Erotyka na komórkę

Skręt - ciąg dalszy

Od autora:
Opowiadanie "Skręt" miało być tylko krótkim opowiadaniem o dupczeniu, które się wykluło w głowie bohaterki pod wpływem narkotyku. W dniu, w którym ukazało się na Pokątnych, zauważyłam w nim mnóstwo błędów i niepotrzebnych przeskoków. Za nie przepraszam. Później przyszła inna myśl. Postać ZIELONEGO KOCHANKA opisana po macoszemu. Postać ta zaczęła się rozwijać i pociągnęła odrębny wątek w mojej głowie. Nie umiem jej tam zostawić. Przyznaję, że duży wpływ miała mnogość wątków o wampirach. Chciałam wymyślić coś innego. Dla Was :-)
Tego popołudnia, Andrzej zbadał moje auto i stwierdził, że padł najwidoczniej alternator, a w ślad za nim akumulator. Udawałam, że owszem, rozumiem co do mnie mówi, oczywiście awaria i tere fere. Tak naprawdę nie wiedziałam o czy do mnie gada, ale przystojny był, więc na tym się skupiłam. Niestety, po przejściu do innych tematów okazało się, że jesteśmy permanentnie niekompatybilni. Jego strasznie zmaterializowane poglądy, zniechęciły mnie skutecznie do zagłębiania się w jego psychice i uniemożliwiły dalsze poznanie. Po prostu nie moja bajka. Dla mnie nie ma namiętności bez fascynacji facetem. Tu jej nie mogło być. Bez szans. A seks uprawiany jak sport pozostawał wyłącznie w mojej głowie.
Podziękowałam za pomoc, zaproponowałam zapłatę i uprzejmie się wycofałam z dalszego ciągu. Wkurzył się, ale oszacowawszy widać swoje szanse i "zabiegi", które musiałby powziąć bez gwarancji sukcesu, odpuścił. Szybko odpuścił, trochę zabolało...

Noc przespałam bardzo nerwowo i niespokojnie, z częstymi pobudkami pomiędzy sennymi majakami. Miałam powtarzający się sen. Atakowała mnie zieloność. Napierała na mnie zapachem i dotykiem ruchliwych odnóży. Budziłam się zlana potem, z uczuciem strumieni prądu pełzających po skórze. Może usuwałam właśnie toksyny, które dobrowolnie przyjęłam paląc skręta?
Nad ranem zmęczona i wkurzona zwlekłam się z łóżka i stwierdziłam, że czas na śniadanie.
Zrobiłam sobie kawę, herbatę, kanapki, włączyłam radio i myślałam. Zapętliłam się doszczętnie w odtwarzaniu snu o zielonym kochanku. Zawładnął całkowicie moim umysłem. Nie potrafiłam myśleć o niczym innym jak o jego palcach i... ciele?
A gdyby tak przywołać ten sen jeszcze raz? Gdyby zapalić jeszcze raz i przywołać go z odmętów mojego umysłu? Przestałam jeść i prawie przestałam oddychać. Musiałam to zrobić! Musiałam poczuć TO ponownie!
Zerwałam się od stołu, zgarnęłam po drodze zapałki i pobiegłam do auta, do popielniczki. Wyjęłam śmierdzącego peta i poszłam do sąsiedniego lasu. Pomyślałam, że wśród drzew łatwiej mi będzie GO przywołać.
Usiadłam pod drzewem, odpaliłam zapałkę i zaciągnęłam się ostrożnie. Tempo otoczenia zaczęło spowalniać. Jeszcze jedno zaciągnięcie i zgasiłam peta, owinęłam go w papierek i schowałam do kieszeni. Czekałam. Minuta, dwie, nic... Nie rozglądałam się na boki, nie chciałam umundurowanych fantazji. Chciałam JEGO! Zamknęłam oczy i zaczęłam wołać wewnątrz głowy.
Przyjdź błagam, przyjdź do mnie!
Nic się nie działo. Byłam tu sama i samotna, w pełnym życia lesie. Zdjęłam buty i przywarłam stopami do ciepłego mchu oraz... igiełek. Znajome uczucie zaczęło się rozpływać wzdłuż nóg w górę i dalej po ciele. Przyjemny, elektryzujący dreszczyk. Otworzyłam szeroko oczy w nadziei, że już tu jest. Przy drzewie przede mną był ni to krzew, ni to powój, którego wcześniej nie widziałam. Czy to już?! Czy to ON? Podpełzłam do TEGO na czworaka i patrzyłam. Poruszył się, nie jak od podmuchu wiatru, ale jak ożywiona roślina.
