Znamię

1 sierpnia 2016

Szacowany czas lektury: 10 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Wszelka zbieżność sytuacji i nazwisk przypadkowa.

"Jeszcze tylko popołudnie w poradni i koniec tygodnia" - przemknęło jej przez myśl. Miała ciężki tydzień za sobą i tylko trzy godziny dzieliły ją od weekendu. Błogie lenistwo zapowiadało się na sobotę i niedzielę. Pogrążona w myślach zaparkowała samochód i udała się do poradni.

- Dzień dobry pani doktor! - krzyknęła Gabriela zza biurka rejestracji - dzisiaj nie mamy już wolnych miejsc, a jeszcze dzwonił pan Wyszkowski i prosił o wizytę koniecznie dziś, bo w przyszłym tygodniu wyjeżdża na dłużej.

- Pani Gabrysiu pani się zawsze nad pacjentami lituje, a czy ktoś się nade mną zlituje? Przecież jest koniec tygodnia i tez chcę o przyzwoitej porze iść do domu.

Zła jak osa rzuciła tylko okiem na pełną poczekalnię pacjentów i przemknęła do swojego gabinetu.

Uruchomiła komputer i zaczęła wizyty marząc, żeby ten dzień już się skończył. Ostatnia wizyta skończyła się po osiemnastej. " Ech jestem spóźniona" – pomyślała spoglądając na zegarek. Nagle w gabinecie rozległ się dźwięk dzwonka telefonu.

- Gabinet lekarski, słucham.

- Dzień dobry pani doktor, tu Marek Wyszkowski, właśnie jadę do pani, niestety utknąłem w ogromnym korku. Muszę się z panią dziś zobaczyć. Będę za dwadzieścia minut.

- Panie Marku ma pan kwadrans, nie będę ani minuty dłużej czekać i trzymać pielęgniarek – chyba, że chce pan za mnie przychodnię zamknąć.

- Pani doktor, proszę o łaskę i odrobinę serca - zaczepnie odparł Marek.

- Tylko niech się pan pospieszy - zrezygnowanym głosem zakończyła rozmowę i odłożyła słuchawkę.

" Jak ktoś ma miękkie serce musi mieć twardy tyłek " – pomyślała ze złością i bezradnością . Wyszła zła z gabinetu i przez zęby rzuciła do pielęgniarki:

- Pani Gabrysiu nieźle mnie pani urządziła, pan Wyszkowski spóźni się . Niech pani jedzie, ja zaczekam, a po wizycie zamknę poradnię i włączę alarm.

W ten sposób została sama ze swoimi myślami. Gabrysia z miną przepraszającą pojechała do wnuczki, pozostali pacjenci już wyszli. Przekręciła klucz i czekała na spóźnialskiego.

" Marek Wyszkowski" - nie mogła sobie przypomnieć, który to pacjent. Obiecała sobie w duchu, że nie omieszka okazać niezadowolenie z powodu późniejszego rozpoczęcia weekendu. Z pochmurnych myśli wyrwało ją stukanie do drzwi.

- Dzień dobry pani Emilio, dziękuję że pani zaczekała.

W drzwiach stanął szczupły, na oko trzydziestopięciolatek, o zakłopotanych oczach i miłej twarzy. Zmarszczyła brwi udając zagniewanie.

- Niech pan wejdzie dalej.

Błękitne, roześmiane oczy Marka wpatrzone w jej pochmurną twarz wprowadziły ją w zakłopotanie.

- Mam nadzieję, że coś niecierpiącego zwłoki pana sprowadza – rzuciła w stronę pacjenta.

- Od kilku tygodni niepokoi mnie zmiana, którą zaraz pani pokażę. Chciałbym wiedzieć, czy szukać pomocy u specjalisty - odpowiedział i nie czekając na jej przyzwolenie zaczął rozpinać koszulę wysuwając kraciastą tkaninę ze spodni. Jej oczom ukazał się umięśniony tors i szczupły brzuch z niewielkim znamieniem na wysokości biodra.

- To właśnie było tak ważne że nie mogło do poniedziałku poczekać??? - burknęła w stronę Marka i podniosła zmarszczone czoło. Jej wzrok spotkał się z przepraszającym a jednocześnie rozbawionym spojrzeniem pacjenta. Zauważył błysk w jej oczach. Nie sposób dla takiego widoku dalej się gniewać - pomyślała Emilia - jednak od komentarza nie mogła się powstrzymać.

