Ilustracja: Phil Desforges

Piotruś pan

26 grudnia 2020

Szacowany czas lektury: 1 godz 25 min

Niedawno, bo w lecie tego roku, gdy miałem niecałe osiemnaście lat, wydarzyło się zaraz po sobie kilka dziwnych przypadków. A jeszcze końcówka roku szkolnego tego nie zapowiadała, chociaż…

 

Ostatnie dni roku szkolnego. Leżałem sobie na łóżku, bo nic nie miałem do roboty, w samych slipkach, bo gorąco, i intensywnie myślałem. O Majce. Kim jest Majka? Powiem wam później. Czyli myślę o Majce, a tu do pokoju wpada Kaśka, moja o rok młodsza siostra. Dokładnie o trzynaście miesięcy i trzynaście dni. Taki pech. I to podwójny, bo ona już nie jest dziewicą, a ja nadal… A powinno być odwrotnie, bo jestem starszy. Wspominam o tym na początku, bo i tak zaraz by się wydało. Prawie osiemnaście lat i nadal prawiczek. Głupie, co nie?

I gdy tak wpadła, zgadnijcie, co pierwsze spostrzegła? Oczywiście namiot ze slipek.

– Widzę braciszku, że kobiety ci trzeba – prychnęła śmiechem.

Chciałem się jej odgryźć „a znasz jakąś?”, ale się powstrzymałem, bo pewnie powiedziałaby, że zna kilka. Wredniacha wie, że jestem prawiczkiem. Chociaż w tym, co powiedziała, może miała rację. Od jakiegoś czasu mało która dziewczyna mi się nie podoba. Szczerze, chętnie bym którąś zaliczył. Tylko nie wiem jak. To znaczy, wiem technicznie, jak to się robi, tylko… Jakoś mam problemy z bliższymi kontaktami z dziewczynami. Nie to, abym był nieśmiały, bo rozmawiam z nimi raczej normalnie, tylko gdy chcę, aby było coś więcej, to nie wiem jak. Nigdy nie wiadomo, co taka zrobi.

 

Kiedyś zetknąłem się przy wejściu do bloku z Jagodą, sąsiadką z parteru i zarazem kumpelą Kaśki. Oczywiście puściłem ją przodem. Miała na sobie idealnie dopasowane szare leginsy, ślicznie zaznaczające rowek podniecającego tyłeczka, aż po prześwit między udami. Prawie mi fiut stanął na tak bliski widok jej krągłego całokształtu. No to co miałem robić? Złapałem ją za to „podwozie”. Oczywiście się wściekła i narobiła wrzasku na całą klatkę schodową. A mogła przecież normalnie powiedzieć, że nie chce. Nie. Czuła się w obowiązku narobić wrzasku! A później jeszcze dostałem od siostry burę, że musiała za mnie świecić oczami, bo naturalnie Jagoda poskarżyła się Kaśce. Nie to, żeby potrzebowała, tylko aby mnie jeszcze dokuczyć, bym musiał się jeszcze przed Kaśką z głupoty tłumaczyć. Siostra nawet chciała, abym na przeprosiny kupił jej jakąś cacankę, ale szkoda było mi kasy. Może i źle zrobiłem. Może Jagoda byłaby milsza. A to wszystko dlatego, iż wydawało mi się, i nadal zresztą wydaje, że podobam się Jagodzie. I nawzajem, nie powiem. No i taki wstyd na całą klatkę schodową.

 

A może dlatego, że dziewczyny jakoś nie traktują mnie poważnie? Nie wiem nawet czemu, ale tak jest. Chociaż z siostrą jest inaczej. Tylko że siostra to nie dziewczyna. To znaczy niby dziewczyna, ale jednak niezupełnie. Na widok nagiej siostry mi nie staje, a na widok nagiej dziewczyny na pewno by stanął. Tak sądzę, siostrę nagą już widziałem, ale dziewczyny „na żywo” jeszcze nie. Jeśli myślicie, że ten brak szacunku jest tylko w mojej wyobraźni, to zobaczcie sami.

Dwa dni później, od tego dnia, co siostra nakryła mnie z penisem w pełnym wzwodzie, była sobota. Wróciłem koło szesnastej do domu, akurat, gdy rodzice wychodzili na zapowiedzianą wcześniej wizytę do znajomych. Oczywiście u Kaśki w pokoju było wesoło. Jak zwykle siedziała u niej Jagoda i z kolei jej bliska przyjaciółeczka, Agata. Bardzo bliska. Szczerze, nie zdziwiłbym się, gdyby była całkiem bliska. Jak tylko zajrzałem przywitać się, obie jak siostry-bliźniaczki zawołały „Cześć Piotruś”.

– Piotrek – burknąłem bez większej nadziei, iż zrozumieją, że „Piotrusiem” to byłem, jak miałem pięć lat.

A moja siostra wredniacha, zamiast skarcić swoje psiapsiółki, to jeszcze zachichotała. I proszę. Brak szacunku, a wszystkie trzy są młodsze ode mnie o rok.

Agata też mi się bardzo podoba, tylko że jej nie lubię. To znaczy, lubię, jak się nie odzywa i nic nie robi, bo to taka kusicielka. Niby fajnie, tylko jak już skusi, to się śmieje ze mnie, że tylko żartowała. Ot i co. Przynajmniej mniej złośliwa od Jagody. I to dobre.

 

Nie interesowały mnie babskie pogaduszki, więc zaraz poszedłem do siebie. Gdzieś po pół godziny nie wytrzymały i zawołały, żebym przyszedł, bo im się nudzi.

Usiadłem na krześle, bo dziewczyny we trzy z nogami wepchały się na łóżko. Siostra i Jagoda, jakby się umówiły, w białych króciutkich obcisłych spodenkach, a Agata w króciutkiej spódniczce, ale też białej. Topy miały tylko różne. Ja w szortach, z oczywistych powodów nieobcisłych. W pewnym momencie spostrzegłem, jak Agata uważnie mnie obserwuje. Przeniosłem na nią wzrok, a kusicielka powoli zaczęła rozchylać nogi. Co miałem robić? Wbiłem wzrok w równie białe, jak spódniczka, jej majteczki. Serce zaczęło mi łomotać, zrobiło się gorąco, w penisie poczułem lekkie naprężenie, słowem powstała niezręczna sytuacja, a ta jeszcze rozbawiona na cały głos:

– A wiecie dziewczyny, gdzie Piotruś mi się gapi?

– A gdzie ma się gapić, jak rozwaliłaś giry? Przecież to chłopak. – Na szczęście siostra stanęła na wysokości zadania, chociaż też rozbawiona była moją niezręczną sytuacją.

– Dobrze, że cię tam nie złapał – odezwała się, prychając śmiechem, siedząca w środku Jagoda. – Za bardzo się wstydzi chłopczyk… ale ja nie!

W tym momencie nadal dusząc się ze śmiechu, wsadziła koleżance rękę pod spódnicę, macając po majtkach. Agata zaczęła piszczeć i się wyrywać, ale też chichotała. Najgorsze, niemal w jednej chwili, mój fiut osiągnął swój pełny rozmiar, dobrze widoczny mimo luźnych szortów. Czerwony, bąknąłem jakąś wymówkę i uciekłem z pokoju siostry, goniony śmiechem już wszystkich dziewczyn. No i wyszło głupio.

 

Prawie do końca lipca nic wielkiego się nie działo i miałem nadzieję, że tak pozostanie, i wakacje upłyną mi bez nadmiernych wstrząsów, na relaksie. Nadzieja jest jednak matką głupich.

 

Piątek, wieczór. Zamknąłem się w swoim pokoju, przebrałem w wygodne dresy i walnąłem na łóżko z westchnieniem zadowolenia. Zamierzałem spędzić wieczór zupełnie na luzie, nie robiąc nic. A dokładniej, tylko to, na co miałem ochotę. Na uszach słuchawki, ulubiona muzyka, relaks i… właśnie weszła mama.

– Piotrusiu, śmieci trzeba wyrzucić, weź, się przejdź.

Piotrek, nie „Piotrusiu”, warknąłem w myślach. Piotrusiem to byłem, jak miałem pięć lat. Wielokrotnie próbowałem to uświadomić mamie, ale pod tym względem jest niereformowalna, więc dałem sobie spokój.

– A Kaśka nie może? – zapytałem z nadzieją.

– Kasia się uczy, a ty nic nie robisz.

W wakacje? Naukowcem chce zostać? No to wpadłem, pomyślałem. Mój relaks diabli wzięli. Poderwałem się z wyrka, złapałem wór ze śmieciami i ruszyłem do wyjścia.

Po wyjściu z klatki schodowej oczywiście musiałem nadziać się na Maję i Zośkę – dwie przyjaciółeczki.

 

Maja wtedy jeszcze mieszkała w naszym bloku. Nadal ją lubię. Obie to mega laski, Zośkę trochę mniej lubię, bo potrafi być złośliwa. No dobrze, obie cholernie mi się podobają, ale Maja jednak bardziej. Tak bardzo, że nie mogę o niej zbyt długo myśleć, bo zaraz robi mi się namiot w spodniach. Szkoda, że się wyprowadziła. Właściwie to nie wiem, dlaczego szkoda. Obie mają po dwadzieścia trzy lata, więc wiadomo, nawet nie startowałem.

 

A więc Majka i Zośka stoją i jak zwykle gadają. Zerknęły tylko na mnie, nie przerywając plotkowania. Nie wiedziałem, co zrobić, ale na wszelki wypadek, by nie okazać się gburem, zawołałem:

– Cześć dziewczyny!

– Hej, Piotruś – odpowiedziała Maja.

– Piotrek – burknąłem.

Niestety Zośka musiała wkłuć szpilę. Czasami myślę, że gdyby ukąsił ją wąż, to zaraz zginąłby w śmiertelnych konwulsjach.

– O, jaki grzeczny chłopczyk, śmieci wynosi.

Obie zachichotały, ale Zośka chyba bardziej żmijowato.

Zatoczyłem łuk, omijając je z miną, że jestem ponadto i poszedłem do śmietnika. Można by pomyśleć, że obie nie traktują mnie poważnie, bo są starsze i to o pięć lat, ale czułem, że jest w tym coś więcej. Takie ogólne lekceważenie przez dziewczyny. Wracając, miałem nadzieję, że już sobie poszły, nie miałem ochoty na kolejne docinki. Niestety stały dalej w tym samym miejscu. Nie było jak je ominąć, więc ku mojemu niezadowoleniu musiałem przejść obok. Wiedziałem, że coś kombinują, bo jak się zbliżałem, gapiły się na mnie i nic do siebie nie gadały.

– Piotrek… – odezwała się miękko Majeczka.

Normalnie aż wryło mnie w ziemię, tak gwałtownie się zatrzymałem. Byłem w szoku! Powiedziała po raz pierwszy „Piotrek”.

– Co? – rzuciłem może trochę głupawo.

– Na pewno wiesz, za parę dni wyjeżdżam i chciałam się pożegnać. – Rozejrzała się jakoś podejrzliwie po okolicy. – Chodź – rzuciła zdecydowanie, popychając mnie w kierunku drzwi.

