba obecnie eronisza, ale choć pierwsze zauroczenie moimi tekstami w Internecie już minęło, wciąż uważam to za właściwy kierunek. Mając to na uwadze, nie martwią mnie Twoje zgrzyty. Są one niemal pożądane. Chcę wierzyć, że aby polubić moje opowiadania od początku do końca, potrzebne jest prawdziwe braterstwo dusz 🙂

Generalnie nie zamierzam się sprzeczać co do kompozycji. Dobrze wiem, że moje teksty byłyby lepsze, gdyby nad tymi wariactwami zapanował jakiś redaktor. Z drugiej strony błędów nie robi tylko ten, kto nic nie robi, a za moimi decyzjami kryje się zawsze jakaś mniej lub bardziej prawidłowa logika. Co do zarzutów dot. postaci Szczura, to owszem, jest ona jaskrawa, ale czy przekoloryzowana? Ten początkowy Dawid jest człowiekiem z krwi i kości, jakich znał każdy, kto chodził do szkoły. Później owszem, zamienia się w człowieka sukcesu, ale pomijając argumentację @Tompa, z którą się zasadniczo zgadzam, jest to konwencja przenikających się światów rozpoczęta w „Grze”, przez co może nie znając tego tekstu Twój inny odbiór. Trafnie zauważyłaś memiczność potęgi artefaktów, ale zobaczmy jakie inne definicje ma to słowo. Za SJP:

1. «odznaczający się masywną budową»
2. «mający przewagę nad innymi dzięki swej sile wojskowej, materialnej, gospodarczej, umysłowej itp.»
3. «będący objawem czyjejś siły fizycznej»
4. «o zjawiskach akustycznych i atmosferycznych: bardzo intensywny; też: bardzo donośny»
5. «bardzo intensywny, silnie działający i mocno odczuwalny»

Tytułowe artefakty w pewnym stopniu pasują do… wszystkich. Szczególnie ważne jest to ostatnie. Jako potężne itemy dały Szczurowi bonusy do statystyk, dzięki czemu wzrosły szanse na sukces jego akcji w realu. On sam to pośrednio przyznaje w końcówce. Nie ma też pewnie przypadku, że po odtworzeniu w rzeczywistości scenariusza z gry, cycki Alicji same pchają mu się w ręce. Zupełnie jakby wiedziały, że kto inny je nosi, a kto inny posiada na własność.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Vee - moje POTĘŻNE argumenty wcale nie mają na celu wyśmianie czegokolwiek ani kogokolwiek, po prostu takie było moje pierwsze skojarzenie z wiadomym memem. I moim zdaniem pasuje do opowieści, bo jak się nad tym zastanowię, przypomina ona nieco pastę internetową, tyle że bardzo długą. I tak, jest momentami przerysowana znacznie poza granice prawdopodobieństwa. Gdyby akcja działa się w latach 90/00, to może jeszcze dałoby sie uwierzyć w całkowitą realność postaci Szczura. Ale dzisiaj, gdy tyle się mówi (i robi) w temacie szkolnych patologii, opieki nad uczniami itp., to i rodzice, i szkoła już dawno by się zainteresowali tym, co się z takim uczniem dzieje i szybko go przenieśli do innej placówki. A że w opisanej mieścince jest regularne liceum, więc zapewne inne szkoły średnie (i tym bardziej podstawowe) też. Chyba żeby zasugerować to w tekście, że rodzice bohatera to zapracowane korpo(nomen omen)szczury, a nauczyciele z premedytacją ignorują sytuację. Ale że z założenia nie traktuję tego opowiadania jako w 100% zgodnego z realiami*, więc mi to nie przeszkadza, ani tym bardziej nie będę niczego na siłę narzucać. Jeat to zgrabnie przemyślany i napisany, chwilami zaskakująco oryginalny erotyk. Tylko tyle i aż tyle.

