Połowiczny niefart

28 listopada 2015

Szacowany czas lektury: 38 min

Uwaga! Poniższy tekst zawiera kontrowersyjne sceny!

Opowiadanie powstało na podstawie zasłyszanej prawdziwej historii. Nie pytajcie jednak jaka część tego opowiadania to prawda, a jaka jest wytworem mojej wyobraźni...

Wychowywała mnie mama. Nie miałam ojca. Możliwe, że ten fakt spowodował, iż wcześnie zaczęłam interesować się chłopcami. Miałam 12 lat, tak bliżej trzynastki niż dwunastki, gdyby koniecznie ktoś chciał wiedzieć. Mieszkałam w bloku. W tej samej klatce, piętro wyżej, ale po przeciwnej stronie korytarza mieszkał pewien chłopak. Miał wtedy 23-24 lata, ale w moich dwunastoletnich oczach był prawdziwym mężczyzną. Ja w jego chyba nadal byłam dzieckiem. Troszkę się tym martwiłam, bo wolałabym, aby traktował mnie poważnie, jak „prawdziwą” dziewczynę, zwłaszcza że go lubiłam. Jego towarzystwo i rozmowy z nim. Nawet gdy wichrzył mi włosy uchodziło mu to bezkarnie. Normalnie tego nie lubiłam, wolałam mieć ładnie poukładane pióra. Dlatego po czymś takim zawsze się wściekałam, bo zaraz musiałam poprawiać wszystko, co miałam na głowie. Jednak nie w jego przypadku. On mógł, chociaż nadal nie całkiem mi się to podobało. Szczęśliwie nie robił tego często. Na jego widok zawsze mocniej biło moje nieletnie serduszko. No dobrze, przyznam się. Podkochiwałam się w nim.

Pewnego wakacyjnego i gorącego dnia a było to wczesnym popołudniem, zeszliśmy się przy wejściu do klatki schodowej. Wchodząc poprzekomarzaliśmy się troszeczkę. Idąc po schodach szłam pierwsza, a on za mną, chociaż ja mieszkałam na drugim, a on na trzecim piętrze. Wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale podejrzewam, że wchodząc cały czas gapił się na mój tyłeczek osłonięty zwiewną króciuchną spódniczką. Kilka schodków od mojego mieszkania niespodziewanie zaproponował:

– Może zajdziesz do mnie? Pogadamy sobie trochę, posłuchamy muzyki...

Odwróciłam się na moment i spojrzałam w jego niebieskie oczy, a moje serduszko mocniej załopotało.

– Zgoda. – szybciutko odpowiedziałam, jakby obawiając się, że zmieni zdanie.

W sumie byłam zadowolona z obrotu sprawy. Jeszcze przez parę godzin mamy nie będzie, siedziałabym w pustym mieszkaniu. Nie uśmiechało mi się to, a tu nagle propozycja spędzenia czasu w miłym towarzystwie. W takiej sytuacji nie musiałam zastanawiać się nad odpowiedzią.

Gdy weszliśmy do jego mieszkania od razu zostałam zaproszona do dużego pokoju pełniącego funkcję salonu. Był wyposażony, jak na tamte czasy, można rzec standardowo. Na podłodze dywan w czerwono-biało-żółto-zielone wzory, ale z przewagą ciepłych barw. Wersalka też w odcieniu czerwieni, a po przeciwnej stronie typowy regał. Całości dopełniał stolik czy ława przy wersalce. Tyle z tego zapamiętałam. Aha, przy krótszym boku pokoju, naprzeciwko okna, stał jeszcze tapczanik, chyba dosyć mały, taki jednoosobowy.

Rozgadałam się, już przechodzę do rzeczy. Usiadłam na owej wersalce przygładzając spódniczkę. Jak wspomniałam było gorąco. Miałam na sobie lekką białą bluzkę, częściowo rozpinaną i taką śliczną kolorową minispódniczkę, dla kontrastu w ciemniejszych, ale wesołych barwach. Zostałam poczęstowana gazowaną wodą mineralną i słonymi paluszkami. Chłopak włączył magnetofon z jakąś miłą muzyką. Od razu zrobiła się przyjemniejsza atmosfera. Na początku trochę spięta i onieśmielona, pierwszy raz byłam u niego w domu, teraz się rozluźniłam i pewniej poczułam. Usiadł obok mnie, wcześniej też sobie nalewając mineralnej. Przez jakiś czas rozmawialiśmy o tym i o tamtym, tak właściwie to chyba o niczym. Pewnie zahaczyłam też o temat szkoły. Chociaż były wakacje, to o czym miałam rozmawiać? W końcu szkoła to był kawał mojego życia. W trakcie tej pogaduszki chłopak odstawił już pustą szklankę na stolik. Aby sięgnąć do stolika, musiał nachylić się nade mną. Wtedy położył mi dłoń na kolanie. Gdy z powrotem usiadł, nadal trzymał mnie za kolano, tylko zmienił rękę. Nie widziałam w tym niczego szczególnego, więc nie reagowałam. Zwróciłam uwagę dopiero jak zaczął ją przesuwać, opuszkami palców dotykając moich nóg, początkowo od góry, a potem po wewnętrznej stronie ud. Nie miał problemu, by wsunąć mi rękę między uda, bo siedziałam mając nieco rozchylone nogi.

Ten jego dotyk, jak przesuwał rękę w tę i z powrotem po moich udach, choć początkowo zdziwił, sprawił równocześnie przyjemność. Nawet w pierwszym momencie zauważyłam przyjemne mrowienie w podbrzuszu. Pewnie dlatego, zamiast odsunąć rękę, tylko spojrzałam na niego szeroko się uśmiechając. Zapewne zrozumiał to jako zachętę. Nie przestając pieścić od wewnątrz ud zaczął przesuwać się w kierunku brzegu spódniczki. Zaniepokoiłam się a właściwie przestraszyłam, dopiero gdy zaczął wsuwać rękę pod spódniczkę. I nie chodziło o to, że wkłada tam rękę (choć może trochę też), bo cały czas sprawiało mi to niemałą przyjemność, ale o to, iż nie wiedziałam jak powinnam się zachować. W głowie kołatała mi się myśl, wręcz byłam pewna, że coś powinnam zrobić, ale nie miałam pojęcia co, ponadto obawiałam się go urazić. Nigdy do tej pory nie znalazłam się w takiej sytuacji. Nie byłam nawet pewna czy powinnam w ogóle na coś takiego pozwalać. Nie mogąc niczego wymyślić siedzę jak kłoda, szczególnie że w tym samym czasie czułam taki nieokreślony dreszczyk emocji powodowany ciekawością i nową przygodą. Tymczasem jego ręka zagłębiała się coraz bardziej pod spódniczką, aż doszła do końca. Równocześnie doświadczyłam dwóch uczuć. Zrobiło mi się jeszcze przyjemniej i powróciło te ekscytujące mrowienie w okolicy łona, ale też strasznie się zawstydziłam. Pamiętam, że gdy dotknął cipki, zrobiłam się chyba czerwona jak rak. Czułam między nogami, przez majteczki, jego dotyk i te pieszczoty stały się dla mnie nowym bardzo przyjemnym doświadczeniem. Chociaż intuicyjnie, gdzieś głęboko, wydało mi się, że jednak nie powinnam, to poddaję się im bez sprzeciwu. W zakamarkach świadomości pojawiła się wkrótce nowa myśl, a właściwie uczucie, kolejne przyjemne, że jednak mu się podobam, że widzi we mnie prawdziwą dziewczynę, że jestem prawdziwą dziewczyną.

