Noc Kwitnącej Wiśni

18 listopada 2019

Szacowany czas lektury: 1 godz 25 min

Disclaimer

Od razu uprzedzam: jeśli oczekujesz po opowiadaniu wyłącznie mocnych, dosadnych opisów i nieustannego, twardego seksu, to nie jest to najlepszy wybór i prawdopodobnie się rozczarujesz. Jeśli natomiast chcesz spróbować wizji erotyki innego świata, to zapraszam do zatopienia się w lekturze.

Na końcu tekstu znajdują się tłumaczenia japońskich słów i zwrotów użytych w opowiadaniu (zapisanych kursywą). 

Aby dobrze wczuć się w nastrój tekstu, zachęcam do umilenia sobie czytania odpowiednią muzyką - najlepiej utworem “The Japans” Maurice Jarre’a, który jest dostępny na YouTube:

https://www.youtube.com/watch?v=FLyam1LRMQI

Uwagi lingwistyczne:

* w języku japońskim istnieje bardzo rozbudowany system form grzecznościowych. Najprostsze z nich to dodawane do nazwiska lub imienia przyrostki: -san (pan lub pani), -sama (stosowane do osób darzonych najwyższym szacunkiem) lub -chan (do osób bliskich i kochanych)

* w języku japońskim podaje się najpierw nazwisko, a następnie imię (Takahashi Hideo). W ostatnich jednak latach, pod wpływem wzorców zachodnich upowszechnia się jednak forma: imię – nazwisko. W opowiadaniu, dla uproszczenia, przyjęto tę ostatnią konwencję)

Na końcu tekstu znajdują się tłumaczenia japońskich słów i zwrotów użytych w opowiadaniu (zapisanych kursywą).

 

Drewniane sandały zachrzęściły na wyłożonej drobnymi kamieniami drodze. Dwaj strzegący wejścia wartownicy ożywili się i wbili oczy w łagodny półmrok wieczoru zalegający nad dziedzińcem. Drobniutka postać młodej dziewczyny z wdziękiem wysunęła się zza stojącego opodal budynku i zbliżyła do nich wolnym krokiem. Jej ruchy były czystą poezją gracji  – wydawała się płynąć w powietrzu niczym sunący po letnim niebie zwiewny obłok. Wrażenie potęgowało jasne, błękitne furisode. Elegancka fryzura i gustowne, wiązane z przodu obi pozwalały dość łatwo odgadnąć profesję dziewczyny. Jeden ze strażników gwizdnął z podziwem. Nieznajoma podeszła do drzwi i uśmiechając się czarująco niczym nocne kami, skłoniła się w powitaniu pełnym profesjonalnego wdzięku.

Konbanwa, eihei-san.

Wartownik również się ukłonił. To nie była jorō, zwykła prostytutka, czy nawet dama yakko. Choć nieznajoma wyglądała na bardzo młodziutką, to jednak ekskluzywny strój i nienaganne maniery sugerowały dziewczynę najwyższej klasy; kurtyzanę rangi oiran, a być może nawet tayū. Mimo to należało zachować ostrożność. Nadciągająca wojna sprawiała, że podejrzliwość stawała się cnotą. Dziewczyna doskonale wyczuła jego wahanie.

Watashi wa Tsukiyo desu – przedstawiła się miłym, pełnym młodzieńczej delikatności głosem. Wartownik pozostał jednak czujny, a jego dłoń spoczęła na rękojeści miecza w niemej groźbie.

Dziewczyna ostrożnie wyciągnęła z długiego rękawa furisode złożony na czworo arkusz papieru. Ujęła przesyłkę obiema dłońmi i pozostając w głębokim ukłonie podała ją strażnikowi. Rozwinął papier, lecz gdy tylko rzucił okiem na treść, jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Był to osobisty glejt podpisany przez samego pana Hiromatsu Todę, władcę całej prowincji i daimyo jego dowódcy. W treści znajdowała się wzmianka, że młoda oiran jest specjalnym prezentem dla generała Hideo Takahashi na dobry początek zbliżającej się wojny.

Ah, so desu, Tsukiyo-san. Ie ni haitte kudasai. – Obaj wartownicy pośpiesznie ukłonili się nisko, przepuszczając dziewczynę do wnętrza pawilonu.

Obdarzyła ich wyszkolonym, słodkim i tajemniczym uśmiechem, od którego zrobiło im się gorąco. Nie odważyli się jednak wyprostować zgiętych w ukłonie pleców. Mijając ich, pozostawiła rozchodzącą się wolno w wieczornym powietrzu woń doskonale skomponowanych perfum – kuszącą obietnicę intymnego mistrzostwa właściwego przedstawicielkom jej profesji. Odprowadzili ją wzrokiem, upajając się doskonałością ruchów nastoletniego ciała skrytego w jedwabnym kimonie. Generał Takahashi będzie dziś szczęśliwym człowiekiem.

Wdzięcznie stawiając drobne kroki, Tsukiyo weszła do środka i rozejrzała się ciekawie. Otaczały ją pięknie wykonane, delikatne shoji. Biel papieru silnie kontrastowała z ciemnym drewnem podłogi. Wnętrza prywatnych pokoi pana Takahashiego sugerowały, że ich właściciel jest nie tylko znakomitym wojownikiem, ale i wrażliwą osobą o wysublimowanym guście. Nie było w tym zresztą nic zaskakującego, bowiem Hideo Takahashi, jeden z generałów księcia Toda, znany był jako postać nietuzinkowa.

Zrobiła kilka kroków i natychmiast drogę zastąpił jej kolejny strażnik. Odebrał od niej glejt i – skłoniwszy się nisko – poprowadził ją do samego środka budynku. W końcu zatrzymali się przed kolejnymi drzwiami. Samuraj gestem nakazał jej pozostać na zewnątrz w miejscu i wszedł do środka, aby oznajmić przybycie gościa i przekazać list polecający. Jakim człowiekiem był siedzący w środku mężczyzna, zastanawiała się dziewczyna. Czy przypadnie mu do gustu? Czy będzie potrafiła odgadnąć, w jaki sposób sprawić mu przyjemność? 

Minęło kilka chwil. Tsukiyo przeszył nieprzyjemny dreszcz. Czyżby ktoś uznał, że jej list został sfałszowany? Jeśli tak, to nadeszły ostatnie chwile jej życia. Zamek pana Takahashiego, tuż przed wybuchem spodziewanej wojny, nie był miejscem, w którym wątpliwości tłumaczono na korzyść podejrzanego. W końcu jednak eleganckie shoji delikatnie rozsunęły się i dziewczyna została wpuszczona do pokoju.

Zaskakująco niewielkie pomieszczenie urządzono skromnie, lecz ze smakiem. Panowała tu harmonia i pełen spokoju porządek. Prawą stronę pokoju poświęcono wojnie. Na specjalnym postumencie stała elegancka, misternie zdobiona zbroja - istne arcydzieło sztuki płatnerskiej. Tuż obok niej można było dostrzec elegancki łuk zwany yumi. O swobodzie i gracji, z jaką posługiwał się nim pan Takahashi, krążyły legendy. Bystre oko dziewczyny dostrzegło też stojak przeznaczony na daisho – parę mieczy stanowiących symbol przynależności do stanu samurajskiego. Spoczywała na nim jednak tylko katana, długi miecz przeznaczony do walki. Krótszy, wakizashi, Takahashi zapewne trzymał pod ręką.

Domeną drugiej strony pokoju uczyniono sztukę. Stało tu zdobione licznymi inkrustacjami koto, a także trzystrunowy shamisen oparty o ścianę, jakby właściciel zaledwie przed chwilą przestał na nim grać. Stylowego wystroju wnętrza dopełniał niewielki lampion zwisający ze ściany. Rozsuwana ściana fusuma skrywała wejście do sąsiedniego pokoju, najprawdopodobniej sypialni, zaś naprzeciw wejścia znajdowały się drzwi prowadzące na taras. W ich ramie wyraźnym kształtem odcinała się postać siedzącego samuraja.

Hideo Takahashi był niewysokim mężczyzną. Przekroczył już czterdziestkę, lecz z jego wyprostowanej postawy biła nadal pełna energii żywotność. Jedynie włosy, niegdyś czarne, tu i ówdzie przyprószyła już siwizna. Wieczorne kimono, noszone z niedbałą elegancją, podkreślało szczupłą, męską sylwetkę. Jedyną ozdobę stroju stanowiły wyszyte srebrną nicią rodowe mon - godła klanu.

Gdy dziewczyna weszła, generał siedział zamyślony przed ustawioną na tatami planszą do go, zwaną goban. Kilkanaście białych i czarnych kamieni było już w grze, pozostałe spoczywały w dwóch drewnianych miseczkach. Twarz samuraja, wyrażała skupienie i zamyślenie. Wydawał się nie dostrzegać wejścia dziewczyny.

Tsukiyo przystanęła tuż za progiem, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Nagle poczuła się nieswojo w towarzystwie tego człowieka, sławnego wojownika, który już za życia stał się legendą. Zwilżyła usta językiem i przyklęknęła na podłodze, pozwalając rękawom furisode spłynąć na boki łagodną kaskadą. Jak ją uczono, kobieta powinna być zwiewna i subtelna jak nocny motyl.

Konbanwa, Takahashi-sama – szepnęła cicho, zwracając się do niego w formie wyrażającej pełen szacunek i respekt dla jego pozycji. Ukłoniła się głęboko, składając drobne, ładne dłonie przed sobą, i zastygła w tej pozycji. Czuła, że patrzy na nią, ale nie odważyła się podnieść głowy. Pokornie czekała, aż raczy zwrócić uwagę na jej obecność.

Konbanwa, Tsukiyo-san – odpowiedział w końcu. Miał głęboki, niski głos, emanujący pewnością siebie i opanowaniem. – Podnieś głowę, proszę. Mój strażnik powiedział, że jesteś piękna niczym płynąca na niebie letnia chmura. Rad byłbym sam to ocenić.

Posłusznie spojrzała w jego stronę. Zadrżała, patrząc w przenikliwe, czarne oczy mężczyzny. To były oczy, które niejedno w życiu widziały. I które potrafiły przejrzeć człowieka do głębi.

– Mój pan, czcigodny Toda-no Hiroyoshi, pisze, że jesteś chlubą Płynącego Świata. Pisze, że byłby zadowolony, gdybym docenił jego wybór, korzystając z twoich wdzięków i umiejętności.

Uśmiechnęła się słodko, pozwalając, aby kosmyk kruczoczarnych włosów niesfornie, niby przypadkiem, zsunął się na czoło.

– Będę zaszczycona, mogąc ci dziś służyć, łaskawy panie.

– Obawiam się, że będę musiał zmartwić pana Todę – stwierdził sucho samuraj. – Jutro z samego rana wyruszam z twierdzy wraz z wojskiem. Wolałbym zachować świeżość ciała i umysłu na nadciągającą bitwę.

Zaczerwieniła się. Nie spodziewała się tego. Czyżby nie przypadła mu do gustu? A może powiedziała coś niewłaściwego? Myślała gorączkowo. Może powinna raczej udać strach i pozwolić mu, aby wziął ją siłą? Posiadł jak zdobywca i wojownik. Albo może trzeba było wybrać proste kimono wieśniaczki zamiast eleganckiego i delikatnego furisode, które miała na sobie. Wielu żołnierzy przedkładało taki właśnie prosty i nieskomplikowany styl sztuki miłosnej nad subtelną grę emocji. Nie sądziła jednak, aby pan Takahashi ulegał tak prymitywnym żądzom. Zamilkła, stropiona i niezdecydowana jak postępować dalej. Może powinna zrzucić to piękne odzienie i oddać mu się jak chłopka na pastwisku? A może powinna być wulgarna i wyuzdana, jak najpodlejsza dziwka w portowym burdelu?

– Łaskawy panie, wybacz, jeśli nie odgadłam twoich życzeń – przeprosiła pokornie ze wzrokiem wbitym w tatami. – Jestem tylko prostą, niedoświadczoną kurtyzaną, niegodną tak dostojnej osoby. Może pozwolisz mi chociaż rozmasować sobie plecy? Jestem pewna, że takie odprężenie sprawi ci przyjemność.

– Dziękuję, ale takiej rozrywki także nie potrzebuję.

Jego ostentacyjna oschłość zastanowiła i zaniepokoiła Tsukiyo. Dlaczego okazywał jej taką niechęć? Oczywiście, zjawiła się niespodziewanie, ale przecież nigdy wcześniej nie spotkała się z taką reakcją mężczyzny. O Buddo, a może on wolałby, aby na moim miejscu pojawił się młody chłopiec? Albo jeszcze gorzej? Skóra ścierpła jej na karku. Niektórzy samurajowie mieli bardzo… niecodzienne oczekiwania.

– Takahashi-sama, czcigodny pan Toda nakazał mi zadbać o ciebie dzisiejszej nocy… – zająknęła się niepewnie i niezręcznie, czując, jak rumieniec oblewa jej policzki. – Uniżenie proszę, abyś nie skazywał mnie na hańbę niewypełnienia mojego obowiązku. Błagam, powiedz mi, jak mam zapewnić ci przyjemność! Czy naprawdę jestem aż tak szpetna, że nie pociągam cię ani odrobinę?

