Erotyka na komórkę

Żywot małego (IV)

Miękkie kutasy pozostaną miękkimi - wyszeptałem do swojego odbicia w oknie dopalając kolejną zapałkę, którymi maniakalnie bawiłem się po dwudziestej pierwszej. W tle leciał mi jakiś psychodeliczny rock na przemian z dźwiękami w wiedźmińskim stylu - kochałem świat Sapkowskiego.

Było jakoś tak przed bezpośrednim rozbłyskiem księżyca (chyba dochodziła dwudziesta druga), bramy mojej nocy zaczęły się powoli otwierać w rytm podniecających bębnów wróżących orgię za pięć dwunasta. Orgię moich myśli i przypadkowych spotkań, orgię zastanowień i przemyśleń - codziennych walk, orgię moich potajemnych żądz.
Nakarmiłem kota, zgasiłem światło i wyszedłem w mrok miasta Iks. Delikatnie mżyło, jednak uwielbiałem taką pogodę, włócząc się w długim płaszczu od baru do baru, nie odpowiadając na uśmiechy, deptając swój telefon i wszystkie przychodzące wiadomości, wypijając jeden kieliszek najtańszej wódki w każdym z pubów - mając gdzieś olśnienia, zauroczenia, emocje i życie. Kochałem deszczową pogodę, deszczową pogodę w styczniowym Iks, to był już trzeci rok jak tutaj zamieszkałem - pewnie zostanę do śmierci w tym obskurnym molochu zwanym potocznie metropolią strachu, miastem wygnanych, imaginacją niedokończonych marzeń - moim domem.
Tymczasem zawitałem już do czwartego baru w przeciągu godziny i przy stoliku oblepionym w jakąś tanią skórę ujrzałem ją. Wizja olewania emocji została przyćmiona cieniem mojego kutasa, który przyćmił mi wszystko oprócz zwierzęcych instynktów, którymi kierowałem się przez większą część mojej ziemskiej egzystencji. Ujrzałem ją w potarganych spodniach, krwisto-czerwonym płaszczu i fioletowej spince we włosach. Miała bardzo delikatną szminkę, znikomy makijaż i szklankę rumowego mojito w dłoniach, które przypominały mi delikatne gałązki trzymające lodowego drinka - to pewnie przez zielony, ekstrawagancki kolor jej paznokci.
Rozejrzałem się i znalazłem jedno wolne miejsce zaraz koło Julki, bo tak miała na imię. Nie mogę sobie dzisiaj uwierzyć, że moja znajomość z nią zakończyła się tylko na jednym odprowadzeniu jej pod blok - bo była pierwszą kobietą, której nie miałem odwagi skrzywdzić - od bardzo, bardzo dawna.

Podszedłem dość chwiejnym krokiem, jednak głos jeszcze nie zdobył się na jakieś zniekształcenie, zamówiłem żubrówkę z 7up i spojrzałem na jej lirycznie wyeksponowane nadgarstki, które teraz słodko masowała wpatrując się w jakąś podróbkę obrazu Rembrandta wiszącą naprzeciwko nas.

- Lubisz sztukę, nieznajoma?
- Lubię, chłopcze o błyszczących oczach.
- To wódka się błyszczy, nie ja. Ja płaczę od środka - płaczę, starając się zalać ten smutek potopową falą, ciekawe czy podczas potopu znali już alkohol? 40 dni o suchym pysku?
- Alkohol pewnie znali, ale co to za życie bez Rembrandta, Rubensa i Matejki?
- Czyli lubisz sztukę, mała, a ja lubię kiedy inni ludzie ją lubią, dostrzegają, zażywają doocznie,
- Gdyby każdy artysta był podobnie rozluźniony jak ty podczas kreślenia pierwszych szkiców, to pewnie takich dzieł byłoby dziś więcej, co?
- Jesteś moim czwartym barem...
- ...Julko,
- Julko? Cholera, Romeo był chyba krztę przystojniejszy ode mnie, co?
- Wiesz, na pewno przychodził do swojej ukochanej mniej wstawiony od ciebie.
- Czyżbym wyczuwał w twoim drżącym głosie nutę podniecającego cynizmu?
- Wyjdźmy stąd, duszno mi, a niezły masz tyłek, więc możesz mnie odprowadzić, mieszkam niedaleko.
- Jeśli tylko zaprosisz mnie na pokaz tyłkowej mody - dlaczego nie!

Uśmiechnęła się, pogapiliśmy się chwilę w ten badziewny malunek i powędrowaliśmy w kierunku jej domu, zaproponowałem przedłużyć drogę przez park.
Julka studiowała kulturoznawstwo i najbardziej kręciły ją majańskie piramidy i rytualne orgie podczas składania ofiar, nie przekonałem się czy miało to swój przerzut na życie realne... no może przekonałem - ale tylko krztynę.