Gdy strach i wstyd ustąpiły przed przyjemnością, ponownie coś się wydarzyło. Nagle ukląkł przede mną, przesunął ręce po moich udach i wsuwając pod spódnicę usiłował zdjąć majteczki. Niezbyt mu to szło, bo dalej siedziałam jak kłoda, niedomyślna co powinnam zrobić.

– Podnieś troszeczkę tyłeczek – szepnął, jakby bojąc się mnie spłoszyć.

Obawa była płonna, jak na komendę – hop, lekko się uniosłam na rękach. Teraz już bez przeszkód zsunął mi majtki z nóg. Następnie złapał za uda i przyciągnął do siebie, tak że znalazłam się w pozycji półleżącej. Omal nie pisnęłam tym zaskoczona, równocześnie jednak bardzo spodobało mi się to przyciągnięcie, było „takie męskie”. Znowu przesunął ręce po udach i dalej po biodrach podciągając całkiem do góry spódniczkę, po czym zaraz pocałował w cipkę. Było to takie odjazdowe, że aż zachichotałam, a on powoli, jakby obawiając się, czy pozwolę, zaczął szerzej rozchylać mi nóżki. Niepotrzebnie. Byłam za bardzo skołowana i było to zbyt przyjemne, abym nawet pomyślała o oporze. No i chłopak bardzo mi się podobał, jak już mówiłam. To, co teraz się wydarzyło stanowiło dla mnie znów zaskoczenie. Niespodziewanie poczułam między nogami, na szparce, jego język, którego dotyk równie niespodziewanie dostarczył mi kolejnej uciechy. Aż cicho zapiszczałam, instynktownie wyginając nieznacznie biodra. Niemal równocześnie zaczęły targać mną sprzeczne uczucia i myśli, od wstydu i gdzieś tam na dnie strachu po praktycznie nieznany mi do tej pory rodzaj przyjemności i dumę, że podobam się takiemu chłopakowi. Nadal nie wiedziałam jak powinnam się zachować, któryś raz z rzędu była to dla mnie nowa sytuacja. Miałam zupełny mętlik w głowie i nic nie zdołałam wymyślić a chłopak cały czas przyjemnie penetrował językiem moją szparkę. I ta przyjemność szybko zaczęła dominować nad wszystkimi innymi uczuciami. Powoli zamknęłam oczy i już nie zawracałam sobie głowy myślami, całkowicie poddając się tej niezwykłej dla mnie przyjemności. Teraz już tylko chciałam, aby trwało to jak najdłużej.

A trwało to pewnie kilka minut, teraz nie jestem w stanie tego określić. Gdy skończył, dopiero po dłuższej chwili otworzyłam oczy. Stał przede mną i patrzył. Uśmiechnęłam się do niego szeroko w tym momencie zupełnie nieświadoma, że prawie leżę z zadartą spódnicą i szeroko rozchylonymi nogami a on kontempluje ten widok. Zaraz jednak wróciła mi jako tako świadomość. Szybciutko wstałam, poprawiłam spódniczkę i usiadłam jak grzeczna dziewczynka. Znowu spojrzałam na niego, tym razem z zalotnym uśmiechem (a przynajmniej wydawało mi się, że był zalotny), wtedy on podszedł, ukląkł i zaczął zakładać mi na nogi majteczki. Byłam tak oszołomiona niespodziewanymi wydarzeniami, że ten szczegół jakoś umknął mojej uwadze. Zaczerwieniłam się ze wstydu. Jak mogłam tak zupełnie zapomnieć o majtkach! Poprosił, abym wstała, co posłusznie wykonałam, a on podciągnął je i zgrabnie założył mi na tyłeczek. Musiałam być naprawdę pod ogromnym wrażeniem. Od dawna byłam bardzo samodzielną dziewczynką. Normalnie, gdyby ktokolwiek próbował założyć mi majtki, a już chłopak w szczególności, byłoby to dla mnie straszną zniewagą. Tu jednak pozwoliłam mu na to bez najmniejszego sprzeciwu.

Znowu usiadłam. Posiedziałam jeszcze parę chwil, po czym zebrałam do kupy całą swoją odwagę, pocałowałam go w policzek i pobiegłam do domu. Zaraz rzuciłam się na łóżko. Byłam przeszczęśliwa. Co prawda czułam troszeczkę wstydu na myśl co ze mną robił albo raczej gdzie robił, ale w tej chwili nic nie mogło zakłócić mojego szczęścia.

W następnych dniach żyłam nadzieją, że znów mnie zaprosi. Czas jednak mijał, a tu nic się nie działo. Tydzień z haczykiem później znowu zebrałam do kupy całą swoją odwagę i zapytałam go o to. Wtedy stało się coś, czego zupełnie nie brałam pod uwagę. Nagle zaczął mnie przepraszać, że to nie powinno się wydarzyć, że jestem za młoda, że mnie lubi, ale więcej tego nie zrobi i jeszcze coś tam mówił, czy przepraszał, ale ja już nie słuchałam. Poczułam się strasznie zawiedziona. Ogarnęła mnie rozpacz, pobiegłam do domu i gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi mieszkania rozryczałam się w głos. Dobrze, że nie było mamy, bo mogłoby się wszystko wydać. Nie miałam wtedy o tym pojęcia, nie widziałam zresztą nic w tym złego, ale gdyby sprawa się wydała, chłopak mógłby mieć spore kłopoty za seks z dwunastolatką. Chociaż mama musiała coś podejrzewać, ale pewnie „nieszczęśliwą miłość” niż coś więcej, bo przez kilka dni byłam wyjątkowo posępna. Nie naciskała jednak. Może nie chciała mnie zawstydzać taką rozmową i uznała, że jeśli będę chciała to sama o tym porozmawiam.

Na szczęście wtedy byłam bardzo młoda. Po kilkunastu dniach się odkochałam, inne sprawy mnie zafascynowały i świat znów był piękny. Tak zakończyła się moja pierwsza przygoda z seksem, ale nie ostatnia.