@Tomp - a ja obstaję przy swoim. Co prawda wykształcona psycho loszka zapewne sie ze mną nie zgodzi, ale wiem choćby z osobistego doświadczenia, że one lubią nadmiernie komplikować sprawy proste, jak i za bardzo upraszczać skomplikowane. O ile jeszcze jestem w stanie uwierzyć w to, że jakieś bardzo traumatyczne wydarzenie spowoduje trwałe negatywne skutki, o tyle w jedno wydarzenie pozytywne, po którym nagle słonko wyjdzie z za chmurek, a jednorożce będa srały tęczą, już nie. Szczur jest przedstawiony jako "urodzony przegryw", który od pewnego momentu już nawet nie próbuje walczyć ze swoją najniższą pozycją w szkolnym stadzie. I trwa to latami. I nagle ta pojedyncza sytuacja w postaci gry (czyli de facto opierająca się na fikcji, a nie całkowicie realna) ma to zmienić tak sama z siebie? Otóż nie. Jako taki pierwszy kamyczek, który po długim czasie spowoduje lawinę - być może tak, ale niewiele ponadto. Owszem, bohater może być wziętym informatykiem czy kim tam jeszcze, natomiast nie uczyni to z niego nagle pewnej siebie duszy towarzystwa. Zwłaszcza że jest jasno powiedziane w tekście, że nawet jego praca i w sumie cały związany z nią styl życia polega na odizolowaniu sie od społeczeństwa i pozostawania w cieniu, do ktorego dopuszcza tylko pojedyncze, najbardziej zaufane osoby. Dlatego dość mocno mi taka nagła, w zasadzie nieszczególnie wytłumaczona przemiana, zazgrzytała. Bo poza tym w sumie nie mam uwag do treści, a przynajmniej biorąc pod uwagę przyjętą, z założenia ewidentnie przerysowaną (cokolwiek @Vee nie twierdzi 😉 ) konwencję.

*jesli masz chwilę, zerknij na II część "Przeciwieństwa się przyciągają", około połowy jest krótka opowieść o tym, jak dziewczyna z małej mieścinki odkrywa własną seksualność - fragment od "Spotkałam ją na dyskotece...". I to jest napisane na tyle wiarygodnie, na ile tylko było to możliwe. Historia Szczura już nie. Co nie oznacza, że jedna jest gorsza/lepsza od drugiej, po prostu są inne.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Agnesso, ja już ten fragment znam 😉 Oczywiście zgadzam się, że Twój wygrałby w konkursie wiarygodności, ale zaskakuje mnie ta kategoryczność co do Szczura. Są szkoły, do których trafiają najlepsze dzieciaki z dobrych domów, są normalne szkoły publiczne, w których wszyscy są trzymani za mordy, a są też szkoły, do których trafiają zgorzkniali ludzie po niepowodzeniach w innych zawodach, pozbawieni charyzmy i dający sobie wejść na głowę, którzy przed Kaszaną i Rudym odwracaliby wzrok w obawie przed słownymi upokorzeniami. Tak było, jest i pewnie zawsze będzie, a czy podobne sytuacje występują w 80%, 50% czy 20% raczej nie rujnuje tego wątku 😀

Szczur po maturze trafia do innego świata. Znam nawet osobiście przypadki ludzi, którzy na studiach odżywają, bo lądują w środowisku doceniającym ich mocne strony. To + rzecz jasna magiczny wątek Artefaktów stanowi fundament całej historii. Przerysowane? Z całą pewnością, ale myślę, że zupełnie prawdopodobne.

Wydaje mi się, że znaleźlibyśmy wiele przypadków, gdzie czyjaś pochwała albo pojedynczy sukces czyniły mentalnego mistrza z późniejszych legend np. sportu.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Vee - oczywiście, że są różne szkoły, różne środowiska, różne towarzystwo, różne możliwości rozwoju itp. I wcale nie musi być tak, że dzięki chęciom i przede wszystkim ciężkiej pracy awansujemy z gorszych warunków do lepszych - jak się zastanowię z perspektywy czasu, to moja podstawówka była lepszą szkołą niż liceum i pod względem poziomu, i lokalizacji i w sumie wszystkiego. A studia nawet w tym samym mieście potrafią być jak przejście w inny wymiar i często nawet bezwiednie tracimy kontakt z poprzednim środowiskiem.