Milczał przez chwilę, jakby zastanawiając się nad znalezieniem odpowiednich słów. W końcu westchnął.

– Tsukiyo-san, jesteś młodą i śliczną dziewczyną – wyjaśnił. – Ja jednak wolę sam dobierać sobie czas i osobę, z którą mam poduszkować. Proszę, nie zrozum mnie źle, ale ja po prostu nie potrzebuję dziś twojego towarzystwa. Zechciej przekazać panu Todzie moje szczere podziękowanie…

Coś pękło w duszy dziewczyny. Nigdy jeszcze nie została potraktowana w tak okropny sposób. W dodatku całkowicie na niego nie zasłużyła.

– O, Buddo! – pomyślała nagle. – A może on jest impotentem? Może jego Mocarne Berło nie wznosi się, gdy tego potrzebuje?

Tak, to by wyjaśniało jego oschłość. Musiała jednak znaleźć sposób na tego mężczyznę. Było to jej obowiązkiem. Kwestią jej lojalności w stosunku do zleceniodawcy.

– Takahashi-sama, nie oddalaj mnie, proszę – błagała gorączkowo z oczami utkwionymi w podłodze. – Służyć ci jest dzisiaj moim zaszczytnym posłannictwem. Jeśli mi na to nie pozwolisz, okryjesz mnie sromotą i hańbą.

Milczał. Wyczuła jego wahanie i postanowiła kuć żelazo póki gorące.

– Szlachetny panie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie podobam ci się jako kobieta, proszę, pozwól mi chociaż pokazać, co ma do zaoferowania moje ciało. Może wtedy okażesz mi łaskę?

– Tsukiyo-san – Takahashi wypowiadał słowa powoli i ze spokojem. – Już powiedziałem, że jesteś piękna. Myślę zresztą, że doskonale o tym wiesz. Podnieś się, proszę. Twoja lojalność w stosunku do poleceń pana Tody przynosi ci zaszczyt. Wybacz, że sprawiłem ci przykrość. No, unieś głowę. Muszę przecież zobaczyć, jak wyglądasz, kiedy nie masz oczu wbitych w tatami.

Usiadła. Odgarnęła niesforny kosmyk włosów i z nadzieją spojrzała na samuraja. Patrzył na nią tymi swoimi niesamowitymi, czarnymi oczami, które błyszczały jak dwa węgielki. Tsukiyo poczuła, że wzrok Takahashiego przewierca ją na wylot. Poczuła zimną strużkę potu na plecach. O czym myślał?

– Ile masz lat, Tsukiyo-san? – spytał w końcu.

Ukłoniła się.

– W zimie skończę piętnaście, Takahashi-sama. – Uśmiechnęła się z dumą.

– Musisz być naprawdę biegła w swoim kunszcie, jeśli w tak młodym wieku doszłaś już do tak wysokiej rangi w Płynącym Świecie – stwierdził.

– Och – roześmiała się pogodnie, choć wcale nie było jej do śmiechu – jesteś zbyt łaskawy dla mnie, szlachetny panie. Chwalisz, a jeszcze nie spróbowałeś. Obawiam się, że twój komplement jest tylko pustą uprzejmością.

Po raz pierwszy coś na kształt lekkiego uśmiechu przemknęło przez twarz samuraja.

– Dobrze już, dobrze. Wiem, co mówię. Może będziesz tak miła i podasz nam sake. – Wskazał stojące na niewielkim stoliku naczynia.

– Oczywiście, panie, z radością – ukłoniła się. – Sake pomaga odpędzić wieczorne smutki, ne?

Wstała lekko i delikatnie jak zwiewny puch. Poruszała się płynnie, pełna mistrzowskiej gracji i elegancji. Każdy jej krok, każdy gest był dokładnie przemyślany i zaplanowany, niczym skomplikowana figura układu tanecznego. Wiedziała, że jej wystudiowana doskonałość kroków sprawia mu przyjemność, a jednocześnie miała też miłą świadomość, że siedzący przed nią samuraj jak mało kto jest w stanie docenić jej umiejętności.

– Tak niewielu mężczyzn potrafi zrozumieć, że poezja i wysublimowanie może przejawić się w każdym aspekcie życia, nawet w sposobie podawania sake – przemknęła jej przez głowę smutna myśl. – A co dopiero mówić o sztuce uprawiania miłości? 

Nawet wśród znanych jej samurajów wysokiej rangi nieliczni potrafili pojąć arkana wyższej erotyki. Dla wielu uprawianie zmysłowej miłości zamiast być wykwintnym rytuałem dotykającym najgłębszych zakamarków duszy, pozostawało jedynie mniej lub bardziej technicznie doskonałym aktem zwierzęcej kopulacji.

Podeszła do mężczyzny, zgrabnie niosąc tacę z czarkami i butelką. Podziękowała w myślach swoim nauczycielom, którzy cierpliwie pokazywali jej, w jaki sposób można wyrażać emocje nawet za pomocą trzymanego w dłoniach naczynia. Zatrzymała się tuż przed panem Takahashi siedzącym spokojnie jak wykuty z kamienia posąg. Stanęła blisko, pozwalając, aby ulotny aromat sake podkreślił dziewczęcy zapach emanujący z jej ciała. Płynnym ruchem osunęła się na kolana. Delikatne, błękitne jak niebo w upalny dzień furisode zaszeleściło obiecująco, kusząc dźwiękiem jedwabiu przesuwającego się po świeżych jak brzoskwinia, dziewczęcych kształtach.

Jej smukłe, piękne palce zmysłowym gestem objęły butelkę sake. Przesunęła palcami po jej krągłościach, powiodła opuszkami po wdzięcznie wyprowadzonej szyjce. O tak, niech zwróci uwagę, jak delikatne są jej dłonie. Niech jej zapach podsunie mu podstępną myśl, że tymi samymi palcami mogłaby pieścić jego ciało. Zgrabnym ruchem podniosła naczynie i przechyliła je nad czarką, uważając, aby długie rękawy odpowiednio się ułożyły.

Wieczorną ciszę przeniknął delikatny szmer nalewanego napoju. Takahashi przymknął oczy, delektując się jego wyrafinowaniem. Tsukiyo milczała przez chwilę świadoma, że jego umysł błądzi gdzieś daleko. W końcu samuraj westchnął i uśmiechnął się do niej. W tym uśmiechu był cichy szacunek dla jej kunsztu. Zauważył jej mistrzostwo i docenił je. Jak dobrze wiedzieć, że są jeszcze mężczyźni, którzy potrafią patrzeć, widzieć i mówić bez słów.

– Tsukiyo-san – skinął uprzejmie głową, unosząc czarkę, – zechciej, proszę, dzielić ze mną tę chwilę. Kampai!

Ukłoniła się i podniosła do ust swoje naczynie. Sake było doskonałe. Łagodne, pachniało świeżą łąką i otwartymi przestrzeniami. Domyślała się, że musiało być warte fortunę.

– Takahashi-sama – Tsukiyo uznała, że to właściwy moment, – wiem, że twoje myśli zaprzątnięte są nadciągającą wojną. Jeszcze raz ośmielam się prosić, abyś pozwolił mi wypełnić wolę pana Tody. Pozwól, że będę ci dziś w nocy wytchnieniem i odpoczynkiem. Mężczyzna, który wieczorem użyje swej Jadeitowej Włóczni, rano idzie do boju z czystym umysłem.

Spojrzał na nią uważnie.

– Dlaczego zależy ci tak bardzo na tym, abym cię posiadł, Tsukiyo? – spytał oschle. Zwróciła uwagę, że tym razem nie dodał grzecznościowego „-san”. Nawet w stosunku do kobiety było to nieuprzejmością graniczącą z grubiaństwem, choć oczywiście miał prawo tak się do niej zwracać. Była tylko kurtyzaną, jakich zapewne miał w swoim życiu wiele. No, i był mężczyzną. Samurajem.

Instynktownie chciała mu odpowiedzieć jak każdemu z klientów. Byli łasi na pochlebstwa i lubili, gdy poniżała się przed nimi, albo opisywała, jak bardzo ją podniecają. Tym razem wiedziała jednak, że nie może tak się zachować. Pan Takahashi zasługiwał na więcej niż tylko proste, kobiece kłamstwo.

– Takahashi-sama, przede wszystkim liczy się mój obowiązek wobec zaleceń pana Toda… – zawiesiła głos i ukłoniła się głęboko. – Panie, ośmielam się zapytać, czy mogę mówić zupełnie otwarcie?

– Mam nadzieję – rzucił cierpko. – Dwóch rzeczy nie znoszę na tym świecie: nieszczerości i prostactwa. Liczę na to, że nie doświadczę dziś żadnej z nich.

Uniosła głowę i wzięła głęboki oddech, przeczuwając, że fałszywa odpowiedź może ją drogo kosztować. Może nawet i głowę, gdyby samuraj był w naprawdę złym humorze.

– Dostojny panie, przybyłam na twój zamek posłuszna mojemu zleceniodawcy. Byłam dumna i zaszczycona, jak byłaby każda z dam Płynącego Świata, przeznaczona do zapewnienia rozkoszy takiemu sławnemu wojownikowi. Kiedy jednak cię ujrzałam, zrozumiałam, że nawet twoja legenda jest zbyt mała, aby cię opisać. Twoje kami świeci jak pierwszy kwiat sakura w wiosennym ogrodzie. Jesteś pierwszą osobą, której wymaganiom mogę nie sprostać, ale też i jedyną, która może docenić moje wysiłki. Widzisz, mówią nam, że każda z Wierzbowych Pań raz w życiu spotyka takiego mężczyznę i że wówczas od razu rozumie, że jej karma jest z nim związana. Dostojny panie, wybacz mi moją śmiałość. To nie są puste pochlebstwa, odsłaniam się przed tobą całkowicie i wiesz, że w tym, co mówię, nie ma przesady. Honto desu. Wybacz, proszę, jeśli cię obraziłam. Jeśli uznajesz, że nie mówię szczerze, natychmiast opuszczę twój dom – zakończyła wygłaszaną urywanym, gorączkowym tonem przemowę i pokornie opuściła głowę, czekając na jego reakcję. On jednak milczał. Cisza przedłużała się, a Tsukiyo słyszała szum krwi płynącej w żyłach.

– Tsukiyo-san – rzekł w końcu powoli, jakby z wahaniem, – przyznaję, że zaczynasz mnie intrygować. Muszę przyznać, że twoje zaangażowanie zrobiło na mnie wrażenie.

– Szlachetny panie – spojrzała na niego, – byłoby dla mnie zaszczytem, jeśli zgodziłbyś się, żebym towarzyszyła ci tej nocy. Jeśli nie chcesz korzystać z mego ciała, pozwól mi chociaż rozproszyć twoje smutki muzyką. Może wtedy spojrzysz na mnie łaskawszym okiem.

Uśmiechnął się lekko, a w jego oczach zagrały wesołe ogniki.

– Jeśli tylko w sztuce miłości jesteś tak namiętna, jak uparta w sztuce przekonywania, to zaiste dostojny pan Toda przesłał mi prezent wart fortunę. Ale masz rację, przyda mi się coś, co może sprawić, że zapomnę o nadchodzącym jutrzejszym dniu.

– Dziękuję, Takahashi-sama.

– Na jakim instrumencie chciałabyś dla mnie zagrać, Tsukiyo-san? Może na tym shamisenie?

Rozejrzała się po pokoju.

– Widzę tu wspaniałe koto, Takahashi-sama – ukłoniła się. – Byłoby dla mnie zaszczytem, gdybyś pozwolił mi spróbować umilić sobie czas z jego pomocą.

Wstała, machinalnie poprawiając furisode łagodnym, pieszczotliwym ruchem. Wiedziała, że potrafi w ten sposób dyskretnie podkreślić jego gładkość i jedwabistość. Zmysłowy dźwięk dłoni przesuwającej się po delikatnym jedwabiu kusił i obiecywał. Zwiewnie, lekko jak wieczorny motyl, podeszła do rozstawionego w kącie pomieszczenia instrumentu i uklękła na przygotowanej poduszce. Przesunęła palcami po drewnianych kształtach, musnęła palcami napięte struny. Instrument był rzeczywiście doskonały, jak chyba wszystko w zamku pana Takahashiego. Gra na nim będzie prawdziwym wyzwaniem – ale i przyjemnością.

Zastanowiła się przez chwilę nad tym, o czym myśli ten dziwny, nieodgadniony mężczyzna obserwujący ją swoimi niesamowitymi, przenikliwymi oczami. O czym myśli samuraj w noc poprzedzającą wybuch wojny? Jak oddać tańcem palców na strunach oczekiwanie, napięcie i jednocześnie głęboki smutek? 