Miałam już 17 lat, wciąż byłam dziewicą, ale nie przypisywałam temu jakiegoś szczególnego znaczenia. Do tej pory zdecydowanie stawiałam na pieszczoty i po prostu zwykły, bliski kontakt z tą „drugą połówką”. Z aktualną moją „drugą połówką” chodziłam już dość długo, całe cztery miesiące, i jak nigdy czułam, że jestem gotowa by z nim „to” zrobić. Jednak jak na złość, akurat ten chłopak ograniczał się wyłącznie do całowania i dotykania przez ubranie moich piersi. Nawet nie próbował wkładać rąk pod bluzeczkę, o rozpinaniu czegokolwiek już nie mówiąc. Miał też zwyczaj, gdy się całowaliśmy, dotykania cipki. Oczywiście robił to przez spodnie, które niemal zawsze nosiłam, i to jeszcze bardzo delikatnie, tak, że nawet czasami nie od razu orientowałam się gdzie znajduje się jego ręka. Jak byłam młodsza mama mi tłumaczyła, żebym na takie rzeczy chłopakom nie pozwalała, ale ja nie widziałam w tym nic złego, zwłaszcza że jak wspomniałam dotykał mnie bardzo delikatnie. Może nawet za bardzo, bo zniecierpliwiona brakiem wystarczających bodźców ostatecznie musiałam uświadomić mu, że dziewczyny w tym miejscu nie są takie delikatne i może mnie mocniej złapać, a nie tylko dotykać paluszkami. Od tego czasu moje doznania seksualne znacznie się poprawiły, chociaż czasami jeszcze się zapominał...

Kiedy miałam na sobie spódniczkę to wsuwał pod nią rękę i dotykał przez majteczki, co było już całkiem przyjemne. Generalnie nie uznawałam spódnic czy sukienek, przeważnie miałam na sobie dżinsy, więc rzadko to miało miejsce. Ależ ja byłam głupia! Powinnam częściej zakładać spódnicę, a tak straciłam sporo przyjemności.

Jak mówiłam, byłam całkowicie zdecydowana, aby mnie rozdziewiczył, nie bardzo jednak wiedziałam jak go do tego zachęcić. Początkowo wydawało mi się wystarczającym stworzenie odpowiedniej atmosfery. Zaprosiłam go do siebie pod nieobecność mamy, dla pewności jednoznacznie informując, że będziemy sami przez dłuższy czas, czyli że nikt nam nie będzie przeszkadzał.

Niestety, były tylko jak zwykle buziaki i oczywiście przez ubranie cycuszek, cipka i do widzenia. Gdy po raz drugi to się powtórzyło wiedziałam, że sama odpowiednia atmosfera spotkania nie wystarczy. Muszę wymyślić coś więcej i to szybko, bo zbliżały się wakacje i jego wyjazd na obóz harcerski czy coś tam. A z wyjazdami chłopaków miałam złe doświadczenia, po tym, jak w poprzednie wakacje, mój ówczesny chłopak po powrocie z takiego obozu przestał mnie prawie poznawać.

I wymyśliłam. Korzystając z nieobecności mamy ponownie zaprosiłam go do siebie. Przed jego przyjściem założyłam minispódniczkę i zdjęłam majtki. Ciekawe, że podniecał mnie już sam fakt, że nic nie miałam pod spódnicą. To znaczy miałam coś, jak każda dziewczyna, ale chodzi mi o to, że miałam goły tyłek. Gdy przyszedł od razu po powitalnym cmoku pociągnęłam go do swojego pokoju. Byłam już wtedy mocno podniecona na myśl co niedługo się stanie, czyli że wkrótce przestanę być dziewicą, a „stanę się kobietą”. Widziałam to dokładnie oczyma wyobraźni. Celowo nie usiadłam od razu na łóżku, a właściwie kanapie, która po rozłożeniu pełniła funkcję łóżka. Nawet zastanawiałam się wcześniej czy od razu jej nie rozłożyć i posłać, ale ostatecznie uznałam, że może to być zbyt daleko posuniętą sugestią. Obawiałam się, aby czasem nie wziął mnie za „puszczalską”, aczkolwiek, prawdę powiedziawszy, właśnie zamierzałam się „puścić”.

Stanęliśmy przy kanapie. Spojrzałam na niego wyczekująco. Chłopak nieco zbliżył się do mnie, objął w pasie i przycisnął do siebie. Stanęłam wtedy w lekkim rozkroku pamiętając, abym była łatwo dostępna też „od spodu”. Zaczął całować, przyjemnie wsuwając swój język między moje usta i ząbki i jeszcze przyjemniej dotykając mojego podniebienia, po to, by za chwilę zacząć się ocierać o mój język. Zawsze lubiłam być całowana w ten sposób. To jest takie podniecające! Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Jedna jego ręka zaczęła zsuwać się po moim biodrze, a gdy natrafiła na gołe udo, ponownie zaczęła przesuwać się w górę, tym razem wsuwając się pod minispódniczkę. Aby mu to ułatwić (cały czas przyciskał mnie do siebie) nieznacznie się odsunęłam. Jego ręka przesuwała się po nieosłoniętym niczym udzie w kierunku moich skarbów bardzo, bardzo powoli, jakby obawiał się, czy mu na to pozwolę. A ja stałam już ledwo żywa z podniecenia, niecierpliwie czekając, kiedy tam mnie dotknie. Wreszcie doczekałam się. Jednak szybko coś się zmieniło. Nadal dotykał mojej ociekającej soczkami myszki, ale niespodziewanie przestał całować. Po następnych paru sekundach wyjął rękę spod spódniczki i odsunął się ode mnie. Zupełnie to mnie zaskoczyło. Spojrzałam, zaczerwienił się nie wiadomo czemu. Zaraz potem usiadł na kanapie a ja kompletnie oszołomiona niezrozumiałą reakcją też. Siedzieliśmy tak w milczeniu przez może dziesięć sekund, ja zapewne z okrągłymi ze zdziwienia oczami, po czym mój chłopak poderwał się, coś bąknął zawstydzony, że musi już iść i po prostu uciekł. Zostałam sama stojąc z głupią miną na środku pokoju nie pojmując jak do czegoś takiego mogło dojść. Jak mógł mi wyciąć taki numer?! Co źle zrobiłam?

W następnych dniach wstydził czy bał się do mnie odezwać a ja byłam wściekła, że tak uciekł, więc też się do niego nie odzywałam. Tydzień później zaczęły się wakacje. I tak nasz romans wyparował o ironio znowu przez wakacje, a przynajmniej częściowo przez nie. Ja niestety musiałam czekać jeszcze dość długo, zanim straciłam dziewictwo. Nastąpiło to dopiero w wakacje po maturze. Jak się tak bliżej zastanowić, to zawsze przytrafiały mi się dziwne rzeczy w wakacje lub w ich najbliższej okolicy. Widocznie taki to już mój urok.

Po ogólniaku, jak to po ogólniaku, każdy z nas poszedł swoją drogą; z większością osób straciłam kontakt. Mojego pechowego byłego chłopaka co prawda sporadycznie widywałam na ulicy, ale jakoś nie było nigdy okazji, żeby porozmawiać. Prawdę mówiąc, obojgu nam na takiej rozmowie nie zależało. Oczywiście już dawno temu domyśliłam co się wydarzyło i rozmowa na ten temat mogłaby okazać się krępującą. Co się stało, to się stało. Przeszłości się nie zmieni, nawet jeśli ktoś – tak jak ja – odrobinę jej żałuje. A właściwie niewykorzystanej przeze mnie szansy na ułożenie sobie życia z tym chłopakiem.