Było już grubo po północy, a my wchodziliśmy w centralny park przebrudzonego już dniem miasta. Było ciemno, grupki dresów w taką pogodę wolały ćpać tanie dragi na swoich melinach, ogólnie rzecz biorąc - pustka. Zaczęliśmy rozmowę o jej wymarzonej podróży do Ameryki Południowej, o moim kroku gdy wchodziłem patrząc na jej szatynowe włosy, a nie piersi (o kształcie wprost doskonałym), o tym, że nie może pojąć dlaczego po czterdziestosiedmiominutowej rozmowie daje mi się odprowadzać po ciemnym parku środkiem nocy.
Miała dwadzieścia trzy lata, a ta liczba była moją szczęśliwą.
Koło pierwszej wyznała mi, że zna moje wiersze i bardzo ciekawi ją moja twórczość, mimo tego - że średnio za nią przepada. "Wiesz, Krzyś... za dużo seksu - seks jest w porządku, jednak musisz nauczyć się rozgraniczać słowa - rozgraniczać emocje, dotykać również innych spraw" - "chcesz sprawdzić co jeszcze umiem dotykać?" - wzruszyła ramionami ironicznie przezywając mnie od cyników, a minutę po tym znaleźliśmy się pod ogromnym dębem w samym środku parku.
Mżawka skończyła się dobrą godzinę wcześniej, jednak powierzchnia ziemi nadal trąciła swądem deszczu i mokrej trawy. Przewróciła mnie na ziemię i pocałowała namiętnie zasysając moje wargi i trącając językiem czubek nosa.
Przystawiła rozchylone usta do płatków moich uszu i wyszeptała, że chce mnie poczuć, poczuć mocno, bo wie - że już się do niej nigdy nie odezwę. Że zna się na ludziach i ten typ tak ma.

Nie odpowiedziałem, nie przeleciałem jej, nie miałem gumek, a jednocześnie chodziło po mojej głowie stado dziwnych przeczuć. Wdrapaliśmy się na drzewo, na pniu umiejscowiona była drabinka, a powyżej dzieciaki miały swój drzewny domek. Rozpięła płaszcz, a ja zdarłem z niej spódnicę, jej stringi (które ubierała - jak mówiła - od święta) miały mocno dziwkarski, węglisto-czarny kolor i krój, czarny krój - stawiający mnie na baczność. Usiadła na małym stoliku, na którym leżała niedopita butelka jakiegoś soku, a ja zawędrowałem w najwspanialsze wrota, jakie mogłem sobie tego wieczoru wymarzyć. Smakowała jak świeży miód oblepiający moje szowinistyczne i przesiąknięte sarkazmem usta, jęki zaczęły wychodzić poza domek, drzewo, poza okrąg dębu, pewnie i poza park. Trącałem językiem jej skrzydełka, królewnę łechtaczkę, okolice anusa, zwijała się w erotycznych konwulsjach - podczas gdy ja nawet nie zamknąłem oczy, pierdoliłem ją wzrokiem, a ona krzyczała moje imię w jakichś wymarłych, meksykańskich narzeczach - pieprzyłem ją ustami powoli, strasznie uczuciowo, plastycznie, po męsku, z zacięciem, jakby w tle tańczyły nasze dusze. Powiedziałem sobie, że po Małej nie zakocham się w nikim. W nikim kurwa. W nikim.
Zapragnęła zasmakować mojego napiętego jak cięciwa dragona, jednak nie miałem na to ochoty, fellatio tego wieczoru nie sprawiłoby mi przyjemności - bo wszystkie zmysły były nakierowane w te kilkadziesiąt minut na kobietę. Dłońmi delikatnie ściskałem jej piersi, szczypałem sutki i fragmentami mchu, który zdołałem zerwać "na dole" nawilżałem brzuch, okolice pępka. To nie była mineta, to był spektakl dwójki dorosłych osób, które nagle poczuły się nastoletnimi gówniarzami uciekającymi do lasu przed rodzicami. Poczułem się tam jak młody Bóg - dlatego, że wszystko było skierowane w stronę Julii. Nie myślałem o sobie, chyba pierwszy raz od wieku, od tysiąclecia, pomogłem się jej ubrać, uczesałem włosy i poszliśmy jeszcze do jakiejś knajpki na lampkę wina.

Nie prosiła mnie o bujne historie moich dzieł, prac, tudzież po prostu wierszy - nie prosiła mnie o nic, była idealnie smakującym doznaniem, które zaspokoiło mnie na najbliższy czas. Dała mi wenę, pewność - że jeszcze nie taki straszny ze mnie skurwysyn, dała mi uśmiech. Motyle zaczęły dobijać się do wrót mojego serca, jednak już na drugi dzień potargałem karteczkę z jej numerem telefonu i zapachem perfum - potargałem i nie mam ochoty szukać jej w koszu. Julka była epizodem, który uwolnił z mojego skamieniałego serca kilka kropel tego - czym zafascynowałem Małą - kilka kropel Krzysia.
Autor: Zoso

Zoso napisał/a także:

Komentarze

ZUoOo20 styczeń 2012
Witam. Muszę powiedziec, że opowiadania erotyczne stylizowane na proze Sapkowskiego są dość niekonwencjonalne. Ale pozytywnie dlugie bogate w przenośnie opisy wprowadzaja do opowiadania nowa swierzość 7/10
Ona21 styczeń 2012
Fajnie piszesz:) Bardzo mi się podoba.
karolina28 styczeń 2012
fajne masz talent ten bohater sie chyba w niej zakochał tak mi sie wydaje
Jagódka16 luty 2012
nie mam pojęcia skąd tak niskie oceny. Twoje opowiadania są po prostu genialne. Seks czy jego brak, dla mnie nie ma znaczenia czytam dla przyjemności jaką mi sprawia odbiór tekstu, który jest po prostu wybitny! Brak mi słów :)

Dodaj komentarz


copyright © pokatne.pl 2003-2012
wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
wykowanie wersji mobilnej: Avenart Design