Erotyka na komórkę

Skręt

- Cholerny świat! - mruknęłam, uchylając okno w samochodzie.
Siedziałam w aucie, które właśnie odmówiło dalszej jazdy. Stałam na leśnej, słabo uczęszczanej drodze i myślałam co tu dalej zrobić. Nie znam się na autach, więc nie naprawię sama. Paliwo jest, więc to nie to. Zostawić go tu nie mogę, bo jadę właśnie na samotny tydzień w głuszy, w letnim domku rodziców i mam pełny (aż za pełny) bagażnik jedzenia, ciuchów i innych najpotrzebniejszych.
- Cholerni faceci! - właśnie się rozstałam. Mojemu byłemu zachciało się innych, niż moja, piczek. Kutafon jeden! Mieliśmy jechać razem na ten upojny tydzień, a teraz jadę sama i upajać się będę... winem i własnymi palcami...
Telefon! No właśnie... Znaleźć go w torebce... Ta... Scyzoryk, portfel, podpaski, trzy opakowania prezerwatyw (cholerni faceci!), kosmetyki, perfumy, skręt... Skręt?! O cholera! Zupełnie o nim zapomniałam! Od miesiąca nosiłam pudełeczko z prezentem od kumpeli. Zabawne. Jak można o czymś takim zapomnieć???
Telefon! Jest.
Brak zasięgu. Nie dziwota, na takim zadupiu. Wysiadłam i zaczęłam szukać sygnału chodząc z telefonem przed nosem. Nic i dalej nic. Oddaliłam się już sporo od samochodu i zaczęłam wpadać w lekką panikę. A jak nikt tędy nie przejedzie przed zmrokiem? Jak w horrorach... Spać w aucie w lesie? No nie wiem... Muszę pomyśleć. Wróciłam do samochodu. Zapaliłabym papierosa. Czasami mnie nachodzi na nikotynkę, ale jej nie miałam. Pewnie w domku letnim są jakieś fajki, ale do celu było co najmniej dziesięć kilometrów. Była trzynasta, a od najbliższej chałupy dzieliło mnie około siedmiu kilometrów. Mają traktor to mnie ściągną. Ok. To jest dobry pomysł!
Spojrzałam na skręta. Czemu nie? Ściągnę ze dwa machy, to się odprężę. Wcisnęłam zapalniczkę, ciekawa czy zadziała. Pstryknęła i wyskoczyła. Działa!
Zaczęłam się zaciągać. Mam śmieszny organizm. Wszelkie używki momentalnie działają i niestety szybko ze mnie wietrzeją. W efekcie, gdy impreza się już rozkręca, ja mam właśnie kaca i brak ochoty na dalszy ciąg. Z trawą jest to samo. W momencie wdechu czuję, że otoczenie się zmienia. Teraz spowalniało, a ja dostrzegałam kolory wyraźnie i ostro. Ostra zieleń igieł na choince przy oknie pasażera wyglądała jak setki cienkich palców dotykających szkła. Jakby pieściły szybę i chciały wedrzeć się do środka i mnie dotknąć. Ciekawe jaki jest ich dotyk? Muszę to sprawdzić. Otworzyłam okno i pociągnęłam gałązkę. Nie chciała się widać rozstać z gałęzią, więc musiałam szarpnąć. W efekcie kawał gałęzi miałam w aucie a ja sama wylądowałam na plecach, w poprzek siedzeń. To było śmieszne! Śmiałam się jak idiotka, prawie płacząc i obejmując gałąź w aucie. Wyglądała jak kochanek między moimi nogami. Podnieciła mnie ta myśl. Pomagając sobie zębami, urwałam gałązkę i dokładnie ją oglądałam. Była piękna, dokładna i pachniała. I kuła w język, gdy ją polizałam. Chciałam ją przeprosić za złe potraktowanie. Było ciepło, a mnie gorąco. Pocałowałam ja i dotknęłam nią swojej szyi. Delikatne ukłucia rozlewały się ciepłymi plamami po skórze. Wymacałam w popielniczce skręta i