Czas jednak robi swoje. Dziewięć lat tym pechowym spotkaniu, czyli gdy mieliśmy już po 26 lat, zobaczyłam jak idzie ulicą akurat prosto w moim kierunku. Tym razem postanowiłam go zaczepić. Po zwyczajowym powitaniu, równie zwyczajowo zapytałam „jak leci”. Okazało się, że niedługo się żeni. Nie wiem czemu, ale gdy usłyszałam tę nowinę poczułam lekkie ukłucie w okolicy serca. Pogratulowałam mu, cóż innego w tej sytuacji mogłam zrobić? Wymieniliśmy jeszcze kilka niezobowiązujących zdań o dawnych szkolnych czasach, bo o czym mielibyśmy rozmawiać, tylko to nas łączyło, i że warto byłoby znowu spotkać się w klasowym gronie. Już otworzyłam usta, by się pożegnać, gdy mnie ubiegł:

– Wiesz, chętnie bym z tobą jeszcze pogadał, ale trochę się śpieszę... formalności przed ślubem...

Chciałam powiedzieć, że rozumiem czy coś w podobnym stylu, gdy ponownie mnie ubiegł niespodziewaną propozycją:

– A może spotkajmy się, pogadamy o starych czasach, tylko ty i ja... Co ty na to?

Zastanowiłam się. Właściwie czemu nie?

– Zgoda – odpowiedziałam nie znajdując powodu odmowy.

– Fajnie – rzucił – u ciebie czy u mnie?

– Może być u ciebie – powiedziałam z lekkim ociąganiem.

– Mnie jest wszystko jedno, jeśli wolisz u ciebie... – prawdopodobnie powiedział to słysząc moją niepewność w głosie. Spojrzał wyczekująco.

– Niech będzie u ciebie – tym razem mój głos był zdecydowany. Tak wolałam, mieszkałam z mamą, a nie sama.

– Masz tu mój adres i na wszelki wypadek telefon – mruknął zapisując coś na kawałku kartki.

– To zapisz jeszcze mój numer telefonu – szybko rzuciłam, gdy podawał mi kartkę.

Nie chciałam mówić gdzie mieszkam, na szczęście o to nie pytał.

Gdy przyszedł umówiony dzień zaczęłam się już koło południa stroić. Co powinnam na siebie włożyć? Jaką bluzkę? Koszulkę? Spodnie czy spódnicę, a może lepiej sukienkę? Białe figi czy czerwone? Jakieś fikuśne? A może te w grochy? Albo koronkowe stringi? Nic mi nie pasowało. Byłam poirytowana tym faktem, aż wreszcie oprzytomniałam. To zwykłe spotkanie towarzyskie, a ja próbuję stroić się jakby to miała być co najmniej randka życia! Przecież nie będę się rozbierać! Ostatecznie na niecałą godzinę przed wyjściem założyłam luźną czarną bluzeczkę i niebieskie dżinsy. Ponieważ do czarnej bluzki pasował mi czarny stanik, to też do kompletu dobrałam takie same figi. Spojrzałam do lustra. Całkiem nieźle. Chociaż może powinnam założyć tę jasną obcisłą bluzkę, bardziej podkreślającą moje kształty? Dość! Wystarczy. Zresztą nie ma czasu, jak jeszcze trochę zamarudzę to się spóźnię. Niektóre moje koleżanki celowo zawsze spóźniały się na spotkania, ja tego nie lubiłam, wręcz nie cierpiałam. Źle się czułam w takiej sytuacji. Nie mam pojęcia skąd mi to się wzięło, może po mamie, która, gdy byłam dzieckiem przy każdej okazji przypominała mi, że to niegrzecznie się spóźniać. Zresztą i teraz to jej się zdarza. Zabierałam się za napisanie kartki dla mamy, aby nie czekała z kolacją, ale w tej samej chwili wróciła do domu, więc mogłam od razu iść.

Miał dość małe dwupokojowe mieszkanie. Jeden pokój pełnił funkcję sypialni. Poznałabym to nawet bez jego objaśnienia po niepościelonym łóżku. Drugi pokój pełnił funkcję salonu, a właściwie ze względu na wielkość – saloniku. Tam właśnie zostałam zaproszona, gdy obejrzałam już sobie całe jego mieszkanie. Trochę było mi głupio tak rozglądać się po wszystkich kątach, ale byłam strasznie ciekawa jak mieszka. W salonie po lewej od wejścia, przy ścianie, stała ława z fotelami po obu jej stronach. Zaraz w najbliższym fotelu przycupnęłam. Naprzeciwko mnie była standardowa meblościanka, a po prawej ciemnobrązowa elegancka sofa. Trzy zaokrąglenia na oparciu jakby sugerowały, że mogą na niej usiąść nie więcej jak trzy osoby. Ładna, ale raczej nie do spania, zdawała się nie pasować do reszty zwykłych mebli. „Księżniczka” – zaraz nazwałam ją w myślach. Wydała mi się jakaś smutna czy pusta. Czegoś tu brakuje. Tak. Na oparciu powinien siedzieć kot – uśmiechnęłam się do siebie.

Mój dawny chłopak postawił słone paluszki.

– Herbaty czy kawy chcesz? – zapytał.

– Herbaty.

Mógłby bardziej się postarać – pomyślałam nieco rozczarowana – tylko słone paluszki. Zaraz jednak mile mnie zaskoczył, przynosząc z kuchni aż dwa rodzaje ciasta i jeszcze talerzyk z ciasteczkami i kawałkami czekolady.

– Mam jeszcze szampana, wypijemy za stare czasy? – Łobuzersko się uśmiechnął.

– Dawaj! – Rzuciłam odwzajemniając uśmiech.

Kiedy to ja ostatnio piłam szampana? Ach tak, na Sylwestra.

– Za nasze spotkanie – powiedział stojąc, gdy już bąbelki wypełniły kielichy.

Też wstałam. Trąciliśmy się kieliszkami i tak jakoś spontanicznie wyszło, iż dałam mu w policzek buziaka. On nie pozostał mi dłużny i też poczułam na swoim policzku jego pocałunek. Poczułam coś jeszcze, co mnie zaniepokoiło. Sądziłam, że te dawne szkolne uczucie uleciało bezpowrotnie. Teraz gdy staliśmy blisko siebie i on mnie pocałował, doświadczyłam przypływu podniecenia. Nie był bardzo silny, ale wystarczająco, bym na dłuższą chwilę stała się nieco wilgotna pod majtkami. I nagle na krótko poczułam, to było takie dziwne uczucie, jakbym znów miała siedemnaście lat.

Rozmawialiśmy długo, wspominając lata szkolne, przygody, wpadki, drobne zwycięstwa, nauczycieli, ale też o tym, co działo się z nami przez te dziewięć lat. Nawet nie myślałam, że będzie tak przyjemnie znowu się spotkać i pogadać. Spojrzałam na sofę, jakoś nie dawała mi spokoju. Nie wytrzymałam.

– Masz ładną sofę. Brakuje ci tylko kota.

– Kota? – Przez jego głos przebijało wielkie zdziwienie.

– Gdybyś miał kota pasowałby do sofy, mógłby tak sobie leżeć na górze. Byłby komplet.

