Wakacje z Gosią (V)
Rok 1995.
Wakacje tego roku miały definitywnie zakończyć względnie beztroski rozdział mego życia. Byłem tego absolutnie świadomy i nic nie mogłem zrobić. W kwietniu wyszedłem z wojska, a we wrześniu miałem zacząć pracę. Lipiec i sierpień to miały być ostatnie miesiące laby i beztroskiego "byczenia" się...
A gdzie najlepiej mogłem się "wybyczyć"?...
Odpowiedź mogła być tylko jedna:
U CIOTKI KRYŚKI I GOŚKI!!!!
Pojechałem więc do Enen naładowany pozytywną energią. Zapowiadało się ekstra.
Gośka także zaczęła nowy rozdział. Zaczęła go nawet nieco wcześniej niż ja. Zrezygnowała ze studiów, wróciła do domu i rozpoczęła pracę w sklepie spożywczym. Pracowała na dwie zmiany: od szóstej i od czternastej, co drugą sobotę i wszystkie niedziele miała wolne. Aż można było zanucić: "niedziela będzie dla nas"
Sobotni wieczór.
Siedzieliśmy w pokoju Gośki zapatrzeni w telewizor. Na narożnej kanapie. Gosia opierała się o mnie plecami. To była nasza ulubiona pozycja.
W rękach mieliśmy literatki wypełnione młodym, zeszłorocznym winem swojskiej roboty, które "podgrandziliśmy" Wackowi ze spiżarki. Miał tego sporo, a zresztą sam proponował, więc nie powinien mieć pretensji.
Wacław, przyjaciel Ciotki, był już stałym elementem tej rodziny i wpasował się do niej idealnie. Ciotka była szczęśliwa, Gośka nie miała obiekcji...
A wino było zaiste zacne i raczyliśmy się nim ze smakiem.
- Uwalimy się tym wińskiem zanim film się skończy - prorokowala Gośka
- Już go widziałem – zażartowałem - więc ci opowiem jak to się skończyło
- Noo... Ja też wiem przecież, ale cicho... patrzymy...
Gośka wymusiła na mnie, abyśmy obejrzeli "Love story" na wideo. (Trudno więc było nie znać zakończenia.)
Ona go po prostu uwielbiała.
Gapiliśmy się na losy Oliviera Barreta III i Jenny Cavilleri pełni wzruszenia i skrycie roniliśmy łzy.
- Dziś taka miłość raczej się nie zdarza - stwierdziła "moja Jenny", gdy pojawiły się napisy końcowe.
- Zaraz... a my? - spytałem olśniony nagle
Gosia milczała dłuższą chwilę pozostając w bezruchu.
- Myślisz, że...
- Myślę, że tak... że coś w nas jest - odpowiedziałem zgodnie z tym co czułem - odkąd kojarzę to zawsze byłaś... zawsze byliśmy - poprawiłem się.
Leciałem "na żywo" i na pełnym "spontanie", więc dopuszczalne chyba były pewne "nieczystości".
- Znamy się prawie całe życie... razem robiliśmy kolejne kroki w poznawaniu siebie i świata... i wiesz... odnoszę wrażenie, że nasze uczucie jest absolutne, że jest i zawsze będzie, chociażby nie wiadomo co się stało...
Gdy to mówiłem, Gosia zmieniła pozycję. Odwróciła się i podpierając się rękami o kanapę patrzyła mi prosto w oczy.
- Też mi się tak czasem wydaje - uśmiechnęła się - jesteś bardzo mi bliski, prawie jak brat... - i teraz ten diabelski błysk w oczach - ale z bratem nie poszłabym raczej do łóżka... chyba...
- A z dziewczyną? - to była moja riposta
- Jeju... - żachnęła się - nie czepiaj się... To była przygoda, nowe doświadczenie, niezwykle zmysłowe i... sam powinieneś spróbować...
- Z dziewczyną?! Dzięki, ale od paru lat jestem z taką jedną
- Chodziło mi o faceta...
- Dziękuję, postoję...
- Już ci stoi...
Gosia ocierała się o mnie dosyć intensywnie, a ja reagowałem, jak najbardziej prawidłowo.
- Pokochajmy się...
Słowa Gosi rozpaliły ogień...
- Tęskniłeś?
- Nie, skądże... - odpowiedziałem
Wstaliśmy.
