Pan Twardowski. Więzień cielesności

9 marca 2016

Szacowany czas lektury: 32 min

Opowiadanie inspirowane legendą o Panu Twardowskim.
Wedle niej, Twardowski był szlachcicem, zamieszkującym w Krakowie w XVI wieku. Zaprzedał duszę diabłu w zamian za wielką wiedzę i znajomość magii. Diabeł go przechytrzył i próbował uprowadzić do piekła, jednak po drodze upuścił go na powierzchnię Księżyca. Gdzie Twardowski przebywa, aż do czasów współczesnych...

Pozbawiony atmosfery, grawitacji no i co się z tym wiąże tlenu, Księżyc jest miejscem tak niegościnnym, że żadna żywa istota nie mogłaby na nim przetrwać. Żadna poza mną. Utrzymywałem się przy życiu dzięki bańce próżniowej. Była to magiczna aura, która otaczała mnie, zapewniając substancje niezbędne do przetrwania, włącznie z tlenem i wodą. Niestety, nie zastępuje Ziemskiej grawitacji, przez co moje mięśnie w ciągu setek lat całkiem zwiotczały i z czasem zacząłem przypominać raczej nędzną kreaturę, niż postawnego i godnego mężczyznę jakim byłem wcześniej.

Obejrzałem się wokół siebie, podziwiając smętny krajobraz mojego Księżycowego więzienia.

Kolejny raz uświadomiłem sobie brutalną prawdę - nic tu kurwa nie ma.

Tylko szara pustka, szare skały, szary pył, szary świat dookoła mnie. Teraz, po pięciuset latach przebywania na tym pozbawionym nadziei globie, wiem że diabeł wygrał. Na początku myślałem, że go oszukałem, że w drodze do piekła, książę ciemności upuścił mnie na Księżyc, gdzie miałem zachować wieczną wolność. Wraz z upływającym czasem zrozumiałem, że ten pozbawiony życia glob jest moim prawdziwym piekłem, a wolność zamieniła się w niewolę Księżycowej monotonii. Z pewnością był to element misternego planu, stworzonego w umyśle tego szatańskiego pomiotu. Bez normalnego jedzenia, bez picia, bez kobiet, bez zabaw i bez nocnych dysput w zacnym gronie, moje życie było niekończącym się koszmarem.

Ale znalazłem furtkę, by oszukać przeznaczenie i wrócić do realnego świata. Dzięki magicznym umiejętnością nabytym od diabła, dzięki znajomości alchemii i bystremu umysłowi, wydostanę się z tego więzienia i powrócę na Ziemię. Połączenie kilku wyjątkowych artefaktów, z magicznym zaklęciem sprawi, że moja dusza opuści to usychające ciało i przejmie powłokę cielesną od jakiegoś Ziemianina.

Usiadłem po turecku na ziemi, rozłożyłem swoje skały zebrane w ciągu setek lat na całej powierzchni Księżyca i na końcu wyciągnąłem swoją najcenniejszą relikwię - kawałek ciemnego materiału, jaki otrzymałem w prezencie od Ziemskich posłów...

Tak, ich wizyta przed laty była prawdziwym dobrodziejstwem, bez której mój powrót na Ziemię nie byłby możliwy. Przybyli w latającej metalowej puszce, okuci w potężne, materiałowe zbroje. Skakali jak dzieci po srebrnym globie, ustawiali się w śmiesznych pozach do błyszczących pudełek, a na koniec pobytu mozolnie ustawiali na słupie jakiś dziwny materiał w czerwone paski i z gwiazdkami namalowanymi na niebieskim tle. Byłem jednocześnie zszokowany, ale i podniecony niecodziennymi gośćmi, jak i możliwościami nowej ludzkiej technologii. Podszedłem więc do jednego z Ziemskich posłów i zapytałem, czy mógłbym się z nimi zabrać do domu. Zaskoczony moim widokiem, odpowiedział w języku Anglosasów, że niestety nie mają w tej chwili wolnych miejsc...

Niezrażony odmową i tym, że posłowie pochodzą z nędznej Anglii a nie z Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, zaproponowałem wymianę pamiątek ze spotkania. W zamian za kilka nędznych skał, otrzymałem o to ten kawałek materiału. Goście szybko odlecieli w metalowej puszce do swoich domów, a ja rozpocząłem starania do powrotu na Ziemię.

Bez przedmiotu ziemskiego pochodzenia, moja transcendencja nie mogła by się udać. Był mi on potrzebny, aby dusza opuszczająca ciało wiedziała w jakim kierunku się udać.

Zacząłem rytuał.

Hic fugiet a Satana. Wypowiedziałem pierwsze magiczne słowa, wskutek czego moje artefakty zaczęły błyszczeć światłem jaśniejszym, od blasku gwiazdy polarnej. Poczułem jednocześnie jak moja aura słabnie, a wraz z nią moje ciało.

Et bibit, curiosa fumabat, et dilectione. Artefakty zaczęły unosić się ku górze i krążyć wokół mnie. Byłem tak słaby, że straciłem władzę nad ciałem i osunąłem się na Ziemię. Ostatkiem sił dokończyłem zaklęcie.

Agnus eduxit me in terram. Ostatecznie straciłem panowanie nad ciałem. Poczułem, jakby jakieś piekielnie moce chciały wyrwać mnie żywcem z ciała i po chwili beznadziejnej walki, to się dokonało. Czułem się jakby dopadł mnie wielki wir morski i wciągał do środka. Zdążyłem z przerażeniem zobaczyć swoje leżące bezwładnie ciało, po czym moja dusza z zawrotną prędkością zaczęła się oddalać. Nie doznawałem fizycznego bólu, ponieważ nie miałem ciała. Byłem natomiast przerażony, tak jak wtedy gdy zasypiałem i śniłem, że wpadam do ciemnej, niekończącej się przepaści. Trwało to w nieskończoność, spadałem i spadałem dna nie napotykając.