– Aaa tak... rzeczywiście – zaśmiał się – moja przyszła ma kota. Czekaj, czekaj, ty jeszcze jej nie widziałaś. Pokażę ci zdjęcie.

Wyciągnął z szafki zdjęcie i podał mi. Z pewnym ociąganiem spojrzałam. Znów poczułam to nieprzyjemne ukłucie w piersi, jak wtedy gdy powiedział mi o ślubie. Nastawiłam się na jakąś blondaskę a tymczasem zobaczyłam szatynkę, ale taką o dość ciemnych włosach, z pogranicza brunetki można powiedzieć. To najbardziej mnie uderzyło. Miała praktycznie takie same włosy jak ja. Z ogromną siłą wróciło wspomnienie, kiedy był on moim chłopakiem. Jakby to było wczoraj albo wręcz przed chwilą. Przypomniałam sobie jak dotykał moich włosów i powtarzał, że takie włosy najbardziej mu się podobają i że są najcudowniejsze na świecie. Czyżby żenił się z nią dla tych włosów? E, chyba coś jeszcze musiało być... Te chwile, gdy byliśmy razem... Niespodziewanie łzy same napłynęły mi do oczu. Z trudem powstrzymałam się, aby nie rozpłakać. Musiałam. Dopiero by było widowisko, gdybym zaczęła ryczeć. Dobry nastrój, jaki miałam przez cały czas wizyty nagle uleciał. Westchnęłam ciężko.

– Fajna. Mam nadzieję, że będziesz z nią szczęśliwy. – Powiedziałam oddając zdjęcie unikając równocześnie jego wzroku.

Koniecznie jakoś musiałam zmienić temat. I to szybko. Jedyne co teraz przyszło mi do głowy to ten pechowy dzień dziewięć lat temu, kiedy to nie doszło do mego rozdziewiczenia. Pomimo że od dawna byłam pewna co się stało, chciałam usłyszeć jego wersję. Teraz nadarzyła się dobra ku temu okazja. Wykręcał się jak piskorz, ale nie odpuszczałam. W końcu uległ. Westchnął głęboko i nie patrząc na mnie zaczął opowiadać.

– Pamiętasz jak wtedy do ciebie przyszedłem? Miałaś na sobie taką bardzo seksowną spódniczkę, miniówę. Weszliśmy do pokoju, a ja zacząłem cię całować i wsuwać rękę pod tę seksowną spódniczkę z wiadomym zamiarem – łypnął na mnie na moment, a na jego twarzy zagościł uśmiech. – Spodziewałem się majteczek, tymczasem poczułem, że dotykam gołej cipki i to w dodatku mokrej. – Na chwilę ukradkiem ponownie zerknął na mnie. Może chciał wiedzieć, jakie to wywarło na mnie wrażenie, a może wstydził się o tym mówić. Zaraz jednak kontynuował:

– Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie, tak się podnieciłem, że nagle, zupełnie niespodziewanie dla samego siebie miałem wytrysk. Strasznie się zawstydziłem i nie wiedziałem co zrobić. Czuję, że mam mokro w majtkach, usiadłem na kanapie, gorączkowo zacząłem myśleć co zrobić, jak się zachować... Po prostu wpadłem w panikę i uciekłem. Wiem, to było głupie, ale wtedy człowiek był młody... i głupi... – Tu westchnął. – Teraz wiem, że zamiast uciekać, powinienem był ci powiedzieć co się stało. Może wtedy nie zerwalibyśmy ze sobą... ale kto wie... Teraz nie ma to znaczenia – uśmiechnął się tak jakoś gorzko, po czym zapadła cisza.

Spojrzałam na zegarek. Siedzę już prawie trzy godziny! A miałam wpaść tylko na godzinkę, dwie – pomyślałam, dziwiąc się jak przy miłej w sumie rozmowie czas leci szybko. Wstałam.

– Ale się zasiedziałam! – rzuciłam z udawanym przestrachem. – Muszę już iść. Miło było tak powspominać.

Dobry nastrój szybko zaczął mi powracać.

– Naprawdę musisz? Zostań jeszcze – powiedział zawiedziony.

W odróżnieniu od moich słów jego żal wydawał się autentyczny.

– Naprawdę się zasiedziałam. – Dla uwiarygodnienia swojej wypowiedzi wyciągnęłam ręce za tyłeczek, równocześnie wypinając piersi i stając na palcach rozciągnęłam się.

Uśmiechnęłam się zaraz, jak tylko zorientowałam się, że w trakcie tych moich wygibasów cały czas gapił się na biust. Nigdy nie miałam dużych piersi. Zawsze były raczej „poniżej średniej”. Początkowo bardzo martwiło mnie to, bałam się czy ze mną wszystko w porządku, ale jak tylko zorientowałam się, że facetom to nie przeszkadza, to... mnie też przestało przeszkadzać. Za to były bardzo zgrabne i seksowne!

Też wstał. Podszedł i kładąc ręce na mnie tuż powyżej bioder, pocałował lekko w usta. Nie miałam tego w planach, ale też nie miałam nic przeciwko temu. Sprawił mi tym niespodziewanie małą przyjemność. Nieco odsunął się, ale nadal nie wypuszczał mnie z rąk. Patrzyliśmy sobie w oczy dłuższy czas uśmiechając się, kiedy niespodziewanie przeniósł ręce, tym razem kładąc je na bluzce w miejscu, gdzie odznaczały się moje niewielkie, ale jak już wspomniałam, niezwykle kształtne piersi. Najpierw palce jego dłoni, a potem całe dłonie zaczęły, tak jak kiedyś, delikatnie gnieść bluzeczkę, a ten dotyk przenosił się głębiej, przez czarny materiał bluzeczki i stanika, zatrzymując się dopiero na cycuszkach, które pochłaniały go zamieniając w całości na ogromną dawkę przyjemności. Nie wiem czemu na to mu pozwoliłam. Przecież się nie spotykaliśmy. Od dawna byliśmy tylko jakimiś tam znajomymi ze szkolnych lat. A może podświadomie tego chciałam? Jednego byłam pewna: lada moment nie zdołam już ukryć podniecenia. Bałam się tego podniecenia, ale równocześnie nie mogłam oprzeć się temu wspaniałemu dotykowi jego rąk.

Znów przyciągnął mnie do siebie i złożył na ustach całus. Tym razem nie było to muśnięcie, a wyjątkowo namiętny, ognisty pocałunek. W czasie gdy jego język błądził w mojej buzi, ręce błądziły po plecach przyprawiając mnie o drżenie całego ciała. Niebawem jedna ręka zaczęła przesuwać się w dół i do przodu, aż znalazła się w miejscu, gdzie pod warstwą materiału spodni i majtek ukrywał się wzgórek Wenery. Nie poprzestała na tym i zaczęła wnikać w prześwit widoczny między udami, którego nie zamierzałam zamykać. Wydało mi się, nie, byłam teraz pewna, że jeszcze raz, w tej chwili, mam siedemnaście lat.

Coś jednak od tamtych czasów się zmieniło. Teraz mój były nie poprzestał na dotykaniu, ale początkowo w ogóle tego nie zauważyłam, byłam tak zaangażowana i skupiona na całowaniu. Dopiero gdy odpiął guziczek zorientowałam się, że mam całkowicie rozpięte spodnie. Prawdę powiedziawszy wcale mi to nie przeszkadzało, pomyślałam tylko czy za szybko wszystko się nie dzieje. Nie zawracałam jednak tym sobie głowy, zresztą chłopak nie dał mi na to czasu. Nie przestając całować – teraz dla odmiany pieścił zabójczo wargi – zaczął zadzierać mi bluzeczkę. Nie miałam wątpliwości, że z zamiarem jej całkowitego ściągnięcia. Jednak aby tego dokonać, musieliśmy przynajmniej na chwilę przestać się całować. Odsunęłam się trochę i sama zaczęłam przekładać koszulkę przez głowę. W tym momencie nie widziałam nic, za to czułam, jak równocześnie ze zjeżdżającą koszulką, zjeżdżały mi spodnie. Odrzuciłam bluzkę nawet nie patrząc gdzie jak zbędny balast. Spodnie oplatające teraz tylko kostki nie spełniały swojego zadania. Musiały podzielić los bluzki. Skarpetki też nagle okazały się zbędne. Zostałam tylko w czarnym biustonoszu i czarnych figach. Cała drżąca patrzyłam z podnieceniem na jego ogniki w oczach, jak pożera wzrokiem moje ciało od paluszków stóp po czubki włosów.

Dobrze jednak zrobiłam zakładając czarne figi – zdążyłam pomyśleć, zanim jego ręce ponownie wylądowały na moim, teraz nagim ciele, tuż powyżej bioder, wywołując dreszcz podniecenia, jakby przebiegło po mnie stado mrówek, a z mojego gardła wyrwał się cichy okrzyk zachwytu. Nie zabawiły tam długo. Zaraz potem ujął moje pośladki zaskakująco mocno, jak nigdy dotąd i przyciągnął gwałtownie do siebie, tym samym powodując jeszcze silniejszy dreszcz podniecenia. Aż pisnęłam. Ponownie złączyliśmy się w burzliwym pocałunku, ale nie trwającym długo.

– Zdejmij stanik – szepnął do ucha, równocześnie wsuwając mi ręce z tyłu pod majtki. Zaraz potem, nie pytając o zgodę, po prostu mi je ściągnął.

W tym momencie nie pozostawił mi pola manewru, jak uznałam. Byłoby głupio tak stać z gołą cipką, ale w staniku. Spełniłam jego prośbę. Rozpięłam go i odrzuciłam.

Staliśmy naprzeciwko siebie, on w ubraniu, a ja zastanawiałam się, jak to się stało, że jestem zupełnie naga. W tym widoku, tej scenie było coś surrealistycznego, przynajmniej tak to odebrałam.

– Chodź – powiedział łapiąc mnie za rękę i pociągając w kierunku sypialni.

Ten jego głos i dotyk spowodował powrót mojej świadomości do rzeczywistości, przynajmniej częściowo. Nie mając wyboru – trzymał mnie przecież za rękę – podążyłam za nim. Tak naprawdę, i to już od momentu, gdy zaczął mnie rozbierać, nie chciałam mieć wyboru. Poprowadził do sypialni, pod samo łóżko, które zaraz zaczęło nęcić mnie białą pościelą. Bez namysłu wskoczyłam do niego. Leżałam na plecach poddając się wabiącemu dotykowi pościeli i patrząc jak chłopak się rozbiera. Już wcześniej spostrzegłam, że jest gotowy, aby wejść we mnie, ja też byłam gotowa na przyjęcie jego i to do tego stopnia, że gdyby nie przyjemnie otulająca mnie pościel, pewnie zaraz bym się na niego rzuciła. Mimo tego, gdy zdjął majtki i zobaczyłam jak bardzo jest podniecony, odruchowo szerzej rozchyliłam nogi, jakbym chciała udowodnić w ten sposób, że też jestem gotowa.

Nie położył się na mnie tylko obok, nachylił, parzyliśmy sobie w oczy, dopóki nie zamknęłam swoich. Zaraz potem nasze usta po raz kolejny się zetknęły. Jego pocałunki lądowały nie tylko na ustach, ale też czułam je na oczach, nosku i całej twarzy. Jęknęłam i mocniej zadrżałam, gdy zaczął językiem omiatać ucho. Co dziwne, cała drżałam w czasie tych pieszczot, jakbym robiła to pierwszy raz. Jedną ręką bawił się moimi włosami, podczas gdy druga, błądząca nie tylko po moich piersiach, ale po całym niemal ciele, przesunęła się teraz na wzgórek Wenery. Chciałam i to bardzo, aby przesunęła się jeszcze niżej, czyniąc mnie całkowicie bezbronną. Nie mogłam się tego doczekać, ale też chciałam dozować tę przyjemność, jeszcze trochę odwlec tę chwilę. Złapałam jego rękę nie pozwalając dalej jej się przesuwać.

– Ale teraz nie uciekniesz – szepnęłam otwierając oczy.

– Nie. Na pewno nie – uśmiechał się to mówiąc.

Nie czekałam dłużej aż on to zrobi. Przesunęłam jego rękę, tak, że palcami dotknął mojej mokrej i równocześnie rozpalonej do granic brzoskwinki. Jak tylko to się stało krzyknęłam z rozkoszy, równocześnie gwałtownie podciągając nogi i szeroko rozchylając. Teraz już nie panowałam nad sobą. Te jego przesuwające się palce dawały mi niemal niewyobrażalną rozkosz, a przecież najprzyjemniejsze jeszcze miało nadejść. Palce, które do tej pory pieściły zewnętrzne oznaki mojej rozgrzanej kobiecości, teraz bez przeszkód wniknęły do wnętrza, rozpoczynając dogłębnie poznawanie mojej jamki rozkoszy, podczas gdy nabrzmiały członek w tym samym czasie masował mi brzuszek. A ja, nie mogąc znieść tej ekstazy, tylko popiskiwałam i wyginałam biodra nadstawiając szparkę, jakby było mi jeszcze mało przyjemności. Zwiedzanie paluszkami niedługo się zakończyło. Teraz nastąpiło to, czego nie mogłam doczekać się od chwili, gdy położyłam się na łóżku. Gotowa byłam już szeptać „bierz mnie, jestem cała twoja, wejdź we mnie, wejdź we mnie...”. Na szczęście zaraz to miało nastąpić. Patrzyłam tylko jak chłopak usadowiwszy się między moimi nogami, teraz się kładzie. Krzyknęłam głośno, czując jak wreszcie we mnie wchodzi. Byłam bardzo spragniona tego uczucia, a jego członek rozpychając się w pochwie bezpardonowo dążył do celu. Od razu zaczął posuwać mocno, jakby wiedział, że tego oczekiwałam, ale pewnie oboje byliśmy już tak rozgrzani, że niewiele nam brakowało. Nie pamiętam jak długo to trwało. Zupełnie straciłam kontrolę nad swoim ciałem i czasem. Krzyczałam i wiłam się, nie mogąc wytrzymać ogarniającej mnie ekstazy, aż chłopak musiał mocno przytrzymać mnie w biodrach, tak się rzucałam. W chwilę po tym, jak poczułam ciepło wypełniającej mnie spermy doznałam orgazmu. Nie był to jednak zwykły orgazm, dawno takiego nie miałam. Przed oczami zaczęło robić mi się ciemno z tej nagle ogarniającej i obezwładniającej potężnej rozkoszy. Byłam bliska omdlenia, nawet niezdolna do wydania krzyku. Z moich ust wyrwał się tylko ni to syk, ni to jęk, a całe ciało drżało i pulsowało.

Kilkanaście minut dochodziłam do siebie otumaniona tym, co się stało. Zresztą nie tylko ja. A i potem było mnie tak błogo aż zupełnie nie chciało się mi ruszać. Leżałam na plecach jeszcze troszeczkę posapując i tak było wręcz idealnie. Mogłoby tak zostać co najmniej do rana.

Może jestem dziwna, ale nie cierpię kochać się w prezerwatywie. Muszę czuć w sobie spermę, działa na mnie jak akcelerator. Zawsze, gdy czuję jak mnie wypełnia mam orgazm. Gdy robię to w gumce, często nawet nie mam orgazmu. Dlatego jak tylko zaczęłam zarabiać własne pieniążki, łykam pigułki antykoncepcyjne, choć są znacznie droższe.

Jak już emocje częściowo opadły, niespodzianie pojawiła się gdzieś na dnie świadomości myśl,

jak kropla goryczy: przecież on niedługo się żeni – ale nie ze mną... I głupio się zachowałam wiedząc o tym. Poszłam z nim do łóżka zupełnie bezwolnie, jakbym była lalką, ale było... jest mi tak dobrze... jednak dziwne, że nie zdołałam się oprzeć…

Ladacznica – pomyślałam chichocząc w duchu.

Leżałam cały czas na plecach, ale miałam wrażenie jakbym unosiła się w powietrzu delikatnie tylko muskając pościel. Przypomniało mi się jak to było, gdy po raz pierwszy chłopak zajmował się moją myszką. Kiedy to było? Niesamowite! Też w wakacje, czternaście lat temu, a wydaje się jakby to było najwyżej tydzień temu. Miałam wówczas dwanaście lat i byłam strasznie głupiutka, ale nie żałuję. Choć nie ma porównania z dzisiejszym dniem. Wtedy było mi tylko przyjemnie. Jeszcze pamiętam te nowe dla mnie podówczas uczucie! Nawet bardzo przyjemnie, nie, raczej trochę bardzo przyjemnie. Do orgazmu było daleko. Byłam za młoda na takie rzeczy.

– Było ci dobrze? – mój kochanek przerwał tym pytaniem rozmyślania.

Z pewnością wiedział jak było mi dobrze, pewnie chciał jakoś przerwać ciszę albo po prostu prowokował mnie.

– Uch. Przeleciałeś mnie chyba na wylot – odrzekłam kładąc się na boku i wyginając się zalotnie.

Leżeliśmy tak obok siebie jeszcze z pół godziny. On od czasu do czasu delikatnie mnie pieścił, a ja pozwalałam się dotykać wszędzie gdzie miał ochotę. Zresztą robiłam to samo. Powtórzę się, ale było mi tak przyjemnie, tak dobrze, że nie chciało mi w ogóle wychodzić z łóżka. Troszeczkę rozmawialiśmy o niczym, starannie omijając kwestię jego ślubu.

Pewnie do rana z łóżka by mnie nie wyrzucił, ale nie mogłam go tak narażać. Co by się stało, gdyby jego przyszła zechciała tu zajrzeć? Może jej nie ma, gdzieś wyjechała? Tego jednak nie wiedziałam i nie zamierzałam pytać. Przeciągnęłam się jak długa i szepnęłam:

– Muszę już iść.

Parę chwil potem zerwałam się z łóżka i pobiegłam do salonu w poszukiwaniu majtek i reszty ciuchów. Musiałam szybko wstać. Gdybym się ociągała, mógłby próbować mnie zatrzymać, a to, nie miałam wątpliwości, na pewno by mu się udało.

Już przy wyjściu dostałam na pożegnanie buziaka, takiego jak wtedy, gdy byliśmy razem. I ponownie poczułam, jakbym przeniosła się te dziewięć lat wstecz. Znowu przez pół minuty miałam siedemnaście lat. Złudzenie na krótko stało się niemal rzeczywistością, bo tak jak kiedyś, gdy mnie całował, tak i teraz nie zapomniał złapać za cipkę.

Zanim wyszłam obiecał jeszcze, że zadzwoni i wyśle zaproszenie na ślub. Mimo obietnicy nie zadzwonił. Nie przysłał też zaproszenia. Ja również nie próbowałam dzwonić. Tak chyba było lepiej. Jeśli przed jego ślubem poszliśmy bez oporu do łóżka, to po ślubie też coś takiego mogłoby się wydarzyć, a wtedy wszyscy moglibyśmy tego żałować. Mimo to nadal mam w komórce ten jego numer telefonu, choć całkiem możliwe, że już nieaktualny. Pozostał tam jako niezwykle miłe wspomnienie pewnego wieczoru. A może któregoś dnia się odważę?

Idąc na to spotkanie nawet nie przeczuwałam takiego zakończenia. Wydawało mi się, że już dawno wyrzuciłam go ze swojego serca, że jest tylko przebrzmiałym echem minionych szkolnych lat. Ale okazało się, że w jakimś zakamarku została malutka jego cząstka. Wiem też, że zostanie ona tam tak długo, jak długo będzie bić moje serce.

Pewnie chcecie wiedzieć jak ma na imię. Nie powiem, bo czy to ważne? Ważni są ludzie, ich czyny, które tworzą historię, a nie imiona. Mogę jednak powiedzieć, że w pewnym sensie dopięłam swego. Co prawda dziewięć lat później i nie tak, jak wówczas planowałam, ale jednak przespałam się ze swoim wybrankiem.

Ten tekst odnotował 28,788 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.17/10 (47 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Komentarze (8)

0
0
Bardzo podobają mi się Twoje opowiadania. Czyta się jednym tchem. Czekam na kolejne.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
1. Nie "choć" tylko " chodź"
2. Przecinki, do cholery!!!!
3. Brzuszki, paluszki, brzoskwinka, myszka.... brrrr, aż mnie otrzepało!!!!
4. Pieniązki!!!! Dorosli ludzie zarabiają pieniądze, pieniążki to są dla dzieci...
5. Pigułki droższe niż prezerwatywy???? niechże to będą nierefundowane, 5o czy 60 zeta miesięcznie. Paczka dobrych prezerwatyw to dycha. Dobrych. Nielateksowych, nieuczulających i cieniutkich. W paczce sa trzy, Czyli mamy 6 paczek miesięcznie za tą samą kasę, 18 prezerwatyw. Ja nie jestem piekna i młoda, ale 18 gumek na miesiąc za cholerę by mi nie starczyło..... Pigułki sa tańsze, ale gumki zdrowsze, jeśli nie ma sie stałego partnera. Wkładka domaciczna jeszcze droższa,,, hmmm,,, really? 800 zeta na 3 lata, to 22 na miesiąc, to koszt dwóch paczek dobrych gumek. Dobrych. Nie jakiegoś szitu za 3 zeta. Długofalowa antykoncepcja jest tak naprawde tańsza niż gumy, jesli się chce mieć porzadne. Problem w tym że nie zabezpieczy przed grzybicami, chlamydiami, rzężączką, opryszczką, WZWB, brodawczakiem, syfilisem, HIVem. Ale widać że młodzież na to leje....

Opowiadanie dużo, dużo słabsze od "Mojej kumpeli". Ani dowcipne, ani lekkie, ani podniecające, i kurcze, wyedytujże tą interpunkcję i literówki pliiiiiiiizzzz..... Dalej będzie słabe, ale może poprawniejsze.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
@MarySue
Ad 1.
To opowiadanie zostało napisane pod koniec 2011 roku. Przed publikacją tutaj przejrzałem je wprowadzając kilka kosmetycznych poprawek. I ani ja, ani nikt inny nie zauważył tego błędu. Masz oko! 🙂 [poprawione]
Ad 2.
Jakie przecinki? Prawda, nie przykładałem się zanadto w szkole do nauki interpunkcji (czego teraz żałuję), ale mój edytor tekstu nie wypomina mi braku przecinka lub ich nadmiaru.
Ad 3.
Niektóre kobiety, szczególnie młode dziewczyny często używają zdrobnień. Rozumiem, że może Ci to się nie podobać, ale nie możesz czynić zarzutu z tego, iż użyłem ich w tym opowiadaniu. Co złego w „myszce” czy „brzoskwince”? Miałem użyć „cipki” jak w zylionie innych opowiadań?
Ad 4.
Znam kobietę (nie dziewczynę), która mówi „fajnie jest dostawać co miesiąc nowe pieniążki” lub „chciałam coś kupić, ale zabrakło mi pieniążków” itp. Reszta jw.
Ad 5.
Hola, hola! Strasznie się rozpędziłaś 🙂 .
a) Jak łatwo zauważyć koszt używania pigułek nie zależy od częstotliwości uprawiania seksu, w przeciwieństwie do prezerwatyw. A gdzie jest napisane, że bohaterka „stosunkuje” się na okrągło? Z treści opowiadania można wysnuć wręcz przeciwny wniosek.
b) To zdanie jest subiektywną wypowiedzią bohaterki, tak aby cały ten akapit („Może jestem dziwna”…) nie był „zawieszony w próżni”, pojawiając się w tym miejscu ni z gruchy, ni z pietruchy.
c) Na początku jest tag RETROSPEKCJA. Opisane w tej części zdarzenia miały miejsce na początku XXI wieku, a może jeszcze w latach 90. XX wieku. Wtedy ceny pigułek były znacznie wyższe.

Dziękuję za opinię i uważne przeczytanie, a wszystkim za komentarze.
Jeszcze jedno: gdzie te literówki?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
MerrySue żaden szanujący się lekarz nie założy wkładki dziewczynie, która jeszcze nie rodziła. Zdrobnienia bardzo pasują do bohaterki, a słowa pieniążki używają nawet niezmiernie leciwi dziadkowie.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Rora, ja wcale nie jestem taka strasznie szczęśliwa, więc proszę mnie tu od "merry" nie wyzywać 😉
Z wkładką nie chodziło mi o to, że bohaterka mogłaby jej używać, tylko o wykazanie, że antykoncepcja długoterminowa, jest w istocie tańsza od gumek.
Ja nie lubię zdrobnień, i jest to fakt znany powszechnie. Dostaję od nich wysypki. Czkawki. Zgagi. Walczę z nimi niczym pewien rycerz z La Manchy z wiatrakami. Jeżeli narratorka jest słodziutką głupiutką niunią, to taki styl pasuje - problem w tym, że ta bohaterka jest niespójna, i ciężko wyczuć, co jej pasuje a co nie. Oczywiście, to jest moje subiektywne odczucie - i mam do niego prawo. Tak samo nie lubię kwiecistych i wydumanych metafor, nie znoszę muszelek, brzoskwinek i myszek. Są - w moim subiektywnym odczuciu - kiczowate i dziecinne. Inna rzecz, że wielu nawet dojrzałych ludzi dziecinnieje, jak chodzi o seks. Ja jednak preferuję bezpośredniość i konkret. Ale to są MOJE SUBIEKTYWNE ODCZUCIA. Mogę je mieć, i mam prawo się nimi dzielić.
Tak jak ty, droga Roro, masz prawo mieć swoje odczucie, a nawet się na mnie wkurzyć.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Indragor muszę przyznać, że interpunkcja szwankuje. Jeżeli mówisz o edytorze tekstu na tej stronie, to on nie pokazuje błędów interpunkcyjnych, trzeba samemu je wychwycić.
Nie zgodzę się ze wszystkim, co wymieniła @MarySue w swoim komentarzu. Sama nie lubię zmiękczeń, ale to nie ja opisuję swoje wspomnienia, ani autor, a kobieta, która posługuje się takim językiem. Pozwólmy jej więc używać słów, które są "jej" Inaczej postać byłaby mało prawdziwa.
Krystyna
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Krystyna, jak to miło że ktoś jeszcze wspomina moje imię 😀 ( i to nienadaremno, gdyż uderzysz w stół, a MarySue się odezwie 😀 ).
ja również nie zgadzam się z tobą. Jeśliby bohaterka nadal była słodziutką nastolatką, taki język by do niej od biedy pasował, jednak w ustach już nieco dojrzalszej kobiety takie maniakalne zmiękczanie sprawia wrażenie niedojrzałości. Dla mnie stanowi to właśnie zgrzyt, który - zamiast uwiarygodnić bohaterkę - brzmi fałszywie.
Jej, jak ja lubię komentować na tej stronie 🙂 Pozdrawiam Krystynę, Indragora, i innych stałych bywalców 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Jakie "zmiękczenie"? Widzę, że potrzeba tu nieco teorii. Zmiękczenie, to sposób wymawiania głoski: np zmiękczenie mamy w odmianie słowa "kot" - miska z której je kot to "kocia miska" i to jest zmiękczenie, konkretnie głoski "t" do "ć". Pozostając przy kocie: "kotek" to nie zmiękczenie a zdrobnienie, ale uwaga - wtedy gdy mówimy o małym kocie w sensie "młodym kocie" jest neutralne lub pozytywne, gdy tak mówimy o kocie dorosłym ale niepozornych rozmiarów, może mieć konotację negatywną. Jeśli zaś mówimy w ten sposób o dorosłym kocie z sympatią, a nie złośliwością to jest to "spieszczenie" a nie "zdrobnienie" chociaż brzmi tak samo i nie wyrażamy w ten sposób opinii o jego rozmiarze, a o naszym do niego stosunku. Myślę, że teraz łatwiej będzie zrozumieć Mary Sue różnicę między czymś co jest duże i przyjemne, a tym co małe i śmieszne , chociaż zostało nazwane tak samo.
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.