Zdjąłem swoją koszulę, potem koszulkę Gosi. Nie miała na sobie stanika, więc bez zbędnych ceregieli mogłem się wpić ustami w jej sterczące sutki. Ssałem je, jednocześnie rozpinając jeansowe spodnie mojej kochanki. Zsunęła je do kostek.
Znów złączyliśmy wargi w namiętnym pocałunku.
Wszystko się we mnie kotłowało. Krew jak szalona pulsowała w moich żyłach. Płynąłem...
Opadła na kanapę. Szybko ściągnąłem z nóg Gosi spodnie, a potem równie gwałtownie złapałem za jej majteczki. Leżała przede mną naga.
I jakbym widział ją po raz pierwszy. Miała wydepilowane okolice bikini, czego wcześniej u niej się nie uświadczyło. Dodało to jej mistyczności i bardzo mnie podnieciło. Fale gorąca znów uderzały rozkosznie o moje skały.
Pozbyłem się swoich ciuchów.
Tuliłem Gośkę z całych sił wśród pocałunków składanych na całej jej twarzy. Pociągnąłem Gośkę na siebie. Jej włosy opadły z dwóch stron mojej twarzy. Teraz ona muskała mnie ustami.
Boże, jakie to wszystko było doskonałe...
Dobraliśmy się jak w korcu maku. Wszystko między nami grało i pasowało jak w maszynie. Rozumieliśmy się w pół słowa a nawet i bez. Byliśmy jednym organizmem.
Wzięła do ust mojego penisa.
- Uwielbiam go ssać - powiedziała przerywając na chwilę tę czynność.
Patrzyła na mnie i nie mogła ukryć żaru w swoich oczach.
"Szaleństwo, no, normalnie istne szaleństwo" - wirowało w mojej głowie.
Ale uwielbiam te nasze noce, gdy zapominamy o całym świecie. Jak dziś.
Jęczałem z rozkoszy, gdy Gosia ssała powoli mego członka. Wkładała go do ust całego. Odgarnęła włosy ze swej twarzy. Spojrzała na mnie po raz kolejny.
- Lubisz tak?
- Taaak... - wyjęczałem - rób tak jeszcze... ssij go... ssij go, mała... taaak... obciągaj... tak... tak...
Ogarniał mnie już ocean rozkoszy.
- Daj mi swoją cipkę - wycharczałem w nagłym przebłysku.
Gosia zmieniła pozycję przerzucając prawą nogę nad moją twarzą. Miałem więc tuż przed sobą jej rozwartą i mokrą szparkę.
Rozsunąłem lekko jej wargi sromowe i wsadziłem pomiędzy nie swój język. Przez ciało Gosi przeleciał dreszcz. Kontynuowałem pieszczotę powolnymi ruchami. Szparka wilgotniała coraz bardziej, a ta wydzielina niezwykle mi smakowała. Smakowała jak najcudowniejszy nektar. Ubóstwiałem jak rozlewał się po moich wargach. Byłem w raju.
Ruchy miednicy Gosi stawały się coraz intensywniejsze. Powoli jakby traciła nad sobą kontrolę. Czułem, że zbliża się do orgazmu. Moje usta wkrótce zalała mocniejsza fala jej intymnego soku.
Gosia wyprężyła się i znieruchomiała. A ja zostałem rozkosznie uwięziony z nosem przy jej pupie...
Nie jestem w stanie określić jak długo tak trwaliśmy. W takich momentach, coś takiego jak czas nie istnieje. Nic oprócz nas nie istniało. Kiedy się kochaliśmy zawsze miałem wrażenie, że znajdujemy się w nieokreślonym wymiarze. Tylko my otoczeni przez gęstą, puszystą mgłę. To było zajebiste wrażenie...
Dziś widziałem nas jak biegniemy przed siebie. Trzymaliśmy się za ręce, roześmiani i szczęśliwi. Otulała nas jakby świetlista aura. Nasze ciała, skąpane w niej były jeszcze piękniejsze.
Wszystko odbywało się jakby w zwolnionym tempie.
Gosia zwolniła jeszcze bardziej. Zatrzymała się i stanęła przede mną. Zarzuciła mi ręce na szyję. Uwiesiła się na niej oplatając mnie w pasie swymi nogami. Była leciutka i prawie nie czułem jej ciężaru. Przylgnęła do mnie szczelnie. Całowała moją twarz a ja tuliłem do siebie jak najcenniejszy skarb...