pociągnęłam. Za mocno, w efekcie zaczęłam kaszleć. Zgasiłam go i wyciągnęłam butelkę wody spod siedzenia. Piłam zachłannie. Woda smakowała jak słoneczny napój, a bąbelki pieściły język i podniebienie. Ciekawe, jak bym je czuła na skórze? Przechyliłam butelkę nad piersiami. Mokra plama powiększała się, a materiał oblepił skórę piersi, później brzucha. Woda wsączała się w spodenki. Odczuwałam ją jak chłodną rękę kochanka, którą ten wsuwa mi w majtki. Wsunęłam więc swoją, dziwiąc się jak bardzo oddzieliłam się od niej. Odbierałam ją, jak obcą dłoń. Byłam mokra. Czułam to na palcach, które w siebie wsunęłam.
Nagle zauważyłam, że igiełki gałęzi, która nade mną zwisała zaczęły się wydłużać i ożywać. Poruszały się powoli we wszystkich kierunkach, jakby szukały czegoś. Sięgnęłam do nich ręką i stwierdziłam, że są miękkie i delikatne w dotyku. Igiełki na moment znieruchomiały, a po chwili zaczęły oplatać moje palce. Cała gałąź rosła, rozszerzała się i gęstniała przybliżając się do mnie. To nie było przerażające, raczej fascynujące. Igły pełzły po moim udzie, jedne w górę, inne w dół, ale nie krępowały moich ruchów. Były jak dotyk wprawnego kochanka. W końcu wpełzły pod moje spodenki. Poczułam, że materiał się napina i cienkie "palce" gałęzi rozrywają materiał. To samo działo się z moją koszulką. Ubranie było potargane, a moje ciało pieściły setki delikatnych, zielonych języczków. Zaczęłam się wić porażona tą pieszczotą. Igiełki poruszały się między moimi udami, po cipce, zagłębiały się w niej, inne kuły sutki i oblepiały szczelnie piersi i szyję. Inne zapełzły w moje usta i bawiły się moim językiem. Czułam się jak by mnie miał wchłonąć ten leśny kochanek. Igiełki, które drażniły wejście do cipki, stwardniały i zgęstniały. Nie mogłam uwierzyć temu co odczuwam! Poczułam jak mnie wypełniają w środku. Stawały się coraz cieplejsze i twardsze, ale sprężyste, jak... penis. Czułam jak wypływają ze mnie soki, byłam podniecona jak nigdy dotąd! Poruszył się we mnie. Najpierw powoli i delikatnie, jakby sprawdzał, czy mnie nie skrzywdzi. Jęknęłam chcąc więcej. Próbowałam przytulić do siebie tą zieloną istotę. Zaczął się we mnie poruszać, głębiej i szybciej. Cały czas czułam dotyk setek palców, na piersiach na brzuchu, szyi, pośladkach... Nawet między palcami stóp. Gdy myślałam, że nie mogę poczuć więcej, igiełki zaczęły twardnieć pod moimi pośladkami i dociskać mnie mocniej do gęstwiny gałęzi. Rozwarły lekko moje pośladki i zaczęły się we mnie powoli wdzierać od tyłu. Jęczałam i gładziłam nieregularną powierzchnię mojego kochanka. Teraz i w pupie czułam dotyk wydłużających się palców. Ruchy zieleni przyśpieszyły, jakby dostosowując się do mojej rosnącej wciąż rozkoszy. Pragnęłam mocniej i szybciej. I trak się stało. Zacisnęłam powieki i odbierałam tylko doznania, zapach lasu, kołysana w ramionach zieleni. Wypełniała mnie od środka, oblepiała na zewnątrz, czułam jej gwałtowne ruchy w środku... I wreszcie błysk światła połączył się z głośnym szumem lasu i moim krzykiem. Rozkosz rozlewała się po mnie i we mnie nie chcąc osłabnąć. Znikałam i się rozpływałam...

PUK PUK PUK

Zamarłam. Czy to mi się wydaje?
Cisza.

PUK PUK PUK

- Proszę pani! - a więc jednak mi się nie wydawało. - Czy z panią wszystko w porządku?
Zerwałam się. Czyli tamto mi się tylko śniło? Szkoda, bo było piękne...
Po stronie kierowcy stał... policjant i pukał o wpółotwarte okno czarodziejską różdżką. O kurczę! To tak teraz wyglądają policyjne pałki?
- Co pani tu robi? - zauważyłam, że jest młody i przystojny. Uśmiechał się dwuznacznie patrząc na moje, dobrze widoczne pod mokrą koszulką piersi i stojące sutki. Nie poczułam o dziwo wstydu, tylko dreszczyk podniecenia pod pieszczotą jego oczu. Pochylił się bliżej szyby i zaciągnął się znanym mu, najwyraźniej zapachem.
- Co my tu mamy?... - zawiesił głos. - Raczy się pani używkami będąc kierowcą? - uniósł pytająco brew.
Opuściłam szybę samochodu do końca.
- Niedoszłym kierowcą - odparłam. - Auto mi zdechło.
- I co teraz? - zapytał, wędrując wzrokiem od moich piersi niżej na moje uda.
- Czekam na wybawcę - uśmiechnęłam się zalotnie, czując dreszczyk w lędźwiach spotęgowany działaniem trawy i snu.
- Może pan mnie wybawi... PANIE WŁADZO? - zapytałam ochryple.
Patrzył na mnie z rozszerzonymi źrenicami. Policyjną pałkę wciąż opierał o krawędź okna. Podniosłam dłoń i zaczęłam wodzić palcem po czubku pałki.
- Będę wdzięczna - uśmiechnęłam się.
Wyprostował się przez co nie widziałam jego twarzy. Przegięłam? Nie. Pochylił się znowu.
- Czego pani potrzeba? - zapytał patrząc mi w oczy.
Nic nie odpowiedziałam, bo co tu mówić. Oblizałam usta ciekawa co zrobi dalej. Przez okno wsunął policyjną pałkę i obrysował jej czubkiem moje usta, przesunął ją w dół i przejechał po szyi, pomiędzy piersi i do sutka, który wydawało mi się stwardniał jeszcze bardziej. Jęknęłam i zamknęłam oczy. Dotyk się urwał. Otworzyłam oczy. Jego twarz był tuż przy mojej. Czułam jego ciepły, pachnący miętą oddech. Pocałował mnie, jakby mnie badał ustami. Pocałunek trwał i się pogłębiał, rozpalając moje przytępione a może wyostrzone skrętem zmysły. Przestał mnie całować i tylko patrzył. Znów przysunął mi do ust pałkę policyjną i wodził nią po wargach. Wysunęłam język i polizałam czubek. Był słony jak... Zaczęłam go ssać i lizać zagłębiając w ustach. Patrzył na to z z zaciśniętymi szczękami. Znów się wyprostował. Teraz na wysokości oczu miałam jego rozporek. Wyciągnęłam rękę i rozpięłam suwak, guzik, wreszcie go miałam w dłoni. Twardy i cudownie pachnący. Przez chwilę go wąchałam. Niecierpliwie przysunął biodra bliżej, napierając czubkiem na moje usta. Tak jak wcześniej jedną, tak teraz drugą "pałkę" zaczęłam wpierw lizać, a po chwili ssać czubek i coraz głębiej brać w usta. Jedną dłonią obejmowałam go u nasady a drugą pieściłam jądra. Zaczęłam się w tej czynności zatracać, robiąc to coraz szybciej i gwałtowniej. Usłyszałam jego jęk, a po chwili gorąca sperma wystrzeliła mi w usta. Połykałam ją łapczywie, smakowała jak nic dotąd. Męskością, lasem i czymś jeszcze. Delikatnie wylizywałam ostatnie krople wypływające z drgającego członka, gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwi samochodu. Zapomniałam się zdziwić, raczej zaciekawiło mnie kim jest druga osoba. Do mojego auta podszedł drugi policjant. Też mi się podobał. Choć w obecnym stanie napalenia, nawet człowiek z trawy by mi się spodobał...
- Masz ochotę na więcej? - uśmiechnął się do mnie.
- Tak - wyszeptałam.
- To wysiądź z auta.
Szarpnęłam za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Siłowałam się z klamką.
- Blokada - beznamiętnie stwierdził.
No tak, blokada drzwi, zapomniałam. Nacisnęłam "odblokuj" i chwiejnym krokiem wysiadłam.
Patrzył mi w oczy. Speszyłam się.
- Pani zachowanie jest bardzo nieroztropne - stwierdził.
- Co przedstawiciele władzy robią w środku lasu? - spytałam bezczelnie.
Nic nie odpowiedział, tylko ujął mnie za łokieć i poprowadził na przód samochodu, odwrócił mnie tyłem do siebie i pchnął na maskę auta. Zawsze kręcił mnie ten filmowy gest policjantów. Oparłam się o rozgrzany metal i wypięłam pupę. Najpierw głaskał tylko i ugniatał moje pośladki przez spodenki. Po chwili ściągał je powoli, ciesząc zapewne oczy krągłościami i widokiem mojej spuchniętej i ociekającej sokami cipki. Wysupłałam się z ze spodenek i czekałam na ciąg dalszy. Myślałam, że od razu we mnie wejdzie, tymczasem poczułam jego język. Jęknęłam i wypięłam pupę jeszcze bardziej. Drażnił językiem moją łechtaczkę, przygryzał pośladki i wsuwał we mnie język. Gdy już myślałam, że więcej nie zniosę i eksploduję, wstał i zaczął rozpinać spodnie. Przyglądałam mu się przez ramię. Jego penis był dłuższy. Ujął go w dłoń i zaczął mnie nim okładać po pupie, by po chwili wejść we mnie na kilka centymetrów. Znów go wyjął i poklepywał mnie nim po pośladkach.
- Zerżnij mnie wreszcie! - prawie wykrzyczałam.
Zaśmiał się, po czym wbił się we mnie mocno. Jego powolne ruchy rozpalały mnie do czerwoności. Zaczęłam jęczeć. Czułam zbliżający się orgazm. On też to wyczuł i nagle przestał. Miałam go ochotę uderzyć. Ze złością zdarłam z siebie koszulkę. Zmusił mnie bym uklękła i wzięła go do ust. Czułam ssanie w dole brzucha i głodną pustkę w cipce. Na szczęście mój pierwszy kochanek postanowił ją wypełnić. Wszedł we mnie i zaczął mnie gwałtownie rżnąć. Czułam, że dłużej nie wytrzymam. Nie umiałam już ssać kutasa w moich ustach. Po prostu zaciskałam dłonie na biodrach mężczyzny, a usta na jego penisie i zaczęłam się poddawać obezwładniającym falom rozkoszy. Mężczyzna, którego miałam w ustach, objął dłońmi moją głowę i... zaczął mnie pieprzyć w usta, szybko i głęboko. Po chwili znieruchomiał a porcje jego spermy spływały mi prosto do gardła. Wypuściłam go z ust, niezdolna już do niczego poza odczuwaniem przyjemności i gdyby nie silne ramiona kochanka za mną, była bym upadła. Choć wydawało mi się to niemożliwe, jego ruchy przyspieszyły, aż w końcu krzyknął i znieruchomiał. Widziałam światło eksplodujące w mojej głowie i rozlewające się po całym ciele... Znikałam...