- Miałam spędzić wieczór ze znajomymi i właśnie pan zajmuje mi mój wolny czas. Uprzedzam, że następnym razem nie będę czekać chyba, że będzie pan umierający. - powiedziała z przekąsem.

- Pięknie pani wygląda jak się gniewa, szczególnie pani oczy robią się ciemnozielone - zaśmiał się – i proszę się na mnie dłużej nie dąsać. Po prostu muszę pilnie wyjechać na kilka tygodni i nie wiem czy mam się martwić tym znamieniem.

Jego ciepłe spojrzenie roztopiło lód serca Emilii. Podobał się jej ten uśmiechnięty mężczyzna, łagodny i pewny siebie. Musiał zauważyć jej myśli, bo ujął ją za dłoń, przyciągnął do siebie, przytrzymał podbródek zatapiając swój wzrok w zieleni jej oczu. W odruchu obrony jej dłonie dotknęły odsłoniętego torsu - dreszcz podniecenia przeleciał po plecach.

- Proszę sobie nie pozwalać panie Marku... - wymamrotała łamiącym się głosem. Nie zdążyła dokończyć. Przylgnął ustami muskając jej wargi jakby prosił a zarazem przepraszał. Poddała się pocałunkowi. Zniewalał ją zapach cedru i jaśminu, miękkość ust, kształt mięśni mężczyzny... Ten zapach i dotyk wywołał zawrót głowy i dziwny szum.

" Przecież to nie mój pacjent" - resztki rozsądku próbowały ją sprowadzić na ziemię i przypomnieć że Marek Wyszkowski jest pacjentem Aldony. Jasność myśli zaćmiło pragnienie pocałunków i jego dotyku. Usta lgnęły do siebie, ciepło i miękkość jego warg, delikatny uścisk męskich, mocnych dłonie. Nieśmiało dotykała jego skóry pod rozpiętą koszulą. Marek ustami rysował brzeg jej warg, przesunął do ucha i szyi. Dreszcz przemknął ponownie przez jej ciało.

" Ogarnij się" - rozum usiłował przywrócić jej nogom siłę. Ale pożądanie tego mężczyzny było silniejsze.

Stali tak naprzeciw siebie zapleceni w pocałunkach. Jego dłonie rysowały linię jej pleców. Czuł jak zadrżała lekko gdy składał pocałunek w dekolcie fartucha. Cofnęła się o krok, na przeszkodzie jej ucieczki stało biurko. Hałas spadających kart z biurka zadziałał na Marka jak afrodyzjak i podświadome przyzwolenie. Uniósł ją do góry sadzając na chłodnym blacie mebla. Rozpinając guziczki bluzki patrzył w bezkresną zieleń jej oczu szukając przyzwolenia na kolejny ruch. Spod bluzeczki wyłoniły się piersi ujarzmione w koronkowym, białym staniku.

- Jest pani ideałem, który od dawna podziwiam – szepnął pochłaniając wzrokiem widok brzoskwiniowych piersi o sterczących sutkach. Schylił się i musnął je delikatnie ustami, czuł jak pod jego dotykiem twardnieją. Odchyliła głowę w tył odrzucając z czoła miedzianą czuprynę. Widział jak powoli staje się panem sytuacji i jej ciała.

- Jestem oddanym pani pacjentem – po tych słowach mocno przysunął ją do siebie. Zabrakło jej tchu, żeby wyrazić swoją dezaprobatę. Po poprzednim oburzeniu i gniewie nie było śladu. Zostało już tylko pożądanie. Wyczuła rosnącą męskość i przyspieszony oddech Marka. Jego dłonie zsunęły się na pośladki po gładkim materiale spódniczki. Podciągnął ją odsłaniając mocne uda ubrane w koronkę pończoch.

- Właśnie tak wyobrażałem sobie panią pod fartuchem - szepnął. Kolejny dreszcz przebiegł po jej plecach. Siedziała na biurku do połowy obnażona pożądając pacjenta Aldony. I przestało to mieć znaczenie. Umysł zaprzątało tylko jedno pragnienie - posiąść go, kochać się z nim tu i teraz.