Gałązki wysunęły palczaste odnóża w moją stronę i dotknęły mojej twarzy, delikatnie jak motyle. Badały policzki, kształt nosa i ust, zielone palce zaczęły się wydłużać obejmując teraz uszy, szyję i pełznąc dalej po plecach.
- Kim jesteś? - gdy zadałam to pytanie, palce zatrzymały się i usłyszałam szum liści... igieł? Czekałam. Nie mogłam przecież usłyszeć słów, odpowiedzi, której w takiej sytuacji udzielają ludzie. Rozmawiałam z CZYMŚ. Jak to COŚ ma się ze mną porozumieć?
- Kim jesteś? - ponowiłam pytanie.
Znów szum, ale inny, jakby włączyły się w ten szum dźwięki, jakie wydaje delfin. Zaintrygowana czekałam.
- Porozum się jakoś ze mną - poprosiłam. Starałam się wysłać tą prośbę słowem i umysłem.
Odpowiedź usłyszałam natychmiast w głowie, czystą i dźwięczną.
- Jestem zmiennokształtny.
Byłam zszokowana. Boże! Czy to wpływ toksyn mącących moje postrzeganie rzeczywistości?!
- Co to znaczy? - znów zapytałam umysłem.
- Jestem z innego wymiaru i znalazłem się tutaj przez przypadek i i dzięki tobie.
- Nie rozumiem! Jak to przez przypadek? - klęczałam tak w objęciach zielonych wijek patrząc w bezkształtną masę igieł i zieleni i próbując zrozumieć swój... omam?
- To znaczy, że znalazłem się tu, ponieważ przyciągnęła mnie tu energia. Gdy przemieszczałem się obok... obiektu, w którym byłaś, przepływałem przez najbliższe mojej budowie twory twojej natury, przyciągnęła mnie twoja energia. Wessała mnie, a ja wessałem ją. To mnie uratowało i dało mi energię by żyć.
Nic z tego nie rozumiałam. Może spotkałam właśnie UFO, ale gdzie spodek? Jest owszem zielony, ale... ON powinien być zdaje się człekokształtny i z wielką głową... oczami...
Ciekawość walczyła ze strachem i podnieceniem, od którego prawie dygotałam.
- Czy mnie skrzywdzisz? - spytałam.
- My nie krzywdzimy, to wbrew naszym zasadom. Nie zabieramy niczego niezbędnego innym istotom do życia. Wziąłem tylko twój prąd, dałaś mi go - i znów niejasna odpowiedź.
- Co rozumiesz przez stwierdzenie, że wziąłeś mój prąd? - chciałam wiedzieć.
- Wziąłem prąd z obiektu, w którym siedziałaś i ten, który wyprodukowałaś - odparł zwięźle.
- Wyprodukowałam prąd? - to mnie zaintrygowało.
- Tak. Gdy dotknąłem twojej powłoki, twojego ciała, odebrałem uderzenie bardzo silnego strumienia energii. Wasze źródło światła nie pozwala na szybką regenerację sił, nie tak jak nasze. Zacząłem słabnąć i opadać z sił. Mogłem zginąć gdyby nie ty.
Tego było już za wiele, niczego z tego nie rozumiałam.
- Jak ja wyprodukowałam prąd i jak ty go wziąłeś!! - to już wykrzyczałam w głowie.
- Dotknąłem twojego ciała i poczułem silne wibracje, gdy przylgnąłem na większej powierzchni, twoja energia wsączyła się we mnie jak woda, a gdy wszedłem do ciebie, do środka, twój prąd po prostu mnie poraził. To było uczucie, którego doświadczyłem po raz pierwszy. Takiego źródła nie ma w naszym wymiarze. Dziękuję - dodał na zakończenie.
On dziękuje? On kpi! Mogę mu oddać cały swój prąd w ten sposób, jeśli dobrze zrozumiałam co miał na myśli...
- Więc dotknij mnie znowu - poprosiłam.
Cisza. Nic nie mówił, a ja nie wiedziałam gdzie patrzeć, normalnie patrzyła bym w oczy osobie, którą proszę o coś takiego. Ale tu nie było oczu...
- Barbara! - tego już nie usłyszałam w głowie.
- Barbara! Gdzie jesteś? - to był głos Andrzeja. Udam, że nie słyszę.
- Barbara!!! - głos stał się natarczywy i wiedziałam, że nie mam wyjścia, muszę iść, bo nie odpuści.
- Idę, jestem w lesie - wydarłam się wpatrzona w zieloność. Płakać mi się chciało, że muszę GO zostawić.
- Przyjdź do mnie. Znajdź mnie proszę - poprosiłam w głowie.
- Przyjdę - usłyszałam szept w mózgu.

Powlokłam się w stronę domku. Andrzej, uczynny i honorowy człowiek przyprowadził mechanika samochodowego, który to następnie stwierdził awarię taką i siaką i wymianę tego i owego w cenie takiej takiej i śmakiej. Pierdoły, którymi nie miałam ochoty teraz zaprzątać swoich myśli. Umówiłam się na cenę, termin i pa pa. Nie mogłam się doczekać, aż sobie pójdą. Poszli wreszcie, a ja siedziałam na werandzie, patrząc w las, na zachodzące słońce, bzyczące owady i mgłę sunącą po polach naprzeciwko. Kiedy minął dzień? Był dopiero ranek... Czy ON przyjdzie? I jak przyjdzie? Wyrośnie przede mną z ziemi? Zaczęło się ściemniać.
Zamknęłam się w domku i w ciszy czekałam. Przyjdzie, czy też z wywietrzeniem skręta rzeczywistość pozostanie tylko rzeczywistością? Zwykła i oczywista.
Mijały godziny, a ja bezczynnie leżałam i nasłuchiwałam dźwięków z zewnątrz. Nic nowego, żadnych INNYCH dźwięków.
- Jestem - to słowo w mojej głowie było jak uderzenie.
Podskoczyłam na łóżku, na którym w niezmienionej pozycji spędziłam ostatnie trzy godziny.
- Gdzie jesteś? - przestraszona, zadałam to pytanie na głos. - Gdzie jesteś? - powtórzyłam w głowie.
- Tutaj - krótka odpowiedź.
Rozglądałam się nerwowo szukając kępy zieleni, ale nic takiego nie dostrzegłam. Nagle, wzrok mój przykuł nieznaczny ruch obok kominka. Domek był drewniany na zewnątrz i wewnątrz, więc zauważyłam tylko zamazanie kształtów słojów na deskach ściany obok kominka. Wstałam i podeszłam bliżej by zbadać zjawisko. Przede mną stał ON. Wyglądał jak ściana, był z drewna, nie potrafiłam określić jego kształtu. Oniemiałam.
- Długo mnie szukałeś? - wydusiłam w końcu.
- Nie musiałem cię szukać. Wyczuwam twoją energię bardzo mocno. Znam ją. Czekałem aż pójdą ci inni twojej rasy. Musiałem mieć pewność, że nie wrócą - wyjaśnił. - Kim oni są? Są inni niż ty.
- Są mężczyznami, samcami mojego gatunku, ja jestem samicą. To samce tworzą w nas taką energię. Tą samą, której tak potrzebowałeś - wyjaśniłam.
- Czy oni ci się podobali? - zapytał. - Czy wolała byś żebym wyglądał jak oni?
- Nie wiem - zdziwiło mnie to pytanie. - Jesteś niezwykły. Czy jesteś samcem?
- Tak - odparł, wtopił się w ścianę, zniknął.
Stałam osłupiała, coraz bardziej powątpiewając w swoje zdrowie psychiczne.
Po pewnym czasie usiadłam, czy raczej padłam na łóżko.
To wszystko musiało być snem.
Była już noc.
Takie rzeczy się przecież nie dzieją!
Nie chciałam usnąć, nie umiałabym nawet.

PUK PUK PUK

- Kto tam? - spytałam wystraszona.
- Wpuść mnie - krótka odpowiedź.
Podeszłam wystraszona do drzwi. Zdawałam sobie sprawę, że jestem bardzo oddalona od najbliższych domów, że można by mnie tutaj ukatrupić, a ja mogła bym sobie wzywać pomocy na próżno.
Podeszłam do drzwi. Wyjrzałam przez okienko przy drzwiach. Za nimi stał Andrzej. Nagi! Cholera!
- Jest późno Andrzeju. Wróć jutro. Dziś z autem raczej nic nie zrobisz - uśmiechnęłam się uchylając minimalnie drzwi.
Zwariował? Pijany, czy naćpany?!
Nic nie odpowiedział, tylko patrzył.
- Wróciłem. Wpuść mnie - powtórzył.
Dopiero teraz zauważyłam, że mówiąc, nie porusza wargami.
Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- To ty?! - z niedowierzaniem spytałam w myślach otwierając drzwi na oścież. - Dlaczego wyglądasz jak on?!
- Czy to źle? Myślałem, że taki kontakt będzie łatwiejszy - wyjaśnił.
- Jak ty to robisz?! Możesz być wszystkim czym zechcesz? - spytałam zszokowana.
- Tylko przez jakiś czas. To męczy i zabiera energię. Dużo energii. Wolę być waszą... zielenią. To nie męczy.
Boże, jakie to pogmatwane, pomyślałam, zastanawiając się równocześnie czy to usłyszał.
Weszłam do środka, a on za mną. Starałam się zbagatelizować fakt, że jest nagi.
- Jesteś słaby? - zmartwiłam się. - Tyle starania. Żeby mnie nie odstraszyć?
- Jestem. Musiałem znaleźć tego samca, którego postać przybrałem i przeobrazić się. To wyczerpujące - odparł.
W głowie błysnęła mi myśl. Myśl, która z głowy popłynęła do serca i do brzucha, mrowiąc lędźwie.
- Chodź - poczułam dreszcz na myśl o tym, co chciałam zrobić. - Pomogę ci.
Podszedł z twarzą bez wyrazu, zero mimiki.
- Połóż się - poprosiłam - Dam ci moją energię, mój prąd... - mruknęłam.
- Jak ty to robisz? - chciał wiedzieć. - Jak sprawiasz, że nie słabniesz oddając tyle siebie?
- Słabnę, ale tylko na chwilę, później czuję się jeszcze lepiej - wyjaśniłam pokrętnie. Jak mogłam mu objaśnić seks?
Leżał na wznak a ja zdejmowałam z siebie odzież, której nie było zbyt wiele. Obserwował mnie.
Naga położyłam się obok niego, napawając oczy ciałem, którego postać przybrał. Dobrze wybrał. Andrzej był pięknym modelem. Zastanawiałam się jak udało mu się tak dokładnie go odwzorować. Klatka piersiowa, brzuch, włoski na skórze i mięśnie... Bałam się spojrzeć niżej. Czy i ten szczegół odwzorował? Spojrzałam. Był pięknie spokojny, okolony drobnymi włoskami. Patrzyłam coraz bardziej podniecona i ciekawa, czy to skopiowane ciało zadziała tak, jak jego naturalny dla mnie wzorzec. Dotknęłam jego piersi zniżając dłoń na brzuch. Jaki ma smak? Polizałam szyję , pierś, zaczęłam ssać sutek. Jęknął, jego ciało reagowało. Przejechałam po idealnie szorstkim udzie ręką, a po brzuchu językiem. Pomruk rozkoszy rozlał się w moim umyśle. Musiałam go posiąść! Ujęłam jego męskość w dłoń i zacisnęłam palce. Jęk w umyśle spotęgował się i zawibrował w brzuchu. Poczułam ssanie, które żądało spełnienia. Jeszcze nie! Poruszyłam dłonią zaciśniętą na jego penisie, a on napiął ciało gwałtownie porażony tą pieszczotą, otworzył usta jakby mu brakło powietrza. Patrzyłam zafascynowana. Musiałam go posmakować! Objęłam go ustami i pieściłam językiem. Jego krzyk usłyszałam w umyśle i... w uszach. Krzyknął! Gardłowo i niekontrolowanie. Pieściłam go, sama podniecając się tą nierzeczywistą sytuacją i władzą, którą nad nim miałam w tej chwili. Językiem poznawałam kształty jego powłoki, nos wchłaniał zapach, który wydzielał, dłońmi obejmowałam jądra, gładziłam brzuch, aż w pewnym momencie usłyszałam krzyk, ludzki krzyk. Złapał mnie za włosy i znieruchomiał. W ustach poczułam smak... lasu, słońca i... światła?! Wystraszyłam się, że może go jeszcze bardziej wycieńczyłam i zabrałam mu energię. Usiadłam na posłaniu i patrzyłam. Oddychał szybko. Jak na człowieka, normalna reakcja. Powieki miał zaciśnięte. W końcu otworzył oczy.
- Co to było? - to pytanie zadał na głos, po naszemu, po ludzku!
- Seks - odparłam po prostu. - Coś dla nas normalnego i codziennego... jeśli dobrze trafisz... - wiedziałam, że ostatniego nie zrozumie.
- Czy wasza populacja zdaje sobie sprawę jak potężnym źródłem mocy dysponuje?! - usiadł gwałtownie. - Dzięki takiej energii można tworzyć nowe istnienia! - stwierdził ze zszokowaną miną.
- My właśnie tak tworzymy nowe pokolenia, taki bonus od natury... rozkosz - odparłam.
- Musicie być bardzo szczęśliwą rasą - stwierdził.
- Zdziwiłbyś się - mruknęłam, myśląc o "szczęśliwości" ludzkiej rasy.
Czy naprawdę mamy tyle szczęścia i go nie doceniamy?! Czy aż tak tępi i ograniczeni jesteśmy w postrzeganiu świata? Pewnie tak. Nie o tym jednak teraz myślałam. Wciąż byłam podniecona. Pragnęłam spełnienia moim na wskroś ludzkim ciałem. Słabym i ograniczonym, a jednocześnie jak się okazuje, uzbrojonym w ogromny przymiot - seksualną energię.
- W naszym świecie... wytwarzanie energii jest obustronne - nie wiedziałam jak to wytłumaczyć, jak ująć w słowa. - Daje obopólną rozkosz - zdawałam sobie sprawę, że brzmi to niejasno, ale jak to wytłumaczyć?!
- Nie rozumiem - odparł po prostu.
- Wiem! - wkurzyłam się na barierę, na niemożność wytłumaczenia czegoś tak skomplikowanego, a za razem prostego.
- U nas, gdy uprawiamy seks, tak jak my przed chwilą, obie strony doznają tak silnych uczuć, takiej rozkoszy, jak ty przed chwilą.
- Rozkoszy? Zaczekaj. Muszę ją zdefiniować w umyśle, który skopiowałem... To trudne - zmartwił się.
- Wiem - stwierdziłam i równocześnie pomyślałam, że umysł Andrzeja może mieć ciut inne postrzeganie rozkoszy, kasa...
- Pokażę ci - uśmiechnęłam się do NIEGO. - Po co słowa?
Nic nie mówił, tylko patrzył.
Pchnęłam go znów na posłanie.
- Pocałuj mnie - szepnęłam, ale widać nie zrozumiał mojej prośby. - Daj mi usta, przylgnij do mnie - poprosiłam.
Leżąc na boku przysunął się do mnie i objął mnie ramieniem w pasie.
- Dotykaj mnie, mojego ciała - szepnęłam.
Zaczął gładzić najpierw moje plecy, po chwili pośladek. Zarzuciłam udo na jego biodro i przesunęłam je wyżej, przylegając do niego. Starałam się nakierować jego dłoń by zawędrowała między moje nogi. Zrozumiał widać, gdyż zaczął badać palcami przedziałek między pośladkami i niżej, bliżej źródła mojej rozkoszy. Gdy palce natrafiły na śliskość mojej kobiecości, zaczęły ją badać, zagłębiając się do środka i rozprzestrzeniając się na zewnątrz... To już nie była zwykła ludzka dłoń. Mojego wnętrza i pośladków dotykały teraz te same, delikatne macki, którymi dotykał mnie w lesie. Jęknęłam i przylgnęłam do niego jeszcze mocniej.
- Znów czuję twoje wibracje - powiedział to wprost w moje usta. - Twoją rosnącą energię.
Nie byłam teraz w stanie rozmawiać. Pocałowałam go.
- Rób to co ja - poprosiłam.
Z otwartymi szeroko oczami, starał się oddać pocałunek. Uczył się ruchu warg i języka. Wplotłam palce w jego włosy, pieściłam uszy, szyję i plecy. Jego język nie był tylko językiem. Również zmieniał kształt w moich ustach. To było niesamowite doznanie, piorunujące i podniecające nieznanym uczuciem. Chciałam poczuć go jeszcze bliżej, jeszcze bardziej. Położyłam się na plecach. Widziałam jego język wracający do poprzedniego kształtu.
- Połóż się na mnie - poprosiłam.
Powoli, ostrożnie zrobił to.
- Czy ty się mnie nie boisz? - zapytał. - Nie przerażam cię zmieniającym się kształtem? Wy ludzie tak nie robicie.
- Nie, zmiennokształtny - odparłam. - Fascynujesz mnie.
Wyglądał, jakby starał się zrozumieć co mam na myśli.
- Nie mów teraz, całuj mnie - wyszeptałam przyciągając jego głowę do swojej.
Pocałował pewniej, wiedząc jak to zrobić. Mogłam dotykać jego skóry, która była żywa, ale w inny sposób niż moja. Każde miejsce, którego dotykałam, oddawało dotyk mojej dłoni, jakby to ciało chciało zatrzymać moje palce wydłużając tą pieszczotę, spowalniając mój ruch. Każdy centymetr naszych przylegających do siebie ciał mrowił. To było jak energia przepływająca ze skóry w skórę, jak elektryczność, mikro wyładowania. Wiedział, że dotykając mnie w najintymniejszym miejscu, wywoła natychmiastową reakcję. Nie przerywając pocałunku, wcisnął dłoń pod moją pupę i rozpoczął wędrówkę palcami, pełznąc nimi w kierunku cipki. Nie mogłam się doczekać penetracji tymi ruchliwymi i delikatnymi... palcami? Odnóżami? Dotyk, a równocześnie delikatne, mrowiące ukłucia czułam wewnątrz i na zewnątrz, W ustach i na piersiach, udach...To było tak mocne doznanie, że nieoczekiwanie szarpnął mną orgazm. Nie spodziewałam się tego. Za szybko! Krzyknęłam, a on zamarł.
- Czy zrobiłem ci krzywdę? - zapytał wystraszony.
- Nie - szepnęłam. - Było cudownie.
Znów najwyraźniej szukał definicji tego pojęcia.
Pchnęłam go na plecy i teraz byłam na górze, na nim. Nic nie mówił. Chciałam jeszcze. Znów usta przy ustach i ciało przy ciele. Zaczęłam się o niego ocierać. Miałam nadzieję, że jego ciało zareaguje na tą pieszczotę. Tak też się stało, zaczął twardnieć i rosnąć, pobudzany ruchami mojej śliskości. Ocierałam się coraz szybciej, dysząc. Podniosłam się i dłonią nakierowałam go by się na niego nabić. Powoli obniżałam się przyjmując z ulgą każdy jego gorący centymetr. Starał się na mnie patrzeć, ale przegrywał najwyraźniej walkę z przybranym obecnie ciałem. Poruszałam się na nim w górę i w dół, przyspieszając. Wydawało mi się, że widzę iskierki na jego ciele... i na swoim też! Dotknęłam jego skóry obserwując, jak iskierki opływają moje palce, przepływają po przedramieniu w górę, rozszczepiają się na szyję i na twarz łaskocząc, drugim strumieniem pędząc na piersi i w dół, wirując w miejscu naszego złączenia i rozpływając się po jego ciele we wszystkie strony. Iskrzył elektrycznością. Czułam zapach prądu! Przestawałam nad sobą panować. Położyłam się na nim ruszając się teraz coraz szybciej. Czułam delikatne wyładowania we włosach i za uszami. Nasz pot błyszczał? Nie! Świecił, skrzył się, jak setki maleńkich lampek. On nie umiał patrzeć, a może patrzył od wewnątrz? Czułam zbliżające się spełnienie, rozkosz płynącą z prędkością prądu po mnie i we mnie... i w nim. Obok swoich doznań odbierałam również jego odczucia, tak samo pełne zdziwienia i oszołomienia. Zbliżał się do szczytu w tym samym tempie, dociskając mnie dłońmi coraz mocniej. Krzyknęłam porażona mocą z jaką się we mnie wdarło to uczucie. Krzyczeliśmy oboje, drżąc. Usłyszałam huk, ale nie potrafiłam podnieść powiek. Zacisnęły się, a pod nimi łzy. Leżałam na nim długo, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu, czas nie miał teraz znaczenia. Nic nie miało znaczenia. Było tylko TERAZ. Po czasie, jakimś, udało mi się wreszcie otworzyć oczy. Nic nie widziałam. Dziwne, bo przecież lampa obok łóżka świeciła... Usiadłam, a następnie ostrożnie wstałam. On milczał, nawet się nie poruszył. Nic. Zaniepokoiłam się. Musiałam zaświecić światło. Macając ręką ścianę, przesuwałam się w kierunku włącznika. Pstryk. Jasno. Obróciłam się w kierunku łóżka. Obserwował mnie. W ciemności?
- Nic ci nie jest? - zapytałam.
- Nie umiałem wchłonąć takiej ilości energii - zdziwił się. - To dziwne...