Ale ja nie o tym - wcale nie tak dawno panowalo podejście "skoro w wyniku zbioru przypadków i cudzych wyborów jesteś już w tej klasie / szkole, to w niej bądź do końca swojego lub jej". Dzisiaj nie jest niczym niespotykanym zmiana pracy, domu i szkoły też. A i podejście i uczniów, i rodziców do nauczycieli i systemu szkolnictwa też naprawdę sporo się zmieniło w ledwie dwie dekady i dzisiaj na wiele rzeczy nie przymyka się oczu. Jasne - dzieciak z dobrej rodziny ma inne możliwości niż ten z familoka, niemniej nikt nikogo łańcuchem już do ławki nie przykuwa.

I nie byłoby to dla mnie żadnym problemem, gdyby w tekście pojawiło się dosłownie parę zdań, wyjaśniających tło. A Szczur jest taki, bo jest, dostaje wpierdziel, bo dostaje i na koniec staje się wielkim ruchaczem wielkich cycków, bo się staje. Dlatego już wolę zachować umowność takiej historii w klimacie wspomnianej pasty lub komiksu young adult (w klimacie @Vee, nie @Rascal, pamiętajmy o tym!), niż szukać tam wierności z realiami. I wcale to nie musi być minus 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
-1
@vee lubisz komputery, prawda? No to masz prezent ode mnie 😉

//Ekran poczerniał. Pojawiło się pole tekstowe.
– Hasło?
– Pamiętasz, jak ci opowiadałem o pierwszym spotkaniu z panem Stefanem?
– Oczywiście.
– Jednej z jego maksym nauczyłem się na pamięć... I tobie też radzę – powiedział znaczącym tonem.
– Tę o pozorach, żeby w nie nie wierzyć?
– Tak. Fallaces enim sunt rerum species, quibus credidimus – powiedział bardzo powoli. – Bez spacji, bez przecinka, bez kropki, pierwsze słowo dużą, reszta małymi literami.

Pokręciłem głową z niedowierzaniem i wpisałem długi ciąg znaków. Laptop rozbłysnął pomarańczową poświatą płynącą z ekranu, na którym widniały teraz różne opcje wyboru. Było ich mnóstwo.
– Kliknij tu – wskazał jedno pole. – I podłącz twój dysk zewnętrzny. Jest pusty? – zapytał widząc, że wyjmuję go z firmowego opakowania.
– Tak. Niedawno kupiłem. Legalnie, Bogu dzięki... – popatrzyłem na Adama.
To teraz sobie zrób kawy i czekaj – rzekł, gdy pomarańczowa poświata zmieniła się w zieloną.

Przerzucanie zawartości pendrive`a do laptopa zajęło kilkanaście minut.
Kopiowanie dysku Adama na mój trwało znacznie dłużej. Kumpel z innego świata zaległ na wersalce i zamilkł. Myślał o czymś intensywnie.
Krótki dźwięk z głośników laptopa wyrwał go z zadumy.

– Teraz czas na obiecaną sztuczkę. Wyjmij wszystko z gniazd USB – polecił.
– Co to za cuda? – otworzyłem usta w zdziwieniu.
Na ekranie zobaczyłem tradycyjny obrazek, którym Microsoft raczy użytkowników po zainstalowaniu windy.

Adam uśmiechnął się z satysfakcją.
– A to już nie pan Hiroto. To mój wynalazek...
– Wynalazłeś Windows? – zakpiłem.
– To nie Windows. To awatar windy. Dla niewtajemniczonego użytkownika... nawet działa jak Windows.
– A gdzie się podziało Bushido? – zadałem oczywiste pytanie.
– Bez numeru z linijką i wpisania maksymy pana Stefana... nie masz Bushido – zaśmiał się.
– A pliki? A BIOS? Nic nie widać? A narzędzia dyskowe? Przecież musi być widać, że w pamięci kompa coś jest?
Ze wzroku Adama biła duma.
– To zupełnie inny, nieznany system plików... plus kilka lat mojej pracy nad maskowaniem. Zapewniam cię, że nawet największy mózg na świecie nie zauważy zawartości. Nawet poleceniem „format” go nie skasuje. Ani żadnym wynalazkiem do czyszczenia dysków. Może najwyżej spalić komputer w ognisku.
Ten system jest jak... – spojrzał na mnie z nadzieją na domyślność.
– Jak... duch... – powiedziałem bardzo cicho.
– Jak ja... – zamyślił się głęboko.//
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Czyżbyś pisał o Pegasusie zanim to było modne? 😉 Niestety mało z tego rozumiem. Muszę Cię zawieść:

vee lubisz komputery, prawda?