Odważniej sięgnęła do jego spodni, wsunęła dłoń jakby chciała zmierzyć i zważyć ich zawartość. Wstała z biurka, posadziła Marka na krześle, uwolniła jego oręż ze spodni. Zaskoczony obrotem sytuacji i widokiem klęczącej przed sobą podnieconej lekarki dotknął jej twarzy, a palce wplótł we włosy. Czyżby i ona pragnęła go tak bardzo jak on jej? Emilia korzystając z chwili zaskoczenia złożyła delikatny pocałunek na sterczącym członku, wzięła delikatnie objęła ustami językiem zataczając kręgi. Co chwila spoglądając na Marka zacieśniała kręgi wsuwając go coraz głębiej do ust. Dłoń Marka wpleciona w jej miedziane włosy nadawała rytm ruchom ust Emilii. Czuła pod językiem każdą napięta żyłkę na jego orężu. Palce przebiegały po mosznie jakby chciały wycisnąć ostatnią kroplę życiodajnego eliksiru. Oddech Marka przyspieszył się. Nagle uniósł Emilię kładąc na plecach na biurku, zadarł spódniczkę jeszcze wyżej, rozchylił uda, a językiem odsłonił majteczki. Wystarczył jeden dotyk jego języka, żeby ciało Emilii się wyprężyło w łuk. Jej opalone uda zarzucił sobie na ramiona, językiem rozgniatał guzik łechtaczki. Paluszek rozchylił płatki i zaczął się rytmicznie zagłębiać. Jęk wydobył się z piersi Emilii.

- Chcę ciebie - wyszeptała. Marek mocnym pchnięciem wsunął się w jej wilgotne, gorące wnętrze ugniatając palcami twarde sutki. Jego pewne mocne ruchy doprowadzały Emilię do ekstazy. Czuła że traci całkowicie kontrolę, a pożądanie wzięło górę nad rozumem. Rytmiczne ruchy Marka, wypełniające ją narzędzie rozkoszy i pieszczące palce doprowadziły ją do orgazmu. Marek poczuł spazm wstrząsający ciałem Emilii. Wysunął się odwracając ją na brzuch. Piersi rozgniatające się o biurko, wypięte, jędrne pośladki w stronę Marka obudziły w nim zwierza.

- Powiedz jak mnie pragniesz Emilio – usłyszała przyciśnięta do biurka Zanim zdążyła odpowiedzieć poczuła klaps na jednym pośladku i kolejny klaps na drugim. Syknęła - trochę zapiekło. Jego dłonie starały się rozmasować czerwone ślady. Pocałował każdy z pośladków z osobna. Ugniatając je rozchylił uda - znowu miał otwarte wrota przyjemności. Wsunął sterczący oręż delikatnie jakby pukał do drzwi, kolejny ruch był mocnym pchniecie. I klaps w pośladek - tym razem mocniejszy. Emilia w odruchu uciekła biodrami. Złapał za nie mocno.

- I tak mi nie uciekniesz doktor Emilio - szepnął nachylając się do jej ucha. I nie mylił się. Każdy kawałek jej ciała dawał mu do zrozumienia, że ma nie przestawać. Wiedział o tym - świadomość ta jeszcze bardziej go rozpalała. Uwolnił mocny uścisk na biodrach Emilii. Obrócił ją na plecy i z lubieżną przyjemnością patrzył na jej piękne ciało. Zarumieniona twarz Emilii i błyszczące z podniecenia oczy dopełniały całości obrazu. Myślał teraz tylko o tym, by ponownie pchnąć w jej wnętrze tę najtwardszą część siebie. Powoli wsunął w jej jaskinię sterczącego członka, jakby chciał sprawdzić jej głębokość. Nie potrafiła powstrzymać się od westchnień. Jego ruchy stały się szybsze i głębsze. Raz za razem ciałem Emilii wstrząsnął spazm. Widok drżącej Emilii, żar jej wnętrza i jęk wydobywający się jej ust wywołał wybuch wulkanu. Gorąca lawa rozpływała się w jej wnętrzu. Emilia opadła na biurko.

- Przecież to szaleństwo - pomyślała chłonąc zapach rozchodzący się po gabinecie. Nie potrafiła sobie wyjaśnić tego, co się stało przed chwilą. Jej umysł i ciało opanował nieznany mężczyzna. Spojrzała na twarz Marka.