Wiedziała, jaki los go czeka – on prawdopodobnie też. Śmierć dla wojownika jest oczywistością i koniecznością zarazem, jest częścią jego karmy. Samuraj nie rozmyśla o niej, ale docenia i smakuje poezję fenomenu nieuchronnego przemijania. Jest jak kwiat wiśni: dzisiaj w pełni rozkwitu – następnego dnia w ciągu kilku sekund staje się niczym więcej niż tylko garścią opadłych płatków, które unosi wiatr. Zapłakała w duszy nad śmiercią pana Takahashi, pozwalając, aby emocje przepełniły ją całkowicie. Nie chciała, by musiał odejść w Wielką Pustkę, ale oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że taki właśnie nieunikniony los jest mu pisany. Dotknęła palcami strun i pozwoliła, aby jej uczucia wypełniły przestrzeń nastrojową wibracją. Zaczęła grać.

Mijały minuty. Takahashi siedział nieruchomo wpatrzony w przestrzeń, urzeczony słodkim pięknem smutnych tonów i doskonałością ruchów jej delikatnych dłoni. Nie musiał ich widzieć – harmonia ich poruszeń brzmiała głęboko w muzyce. Tsukiyo wspinała się na wyżyny mistrzostwa, pieszcząc jedwabne struny niczym wyrafinowana kochanka. Prowadziła go umiejętnie przez całą melodię, splatając akordy w dogłębne, wzruszające przesłanie. W końcu ostatnie tony wybrzmiały i zapadła głucha, przejmująca cisza. Siedzieli pogrążeni w jej kontemplacji, jak para kochanków odpoczywających po upojnym spełnieniu. Wiedziała, że nareszcie znalazła właściwą nutę.

W końcu samuraj spojrzał na zastygłą w bezruchu dziewczynę. Podziwiał spokój, dostojność i przedziwną, tkliwą delikatność milczenia, które rozpostarła między nimi ta chwila. Cisza trwała, a oni delektowali się jej smakiem, jakby ostatni dźwięk wyczarowany dłonią Tsukiyo wciąż jeszcze drżał w powietrzu. W końcu samuraj odetchnął głęboko. Chłodne, wieczorne powietrze wypełniło jego płuca, wróciła  jasność myślenia i świadomość rzeczywistości. 

– To było naprawdę piękne, Tsukiyo-san. Doskonale wybrałaś temat i równie mistrzowsko go przekazałaś. Jestem pod wrażeniem. Jeszcze nikt nigdy nie odgadł tak szybko moich myśli. Zaiste, przynosisz chlubę damom ze Świata Wierzb.

Tsukiyo podziękowała za komplement skromnym ukłonem.

– Czy Takahashi-sama życzy sobie, abym odegrała kolejną melodię?

Zamyślił się przez chwilę.

– Nie – zaprzeczył. – Nie mogłabyś zagrać już nic piękniejszego, a szkoda byłoby, gdyby spod twoich delikatnych palców miała spłynąć muzyka, której brakuje doskonałości. Ale poproszę cię o inną przysługę. Podejdź, proszę, do mnie.

Posłusznie wstała i zbliżyła się drobnymi krokami, zwiewna i subtelna niczym nocne kami. Poczuł delikatny zapach wysublimowanych perfum i świeży aromat dziewczęcego ciała. Serce zabiło mu gwałtowniej, ale opanował nagły przypływ pożądania. Gestem wskazał miejsce po drugiej stronie szachownicy.

– Tsukiyo-san, zanim pojawiłaś się tutaj, zastanawiałem się nad tą pozycją. Czy zechciałabyś, proszę, wspomóc mnie swoją intuicją? Jak powinienem ocenić swoją sytuację?

Usiadła. Popatrzyła na pięknie wykonany goban, zachwycając się precyzją dłuta nieznanego rzemieślnika i surowym minimalizmem drewnianej planszy. To było dzieło artysty. Szybko jednak porzuciła kontemplację formy i skupiła się na treści. Jej przygotowanie obejmowało również i tę dziedzinę. Wielu znaczniejszych samurajów pasjonowało się zawiłościami i finezją go, a przecież jej rolą było sprawianie przyjemności mężczyznom. I to przyjemności w każdym jej smaku i odcieniu. Zwykłymi uciechami ciała, prostym zaspokajaniem chuci zajmowały się podrzędne prostytutki. Ona była inna.

Szybkim rzutem oka ogarnęła rozstawione białe i czarne kamienie. Jej wyćwiczony umysł od razu dostrzegł skomplikowany charakter pozycji. Przed jej oczami przesuwały się możliwe warianty. Z początku wydawało jej się, że na planszy panuje równowaga, ale gdy przyjrzała się wewnętrznemu napięciu, głębokiemu drżeniu utajonych możliwości, dostrzegła niewielką przewagę białych. Czarne stworzyły sobie jednak szanse groźnego kontrataku. Wszystko miało się wyjaśnić w ciągu najbliższych kilku posunięć. Westchnęła cicho. Układ tak prosty, a jednocześnie tak skomplikowany, był jak wyrafinowany taniec. Jak piękny poemat zaklęty w eleganckie kształty starannie wykaligrafowanych znaków. Jak wiosenne niebo na chwilę przed rozpętaniem się sztormu. Podniosła oczy na siedzącego naprzeciw samuraja. Wpatrywał się w nią przenikliwym spojrzeniem gorejących oczu.

– Takahashi-sama, dziękuję, że pozwoliłeś mi delektować się pięknem tej pozycji. Racz, proszę, mi wybaczyć. Nie jestem zbyt dobrym graczem, ale myślę, że wiem, co spodziewasz się usłyszeć.

Siedział nieruchomo, jego twarzy nie skaził nawet najmniejszy grymas.

– Białe mają szansę na zwycięstwo, choć wiąże się ona z pewnym ryzykiem. Jeśli bowiem dostawić kamień tutaj – wyciągnęła białą, smukłą dłoń nad goban, drugą ręką zgrabnie przytrzymując rękaw furisode, aby nie dotknąć materiałem planszy – wówczas czarne prawdopodobnie skuszą się na atak na odsłonięte skrzydło. Dzięki niemu zbiją kilka kamieni, ale jednocześnie ich struktura ulegnie znaczącemu osłabieniu. Rozważnie grając, białe wykorzystają to i w ostatecznym rachunku zwyciężą. Kilka zbitych kamieni jest małą ceną za ostateczne zwycięstwo, ne?

Takahashi, nieporuszony i nieodgadniony, siedział w milczeniu. Czyżby nie była to właściwa odpowiedź? Czy mogła się pomylić? Jeszcze raz, błyskawicznie przemyślała strategię. Nie, na pewno się nie myliła. Jej plan był słuszny, a ocena sytuacji - bezbłędna. A jednak pan Takahashi nie był zadowolony. A więc o co chodziło? Zerknęła spod przymrużonych rzęs na siedzącego samuraja. Tuż przed nim leżał biały kamień, jakby czekając na umieszczenie na desce. Dlaczego go nie położył? I nagle, wszystko stało się dla niej jasne. Ukłoniła się, pełna podziwu dla tego mężczyzny.

– Wiem panie, że to tylko prosta ocena tego, co widać na pierwszy rzut oka. Myślę, że oczekujesz czegoś więcej. Racz wybaczyć, że nie zrozumiałam tego wcześniej. Oczywiście nie potrzeba ci podpowiedzi co do strategii, ponieważ sam jesteś wytrawnym graczem. Doskonale wiesz, że ofiara, którą opisałam prowadzi do zwycięstwa. Chciałeś po prostu, abym doceniła piękno tej rozgrywki, prawda? Żebym rozumiała, co czujesz, zanim położysz kamień. Żebym ten moment dzieliła z tobą? Istotą go nie jest przecież zwycięstwo, ale poszukiwanie prawdy i piękna. Nieskończoności w prostocie. Czy tak? Ostateczny cel jest tak samo ważny jak stąpanie po drodze prowadzącej do niego. To chciałeś mi powiedzieć?

Samuraj skinął głową. Przez chwilę siedzieli w ciszy, delektując się milczeniem.

– Jesteś nie tylko piękna, ale i wrażliwa, Tsukiyo-san – powiedział w końcu.– Jesteś jak rzadki kwiat. Nie dziwię się, że tak szybko zostałaś uznana za godną rangi oiran. Samurajowie będą zastawiać całe wsie, aby spędzić choć jedną noc w twoim towarzystwie. Lecz piękno twojego ciała nie może się równać z pięknem twojego umysłu. Szkoda, że spotykamy się w takich okolicznościach. Z radością wykupiłbym twój kontrakt, aby cieszyć się co dzień twoją obecnością. Ale zbliża się wojna. Idzie czas śmierci i zabijania. Trudno. To nie jest dobry czas na cieszenie się sztuką miłości. Karma, ne? Shikata ga nai. Mimo to z radością spędzę z tobą dzisiejszą noc.

Ukłoniła się nisko.

– Czy to oznacza, panie, że przyjmujesz prezent Toda-sama?

Hai – odpowiedział krótko. – Przekonałaś mnie.

Pochyliła się i zastygła w głębokim ukłonie, dziękując za okazaną łaskę. Podniósł się z podłogi sprężystym, energicznym ruchem, jak przystało na kogoś, kto całe życie spędził na trudach szlifowania wojennego rzemiosła. Podszedł do stojaka, aby podnieść leżącą na nim katanę. Tsukiyo odprowadziła go wzrokiem. Takahashi wyglądał jak wcielenie ideału samuraja. Poważny, wręcz groźny w swoim czarnym kimonie, wznosił się nad nią jak ciemna burzowa chmura. 

Gestem wskazał jej drogę. Posłusznie przeszła przez pokój i uklękła przed fusuma, rozsuwaną ścianą prowadzącą do sypialni. Z szacunkiem pochyliła głowę i cicho otworzyła je przed Takahashim. Przeszedł, nie oglądając się na dziewczynę, dokładnie tak jak nakazywała etykieta. Gdy znalazł się w środku, cicho jak nocne kami wsunęła się za nim. Znaleźli się w sypialni.

Pomieszczenie było podobne do tego, które przed chwilą opuścili, choć brakowało w nim rozpraszających uwagę przedmiotów. Na podłodze leżał futon, białą plamą odcinający się od ciemniejszej powierzchni tatami. Poza tym pokój był pusty, jeśli nie liczyć obowiązkowego stojaka na miecze i niewielkiego nocnego stolika. Stała na nim butelka sake i niewysoki wazonik z włożoną świeżą gałązką kwitnącej wiśni. Mimo nadchodzącego mroku nocy, ciemność w pokoju rozpraszało łagodne światło księżyca wpadające przez otwarte na oścież drzwi prowadzące na taras.

Takahashi podszedł do ściany i powoli, z namaszczeniem odłożył swoje miecze na przygotowany stojak. Westchnął i obrócił się do siedzącej nadal przy drzwiach dziewczyny.

– Widzisz, Tsukiyo-san, jestem już zupełnie bezbronny – uśmiechnął się lekko. – Oddaję się w twoje ręce.

– Och, mój pan nie powinien tak mówić – odpowiedziała z uśmiechem. – Jest przecież tak silny i sprawny, że nawet gdy odłoży swoje miecze, nikt nie byłby na tyle nierozsądny, żeby mu się sprzeciwić. Ale teraz pan Takahashi powinien się rozluźnić. Jeśli na to pozwoli, zrobię mu masaż, który pomoże odsunąć zmęczenie całego dnia.

Nie czekając na jego pozwolenie, wstała i wydobyła z zakamarka swojego furisode delikatne pałeczki trociczek. Zapaliła jedną z nich i ułożyła na stoliczku. Powietrze wypełnił delikatny, kwiatowy zapach z domieszką jakiejś korzennej, tajemniczej nuty. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki atmosfera pokoju stała się intymna, jakby cały świat jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozpłynął się we mgle, pozostawiając samuraja i dziewczynę zawieszonych w nieskończoności, poza czasem i przestrzenią.

– Pozwól, panie, że zdejmiemy twoje piękne kimono.

Podeszła do samuraja i łagodnym ruchem zsunęła z jego ramion ciemne haori. Odłożyła je obok, starannie składając w zgrabną kostkę. Pozwoliła, by przez chwilę odczuł brak jej bliskości, by zatęsknił za zmysłowym zapachem dziewczęcego ciała, za łagodnością dotyku delikatnych rąk - a potem cicho, niemal bezszelestnie powróciła, stając za jego plecami niczym wierna, skromna służąca. Pogładziła czarne kimono, które miał na sobie, pieszczotliwie przesuwając dłońmi po jedwabnej, kuszącej czerni. Wyczuła pod palcami twarde, napięte mięśnie męskiego ciała. Objęła mężczyznę od tyłu, uwalniając go od obi, dbając, aby Takahashi mógł przez chwilę zobaczyć podniecającą biel jej szczupłych nadgarstków wyzierającą spod rękawów. Pas spłynął ciemną wstęgą na tatami. Pogładziła stojącego samuraja po szerokich plecach, przytuliła się do niego. Chciała, by wiedział, że spędzona z nim noc będzie dla niej nie tylko zaszczytem, ale i prawdziwą przyjemnością. Że traktuje go z szacunkiem nieskończenie większym od tego, który powinna okazać nawet najbardziej doskonała, elegancka kurtyzana.