Już myślałem, że to się nigdy nie skończy, ale poczułem żar przenikający moją duszę na wylot i gdy byłem już u progu wytrzymałości psychicznej, wszystkie objawy ustąpiły. Przestałem poruszać się z wielkością prędkością, miast tego zacząłem delikatnie opadać. Spojrzałem w dół i zobaczyłem błękitną planetę świecącą miliardami światełek.

Dojrzałem zza chmur zarys malutkiego cypelku, to Hel. Wiedziałem gdzie się kierować. Cel mój był tylko jeden, najwspanialszy spośród wszystkich krajów, Rzeczpospolita Obojga Narodów. Obrończyni świata chrześcijańskiego, matka sprawiedliwych praw i wolności wszystkich ludzi, awangarda rozwoju i postępu tego Ziemskiego padołu. A jeżeli Rzeczpospolita, to tylko jej wspaniałe serce. Mój utęskniony Kraków, miasto do którego prowadzą wszystkiego drogi. Wziąłem właściwy azymut i poszybowałem czym prędzej. Prowadził mnie błysk anielskich świateł, jakby same niebiosa wytaczały moją drogę. Dusza rosła z podniecenia na samą myśl, że po ponad pięciuset lat, będę mógł zaobserwować jak moja wspaniała ojczyzna się rozwinęła.

Pozostało mi tylko znaleźć odpowiednie ciało. Musiał to być mężczyzna, najlepiej stosunkowo młody, pozostający w doskonałej kondycji fizycznej i na tyle dojrzały, by mógł budzić respekt swoją postawą i osobowością.

Zawisam więc niczym sokół nad miastem, jestem porażony jego wielkością i gwarnym życiem jakie toczy się o tak później porze. Niby jest noc, a pomimo tego całe miasto lśni się milionami świateł, dając swoim czcigodnym mieszkańcom możliwość bezpiecznego i swobodnego przemieszczenia się. Przez ulice miasta mkną szalenie szybkie wozy, pozbawione koni!

Wielkie nieba! Co za rozwój! Wspaniałość Krakowa przechodzi ludzkie pojęcia!

Moja dusza kwitła, wytężyłem wzrok w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata do przejęcia i takowego znalazłem. Jegomość właśnie wysiadał z metalowego wozu, towarzyszyła mu atrakcyjna kobieta. Był młody, postawny, budził szacunek. Postanowiłem brać go. Zapikowałem w dół, niczym sokół na swoją ofiarę. Już rozszerzyłem swoje szpony, już oczami wyobraźni widziałem siebie w tym ciele nadrabiającego kilkusetletnią, przymusową ascezę. Uderzyłem gwałtownie w jegomościa i... odbiłem się brutalnie, niczym kmiotek od buta swego pana. Gość pokręcił głową, nie wiedząc co się dzieje, ale podświadomie bronił się przede mną i nie wpuszczał do swojego ciała.

Cholera, musiałem znaleźć kogoś, kto pozostaje w stanie chwilowej słabości i nie będzie mógł się obronić. Obejrzałem się wokół, w budynku na drugim piętrze wyczuwałem interesującą aurę...

Poleciałem tam czym prędzej, przeniknąłem przez ścianę i moim oczom ukazał się utęskniony widok. Nagi mężczyzna unosił się nad kobietą, oddając się miłosnym igraszkom. Wisiałem nad kochankami i przyglądałem się im jak zauroczony.

W swoich najlepszych latach byłem mistrzem ars amandi, żadna dama nie potrafiła się oprzeć moim amorom. Po setkach lat przymusowego celibatu, marzyłem by znów zatopić się w błogiej przyjemności, mającej źródło pomiędzy kobiecymi udami.

A teraz podziwiałem baraszkującą parę. Mężczyzna wydawał się idealny, brak zarostu zdradzał jego stosunkowo młody wiek, wspaniale wyrzeźbione ciało jednoznacznie ukazywało szczyt jego sił witalnych.

Zawisłem bez ruchu nad niczego niespodziewającą się parą i kontemplowałem ten moment.

Obserwowałem jak jegomość raz po raz, wbija wytrwale swoją sztywną męskość w słodką szczelinę młodej damy, a wyraz jego twarzy zdradzał najwyższy stan rozkoszy jakie zaznawał. Nie mogłem się powstrzymać i zerknąłem na dziewczę znajdującą się pod szacownym paniczem.

Z szeroko rozłożonymi nogami, przyjmowała kolejne razy od swojego kochanka. Ręce miała owinięte wokół jego szyi, oczy przymknięte, zapewne od doznawanej przyjemności. Z ust wydobywały się cichutkie pojękiwania, jakby na potwierdzenie doniosłości odbywającego się wydarzenia. Rysy twarzy miała przyjemne, a wręcz klasyczne- niczym bogini wyrzeźbiona ręką antycznych mistrzów.

Włosy miała długie, rozrzucone w nieładzie, co było efektem ubocznym intensywnych starań jej kochanka... Koloru były czerwonego.

Zerknąłem na piersi, ale dostrzegłem jedynie ich kontur rysujący się pod ciałem zakrywającego je mężczyzny.

Byłem tak pogrążony na podziwianiu tego miłosnego aktu, że o mały włos a przegapił bym najlepszy moment na przejęcie męskiego ciała. Kochanek nagle zwolnił swoje ruchy, napiął mięśnie pośladków dociskając swoją męskość w głąb waginy kobiety, po czym wygiął głowę do tyłu w ekstazie. Z pewnością miał ejakulację.

Był bezbronny jak dziecko, teraz albo nigdy, uznałem i zaatakowałem. Wycelowałem w mężczyznę i runąłem na niego w celu przejęcia ciała.