Absolutnie nie! Jakoś tak się składa, że często piszę o rzeczach, o których mam nikłe pojęcie 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Vee Dokładnie tak. Pisałem o Pegasusie w pewnej konwencji "political fiction". Tak naprawdę nie o Pegasusie, a o czymś, co - podejrzewam - wcale tak do końca fikcją nie jest. Zauważmy bowiem, że to co WIEMY jest funkcją tego, co CZYTAMY w mediach. A media.... hmm... 😉
Btw ja nie poruszam tematu "nikłego pojęcia", tylko zamiłowań 🙂
Zresztą bardzo dobrze Ci to wychodzi w praktyce literackiej. Verne też nie poleciał na Księżyc wszak...
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Myślę, że samo istnienie takiego oprogramowanie odziera z wiarygodności jakikolwiek materiał dowodowy. Mogłaby z tego wyjść niezła komedia, gdyby dać je nieodpowiedzialnym ludziom… Ach! W naszym pięknym (bez szydery!) kraju nawet taki rarytasik byłby wtórny 😉

Moje zamiłowania i pasje kręcą się wokół tego, co człowiek ma w głowie. Co się rzekło w niedawnej dyskusji, raczej niewielu z nas osiągnie wydawniczy sukces. Ja pisząc staram się chociaż zyskać nieco wiedzy, czytając w kolejce supermarketu o wyposażeniu ciężarówek i słuchając sesje RPG. Wydaje mi się, że najłatwiej o inspiracje w obcych dla nas obszarach. Mamy wtedy świeże spojrzenie i mózgownicę bardziej otwartą na dobre pomysły. W moim subiektywnym rankingu postaci Szczur mógłby się znaleźć wysoko, ale pierwsze miejsce jak dotąd trzymam dla mojej religijnej nastolatki, Julki. Byłoby mi miło, gdybyś kiedyś zerknął np. do „Klapsa” – jest on niewiele dłuższy od fragmentu, który tu wysłałeś, a może nie raz posłużyć za przykład 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@Vee idę do "Klapsa".
Natomiast z tym: "Myślę, że samo istnienie takiego oprogramowanie odziera z wiarygodności jakikolwiek materiał dowodowy" pozwolę sobie się nie zgodzić.
Otóż im więcej faktów, tym więcej prawdy. Nawet niepożądanej z punktu widzenia figuranta 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Wino można trzymać w lodówce xD
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-4
Trochę nudno się czyta
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Mloda, o ile mi wiadomo wina nie trzyma się w lodówce, bo spowalnia to jego dojrzewanie, ale zdecydowanie można je sobie schłodzić na krótko przed spożyciem. Pamiętaj jednak, że to tylko niewinna wstawka bez walorów edukacyjnych, która ma jedynie zobrazować jak młodziaki zabierają się za alko. Mając na uwadze ich niewiedzę czy brak informacji o tym, jakie właściwie wino piją, każda wersja się obroni 😀 Jeśli masz ochotę, napisz mi proszę jak byś zmieniła tekst, by był dla Ciebie mniej nudny. Nie obrażę się 😉
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+2
0
@Młoda Oczywiście uczucia takie jak nuda są sprawą indywidualną, ale jedną z kilku rzeczy, których ja NIE MÓGŁBYM zarzucić opowiadaniom @Vee, jest nuda.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Dzięki, Tomp! Rzeczywiście w moich tekstach, wedle gustów, można się przyczepić, że czegoś jest za mało lub za dużo, ale chyba pierwszy raz pojawia się zarzut nudy 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.