PUK PUK PUK

Co jest?

PUK PUK PUK

- Pani! Nic pani nie jest? - to z zewnątrz samochodu. - Miała pani wypadek, czy cuś?
Cholera! To też mi się śniło! Ja pierdziu! Co ja wypaliłam?!?!
Za oknem stał starszy facet w koszuli z podwiniętymi rękawami, w spodniach na szelkach i mimo upału, w kaszkiecie na głowie. Tutejszy. Szybko usiadłam i przetarłam oczy.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się słabo. - Auto mi się popsuło.
- Przysnęło się pani - ni to spytał, ni to stwierdził. - Przyślę tu koguś do pańci z traktorem, to odholujemy ją.
- Będę bardzo wdzięczna - co za ulga. - Dziękuję - dodałam.
- Pani tu poczeka.
No pewnie, że poczekam, pomyślałam, a gdzie niby miała bym iść? Wsiadł na furmankę i klnąc siarczyście, starł się ominąć mój samochód po wyboisty "poboczu". W końcu pojechał. A ja siedziałam i przeżywałam najzajebistszy seks mojego życia, który miał miejsce... w mojej głowie.
Po godzinie usłyszałam, a później zobaczyłam pyrkający i trzęsący się traktor. Nawrócił na polance nieopodal i podjechał do mnie tyłem. Z pojazdu wyskoczył facet. O cholera! Ten to był przystojny...
- Czy pan jest naprawdę? - spytałam.
Zatrzymał się w połowie drogi z osłupiałym wyrazem twarzy.
- Mam nadzieję - stwierdził z uśmiechem. - A nie wyglądam?
- Sama już nie wiem - wyciągnęłam rękę w geście przywitania. - Barbara.
- Cześć - odwzajemnił gest - Andrzej.
- Aaauuu!!! - krzyknęłam.
- To żebyś nie miała wątpliwości czy to naprawdę. Uszczypnięcie to ponoć najlepszy sposób.
Rozbawił mnie. Nie mogłam nie zauważyć, że mi się przygląda. Najwyraźniej też mu się podobałam.
Gdzie cię odholować?
Na końcu wioski jest domek letni. To około dziesięciu kilometrów stąd - wyjaśniłam.
Podczepił moje auto na hol.
- Wskakuj i jedziemy.
Jechaliśmy długo, ale nigdzie mi się przecież nie spieszyło. Na miejscu odczepił moje auto.
Mogę wieczorem wpaść zajrzeć pod maskę jeśli chcesz. Znam się trochę - uśmiechnął się nieśmiało.
- Poproszę - ucieszyłam się. - Z nieba mi spadłeś.
Nic już nie odpowiedział, tylko wskoczył do traktora i poturlał się nim do wioski.
Wypakowałam wszystko z bagażnika, załączyłam i zapchałam jedzeniem lodówkę i poszłam się umyć. W końcu odświeżona, uspokojona, ale wciąż podniecona złapałam telefon i po znalezieniu zasięgu zadzwoniłam do Agnieszki.
- Cześć Baśka - przywitała mnie.
- Coś ty mi za zioło dała zmoro?!?! - nakrzyczałam na nią na wstępie.
- Chcesz mi powiedzieć, że miesiąc czekałaś z wypaleniem tego? - zdziwiła się Aga.
- Tak wyszło - odparłam. - Co to było?!?!
- Sama nie wiem. Też to dostałam w prezencie. I jak ci było? - spytała ze śmiechem. - My z Tomkiem przez dwadzieścia godzin nie wychodziliśmy z łóżka, a na drugi dzień nie umiałam chodzić, tak mnie cipka bolała, ale było super.
- Daj spokój! - Ja się z drzewem a później z policjantami pieprzyłam! - Przebij to!
- Że co?!?
- Nic, nic. Jutro ci wyjaśnię - i pozostawiając ja z niedosytem informacji, rozłączyłam się.
Właśnie pod domek podjechało niewielkie terenowe auto, z którego wyskoczył Andrzej. Wyciągnął skrzynkę z narzędziami i podszedł do mojego auta. Stwierdziłam, że dosyć podglądania, idę do niego. Może jednak ten tydzień będzie przyjemniejszy niż myślałam.
Hmmm. No i mam jeszcze pół skręta w popielniczce...
Autor: mika_kamaka

mika_kamaka napisał/a także:

Komentarze

deal10 luty 2012
Nie przychodzi mi do głowy nic innego jak: Dobre :D
BaPE10 luty 2012
Duża lekkość pióra. Fajny język. JESTEM NA TAK!
nieidealna10 luty 2012
Zgadzam się z poprzednikami . a słowo 'kutafon' skądś znam ;)
Magdalena_M10 luty 2012
Zajebiste;) Idealnie trafiłaś w mój gust - nie ma to jak poczuć w sobie kawał WŁADZY:) Ode mnie 10 pkt.
bellORbeast10 luty 2012
mnie zabrakło tyko komendy: "liż piesku!", poza tym super!
WKTR13 luty 2012
Ciekawe opowiadanko choć sam wątek z drugsami mi jednak nie przypasował nie zdawałem sobie że tak mnie to odrzuci według mnie byłoby lepiej bez tego a tak akcja z pieskami całkiem całkiem. Zachęcam do kontynuowania pisania widać potencjał.

Dodaj komentarz


copyright © pokatne.pl 2003-2012
wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
wykowanie wersji mobilnej: Avenart Design