- Wyjątkowy pacjent piątkowy – przez jej głowę przebiegła myśl... Uśmiechnęła się do siebie. Podniosła się i zaczęła poprawiać strój. Marek stanął za jej plecami, pochylił się nad nią i złożył pocałunek na jej karku.

- Mam nadzieję, że już mi pani wybaczyła. Od dawna czekałem na tę wizytę ... A w zadośćuczynieniu za zepsute popołudnie mam niespodziankę. Zabieram panią na koncert Johna Mayall'a.

- Skąd pan wie, że to mój ulubiony solista? - zapytała zaskoczona Emilia.

- Jeszcze nieraz panią zaskoczę moja pani doktor... - podał jej parasol i wyszli.

Ten tekst odnotował 10,608 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.24/10 (32 głosy oddane)

Komentarze (2)

0
0
Nnno dobra, inni się pochylali, pochylę się i ja. Mianowicie:
1. dialogi i myśli zapisujesz w ten sam sposób, co jest niewygodne dla czytelnika.
2.

Miała ciężki tydzień za sobą i tylko te trzy godziny dzieliły ją od wolnego weekendu. Błogie lenistwo zapowiadało się na sobotę i niedzielę.


"te" jest zbędne, po prostu.
"wolnego" również, bo sens zdania pierwszego wynika z następnego, w którym jest napisane o lenistwie.
3.

Dzień dobry Pani Doktor


Powinno być: Dzień dobry, pani doktor.
W jakim celu używasz dużych liter pisząc pan/pani? To opowiadanie, a nie list w formie grzecznościowej.
4.

- Dzień dobry Pani Doktor - krzyknęła Gabriela zza biurka rejestracji - dzisiaj nie mamy już wolnych miejsc do Pani, a jeszcze dzwonił Pan Wyszkowski i prosił, żeby Pani go przyjęła koniecznie dziś, bo w przyszłym tygodniu wyjeżdża na dłużej.
- Pani Gabrysiu Pani się zawsze nad pacjentami lituje, a czy ktoś się nade mną zlituje?


Powtórzenie na powtórzeniu, powtórzeniem pogania.
Ponadto tutaj:
"- Dzień dobry Pani Doktor - krzyknęła Gabriela zza biurka rejestracji - dzisiaj (...)"
Zapis powinien być następujący:
- Dzień dobry, pani doktor! - Krzyknęła Gabriela zza biurka w rejestracji. - Dzisiaj (...)
Dlaczego jest wykrzyknik? No, bo przecież krzyknęła.
5.

Uruchomiła komputer i zaczęła wizyty marząc, żeby ten dzień już się skończył. Ostatnia wizyta skończyła się o 18.15.


No i ta godzina zapisana liczbą... Nie podoba mi się.
6.

Gabinet lekarski słucham


Powinno być:
- Gabinet lekarski, słucham.
7.

Będę za 20 minut.
- Panie Marku ma Pan 15 minut,


Cyferki, cyferki. To nie przepis na ciasto, tylko opowiadanie.
8.

- Pani Doktor błagam niech Pani zaczeka i okaże trochę serca biednemu pacjentowi.
- Tylko niech się Pan pospieszy


9.

– ze złością i bezradnością przemknęło jej przez myśl.


To zdanie dla mnie nie brzmi. Po prostu, nie brzmi.
10.

Pani Gabrysiu nieźle wrobiła mnie Pani


- Pani Gabrysiu, nieźle mnie pani wrobiła(...)
11. Chyba cierpię na chroniczny nadmiar czasu.
12.

Pierwszy rzut oka na pacjenta zmienił jej wrogie nastawienie. Błękitne oczy wpatrzone z cielęcym zaufaniem i bezradnością w jej pochmurną twarz rozbawiły ją.


Tu się nic kupy nie trzyma. Pierwszy rzut oka zmienił wrogie nastawienie, ale błękitne cielęce oczy wciąż patrzyły na pochmurną twarz osoby, która była rozbawiona...
W słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu, siedziała stojąc młoda staruszka...
Dobra, poddaję się. You won.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Dziękuję za analizę szczegółową, jakże motywującą do poprawy i pracy, chociaż widzę brak cierpliwości w dobrnięciu do końca 🙂 Proszę więc o wybaczenie. Pierwsze koty za płoty ,w następnym będę ostrożniej dobierać opisy i dialogi.
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.