– Jesteś bardzo spięty, Takahashi-sama – szepnęła cicho. – Oddaj się, proszę, w moje ręce. Nie myśl o niczym.

Delikatnym, lecz pewnym ruchem pomogła mu wyswobodzić się z hakamy, a potem z kimona. Gdy stanął przed nią nagi, poprosiła gestem, by usiadł na futonie. Stanęła za nim i położyła dłonie na jego karku. Przesunęła drobnymi, dziewczęcymi dłońmi po mocnych barkach, szukając najbardziej napiętych mięśni. Zdumiała się, jak niemłode już przecież ciało, pręży się pod jej palcami.

Umiejętnie wyszukiwała odpowiednie miejsca, przynosząc ulgę i rozluźnienie. Naciskając miarowo, przesuwając palce po liniach życiodajnych energii, koiła go i uspokajała. Stopniowo mięśnie samuraja rozluźniały się, a on sam westchnął głęboko i poddał się jej sprawnym dłoniom. Poczuła to wyraźnie i uśmiechnęła się. Jakie to zabawne, że każdy mężczyzna, choćby nie wiadomo jak silny, pod umiejętnym dotykiem dziewczęcych dłoni mięknie jak wosk. Nachyliła się nad Takahashim, przysunęła usta do jego ucha. Owionął go tajemniczy, rozkoszny zapach. Zapach wypielęgnowanej, świeżej, młodej dziewczyny.

– Proszę, niech mój pan teraz spocznie. Mała Tsukiyo musi się zająć jego plecami.

Wyciągnął się na futonie, podpierając brodę złożonymi rękami. Dziewczyna podwinęła fałdy kimona i uklękła nad nim. Chłodny materiał furisode wywoływał przyjemny dreszcz na jego skórze. Z zakamarka ubrania wydobyła niewielką buteleczkę. Otworzyła ją i roztarła w palcach kilka kropel aromatycznej cieczy. Drobne dłonie dziewczyny spoczęły na jego ramionach. Rozpoczęła powolny, miarowy ruch po plecach. Tym razem taniec delikatnych palców dziewczyny przynosił rozkoszne dreszcze i pobudzał. Z uśmiechem zauważyła, jak podnoszą się drobne włoski pokrywające ciało samuraja. Podobał się jej, choć oczywiście dziewczyna taka jak ona nie miała prawa do uczuć. Była tylko damą Płynącego Świata, jej karmą było przynoszenie przyjemności mężczyznom. Sprawianie, by na chwilę zapomnieli o troskach tego świata.

Poczuła, że jego ciało dojrzało już do kolejnego etapu miłosnej gry. Wstała, zsuwając szybko miękkie tabi. Końcem długiego rękawa przeciągnęła po ciele mężczyzny, rozgrzanym od masażu. Popatrzyła, jak pod tym dotykiem układają się wytrenowane mięśnie, po czym ostrożnym ruchem weszła na szerokie plecy samuraja. Długi pomruk zadowolenia wyrwał się z ust pana Takahashi, gdy z wyczuciem i maestrią ugniatała go drobnymi stopami. Stopniowo zmieniała nacisk, przesuwała się coraz niżej, aż w końcu stanęła na napiętych pośladkach.

– Ach, Tsukiyo-san – usłyszała jego głos – jesteś doprawdy mistrzynią.

– Nie pesz mnie, dostojny panie – fuknęła żartobliwie – bo za chwilę spadnę i rozbiję się na tysiąc kawałków.

– Ale chcę na ciebie popatrzeć – zamruczał i udał, że chce ją z siebie zrzucić.

– Tylko popatrzeć? – spytała prowokacyjne. – Myślałam, dostojny panie, że powiesz mi co innego.

– A co chciałabyś usłyszeć, moja mała Tsukiyo-san?

– Och, to co pragnie usłyszeć każda dziewczyna – zachichotała, nie przestając masować go drobnymi ruchami stóp. – Że pragniesz mnie bardzo, że nie możesz spokojnie uleżeć, bo na jedną myśl o mnie twój Jaspisowy Oręż natychmiast dzielnie się wznosi. Że chcesz podbić moją Nefrytową Jaskinię i zatopić ją swą Niebiańską Powodzią…

– Przecież wiesz, że to prawda, moja kusicielko – roześmiał się i obrócił na plecy. Wyczuła jego intencje i zgrabnie zeskoczyła, a kiedy ułożył się wygodnie, z wdziękiem usiadła przy nim, okrywając go długimi rękawami kimona.

– Och, a cóż to za groźnie wzniesiona włócznia – z udawanym przestrachem spojrzała na jego wzwiedzioną męskość. – Panie, gdybym wiedziała, że jesteś tak hojnie obdarzony przez naturę, poprosiłabym pana Todę, aby na moje miejsce przysłał jakąś bardziej doświadczoną dziewczynę. Przecież twoje Mocarne Berło rozerwie mnie na dwoje!

Parsknął śmiechem, ale Tsukiyo doskonale wiedziała, że takie słowa sprawiają przyjemność każdemu mężczyźnie. Nawet takiemu jak pan Takahashi. Zawsze bawiło ją to, jak ważna dla nich jest wielkość przyrodzenia.

– Och, twój oręż jest tak wspaniały, że natychmiast muszę podziękować mu za to, że tak mnie powitał – orzekła szelmowskim tonem i nie czekając na reakcję samuraja, ujęła członek w ręce i schyliwszy się, obdarzyła czułym pocałunkiem. 

Ciepłe, wilgotne usta dziewczyny pieszczotliwie prześlizgnęły się po koronie wzwiedzionej męskości. Chwilę bawiła się nią, wszędobylsko buszując językiem w miejsach, które wywoływały rozkoszne dreszcze, po czym uniosła głowę i smakowicie oblizała wargi, zupełnie jak młody kociak, który dobrał się do słodkiego mleka. Wiedziała, że wygląda niezwykle powabnie i świetnie zdawała sobie sprawę, że taki widok musi być dla niego podniecający. Odsłoń się, pokaż mężczyźnie swoją młodość, swoje dziewczęce niedoświadczenie, a poczuje przypływ pewności i będzie zadowolony, że może być dla ciebie nauczycielem – uczono każdą młodą kurtyzanę.

Wyczuła, że jej pragnie. Już, teraz. Że chce złączyć się z nią w intymnym akcie. Wstała i zrobiła kilka kroków w stronę balkonu, pozwalając, aby wpadające przez otwarte drzwi promienie księżyca objęły jej sylwetkę, jak ramy obrazu obejmują drogocenne płótno. Kątem oka dostrzegła, że z fascynacją obserwuje jej ruchy.

Na krótki moment zastygła w bezruchu jak ptak schwytany pędzlem malarza. Obróciła głowę i spojrzała Takahashiemu prosto w oczy. Wystudiowanym, powolnym ruchem sięgnęła ku kokardzie obi. Pociągnęła za koniec wzorzystego pasa i oto spłynął w dół, łagodnie owijając się wokół stóp, niczym smok oplatający kolumnę świątyni, którego widziała kiedyś na przepięknym drzeworycie. Wygładziła dłońmi poły furisode, aby błękitny materiał jakby na przekór woli właścicielki rozsunął się, pozwalając na krótki moment dojrzeć zarys dziewczęcego ciała. Spuściła oczy jak skromna nastolatka w dzień swoich zaślubin. Ruchy ciała, ulotne gesty, szmer tkaniny – wszystko to w bezsłownej mowie przekazywało słodką obietnicę. Chcę ciebie, choć boję się twej siły i uczuć, które się we mnie budzą. Jestem jak płochy motyl zbliżający się do nabrzmiałego sokami kwiatu. Tańczę dla ciebie jak ćma wokół płomienia, świadoma swojej kruchości, lecz niepotrafiąca wyrwać się spod twojego uroku. 

Widziała, że śledzi kuszący pokaz z zapartym tchem. Ucieszyła się, bo pragnęła tej szczególnej nocy, właśnie dla niego, wznieść się na wyżyny swych umiejętności. Jej ciało, pobudzone długim masażem, twardością jego silnych ramion, zapachem jego skóry, także pragnęło złączenia.

Stanęła bokiem, aby w księżycowej poświacie mógł ujrzeć jej filigranowy, dziewczęcy kontur spowity w ulotne jak mgła kimono. A potem pozwoliła, aby delikatny materiał zsunął się w dół, ukazując podniecającą czerwień wewnętrznego kimona, zwanego nagajuban. Lekkie niczym tchnienie wiosennego wiatru rozchyliło się kusząco, a potem i ono opadło, odsłaniając doskonałe ciało młodziutkiej dziewczyny. Uśmiechnęła się, prowokując i obiecując.

Zbliżyła się do leżącego mężczyzny, lekko, nieśmiało, niczym liść unoszony łagodnym prądem strumienia. Skąpana w świetle księżycowego blasku, olśniewająca w swojej dojrzewającej nagości, niewinna i jednocześnie pełna zmysłowości, uklękła przy nim pełna oddania i tkliwości. Spojrzała mu w oczy i ujęła jego męskość w swą drobną, dziewczęcą dłoń. Poruszyła nią kilkakrotnie, ciesząc się dotykiem jego aksamitnej skóry i z zadowoleniem czując, jak mocno panuje nad jego doznaniami. Przymknął oczy, poddając się zmysłowej pieszczocie. Patrzyła na niego, jak otwiera się przed nią, jak pozwala jej kierować swoim ciałem; jak oddaje się w jej władanie. Każde jego westchnienie, każde drgnięcie mięśnia było dla niej jak nagroda i docenienie jej kunsztu.

Pochyliła się i objęła go ustami. Jak uczy Księga Tajemnej Jaspisowej Drogi, jej wargi stały się miękkim, ciepłym, bezpiecznym schronieniem. Język zatańczył wokół jego Uniesionej Włóczni, jak dziki wierzchowiec trzymany na zbyt krótkiej uwięzi. Takahashi wygiął ciało w łuk, a z jego ust wyrwał się cichy jęk. Wiedziała, że za chwilę przyjdzie na niego spełnienie, więc w odpowiedniej chwili zatrzymała pieszczotę, a jej ręka zsunęła się niżej, aby pieszczotliwie, lecz mocno nacisnąć ten wrażliwy punkt, który pozwala odwlec nadchodzące męskie przesilenie. Teraz będzie pragnął go jeszcze silniej, a krótki moment ekstazy, który na niego sprowadzi, będzie przeżywał dłużej i mocniej.

Odetchnął głęboko i otworzył oczy. Uśmiechnął się, wyciągnął rękę i gestem dał znać, by położyła się koło niego. Uczyniła tak, posłusznie wtulając się w ciało mężczyzny. Był taki silny, tak mocny, a ona – poczuła się nagle jak mała dziewczynka. Ale choć prawie trzy razy przewyższał ją wiekiem, choć był samurajem i generałem, to przecież jeszcze przed chwilą sam zdał się na jej łaskę.

– Takahashi-sama – powiedziała cicho, kładąc głowę na jego piersi, – ja…

Położył jej dłoń na ustach.

– Nic nie mów, Tsukiyo-chan – poprosił, zwracając się w serdecznej, intymnej formie, która w jego ustach brzmiała dla niej jak kojąca muzyka.

Przygarnął ją do siebie i pocałował z zaskakującą czułością, a także z odrobiną jakiejś dziwnej niezdarności, jakby bał się swoją namiętnością naruszyć dziewczęcą niewinność młodego ciała. Było w tym pocałunku tyle emocji, że Tsukiyo zadrżała i przygryzła wargi.

A potem samuraj położył rękę na jej udzie i delikatnie przewrócił dziewczynę na drugi bok. Przyciągając ją do siebie okrył kark i szyję pocałunkami, w których doświadczenie i opanowanie mieszało się z męską niecierpliwością. Czuła, jak bardzo jest napięty, ale mimo to potrafił nadawać pieszczocie właściwe tempo, smakując jej skórę, upajając się jej zapachem. Doceniła to. Zrozumiała, że chce, aby jej zmysły były tak samo rozgrzane jak jego własne. Wtedy zrozumiała, że może się przed nim otworzyć. Że nie tylko powinna dawać mu rozkosz, ale także powinna pozwolić mu radować się dawaniem przyjemności. Bo jej nieudawana i niekontrolowana rozkosz będzie dla niego najpiękniejszą nagrodą. Poddała się więc łagodnym ruchom silnej, męskiej dłoni, która błądziła delikatnie po brzuchu. Przymknęła oczy, rozkoszując się jego dotykiem, bliskością, dojrzałością jego pieszczot. Zatopiła się w doznaniach, pozwalając swemu ciału przejąć kontrolę, a ono poddało się jego ruchom, dopasowało do nich, zagrało tym samym rytmem.