Najpierw nastąpił jasny wybuch, a zaraz potem światło zgasło. Pogrążyłem się w nieświadomości.


I oto jestem. Wracam do świata żywych po kilkusetletnim wygnaniu.

Odzyskuję świadomość nad ranem, od razu wyczuwam swoje nowe ciało i słodki ciężar grawitacji.

Coś tu jednak mi nie pasuje, przez chwilę lękam się, że brakuje mi któregoś członka albo, że mam dwie głowy. Zaczynam się nerwowo obmacywać i z ulgą odnajduję nogi, ręce i jedną, jedyną właściwą głowę. Ufff uspokajam się na chwilę a moja ręka wędruje w stronę przyrodzenia, pragnę znów poczuć jego moc. Czekałem na to tyle lat...

Momentalnie serce skacze mi do gardła, następuje traumatyczne odkrycie - brakuje mi jednego członka! I to tego najważniejszego - Wacka!

Z duszą na ramieniu odkrywam kołdrę i z rozpaczą spoglądam w stronę swoich wstydliwych okolic. Naocznie potwierdzam najgorsze obawy - nic tam nie ma! Na dodatek coś mi wystaje z klatki piersiowej...

- Kurwa, mam cycki! Krzyczę na głos i wyskakuję jak poparzony z łóżka. Robi mi się gorąco, tysiące myśli przewijają się przez moją głowę i zastanawiam się, co poszło nie tak?

A czego się spodziewałeś durniu?

Chyba wariuję, słyszę jakieś głosy wokół, pomimo tego, że w sypialni jestem zupełnie się sam.

Biegnę do łazienki, gdzie dokonuję bilansu strat i zysków. W lustrze ukazuje się twarz rudej, którą widziałem podczas chędożenia. Nie wiem jak to się stało, ale najwidoczniej zamiast szacownego młodzieńca, przejąłem powłokę cielesną jednej z tych nieszczęsnych niewiast. Tragedia, przez chwilę przeżywam załamanie nerwowe, zaczynam słabymi piąstkami tłuc w ściany i krzyczeć - dlaczego? dlaczego, kurwa ja?

W tym ciele, moje ambitne plany na najbliższe dni polegające na urządzeniu pijackich i seksualnych orgii, muszą ulec zniweczeniu. Białogłowy nie są zdolne do takich podniosłych rzeczy.

Obyś się nie zdziwił...

Na dodatek mam rozdwojenie jaźni, ciągle słyszę jakiś szyderczy głos, teraz wiem - dobiega z wnętrza mojej czaszki. Czyżby to pozostałości dawnej właścicielki? Tego także się nie spodziewałem...

Sytuacja wyraźnie wymknęła mi się spod kontroli, jestem teraz uwięziony w marnym niewieścim ciele, a na dodatek napastuje mnie dusza osoby, której je skradłem.

Wiem, że muszę wziąć się w garść. W całym moim życiu nie takie rzeczy mnie doświadczały i zawsze dawałem sobie radę. Sprzedałem duszę diabłu, zyskałem magiczne umiejętności, byłem sławny w całej Rzeczpospolitej, leciałem do piekła, przez kilkaset lat mieszkałem na księżycu, a teraz wróciłem na ziemię i znalazłem się w ciele kobiety...

Oddycham głęboko, uspokajając ciało i umysł, wiem że muszę zacząć działać.

Na początek przeglądam się w lustrze. Rudzielec jest stanowczo za chudy, brak mu wypełnienia tu i tam, charakteryzującego prawdziwie ponętne damy. Piegi również nie zachęcają, na szczęście rysy twarzy są dosyć przyjemne. Włosy długie, oczy brązowe i duże, nosek drobny, usta pełne i dobrze uzupełniające całość.

Z pewnym podnieceniem sięgam wzrokiem niżej. Niczym dziecko odkrywające zakazany owoc, przypatruję się swoim piersiom. Mają średni rozmiar i w śmieszny sposób sterczą na boki. Podobają mi się, łapię więc za nie i zaczynam sprawdzać ich jędrność. Idealne, kontempluję chwilę i dłońmi pieszczę, ugniatam, wreszcie szarpię swoje piersi. Palcami łapię się za sutki i zaczynam je szczypać. Cycuszki tak bardzo mi się podobają, że nie mogę przestać się nimi bawić. Nastrój mi się błyskawicznie poprawia i już wiem, że jakoś sobie poradzę i w tym ciele... Podświadomie odrywam jedną dłoń od piersi i rzucam ją na dół pragnąc oddać się innego rodzaju przyjemnościom...

Ale moja ręka przecina tylko pustkę na wysokości krocza i wraca do mnie bolesna świadomość braku męskiego atrybutu. Przerywam więc pieszczoty i zaczynam się przypatrywać swojej waginie, nie mogę ukryć zaskoczenia. Jest zupełnie pozbawiona owłosienia, widać tylko dwa, nagie płatki tego kwiatu. Najwidoczniej na przestrzeni kilkuset lat, zmieniła się moda na uczesanie tych tajemnych okolic. Teraz panie golą się na zero...

Moje paluszki już wędrują na spotkanie z nieznanym, gdy nagle okropny dźwięk wyrywa mnie ze stanu nadzwyczajnego skupienia. Biegnę więc na tych chudych nóżkach do źródła hałasu. Przyczyną jest małe pudełeczko, Smartfon podpowiada mi moje alter ego i już wiem co należy robić. Naciskam odpowiedni guzik, przystawiam do ucha i słyszę kobiecy głos :

- Majka, kurde gdzie jesteś? - genialne urządzenie przenosi dźwięk na odległość, najwidoczniej magia w tych czasach jest powszechnie dostępna! - W robocie mamy taki zapierdol, lider stawia wszystkich po kątach, a ciebie nie ma?