- Tak, TO było dziwne - uśmiechnęłam się.
Podeszłam do łóżka.
- Au! - poczułam ból w stopie.
Nadepnęłam na coś, na szkło. Skąd tu potrzaskane szkło? Usiadłam na kanapie, a on obok mnie. Stopa krwawiła i wystawał z niej spory odłamek. Już wiedziałam skąd się wziął.
- Żarówka wybuchła! - stwierdziłam, patrząc zdumiona na lampę przy łóżku.
- To dlatego, że nie pomieściłem takiej ilości energii - odparł poważnie. - Pokaż ranę.
- Znasz się na tym? Mnie już jest słabo... - faktycznie, było mi słabo i robiło mi się niedobrze, gdy patrzyłam na czerwony kawałek żarówki wystający z rany.
- Rozumiem waszą budowę. Naprawię cię - zabrzmiało to śmiesznie.
- Napraw - zaśmiałam się. - Później możesz naprawić auto.
Patrzył na mnie nie rozumiejąc. Podniosłam nogę, zobaczymy co z tego wyjdzie. Przybliżył do niej twarz, a następnie palcami wyciągnął szkło. Syknęłam, zabolało. On natomiast nakrył ranę dłonią, która zaczęła zmieniać kolor na zielony, rozpływać się i zlewać z powierzchnią stopy. Poczułam, że wnika w ranę. Nie bolało, mrowiło i lekko szczypało. Zaintrygowana obserwowałam przemianę kształtu z powrotem w dłoń i... moją zdrową stopę! Poza śladami krwi, nic! Żadnej rany.
- Musisz mi o sobie opowiedzieć więcej - wydusiłam zdumiona.
- Opowiem - zauważyłam jego lekki uśmiech.
Więc jednak miał mimikę.
Zapatrzyliśmy się w siebie, a czas spowolnił.
Bez skręta...
Autor: mika_kamaka

mika_kamaka napisał/a także:

Komentarze

deal14 luty 2012
Scenariusz fajny :) Lubię takie inności.
Ona14 luty 2012
Bardzo mi się podobało. Fajnie byłoby przeczytać ciąg dalszy. Może jakiś seks w kosmosie z jego kolegami?
Snow White15 luty 2012
dobre:)
Sima15 luty 2012
Heh :D ciekawe. Nie prawdopodobne sytuacje ale fajne. Gratuluje pomysłu :D
Sandra16 luty 2012
Więcej, błagam. BŁAGAM!
mika_kamaka16 luty 2012
Sandra. Właśnie mi się w głowie układa dalszy ciąg. Na klawisze przejdzie szybko;-)
deal16 luty 2012
No to dawaj, dawaj :-) żeby nie było że wciąż tylko o stworach to dla odmiany będzie kosmita :D precz z normalnością! ;) :D cudnie :)
arturc18 luty 2012
OMG :D Ja chcee jeszcze?!!!!!!! Zajebiste^^
Sandra18 luty 2012
Mika ! Wyśniłam to opowiadanie ! Tak bardzo zapadło mi w pamięć, że moja podświadomość wraca do niego w nocy, jakie to szczęście że byłam na miejscu tej dziewczyny.


Dodam tylko że mam świadome sny ...
Filip25 luty 2012
Gdyby padł alternator i akumulator to by nie zadziałała zapalniczka, którą odpaliła skręta w pierwszej części;)
Świetne opowiadania. Pozdrawiam!
mika_kamaka25 luty 2012
No dobra dobra! Nie jestem aż tak techniczna. Wiertarkę obsłużę, na elektryce się trochę znam, ale na autach nie. Wiem gdzie się płyn do spryskiwacza wlewa i tyle. Akumulator rozpoznam, ale alternatora nie... :-). Filip - też lubię szukać dziur.
Sandra26 luty 2012
Mika ! kiedy następna część ?:D
Filip28 luty 2012
Bardzo ładna autoprezentacja;)
Swoją drogą nigdy nie widziałem kobiety obsługującej wiertarkę...
mika_kamaka4 marzec 2012
Filipie! W pierwszej części zapaliła skręta zanim pojawił się Zielony Kochanek i wyssał akumulator :-). Za niedoczytanie nazwę go Twoim imieniem ;-) Ha ha

Dodaj komentarz


copyright © pokatne.pl 2003-2012
wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
wykowanie wersji mobilnej: Avenart Design