Poczuła, jak jego pocałunki przesuwają się, kreśląc słodką ścieżkę wzdłuż jej pleców. Jej małe, dziewczęce piersi zniknęły w jego twardych rękach. Wewnętrzną stroną dłoni delikatnie pieścił jej nabrzmiałe oczekiwaniem sutki. Zacisnęła palce, pragnąc, by posiadł ją jak najszybciej, ale jednocześnie błagając go w myślach, aby nie przerywał pieszczoty. Zrozumiała, że to on teraz usidlił ją samą, zamknął w jej własnych doznaniach, sprawił, że własne ciało zdradziło ją. To nie ona mu się oddawała, to on brał ją sobie. Czuła przebiegające przez ciało dreszcze, budzące gdzieś w środku najskrytsze pragnienia.

Pieścił ją wytrwale, z całym wyrafinowaniem dojrzałego kochanka, który poznał i zrozumiał potrzeby kobiety; który potrafi odkryć w młodej dziewczynie nieznane jej samej sekrety. Jego usta spłynęły na smukłe, zgrabne uda, posmakowały ich młodzieńczego kształtu. Czuła, jak jej kobiecość wzbiera pożądaniem; jak otwiera się na jego przybycie. Rozwarła usta w niemym krzyku, z trudem łapiąc powietrze. Pocałunki mężczyzny szły dalej. Przez chwilę poczuła jego oddech na wewnętrznej części ud, a dzikie szaleństwo zmysłów prawie odebrało jej świadomość. On jednak, jakby odczytując jej pragnienia i drocząc się z nimi, przesunął pieszczotę niżej, ku jej zgrabnym nogom. Uderzenia rozkoszy przeszyły ją ponownie, gdy poczuła jego ciepłą obecność w zgięciu pod swoimi kolanami. Nie miała już siły dłużej czekać. Chwyciła jego głowę i pociągnęła ku sobie. Z gardłowym westchnieniem wciągnęła go na siebie, otworzyła się przed jego siłą. Drapieżnym ruchem poszukała jego męskości, łapczywie chwyciła dumnie prężący się oręż, aby ze zdławionym okrzykiem wprowadzić go w swoje oczekujące wnętrze. 

Przyjęła go całą swoją istotą, zamknęła w opiekuńczym cieple swojego ciała. Otworzyła oczy i spojrzała na niego, gdy ruszał się w niej mocnymi, zdecydowanymi ruchami. Dziko, łapczywie zarzuciła nogi na jego plecy, czując, że zbliża się moment jego ekstazy. I wtedy uderzył w nią swym spełnieniem, ulotną chwilą Nieskończoności. Poczuła, jak wypełnia ją, jak ich Tajemne Nektary łączą się ze sobą. Patrzyła, jak przeżywa swój moment Chmur i Deszczu, jak jego twarz wyraża doskonałość przeżycia. W końcu osunął się na nią delikatnie, pokrywając jej twarz pocałunkami. Wyćwiczonymi ruchami ścisnęła go w sobie, wysysając z niego resztki jego Męskiej Esencji, wciągając w siebie błogosławiony płyn. Jęknął cicho, uszczęśliwiony jej kunsztem. 

Przez chwilę leżeli tak, zespoleni, zdyszani, dzielący się świeżym wspomnieniem rozkoszy. W końcu samuraj powoli wysunął się z niej. Złożył na jej ustach ostatni pocałunek, po czym ciężko osunął się na futon tuż koło dziewczyny. Przytuliła się, dumna z niego i szczęśliwa, choć jej Nefrytowy Węzeł nie został rozwiązany, ale przecież nie o nią tu chodziło. Położyła rękę na jego piersiach, bawiąc się drobnymi włoskami i uspokajając rozdygotane serce. Było jej dobrze i słodko. Przymknęła oczy, próbując przywołać obraz jego twarzy w chwili, w której obdarowała go spełnieniem, w której dostąpił ulotnego momentu Boskości. Chciała zapamiętać ten widok, zachować dla siebie, wpleść go na zawsze w swoje wnętrze.

Leżeli chwilę, odpoczywali, czekając, aż ich oddechy powrócą do normalnego rytmu. W końcu mężczyzna uniósł się na łokciu i spojrzał na nią z góry. Uśmiechnęła się, widząc jego ciemne oczy.

– Czego teraz pragnie mój pan? – spytała. – Czy mam znowu sprowadzić Chwilę Chmur i Deszczu?

Roześmiał się cicho.

– Nie, Tsukiyo-chan, nie trzeba. Zresztą muszę trochę odpocząć po miłosnych zapasach z tobą. Mam już ponad czterdzieści lat, moje ciało nie jest już tak młode i sprawne.

Prychnęła przez nos, niby zagniewana.

– Mój pan ze mnie żartuje. Jego oręż jest na pewno już gotów do następnej walki. To moja Jaspisowa Grota jest już po brzegi wypełniona – dotknęła nabrzmiałej kobiecości.

Pogładził ją po włosach. Przymknęła oczy, ciesząc się z tej prostej pieszczoty.

– Pokaż mi, jak sama przechodzisz nad Wzburzonym Oceanem – poprosił.

– Jeśli tylko mój pan tego sobie życzy – szepnęła.

Przesunęła dłonią po swoich dziewczęcych udach, zakreślając palcami pieszczotliwe ścieżki. Potem delikatnym ruchem nagrodziła płaską linię swojego brzucha. W końcu jej palce spłynęły niżej, okalając nabrzmiałe wargi, muskając je końcówkami opuszek.

Stopniowo jej ciało przeniknęły słodko ociężale rozchodzące się fale przyjemności. Było coś boskiego w tym zatopieniu się w swojej intymności; w tym pokornym pokazie zatracenia się w przyjemności własnego ciała. Wiedziała, że nie musi niczego udawać, że Takahashi chce po prostu uczestniczyć w jej tajemnym sekrecie; obserwować, jak powoli zanurza się w rozkoszy. Wiedziała, że jest przy niej; czuła ciepło bijące od jego ciała, słyszała szmer delikatnego oddechu. Sprawiając sobie rozkosz, dawała również przyjemność jemu; wiedziała, że głęboko uczestniczy w jej intymnym misterium, mimo że nie wykonał najdrobniejszego ruchu.

Jej wszędobylskie palce wygrywały subtelną melodię na jej najczulszym instrumencie. Czuła, jak sutki wzbierają sztywnością, jak unoszą się ku górze, spragnione dotyku. Pragnęła, aby męskie dłonie objęły jej drobne piersi, ale chciała też, aby nic nie przerywało mu przyjemności oglądania, jak sama – dla siebie i dla niego – wędruje tajemnymi ścieżkami miłosnych pieszczot.

Przedłużała sobie przyjemność, dawkowała ją i delektowała się przenikającymi ciało doznaniami. Pozwalała, aby rozkoszne mrowienie narastało powoli; żeby wzbierało w niej jak ciężki, letni deszcz gromadzi się w wilgotnych chmurach. Zatopiła się w tym doznaniu, smakując każdy napływający dreszcz; przyjmując go w sobie; pozwalając, by zawładnął jej ciałem. W końcu nie potrafiła już dłużej opierać się własnym potrzebom. Jej smukły palec dotarł do wezbranego oczekiwaniem, stęsknionego wzgórka. Wystarczyło delikatne jak skrzydło motyla muśnięcie, by wyzwolić fale rozkoszy. Wygięła ciało w łuk, a z jej ust wyrwał się niekontrolowany, przeciągły jęk. Rozsunęła nogi, pozwalając dłoni spłynąć niżej, w rozchylający ściany wilgotny wąwóz. Czuła, jak między palcami jej własny nektar, zmieszany z nasieniem Takahashiego spływa po wewnętrznej stronie jej ud. Nie miała już siły walczyć z pożądaniem. Wbiła palce w wołającą o spełnienie kobiecość, szybkimi, drapieżnymi ruchami spełniając się w oszalałym tańcu. Druga dłoń spazmatycznie zacisnęła się na białej tkaninie futonu. Smukłe biodra instynktownie wysunęły się na spotkanie – i wtedy przyszło wyzwolenie. Szarpnęła się, eksplodując w obezwładniającym fajerwerku rozkoszy. 

Powietrze przeszył wysoki, urwany krzyk. Świat wypełnił się białym światłem, doskonałością przyjemności i ekstazą. Zastygła na moment, wyprężona, wyswobodzona z okowów czasu i przestrzeni, dotykając progu boskości. A potem, gdy już rozkosz zaczęła ją opuszczać, opadła na posłanie, dysząc ciężko, drżąc na całym ciele i z wolna powracając do rzeczywistości.

Poczuła, jak mocne ramiona mężczyzny obejmują ją mocno; jak przygarniają ją do jego silnego ciała. Usłyszała szept samuraja, słodkie, intymne podziękowanie za fascynujący pokaz. Przytuliła się do tego fascynującego, dojrzałego i doświadczonego kochanka, ciesząc się, że jest przy niej; że dzielił z nią jej uniesienie. Sięgnęła po sterczący członek, pragnąc mu wynagrodzić, że zajmowała się jedynie sobą, ale z uśmiechem odsunął jej dłoń.

– Poczekaj, Tsukiyo-chan… Nie teraz.

Westchnęła i wtuliła się w niego jeszcze mocniej, pragnąc, aby ta chwila trwała przez wieczność. Jego serce biło tuż przy jej piersi, a oddech łaskotał we włosy. Poczuła się bezpieczna, zaspokojona i spełniona. Rzeczywistość wracała do niej powoli i opornie.

– To było bardzo piękne – powiedział cicho. – Dziękuję ci.

Wyzwoliła się z jego objęć, usiadła i przeczesała włosy. Jej drobne piersi zalśniły w świetle księżyca. Samuraj popatrzył na nią z uśmiechem.

– Kiedy nadeszła twoja chwila, wydawało mi się, że zatrzęsła się ziemia.

Wstrząsnęła głową.

– Mój pan znowu chce mnie zawstydzić – prychnęła przekornie, udając rozgniewanie. – Wszystko dlatego, że pozwolił mi zakosztować rozkoszy samotnie, podczas gdy jego Jadeitowy Sztylet nie mógł zanurzyć się w należnej mu wilgotnej sayi.

– Cierpliwości, moja nienasycona dziewczyno – roześmiał się. – Wyglądałaś tak cudownie, że wdarcie się w rytm twojego tańca byłoby jak przerwanie jaskółce jej lotu. Poza tym, im dłużej mężczyzna przeciąga nadejście momentu Chmur i Grzmotów, tym silniejsza jest później rozpętana nawałnica.

– W takim razie – parsknęła – moja Jedwabna Kołyska chyba nie pomieści twojego Deszczu.

Przerzuciła nogę nad leżącym mężczyzną i siadła na nim okrakiem. Czuła, jak jego męskość wznosi się dumnie między jej nogami. Sprawiało to jej przyjemność i dawało poczucie siły. Dotknęła go ręką i delikatnie objęła. Popatrzyła wyzywająco w jego ciemne oczy i zaczęła łagodnie, powoli poruszać dłonią w górę i w dół.

– Jesteś, panie, mistrzem we wszystkim – szepnęła z oddaniem. – Jesteś największym generałem swego pana, postrachem nieprzyjaciół. Nie ma przeciwnika, którego nie pokonałbyś w go. Umiesz doceniać piękno w muzyce, nawet sztuka uprawiania miłości nie ma dla ciebie tajemnic. Chciałabym cię zaskoczyć, sprawić, abyś odkrył ze mną coś nowego, ale nie potrafię.

Milczał przez chwilę. Nie wiedziała, czy zastanawia się nad jej słowami, czy po prostu skupia się na przyjemności, którą dawały mu jej palce. Wreszcie przemówił:

– Ty sama jesteś dla mnie niespodzianką, Tsukiyo-san. Nie spotkałem dotąd takiej kobiety… i to tak młodej, która miałaby tak światły umysł. Która byłaby tak wrażliwa. Tak doskonała.

Poczuła, że coś chwyta ją za gardło. Oczywiście, znała swoją wartość – ale słowa Takahashiego były dla niej szczególne. Przestraszyła się emocji, które nagle odezwały się gdzieś w jej wnętrzu.

– Och, jesteś okropny, Takahashi-sama – udała żartobliwy gniew, aby nie zmącić spokoju samuraja targającymi nią uczuciami. – Młodej dziewczynie nie trzeba mówić takich rzeczy. Ona oczekuje tylko tego, aby powiedziano jej, że jest piękna!

Ah, so desu! – roześmiał się. – Tak, Tsukiyo-chan, mój mały podlotku, jesteś piękna. Jeśli opinia starzejącego się samuraja ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie.

Parsknęła śmiechem, ciesząc się, że udało się obrócić wszystko w żart. Puściła jego męskość i wstała. Dziewczęce, nagie ciało wyglądało prześlicznie na tle nocnego nieba, rozświetlonego jedynie delikatnym światłem księżyca.