Wewnętrzny głos wywołuje we mnie poczucie obowiązku i przerażenie utratą świetnej pracy. Oblewają mnie zimne poty na samą myśl, nie mogę do tego dopuścić.

- Dobrze, będę za godzinę! - krzyczę do smartfona.

- Dlaczego tak się drzesz? Jesteś naćpana? Zresztą nieważne, pośpiesz się... -młoda kobieta zakończyła rozmowę, a ja ruszam zbierać się do pracy. Całe moje ciało jest rozdygotane.

Zajebię cię jeżeli stracę tę fuchę

Wewnętrzny głos zaczyna się odgrażać, a mnie nie pozostaje nic innego jak potulnie spełnić jej wolę.

Idę do szafy i przymierzam babskie ciuchy, z góry rezygnuję ze wszelkich spódniczek, to byłoby zbyt uwłaczające mojej męskiej godności. Wciągam więc na siebie majtasy, a następnie spodnie dżinsowe. Sięgam po sznurek zakończony dwoma miseczkami, biustonosz?

To nie dla mnie! z obrzydzeniem wyrzucam go w kąt i ubieram się w białą koszulkę, a na to zakładam błękitny sweterek we wzorki. Włosy związuję niedbale w kok, zakładam trzewiki i wybiegam z mieszkania. Muszę jak najszybciej dostać się do pracy!

Najpierw jednak postanawiam poczuć cudowny zapach Krakowa, robię głęboki wdech tłocząc powietrze do płuc. Wnet wybucham chorobliwym kaszlem, cóż nie tego oczekiwałem. Doznania jakbym wdychał pierdy Smoka Wawelskiego!

Przez chwilę stoję więc lekko skonsternowany, ale szybko dochodzę do siebie, muszę przecież dostać się do pracy.

Na szczęście dawna właścicielka ciała ma własny wóz. Podekscytowany czekającą mnie jazdą, pośpiesznie wskakuję do niego i podświadomie odpalam pojazd. Genialne!

Ruszam i wyjeżdżam na drogę, władam gałką zmiany biegów niczym Zawisza Czarny swym mieczem. Wielkie nieba! Przez szybę swojej bryki podziwiam miasto i nie dowierzam własnym oczom. Te ulice zatłoczone ogromem samojezdnych wozów, te budynki ozdobione milionami kolorowych napisów, ci ludzie odziani w przeróżne tkaniny... Ciężko mi dojść do siebie.

Pomaga mi w tym szybki wóz z łatwością wymijający mój pojazd. Wbijam gaz do dechy, ale ciągle pozostaję w tyle. Coś czuję, że moje Seicento nie zalicza się do najbardziej renomowanych pojazdów...

Chwała bogu, dojeżdżam do świateł, gdzie z przodu zatrzymuje się moja wymarzona bryka.

Wybiegam pośpiesznie z samochodu, podlatuję do pojazdu oznaczonego trójramienna gwiazdą i robię mu swoim smartfonem zdjęcia. Też muszę taki sobie sprawić ! To pojazd godzien mojej osoby!

Z rozmyślań wyrywają mnie trąbki pojazdów i niewybredne komentarze innych kierowców:

- Lalka, zabieraj swoje cztery litery z ulicy! - Krzyczy łysy facet z białego pojazdu.

- Mała, możesz przetestować tylne siedzenie w moim aucie - składa propozycję jakiś gołowąs.

- Dziecino dobrze się czujesz? - babulka z kwadratowego wozu wygląda na zatroskaną...

Robisz mi obciach.

Moje kobiece alter ego w swoim stylu komentuje zaistniałą sytuację.

Mam dosyć, dalej się przejdę na nogach. Zostawiam więc samochód na środku ulicy i jakby nic oddalam się w kierunku pracy. Oburzeni ludzie dalej krzyczą i trąbią, ale mam ich w serdecznym poważaniu.

Piersi mi się bujają pod koszulką i dochodzę do wniosku, że stanik to może nie taki głupi wynalazek...

Siedziba mojego zakładu znajduje się niedaleko, a ja szybko pokonuję niezbędny dystans. Po kilku minutach jestem na miejscu i wpadam do firmy niczym Mojżesz w rozstąpione Morze Czerwone.

Na mój widok, większość osób odrywa się od swoich telefonów i wpatruje jakby zobaczyli ducha.

- Majka! Wreszcie jesteś! - Wita mnie urocza blondynka, a ja rozpoznaję głos z telefonu - I jak ty się ubrałaś?

A to niby coś jest nie tak? Zastanawiam się, gdy dobiega do mnie męski głos:

- Maja, nie mamy czasu! - poznaję mężczyznę, z którym poprzednia właścicielka ciała spędziła upojną noc - Siadaj za telefon i zapierdalaj!

To dupek

Ostrzega mnie wewnętrzny głos. Siadam jednak za biurkiem, łapię za słuchawkę i zaczynam dzwonić.

- Dzień dobry panu/pani, pragnę poinformować o niezwykle korzystnej ofercie... - Podświadomie wypowiadam wyuczona formułkę a w odpowiedzi dowiaduję się, ze mój rozmówca nie ma czasu, nie ma pieniędzy, spieszy się do dentysty itp, itd.

Narasta we mnie gniew i frustracja, nie przywykłem do takiego traktowania i nigdy sobie na to nie pozwolę. Oszukałem diabła , boga, wszystkie prawa fizyki i teraz mam użerać się z byle kmiotkami? Osoba z moją pozycją musi dbać o reputację.

- Przepraszam cukiereczku, ale muszę wyjść z Pimpusiem na dwór bo zaraz mi posika dywan...

Nie mogę już tego słuchać, to szaleństwo! Wybucham.

- Czy tobie cipo, całkiem już pousychało? - Krzyczę na cały głos, a starsza pani odkłada słuchawkę.

Koledzy i koleżanki z pracy znów patrzą na mnie, uśmiechając się przy tym złośliwie.

Chcecie przedstawienia? To zaraz wam je dam!

Wstaję z krzesła i maszeruję do gabinetu naszego lidera a mojego wczorajszego kochanka.

- Słuchaj Damian - zaczynam ostro już na wejściu - Ta robota jest gówniana, załatw mi coś lepszego, bardziej odpowiedniego dla osoby mojego pokroju!

Lider zdążył jedynie rozchylić ze zdziwienia usta, gdy ja tymczasem kontynuuję.

- No i popatrz na to zdjęcie, dupku - wyjmuję smartfona i pokazuję super bryczkę, której fotkę zrobiłem na środku ulicy - chcę taki sam!

Mężczyzna ku mojemu poirytowaniu wybucha śmiechem.

- Majka co cię napadło? - wstaje od biurka i podchodzi do mnie - a prywatnego samolotu nie potrzebujesz?

Słyszę jego szyderczy śmiech i wiem, że nie traktuje mnie poważnie, tylko jak swoją zabawkę.

Czas by się przekonał z kim ma do czynienia!

- Ty zakuty łbie - wybucham, a jednocześnie palcami czynię magiczne zaklęcia - masz spełnić moje życzenia!

Nic z tego, magiczne formułki nie działają, zapewne ze względu na brak wąsów, których falisty ruch hipnotyzował dawniej moich oponentów. Będę musiał poradzić sobie w inny sposób.

Mężczyzna tymczasem podchodzi i natrętnie zaczyna obmacywać mnie swoimi łapskami, po czym dodaje:

- Maleńka, zapomniałaś dziś nie tylko piątej klepki ale i staniczka. Będę brał cię tutaj... teraz... na biurku! -Kończy, a ja czuję jego dłonie jak wędrują pod bluzką, po czym chwytają mnie za piersi.

Cóż za zniewaga!

Wykorzystuję teraz jego dekoncentrację. Podczas, gdy on dłońmi maca moje cycuszki, ja wpatruję się w jego oczy i ruchem rzęs, wywieram na niego przemożny wpływ.

- Oddasz mi całe swoje wynagrodzenie - żądam, nie chcąc nigdy więcej mieć do czynienia z tym typem - Ugniesz się mojej woli albo sczeźniesz w piekle.

- Oczywiście, co tylko sobie życzysz - odpowiada, posłuszny mojej woli wzmacnianej jędrnymi piersiami.

I jeszcze przyznasz przed wszystkim pracownikami, że jesteś dupkiem, z małym kutasikiem

Moje kobiece alter ego postanowiło wykorzystać okazję i dodatkowo upokorzyć gnojka.

Strzelam teraz Damianowi w pysk i wychodzę z biura. Podczas, gdy ja zabieram swoje rzeczy z pracy, lider wychodzi za mną i zwraca się do swoich podwładnych.

- Proszę o chwilę uwagi - mowę swoją wygłasza zupełnie bez emocji - Pragnę was poinformować, że jestem zwykłym dupkiem.

Wszyscy na sali milkną, skonsternowani wyznaniem przełożonego.

- Muszę także przyznać - lider nadal kontynuuje swoje wyznania - że jestem posiadaczem nikczemnie krótkiego kutasika!

Jakiś przydupas, przerywa ciszę i zapewnia Damiana, że wcale nie jest taki zły, inna lafirynda zapewnia z kolei, że jego penis wcale nie jest taki krótki. Reszta ludzi nie wiedząc jak się zachować, ucieka ze wzrokiem i udaje, że nic nie słyszeli.

Tylko moja kumpela, blondyna chichocze pod nosem. Jedyna ludzka istota w tym stadzie baranów. Podoba mi się, gdy już mam wyjść z sali, podchodzi do mnie i z zatroskaną miną pyta się, co teraz ze mną będzie?

- Znajdę odpowiednią pracę na Wawelu - zapewniam, będąc przekonanym że miłościwie panujący król nie omieszka skorzystać z moich umiejętności.

- Cholera ruda, łatwiej byłoby ci po rozpoczęciu sezonu i nalotu turystów - Blondyna coraz bardziej mi się podoba, chociaż jej opalona skóra zdradza pochodzenie z gminu, to nagle wybucham płomiennym uczuciem do tej kobiety.

- O mnie się nie martw - mówię, po czym wyciągam rękę i kładę na jej policzku - Ja sobie radę dam.

Jestem rozpalony, blondyna jest śliczna, ładnie wypełniona w biodrach a na jej żakiecie rysuje się kontur obfitego biustu.

- Majka, dziwnie się zachowujesz - nie zwraca uwagi na moją dłoń, pieszczącą jej policzek - Czy aby na pewno dobrze się czujesz?

Kmiotki z pracy zerkają teraz w naszą stronę, zdziwieni rozgrywającą się sceną, kolejny raz nie wiedzą co ze sobą zrobić. Jeden się złośliwie uśmiecha, inny udaje, że nic nie słyszy. Ja na to nie zważam, przenoszę dłoń na włosy mojej pięknej pani i zrywam jeden z nich na pamiątkę.

- Będę o tobie myśleć - zapewniam, po czym dodaję - wpadnij do mnie wieczorem, Jagiellońska 10.

Złotowłosa próbuje coś powiedzieć, ale ja tylko przykładam palec do jej ust i odchodzę bez słowa.

Cały jestem podniecony, wracam pośpiesznie do domu i zaczynam przygotowania do spotkania z blondyną. Moje żeńskie alter ego zdradza jej imię - Andżelika. Idealnie pasuje do tego anioła.