Otworzyłem oczy.
Cudny obraz nie zniknął na szczęście, ale stał się bardziej przyziemny. To znaczy; wróciło realne otoczenie.
Gosia nie zapomniała o mnie. Po krótkiej chwili wytchnienia wróciła i kontynuowała przerwaną pieszczotę mojego członka. Pochłaniała go ustami na całej długości. Dłonią pieściła moje jądra.
Teraz zeszła ze mnie i z kanapy, przyklęknęła i masowała dłonią mój sterczący pal. Robiła to prawie tak samo dobrze jak ja kiedyś, ale gwałtowniej i mocniej. Dużo w tym było szorstkości, ale dawało przyjemność.
Patrzyła na mnie.
Nie mogłem już wytrzymać. Jęczałem jak szalony. Zbliżałem się do orgazmu. W końcu wytrysnąłem na swój brzuch.
Gośka pochyliła się nade mną i językiem sunęła po stygnącej strużce nasienia zlizując ją ze mnie. Położyła się obok. Przylgnęliśmy mocno do siebie, jak zwykle zresztą...
- Smakowała ci moja sperma? - spytałem po dłuższej chwili.
Nie wiem czy mam się wstydzić, czy nie, ale ja smaku swojego nasienia nie znałem. Jakoś nigdy mnie to nie interesowało.
- Bardzo - wyszeptała kładąc głowę na mej piersi.
Zasnęliśmy.
Tak jak przypuszczałem - ta noc nie skończy się dla nas zbyt szybko. I to było najpiękniejsze.
Cały pokój tonął w nieśmiałym blasku świec. Dawało to niesamowity efekt wizualny. Chybotliwe ogniki sprawiały wrażenie, że wszystko wokół wygląda jakoś inaczej, jakby nie z tej ziemi. Miało głębię. Było jakby żywe.
Świec było kilkanaście. Każda w innym miejscu pokoju, więc cienie wzajemnie się przenikały. Gosia zdążyła przygotować to wszystko, gdy się kąpałem.
Wszedłem do pokoju owinięty w pasie ręcznikiem.
Gosia wynurzyła się z cienia.
- Wiesz na co mam ochotę? - spytała cicho i nie czekając na moją odpowiedź rzekła - chciałabym poszaleć z tobą... poświrować jak jeszcze nigdy...
Odgarnęła ręką włosy.
Mnie nie musiała o tym mówić. Zawsze marzyłem, aby zrobić z Gosią coś nieszablonowego. Coś perwersyjnego, co wykroczy poza obowiązujące normy. Coś w stylu naszego stosunku analnego sprzed dwóch lat. Może teraz coś równie mocnego?
Kochałem to jej nienasycenie, bo moje mnie nie dziwiło. Kochałem, gdy z Gosi wychodziła nienasycona nimfomanka, a ze mnie wciąż głodny i spragniony erotoman.
Gośka zbliżała się do mnie cichutko i powoli. Skradała się jak Czarna Pantera do swej ofiary. Położyła palec na moich ustach. Obeszła dookoła lustrując mnie od stóp aż do głowy z każdej strony. Pantera... Prawdziwa Pantera...
Przywarła do mych pleców. Objęła oburącz na wysokości piersi. Językiem przesunęła po mojej szyi. Dmuchnęła ciepłym strumieniem powietrza w ucho.
Mój penis podnosił się do góry i po chwili sterczał już jak pal.
Gosia odsunęła się lekko ode mnie przesuwając dłonie w okolice pasa.
Językiem zjeżdżała w dół po linii kręgosłupa. Robiła to bardzo powoli nie omijając żadnego kręgu. Dojechawszy do linii miednicy, wróciła. Rozpoczęła wędrówkę w powrotną stronę. Gdy już się wyprostowała, wbiła delikatnie swe ząbki w moją szyję. Poddawałem się tym niecodziennym pieszczotom z coraz to większym drżeniem ciała.
Gośka znów wyruszyła w dół kucając. Teraz jednak nie zatrzymała się tam, gdzie poprzednio, ale przekroczyła granicę pasa o tych kilka kroków dalej.
Wsunęła język między moje pośladki. Rozchyliła je szeroko.