– Och, tak – zamruczała, przyjmując szelmowski wyraz twarzy i przeciągając się, jak młoda kotka w świetle gwiazd. – Jesteś, panie, rzeczywiście starzejącym się mężczyzną. Muszę chyba znaleźć jakiegoś młodego samuraja, który ugasi żądze mojej nienasyconej szpareczki. Albo lepiej od razu dwóch! Może znajdą się jacyś na dziedzińcu?

Podeszła do drzwi prowadzących na taras. Takahashi zerwał się z posłania, udając, że szuka zbroi.

– Och, jakiś rywal chce mi uwieść kochankę – poskarżył się niby-to starczym dyszkantem. – Gdzie moja zbroja, gdzie moje miecze? O, ja nieszczęsny!

Tsukiyo zaśmiała się, ubawiona jego błaznowaniem. Takahashi nie znalazł niczego, czym mógłby bronić się przed rywalem, więc wziął się pod boki i stanął naburmuszony na środku pokoju, strojąc groźne miny. Podeszła do niego, przytuliła się i położyła rękę na jego męskości. Poczuła, jak szybko twardnieje pod jej dotykiem.

– Och, mój panie, masz tu taką broń, z którą nie może równać się żaden młokos.

Uśmiechnął się, zadowolony z komplementu jak każdy mężczyzna. Przygarnął ją do siebie.

– Chodź, moja mała Tsukiyo-chan, wyjdźmy na taras. Ochłońmy trochę i nabierzmy sił na resztę nocy. Do świtu jeszcze daleko.

Zadrżała, jakby niespodziewany powiew wiatru przejął ją chłodem.

– Nie chcę, aby nadszedł świt.

– Wiem. Ja też nie – odrzekł, dziwnie poważniejąc. – Ale nic na to nie poradzimy, prawda? Więc radujmy się nocą, póki trwa.

Wyszli na taras. Noc była rześka, ale nie czuli chłodu, gdy usiedli na gładkich, ciemnych deskach, twarzami zwróceni ku majestatycznym kształtom gór. Delikatny powiew przesycony zapachem drzew muskał ich nagie ciała. Pogrążyli się w kontemplacji tej chwili. Sprowadzili całą wielkość świata do tego niewielkiego, drewnianego tarasu, widoku gór, zapachu swoich ciał. Wsłuchali się w ulotność swojej bliskości, delektując się karmą, która wyznaczyła im spotkanie tej nocy. Powoli ich dusze wypełniał spokój, błogość zaprawiona nutą melancholii i akceptacji. Mówią, że tylko człowiek, który potrafi zaakceptować swoje przemijające miejsce w rwącej rzece wieczności, potrafi być naprawdę szczęśliwy. Siedzieli więc tak razem, ciesząc się chwilą, dzieleniem się swoją bliskością i delikatnym światłem łagodnie muskającym ich ciała.

– O czym myślisz, mój panie? – spytała cicho, wahając się, czy wolno jej zakłócać delikatną harmonię ich wspólnej ciszy.

– O tym, że jestem szczęśliwy, Tsukiyo-chan. To był dobry wieczór. Cieszę się, że cię spotkałem. Chciałbym zapamiętać ten moment. Zatracić się w nim tak, żeby zniknąć, żeby zostało tylko samo wrażenie tej chwili.

Zamknął oczy i zaimprowizował:

Jaka cisza

Letnia, nocna bryza

Pieści słodki kwiat wiśni

– Wyzwanie, Hideo-san? – uśmiechnęła się, przekornie przechylając głowę.

Lubiła pojedynki na wymyślane na poczekaniu haiku, choć często musiała powstrzymywać swój talent. Większość mężczyzn, których zabawiała w ten sposób, nie potrafiła znieść smaku porażki. Ale Hideo Takahashi był inny.

Odetchnęła pełną piersią. Daleki zapach kwiatów mieszał się ze zmysłową wonią ich uniesienia, które nadal przepełniało przestrzeń pomiędzy kochankami, zawieszone w powietrzu jak krople rosy na niewidzialnej pajęczynie. Sięgnęła myślą ku istocie tej chwili, ku jej niepowtarzalności i jej nieuchronnemu przemijaniu.

Krople wieczornej rosy

Czym obmyć lepiej

Smutek tego świata?

Lekko, prawie niedostrzegalnie, kiwnął głową z uznaniem, sprawiając jej tym wielką przyjemność. Wiedziała, że docenia jej kunszt. Była mu też wdzięczna, że nie próbuje zawrzeć swojej oceny w niezgrabnych klatkach słów. Czasem jeden, prosty gest jest ważniejszy niż słowa. Ukłoniła się z żartobliwą powagą, pozwalając, by rozpuszczone włosy opadły na jej drobne piersi. Ich dusze złączyły się na chwilę, dzieląc myśli, emocje i niedawne namiętności. Milczeli przez chwilę, po czym Takahashi spojrzał na nią i z uśmiechem dodał:

Majowe piękno

Dziewczęce kształty

Na tle ciemnych gór

Odwzajemniła spojrzenie, przeglądając się w głębokich toniach jego oczu. Nagle posmutniała. Szepnęła cicho:

Spóźniona jaskółka

Pochwyciła w locie

Bicie serca kochanki

– Uznaję się za pokonanego – powiedział, potrząsając głową. – Jesteś niepokonaną mistrzynią. Jakiej nagrody oczekujesz, Tsukiyo-chan, moja mała poetko?

– Weź mnie, mój panie. Chcę poczuć twoją bliskość. – Spuściła głowę, żeby nie ujrzał zdradzieckich łez, które zalśniły w jej oczach.

Wstał i wziął ją na ręce niczym małą dziewczynkę. Otoczyła jego szyję ramionami, wtuliła się w męski zapach. Niósł ją delikatnie, jakby bał się, że mocniejszym ruchem może spłoszyć ulotny nastrój. Weszli do pokoju. Łagodnym ruchem opuścił ją na posłanie. Uśmiechnęła się słodko, ciesząc się chłodnym dotykiem futonu na swojej skórze. Poczuła, że kładzie się koło niej.

– Zamknij oczy, Tskuiyo-chan – szepnął.

– Co tylko mój pan rozkaże… – Posłusznie spełniła jego polecenie.

Otoczyła ją ciemność. Czuła się jednak w niej bezpiecznie, wiedząc, że jest tuż obok niej; że patrzy na nią. Całkowite oddanie się jego woli, zdanie się na łaskę sprawiało jej przyjemność. Była świadoma, że patrzy na jej drobne, dziewczęce ciało; że z zachwytem wodzi oczami po zgrabnych piersiach; że pieści wzrokiem szczupłą talię - i świadomość tego napełniała ją dziwnym ciepłem. Wsłuchała się w jego oddech, usiłując sobie wyobrazić, o czym myśli. Może przesuwa teraz dłoń nad jej ciałem, wahając się, gdzie złożyć pierwszą pieszczotę? A może czeka, aż jej palce owiną się wokół jego męskości, która od tak dawna nie zaznała jej dotyku? Ona też tęskniła do tego momentu. Chciała pogładzić jego gładką skórę; poczuć, jak pod palcami jego członek wypełnia się siłą i pożądaniem. Jak przychodzi na niego spełnienie. Chciała sprawić mu rozkosz, podziękować za cudowną noc. Za chwile uniesienia i za szeptane w nocną ciszę wiersze. I wtedy poczuła delikatny jak tchnienie marzenia dotyk na swojej twarzy. Drgnęła, ale natychmiast uspokoił ją, prosząc szeptem, aby nie otwierała jeszcze oczu.

Coś dotykało jej policzka, coś miękkiego i przyjemnego. Choć uczucie było bardzo delikatne, aksamitne i subtelne, to słodka pieszczota w ciemności wywoływała rozkoszny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Tajemniczy, jedwabny dotyk poruszył się. Podążając łagodnymi zakolami, przesunął się w bok, musnął kącik oka, spłynął nieśmiało w stronę ucha. Przez chwilę bawił się jego płatkiem, jak wszędobylski promyk słońca prześwitujący przez kołyszącą się na wietrze gałąź, po czym łagodnie usunął się na szyję, kreśląc na niej pieszczotliwe wzory. Odprężyła się cała, poddając łagodnym ruchom; nadstawiła się na pieszczotę, jak lubieżna kotka przeginając szyję; odsłaniając wrażliwe miejsca.

Delikatne jak końcówka czaplego pióra uczucie spłynęło niżej. Przyjęła je na wrażliwej, gładkiej skórze jak zwiastun najgłębszej rozkoszy. Jej oddech przyspieszył, palce zacisnęły się na chłodnej pościeli. Tajemniczy tancerz na jej skórze przesuwał się drobnymi ruchami pomiędzy jej piersiami. Czuła, jak jej drobne sutki wzbierają tęsknotą i pożądaniem. Pragnęła, aby ich dotknął, aby choć raz przemknął po ich spragnionych szczytach. Zacisnęła mocniej oczy, aby nie ulec pokusie ich otwarcia. Zatracała się w tej dziwnej grze, nie wiedząc już, czy ulotność delikatnego dotyku jest jeszcze przyjemnością czy już może torturą. Poruszyła ciałem, przesuwając się odrobinę, błagając w myślach Takahashiego, by zrozumiał jej pragnienie, by skierował źródło jej przyjemności w stronę wyczekujących sutków. Na próżno.

Miękki kształt, jakby drażniąc się z nią, odsunął się na moment, zatańczył, z powrotem kierując się w stronę szyi, płochliwie prześlizgnął się między jej piersiami by po chwili wyrysować delikatną linię poniżej ich podstawy. Otworzyła usta, zwilżając językiem spierzchnięte wargi. Przestała panować nad swoim ciałem, wyuczona umiejętność kontroli odpłynęła gdzieś w ciemność. Jej ciało poddało się zdobywcy, słodkiemu panu, który znał jego tajemnice lepiej niż ona sama. Zrozumienie tego faktu, świadomość własnego bezwzględnego otwarcia się, sprawiła jej dziwną radość. Fale ciepła rozeszły się z jej środka, od jej brzucha, unosząc ociężałą przyjemność do wszystkich zakamarków jej ciała.

Jakby wyczuwając dokonującą się w niej zmianę; jakby nagradzając pełne posłuszeństwa podporządkowanie się, delikatny dotyk powrócił w najczulsze miejsca. Chwilę przesuwał się po krągłości piersi, podkreślając jej dziewczęcy kształt, by potem jednym ruchem przeskoczyć na sam szczyt sztywnego sutka. Ciało Tsukiyo przeszył dreszcz rozkoszy. Wyprężyła się, jej palce zacisnęły się kurczowo na posłaniu, a spomiędzy warg wydobyło się długie, przeciągłe westchnienie. Przed zaciśniętymi powiekami tańczyły wirujące czerwone kręgi. Takahashi pochylił się nad nią, ale nie dotknął oczekującego ciała. Poczuła tylko łagodne ciepło jego oddechu. Wiedziała jednak, że jest blisko; że wpatruje się w nią, w każdy ruch jej ciała; w każde drgnięcie ust.

Łaskoczący z czułością, pieszczotliwy dotyk pożegnał się z jej sutkiem, przesunął się niżej. Wykreślił kilka łagodnych łuków na jej brzuchu i śmiałym ślizgiem spłynął jeszcze niżej. Zadrżała, gdy znalazł łagodną stromiznę jej ud, gdy zarysował rozkoszną ścieżkę po ich wewnętrznej stronie. Jęknęła cicho, pragnąc każdą częścią zaklętej w dotyk świadomości, by przestał się z nią bawić, by chociaż przez chwilę zagrał na najbardziej spragnionym pieszczot instrumencie. Czuła, jak jej obolała, nabrzmiała kobiecość znowu wypełnia się oczekującą, ciepłą wilgocią. I wówczas, w tej przeciągniętej do nieskończoności chwili pragnienia, poczuła, jak tajemniczy dotyk łagodnie spływa w to miejsce, które tak go pożądało. Gdy delikatny nacisk przesunął się po zwieńczeniu jej Nefrytowej Tajemnicy, jęknęła przeciągle, tracąc resztki kontroli nad swoim ciałem.

– Weź mnie, teraz, natychmiast – wyszeptała.

Gdzieś podświadomie poczuła, że i on tego pragnie, więc otworzyła oczy. Zobaczyła nad sobą błyszczące oczy Takahashiego. Odbijały się w nich jej własne pragnienia. Sięgnęła ręką, szukając jego rozpalonej pożądaniem męskości. Sztywność członka uświadomiła jej, jak bardzo jej pożąda, jak wielką satysfakcję dawała mu zabawa jej ciałem.

– Teraz, błagam – jęknęła.