Stanęliśmy z boku wiaty wejścia do klatki schodowej. Trochę się przestraszyłem, bo zaszły mnie tak z obu stron. Jakby co, nie miałem jak uciec. A z jednej i drugiej to kawał baby. Spojrzały na siebie jakoś tak niezdecydowanie.

– Ty mów – odezwała się Zośka do Majki, trącając ją.

Trochę odetchnąłem, bo przynajmniej nie groziło mi zatrucie jadem Zośki.

– Tak naprawdę – przemówiła Majka z taką jakąś trochę ni to rozbawioną, ni to głupkowatą, ni słodką miną – chcemy wiedzieć, czy jesteś już mężczyzną. – Chichotnęły krótko obie.

Nie miałem pojęcia, o co im chodzi, ale zaraz się przekonałem, gdy Majka bez ostrzeżenia złapała mnie za jaja, aż cicho z tego zaskoczenia jęknąłem, mocniej przywierając do ściany za mną. Nie miałem pojęcia co zrobić, tak byłem skołowany. Mogłem spróbować odepchnąć którąś i uciec, ale to silne dziewczyny, nie wiadomo, czy by się to udało. A zresztą ucieczka byłaby przejawem tchórzostwa, czyli by wyszło, że mężczyzną jednak nie jestem. Podjęcie decyzji utrudniało mi też to, że jak mówiłem, Majka bardzo mi się podobała i te jej macanie było całkiem przyjemne. Gdyby nie stojąca obok i gapiąca się z uśmieszkiem Zośka, wydawałoby się nawet na miejscu. Macała mnie przez spodnie, a i tak szybko mi stanął, co jeszcze bardziej utrudniło myślenie. Wiecie, ze stojącym fiutem bardzo źle się myśli.

W momencie, gdy już nie wytrzymałem i cicho zacząłem posapywać, Majka odezwała się krótko do koleżanki:

– Teraz ty.

Można powiedzieć, że wtedy Zośka od Majki przejęła pałeczkę. Masaż mojej nabrzmiałej męskości dłonią Zosi trwał w najlepsze, gdy poczułem, że zbliżam się do finału. Przymknąłem oczy i dwa czy trzy razy cicho stęknąłem, zadrżałem cały, a zaraz potem zadrżał mocno mój członek, gwałtownie wypluwając z siebie mokre nasienie, a ja zarazem poczułem anielską przyjemność.

Kilka sekund po tym, Zosia mnie puściła.

– Miał wytrysk? – usłyszałem rozbawiony głos Majki, bo nadal miałem zamknięte oczy. Dopiero wtedy je otworzyłem.

– Chyba tak – odpowiedziała podekscytowana Zośka.

Obie dziewczyny patrząc na mnie oczywiście lekceważąco, cicho zachichotały, po czym rozweselone oddaliły się, trzymając za ręce, zostawiając mnie cokolwiek zdyszanego.

 

Po paru minutach doszedłem do siebie, fiut opadł, dyszenie minęło, więc wyglądałem normalnie. Zdecydowałem, że czas najwyższy wracać do domu. Nie był to najlepszy moment, ale o tym miałem przekonać się za chwilę. Posiadałem oczywiście świadomość, że dziewczyny po prostu chciały się zabawić i zwyczajnie mnie wykorzystały. Może nie powinienem na to pozwolić, ale się stało i nie powiem, abym żałował. Mimo wszystko i mimo niekomfortowego uczucia wilgoci w majtkach plusów było więcej. A właściwie jeden duży na końcu, czyli orgazm.

Westchnąłem i wszedłem do klatki schodowej. W złym momencie. Nie zdążyłem nawet wspiąć się na pierwszy schodek, gdy drzwi na parterze się otworzyły i wylazła z nich Jagoda. Z workiem ze śmieciami. Co jest, dzień śmieciarza? – pomyślałem.

– Hej Piotruś – niedbale rzuciła, zbiegając po schodach.

– Piotrek – przypomniałem chmurzasto. Czekałem na dole, aby przepuścić ją z tym tobołem.

– Piotrkiem może kiedyś… będziesz – rzuciła lekceważąco.

Przyznam, że celnie trafiła mnie prosto w serce. Zabolało.

Nie wiem, czemu tak się zachowuje. Z jej oczu, gestów, tak zwanej mowy ciała, wyczytuję, że podobam się jej, ale jak się odezwie… brak szacunku. A mogłaby przynajmniej udawać. W końcu jestem starszy od niej. A tu nic.

– Hej Poziomka.

Też ugodziłem ją celnie. Nie cierpi, jak ją się tak nazywa. Jeszcze bardziej nie lubi, jak nazywa się ją „Smerfetką”. No wiecie, jagoda jest niebieska i Smerfetka też. W dodatku Jagoda jest blondynką. Nie chciałem jej jednak aż tak drażnić, bo wtedy poskarżyłaby się Kaśce. Nie dlatego, że czułaby się taka skrzywdzona, tylko by mi bardziej dokuczyć. Musiałbym wysłuchiwać wymówek siostry.

A to, że mój strzał był celny, świadczył grymas złości, jaki pojawił się na do tej pory jej wesołym obliczu.

Rzuciła wór ze śmieciami, podniosła rękę, jakby chciała mnie walnąć, i z tym grymasem złości ruszyła w moim kierunku. Trochę się przestraszyłem, pomyślałem, czy czasem nie przedobrzyłem z tą „Poziomką”. Odruchowo cofnąłem się w kąt małego przedsionka klatki schodowej. Jednak gdy stanęła tuż przede mną, jej oblicze się rozpogodziło. Wtedy stało się coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewał. Prędzej, że spadnie samolot na nasz blok. Jagódka wyciągnęła rękę i złapała mnie przez dresy za jaja. Aż jęknąłem z bólu, bo zrobiła to dość brutalnie.

– Zabolało? – warknęła wściekle.

– Pewnie – odpowiedziałam zbolałym głosem, ledwo mogąc z siebie wydusić to jedno słowo.

– I dobrze, miało boleć. Nie ruszaj się, bo ścisnę i bardziej zaboli. – kontynuowała tym samym wściekłym tonem.

Dotarło do mnie, że znalazłem się w wyjątkowo głupiej sytuacji. Nie miałem żadnego ruchu. Gówniara miała mnie w garści. Mogłem co prawda spróbować uwolnić się od jej ręki, ale wolałem nie sprawdzać, czy spełni swoją groźbę. Wyglądała na zdesperowaną, czyli mogłaby to zrobić. A jeszcze Jagoda jest dżudoczką i to ponoć dobrą, jak zapewniała mnie siostra.

– Co robisz? Puść! – jęknąłem w desperackim akcie obrony. Nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia.

– Wy chłopaki – sączyła jad, równocześnie przesuwając dłoń to w górę to w dół po klejnotach rodowych – sądzicie, że jesteście stworzeni do rządzenia, że możecie rozkazywać dziewczynom albo je obrażać, a one mają potulnie słuchać i robić co zechcecie. – Gadała, cały czas, masując mnie w kroczu, dość zręcznie, przyznaję, aby nie było monotonnie. A z każdym jej słowem albo raczej ruchem jej ręki na moich genitaliach, coraz bardziej biło mi serce, coraz bardziej robiło się ciepło i coraz bardziej, zupełnie nieadekwatnie do okoliczności, twardniał mój atrybut męskości. – ...ale wystarczy, że dziewczyna złapie was mocno za pewne miejsce, a zrobicie wszystko, co będzie chciała, prawda? – zapytała, wyraźnie oczekując odpowiedzi.

Ponieważ się nie odzywałem, przesunęła dłoń między uda, kładąc palce na jądrach i lekko pociągając w górę, powtórzyła słodziutko:

– Prawda? Czy mam ścisnąć?

– Prawda, prawda – szybko odpowiedziałem z chęci, by dokończyła „ręczną robótkę”, czułem zbliżający się finał. OK. Nie będę kłamał: ze strachu też.

Jagódka wznowiła pieszczoty i kilka sekund później drżenie penisa zwiastowało kolejny dzisiaj wytrysk, a i tak już mokre majtki, zaczęły robić się jeszcze bardziej mokre. Równocześnie z tym opadła mnie następna fala rozkoszy, tak silna, że aż trochę mnie zgięło i musiałem jęknąć.

Wtedy dała mi spokój. Nieśpiesznie wzięła worek i już otworzyła drzwi, ale musiałem coś wiedzieć.

– Jagoda, naprawdę byś to zrobiła? – odezwałem się jeszcze zdyszany.

– Co?

– No… wiesz, czy byś ścisnęła mi…

– A to? – Zaśmiała się. – Dzieciak jeszcze z ciebie, ha, ha.

Dzieciak?! I kto to mówi, szesnastolatka?! Właśnie. Brak szacunku. Nawet nie odpowiedziała.

Jagoda odwróciła się z zamiarem wyjścia, ale się zatrzymała i ponownie patrząc na mnie, rzekła, pokręcając przy tym seksownie biodrami i jakoś tak lubieżnie się uśmiechając:

– Widziałam, co te dziewczyny ci zrobiły. – Po czym ze śmiechem zniknęła za drzwiami klatki schodowej, a zaraz za nią przez szczelinę w uchylonych drzwiach, przecisnął się worek ze śmieciami.

Właśnie. Jej ciało mówi „bierz mnie”, ale jak otwiera buzię, to jakby chciała mnie obrazić czy ośmieszyć. I zrozum tu dziewczyny.

 

Dokładnie tydzień później, w piątek, znów próbowałem się zrelaksować i znów weszła mama.

– O nie! Dzisiaj nie wynoszę śmieci – zaprotestowałem.

– Nie trzeba. – Mama machnęła lekceważąco ręką. – Kasia już wyniosła. – Aha, czyli Kaśka tym razem nie udawała, że się uczy, aby na mnie zwalić ten wątpliwy obowiązek. – Zapomniałam tylko powiedzieć… Pani Ula odświeżała sypialnię i pytała, czy byś nie pomógł jej w ustawieniu mebli i zawieszeniu firan i zasłon w oknie. Sama trochę się boi, bo wiesz, ma lęk wysokości. To powiedziałam, że jutro przed południem wpadniesz i pomożesz jej. Mogłaby Kasia, ale skoro w domu jest chłopak, to wstyd, by dziewczyna… Chyba nie masz nic przeciwko temu?

Pytanie było w zasadzie retoryczne.

– Dobrze – zgodziłem się.

Pani Ula, czyli Urszula, jest naszą sąsiadką z czwartego piętra i dobrą znajomą mamy. Ma trzydzieści dwa lata i muszę powiedzieć za tatą, że jest „apetyczną babką”. Brunetka, ubiera się przeważnie w dopasowane do figury ciuchy. A figurę ma taką jak Jagoda z Agatą razem wzięte. No, może trochę przesadziłem, ale figura nienaganna. Ten nieduży, ale wyjątkowo krągły tyłeczek, seksowne bioderka i nie mniej seksowne cycki. Nie za małe, nie za duże, akurat idealnie pasujące do szczupłej budowy ciała. Ciała… ciała, które chciałoby się zobaczyć bez zbędnych okryć. Chociaż żeby pokazała się w samej bieliźnie… Biały staniczek i cienkie idealnie dopasowane białe figi. To byłoby coś, tak ją zobaczyć. Niestety, mogłem tylko sobie pomarzyć. Na szczęście mam solidną wyobraźnię. W takim stroju widuję tylko Kaśkę, no ale ona nie jest normalną dziewczyną. Poza tym, że Ula tryska seksapilem, to również tryska humorem i jest pełna energii.