W całym swoim mieszkaniu składam magiczne zaklęcia, wyskakuję do kwiaciarni i nabywam miłosne kwiaty. Podniecenie cały czas we mnie wzbiera i z coraz większym zdenerwowaniem rozrzucam po mieszkaniu płatki bzu (pierwsza miłość), frezji (żądanie uczucia), jaśminu (dla miłości zmysłowej), czerwonego tulipana (wyznanie miłości). Tak uzbroiwszy mieszkanie, z niecierpliwością oczekuję wieczoru, czując w krzyżu nadchodzące rozkosze.

Czekam i czekam, robi się ciemno i nadal nic, Andżeliki ani widu, ani słychu.

Wariuję, po kilkuset letniej ascezie czuję, że nie wytrzymam ani dnia dłużej, albo sobie dogodzę albo umrę!

Z rozpaczliwych rozważań wyrywa mnie upragniony dźwięk dzwonka. Podskakuję w górę i paroma susami pokonuję dystans dzielący mnie od drzwi. Otwieram wrota i moim oczom ukazuje się mój blond włosy skarb. Zapraszam ją do środka i wkrótce siadamy obok siebie na kanapie. Jest taka śliczna, że nie mogę oderwać od niej wzroku.

- Majka martwię się o ciebie - mówi poważnym głosem, a ja marzę by nasze usta połączyły się w pocałunku - Dziwnie się zachowywałaś rano, jakbyś nie była sobą... masz jakieś problemy? Chyba nie jesteś w... ciąży? Wiesz, że mnie możesz powiedzieć o wszystkim.

Zerkam na doskonałe linie jej ciała, długie nogi, pełne pośladki, dorodny biust... Moje kobiece ciało wysyła sygnały, których znaczenia do końca nie pojmuję, czuję jakby od środka zżerał mnie piekielny ogień. Jest tylko jeden sposób by go ugasić...

- Andżela, muszę ci o kimś powiedzieć - zaczynam wypowiedź, a moje ciało przeszywają drgawki - o pewnej osobie, którą znam od dawna... Żyłam obok niej, nieświadoma skarbu znajdującego się na wyciągnięcie ręki. Spędziłam z tą osobę wiele wspaniałych chwil i zawsze mogłam liczyć na jej życzliwą pomoc, nigdy mnie nie zawiodła. Byłam ślepa i samolubna nie dostrzegając szczęścia, jakie znajduje się tuż obok mnie. Ale to się zmieniło, dziś uświadomiłam sobie prawdę.

Zakochałam się.

- To cudownie - mój anioł jest podekscytowany, a mnie chyba sutki zaczęły twardnieć. - Kim jest ten szczęściarz? Znam go? To chyba nie ten palant, Damian?

Jest wspaniała, wpatruję się w jej oczy, przybliżam się do niej i kładę dłoń na jej szyi, po czym wyznaję na głos:

- Zakochałam się w tobie, Andżelika! - wyczarowuję różę, którą przykładam do jej słodkiego noska - Nie mogę przestać o tobie myśleć, pragnę cię!

Próbuję złożyć pocałunek na jej wargach, ale dziewczyna się odsuwa.

- Ale ja mam chłopaka... - wyczuwam wahanie w jej głosie, muszę coś na to zaradzić...

- Nie jest ciebie godzeń - zapewniam i przysuwam się do niej bliżej, tym razem nasze usta spotykają się w miłosnym pocałunku.

Smakuje cudownie i zatracam się do końca. Andżelika teraz odwzajemnia moje starania, a nasze języki spotykają się i badają nowe doznanie. Przez chwilę wymieniamy płyny, po czym przygryzam jej wargę. Oblewa mnie fala gorąca i przewracam blondynę na kanapę.

- To szaleństwo! - jasnowłosa piękność jeszcze się kryguje, a ja tymczasem zaciskam dłonie na jej piersiach.

- Ja nie jestem taka! - dodaje z sztucznym oburzeniem, podczas gdy ja zdejmuję bluzkę uwalniając swoje sterczące piersi.

Andżela milknie i wpatruje się we mnie jak zauroczona, pośpiesznie ściągam spodnie, majtki i teraz prezentuję się przed swoją kochanką w stroju Ewy. Dziewczyna chwyta mnie za piersi i zaczyna bawić się moimi coraz twardszymi sutkami, śmieje się w cudowny sposób i dodaje:

- Nie wierzę, że to robimy! - ja tymczasem pozbawiam ją spodni - oszalałam!

Dobieram się do jej majtek a moim oczom ukazuje się cudowny wzgórek wenus ozdobiony gustownym paseczkiem starannie przyciętych włosów...

Pragnę teraz, tylko wbić w nią swojego penisa i nadziewać na niego do utraty tchu. Uśmiecham się parszywie i już zamierzam przystąpić do realizacji planu, gdy nagle...

Przecież ty już nie masz kutasa!

Moje alter ego brutalnie sprowadza mnie na ziemię, przypominając o ułomności mojego nowego ciała.

Ale spokojnie, poradzimy sobie

Głos z wnętrza, brzmi teraz jakoś inaczej...

To jest nas trzech, myślę sobie o tym nietypowym trójkąciku.

Podświadomie wędruję rączką do łona Andżeli, pierw delikatnie je masując po całej powierzchni. Następnie zaczynam je uciskać i z rosnącym podnieceniem obserwuję swoją kochankę, przyjmującą z rozkoszą pieszczoty. Idąc za głosem z wewnątrz, wbijam się dwoma paluszkami do wnętrza jej słodkiej waginy i rytmicznie nimi poruszam. Najpierw powolutku a potem przyśpieszam. Im większe moje starania, tym Andżela zażywa większych przyjemności. Chcąc jeszcze zwiększyć doznania, kochanka owija się udami wokół mojej ręki, niczym wąż wokół swojej ofiary. I zaciska swoje mięśnie z całej siły.