Wyciągnął rękę ku jej twarzy. Uśmiechnęła się, widząc, jaki przedmiot trzyma w palcach. To był jej tajemniczy tancerz, sprawca wszędobylskich pieszczot skóry. Fude – gruby, lecz delikatny pędzel do kaligrafii, teraz błyszczący od jej miłosnych soków. Przeciągnął nim po jej suchych ustach, zostawiając delikatny, wilgotny ślad. Poznała swój smak, zmieszany z zapachem jego nasienia. Krew w jej żyłach uderzyła jeszcze mocniej. Pociągnęła go na siebie. Przygniótł ją swym ciałem, przyszpilił do tatami. Ze zdławionym okrzykiem chwyciła go i wprowadziła w siebie. Otworzyła się przed nim całkowicie, chciała, aby posiadł ją jak wojownik, jak pogromca, jak władca. Żeby nasycił się nią do końca. Objęła go dziewczęcymi, lecz silnymi nogami, zamknęła w słodkiej kołysce. Oboje byli już tak napięci, że wystarczyło kilka ruchów, by nadeszła Chwila Deszczu i Chmur. Tym razem wspólna.

Przebyli ją razem, dzieląc się radością wędrówki przez Krainę Bogów. A potem, wycieńczeni, szczęśliwi, opadli razem na ziemię. Opiekuńcza ciemność nocy spłynęła na nich i otuliła ich aksamitnymi skrzydłami snu. Księżycowy blask łagodnie pieścił ich splecione ciała.

* * *

Przebudzenie z przyjemnego snu nie było łatwe, ale Tsukiyo wiedziała, że nie może sobie pozwolić na powrót do nocnych marzeń. Chłód wczesnego poranka osiadł na jej odkrytym ciele, wywołując nieprzyjemny dreszcz. Bezpieczny sen prysł, pozostawiając jedynie mroczną pustkę, w której słyszała tylko niespokojne uderzenia własnego serca. Chwilę leżała w tej dziwnej ciszy, wbrew sobie łudząc się nadzieją, że noc znowu otuli ją aksamitnymi skrzydłami. Sen jednak nie powracał. Otworzyła oczy. Ciemność ustępowała. Delikatna, szara poświata zwiastująca nadchodzącą jutrzenkę spływała kaskadą z gór. Gdzieś w oddali, nieśmiało odezwał się pierwszy ptak. Tsukiyo obróciła głowę delikatnym, nieskończenie powolnym ruchem, bacząc, aby nie obudzić kochanka. Zamarła. Miejsce obok niej było puste. Jej serce uderzyło gwałtownie, jakby pragnąc wyrwać się z piersi, ale błyskawicznie odzyskała równowagę. Uniosła się i rozejrzała po pokoju.

Pogrążony w głębokiej zadumie Hideo Takahashi siedział odwrócony do niej plecami. Na jego sylwetce, wpisanej w jasny prostokąt otwartych drzwi wiodących na taras, pierwsze promienie poranka odkładały się łagodnym blaskiem. Tsukiyo bezszelestnie podniosła się z posłania. Długie, czarne włosy spłynęły na jej ramiona, mroczną plamą znacząc doskonałość jej nagiej skóry. Kątem oka spostrzegła, że ze stojaka zniknęły oba miecze. Westchnęła w duchu i wyszeptała modlitwę do dobrego pana Buddy. A więc nie udało się. Przyklęknęła na posłaniu. Hideo drgnął lekko, ale nie obrócił głowy.

Ohayo gozaimashita, Takahashi-sama – wypowiedziała cicho uprzejmą i oficjalną formułę powitania.

Obrócił się w jej stronę. Nagle zdała sobie sprawę, że mężczyzna ma na sobie odświętne, śnieżnobiałe kimono. Krew odpłynęła jej z głowy. Spłynęło na nią zrozumienie. Hideo spojrzał jej prosto w oczy. Niewypowiedziane słowa zawisły między nimi. To już nie była wczorajsza noc. Nadchodził świt. W końcu, po dziwnie długiej chwili, Takahashi ukłonił się jej.

Ohayo gozaimasu, Tsukiyo-chan.

Znowu zapadła cisza. Siedzieli naprzeciw siebie, rozkoszując się tą dziwną chwilą. On – doświadczony wojownik, samuraj, mężczyzna w kwiecie wieku i ona – nastolatka, delikatna jak kwiat śliwy o poranku, naga i bezbronna.

– Ty wiesz, Takahashi-sama, prawda? – wyszeptała w końcu pobladłymi wargami.

Nie odpowiedział. Patrzył na nią swymi ciemnymi oczami, a ona czuła, że to spojrzenie przepala jej duszę. Ukłoniła się do samej ziemi, czując przed nim wielki respekt. Teraz rozumiała, dlaczego wszyscy darzą Takahashiego tak głębokim szacunkiem.

– Wybacz mi, panie, że zapytałam. Oczywiście, że wiesz wszystko. Jakże byłam nierozsądna, sądząc, że uda mi się wyprowadzić cię w pole. Moje zadanie od początku było niewykonalne, Takahashi-sama. Nie mogło mi się udać. Ty wiedziałeś.

– To prawda, Tsukiyo-chan – potwierdził łagodnie i miękko, zwracając się do niej z użyciem  pieszczotliwej i serdecznej formy. – Domyśliłem się w momencie, w którym na ciebie spojrzałem. Jesteś piękna jak księżyc i inteligentna jak nocne kami. Nie mogłaś być tylko zwykłą damą Wierzbowego Świata, z całym szacunkiem dla ich profesji. Jesteś kunoichi. Nie mylę się chyba?

Hai. Watashi wa kunoichi desu – potwierdziła, nie podnosząc głowy znad tatami. Kunoichi, Dziewięć-Cnót-W-Jedności, były szkolonymi od pierwszych lat życia kobietami-szpiegami i zabójczyniami. Pięknymi i śmiertelnie niebezpiecznymi.

– To nie było trudne – westchnął. – Widzisz, od pewnego czasu już wiem, że mój pan, Hiromatsu Toda, postanowił dogadać się z tym przeklętym Zatakim. Zataki obiecał mu, że przyłączy się do pana Tody w buncie przeciw szogunowi. Cała ta wojna i obrona Przełęczy Żurawia to tylko pozór. Nie będzie żadnej obrony. Nie może być. Zataki musi przejść nie napotykając oporu. A skoro tak, to moi samurajowie nie mogą dziś ruszyć w stronę gór. Jest tylko jedna możliwość, żeby tak się stało. Stary Takahashi-no Hideo musi odejść w Wielką Pustkę. Myślę, że mój zamek został obiecany Zatakiemu jako dodatkowa nagroda. Ja bym tak zrobił na miejscu pana Tody. Ale to takie smutne. Moje rodowe dobra w rękach tego parszywego chłopa…

Słuchała jego cichej przemowy, zastanawiając się, dlaczego jeszcze nie odebrał jej życia. Nie pragnęła śmierci, ale pogodziła się już z jej nieuchronnością. Karma. Shikata ga nai.

– Pan Toda wie, że honor nie pozwoliłby mi ustąpić pola Zatakiemu. Nawet gdyby mój daimyo mi to nakazał. Muszę więc zginąć – to logiczna i słuszna decyzja. Pozostawało pytanie: kiedy. I wtedy zjawiłaś się ty, Tsukiyo-chan. Wtedy wszystko stało się takie proste. Gdybym zginął wczoraj, moi samurajowie zdążyliby opanować chaos i któryś z oficerów poprowadziłby oddziały na przełęcz. Układ ległby w gruzach. To się miało stać dziś rano, prawda, Tsukiyo-chan?

Hai, Takahashi-sama.

Westchnął.

– Pan Toda okazał mi wielki szacunek, przysyłając właśnie ciebie. To mógł być jakiś parszywy ronin. Przykro byłoby ginąć z rąk bandyty. To nie jest dobra śmierć dla samuraja. Ne?

Nagle poczuła przypływ odwagi. Odważnie podniosła głowę.

– Takahashi-sama, moja karma jest jasna. Nie wypełniłam zadania. Proszę, uczyń mi tę łaskę i odbierz mi życie własnoręcznie. Byłoby dla mnie zaszczytem umrzeć od twojego miecza.

Spojrzał na nią ze smutnym uśmiechem.

– Nie, Tsukiyo-san, muszę odmówić. Widzisz, mam dla ciebie inne zadanie. Jeszcze wczoraj zdecydowałbym się spełnić twoją prośbę. Jednak dziś w nocy przemyślałem tę sprawę raz jeszcze. To, co między nami zaszło; to, co mi ofiarowałaś, sprawiło, że myślałem jasno jak nigdy.

– Nie rozumiem, Takahashi-san. Wybacz. Nie potrafię odgadnąć twoich myśli.

– Zrozumiesz, moja droga. Widzisz, moja śmierć z twoich pięknych rąk nic by nie zmieniła. Ja odejdę do swoich przodków, Zataki przejdzie góry, a następnie uderzy na pana Todę. Ten podstępny syn chłopa nigdy nie uszanuje zawartego układu. Rebelia pana Tody przeciw szogunowi skończy się jego klęską, jeszcze zanim się rozpocznie, a jego ród okryje się wieczną hańbą.

– Co więc zrobisz, panie? Obronisz przełęcz?

– Nie. To także byłoby bezcelowe. Nie można wygrać bitwy, działając przeciw swojemu daimyo. Moim obowiązkiem jest wypełniać jego zamierzenia. Zresztą mój pan prędzej czy później znajdzie sposób, aby oddać drogę przez góry temu obrzydliwemu Zatakiemu. Toda-san po prostu nie rozumie, że zostanie zdradzony. Co gorsza, gdybym utrzymał przełęcz, Zataki nie zawahałby się ujawnić szczegółów swego zdradzieckiego paktu. Moje zwycięstwo okryłoby więc hańbą mego pana. Nie mogę do tego dopuścić. A jest tylko jeden sposób, aby tego uniknąć.

– Jaki, Takahashi-sama?

Powiedział jej. Spokojnie i miękko, pełnym dojrzałości głosem. Jak ojciec wyjaśniający dziecku, dlaczego po dniu nadchodzi noc. 

Gdy skończył mówić, ona skłoniła się przed nim ponownie, pełna podziwu i szacunku dla jego mądrości i odwagi. Nie potrafiła tylko powstrzymać łez. Takahashi zauważył to i uśmiechnął się do dziewczyny.

– Tsukiyo-chan – poprosił, – czy zechcesz być ze mną świadkiem tego pięknego wschodu słońca?

– To będzie dla mnie zaszczyt, Takahashi-sama – wyszeptała.

Wstała cicho jak duch. Szybko okryła swoje nastoletnie, drobne ciało delikatnym, jedwabnym kimonem i zajęła miejsce obok siedzącego samuraja. Czerwona kula słońca właśnie wytaczała swoje złote oko nad pobliskie szczyty tnące niebo ostrymi zębami błękitnych grani. Siedzieli w milczeniu, zatopieni w medytacji nad tym odwiecznym, tajemnym rytuałem. Czuła jego ciało tuż obok swojego, czerpiąc siłę z jego odwagi, determinacji i spokoju. Wreszcie słoneczny blask zalał cały krajobraz. Hideo Takahashi delikatnie skłonił się i dotknął jej ręki.

Wstała i uniosła z podłogi jego katanę – długi miecz, o którym przysłowie mówi, że jest duszą wojownika. Dobyła go z pochwy i uniosła nad głowę. Rozbłysnął oślepiająco w promieniach słońca. Wtedy samuraj rozchylił poły swego białego kimona i ostrożnie, z rozwagą, ujął w dłonie tanto. Krótki, śmiertelnie ostry sztylet. Przymknął oczy, rozkoszując się chłodnym powiewem poranka. Każde tchnienie bryzy, każdy zapach przez nią niesiony odczuwał z niedoścignioną ostrością. Uśmiechnął się lekko.

W chłodny poranek

Majowe słońce rzuca cienie

Na pustą drogę

Odchodzimy w dal

Nie oglądając się za siebie

Tsukiyo przymrużyła oczy, na jej rzęsach drżącym kryształem zalśniła samotna, chłodna łza. Zacisnęła dłonie na rękojeści katany, aż jej palce stały się białe jak papier. W tym momencie Takahashi zdecydowanym ruchem wbił ostrze w brzuch. Zagryzł wargi, aby nie wyrwał mu się okrzyk słabości. Pociągnął w bok, czując rozdzierający ból szarpanych trzewi. Oczy samuraja zaszły mgłą, ale zdołał jeszcze przekręcić ostrze w buchającej krwią ranie. Paroksyzm bólu przywrócił mu na chwilę świadomość, więc ostatkiem sił wykonał drugie cięcie. Na ukos, do góry. Czując, że życie w nim gaśnie, Takahashi pochylił się ku przodowi, odsłaniając kark. I wówczas powietrze rozdarł świst uderzającej z góry katany. Śpiew ostrza był ostatnim dźwiękiem w życiu doświadczonego wojownika. Jego głowa potoczyła się z głuchym stukotem po drewnianej podłodze.

Tsukiyo opadła na kolana. Miecz wypadł jej z rąk. Wstrzymując szloch, ujęła głowę samuraja i podniosła ją do ust, składając na wargach Takahashiego ostatni pocałunek. 