Tato o pani Urszuli mówi „wesoła wdówka”. Tak naprawdę nie jest wdową. Podobno rozwiodła się jakieś cztery lata temu po krótkim, acz burzliwym związku. Tata mówi, że owszem, wyszła za mąż, ale zaraz wróciła.

Następnego dnia odpowiednio wcześniej mama nie omieszkała mi przypomnieć:

– Piotrusiu, już czas do pani Uli.

Westchnąłem i powlokłem się do wyjścia, gdy zatrzymał mnie głos mamy:

– Tak chcesz iść?

– A co?

– To są wyjściowe spodnie, nie będę ich ciągle prała, włóż dres.

Szczerze, po ostatnich ekscesach, a właściwie sekscesach, jakoś straciłem ochotę do zakładania dresów.

– Oj, mamo, przecież nic się nie stanie – jęknąłem.

– Nie dyskutuj, tylko się przebierz. Tam był remont, a z ciebie taka niezdara, że na pewno gdzieś się ubrudzisz.

No widzicie? Nawet moja własna matka mnie nie szanuje. Niezdara, też mi… Co miałem zrobić? Nie będę przecież się kłócił z mamą. Zawróciłem i z ciężkim sercem przebrałem się w dresy.

 

Wkrótce zameldowałem się na czwartym piętrze.

– O, Piotrek, wejdź, proszę – odezwała się z uroczym uśmiechem pani Ula, zaraz po otwarciu drzwi, zanim zdążyłem coś powiedzieć.

Ubrana może w nie do końca obcisłe niebieskie dżinsy i nieznacznie przybrudzoną, pewnie od sprzątania, obcisłą czarną bluzeczkę, idealnie uwypuklającą jej biust.

– Dzień dobry, mama mówiła… – powiedziałem, jakoś tak zawieszając wzrok na owym uwypukleniu.

– Oj, patrzysz, że jestem ubrudzona – przerwała kobieta, próbując palcami strzepnąć zabrudzenie. – Przepraszam, ale to od sprzątania. Chyba był to zły pomysł, aby do sprzątania zakładać czarną bluzkę, ale to taka stara, nie chciałam nowej, bo może się zniszczyć i wiesz… – wzruszyła ramionami, uroczo uśmiechając się, przepraszająco, przy okazji składając dłonie na cipce jak nieśmiała nastolatka. I jakby tego było mało, delikatnie, kusząco pokręciła biodrami. Aż mi cieplej się zrobiło od tego gestu.

I zobaczcie, powiedziała „Piotrek”. Co kobieta, to jednak kobieta, a nie jakaś dziewczyna.

– Wejdź – kontynuowała po krótkiej ciszy, jaka zapadła, odsuwając się na bok. Weszliśmy do remontowanego pokoju. – Uznałam, że warto odświeżyć, coś zmienić w sypialni, ale teraz przydałaby mi się pomoc mężczyzny, więc... Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że poprosiłam twoją mamę. Jesteśmy przyjaciółkami i tak sobie pomyślałam… – Spojrzała na mnie jakby trochę zawstydzona.

– Nieee, nie ma problemu, chętnie pani pomogę – pośpiesznie odpowiedziałem. Kto zresztą takiej babce by odmówił?

Być w sypialni kobiety… to robi wrażenie. I powiedziała „mężczyzny”, słyszeliście?!

– Cieszę się – odetchnęła z ulgą. – Piotrek, ty chyba masz już osiemnaście lat?

– No prawie.

– Nie szkodzi. Może byśmy przeszli na ty, tak będzie wygodniej. – Nie czekając, z tym swoim uroczym uśmiechem wyciągnęła rękę, robiąc delikatny ruch biodrami, tak samo kuszący, jak poprzednio. – Urszula – rzuciła zadowolona.

– Piotrek. – Uścisnąłem jej dłoń.

– Wiem – zaśmiała się. – Mów mi Ula. – Znowu zapadła cisza, podczas której tylko gapiliśmy się na siebie, a z twarzy pani Urszuli… to znaczy Uli, nie znikał uśmiech. Ostatecznie to ona przerwała ciszę. – No to… weźmy się najpierw za meble.

Ech, szkoda, że nie założyła miniówy, mimo to i tak było na co popatrzeć. Szybko uporaliśmy się z meblami.

– To została już tylko firanka i zasłony – odezwała się z ulgą jak zwykle wesoła Ula. – Ale może najpierw chcesz się czegoś napić, czy coś…

– Nie, nie trzeba, tylko w wieszaniu lepsza jest Kaśka…

– Nie bój się. Ja powieszę, tylko mama chyba ci mówiła, mam lęk wysokości. Jak wejdę na drabinkę, będziesz musiał mnie przytrzymać, abym nie spadła. Raptem tyle – zapewniła.

I weszła na drabinkę. Tylko nie wiedziałem jak ją trzymać. Złapałem za nogi.

– Nie tak Piotrek, jak się machnę do tyłu, to mnie nie utrzymasz – zawołała przestraszonym głosem.

– A… Ale jak? – Nie miałem pojęcia jak inaczej.

– Złap mnie za tyłek. Nie bój się, ja nie gryzę – odpowiedziała zniecierpliwiona.

Nie wiadomo, pomyślałem, ale posłusznie przeniosłem dłonie na półdupki Uli.

– O teraz dobrze. – Uspokoiła się.

Może i dobrze, ale nie dla mnie. Ten seksowny tyłeczek, a ja za niego trzymam! Bezkarnie!!! Poczułem delikatne swędzenie, potem mrowienie w podbrzuszu, a potem, mimo że zupełnie tego nie chciałem, w spodniach zaczął powstawać coraz większy namiot. Nie miałem pojęcia, co robić. Najlepiej uciec, ale nie mogę puścić babki, bo jak się zwali i coś sobie zrobi, to będzie jeszcze gorzej. Co za mężczyzna, co nie potrafił utrzymać kobiety? Kompromitacja. Jak zobaczy, co dzieje mi się w spodniach, to też kompromitacja. Szach-mat. Stoję czerwony ze wstydu… obaj stoimy i patrzę z przerażeniem, jak kończą się żabki na karniszu. Jakby było mało, Ula jeszcze bardziej zawstydzała mnie swoją gadką. Czemu te kobiety muszą tyle gadać?

– Parę dni temu, tak wieczorem wyjrzałam przypadkiem przez okno i zobaczyłam, co te dziewuchy, Maja i Zuzanna, ci robią. Powinieneś, Piotrek, być bardziej asertywny i nie pozwalać tak się wykorzystywać dziewczynom. Jak im zależy, to powinny się trochę pomęczyć, zanim cię zdobędą, inaczej nie będą cię szanowały. Rozumiesz?

– Chyba tak – mruknąłem jeszcze bardziej zawstydzony, a w myślach dodałem: już nie szanują.

Cholera, chyba cały blok gapił się, jak te dziewczyny dla zabawy mnie macały, tylko ja nic o tym nie wiem.

Z tych nerwów dwa czy trzy razy lekko ścisnąłem palcami tyłek, który trzymałem. To był błąd. Ula co prawda nie zareagowała skupiona na firance, ale penis wyprężył się wręcz do bólu. Czułem, jak erotyczne fluidy przechodzą z jędrnej pupy kobiety, przez moje ręce, ciało i kumulują się w penisie. Nie mogło się to skończyć dobrze. Trzeba było jakoś odwrócić uwagę. Swoją drogą jak te kobiety robią, że tak szybko im to wieszanie idzie. Ja zawsze się strasznie męczyłem. Na szczęście mam wyrozumiałą siostrę i teraz ona wiesza nawet w moim pokoju. I też robi to zręcznie i szybciutko. Tylko jej nie muszę trzymać za tyłek. Mama jedynie każe mi ją asekurować i złapać, gdyby miała ochotę spaść.

 

No i żabki się skończyły.

– Już goto… – powiedziała Ula, odwracając głowę. Nie dokończyła, bo ujrzała spore wybrzuszenie we wiadomym miejscu. – O jejku – rzuciła tylko cicho, chyba zaskoczona.

W ogóle to dziwne. W pokoju może stać tysiąc przedmiotów, a i tak, co pierwsze zauważy dziewczyna, to to, że chłopakowi stoi!

Zeszła z drabinki, stanęła naprzeciwko mojego również stojącego, acz horyzontalnie, fiuta, bezczelnie gapiąc się na wybrzuszenie.

– Nie przejmuj się – powiedziała bez odrywania wzroku. Wydawała się jakaś zdeprymowana. – Dziewczynom to się podoba… No wiesz, że tak działają na chłopaka. Czują się bardziej seksi – Podrapała się z zakłopotaniem po głowie; zaraz przeniosła wzrok na moją twarz i uśmiechnęła się jakoś niepewnie. Zanim z powrotem spojrzała w dół, dostrzegłem, że miała jakieś takie… można powiedzieć rozognione oczy.

Nie wiedziałem, co powiedzieć, ona też zamilkła, tylko tak jakoś zwilżyła wargi, po czym po paru sekundach niepewności i zażenowania z obu stron, bez ostrzeżenia złapała mnie przez dresy za wyprężony do granic wytrzymałości korzeń, obejmując dłonią. Aż syknąłem, tak byłem podniecony.

Babka mówiła o asertywności, ale kto w takiej sytuacji byłby asertywny, gdy seksowna kobieta tak cię trzyma? No kto? Nie widzę. To było niesamowite. Dorosła kobieta, sto procent seksu i nie potrafiła się oprzeć.

Ula zaczęła z namysłem przesuwać rękę, a ja byłem już tak nakręcony, że wystarczyło dosłownie kilka ruchów, a zacząłem gwałtownie i mocno strzelać spermą. Na spodniach zaraz zaczęła tworzyć się wilgotna plama.

Jak tylko oprzytomniałem po silnym orgazmie, zobaczyłem przestraszoną Ulę, zakrywającą dłonią usta.

– Przepraszam – wydawała się zawstydzona – nie chciałam… nie wiedziałam…

– Nic się nie stało… – mruknąłem. Atmosfera wstydu szybko gęstniała. – Chyba już pójdę… – Odwróciłem się, ale zdążyła złapać mnie za ramię.

– Nie możesz tak iść... – W jej głosie zabrzmiała teraz większa pewność siebie. Ja jednak wyrwałem się i pobiegłem w kierunku drzwi, goniony głosem Uli: – Czekaj, dam ci ręcznik… prysznic…

Trochę to zdarzenie przerosło mnie. Zatrzymałem się na półpiętrze przed naszym mieszkaniem. Kutas jeszcze mi nie opadł całkiem. Kaśką bym się nie przejmował. Nieraz widziała, jak mi stoi, nawet kiedyś powiedziała, że tak samo, jak u normalnego chłopaka, ale rodzice! Kolejny wstyd nie był mi potrzebny.

Co się dzieje z tymi babami – zastanawiałem się w międzyczasie. Strach wyjść z domu, bo zaraz rzucają się na człowieka jak sępy.

 

Ostatecznie chyłkiem dotarłem do swojego pokoju. Nie mogłem iść pod prysznic, bo rodzice coś by zaczęli podejrzewać, a nie miałem nawet ręcznika. Wysłałem więc SMS-a do Kaśki, aby przyniosła mi do pokoju ręcznik w połowie mokry, tak aby rodzice się nie zorientowali. Wredniacha odpisała mi „Po co?”. Odpisałem jej „Nie pytaj, tylko przynieś”. Odpisała: „Mokry od góry, czy od dołu?”. To ja: „Nie wygłupiaj się, tylko przynieś. Gardłowa sprawa”. Odpisała: „Przyniosę, bo jestem ciekawa co”.

Najważniejsze, że przyniosła. Oczywiście prychnęła śmiechem, jak zorientowała się, co się stało. Wytarłem się i założyłem czyste ciuchy. Oczywiście musiałem jej opowiedzieć „co”. Pominąłem tylko, że babka złapała mnie za małego. Powiedziałem, że tak się podnieciłem trzymaniem ją za tyłek, że nie wytrzymałem… no i… wystrzeliłem. Niestety, jeszcze bardziej ją to rozbawiło i trochę sobie na mnie poużywała. Uznała, że musi mi znaleźć chętną dziewczynę, bo sam sobie nie poradzę i zostanę prawiczkiem do końca świata.

Mimo tych kpin w trudnych chwilach zawsze możemy liczyć na siebie. Od dziecka stawałem zawsze za nią murem, no to Kaśka też zaczęła tak samo robić. I tak nam już zostało. Dlatego nawet nie musiałem specjalnie jej prosić, aby nie rozgadała o tym incydencie.

Reszta weekendu przebiegła bez zakłóceń, ale gdy wróciłem w poniedziałek ze szkoły, z treningu szkolnych cheerleaderek… No nie, żeby nie było, nie jestem cheerleaderką, bez jaj. Po prostu dziewczyny lubią mieć jakiś doping na treningu, a ja lubię sobie popatrzeć na skąpo odziane seksowne laski w różnych pozach. Czyli, gdy wróciłem, od drzwi powitała mnie mama tymi słowami:

– Pani Ula prosiła, abyś wpadł do niej na dosłownie minutkę. Nie wiem, o co chodzi, ale jak zjesz, to idź do niej.

Wszyscy wcisnęliśmy się do kuchni, czyli mama, tato, Kaśka i naturalnie z Kaśką Jagoda, no i ja.

Siostra oczywiście nie wytrzymała, aby nie wsadzić mi szpili:

– Piotruś pewnie wpadł w oko naszej wesołej wdówce. Uważaj, bo cię schrupie. – Dziewczyny zaniosły się śmiechem.

– Spokój młode panny! Nie ma z czego się śmiać. – Zgasił obie tata.

Właśnie. Nie było z czego się śmiać.

Przed wyjściem, na bok zgarnął mnie tata i cicho, prawie do ucha powiedział:

– Właściwie to twoja siostra ma rację. Jeśli pani Ula ci się podoba, to korzystaj z okazji, póki możesz. Sam bym skorzystał, gdybym nie kochał waszej mamy. Pamiętaj: taka doświadczona kobieta może sporo nauczyć młodego mężczyznę. A z ciebie już prawdziwy mężczyzna… No idź. – Mrugnął okiem, zachęcająco klepiąc w plecy.

 

Poszedłem, co miałem robić.

Po przywitaniu z Ulą zapadło na kilka sekund niezręczne milczenie.

– Chciałam cię przeprosić – Ula wydawała się zawstydzona i jak zwykle w takiej sytuacji, złożyła skromnie dłonie na cipce, wyginając je w nadgarstkach, nieznacznie pokręcając biodrami. – Ostatnio zachowałam się skandalicznie. Nie powinnam… w końcu jestem dorosła, ale w takiej sytuacji trudno mi się opanować… – Zerknęła na sufit, chyba jeszcze bardziej zawstydzona. – Tak czy owak, chciałam cię przeprosić, bo pewnie się na mnie gniewasz, a nie chciałabym…

– Nieee, nie gniewam się.

– Naprawdę? – zdziwiła się albo udała zdziwioną.

– Naprawdę. To było nawet przyjemne – chlapnąłem, nim pomyślałem, na dodatek uśmiechając się z pewnością głupkowato.

– Aha, to cieszę się… to znaczy, że nie gniewasz się na mnie, bo już bałam się, że będziesz chciał mnie ukarać – zaśmiała się ostrożnie.

Wyobraziłem sobie, jak przekładam babkę przez kolano i daję jej klapsy w goły tyłek, za karę. Co mi szkodziło powiedzieć, że się gniewam? Podniecająca wizja, aż mi fiut drgnął w spodniach. Szkoda, zmarnowałem okazję.

– Jasne, że nie, jest pani fajna i… – Tym razem w porę ugryzłem się w język, bo chciałem powiedzieć „bardzo seksowna”.

– Ula, zapomniałeś – poprawiła. – I co? – Ciągnęła mnie za język.

– A… – Nie miałem pojęcia co odpowiedzieć, w dodatku się czerwieniąc.

– Powiedz – zachęcała z tą swoją uroczą aurą – podobam ci się, czy nie podobam. Nie bój się, jestem dorosła, zniosę wszystko.

– A… no… jesteś bardzo seksowna – wydusiłem z siebie z uczuciem, że nagle w mieszkaniu Uli zrobiło się nieprzyzwoicie gorąco.

– Ach, tak? – Zaśmiała się – czyli ci się podobam?

– No jasne.

– Wiem, że podobam się wielu mężczyznom, ale że tobie? To znaczy, ty też jesteś mężczyzną… rany, za dużo gadam. – pokryła zmieszanie śmiechem, machając ręką.

– Chyba już pójdę – mruknąłem. Cała rozmowa toczyła się w przedpokoju i wydawała mi się niezręczna, tak samo, jak chyba Uli.

– Może jeszcze troszeczkę posiedzisz, mam ciasto, zapraszam, chyba że jesteś zajęty – pospiesznie rzuciła.

– Właściwie to nie mam nic do roboty. – I chciałem uciec i chciałem zostać. Miałem co prawda posprzątać pokój, ale to zawsze może poczekać. Przypomniałem sobie o Jagodzie. Pewnie nadal siedzi u Kaśki i zaraz zacznie mi dokuczać. – Dobrze, mogę zostać – zgodziłem się.

– To się cieszę. Przejdź do pokoju. – Ula nadal z dłońmi skrzyżowanymi w okolicach cipki, na moment uniosła się na palcach. Wydała mi się bardziej podekscytowana niż zwykle i taka jakaś… młodsza, jakbym rozmawiał z lepszym alter ego Jagody.

Przeszliśmy do dużego pokoju. Ula nic nie wspomniała, bym usiadł, więc nie usiadłem. Staliśmy naprzeciwko siebie i wydawało się, że nie wiadomo, co dalej. Ula rozejrzała się szybko po pokoju i uśmiechnęła się do mnie. Widać było, że te duże, nawet jak na nią, podekscytowanie nie opuszcza jej i jest jakby jeszcze większe. Dziwne, też czułem ogromne podekscytowanie i gorąco, nie wiem czym spowodowane. Znowu na moment lekko uniosła się na palcach i z kolejnym niepewnym uśmiechem, otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz zamknęła. Po następnych paru sekundach niespodziewanie położyła ręce mi na ramionach i nachyliła się do ucha. Zapach perfum, niespodziewane ciepło kobiecego ciała, delikatne otarcie piersiami, dotyk jej bliskości, spowodowało, że serce, które i tak mocno biło, załopotało jeszcze bardziej, aż na moment pociemniało mi w oczach.

– Rozbierz się – mruknęła zmysłowo prosto do ucha – chcę zobaczyć, jak ci stoi. – Po czym liznęła mnie po płatku ucha, aż drgnąłem od ciarek, a kobieta kontynuowała: – Uwielbiam taki widok u mężczyzny. Ciężko jest mi się wtedy oprzeć. – Złapała zębami płatek ucha i mrucząc, pociągnęła, dopóki jej się nie wymknął.

Omal nie spłonąłem od żaru bliskości jej ciała i tych słów. Miałem mętlik w głowie. Nie mogłem myśleć. Całkowity tajfun. Z tego chaosu wyłoniły się szczątki słów słowa taty: „korzystaj z okazji”. I Ula cały czas nazywała mnie mężczyzną, a mężczyzna w takiej chwili by chyba nie stchórzył. Ktoś, kiedyś powiedział: „kobiecie się nie odmawia, jeśli prosi”. No to nie odmówiłem i zacząłem się rozbierać.

Stanąłem nagi i na szczęście nie tylko ja stanąłem, przed dla odmiany kompletnie ubraną kobietą, która zaraz objęła ręką penisa, powoli przesuwając w dół, aż uchwyciła w dłoń jądra.

– Och… – jęknęła zmysłowo, pieszcząc mnie tam delikatnie końcami palców. – Mężczyzna – dodała po chwili szeptem, spoglądając prosto na mnie oczami, w których pojawiły się jakieś zwierzęce ogniki.

Puściła mnie, powoli rozpięła bluzeczkę, po czym ją zdjęła. Przesunęła z seksownym pomrukiem palcami po rozporku dżinsów, prawie wsuwając je między uda. Poczułem znowu silniejsze naprężenie penisa, prawie do bólu. Kobieta nadal nieśpiesznie rozpięła guziczek i rozsunęła zamek spodni. Patrzyłem na widowisko jak zahipnotyzowany. Zsunęła je, poruszając tyłkiem, który mocno opinały.

 

Nadal patrzyłem jak urzeczony. Marzyłem, aby zobaczyć ją w bielutkiej bieliźnie, bez najmniejszej wiary, że kiedykolwiek to się stanie, a teraz… Podziwiałem biały stanik okolony drobną koronką i pięknie opinające dół cienkie białe figi, przez które ledwo zauważalnie, ale wyraźnie prześwitywał czarny trójkąt włosów łonowych. Kobieta stała w lekkim rozkroku, taka dostępna, że tylko sięgnąć i wsunąć rękę między nagie uda, obejmując, jeszcze osłoniętą skromnym materiałem, tę część ciała, która zwykle chroniona jest lepiej, niż był Kamieniec Podolski przez Wołodyjowskiego i Ketlinga. Ula miała jednak inny plan.

– Pocałuj mnie – szepnęła.

Objąłem ją, przesuwając dłonie po miękkiej i wręcz gorącej skórze, i zarazem dotykając jej ust swoimi. Wsunąłem język bez przeszkód, łącząc się z jej językiem. Oba zaraz zaczęły wyprawiać wspólne harce.

Tak zapamiętale bawiliśmy się, że nim się zorientowałem, fiut ocierający się o brzuch Uli nie zdzierżył i zaczął strzelać spermą.

Gdy przestał, odstąpiłem od niej, czerwony ze wstydu. Znowu kompromitacja, pomyślałem. Chyba jestem nienormalny.

– Przepraszam – wydukałem, widząc sporą plamę spermy na brzuchu, leniwie ściekającą wąskim strumyczkiem, brudząc majtki kobiety.

Ula nie wydawała się jednak obrażona, wręcz jakby przeciwnie. Spojrzała na bałagan i powiedziała wesoło:

– Nie miałeś jeszcze kobiety, to twój pierwszy raz?

– No tak – przyznałem nadal czerwony ze wstydu. Nie było sensu kłamać.

– Prawiczek? – zapytała retorycznie, chyba żeby mnie dobić. – Nie szkodzi, wszystkiego cię nauczę – mruknęła. – A tym – nieznacznie wskazała plamę spermy – się nie przejmuj. Zdradzę ci tajemnicę. Kobiety lubią być opryskiwane spermą. Może nie wszystkie, ale lubią.

– A ty?

– Ja uwielbiam taplać się w spermie – mruknęła zmysłowo.

Położyła rękę na brzuchu i zgarniając spermę, przesunęła w dół na majteczki, aż jej palce zanurzyły się między udami.

– Oooch… – jęknęła wtedy głośno i przeciągle, poruszając kilkukrotnie bardzo erotycznie i frywolnie w moim kierunku biodrami, zarazem nie przestając się pieścić między nogami.

Teraz całe majteczki z przodu miała pobrudzone, a i odrobina nasienia znalazła się obok majteczek na udach.

– O rany – jęknąłem, będąc pod ogromnym wrażeniem, gdy tak rozsmarowując po majtkach spermę, co chwilę wypinała cipkę w moim kierunku.

– Podobało się? – zapytała.

– Bardzo.

– Widzisz, jaka ze mnie świntucha? A teraz chcę cię poczuć w sobie – niemal wymruczała ostatnie słowa. – Najpierw jednak musimy się umyć. – To ostatnie powiedziała już normalnym głosem.

Sięgnęła za plecy i nim się zorientowałem, już trzymała stanik w ręku. Wywaliłem gały na jej biust, aż oczy mi zabolały od wytrzeszczu.

– Podobają ci się? – Ujęła je od spodu w dłonie, na moment unosząc.

– Super! – zawołałem z entuzjazmem.

– A widzisz. – Ula była wyraźnie zadowolona z komplementu. Może nie najwyższych lotów, ale jednak komplementu. – Niedługo będą twoje – dodała zalotnie. – Idziemy pod prysznic. Najpierw ja, potem ty – zadecydowała.

W łazience przygotowała dla mnie ręcznik, żel i powiedziała co i jak. Miałem nadzieję zobaczyć ją zupełnie nagą, ale majtek poplamionych spermą nie zdjęła, przynajmniej dopóki wypraszając mnie, nie zamknęła za sobą drzwi. Potem, jak wyszła z łazienki, ku mojemu rozczarowaniu, była szczelnie okutana ręcznikiem.

Z kolei, gdy ja wyszedłem z łazienki, czekała mnie niespodzianka. Aż wmurowało mnie, gdy stanąłem w drzwiach pokoju. Obok rozłożonej i tonącej w białej pościeli kanapy, stała Ula wyraźnie prezentując mi swoje wszystkie wdzięki. I to absolutnie wszystkie! Nawet nie marzyłem, że zobaczę ją nagą, a teraz… Cóż, teraz w jednej chwili fiut zaprezentował się w swojej całej okazałości i rozmiarze.

 

Babka lekko pochyliła się w moim kierunku, wysuwając dłonie zwinięte w pięść, ale łokcie trzymając przy biodrach i zawołała:

– Bierz mnie zwierzaku!

Ruszyłem biegiem, ale zanim ją dopadłem, babka z piskiem wpadła do łóżka. Rzuciłem się na nią, całując najpierw w usta, potem wśród westchnień Uli, lizałem i całowałem piersi. Gdy na chwilę przerwałem, spoglądając na nią, pierwszy raz w życiu odniosłem wrażenie, że kobieta wręcz promienieje podnieceniem. I był to bardzo piękny widok. Trzymałem dłonie na miękkich i zarazem sprężystych cyckach, gdy Ula odezwała się szeptem:

– Mówiłam, że będą twoje.

Wróciłem do całowania piersi, ale zaraz pomyślałem o czymś innym. Zacząłem zjeżdżać z pocałunkami coraz niżej przy wtórze cichych westchnień Uli, aż pocałowałem ją we wzgórek łonowy, wtedy się zaśmiała. Wahałem się, bo nie byłem pewny, czy będzie chciała, ale ciekawość i podniecenie było silniejsze. Przesunąłem palcami po rozchylonej i wilgotnej szparce. Kobieta cicho jęknęła, nieznacznie poruszywszy biodrami. Spróbowałem znowu i znowu, za każdym razem wywołując jeszcze bardziej nakręcający mnie jęk kobiety. Najwyraźniej nie tylko nie miała nic przeciwko takiemu traktowaniu jej wrażliwej intymności, ale też widać było, że sprawia to jej dużą przyjemność. Spróbowałem wsunąć język w głąb dziurki i na chwilę udało mi się to. Niespodziewanie, gdy to zrobiłem, Ula podciągnęła mnie i przewróciła na plecy, po czym ułożyła się na górze.

– Nie za ciężko? – zapytała.

– Nie.

Dla odmiany ona zaczęła całować w usta, a równocześnie główka penisa co chwila dotykała jej wrażliwego i wilgotnego miejsca między udami. Nagle Ula gwałtownie zjechała w dół, łapiąc mnie za penisa i ustawiając w pionie. Zaraz potem jego główkę wsunęła do buzi, pieszcząc ustami i językiem. Tym razem ja zacząłem pojękiwać z rozkoszy. Trochę za krótko, bo nagle przerwała i spoglądając na mnie znad penisa rozognionym wzrokiem, powiedziała rozbawiona:

– Świnia ze mnie, prawda?

– Straszna – odpowiedziałem, odwzajemniając uśmiech.

– Straszna, to ja zaraz będę – mruknęła zmysłowo.

Uniosła się i łapiąc za członka zręcznie i szybko wsunęła sobie do pochwy, siadając na mnie okrakiem.

– Mówiłam – mruknęła z lubieżnym uśmiechem.

Leniwie, można rzec, zaczęła się poruszać, mrużąc oczy i cicho pojękując, powoli, prawie niezauważalnie przyspieszając, aż zaczęła „skakać” na moim członku. Nie wiem, może po dwóch minutach gwałtownie zwolniła, aż się zatrzymała. Przez moment falowały tylko piersi zdyszanej kobiety, potem zsunęła się z fiuta, pozostawiając niczym ślimak błyszczący ślad śluzu. Przewróciła się na plecy z rozłożonymi nogami, tak zachęcająco eksponując bezbronną szparkę, że nie miałem wątpliwości, że powinienem ją zaatakować. Bałem się trochę, czy po omacku trafię we właściwe miejsce, ale w kluczowym momencie kobieta ujęła członka i naprowadziła na dziurkę, w którą natychmiast się wbiłem.

– Oooch… – jęknęła głośno i przeciągle dysząca z podniecenia Ula.

Nie wiem, czy czuła potrzebę, czy była to zagrywka teatralna, ale ten jęk, gdy w nią wchodziłem, jeszcze bardziej mnie podkręcił. Zacząłem posuwać ją jak szalony, ale kobieta zaraz mnie pouczyła:

– Zwolnij, nie szalej tak, nie chcę zbyt szybko dojść – wydyszała.

Posłuchałem. Zacząłem posuwać ją delikatniej. Tak jakoś instynktownie pomyślałem, żeby dla zaskoczenia zmieniać coś. Co jakiś czas stosowałem mocne pchnięcie, kwitowane głośniejszym okrzykiem kobiety.

– Jak będziesz czuł, że dochodzisz, to możesz przyspieszyć i mocniej… – wydyszała z zamkniętymi oczami.

Tak zrobiłem. Przy ostatnich trzech pchnięciach z jej jękami zmieszały moje. Czułem, jak penis drżąc, wypełnia wytryskiem gorące wnętrze kobiety. Wydało mi się, że niemal równocześnie z penisem jej ciało przeszyło drżenie. Gdy wytrysk ustał, wznowiłem akcję, ale po paru sekundach twarz Uli wykrzywił grymas, a ona sama przycisnęła mnie mocno do siebie.

Leżałem na kobiecie, z członkiem w pochwie i nie śmiałem się poruszyć. Czekałem na jej reakcję. Po kilkudziesięciu sekundach otworzyła oczy i spojrzała na mnie z zadowoloną miną. Wtedy wysunąłem się z niej, przy dźwięku jej syknięcia. Położyłem się obok.

Ula wkrótce przytuliła się do mnie, przywierając nawet wilgotnym od seksu łonem.

– Jestem zadowolona, wyobraź sobie – powiedziała tym swoim charakterystycznym wesołym, jednak cokolwiek zmęczonym głosem, drapiąc mnie po torsie.

Mój wzrok, który spoczął na niej, chyba wyrażał zdziwienie, bo znowu się odezwała:

– No co? Zadowoliłeś mnie.

Położyłem dłoń na jej ramieniu i powoli przesunąłem ją po boku, aż wylądowała na tyłku. Lekko ugniotłem go. Uśmiechnęła się.

– Lubisz dawać dziewczynom klapsy? Bo jeśli byłam niegrzeczna, to możesz mnie skarcić klapsem.

– Byłaś bardzo grzeczna. – Dopiero teraz się odezwałem. I w tym samym momencie pojawił się błysk pewnej myśli. – I dlatego należy ci się nagroda.

Przewróciłem nieco zaskoczoną Ulę na plecy i przywarłem do ust, wsuwając język do wnętrza. Moja dłoń przez pewien czas pieściła to jedną, to drugą jej pierś, by przesunąć się niżej, aż poczułem mile łaskoczące wilgotne włosy łonowe. Nie skończyłem na tym. Pieściłem ją tam, aż jeden, a potem dwa palce, delikatnie, nieznacznie zaczęły zagłębiać się tam, gdzie ledwie co był mój fiut. To miejsce, jeszcze niedawno zupełnie dla mnie nieosiągalne, teraz było dostępne bez najmniejszego sprzeciwu tego cudu natury, jakim jest kobieta. Można powiedzieć, stało dla mnie otworem, dosłownie i w przenośni.

 

Leżeliśmy w milczeniu, nadzy pod białą pościelą, gdy Ula niespodziewanie zapytała:

– Chcesz wiedzieć, jak to było z moim mężem?

Nie bardzo wiedziałem co powiedzieć. Trochę głupio było mi powiedzieć „tak”, ale Ula na szczęście kontynuowała, nie czekając na odpowiedź.

– Wiem, co mówią. Że szybciej się rozwiodła, niż wyszła za mąż… Wyszłam za mojego byłego profesora. Co tak patrzysz? Zdarza się. Studiowałam anglistykę. Rodzice, znajomi, odradzali mi. Takie związki rzadko się udają, mówili. Ale ja byłam młodziutka, głupiutka i zakochana. Przystojny, elegancki, młody jak na profesora, bardzo inteligentny, z manierami. Podobał się wielu dziewczynom, ale ożenił się ze mną. Po studiach pracowałam w bibliotece uniwersyteckiej. Nie był to szczyt moich marzeń, ale na początek gdzieś musiałam się zaczepić. Nigdy nie odwiedzałam męża w jego gabinecie na uczelni. Dopiero pół roku później. Weszłam i zastałam taki oto widok. Na biurku leżała stękająca dziewczyna bez majtek z rozłożonymi nogami, a między nimi mój mąż pompujący pannę. On nie zauważył mnie, za to studentka tak. Nie przerywając seksu, zawołała „Co pani tu robi, proszę wyjść!”. Mój mąż, gdy zobaczył, że to ja, wyskoczył z panny jak oparzony. Nie odezwałam się, bo zaniemówiłam z wrażenia. Za to on odezwał się do studentki „Spokojnie, ubierz się i wyjdź. To moja żona”. Dziewczyna aż otworzyła buzię ze zdumienia. „Nic nie mówiłeś, że masz żonę”, powiedziała, wyraźnie panikując. Szybko ubrała się i wybiegając, zawstydzona cicho powiedziała do mnie „Przepraszam, nie wiedziałam, że pan profesor ma żonę”. Ukrywał to, aby bez przeszkód móc zaliczać młode dupy, ale wtedy tego jeszcze nie wiedziałam. Pokajał się, powiedział, że nie wie, jak to się stało, że jej uległ, że pierwszy raz coś takiego mu się zdarzyło. Dał słowo, że więcej taka sytuacja się nie powtórzy. Byłam zakochana, wybaczyłam. Serce bolało, ale wybaczyłam. Byłam ślepa. Później ktoś wspomniał, że z gabinetu męża czasami dochodzą nieprzyzwoite jęki studentek. Plotki. Nie dawałam wiary, aż jakieś półtora roku od tego incydentu, gdy sama byłam w domu, ktoś zapukał. W drzwiach stała młoda, bardzo ładna, wysoka dziewczyna. Przedstawiła się grzecznie z imienia i nazwiska, po czym zapytała, czy jestem żoną profesora iks. Potwierdziłam. „Coś się stało?”, zapytałam zaniepokojona. „Nie, z panem profesorem wszystko w porządku. Tylko chciałam z panią porozmawiać. To bardzo ważne. Mogę wejść?”. Wpuściłam ją. Dziewczyna wydawała się zakłopotana, nie wiedziała, jak zacząć, ale to ona otworzyła mi oczy, kim naprawdę jest mój mąż. Studentki, które oblały egzamin, mogły u niego uzyskać zaliczenie poprawkowe w zamian za seks. Można powiedzieć, jak głupie, to się godziły, ale nie było to takie proste. Moja rozmówczyni powiedziała tak:

– Rozumiem, że jeśli dziewczyna oblała, bo nie umie, to propozycja seksu za zaliczenie jest w porządku. Tylko że pan profesor specjalnie uwala egzaminy niektórym studentkom, aby je przelecieć. To już jest świństwo. Tak postąpił z moją koleżanką. Jest bardzo dobra, jedna z najlepszych na roku. Też bym tak chciała. Zależy jej na studiach, to się zgodziła, ale źle z tym się czuje i teraz nie wie, czy dobrze zrobiła. Wszystko nagrała.

Dziewczyna wyciągnęła pendrive i położyła na stole. Proszę zrobić z tym, co pani zechce, tylko proszę, jeśli to możliwe, nie ujawniać od kogo pani to dostała i mojej koleżanki. Wyrzucą nas ze studiów. Wstała i podeszła do drzwi. „Przepraszam”, szepnęła.

– Ty też tak zaliczałaś u mojego męża? – zapytałam. Musiałam wiedzieć. Dziewczyna zarumieniła się i potaknęła głową. „Przepraszam”, powtórzyła, „wiem, że źle zrobiłam, ale nie wiedziałam co… nie widziałam innego wyjścia”.

– Rozumiem – powiedziałam. – To nie twoja wina. – Pocieszyłam ją, bo widziałam, że dziewczynę to gryzie. Wystarczy, że moje życie się załamało. Nie mogłam uwierzyć. Mój ukochany okazał się zupełnie innym człowiekiem, niż myślałam. Film jednak nie kłamał. Pokazałam go mężowi. Obejrzał tylko pierwsze dwie czy trzy minuty. Spojrzał na mnie i powiedział chłodno:

– Jesteś inteligentna. Zniszczenie pendrive’a pewnie nic nie da.

– Zgadza się – potwierdziłam. – Zrobiłam kopię.

– Czego chcesz? – zapytał rzeczowo, głosem, który nie wyrażał żadnych emocji.

W tej chwili wyglądał i mówił jak zupełnie obcy mi mężczyzna. Nie chciałam robić skandalu. Postawiłam trzy warunki. Po pierwsze rozwód. Po drugie zrezygnuje z pracy na tej uczelni. Po trzecie, wyjedzie z miasta i więcej tu nie wróci.

– I co zrobił? – odezwałam się pierwszy raz od dłuższego czasu.

– Zgodził się. Nie miał wyboru – kontynuowała Ula. – O ile z wykorzystywania studentek, które nie zaliczyły egzaminu, jakoś może by się wywinął od strony karnej, w końcu same właziły mu do łóżka, to niezaliczenie zdanego egzaminu, aby wykorzystać dziewczynę, która mu się podobała, to już poważne przestępstwo. Pewnie dostałby kilka lat odsiadki. No rozgadałam się. – Zmieniła temat i ton głosu – Chyba powinieneś już wracać do domu. Jeszcze trochę, a rodzice zaczną cię tu szukać. Twojego taty się nie boję – lekko się zaśmiała – podobam mu się jak wielu mężczyznom. Pewnie by mnie tylko po cichu opieprzył i nie robił afery, ale z twoją mamą nie chciałabym w takiej sytuacji spotkać się oko w oko, brrr. – Wzdrygnęła się.

Nie miałem wyboru. Z niechęcią, bo z niechęcią, wylazłem z łóżka.

 

Przy wyjściu Ula powiedziała:

– Pamiętasz, mówiłam ci, że skończyłam anglistykę, więc gdybyś miał w szkole problemy z angielskim, to wal do mnie śmiało. Na pewno pomogę.

– Wolałbym ciebie walić – odezwałem się, nim pomyślałem, bo zaraz mnie zmroziło, że babka się obrazi. Tymczasem kobieta zamruczała z szerokim uśmiechem zadowolenia, a może i cieniem zdziwienia na twarzy.

– Szybko się uczysz, zaczynasz świntuszyć – rzekła, nie przestając się uśmiechać. Oparła się mi na ramionach i przybliżając się do ucha, dodała ciszej, tajemniczo, ale całkowicie wyraźnie: – Może jeszcze będzie okazja, abyś mnie walił. Mocno i ostro. – Odsunęła się i dorzuciła już tylko jedno słowo, za to zwykłym głosem, jednak nadal z uśmiechem zadowolenia: – Zobaczymy.

– Do widzenia – odpowiedziałem nie mniej zadowolony i wyszedłem.

Przyznacie, miałem powody do zadowolenia. Nie byłem już prawiczkiem! Ten poniedziałek zapamiętam na całe życie, byłem o tym całkowicie przekonany. A mówią, że poniedziałki są do dupy.

 

Okazało się, że nie musiałem się śpieszyć i co ważniejsze, tłumaczyć, co Ula ode mnie chciała. Rodzice gdzieś wybyli, była tylko Kaśka, więc od razu wszedłem pod prysznic. Gdy wyszedłem, okazało się, że siostra czyhała pod drzwiami, by znienacka zadać kłopotliwe pytanie, prychając przy tym śmiechem. Chociaż może nie było to kłopotliwe pytanie?

– Czyżbyś przeleciał panią „potrzebowską”, a może ona cię przeleciała?

– Potrzebowską? – Udałem głupiego.

– Wiesz, męża nie ma, faceta też chyba od dawna, to na pewno potrzebowska, hi, hi. To jak?

– Co?

– No nie wygłupiaj się, powiedz, czy przeleciałeś naszą wesołą wdówkę?

– A żebyś wiedziała! Przeleciałem, jak trzeba! – Dłużej nie mogłem się powstrzymać, aby dumnie się nie pochwalić.

– Akurat – prychnęła, niespodziewanie nie dowierzając – taka ciapa jak ty by nie uwiodła takiej babki.

Ubodła mnie tym określeniem. Kto jak kto, ale własna siostra powinna wierzyć w moje umiejętności.

– A żebyś wiedziała – powtórzyłem – I to dwa razy! – dodałem dobitnie.

Siostra spojrzała uważnie mi prosto w oczy.

– Ja pierdolę! Ty naprawdę to zrobiłeś!!! – zawołała na całe mieszkanie, dobrze, że puste.

Tym razem ja byłem całkowicie zaskoczony. Kaśka prawie nigdy nie klęła w takich naszych rozmowach, ani ja. Zawsze tak było między nami. Nie było potrzeby. Skoro teraz tak zaklęła na cały głos, to musiała być naprawdę mocno wstrząśnięta, chociaż na zmieszaną nie wyglądała. Szybko jednak odzyskała rezon.

– No, no, braciszku, to już nie jesteś prawiczkiem, a myślałam, że nigdy to się nie stanie. – Jakbym wyczuł nutkę dumy w tych słowach. – Witaj w klubie – zachichotała i zaraz trzepnęła mnie pięścią w plecy, aż kaszlnąłem.

 

Życie jednak szybko wróciło na swoje utarte ścieżki, chociaż tydzień, trochę ponad, gdy gmerałem kluczem w wiecznie zacinającym się zamku drzwi wejściowych do piwnicy, tych przy wyjściu z klatki schodowej, znów usłyszałem złośliwy głosik Jagody:

– Cześć Piotruś. Chłopczyk nie może sobie poradzić z otwarciem drzwi? Do dziurki nie może trafić? – zaśmiała się lekceważąco.

„Bądź asertywny”, przypomniały mi się słowa Uli. Nie pozwalaj sobą pomiatać. Złośliwa dziewczyna już otwierała drzwi, by wyjść, gdy zawołałem za nią, starając się nadać swojemu głosowi zdecydowane brzmienie, aż sam się zdziwiłem, że potrafię tak zdecydowanie:

– Jagoda!

– Czego! – zjeżyła się, ale zatrzymała ze wzrokiem utkwionym we mnie.

Szybko podszedłem do niej dwa kroki, złapałem za rękę i mocno pociągnąłem do miejsca, gdzie stałem poprzednio. Jagoda pisnęła, głośno acz krótko, postępując za mną, by nie stracić równowagi. Jedną ręką objąłem ją wpół, drugą załapałem z tyłu za głowę, by mi nie uciekła, i przywarłem swoimi ustami do jej ust. Ku mojemu zaskoczeniu niemal natychmiast się poddała, wpuszczając mój język i nawet zaczęła aktywnie odwzajemniać pocałunek. Po prostu byłem w szoku. Myślałem, że będzie się wyrywać, drapać, kopać, wydzierać, a tu…

Pocałunek trwał chyba z pięć minut, bo trudno było mi oderwać się od jej ust, ale kiedyś jednak musiał się skończyć.

Odsunąłem się nieznacznie. Jagoda nabrała powietrza w płuca, jakby nagle jej zabrakło. Patrzyła tylko na mnie z wielkim zdziwieniem, a może zaskoczeniem i nic więcej. Cisza, nie licząc naszych oddechów. Żadnych wrzasków, żadnej złości, po prostu nic. I weź tu, zrozum dziewczyny. Zerknęła wstecz na drzwi, po czym zaczęła się w ich kierunku wycofywać. Dopiero gdy je uchyliła, zdołała wydusić z siebie dwa słowa:

– O rany.

Moment później, nadal wychodząc tyłem, jakoś tak zaczepiła nogą o drzwi, że już chciałem ją podtrzymać, by się nie przewróciła, ale na szczęście sama złapała równowagę i zaraz zniknęła za drzwiami.

Przyznam się, że nigdy nie widziałem jej tak bardzo rozkojarzonej. Nigdy nie była rozkojarzona. Zawsze pewna siebie, a teraz taka sytuacja. Byłem w szoku chyba nie mniejszym od niej.

 

Kilka dni później, wchodząc do mieszkania, natknąłem się na wychodzące od siostry, Jagodę i Agatę. Niby nic w tym dziwnego, często przesiadywały u Kaśki, gapiły się w laptop i chichotały. Odetchnąłem z ulgą, że wychodzą, bo zwykle, gdy były, oznaczało to dla mnie kłopoty. Jednak tym razem obie przywitały się tak jakoś z szacunkiem, „cześć Piotrek”, a nie „Piotruś”. To było dziwne.

Zaraz, gdy wyszły, pociągnęła mnie pod drzwi swojego pokoju podekscytowana siostra.

– Muszę coś ci powiedzieć – rzuciła tajemniczo, niemal szeptem, chociaż w domu oprócz nas nikogo nie było, po czym zastygła z tajemniczą miną.

– Co?

– Właściwie nie powinnam ci mówić. Jagoda to moja przyjaciółka i obiecałam, że się nie wygadam. No ale… sama nie wiem… Nie chciałabym, żebyś się skompromitował, więc… Chociaż nie wiem, czy dobrze robię, może jednak nie powinnam…

– No mów wreszcie – przerwałem jej monolog, czując, że potrzebuje zachęty.

– No dobrze, to moja przyjaciółka, ale ty jesteś bratem. To ważniejsze. – Przekonała samą siebie. – Niedługo Jagoda zaprosi cię na sobotę. Żebyś tylko nie stchórzył i jej nie odmówił! Nie przeżyłabym takiego wstydu! I żebyś stanął, hi, hi, na wysokości zadania. Masz jej dogodzić, tak, aby była zadowolona, abym nie musiała przed nią za ciebie świecić oczami. Jasne?

Ze stanięciem to raczej problemu nie będzie, pomyślałem, tylko trochę strach. Nie wiadomo co jej do tej blond-główki strzeli. Już raz o mało co nie straciłem jąder…

– Nie bój się. – Siostra chyba zajrzała w moje myśli – Wiem, że chłopaki się jej boją, ale Jagoda nie jest taka groźna, na jaką wygląda. Wyżywa się na chłopakach na treningach dżudo. Rzuca nimi, jak chce, hi, hi. Podnieca ją to. Mówi, że po treningu jest wszędzie mokra i to nie tylko od potu, jeśli kojarzysz. Ona po prostu lubi rządzić chłopakami. Kręci ją, jak szczególnie starszy od niej chłopak robi, co ona chce. No, a to, że kolekcjonuje kutasy chłopaków, to chyba nic złego. – Kaśka wzruszyła ramionami, a mnie na moment zrobiło się słabo. – To znaczy – zaraz się poprawiła – nie obcina im ich – wredniacha zachichotała – tylko zbiera zdjęcia. Wiesz, w Internecie jest taki klub dla dziewczyn. Można publikować zdjęcia kutasów swoich chłopaków i nie tylko, a potem oglądać i dyskutować o nich, jakie żyłki i takie tam. – Znowu wzruszyła ramionami.

I pomyśleć, że w czasach naszych rodziców wystarczył dyskusyjny klub filmowy. Ha, przynajmniej teraz wiem, czego one tak we trzy chichoczą przed tym laptopem, przemknęło mi przez głowę. Tymczasem siostra nie przestawała paplać:

– To jeśli Jagoda będzie chciała ci zrobić zdjęcie, to żebyś się nie opierał. Chcę, aby inne dziewczyny wiedziały, jakiego mam brata i zazdrościły! A Jagodą się nie przejmuj, nic ci nie zrobi. Zabroniłam jej. Zresztą żadnej dziewczynie nie dałabym cię skrzywdzić.

Dobrze wiedzieć, pomyślałem, ale żeby Jagoda posłuchała mojej siostry? Ona nikogo nie słucha, a Kaśki posłuchała? Powiem, że w nieco innym świetle zobaczyłem siostrę.

– Zrozumiałeś? Żebyś jej nie odmówił. – Na wszelki wypadek się upewniła.

– No jasne, jasne, nie ma sprawy – potwierdziłem. I coś mnie podkusiło. – Siorka, powiedziałaś mi, bo mnie kochasz, prawda? – Kaśka bardzo nie lubi się do tego przyznawać.

– Oj tam, zaraz… – burknęła.

– Kochasz…

– O rany, to nic takiego.

– Przyznaj: kochasz mnie.

– No kocham – wyjęczała, jakby mówiła pod przymusem, równocześnie podskakując na palcach. – Tylko nie wygadaj się przed Jagodą, że ci powiedziałam – zaraz przypomniała, tym samym próbując zatrzeć wrażenie po swoim wyznaniu, po czym otwartą dłonią, zewnętrzną stroną, trzepnęła mnie prosto w genitalia.

– Jasne – wysyczałem z bólu, łapiąc się za krocze. Aż trochę przykucnąłem.

– Och, przepraszam – odezwała się z udawanym żalem – zapomniałam, że nie jesteś dziewczyną. – I weszła do pokoju, zamykając drzwi. Zaraz jednak uchyliła je z powrotem i wysuwając głowę, powiedziała: – Zrób mi jajecznicę. Jestem głodna. – Po czym na dobre zatrzasnęła się w swoim pokoju.

 

Poszedłem do kuchni, bo co miałem robić? Wiadomo: głodna siostra, to zła siostra. I co ona sobie myślała? Że niby co? Że do tej pory byłem dziewczyną? Wredniacha. Na szczęście ból jąder szybko ustępował. Oczywiście wiedziałem, że Kaśka odegra się na mnie za to wymuszenie przyznania, że mnie kocha, ale nie przypuszczałem, że tak boleśnie.

Spontanicznie tylko raz się przyznała. Miałem wtedy trzynaście lat i jakoś tak wyszło, że zderzyłem się z samochodem. Nic mi się nie stało, tylko kilka siniaków, obtarcia, trochę krwi. No i jedno złamanie. Gdy wróciłem z rodzicami ze szpitala, Kaśka ze łzami w oczach rzuciła mi się na szyję, ze słowami: „Braciszku, nie rób mi tego więcej. Nie przeżyłabym, gdyby coś ci się stało”. Stąd wiem, że mnie kocha.

Dziesięć minut później jajecznica była gotowa. Zrobiłem taką, jaką najbardziej lubi i zawołałem na posiłek.

Pyszna jajecznica – rzuciła zadowolona, kończąc i zerkając w moim kierunku. – Przepraszam – jęknęła po chwili z żalem w głosie, tym razem chyba nieudawanym – nie gniewaj się. Nie chciałam tak mocno uderzyć. Tak jakoś wyszło, może dlatego, że byłam głodna.

– Nie gniewam się. Nic się nie stało – mruknąłem.

Też kocham siostrę i jakoś nie potrafię się na nią gniewać, przynajmniej długo. Najgorsze, że ona o tym wie.

– To fajnie. Dzięki za jajecznicę. – Powiedziawszy, wstała od stołu, podeszła do mnie i cmoknęła w policzek. Naprawdę musiała czuć się winna, bo inaczej nie dałaby buziaka. Zanim wyszła, jeszcze w drzwiach kuchni odwróciła się na moment, strzelając w moim kierunku zadowolonymi ślepkami… oczkami… oczami. I weź tu na taką się gniewaj. Lubię, jak tak strzela zadowolonymi oczkami.

Spojrzałem na brudne naczynia. Zeżarła, to chociaż mogła posprzątać, pomyślałem ze smutkiem.

 

Myślałem, że Jagoda zrezygnowała, bo minęły prawie dwa tygodnie od mojej rozmowy z Kaśką i nic się nie działo. Później dopiero okazało się, że Jagoda wyczekiwała dogodnego momentu. I właśnie po tych mniej więcej dwóch tygodniach dogodny moment nadszedł.

– Piotrek, odprowadzisz moje przyjaciółki do mieszkania Jagódki. – To siostra wparowała do mojego pokoju.

– Przecież to tylko dwa piętra – zdziwiłem się.

– Chodź, nie bądź taki. – Złapała mnie za rękę, ciągnąc do przedpokoju. – Teraz są niebezpieczne czasy. Ktoś mógłby je napaść i zrobić krzywdę. A z chłopakiem będą czuły się pewniej – perorowała.

Napaść? Zdziwiłem się. Na klatce schodowej? Zrobić krzywdę Jagodzie? Chciałbym zobaczyć takiego desperata, który by napadł na Jagodę. Od razu dostałby łupnia, a kto wie, czy by z tego starcia nie wyszedł już jako kobieta. Byłem jednak ciekawy, o co chodzi, więc się nie odezwałem, tylko podążyłem za siostrą.

Oczywiście po drodze nikt na nikogo nie napadł. Jagoda otworzyła drzwi od swojego mieszkania.

– Wejdziesz na chwilę, prawda? – Jej głos brzmiał podejrzanie przymilnie. Nie czekając, co powiem, położyła mi rękę na plecach i wepchała do swojego mieszkania.

W przedpokoju dziewczyny spojrzały po sobie, a Agata powiedziała:

– Ty mów.

Jagoda zerknęła to na mnie to na Agatę z jakimś chytrym uśmieszkiem, po czym odezwała się do mnie:

– Pocałuj ją jak mnie wtedy.

Spojrzałem na Agatę.

– No co ty, nie wygłupiaj się. – Słowa zupełnie zaskoczonej Agaty skierowane były bardziej do Jagody niż do mnie. – Nie chcę – pisnęła już do mnie, cofając się przestraszona do kąta.

– Nie bój się Piotrek – Jagoda wydawała się rozbawiona. – Ona nic ci nie zrobi. Ja mogłabym, ale ona nic ci nie zrobi.

Spojrzałem na Agatę.

– Nie – pisnęła, bardziej wciskając się w kąt.

W niczym jej to nie pomogło. Zrobiłem to samo, co z Jagodą. Pociągnąłem ją do siebie przy wtórze krótkiego, acz głośnego jej pisku. Jedną ręką objąłem w pół, drugą złapałem z tyłu za głowę i przywarłem ustami do jej ust. Agata próbowała coś mówić, ale że miała buzię zajętą pocałunkiem, to nie wiadomo było, o co jej chodzi. Zresztą szybko zrezygnowała. Początkowo była sztywna jak deska klozetowa, ale w miarę trwania pocałunku szybko się rozluźniała. Pod koniec mojego standardowego pięciominutowego pocałunku była już zupełnie wiotka, że się tak pochwalę.

– O rany – wysapała Agata z dłonią na piersiach, łapiąc powietrze, gdy pocałunek dobiegł końca.

– Nooo… To samo powiedziałam – rzuciła zadowolonym głosem Jagoda. – Na pewno zrobiło ci się mokro – zachichotała do Agaty.

– Jagoda! – Agata się zarumieniła.

– No co? Chłopaki się nie wstydzą… Piotrek, nie wstydzisz się, że ci staje, prawda?

– No pewnie – odpowiedziałem, bo co innego miałem powiedzieć?

– Widzisz – kontynuowała do Agaty – skoro chłopaki nie wstydzą się, że im staje, to my nie musimy wstydzić się, że nam robi się mokro. A zrobiło, gdy wtedy mnie pocałowałeś. – Ostatnie zdanie, z lubieżną miną, skierowane było wprost do mnie.

Zapadła cisza.

– Coś miałaś powiedzieć – przypomniała Agata, jeszcze wyraźnie podniecona.

– A no właśnie, byłabym zapomniała – zaśmiała się Jagoda. – Piotrek, tak się składa, że w tę najbliższą sobotę będziemy same, ja i Aga. Moi rodzice wybywają do znajomych. No i nie chciałybyśmy tak same się nudzić. To może byś wpadł do nas wieczorkiem?

Będziecie obie? – zapytałem z niedowierzaniem.

– Aha.

– Aha – zaraz po Jagodzie potwierdziła Agata.

– Chyba nie pozwolisz, by dwie dziewczyny się nudziły? I obie będziemy do twojej dyspozycji – zakończyła tajemniczo Jagoda.

– Pewnie, czemu nie, przyjdę, skoro zapraszacie. – Pomny ostrzeżenia siostry, zgodziłem się od razu.

– Czyli jesteśmy umówieni. A teraz możesz iść. – Po tych słowach Jagoda wygoniła mnie z domu.

 

To było w poniedziałek. W środę, przed ważną sobotą, byłem umówiony z kumplem, ale nic z tego nie wyszło. Aby zabić czas, włóczyłem się trochę po mieście. Koło południa wróciłem do domu i zaraz z pokoju siostry dobiegły mnie śmiechy. No tak, Jagoda z Agatą znowu u niej siedzą. Zapukałem do drzwi.

– Otwarte! – Chyba wszystkie zawołały chórem.

Drzwi zawsze były otwarte, nie było w nich zamka, ale miałem taką umowę z siostrą, że gdy pukam, a ona woła „otwarte”, to można wejść. Jak woła „zamknięte”, to nie można.

– Hej! – rzuciłem, zaglądając do środka.

– Wejdź do nas – zawołały jedna przez drugą.

– Tylko się przebiorę – powiedziałem.

Dziewczyny wystrojone, wymalowane, nie wypada w byle czym się pokazywać, tym bardziej że o coś przybrudziłem nogawkę spodni.

Mówi się, że najgorsze, gdy ktoś zastanie faceta ze spuszczonymi spodniami. Właściwie to miałem nie tyle spuszczone, ile zdjęte, gdy do mojego pokoju wparowała jak gdyby nigdy nic Jagoda.

– Nie wchodzi się bez pukania! – Próbowałem ją powstrzymać i przypomnieć o dobrych manierach.

– Gówno tam! Tylko do dziewczyny… – Natychmiast skontrowała. Widać było, że jeszcze chciała coś powiedzieć, ale tylko mruknęła, gdy jej wzrok utknął na moich slipkach w kolorowe paski.

Jej konsternacja nie trwała długo. Szybkim krokiem podeszła i nim się zorientowałem, wsadziła rękę mi między nogi, aż krzyknąłem z zaskoczenia, cofając się pół kroku i opierając o meblościankę za mną.

Patrząc w dół, zaczęła mnie tam pieścić, powodując pęcznienie, wiadomo czego. Gdy już mi go postawiła, objęła dłonią jądra, nadal przez majtki, i podniosła wzrok.

– Jak ja bym chciała, teraz cię tu ścisnąć, byś wił się z bólu mi pod nogami i błagał o litość.

Poczułem, jak na czoło występują mi kropelki potu. Co prawda Kaśka mówiła, że nie jest taka groźna, na jaką wygląda, ale co, gdyby akurat teraz się zapomniała? A jeszcze mówiła to z taką jakąś dziką satysfakcją. Lepiej było stać spokojnie.

Po tych słowach Jagoda spojrzała mi prosto w oczy, przesunęła zębami po dolnej wardze, aż cmoknęła i wznawiając bardzo przyjemne pieszczoty, kontynuowała:

– Ale nie mogę. Kaśka mi zabroniła. I to mnie martwi. Jak przyjdziesz w sobotę, bo przyjdziesz, prawda? – w tym momencie mocniej ujęła przez slipki silnie już naprężonego penisa.

– Oczywiście, będę – wysapałem podniecony.

– Dobrze – Jagoda wróciła do delikatnych pieszczot. – I właśnie jak przyjdziesz, martwi mnie, skoro Kaśka zabroniła, to będziemy obie zupełnie bezbronne. Będziesz mógł z nami zrobić wszystko, co zechcesz, nawet zbić. Ale chyba ty nie jesteś taki, aby bić bezbronne dziewczyny?

– Jasne, że nie – odrzekłem bez zwłoki.

– Tak myślałam.

Dziwne, ale w jej głosie wyczułem zawód. Tylko po co miałbym bić dziewczyny? W tym samym momencie nie wiedzieć czemu Jagoda zaprzestała przyjemnego masażu moich klejnotów rodowych. Patrzyliśmy sobie w oczy, gdy ciszę przerwała ona:

– Co się tak gapisz? Pocałuj! – rozkazała.

Spełniłem jej polecenie i zaraz poczułem, jak jej ręka wdziera się pod majtki i goła obejmuje równie gołego członka. Zamruczałem z tej przyjemności, równocześnie z Jagodą, nie przerywając pocałunku. Działanie jej zręcznej, a zarazem delikatnej dłoni, doprowadziło jednak do momentu, w którym poczułem, że długo już nie wytrzymam i trysnę.

– Zaraz nie wytrzymam i wystrzelę – wysapałem, przerywając pocałunek.

– Nie bzdurz, tylko całuj! – warknęła niezadowolona.

W sumie miała rację. Pocałunek nie trwał jeszcze pięciu minut. I chyba nie dotrwał. W pewnej chwili musiałem ponownie go przerwać. Jęknąłem, czując orgazm i to jak tryskam wprost do dłoni Jagody, obejmującej główkę penisa.

Gdy wszystko się uspokoiło, Jagoda wyciągnęła rękę ze slipek, spojrzała z uśmiechem na dłoń całą w spermie, po czym zbliżyła ją do buzi. Wysunęła język i liznęła raz… drugi… trzeci… Przeniosła wzrok na mnie i powiedziała:

– Może jeszcze będą z ciebie ludzie. – Nim wybyła, zatrzymała się przy drzwiach i zalotnie zginając nogę, powiedziała: – czekamy na ciebie.

Ech, co za ostra laska, pokaleczyć się można – pomyślałem. Dzika, narowista, nieokiełznana. Gdyby udało mi się ją obłaskawić, taką złośnicę, od razu miałbym szacun wśród chłopaków, westchnąłem. I ona czuje się bezbronna? Nie rozumiem. W ogóle weź i zrozum dziewczyny, nigdy wprost taka nie powie, o co jej chodzi. A gdyby powiedziała, byłoby wszystko jasne i zrozumiałe. Jeszcze raz westchnąłem. W sumie fajnie było, tylko znów muszę iść do łazienki się obmyć.

 

Z lekkim opóźnieniem dotarłem do pokoju siostry. Niby wszystko było w porządku, tylko dziewczyny co jakiś czas zerkały na siebie, to na mnie, głupio się uśmiechając. W końcu nie wytrzymałem.

– No co? O co chodzi? – zapytałem.

Wszystkie trzy spojrzały po sobie i odezwała się Agata, prychając śmiechem:

– Jagoda wygadała się, że przed chwilą spuściła ci parę z gwizdka.

I wtedy rozległ się chóralny śmiech lolitek.

– Dziewczyny, dziewczyny, tu się nie ma z czego śmiać – odezwała się siostra.

Panienki zamilkły, znów spojrzały po sobie, po czym buchnęły jeszcze większym śmiechem.

Wyzwolone dziewuchy, emancypantki cholerne, pomyślałem. Nie wiadomo po co ktoś kiedyś im powiedział, że tak mogą. Ech… I wtedy w głowie pojawił się obraz, jak w sobotę trzymam przełożoną przez kolano gołą Jagodę i leję ją w dupę, a ta popłakuje i błaga, abym przestał, a ja nic, tylko ją leję. A w kącie stoi też naga Agata, trzyma się za czerwony tyłek i pochlipuje.

Ta myśl nie opuszczała mnie długo tego wieczoru. Odegrałbym się za te wszystkie zniewagi. Tylko… chyba się nie odważę. Swoją drogą, w sobotę będę miał dwie dziewczyny do dyspozycji i to naraz! Może jeszcze zaprosić sąsiadkę z góry? Mogłoby być fajnie. Nie, na razie wystarczą dwie. Potem się zobaczy.

Ten tekst odnotował 18,723 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.84/10 (57 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Komentarze (10)

+1
0
Dałem maksymalną ocenę ale jeśli nie będzie drugiej części to wymaże to gumką myszką, zamażę korektorem i zamaluję sprayem. Dobre opowiadanie i ciekawy temat.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
-2
Dzięki za tak wysoką ocenę, ale muszę Cię zmartwić. Nie przewiduję następnej części 🙁
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Czasami miałem wrażenie, że g. b. jest trochę taką nieporadną życiowo ciamajdą, co trochę irytowało. Mimo wszystko tekst ciekawy. Z przyjemnością przeczytam kontynuację, jeśli się pojawi.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Bo taki jest główny bohater. Troszeczkę się gubi, ale tylko troszeczkę 🙂
Dziękuję za komentarz.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Końcówka bardzo mi się podobała, opowiadanie też mimo, że Piotruś wydaje się być całkowicie oderwany od rzeczywistości i jakiś taki mocno nie ogarnięty. Mam nadzieję że jednak skusisz się na kolejną część.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Piotruś tak trochę, ale żeby mocno? Chyba nieee 😉
Dzięki Izabela za ciekawy komentarz 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
No to jest dokładnie taki sposób pisania jaki lubię... Nigdzie ci się nie spieszy... rozbudowany, naświetlony nastrój... Piotruś to normalny chłopak a nie znerwicowany napalony byczek... taki odkrywca... czekam na następną... długą część...
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
No, wreszcie ktoś dostrzegł, że z Piotrkiem nie jest tak źle 😉 . Dziękuję, Paweł, za komentarz. Cieszę się, że Ci opowiadanko się podobało. Niestety, nie planuję ciągu dalszego...
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Dla mnie opowiadanie „Piotruś pan” rewelacja. Skutecznie porusza wyobraźnię, ale też poprawia humor. Kilka razy zaśmiałem się perliście w trakcie lektury. Trafia do mnie poczucie humoru autora. Gratuluję!!!! Żałuję, że indragor na swoim profilu wspomina, że już nie pisze. Liczę, że niedługo coś go natchnie do kolejnych tekstów. Jeśli się tylko pojawią, na pewno przeczytam z zainteresowaniem.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@zenon.dan, sądząc po Twoim komentarzu, opowiadanie spełniło swoje zadanie. Dziękuję za uznanie 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.