Śluz, wytwarzany przez jej wnętrze jest tak gęsty, że rączka ślizga mi się podczas obrabiania jej wilgotnej pieczary. Nie przestaję jednak, i dźgam ją od środka palcami, aż wreszcie blondyna wykrzykuje moje imię i puszcza zaciśnięte wokół mojej reki mięśnie.

Żmijka połknęła zdobycz.

Teraz oddycha głęboko i uśmiecha się do mnie niczym była dziewica do ukochanego rycerza.

Nasza kolej

Wewnętrzny głos prowadzi mnie przez meandry kobiecej miłości.

Kładę się potulnie na plecach i rozchylam nogi, przed zdumioną Andżelą.

Ta, po chwili wahania, przechodzi jednak do dobroczynnych rękoczynów. Bez zbędnych ceregieli przykłada paluszki do mojej muszelki i bada jej nawilżenie. Ze zdumieniem odkrywam, że niemal pływam we własnych sokach. Blondyna wie co robić dalej, wpuszcza we mnie dwa palce a kciukiem obejmuje zewnętrzne atrybuty mojej kobiecości. Momentalnie przeszywa mnie ekstaza, mająca swoje źródło w podbrzuszu. Andżela zaczyna dźgać mnie rytmicznie w środku, a na zewnątrz odnajduje magiczny guziczek, którego uciskanie pozbawia mnie władz umysłowych.

Na wpół przytomny od doznawanej męki fizycznej uciechy, zaczynam głośno jęczeć i rzucać wyzwanie w pieprzeniu samemu diabłu. Tracę panowanie nad ciałem, Andżela doprowadza mnie do kulminacyjnego punktu podniecenia i wiem, że nie jestem wstanie się opanować. Dziewczyna nie przestaje ruszać we mnie rączką, aż w końcu wybucham i rozpadam się na tysiąc kawałków.

Momentalnie ogarnia mnie gorączka, a moje mięśnie odmawiają posłuszeństwa, spazmatycznie się zaciskając i puszczając.

Nie rozumiem co się dzieje, jako facet potrafiłem zachować kontrolę nad ekstazą a tutaj, w kobiecym ciele zwijam się i bezmyślnie wykrzykuję jakieś brednie. Wreszcie całkowicie zaprzestaję prób kontroli nad orgazmem. Zamykam oczy i czekam, aż przenikające mnie wibracje dobiegną końca. Gdy tak się dzieję, uspokajam oddech i... wybucham płaczem.

- Już dobrze Ruda - Andżelika przytula się do mnie - to było takie... niezwykłe. Patrzy na mnie swoimi rozmarzonymi oczami, a ja uspokajam emocje.

- Nigdy nie sądziłam, że zrobię to z kobietą - zwierza się, podczas gdy jej dłonie opatulają moja szyję – nie wiem co mam zrobić dalej...

Dochodzę do siebie i odzyskuję pewność, że słusznie postępuję.

- Spokojnie maleńka, zaopiekuję się tobą - Zapewniłem ją jak na mężczyznę w babskim ciele przystało. Już się ogarnąłem po doznanym orgazmie i wciąż było mi mało, płonąłem pożądaniem.

- To już ci nie będzie potrzebne - zdejmuję jej koszulkę i uwalniam potężne piersi z okowów brutalnej niewoli biustonosza. Zwisają teraz jak dwa dorodne melony i celują we mnie sterczącymi sutkami. Moc ich jest niewyobrażalna. Nawet sławny Merlin nie dałby rady się im oprzeć, a co dopiero ja...

Kierowany chucią podrywam się na nogi i biegnę do lodówki. Wracam z długim ogórkiem.

- Ruda, ty naprawdę oszalałaś? W takiej chwili będziesz robić mizerię? - Andżelika jest zdezorientowana. Ja jednak wiem co z tym robić. Podchodzę do swojej kochanki i rozchylam jej usta swoim języczkiem. Całujemy się, po czym wkładam do jej rozwartych ust zielone warzywo. Andżela pochłania go zachłannie, a ja dobieram się drugą ręką do jej jędrnych cycków. Bawię się tak przez dłuższy czas, po czym wiedziony głosem swojego alter ego sprawdzam wilgotność mojej lubej. Wyciągam ogórasa z ust dziewczyny i wędruję nim coraz niżej i niżej. Docierając wreszcie do rozkosznych płatków jej intymnego kwiatu. Słyszę cichy jęk przyjemności, gdy zatapiam swojego zielonego przyjaciela w jej ciele. Owoc jest naprawdę duży, toteż poprzestaję na wepchnięciu go do połowy długości. Zaczynam poruszać ogórkiem niczym penisem, dopingowany jękami Andżeliki.

Połącz się z nią.

Głos z wnętrza znów daje o sobie znać.

Nadziej się na nią.

Wreszcie jakiś konkretny pomysł!

Zostawiam złotowłosą z ogórkiem wystającym do połowy z cipki i kierowany głosem swojej alter ego, przybliżam się łonem do sterczącego warzywa.

- O tak Ruda, połącz się ze mną - Andżela przejrzała mój plan, a ja posłusznie spełniam wolę obu pań. Przystawiam własną, pożądliwą waginę do ogórka, po czym pomału wsuwam go w głąb siebie. Wrażenie pustki, które dotychczas przenikało moje ciało, zanika z każdym centymetrem wsuwającego się warzywa. Cóż, za rozkoszne uczucie! Wreszcie pochłaniam swoją część ogórka całą pochwą i za jego pomocą łączę się z Andżelą w przyjemności. Oplatamy się udami, potęgując jeszcze doznania i zaczynamy szalony taniec rozpalonych cipek.

Oddajemy się swoim zmysłom aż do zatracenia, a seks jeszcze nigdy nie smakował tak wspaniale! Wijemy się wokół ogórka aż do kolejnego orgazmu. Sądząc po krzykach, Andżelika ma to samo... Odbieramy należną przyjemność, po czym padamy zmęczone sobie w ramiona.

Przez moment zapragnąłem dzielić z Andżeliką życie we dwoje.

- Kocham cię - Powtarzam jak mantrę - Zostań ze mną, uczynię cię wielką! Wszystko co mam, należy od tej pory także do ciebie - dodaję po czym wskazuję na moją kawalerkę.

Andżelika rozgląda się o białych rozdrapanych ścianach, starych oknach, stoliku z połamaną nogą i wydaje mi się, że nie wywarło na niej to specjalnego wrażenia.

Być może będę musiał poszukać bardziej reprezentacyjnego lokum, na pewno Wawel byłby odpowiednim miejscem...

Po chwili jednak oznajmia :

- Nawet nie wiem ile masz lat...

Sześćset dwadzieścia jeden, zamierzam odpowiedzieć, ale moje żeńskie alter ego powstrzymuje mnie przed popełnianiem gafy. Moja słodka mogłaby tego nie zrozumieć.

- Dwadzieścia dwa lata - odpowiadam więc zgodnie z połowiczną prawdę.

Przypatruję się nowej kochance i spostrzegam, że podobnie jak ja, toczy wewnętrzną walkę. Walkę z uprzedzeniami, obyczajami i strachem.

Wreszcie wybucha.

- On mnie zdradza!- wygląda na rozgorączkowaną - mój chłopak... i robi to cały czas, chcę to skończyć!

Wyznanie jest jak balsam na moją zbolałą duszę.

- Ja bym nigdy tobie tego nie zrobiła ! - okłamuję ją wspaniałomyślnie - Zostań za mną i nigdy tam nie wracaj - dodaję, głaszcząc ją jednocześnie po policzku - będzie nam razem jak w niebie!

Oczy moje zapalają się na myśl o bezeceństwach jakie będę robił z Andżeliką. Ale to będzie jutro...

Dziś przytulam swoją rudą, niewieścią główkę do piersi ukochanej i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów spokojnie zasypiam.

Ten tekst odnotował 13,678 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.92/10 (27 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Z tej samej serii

Komentarze (15)

0
0
Genialne! Ale jest parę błędów
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Pytanko : Będzie to tylko jedna część, czy jednak seria ?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Ciekawy pomysł. Miło się czytało. A może by tak jeszcze jedno napisać? Na przykład dalsze poczynania Twardowskiego? ;-) Co Ty na to Nazco?
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Jejku, jejku... z grubszych błędów:

Księżyc – nazwa naturalnego satelity Ziemi.
księżyc – naturalny satelita innej planety, np. Jowisza.
Ziemia – trzecia planeta w Układzie Słonecznym, znajdującym się w galaktyce zwanej Drogą Mleczną.
ziemia – gleba, grunt.

bez której mój powrót na ziemię


na Ziemię

nie spodziewającą się parą


niespodziewającą

łatwiej byłoby ci po rozpoczęcia sezonu


rozpoczęciu

z sztucznym oburzeniem


ze sztucznym

nie jestem wstanie się opanować


w stanie

A tak w ogóle 9 pkt za pomysł i realizację (choć "kurwy" raczej niepotrzebne) 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Paty_128
Cóż, nie byłbym sobą gdybym paru ( no może "parędziesiąt" ) błędów nie popełnił 😉 W miarę możliwości postaram się je po poprawiać.

Anioł,Byk_ET22
Myślałem nad kolejną częścią już po zaplanowaniu opowiadania i zanim jeszcze zacząłem pisać. Sama historia Twardowskiego, gościa z XVI wieku, mającego zdolności magiczne, który żyje we współczesnych czasach w ciele kobiety, ma olbrzymi potencjał. Dlatego też zakończenie zostawiłem otwarte. Pomysłów też mam wiele i zapewne spróbuję je opowiedzieć, jak będę w miarę zadowolony z tego co napiszę to dodam kolejne opowiadanie.

Indragor
Kolejny raz dzięki za poprawienie błędów.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Bardzo fajne opowiadanko 🙂 Ode mnie 10.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Mogę ci je później wypisać, bardzo chętnie przeczytam tekst jeszcze raz 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Przede wszystkim: w zajawce jest napisane "Opowiadanie inspirowane legendą o Panie Twardowskim. "
Powinno być: "O Panu Twardowskim"
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Temat ma potencjał. Całkiem dobrze się czyta, bo sprawnie napisane.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Wszystko fajnie, ale błagam, przestań używać zdrobnień. Te 'paluszki, rączki i cycuszki' sprawiają, że odechciewa się czytać.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Jestem wdzięczny za ukazanie każdego błędu w pisowni, pozwoli mi to uniknąć popełniania byków w przyszłości. Uczymy się całe życie.

Delilah, osobiście lubię używać zdrobnień w erotyce, aczkolwiek nie wykluczam, że przesadziłem w ich ilości. Wezmę to pod uwagę na przyszłość.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Nie wiem co dokładnie mam ci napisać, więc...
No po prostu masz ode mnie 10/10
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0

Napisał Nazca:
Delilah, osobiście lubię używać zdrobnień w erotyce, aczkolwiek nie wykluczam, że przesadziłem w ich ilości.


E, chyba nie. Powiedzmy, że w tym opowiadaniu osiągnąłeś granicę w ich użyciu, ale jej nie przekroczyłeś 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Podoba mi się. Ciekawe, czy diabeł go znów zamani do Rzymu. 🙂
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Diabeł będzie, jeszcze nie w drugiej części, ale się pojawi. A co do Rzymu, to też mam na to pewien pomysł...
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.