Poczuła, jak coś ściska ją za gardło. Westchnęła i odłożyła z szacunkiem straszliwe trofeum, po czym pokłoniła się przed nim głęboko. Po chwili wstała i cofnęła się do pokoju. Podeszła do futonu, który jeszcze nie tak dawno był ich wspólnym schronieniem i w którym jeszcze zachował się ulotny zapach ich ciał. Wiedziona impulsem, sięgnęła ręką ku gałązce kwitnącej wiśni, stojącej na stoliku. Dotknęła jej, ale pod jej palcami drobne płatki nagle posypały się i wolno spłynęły w dół. Przez krótki moment tańczyły w powietrzu, by po chwili białym deszczem opaść na tatami.

Shi wa bushi no unmei desu. Śmierć to przeznaczenie samuraja.

Tsukiyo schyliła głowę. Karma. Shikata ga nai. Bez słowa włożyła swoje błękitne furisode i cicho niczym duch wyszła na korytarz. W dłoniach trzymała glejt napisany własnoręcznie przez samego Hideo Takahashiego, zezwalający jej na opuszczenie warowni. Nie wzbudzając podejrzeń, przeszła przez łańcuch straży, aby zniknąć z zamku i rozpłynąć się w porannej mgle.

Ciało samuraja znaleziono godzinę później. Obok niego leżał zapieczętowany jego osobistą pieczęcią list, w którym wyjaśniał, że nie może dłużej żyć z hańbą, którą jest dla niego układ zaproponowany mu przez Shigeru Zatakiego. Samo wysunięcie propozycji zdrady swego daimyo, Takahashi odbiera jako sugestię, że on – ostatni przedstawiciel rodu – jest zdolny do tak obrzydliwego czynu. Jedynym rozwiązaniem byłby natychmiastowy atak na wojska Zatakiego, ale tego zabrania mu bezpośredni rozkaz suzerena. W związku z tym Hideo Takahashi uznaje, że z taką hańbą nie może dłużej żyć i wybiera jedyne wyjście, które mu pozostało - seppuku. W ostatnich słowach samuraj prosi pana Todę o zwrócenie uwagi na obrzydliwość postępku Zatakiego, który nie wahał się namawiać do zdrady jego generałów i o wywarcie zemsty w jego imieniu.

Powiadają, że gdy pan Toda ujrzał list swego wiernego generała, pochylił głowę i długo siedział w ciszy, pogrążony w milczeniu.

Następnego dnia oddziały pana Shigeru Zatakiego, przez nikogo nieatakowane, przekroczyły Przełęcz Żurawia. Ich wódz czuł się pewnie i bezpiecznie, co miało się jednak okazać poważnym błędem. Nie minęły dwa dni, a armia Zatakiego przestała istnieć, rozbita przez miażdżący atak samurajów pana Tody. Sam Zataki został pochwycony żywcem i choć na torturach wypierał się podstępnego spiskowania, został skazany na śmierć. Umierał naprawdę długo.

Ród Toda umocnił swoje panowanie nad prowincją, a jego rządy trwały jeszcze przez wiele dziesięcioleci.


 

i.ravenheart@gmail.com

 

Tłumaczenia:

* daisho – para japońskich mieczy, oznaka przynależności do kasty samurajów

* daimyo – senior feudalny w średniowiecznej Japonii

* eihei – strażnik, wartownik

* furisode – elegancki rodzaj kimono o bardzo długich rękawach (stąd nazwa), noszony przez kobiety, jedwabny, często bardzo cenny

* fusuma – rozsuwane ściany o pełnej konstrukcji, w odróżnieniu od filigranowych shoji

* futon – japoński materac, pełniący rolę śpiwora

* geta – drewniane sandały, rodzaj niewielkich koturnów

* go – japońska gra planszowa, uprawiana przez samurajów. Mimo prostych reguł cechuje się znacznie większą złożonością niż szachy

* goban – szachownica do gry w go, w domach samurajskich zwykle bardzo elegancka, mimo prostej formy

* haiku – wiersz japoński, zwykle 17 lub 31 zgłoskowy (oczywiście w języku oryginalnym), w tłumaczeniu odpowiada mu 3 lub 5 wersów; charakteryzuje się opisywaniem ulotnego wrażenia, najczęściej w odniesieniu do pory dnia lub roku (kige) oraz unikaniem opisywania samego podmiotu lirycznego

* hakama – element stroju japońskiego, rodzaj spodni o bardzo szerokich nogawkach, zwykle czarne, szare, lub zdobione drobnym wzorem. Spodnie hakama są dziś używane przez niektóre szkoły sztuk walki, np. akido

* haori – element eleganckiego stroju japońskiego, dawniej noszony wyłącznie przez mężczyzn. Haori jest rodzajem kurtki nakładanym na kimono, sięga mniej więcej do uda. Cechą charakterystyczną są ozdobne paski spinające haori z przodu, tzw. haorihimo

* honto – dosł. „szczerze”, „uczciwie”

* kaishaku – osoba asystująca przy seppuku. Zostanie kaishaku było wyróżnieniem i zaszczytem. Kulminacją roli było odcięcie głowy, tuż przed śmiercią osoby wykonującej seppuku.

* kami – duch, dusza, siła natury lub bóstwo w shinto (japońskiej religii) i mitologii. W animistycznych wierzeniach japońskich kami otaczają nas wokół, pełniąc podobną rolę do słowiańskich boginek (aczkolwiek taka analogia jest wielkim uproszczeniem).

* kampai – toast japoński

* karma – przeznaczenie. Często używane w zwrocie “Karma - shikata ga nai, ne?” (“Trudno, taki nam los pisany - nic tego nie zmieni”)

* konbanwa – dobry wieczór

* konnichiwa – dzień dobry

* koto – 13–strunowy instrument japoński, gatunek cytry. Na koto gra się szarpiąc struny leżącego na ziemi instrumentu. Gra na koto była jedną z podstawowych umiejętności gejsz i kurtyzan

* nagajuban (albo po prostu: juban) – ubranie zbliżone wyglądem do kimono, choć nie jest tak długie. Jest stosowane także jako forma bielizny, wówczas często barwi się je na kolor intensywnej czerwieni, co podkreśla jego erotyczne znaczenie.

* obi – szeroki pas będący elementem tradycyjnego stroju japońskiego, noszony do kimono i yukaty. Istniał szeroki wachlarz sposobów wiązania i układania obi - często bardzo znaczący. Przykładowo, kurtyzany często nosiły obi zawiązane z przodu (co pozwalało łatwo zorientować się co do zawodu nieznajomej kobiety)

* oiren, tayo – kurtyzany najwyższej rangi, na noc spędzoną z nimi stać było jedynie najzamożniejszych. Ich wykształcenie i umiejętności niejednokrotnie daleko przewyższały talenty gejsz (gejsza, wbrew obiegowym opiniom nie jest prostytutką)

* ohayo gozaimashita – dzień dobry, forma bardzo uprzejma i formalna (zwykle używana przez kobiety w stosunku do mężczyzn o wysokiej pozycji)

* ohayo gozaimasu – dzień dobry, bardziej formalnie (np. do osób nieznanych) niż konnichiwa

* sake – tradycyjny alkohol japoński

* sakura – kwitnąca wiśnia japońska, symbol piękna, śmierci i kasty samurajów

* shamisen – rodzaj japońskiej lutni

* shikata ga nai – powiedzenie japońskie, oznacza mniej więcej: „cóż poradzić”, stosowane dla podkreślenia pogodzenia się z nieuchronnym losem

* shoji – papierowe ściany i drzwi, zbudowane na charakterystycznej drewnianej kratownicy

* so desu – „ach tak”, wyrażenie odpowiadające polskiemu „hmmm”

* tabi – rodzaj jednopalczastych skarpet, często dość grubych i pełniących z powodzeniem rolę obuwia (chodzi się w nich w pomieszczeniach). Tabi mogą być też bardzo delikatne, zwłaszcza w przypadku tych noszonych przez kobiety.

* tanto – uzupełnienie daisho (składającego się z katany i wakizashi), rodzaj krótkiego sztyletu, używany zwykle podczas ceremonii seppuku

* tatami – japońska podłoga, rodzaj twardej maty o grubości około pięciu centymetrów, zbudowanej ze zbitej słomy ryżowej

* wakizashi - krótszy z mieczy, którego klinga ma długość ok. 40 cm

* watashi wa Tsukiyo desu – mam na imię Tsukiyo (Księżyc)

* yanagi – wierzba, drzewo będące symbolem przemijania, gejsz i kurtyzan, określenie Płynący (lub: Wierzbowy) Świat było stosowane w stosunku do kurtyzan

* yukata – rodzaj stroju podobnego do kimono, ale wykonanego z bawełny (a nie z jedwabiu), mniej formalny i elegancki, ale również chętnie noszony, zwłaszcza latem. Noszony zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety. Yukata wywodzi się ze stroju noszonego po kąpieli (stąd nazwa).

 

Opowiadanie ukazało się premierowo w serwisie Najlepsza Erotyka 13 maja 2013 roku. 

 

Ten tekst odnotował 9,575 odsłon

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.79/10 (14 głosy oddane)

Pobierz w formie ebooka

Komentarze (11)

+5
0
W tym przypadku 10 gwiazdek to zdecydowanie za mało.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@Ann - Dziękuję. Swoją drogą, mało jest komentarzy pod tym opowiadaniem - czyżby długość tekstu odstraszyła PT Czytelników? Niestety, większość moich tekstów taka jest - rozwija się powoli, stopniowo... i zanim się zorientuję jest 15-20 stron maszynopisu 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Trudno znaleźć jakiekolwiek odpowiednie słowa, żeby komentować taką perełkę. Po prostu brak słów...
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
@mmm: dziękuję, ale to przesada. Rzeczywiście, nad tym opowiadaniem długo się nasiedziałem, ale nie wiem, czy ono dobrze odpowiada kategorii "erotyczne". Erotyka i seks są u w pewnym sensie tylko jednym z aspektów. Bardzo ważnym, ale jednak tylko jednym...
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Myślę, że nie przesadziłem a raczej doceniłem tekst i warsztat pisarski. Bo z doświadczenia wiem, ile trzeba od siebie włożyć, żeby napisać dobry tekst. Z racji tego, że polski to nie mój język ojczysty, jeszcze bardziej spodobało mi się wkomponowanie drugiego języka w taki sposób, że ono nie razi a nawet nieznajomość tego drugiego języka nie przeszkadza w odbiorze tego tekstu. Bez bicia również przyznaję, że czasem "części erotyczne" (celowo) omijam, choć lubię takie urozmaicenia. W opowiadaniach bardziej fascynuje mnie barwność języka (jednak lekka w odbiorze), sposób, w jaki autor wciąga czytelnika, to w jak piękny sposób można opisać nieraz rzeczy proste, linia dziejowa i jej układ chronologiczny, wykorzystanie własnej wiedzy do stworzenia ciekawego kawałka własnego świata i też sprawność skomponowania tego w jedną całość z aspektem erotyki i seksu. Więc w mojej subiektywnej ocenie wszystkie te aspekty nakładają się na siebie w tym opowiadaniu wręcz nienaganny sposób.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Dziękuję ponownie. Naprawdę polski nie jest Twoim językiem ojczystym? Cóż, w takim razie chylę czoła przed biegłością, z jaką się nim posługujesz!

Fakt, pisząc Noc Kwitnącej Wiśni zrobiłem solidne rozpoznanie tematu - ale i tak niedoścignionym dla mnie ideałem jest precyzja i znajomość historii Megasa Aleksandrosa w jego helleńskich opowieściach erotycznych.
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0

Swoją drogą, mało jest komentarzy pod tym opowiadaniem - czyżby długość tekstu odstraszyła Czytelników? Niestety, większość moich tekstów taka jest - rozwija się powoli, stopniowo... i zanim się zorientuję, jest 15-20 stron maszynopisu



Z kwiecistością nie ma co walczyć, w odpowiednich rękach (a ty takowe masz, Ravenhearcie) jest to ogromna zaleta, a nie żadna wada! Ja przyznaję, że jestem jeszcze przed lekturą, ale celowo wstrzymuję się do wolnego wieczoru, by przeczytać opowiadanie w całości i odpowiednio uważnie, delektując się wszystkim smaczkami. A te znajdę na pewno, nie mam żadnych obaw! 😀
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Czytałem już kiedyś te opowiadanie i przeczytałem je z zachwytem po raz kolejny... Jest ono piękne. Potrafisz pięknie ilustrować opowiadanie. Widziałbym krótkometrażowy film na podstawie tego opowiadania. Piękne...
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Profesjonalnie o profesjonalistach. Brawo!
Zgadzasz się z tym komentarzem?
0
0
Wow. Przeczytałem i mam tak mieszane (ale pozytywne) odczucia, że to szok! Chętnie bym przeczytał kolejne części tej opowieści a może i książkę... Czekam na następne opowiadanie!
Zgadzasz się z tym komentarzem?
+1
0
Bez rozwleczonych, jakże zbędnych komentarzy:

To. Jest. Piękne.
10/10 tylko dlatego, że 11 nie ma.

PS Czy pojęcie "poduszkowanie" nie jest zapożyczone z "Szoguna"?
Zgadzasz się z tym komentarzem?

Dodaj komentarz

Zaloguj się

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.