Jęknąłem z rozkoszy, gdy jej języczek dotknął mojego odbytu. A gdy zaczęła zataczać nim kręgi nie mogłem się już powstrzymać, by nie wydawać pełnych zadowolenia jęków. Ta pieszczota była dla mnie całkowitą nowością. Jeszcze nikt nie pieścił mnie tak jak ona. Było to niezwykle przyjemne. Czułem się wspaniale.
Nie przestawała. Po chwili dotknęła palcem mojej tylnej dziurki. Jej palec był wilgotny jakąś kleistą mazią. Wsuwała mi go coraz głębiej w mój odbyt. Robiła to powolutku, ale wreszcie znalazł się tam cały. Wysunęła i wsunęła. Było to dla mnie niecodzienne, ale przyznaję - sprawiło przyjemność.
Zrobiłem krok do przodu i oparłem się dłońmi o ścianę. Wypiąłem bardziej tyłek.
Dziwne to, naprawdę dziwne, ale nie takie straszne, gdy Gosia to robiła. Jęknąłem. Gośka tymczasem zaczęła masować dłońmi moje pośladki.
- Dobrze ci? - spytała
- Dziwnie - wyznałem.
Bo rzeczywiście było to dla mnie dziwne. Jeszcze nikt tak mnie nie pieścił.
Gosia powstała na nogi. Odwróciłem się do niej.
Zrobiła kilka kroków w tył. Położyła się na łóżku.
Rozsunęła bezwstydnie nogi i podciągnęła je do siebie ukazując swój skarb. Zaczęła bawić się muszelką. Wodziła po niej palcami.
To było show jedyne w swoim rodzaju. Miało w sobie artyzm, mistykę, magię. Nie widziałem wielu piękniejszych obrazów.
Spoglądałem więc na przedstawienie, które prezentowała moja kochana Gosia.
Przysunąłem fotel naprzeciwko niej i rozsiadłem się wygodnie opierając nogę na prawej poręczy. Bezwiednie zacisnąłem dłoń na moim sterczącym instrumencie i zacząłem nią energicznie poruszać. Wpatrywaliśmy się tak w siebie robiąc to "na własną rękę".
Gosia sięgnęła ręką pod poduszkę i wyciągnęła pokaźnych rozmiarów wibrator.
Najpierw wsadziła go do buzi i symulowała pieszczoty oralne, ale dość szybko znalazł się on tam, gdzie powinien. Wsuwała go i wysuwała. Drugą ręką miętoliła swoje cycuszki. Miała zamknięte oczy oddając się chwili i jakby zapominając o mnie. A ja chciałem prawie rzucić się na nią i samemu kontynuować to, co robiła. Powstrzymałem się jednak.
A Gosia coraz bardziej się podniecała.
Nie, nie, nie, nie wytrzymam dłużej - przeleciało mi przez głowę.
Energicznie wstałem i podszedłem do Gośki. Ona przerwała masowanie się wibratorem, odłożyła go i wyciągnęła rękę w moją stronę.
Dotknąłem jej kolan, rozsunąłem je bardziej. Zwilżyłem śliną swego członka, chociaż to nie było raczej potrzebne, bo wnętrze Gosi było wyjątkowo już wilgotne. Powoli wsuwałem go w cipkę Gosi aż do końca, po same jądra. Przytrzymywałem ją w pasie i rytmicznie poruszałem
się w niej. Założyłem nogi Gosi na swoje ramiona, żeby dotrzeć jeszcze głębiej. Czułem jak głowica mego członka uderza w tylną ściankę pochwy.
Falowaliśmy rytmicznie. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
- Pieprz mnie, pieprz... - jęczała - uwielbiam jak to robisz... tak... tak... mocniej... aaa...
Wpychałem swego pena coraz gwałtowniej. Dokładnie tak, jak chciała.
Dochodziliśmy. Oboje straciliśmy już dawno kontakt z rzeczywistością...
Doszliśmy jednocześnie. Strumień mojego nasienia wytrysnął w głąb Gosi, a po chwili jej soki wytrysnęły z niej szeroką strugą.
- Kocham cię, kocham, kocham - szeptałem bez końca wprost do ucha Gośki...
Wkrótce zasnęliśmy w swoich ramionach. Tak bardzo szczęśliwi i wewnętrznie radośni...
Było nam jak w raju...
Ona - Ewa, ja - Adam...
Było cudownie i bezpiecznie...
Otuleni tą świadomością, byliśmy przekonani, że tak będzie zawsze...
Autor: darjim
darjim napisał/a także: